barbara03
06.10.05, 16:29
Jaka będzie Polska, gdy wybory prezydenckie wygra Donald Tusk? Czy potrzebne
jest budowanie IV RP, czy wystarczy kontynuowanie III?
- Wytyczyłem trzy cele mojej prezydentury. Po pierwsze, praca dobrem
powszechnym. Po drugie, silna Polska w Europie i świecie. Po trzecie, uczciwa
i skromna władza. Potrzebujemy dziś uczciwego prezydenta i silnej Polski, a
nie, jak mówi Lech Kaczyński, silnego prezydenta i uczciwej Polski. To nie
Polska jest chora, ale polska władza. Dzisiaj potrzeba nam wielkiej przemiany.
Niechętnie używam etykiet. Od tego, że Polskę nazwiemy IV Rzeczypospolitą, nic
się nie zmieni. Jeżeli ograniczymy zmiany do tego, co proponuje PiS,
przegramy, bo sama zmiana nazwy i rozliczenie przeszłości nie wystarczy.
- Jakim będzie pan prezydentem? Czy zrezygnuje pan z członkostwa w PO?
- Chcę być prezydentem skutecznym, ale skromnym. Chcę zrezygnować z przepychu,
z którym dziś kojarzy się urząd prezydenta Kwaśniewskiego. Ideałem nie jest
dla mnie dwór w stylu prezydenta Putina, lecz skromność głowy państwa w Szwecji.
Jeżeli zostanę wybrany, zrezygnuję z członkostwa w PO, bo Polacy oczekują od
prezydenta, aby stał ponad sporami partyjnymi.
- Jak będzie się układała współpraca z Kazimierzem Marcinkiewiczem,
ewentualnie Jarosławem Kaczyńskim jako premierem?
- Jestem przekonany, że dobrze. Zobaczycie po wyborach, że znacznie więcej nas
łączy niż dzieli. Ale dobrze, to nie znaczy, że będę malowanym prezydentem. Są
sprawy, których będę stanowczo bronił. Nie podpiszę ustaw, których
konsekwencją miałaby być redukcja miejsc pracy, z wyjątkiem redukcji zbędnej
biurokracji. Nie zgodzę się na wprowadzanie nowych lub podnoszenie
dotychczasowych podatków. Nie podpiszę ustawy o podatku katastralnym. Nie
zgodzę się też na ustanawianie nowych przywilejów, ani na rozwój biurokracji,
obciążającej swoimi kosztami wszystkich Polaków. Rządowi zaoferuję szeroką
współpracę. Szczególnie w sprawach rynku pracy, bezpieczeństwa i polityki
zagranicznej oraz likwidacji przywilejów. W tej ostatniej dziedzinie chcę dać
rządowi przykład, wprowadzając od pierwszego dnia swojego urzędowania
gruntowne zmiany w Kancelarii Prezydenta.
- Co by było, gdyby rozmowy z PiS-em o utworzeniu nowego rządu potoczyły się
tak, że PO nie znalazłaby się w koalicji?
- Nie wierzę, żeby Jarosław i Lech Kaczyńscy chcieli do tego doprowadzić. Nic
nie jest warte spowodowania takiego kryzysu w państwie, nawet przegrana
prezydentura. Jestem przekonany, że koledzy z PiS zdołają się powstrzymać
przed takim sposobem prowadzenia kampanii, po którym już nie ma odwrotu. Dziś
już ocierają się o tę granicę. Mam nadzieję, że zdają sobie z tego sprawę.
Jeżeli zostanę wybrany prezydentem, będę gwarantem stabilności koalicji PiS i PO.
- Jaką pozycję zajęłaby PO i Donald Tusk, gdyby wybory prezydenckie wygrał
Lech Kaczyński?
- Jestem przekonany, że będziemy uczestnikiem rządzącej koalicji, a PiS
uszanuje wyniki wyborów, w których różnica między naszymi partiami była nikła.
Chcemy wziąć pełną odpowiedzialność za Polskę, bo do tego zobowiązali nas
wyborcy. Jeżeli to się uda, Polska będzie lepszym krajem - wierzę w to.
- Jak silna jest władza prezydencka w Polsce?
- Mój konkurent Lech Kaczyński mówi, że zbyt mała. Nie podzielam tej opinii.
To nie władza prezydencka jest dziś w Polsce za mała, ale prezydent
Kwaśniewski wydaje się zbyt słaby i nie wykorzystuje wielu konstytucyjnych
prerogatyw.
Stoi przed nami debata dotycząca zmiany konstytucji. Nie uchylam się przed
dyskusją nad zmianami uprawnień prezydenta. Ale boję się zbyt daleko idących
pomysłów PiS. I boję się prezydenta Lecha Kaczyńskiego z Jarosławem za
plecami, który tych uprawnień używa.
- Obecność naszych wojsk w Iraku budzi kontrowersje. Czy pan, jako prezydent,
podjąłby decyzję o wysłaniu naszych żołnierzy w jakiś zapalny rejon świata?
- Aleksander Kwaśniewski miał dość wyobraźni i odwagi, żeby w kluczowym
momencie nie ulec populizmowi i podjął właściwą decyzję w sprawie Iraku. To,
że jesteśmy tam już tak długo i że jesteśmy cenionym partnerem i Amerykanów, i
rządu irackiego, pokazuje, że stać nas na to, aby wnosić do polityki i
bezpieczeństwa międzynarodowego istotny wkład. Dziś, na szczęście, nie stoimy
przed podobnym wyborem. Jeśli jednak taka sytuacja się powtórzy i tak się
złoży, że będę wówczas prezydentem, to nie uchylę się przed
odpowiedzialnością. Nawet gdyby była to bardzo kontrowersyjna decyzja.
- Bliższy rejon świata - Ukraina. Czy nie zaangażowaliśmy się zbyt mocno w
"pomarańczową rewolucję”?
- Nie. Polska znalazła się tam we właściwym czasie i właściwej roli. To
wzorcowy niemal przykład, jak powinniśmy budować naszą pozycję w Unii
Europejskiej. Nie chcę, byśmy ulegali złudzeniu, że samodzielnie stworzymy
potęgę, która może być przeciwwagą dla wpływów Rosji. Polska, z racji
położenia oraz potencjału, jest krajem naturalnie predysponowanym do tego, by
proponować Unii Europejskiej politykę wschodnią i aby była to polityka zgodna
z polską racją stanu. W przypadku Ukrainy tak się w dużym stopniu stało.
Szkoda, że nie jest tak w naszych relacjach z Białorusią i przede wszystkim
Rosją. Ale wierzę głęboko, że zmiana układu sił w Europie, jaką zapowiada
dochodzenie do władzy sił prawicowych i centrowych w najważniejszych krajach
UE, spowoduje, że przestaną one prowadzić dwustronne rozmowy z Moskwą ponad
głowami Polaków.
- W jakim stopniu władze powinny ingerować w gospodarkę?
- Niewątpliwie, rozwiązania proponowane przez PO idą dużo dalej w uwalnianiu
gospodarki spod szkodliwych wpływów państwa niż rozwiązania PiS, które czasami
idą wręcz w odwrotną stronę. To niepokoi, bo musi prowadzić do zwiększenia
problemów, które wspólnie chcemy wyeliminować. Przykładem niech będzie
postulat stworzenia superurzędu do zwalczania korupcji. Platforma odpowiada,
że raczej należy wyeliminować przepisy, które rodzą korupcję, zaś taki urząd
to nowe przepisy, nowa biurokracja i nowe możliwości korumpowania urzędników.
Na to PiS twierdzi, że jesteśmy zwolennikiem skrajnie liberalnych rozwiązań.
Dużo bardziej zasadnie należałoby propozycje PiS nazwać socjalistycznymi.
- Prawie każda większa afera w Polsce odbywała się ze służbami specjalnymi w
tle lub wręcz w roli głównej. Co należy z nimi zrobić?
- Służbom specjalnym trzeba przede wszystkim odebrać uprawnienia śledcze. To
było źródło ogromnej większości afer z ich udziałem. Jedyną rolą, jaką powinny
spełniać, jest zbieranie i dostarczanie informacji i analiz.
- W jakim stopniu Polacy powinni mieć dostęp do teczek SB?
- W jak najszerszym. Ograniczyłbym dostęp jedynie do bardzo wąsko definiowanej
grupy informacji o życiu intymnym.
- Jeżeli to pan, jako prezydent, będzie żegnał ustępującego Aleksandra
Kwaśniewskiego, to co pan mu powie?
- Podziękuję mu.