Dodaj do ulubionych

Tusk naszym PREZYDENTEM

06.10.05, 16:29
Jaka będzie Polska, gdy wybory prezydenckie wygra Donald Tusk? Czy potrzebne
jest budowanie IV RP, czy wystarczy kontynuowanie III?
- Wytyczyłem trzy cele mojej prezydentury. Po pierwsze, praca dobrem
powszechnym. Po drugie, silna Polska w Europie i świecie. Po trzecie, uczciwa
i skromna władza. Potrzebujemy dziś uczciwego prezydenta i silnej Polski, a
nie, jak mówi Lech Kaczyński, silnego prezydenta i uczciwej Polski. To nie
Polska jest chora, ale polska władza. Dzisiaj potrzeba nam wielkiej przemiany.
Niechętnie używam etykiet. Od tego, że Polskę nazwiemy IV Rzeczypospolitą, nic
się nie zmieni. Jeżeli ograniczymy zmiany do tego, co proponuje PiS,
przegramy, bo sama zmiana nazwy i rozliczenie przeszłości nie wystarczy.
- Jakim będzie pan prezydentem? Czy zrezygnuje pan z członkostwa w PO?
- Chcę być prezydentem skutecznym, ale skromnym. Chcę zrezygnować z przepychu,
z którym dziś kojarzy się urząd prezydenta Kwaśniewskiego. Ideałem nie jest
dla mnie dwór w stylu prezydenta Putina, lecz skromność głowy państwa w Szwecji.
Jeżeli zostanę wybrany, zrezygnuję z członkostwa w PO, bo Polacy oczekują od
prezydenta, aby stał ponad sporami partyjnymi.
- Jak będzie się układała współpraca z Kazimierzem Marcinkiewiczem,
ewentualnie Jarosławem Kaczyńskim jako premierem?
- Jestem przekonany, że dobrze. Zobaczycie po wyborach, że znacznie więcej nas
łączy niż dzieli. Ale dobrze, to nie znaczy, że będę malowanym prezydentem. Są
sprawy, których będę stanowczo bronił. Nie podpiszę ustaw, których
konsekwencją miałaby być redukcja miejsc pracy, z wyjątkiem redukcji zbędnej
biurokracji. Nie zgodzę się na wprowadzanie nowych lub podnoszenie
dotychczasowych podatków. Nie podpiszę ustawy o podatku katastralnym. Nie
zgodzę się też na ustanawianie nowych przywilejów, ani na rozwój biurokracji,
obciążającej swoimi kosztami wszystkich Polaków. Rządowi zaoferuję szeroką
współpracę. Szczególnie w sprawach rynku pracy, bezpieczeństwa i polityki
zagranicznej oraz likwidacji przywilejów. W tej ostatniej dziedzinie chcę dać
rządowi przykład, wprowadzając od pierwszego dnia swojego urzędowania
gruntowne zmiany w Kancelarii Prezydenta.
- Co by było, gdyby rozmowy z PiS-em o utworzeniu nowego rządu potoczyły się
tak, że PO nie znalazłaby się w koalicji?
- Nie wierzę, żeby Jarosław i Lech Kaczyńscy chcieli do tego doprowadzić. Nic
nie jest warte spowodowania takiego kryzysu w państwie, nawet przegrana
prezydentura. Jestem przekonany, że koledzy z PiS zdołają się powstrzymać
przed takim sposobem prowadzenia kampanii, po którym już nie ma odwrotu. Dziś
już ocierają się o tę granicę. Mam nadzieję, że zdają sobie z tego sprawę.
Jeżeli zostanę wybrany prezydentem, będę gwarantem stabilności koalicji PiS i PO.
- Jaką pozycję zajęłaby PO i Donald Tusk, gdyby wybory prezydenckie wygrał
Lech Kaczyński?
- Jestem przekonany, że będziemy uczestnikiem rządzącej koalicji, a PiS
uszanuje wyniki wyborów, w których różnica między naszymi partiami była nikła.
Chcemy wziąć pełną odpowiedzialność za Polskę, bo do tego zobowiązali nas
wyborcy. Jeżeli to się uda, Polska będzie lepszym krajem - wierzę w to.
- Jak silna jest władza prezydencka w Polsce?
- Mój konkurent Lech Kaczyński mówi, że zbyt mała. Nie podzielam tej opinii.
To nie władza prezydencka jest dziś w Polsce za mała, ale prezydent
Kwaśniewski wydaje się zbyt słaby i nie wykorzystuje wielu konstytucyjnych
prerogatyw.
Stoi przed nami debata dotycząca zmiany konstytucji. Nie uchylam się przed
dyskusją nad zmianami uprawnień prezydenta. Ale boję się zbyt daleko idących
pomysłów PiS. I boję się prezydenta Lecha Kaczyńskiego z Jarosławem za
plecami, który tych uprawnień używa.
- Obecność naszych wojsk w Iraku budzi kontrowersje. Czy pan, jako prezydent,
podjąłby decyzję o wysłaniu naszych żołnierzy w jakiś zapalny rejon świata?
- Aleksander Kwaśniewski miał dość wyobraźni i odwagi, żeby w kluczowym
momencie nie ulec populizmowi i podjął właściwą decyzję w sprawie Iraku. To,
że jesteśmy tam już tak długo i że jesteśmy cenionym partnerem i Amerykanów, i
rządu irackiego, pokazuje, że stać nas na to, aby wnosić do polityki i
bezpieczeństwa międzynarodowego istotny wkład. Dziś, na szczęście, nie stoimy
przed podobnym wyborem. Jeśli jednak taka sytuacja się powtórzy i tak się
złoży, że będę wówczas prezydentem, to nie uchylę się przed
odpowiedzialnością. Nawet gdyby była to bardzo kontrowersyjna decyzja.
- Bliższy rejon świata - Ukraina. Czy nie zaangażowaliśmy się zbyt mocno w
"pomarańczową rewolucję”?
- Nie. Polska znalazła się tam we właściwym czasie i właściwej roli. To
wzorcowy niemal przykład, jak powinniśmy budować naszą pozycję w Unii
Europejskiej. Nie chcę, byśmy ulegali złudzeniu, że samodzielnie stworzymy
potęgę, która może być przeciwwagą dla wpływów Rosji. Polska, z racji
położenia oraz potencjału, jest krajem naturalnie predysponowanym do tego, by
proponować Unii Europejskiej politykę wschodnią i aby była to polityka zgodna
z polską racją stanu. W przypadku Ukrainy tak się w dużym stopniu stało.
Szkoda, że nie jest tak w naszych relacjach z Białorusią i przede wszystkim
Rosją. Ale wierzę głęboko, że zmiana układu sił w Europie, jaką zapowiada
dochodzenie do władzy sił prawicowych i centrowych w najważniejszych krajach
UE, spowoduje, że przestaną one prowadzić dwustronne rozmowy z Moskwą ponad
głowami Polaków.
- W jakim stopniu władze powinny ingerować w gospodarkę?
- Niewątpliwie, rozwiązania proponowane przez PO idą dużo dalej w uwalnianiu
gospodarki spod szkodliwych wpływów państwa niż rozwiązania PiS, które czasami
idą wręcz w odwrotną stronę. To niepokoi, bo musi prowadzić do zwiększenia
problemów, które wspólnie chcemy wyeliminować. Przykładem niech będzie
postulat stworzenia superurzędu do zwalczania korupcji. Platforma odpowiada,
że raczej należy wyeliminować przepisy, które rodzą korupcję, zaś taki urząd
to nowe przepisy, nowa biurokracja i nowe możliwości korumpowania urzędników.
Na to PiS twierdzi, że jesteśmy zwolennikiem skrajnie liberalnych rozwiązań.
Dużo bardziej zasadnie należałoby propozycje PiS nazwać socjalistycznymi.
- Prawie każda większa afera w Polsce odbywała się ze służbami specjalnymi w
tle lub wręcz w roli głównej. Co należy z nimi zrobić?
- Służbom specjalnym trzeba przede wszystkim odebrać uprawnienia śledcze. To
było źródło ogromnej większości afer z ich udziałem. Jedyną rolą, jaką powinny
spełniać, jest zbieranie i dostarczanie informacji i analiz.
- W jakim stopniu Polacy powinni mieć dostęp do teczek SB?
- W jak najszerszym. Ograniczyłbym dostęp jedynie do bardzo wąsko definiowanej
grupy informacji o życiu intymnym.
- Jeżeli to pan, jako prezydent, będzie żegnał ustępującego Aleksandra
Kwaśniewskiego, to co pan mu powie?
- Podziękuję mu.
Obserwuj wątek
    • Gość: SAS. Re: TYLKO L. Kaczynski jest IP: *.sttl.mdsg-pacwest.com 06.10.05, 18:06
      gwarantem przemian jakie nalezy dokonac w kraju jest wiarogodnym doswiadczonym
      politykiem. Tusk jest liberalem i nie bedzie skutecznym politykiem, taka jest prawda!!!!!!
      • Gość: obywatel Re: TYLKO L. Kaczynski jest IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.05, 18:17
        Przeczytaj sobie najpierw w słowniku co to znaczy liberał, to nie jest człowiek
        który zachęca małe dzieci do czynów lubieżnych tylko zwolennik wolności
        człowieka, upodmiotowienia jednostki,swobód obywatelskich,równego traktowania
        wszystkich ludzi i zwrócenia państwa jego obywatelom!!! Liberał to wyznawca
        szeroko pojmowanej wolności a nie przezwisko, ty debilu! Sprawdż sobie
        definicję debila w słowniku przy okazji!!!!
        • Gość: nigdy więcej Re: TYLKO L. Kaczynski jest IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.05, 18:46
          Definicja niestety nie pokrywa się z praktyką Tuska.Rządów liberałów w polskim
          wydaniu-K.Bielecki ,D.Tusk ,L.Balcerowicz itd.już doświadczyłem i nigdy więcej
          sobie tego nie życzę.
          • Gość: obywatel Re: TYLKO L. Kaczynski jest IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.05, 18:50
            To nie głosuj na nich.
            Ale nie powtarzaj że TYLKO L.Kaczyński.... bo to nieprawda!
            Pozdrawiam!
            • robertw18 DOWCIPY P. TUSKA (MOŻE NIEWIEDZA?) 06.10.05, 21:20
            • robertw18 DOWCIPY P. TUSKA (MOŻE NIEWIEDZA?) 06.10.05, 21:23
              Np. "Ideałem nie jest dla mnie dwór w stylu prezydenta Putina, lecz skromność
              głowy państwa w Szwecji."

              Głową państwa szwedzkiego (nie "państwa w Szwecji") jest król.
              Pozdr.
        • Gość: SAS. DO Obywatela Re: TYLKO L. Kaczynski jest IP: *.sttl.mdsg-pacwest.com 07.10.05, 06:14
          Popieram program PiS-u bo jest bardziej socjalny, a Kaczynskiego dlatego bo jest najbardziej
          doswiadczonym i wiarygodnym politykiem. A ty ''obywatelu z PRL-u'' popierasz Tuska z bylego
          Kongresu Liberalno-Demokratycznego znamy te rzady i wasze poglady, i tym sie roznimy.
          Slownik zatrzymaj dla siebie. I na zakonczenie spi........laj do lasu na drzewo!!!!!!!!
    • Gość: Joluś Re: Tusk naszym PREZYDENTEM IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.05, 22:28
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=62&w=29990473&a=30066148
    • Gość: free Re: Tusk naszym PREZYDENTEM IP: 80.51.180.* 07.10.05, 00:08
      będzie jezeli pójdziemy do wyborów!!!!!!
      • Gość: antyTusk Precz z Tuskiem IP: *.lublin.mm.pl 07.10.05, 00:56
        Polskość jako zadany temat... Wydawałoby się: tylko usiąść i pisać. A tu
        pustka, tylko gdzieś w oddali przetaczają się husarie i ułani, powstańcy i
        marszałkowie, majaczą Dzikie Pola i Jasna Góra, dziejowe misje, polskie
        miesiące, zwycięstwa i klęski. Zwycięstwa?
        Jak wyzwolić się z tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od urodzenia,
        wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z
        polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr
        niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych rojeń?
        Polskość to nienormalność - takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną
        uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje
        u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie
        co jeszcze wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty
        dźwigać, a zrzucić nie potrafię (nie chcę mimo wszystko?), wypaliły znamię i
        każą je z dumą obnosić. Więc staję się nienormalny, wypełniony do granic
        polskością, i tam, gdzie inni mówią człowiek, ja mówię Polak; gdzie inni mówią
        kultura, cywilizacja i pieniądz, ja krzyczę Bóg, Honor i Ojczyzna (wszystko
        koniecznie dużą literą); kiedy inni budują, kochają się i umierają, my
        walczymy, powstajemy i giniemy. I tylko w krótkich chwilach przerwy rozważamy
        nasz narodowy etos odrobinę krytyczniej, czytamy Brzozowskiego i Gombrowicza,
        stajemy się normalniejsi.
        Jest jakiś tragiczny rozziew w polskości - między wyobrażeniem a spełnieniem,
        planem a realizacją. Jest ona etosem pechowców, etosem przegranych i zarazem
        niepogodzonych ze swą przegraną. Wolność jest w nim wartością najwyższą - [----
        ] [Ustawa z dnia 31 VII 1981 r. O kontroli publikacji i widowisk, art. 2 pkt 6
        (DzU nr 20 poz. 99, zm.: 1983 DzU nr 44 poz. 204)] porywa się na czyny wielkie
        z mizernym zwykle skutkiem. Polskość w rzeczy samej jest nieadekwatną do
        ponurej rzeczywistości projekcją naszych zbiorowych kompleksów. Piękniejsza od
        Polski, jest ucieczką od Polski tej na ziemi, konkretnej, przegranej, brudnej i
        biednej. I dlatego tak często nas ogłupia, zaślepia, prowadzi w krainę mitu.
        Sama jest mitem.
        Tak, polskość kojarzy się z przegraną, z pechem, z nawałnicami. I trudno, by
        było inaczej. "Czym jest nasze życie? - pisał Andrzej Bobkowski w Szkicach
        piórkiem (ile w nich trafnych uwag o polskości!). - Nawijaniem na kawałek
        tekturki krótkich kawałków nitki bez możności powiązania ich ze sobą. Gdzie mam
        szukać metryki urodzenia mojego dziadka? Gdzie odnaleźć ślad prababki? Do czego
        przyczepić cofającą się wstecz myśl? Do niczego - do opowiadań, prawie do
        legend tego kraju, który wynajął sobie w Europie pokój przechodni i przez
        dziesięć wieków usiłuje urządzić się w nim z wszelkimi wygodami i ze złudzeniem
        pokoju z osobnym wejściem, wyczerpując całą swą energię w kłótniach i walkach z
        przechodzącymi. Jak myśleć o urządzeniu tego pokoju ładnymi meblami,
        bibelotami, serwantkami, gdy błocą ciągle podłogę, rozbijają i obtłukują
        przedmioty? To nie jest życie - to ciągła tymczasowość życia motyla i dlatego w
        charakterze naszym jest może tyle cech przypominających tego owada. Jakim cudem
        mamy być mrówkami?..."
        Gdy spisuję te luźne uwagi, czuję w każdym momencie, że coś umyka, że z wielkim
        trudem formułuję nawet banalne myśli. Refleksja zniekształcona jest nastrojem,
        emocją, a i te są zmienne. Bo choć polskość wywołuje skojarzenia kreślone przez
        historię, jest ona także przecież dzianiem się, jest niepewnym spojrzeniem w
        przyszłość. I szarpię się między goryczą i wzruszeniem, dumą i zażenowaniem.
        Wtedy sądzę - tak po polsku, patetycznie - że polskość, niezależnie od
        uciążliwego dziedzictwa i tragicznych skojarzeń, pozostaje naszym wspólnym
        świadomym wyborem.
        Donald Tusk
        • ciupazka Re: Precz z Tuskiem 07.10.05, 08:28
          Kiepski gracz... niestety.
          • janbezziemi A ten to dobry gracz,ciepazku z wodą w m... 07.10.05, 10:38

            • ciupazka Re: A ten to dobry gracz,ciepazku z wodą w m... 07.10.05, 12:22
              Downo pedziałak: farsa nie wybory... Dopust. Ale czy Boży, czy ludzki?
              Cholera jasna...
              • amotken ...a Marcinkiewicz naszyn premierem? 07.10.05, 20:38
                NIECH KANDYDAT NA PREMIERA WYJAŚNI!!!!

                Kandydat na Prezydenta Polski Lech Kaczyński wręczył kandydatowi na
                premiera Kazimierzowi Marcinkiewiczowi "Kodeks etyczny". Sam
                Marcinkiewicz pewnie jest uczciwym człowiekiem. napewno! Ale może
                jednak są jakieś rysy, które należy tylko wyjaśnić i wtedy będzie
                już dobrze. Warto, bo po co później mają go atakować.

                20 rześnia 2002 roku w gabinecie Prezydenta Gorzowa Wlkp. odbyła
                się rozmowa pomiędzy prezydentem TADEUSZEM JĘDRZEJCZAKIEM
                (odsiedział ostatnio 3 miesiące w areszcie i jest oskarżony o
                korupcję), a ARKADIUSZEM MARCINKIEWICZEM liderem PiS w gorzowskiej
                Radzie Miejskiej i bratem obecnego kandydata na urząd Premiera RP i
                lidera PiS KAZIMIERZA MARCINKIEWICZA. W kilka dni później płyta z
                ngraniem całej rozmowy obiegła miasto. Do dziś nie wiadomo kto
                nagrał i w jakim celu. Ważne jest to, że rozmowa dotyczy nie spraw
                miasta, ale prywatnych interesów samego Arkadiusza Marcinkiewicza,
                ale jak się okazuje również posła Kazimierza Marcinkiewicza,
                którego ten reprezentował. Całość została opublikowana 15.11.2002
                roku w lokalnym tygodniku "TYLKO GORZÓW", wydawanym przez byłego
                posła PO, a obecnie senatora
                JACKA BACHALSKIEGO.

                Oto niektóre fragmenty rozmowy:
                O BRATERSKICH
                INTERESACH :
                A. MARCINKIEWICZ: Tak, z braćmi chcemy robić te interesy,
                oczywiście. Kaziu (kandydat na premiera Kazimierz Marcinkiewicz)
                tutaj jest mocno zaangażowany, ale Kaziu
                też chce nam sprowadzić jakiś kapitał(...). A pan panie prezydencie
                ma jakieś kontakty w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska?
                T. JĘDRZEJCZAK: Ja ich tam wszystkich znam.
                A. MARCINKIEWICZ: Bo potrzebujemy ich wsparcia(...).


                O SYNU KANDYDATA NA PREMIERA
                T.JĘDRZEJCZAK: Tam jeszcze była sprawa, żeby dla syna
                Kazia (kandydata na premiera Kazimierza Marcinkiewicza) załatwić to
                piwo, i z jakichś przyczyn formalnych to
                padło.
                A. MARCINKIEWICZ: Padło.
                T.JĘDRZEJCZAK: Ale to było dla Kazia syna (kandydata na
                premiera)?
                A. MARCINKIEWICZ: Tak. On próbował coś robić(...).
                Zrobimy bar albo jakąś restaurację, ale później.
                T. JĘDRZEJCZAK: Jest jakiś przepis, który nie pozwala w
                jakiejś odległości od czegoś tam i gdzieś tam...
                A. MARCINKIEWICZ: To byśmy jakoś ominęli(...).

                JAK POZBYC SIE
                NIEWYGODNEGO PRZEDSIEBIORCY
                A.MARCINKIEWICZ: (...) Mnie interesuje też, ale to może później,
                jak się odbijemy, ten budynek wojskowy...
                T.JĘDRZEJCZAK: Kasyno?
                T.MARCINKIEWICZ: Tak, kasyno.
                T.JĘDRZEJCZAK: Ale to ktoś kupił prywatnie...
                A. MARCINKIEWICZ: Ja wiem. Ale nic nie robi. Można by
                go jakoś pogonić(...).

                JAK ZAŁATWIAĆ
                PRZETARGI
                T.JĘDRZEJCZAK: Dwa lata temu był pan u mnie, pamięta pan?
                Był pan u mnie po tych sławnych przetargach. Chciał pan wtedy żebym
                zmienił warunki przetargu.
                A.MARCINKIEWICZ: Nie, ja po prostu cały czas twierdzę, że
                Władek Komarnicki (największy gorzowski przedsiębiorca) powinien
                coś dostawać.
                Okazuje się, że zdolni są również inni bracia kandydata na
                premiera. Oto niektóre teskty chociażby z "Gazety Wyborczej" na
                temat MIROSŁAWA MARCINKIEWICZA, brata K. Marcinkiewicza:

                Proces w sprawie Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska (2003-07-
                07) (GAZETA WYBORCZA)
                Mirosław Marcinkiewicz zmienia zeznania: co innego mówił
                prokuratorowi, co innego w sądzie. Na dodatek wczoraj na rozprawie
                korzystał z kopii zeznań, do których zgodnie z prawem w ogóle nie
                powinien mieć wglądu

                Były dyrektor Urzędu Wojewódzkiego kłamał? (2003-12-03) (GAZETA
                WYBORCZA)
                Były dyrektor generalny Urzędu Wojewódzkiego, a potem dyrektor w
                Ministerstwie Łączności i działacz PiS składał sprzeczne zeznania w
                sprawie o nadużycia finansowe
                Urzędnicy przed sądem (2003-05-13) (GAZETA WYBORCZA)
                Gdyby "użyczenie" prywatnemu stowarzyszeniu majątku w Chyrzynie
                doszło do skutku, to nigdy by nie powstał Park Narodowy "Ujście
                Warty" - zeznawał były wojewoda lubuski Jan Majchrowski. W sądzie
                potwierdzał wersję "Gazety".


                Tygodnik "Wprost", Nr 945 (07 stycznia 2001)

                Czy przetarg stulecia na UMTS był ukartowany?

                Największy publiczny przetarg w III RP - na telefonię trzeciej
                generacji - prowadzili dwaj urzędnicy, którymi interesują się
                prokuratura i sąd. Mirosław Marcinkiewicz, szef komisji
                przetargowej i dyrektor generalny w Ministerstwie Łączności, będzie
                za kilka dni przesłuchiwany przez prokuraturę w Gorzowie
                Wielkopolskim w związku z nielegalnym transferem pieniędzy z
                państwowego funduszu do prywatnego stowarzyszenia. Z kolei Jan
                Łuczak, doradca ministra łączności, który najczęściej informował
                media o przebiegu konkursu, jest oskarżony o działanie na szkodę
                własnej firmy. W przeszłości Łuczak prowadził też przedsięwzięcia z
                osobami i firmami zainteresowanymi unieważnieniem przetargu i
                przyznaniem koncesji operatorom GSM.
                (...) Dyrektor generalny
                Jan Łuczak to nie jedyna osoba związana z konkursem na UMTS, którą
                obciążają niejasne interesy z przeszłości. Mirosław Marcinkiewicz,
                szef komisji przetargowej, stracił poprzednią posadę (stanowisko
                dyrektora generalnego Urzędu Wojewódzkiego w Gorzowie
                Wielkopolskim) wskutek "działań wyczerpujących znamiona
                przestępstwa". Takie zarzuty postawiła mu kontrola przeprowadzona
                przez urzędników kancelarii premiera, którzy badali, czy ówczesny
                wicepremier i szef MSWiA Janusz Tomaszewski słusznie pozbawił
                Marcinkiewicza stanowiska. Orzeczono, że tak.
                Sprawa dotyczyła wyprowadzenia pieniędzy z lubuskiego Wojewódzkiego
                Funduszu Ochrony Środowiska i Gos-podarki Wodnej. Kiedy instytucją
                tą kierował Marcinkiewicz, przekazała ona Regionalnemu
                Stowarzyszeniu na rzecz Zrównoważonego Rozwoju w Gorzowie
                Wielkopolskim (związanemu z ZChN, a więc macierzystą partią
                Marcinkiewicza) majątek wart ponad 942 tys. zł. Jak się później
                okazało, funduszem i stowarzyszeniem zarządzali ci sami ludzie.
                Śledztwo w tej sprawie prowadzi gorzowska prokuratura, a nadzoruje
                je Urząd Ochrony Państwa. Marcinkiewicz ma być przesłuchiwany w
                najbliższych dniach. Prokuratura zapowiada rychłe zakończenie
                dochodzenia. - Dotychczas nie postawiono mi żadnych zarzutów. Nie
                ma więc sprawy - broni się Marcinkiewicz.
                Zarzuty wobec Marcinkiewicza nie zaszkodziły mu. Już dwa tygodnie
                po odwołaniu ze stanowiska w urzędzie wojewódzkim premier Jerzy
                Buzek mianował go dyrektorem generalnym w Ministerstwie Łączności.
                Wkrótce powierzono mu przeprowadzenie przetargu stulecia, jak
                powszechnie nazywa się rywalizację o koncesję na usługi UMTS.
                - Zarówno o mojej sprawie, jak i o pojawiających się oskarżeniach
                wobec dyrektora Marcinkiewicza minister Szyszko dobrze wiedział. I
                mimo to zaufał nam i powierzył prace przy przetargu - tłumaczy
                Łuczak. Minister zaprzecza: - Nic mi nie wiadomo, by były
                prowadzone postępowania karne przeciw obu urzędnikom. Zresztą
                dopóki nie ma prawomocnego wyroku, dopóty nikt nie może być z góry
                dyskwalifikowany.
                ?

                Największy publiczny przetarg w III RP - na telefonię trzeciej
                generacji - prowadzili dwaj urzędnicy, którymi interesują się
                prokuratura i sąd. Mirosław Marcinkiewicz, szef komisji
                przetargowej i dyrektor generalny w Ministerstwie Łączności, będzie
                za kilka dni przesłuchiwany przez prokuraturę w Gorzowie
                Wielkopolskim w związku z nielegalnym transferem pieniędzy z
                państwowego funduszu do prywatnego stowarzyszenia. Z kolei Jan
                Łuczak, doradca ministra łączności, który najczęściej informował
                media o przebiegu konkursu, jest oskarżony o działanie na szkodę
                własnej firmy. W przeszłości Łuczak prowadził też przedsięwzięcia z
                osobami i firmami zainteresowanymi unieważnieniem przetargu i
                przyznaniem koncesji operatorom GSM.
                (...) Dyrektor generalny
                Jan Łuczak to nie jedyna osoba związana z konkursem na UMTS, którą
                obciążają niejasne interesy z przeszłości. Mirosław Marcinkiewicz,
                szef komisji przetargowej, stracił poprzednią posadę (stanowisko
                dyrektora generalnego Urzędu Wojewódzkiego w Gorzowie
                Wielkopolskim) wskutek "działań wyczerpujących znamiona
                przestępstwa". Takie zarzuty postawiła mu kontrola przeprowadzona
                przez urzędników kancelarii premiera,
    • Gość: abel Re: podarujmy im ptasia grype............. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.05, 23:24
      Tusk kaczor i Kaczynski kaczor wiec kaczory w parciu na fotel.Zrobmy im
      niespodzianke w niedziele i niech sie posypia prognozy...............

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka