Dodaj do ulubionych

JE. Bp Williamson - w Lublinie!

24.11.06, 10:46
Obserwuj wątek
    • folkatka Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 24.11.06, 10:48
      Dziękuję.
      Już wiemy.
      :/
    • traditio1 Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 24.11.06, 10:49
      To jeden z najbardziej znanych biskupów świata, jeden z czterech wyświęconych
      przez JE Arcybiskupa M. Lefebvra! Miał znakomity wykład na temat herezji
      modernizmu we współczesnym Kosciele, językiem prostm, łagodnym wykazywał błędy,
      które stały się, niestety, normą w Kościele. Szkoda, że było tak mało księży,
      dobrze, że hociażzakonnice były. No i sporo ludzi, zwłaszcza młodych. jako
      drogę wyjścia zkryzysu wskazał Ksiądz Biskup Różaniec i filozofię realistyczną.
      Do roboty!
      • marlon2006 Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 24.11.06, 10:52
        Zastanawiam się nad Wami. I czy Wy czasami nie chcecie nawracać nawróconych? BO
        ja tak to odbieram. Jeśli uraziłem to sorki
      • leniak Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 24.11.06, 10:55
        zakonnice hmm no costak czułem a z jakiego zgromadzenia?
        • rilian Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 24.11.06, 10:58
          heheh
          • Gość: ciekawy Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 26.11.06, 21:25
            ale którego papieża? Bo było ich kilkuset...
            • leniak Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 27.11.06, 23:47
              oj integryso nieco pomyśl...
              a ja Ci pomogę to link jest...
        • przytomny2 Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 07.12.06, 09:48
          Masz cos jeszcz rownie "oryginalnego" i "na poziomie" do zakomunikowania???
      • folkatka Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 24.11.06, 10:59


        Jacy Wy wszyscy jesteście mądrzy, podziwiam. II Sobór Watykański pobłądził,
        pobłądzili ojcowie soborowi i Duch Św., Jan XXIII i jego następcy, zwiedli
        rzesze nieszczęsnych owieczek na manowce...Całe szczęście pojawił sie arcybiskup
        Lefebvre i jego biskupi którzy pokonają tych heretyków...Od razu informuję, że
        jako osobę bardzo przywiązaną do dziedzictwa II SV, mozecie mnie spalić na
        stosie jako pierwszą. Dajcie znać na priv w stosownym czasie!
        • traditio1 Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 24.11.06, 11:13
          Niestety, w tej Twojej zamierzonej ironicznie wypowiedzi jet sporo prawdy.
          Oczywiście Duch Święty nigdy nie błądzi,co najwyżej ludzie, w tym akże biskupi,
          mogą z różnyh przyczyn zamknąć się na Jego działanie. Niewątpliwie w czasie VS
          takie zamknięcie miało miejsce.Bo doktryna katolicka po vs w wielu miejscach
          zaprzecza wielowiekowej doktrynie Kościoła. Albo Kościół błądził VS i dopiero
          VS sprowadził Go na wlaściwą drogę, albo racjęma abp.Levebvre i inni, którzy
          nie wkestionując wazności VS, są wobec niego krytyczni. Warto uważniej się temu
          przyjżć. Wartoprzywiążywać się nie do tego czy innnego soboru, ale po prostu do
          katolickiej doktryny.
          • folkatka Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 24.11.06, 12:10

            Drogi Traditio!
            1. Skąd ta pewność, że to Sobór zbłądził i się zamknął, a nie Wy? Może było
            dokładnie na odwrót?
            2. Wskaż mi te miejsca, w których dziedzictwo Vaticanum Secundum stoi w
            sprzeczności do wielowiekowej doktryny Kościoła. MOzemy podyskutować - czemu nie?
            • traditio1 Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 24.11.06, 13:06
              Co do pewności, że VS popełnił błędy: wystarczy znajomość doktryny Kościoła i
              porównanie z tą, która jest głoszona na VS. Co dowykazania błędów: wystarczy
              przeczytać Syllabus errorum, bądź encyklikę Pascendi dominici gregis i porównać
              te dokmenty z dekretem oekumenizmie czy wolnosci religijej. Dlatego albo
              przyjmuję to,co Kościół nauczał do VS i krytycznie odnoszę się do soboru, albo
              twierdzę, że Kościół do VS błądził, a sobór watykański ii nagle sprowadził Goz
              tej błędnej drogi n prawdziwą. zachęcam do lektury.
              • leniak Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 24.11.06, 13:19
                chciałbym zatem coś polecić jest to tekst o kościele i o scieżkach Ducha
                Bożego...
                www.cerkiew.pl/prawoslawie/text.php?id=72
                to mądry bardzo moim zdaniem tekst Bp Kallistosa

                ps. "Na podstawie www.cerkiew.pl" ;-)
              • przytomny2 Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 07.12.06, 09:58
                A czy tak ciezko przyjac do wiadomosci,ze doktryna, ktora sama w sobie nie
                stanowi depozytu wiary tylko jego aktualna "wykladnie" (uwarunkowana
                cywilizacyjnie i kulturowo) po prostu ewoluuje (zawsze to robila, rowniez przed
                SV 2 (bylo Vaticanum I, i kilkanascie innych soborow,ze wspomne tylko o
                nicejskim). Nawet celibat ksiezy obowiazuje dopiero od XII wieku czyli niespelna
                polowe czasu trwania Kosciola. Jak sie uprzec i cofnac o kolejnych lat kilkaset
                to poglady bpa Lefebra mozan by tez zakwestionowac.
                Kosciol zyje, Kosciol nie jest zakonserwowana mumia.
            • traditio1 Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 24.11.06, 13:11
              Zatem jeszcze raz, w kkrócie: dokument o wolności religijnej np. głosi tezy,
              które Kościół kilkanaście lat wcześniej potępiał, jako antykatolickie. W ypadku
              vs nie mamy do czynienia z rozwojemdoktryny, odkrywaniem nowych aspektów,
              odświeżaniem, ale dokładnym zaprzeczeniem tego, czym Kościół żył. Przynajmniej
              w kilku miejscach dokmentów vs tak jest. Dlatego zachęcam do zdrowegokrytycyzmu
              iuruchomienia sensus catolicus.
            • traditio1 Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 24.11.06, 13:14

              Pomiędzy pesymizmem a nadzieją. O usuwaniu brudu z Kościoła.


              Coraz częściej, w związku z komentarzami do ostatnich wydarzeń w Kościele
              powszechnym dają się słyszeć głosy, i to głównie ze strony młodszego pokolenia
              księży, że pora ostudzić posoborową euforię w Kościele, spojrzeć krytycznie na
              dziedzictwo Vaticanum II, realnie spojrzeć na owoce tych kilkudziesięciu lat.
              Ich głosy nie brzmią obco w odniesieniu do wypowiedzi koryfeuszy Kościoła:
              profesorów, biskupów, kardynałów, a nawet Papieży.
              Sama Stolica Apostolska w ostatnich latach raz po raz publikuje
              dokumenty, które swą wymową i jednoznacznością mają powstrzymać
              zapędy „dostosowaczy”, którzy chcą, by Kościół przestał czymkolwiek różnic się
              od świata, dlatego upraszczają i prymitywizują liturgię, robią wszystko, by
              budynki kościołów niczym się nie wyróżniały we współczesnych blokowiskach, do
              granic obniżają moralne wymagania, a z kapłanów i biskupów czynią ludzi „takich
              samych” jak świeccy. Tyle, że te zabiegi mające na celu przyciągnięcie
              niewierzących i wątpiących do Kościoła wcale nie spełniają swego zadania; za to
              zbliżają Kościół do stanu pogaństwa. Powoli coraz większe jest grono tych ludzi
              Kościoła, którzy widzą, że przez otwarcie się na świat Kościół jakby tracił
              swoją tożsamość. Miał być przecież w świecie „znakiem, któremu sprzeciwiać się
              będą”; stał się zaś w dużej mierze jedną z instytucji tego świata, nie
              tylko „otwartą” na świat, ale całkowicie do niego, wraz z całym jego
              relatywizmem, horyzontalnością, brakiem ostatecznych uzasadnień -
              przystosowaną.
              Pierwszym tego przystosowania znakiem jest taka liturgia, która byłaby dla
              współczesnego człowieka, niezdolnego do kontemplacji, nakierowanego na akcję i
              stale zmieniające się obrazy, jak najbardziej zrozumiała „dostępna”.Pewnie w
              intencji uczynienia jej taką nie ma nic złego. Ważne jednak, by zachować umiar
              i proporcje. Bo często dzieje się tak, że w owym uprzystępnianiu liturgii znika
              gdzieś jej świętość i Misterium; Msza św., zamiast w swym zewnętrznym wyrazie
              przedstawiać święte Tajemnice staje się obrządkiem, którego jedynym celem
              zdaje się czasem wytworzenie odpowiedniej atmosfery, która zbuduje jedność,
              pobudzi spontaniczność. (Poruszająco przedstawił te zagadnienia kard. J.
              Ratzinger, obecny Papież, w swej książce „Duch liturgii”). W ten sposób nawet
              to centralne działanie Kościoła, jakim jest sprawowanie Najświętszej Ofiary
              przestało być we współczesnym świecie „znakiem sprzeciwu”; stało się jedną z
              czynności „tego świata”.
              Zwolenników zaś liturgii trydenckiej, czyli klasycznego rytu Mszy św.
              Traktuje się z podejrzeniem, z obawą, że ich (rzekomy) niezdrowy resentyment
              jest zagrożeniem dla Kościoła. W rezultacie mamy pełne zrozumienie i stałe
              zielone światło dla rozmaitych liturgicznych udziwnień i ekstrawagancji, i
              niepisaną niechęć, czasem wrogość wobec tych, którzy dostrzegają ogromne
              bogactwo Mszy Wszechczasów i słusznie domagają się jej obecności w Kościele i
              swobodnego do niej dostępu. Czasami można mieć wrażenie, że przez stulecia,
              kiedy ryt ten był głównym rytem, Kościół tkwił we wstydliwym błędzie, który
              teraz pospiesznie stara się naprawić.
              Ustanawiając Mszę Wszechczasów papież, św. Pius V pisał: "W żadnym czasie w
              przyszłości nie może ksiądz (...) być zmuszony do innego odprawiania Mszy. Na
              mocy naszej apostolskiej władzy zarządzamy i określamy, że ten nasz obecny
              rozkaz i dekret jest nieodwołalny i wydany raz na zawsze i nie może być prawnie
              odwołany lub poprawiony w przyszłości" (bulla "Quo primum") Niewiele lat po
              zniknięciu liturgii trydenckiej tych, którzy mówią o niej dobrze traktuje się
              jako osoby podejrzane. Nieraz tego doświadczyłem. Dlatego pamiętam radość, jaką
              odczuwałem czytając przed kilku laty autobiografię ks. kard. Józefa Ratzingera,
              gdzie znaleźć można takie zdania: " "Byłem skonsternowany z powodu usunięcia
              starego Mszału, ponieważ czegoś takiego nie zna historia liturgii" (S.
              130) . "Pius V kazał przerobić istniejący mszał rzymski, tak, jak to odbywało
              się już w długowiekowej historii. Wielu jego następców przerabiało ten mszał,
              nigdy nie przeciwstawiając jednego mszału drugiemu (...) Teraz zaś [po reformie
              liturgii] ogłoszenie zakazanym mszału, który był wypracowywany przez wieki,
              poczynając od czasów sakramentarzy Kościoła starożytnego, spowodowało wyłom w
              historii liturgii i jego następstwa mogły być tylko tragiczne. Jak to już
              zdarzało się wiele razy w przeszłości konieczność rewizji Mszału była w pełni
              sensowna i całkowicie zgodna z dyspozycjami Soboru [Watykańskiego II]. Ale tym
              razem [mowa o reformie liturgii po Soborze] wydarzyło się coś więcej. burzono
              starożytną budowlę i tworzono inną. (...)Jestem przekonany, że kryzys, który
              przeżywamy obecnie, jest spowodowany upadkiem liturgii."(s. 133) I dalej:"Czy
              dla zwalczenia owej manii niwelowania wszystkiego i trywializowania nie można
              by pomyśleć o przywróceniu do użycia dawnego rytu? Samo to nie byłoby
              rozwiązaniem. Jestem oczywiście zdania, że należałoby o wiele hojniej udzielać
              prawa zachowania dawnego rytu wszystkim tym, którzy sobie tego życzą. Nie widzę
              zresztą, co miałoby być w tym niebezpiecznego lub nie do przyjęcia. Wspólnota,
              która ogłasza nagle jako ściśle zabronione to, co dotąd było dla niej czymś
              najświętszym i najwznioślejszym, oraz której przedstawia się jako coś
              niestosownego żal, odczuwany przez nią z tego powodu, sama stawia się pod
              znakiem zapytania. Jak można jej jeszcze wierzyć? Czy jutro nie zakaże ona
              tego, co dzisiaj nakazuje? (...) Tolerancja względem awanturniczych fantazji
              jest u nas prawie nieograniczona, za to praktycznie nie ma jej względem dawnej
              liturgii. Z pewnością w ten sposób znaleźliśmy się na złej drodze" (tamże).
              Z pewnością nadchodzi dziś pora, by na temat liturgii klasycznej, przyczyn jej
              praktycznego zniknięcia i konsekwencji, jakie to zniknięcie przyniosło zacząć
              otwarcie i bez lęków rozmawiać.


              Na stojąco czy na klęczkach?

              Ze sprawą liturgii wiąże się sprawa naszej postawy zewnętrznej, w czasie, gdy
              uczestniczymy w Novus Ordo Missae.
              Przyjmowanie Komunii św. w czasie Mszy św. na stojąco stało się już w Polsce
              powszechną praktyką. Postawa stojąca w tym ważnym momencie posiada nawet jakieś
              tam swoje teologiczno-liturgiczno - historyczne uzasadnienie; człowiek tak jest
              ułożony, że wszystko, co czyni, stara się sobie wytłumaczyć – dlaczegóż zatem
              nie uzasadnić i takiej postawy.
              Nie chcę rozstrzygać, czy któraś z tych postaw jest bardziej godna od
              drugiej. Jednak na dwie sprawy chcę zwrócić uwagę czytelnika:
              Słyszałem raz, jak jeden pobożny ksiądz, w dodatku profesor liturgiki
              mówił, że nie ma znaczenia, w jakiej postawie przyjmuje się Pana Jezusa w
              Komunii św., ważne jest natomiast nastawienie wewnętrzne. Nie chcę odejmować
              wagi nastawieniu wewnętrznemu; ale trzeba nam wiedzieć, że ma ono jak
              najściślejszą więź z postawą zewnętrzną. Wyobraźmy sobie, że młody mężczyzna
              idzie oświadczać się o rękę ukochanej dziewczyny. Ubiera się zatem w waciak, na
              nogi naciąga gumowce, w kąciku ust przykleja papierosa, dłonie wbija głęboko w
              kieszenie, wyciąga się na krześle i mówi: „Kochanie, nie patrz na moją postawę
              zewnętrzną, liczy się moje wnętrze, bardzo chcę cię poślubić”. Człowiek jest
              jednością duchowo – cielesną i stany jego ducha wyrażają się na zewnątrz. Na
              tej podstawie oparta jest symbolika liturgii, a także każdego ceremoniału.
              Słowa, gesty, stroje odsyłają do transcendentnej wobec „tu i teraz”
              rzeczywistości. Ale jest też i tak, że postawa zewnętrzna wpływa na postawę
              wewnętrzną – postawa „baczność!” w wojsku sprzyja zachowaniu wewnętrznej
              dyscypliny, klękanie ułatwia czy wręcz umożliwia – zachowanie pokory. Są to
              sprawy oczywiste,
              • dociek Tym razem - Kazanie Buddy 25.11.06, 23:47
                Dhamma-czakkappawattana-sutta
                Czyli „Kazanie o wprawieniu w ruch koła Prawa”
                (Winaja, Maha-wagga I 6)

                I Wzniosły, wędrując z miejscowości do miejscowości, przybył do Benaresu, do
                parku Isipatana, gdzie bawiło pięciu mnichów. I ujrzało pięciu mnichów
                Wzniosłego, jak z daleka się zbliżał i ujrzawszy, umówili się między
                sobą: „Przyjaciele! Oto idzie asceta Gotama, który żyje w obfitości, który
                zaniechał dążenia [do wyzwolenia przez umartwienie] i który oddał się zbytkowi.
                Nie będziemy składać mu czci, nie wstaniemy z miejsca, nie weźmiemy od niego
                miski jałmużnej, ani też płaszcza jego, ale przygotujemy dla niego krzesło,
                jeśli zechce, niech sobie spocznie”.
                Ale im bardziej zbliżał się Wzniosły do pięciu mnichów, tym trudniej
                było pozostać pięciu mnichom przy ich własnym postanowieniu. Wyszli na
                spotkanie Wzniosłego, jeden wziął od Wzniosłego miskę jałmużną i płaszcz, inny
                przygotował krzesło, trzeci postawił wodę do obmycia stóp i przyniósł podnóżek.
                I przemawiali do Wzniosłego po imieniu, i nazywali go „przyjacielem”. A kiedy
                tak mówili, powiedział Wzniosły do pięciu mnichów: „O wy mnisi! Nie nazywajcie
                Tathagaty (taki, który poszedł drogą nirwany; taki, który poznał absolutną
                prawdę) po imieniu, ale nazywajcie go przyjacielem. Tathagata, o wy mnisi, jest
                świętym, najwyższym Buddą (Oświeconym). Otwórzcie uszy, o wy mnisi, wyzwolenie
                od umierania znalezione zostało; ja was nauczam, ja wam głoszę naukę. Jeśli żyć
                będziecie wedle nauki, w krótkim czasie posiądziecie to, gwoli czego szlachetni
                młodzieńcy z domów swoich wyruszają tam, gdzie nie ma domu, [posiądziecie]
                najwyższy, ostateczny cel świętego żywota, tu na ziemi jeszcze prawdę poznacie
                i oglądać ją będziecie naocznie”.
                A kiedy on tak przemawiał, zwróciło się pięciu mnichów do
                Wzniosłego: „Jeśli, o przyjacielu Gotamo, nie zdołałeś zdobyć ponadludzkich
                doskonałości, pełnej wspaniałości wiedzy i poznania, [które są własnością
                istot] szlachetnych, przez owo dążenie, przez ów tryb życia, przez owe
                umartwienia, to jakże chcesz teraz, kiedy żyjesz w obfitości, kiedyś zaniechał
                dążenia i oddałeś się obfitości, zdobyć ponadludzką doskonałość, pełną
                wspaniałość wiedzy i poznania, [które są własnością istot] szlachetnych?”
                A kiedy tak mówili, rzekł Wzniosły do pięciu mnichów: „Czy
                przyznajecie mi, o wy mnisi, że nigdy przedtem do was tak nie mówiłem?” – „Nie
                czyniłeś tego, o Panie!” – „Doskonały, o wy mnisi, jest świętym, najwyższym
                Oświeconym. Otwórzcie wasze uszy, o wy mnisi, wyzwolenie od śmierci zostało
                znalezione”.
                Wtedy znowu słuchać zaczęło pięciu mnichów Wzniosłego, otworzyli uszy i
                myśli swoje zwrócili ku poznaniu. I przemawiał Wzniosły do pięciu mnichów:
                „Dwa są krańce, o wy mnisi, których unikać musi ten, kto porzucił dom
                rodzinny. Jakie dwa?
                - Jeden kraniec to życie w uciechach, w oddawaniu się rozkoszy i używaniu. To
                jest niskie, nieszlachetne, ziemskie, niegodne i bez wartości. A drugi kraniec –
                to życie w samoudręce; i to jest bolesne, niegodne i bez wartości.
                - Z dala od tych dwóch krańców, o wy mnisi, stoi Doskonały. Drogę poznawszy,
                która leży po środku, która wzrok otwiera i wiedzę daje, która prowadzi do
                spokoju, do poznania, do oświecenia, do wygaśnięcia.
                - I jakaż to jest, o wy mnisi, Droga, która leży po środku, którą poznał
                Doskonały, która oczy otwiera i wiedzę daje, która prowadzi do spokoju, do
                poznania, do oświecenia, do wygaśnięcia?
                - Jest nią szlachetna, z ośmiu części złożona Ścieżka: słuszny pogląd, słuszne
                postanowienie, słuszne słowo, słuszny czyn, słuszny żywot, słuszne dążenie,
                słuszne skupienie, słuszna medytacja.
                - A to jest, o wy mnisi, szlachetna prawda o cierpieniu: cierpieniem są
                narodziny, cierpieniem jest starość, cierpieniem jest choroba, cierpieniem jest
                śmierć, cierpieniem jest obcowanie z tym, kogo nie miłujemy, cierpieniem jest
                rozłąka z tym, kogo miłujemy, cierpieniem jest nie osiągnięcie życzeń; słowem,
                cierpieniem jest pięć kategorii elementów, zasilających żądzę bytowania.
                - A to jest, o wy mnisi, szlachetna prawda o powstaniu cierpienia: źródłem
                cierpienia jest pragnienie, które stwarza nowe wcielenia, któremu towarzyszy
                rozkosz i namiętność, które zaspokojone bywa to tu, to tam – pragnienie uciech,
                pragnienie istnienia i pragnienie nieistnienia (wg innej interpretacji:
                pragnienie potęgi).
                - A to jest, o wy mnisi, szlachetna prawda o zniszczeniu cierpienia:
                zniszczenie pragnienia przez zupełne zniszczenie pożądania, zaniechanie,
                wyzbycie się i uwolnienie, i nie dawanie dostępu.
                - A to jest, o wy mnisi, szlachetna prawda o drodze prowadzącej do zniszczenia
                cierpienia: jest nią szlachetna, z ośmiu części złożona Ścieżka: słuszny
                pogląd, słuszne postanowienie, słuszne słowo, słuszny czyn, słuszny żywot,
                słuszne dążenie, słuszne skupienie, słuszna medytacja”.
                „ To jest szlachetna prawda o cierpieniu – zrozumiałem, o wy mnisi. Tę
                szlachetną prawdę o cierpieniu trzeba przemyśleć głęboko. Przemyślałem głęboko
                tę szlachetną prawdę o cierpieniu. I dopóki nie poznałem, o wy mnisi,
                prawdziwego, potrójnego, dwunastokrotnego (cztery prawdy, w trzech
                sformułowaniach każda) poznania i zrozumienia w pełnej jasności tych czterech
                prawd szlachetnych, dotąd nie wiedziałem, o wy mnisi, że nie zdobyłem jeszcze
                Oświecenia w tym świecie razem ze światami bogów, Mary (szatan buddyjski,
                personifikacja doczesności) i Brahmy, wśród istot wszelakich ze śramanami
                (ascetami), braminami, z bogami i ludźmi. Ale odkąd, o wy mnisi, posiadłem
                prawdziwe potrójne poznanie i zrozumienie w pełnej jasności tych czterech prawd
                szlachetnych, odtąd wiem, o wy mnisi, że zdobyłem Oświecenie w tym świecie
                razem ze światami bogów, Mary i Brahmy, wśród istot wszelakich ze śramanami,
                braminami, z bogami i ludźmi. Poznałem i przejrzałem: Nie utracę już wyzwolenia
                mego ducha. To są moje ostatnie narodziny. Nie ma już dla mnie dalszych
                narodzin!”
                Tak mówił Wzniosły. Uradowanych pięciu mnichów sławiło mowę Wzniosłego.

                *****

                To forum internetowe traditio1, to wg mnie, nie kaplica, ani ambona, ani
                kościół! Więc daruj sobie proszę te religijne "nauki", bo zacznę tu cytować i
                przytaczać fragmenty tekstów świętych ze wszystkich dostępnych religii, łącznie
                z woo-doo.
                • leniak Uważaj Doćku ;-) 26.11.06, 00:25
                  z cytatami arabskimi... ;-)
                  a poza tym cóż niby masz rację a z drugiej strony...
                  hmm ja sobie myslę tak:
                  w Lublinie mamy Biskupów a nawet Arcybiskupów w liczbie znacznej ;-) ale na
                  ogół nie muszą sie oni na forum promować, a tu nagle przyjechał jeden z
                  najbardziej znanych na świecie (mnie owszem się skojarzył ale poprzez owo
                  FSSPX: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=783&w=52470824 ) i oto możemy
                  przez forum sciągnąc sobie jego kazanie o herezji modernizmu...
                  wydaje mi sie być to nieco zbyt swiatowe biorąc pod uwagę temat, ale ja jako
                  laik mogę czegos nie rozumieć...
                  • leniak Re: Uważaj Doćku ;-) 26.11.06, 00:37
                    hmm no i nie dopisałem że w sumie sprawy religii też są lublinianom bliskie...

                    ps. wiem że niektóre wypowiedzi moje tu to z mojej strony prowokacja jest
                    nieco ale mam wrazenie że jest coś głeboko prowokacyjnego w temacie
                    postu "Biskup o heretykach" do którego dałem link tym bardziej że któż sa owi
                    heretycy?
                    ja sobie mysle że nieładnie jest kogos tak nazywać gdy chce się podjąć
                    dyskusję - chyba że się wcale nie chce dyskutować a jedynie zareklamować swój
                    pogląd...

                    Dlatego PROSZĘ o wyrozumiałość dla mojej prowokacyjnej postawy - nikt wszak
                    doskonały nie jest...
                  • traditio1 Re: Uważaj Doćku ;-) 26.11.06, 21:29
                    nie rozumiesz. bo modernizm dotyczy doktryny, a nie udogodnień technicznych,
                    komunikacyjnych, etc. Wyobraź sobie, że ten tradycjonalistyczny Biskup jeździ
                    samochodem, lata samolotem i ma laptopa. Tylko jego teologiczne poglądy mają
                    2000 lat i wciąż są nowe!
                    • leniak 2000? 27.11.06, 16:28

            • traditio1 Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 24.11.06, 13:16
              Sprawa Soboru Watykańskiego II

              Papież Benedykt XVI za czasów gdy stał na czele Kongregacji Doktryny
              Wiary pisał: „Bezsprzecznie ostatnie dwudziestolecie było dka Kościoła
              katolickiego niefortunne. Skutki tego, co nastąpiło po soborze są przeciwne
              oczekiwaniom wszystkich, także oczekiwaniom papieży Jana XXIII i Pawła VI.
              Chrześcijanie na nowo są w mniejszości i to bardziej jeszcze niż byli u schyłku
              starożytności. (...) Papieże i Ojcowie Soborowi oczekiwali nowego zjednoczenia
              katolików a tymczasem nastąpiła taka niezgoda, że wydaje się – używając słów
              Pawła VI – iż autokrytyka przerodziła się w autodestrukcję. (...) Oczekiwano
              skoku w przód, a tymczasem nastąpiła dekadencja spod znaku rzekomego „ducha
              soboru”, natomiast jego prawdziwy duch został w ten sposób zdyskredytowany.
              (...) Kardynał Julius Dopfner powiedział, że Kościół po soborze przypomina
              wielki plac budowy. Ktoś złośliwie dodał – tak, ale na tym placu zgubiono
              projekt budowy i każdy teraz ją kontynuje wedle swego upodobania” (Raport o
              stanie wiary, s. 25)
              Dziś, zwłaszcza w Polsce, w czasie rozmów z księżmi i świeckimi
              aktywnymi uczestnikami życia Kościoła można odnieść wrażenie, jakby jedynymi
              Następcami św. Piotra byli Jan XXIII, Paweł VI, a swój szczyt papiestwo
              osiągnęło w Osobie Jana Pawła II. Podobnie, gdy się przegląda tematy prac
              dotyczących choćby nauczania społecznego Kościoła można odnieść nieodparte
              wrażenie, że na dobre zaczęło się ono na Soborze Watykańskim II, zaś pełną
              dojrzałość osiągnęła katolicka myśl społeczna w nauczaniu naszego wielkiego
              Rodaka, zasiadającego na Tronie Piotrowym. Czy jest to rzetelne i zgodne ze
              stanem faktycznym? Czy rzeczywiście wszystko, co było przed, było tylko
              niedojrzałą próbą określenia stosunku Kościoła do świata, państwa, do zagadnień
              pracy, kapitału, etc? Jakimś bardzo niedojrzałym, bardzo płaskim i
              niedoskonałym wyrazem katolickiej doktryny? Myślę, że trzeba znaleźć na te
              pytania rzetelną odpowiedź. Nie zamierzam poddawać w wątpliwość znaczenia w
              dziejach Kościoła i współczesnego świata pontyfikatu Jana Pawła II. Ale
              czynienie z Jego nauczania jedynego punktu odniesienia (a wielu tak czyni) jest
              z pewnością błędem. On sam mówił w swojej ostatniej książce „Pamięć i
              tożsamość”: „Europę na przełomie tysiącleci można określić jako kontynent
              spustoszeń”. Czyż za owym spustoszeniem nie stoi także spustoszenie Kościoła,
              fakt, iż w pewnym momencie on sam próbował przestać być „znakiem sprzeciwu”, że
              otworzył się na nurty ze świata, które okazały się niszczące?
              Inne wypowiedzi na temat Vaticanum II, których autorami są osoby o
              niekwestionowanym autorytecie teologicznym i pastoralnym:
              "Kościół znajduje się w okresie niepokoju. Myśleliśmy, że po soborze
              rozpoczną się słoneczne dni w historii Kościoła. A zamiast tego nadszedł dzień
              pochmurny, burzliwy i ciemny, pełen pytań i niepewności"
              Paweł VI
              O niektórych hierarchach i teologach posoborowych: "Pragną oni ustanowić
              nowy Kościół, różny od Kościoła Chrystusowego; pragną oni stworzyć
              społeczeństwo antropocentryczne, zagrożone wpisaną weń immanentnie apostazją.
              Jesteśmy zdani na łaskę powszechnego ruchu potknięć i kapitulacji, irenizmu i
              dostosowania"
              Kardynał Henri de Lubac
              "Trzeba być realistą i uznać z głębokim i bolesnym odczuciem, że duża część
              dzisiejszych chrześcijan czuje się zagubiona, zmieszana, zakłopotana, a nawet
              rozczarowana: idee sprzeciwiające się objawionej i niezmiennej Prawdzie
              rozprzestrzeniają się szeroko i daleko; otwarte herezje w dziedzinie dogmatów i
              moralności zostały rozpowszechnione wywołując zwątpienie, zamęt i bunt; nawet
              liturgia została zmieniona."
              Jan Paweł II

              Pora powiedzieć sobie otwarcie, że jakkolwiek Ojcowie soborowi cieszyli się
              asystencją Ducha Świętego, to z pewnością dały tam znać o sobie też tendencje
              do zniszczenia ortodoksji katolickiej. I te tendencje spowodowały, że Kościół
              znalazł się w chwiejnej sytuacji, która, mimo tego, iż po pontyfikacie Jana
              Pawła II i wraz z nadejściem pontyfikatu Benedykta XVI, nie brakuje symptomów
              nadziei, to jednak owa chwiejność trwa po dziś dzień. Świadczą o tym poważne
              wypowiedzi, przytoczone powyżej. W ocenie stanu Kościoła nie wolno chować głowy
              w piasek i poddawać się wyłącznie entuzjazmowi „soborowej odnowy”, ale spojrzeć
              realnie na rzeczywistość, ustalić, w którym miejscu został popełniony błąd i
              starać się go usunąć.
              Wskazówką w identyfikacji błędu może być nauczanie Papieży sprzed Vaticanum II.
              Można choćby zajrzeć do encykliki „Pascendi Dominici Gregis” św. Piusa X.
              Papież pisał w niej: „Będziemy więc mówić, Czcigodni Bracia, nie o
              niekatolikach, lecz o wielu z liczby katolików świeckich, oraz – co jest
              boleśniejsze – o wielu z grona samych kapłanów, którzy wiedzeni pozorną
              miłością do Kościoła, pozbawieni silnej podstawy filozoficznej i teologicznej,
              przepojeni natomiast do gruntu zatrutymi doktrynami, głoszonymi przez wrogów
              Kościoła, zarozumiale siebie mienią odnowicielami tego Kościoła i rozzuchwaleni
              liczbą swych zwolenników napadają nawet na to, co tylko jest najświętszego w
              dziele Chrystusowym (...). (...) przeprowadzają oni swe plany nie poza tym
              Kościołem, ale w nim samym: stąd też niebezpieczeństwo ma swoje siedlisko
              niejako w samych żyłach i wnętrznościach Kościoła, ku tym pewniejszej szkodzie,
              im lepiej go znają”. (Pascendi... 2-3).
              Minęły cztery zaledwie dziesięciolecia, a o wrogach Kościoła przestało się
              otwarcie mówić. Wytłumaczenia są trzy możliwe: Albo św. Pius X (i inni papieże
              do Vaticanum II) cierpieli na manię prześladowczą i bezpodstawnie dopatywali
              się w niektórych działaniach ludzi wewnątrz Kościołą wojny wydanej Kościołowi,
              albo wrogowie ci z dnia na dzień wymarli, albo... Pewną podpowiedzią w
              rozwiązaniu zagadki mogą być przytoczone wyżej współczesne wypowiedzi
              hierarchów i rzetelna analiza sytuacji w jakiej znalazł się Kościół.
              Nie chodzi o to, by napawać się czarną wizją, bawić się w tropiciela spisku,
              załamywać ręce w obliczu kryzysu. Nie wolno jednak udawać, że nic się nie
              dzieje. Pora już z tym skończyć. Pewnym przełamaniem tej radosnej zmowy
              milczenia, która trawi wielu duchownych i zaangażowanych świeckich, a zarazem,
              paradoksalnie, wbrew medialnym komentarzom które za złe miały pesymizm, znakiem
              nadziei że rozpoczyna się odnowa są wydarzenia ostatnich miesięcy. Najpierw
              mocne słowa kard J. Ratzingera w czasie Drogi Krzyżowej w Wielki Piątek (nie
              tylko o brudzie w Kościele!), potem jego kazanie na rozpoczęcie konklawe, i
              wreszcie wybór Następcy św. Piotra, który przybiera sobie imię Benedykta XVI.
              Czas pokaże. Wiadomo, że Kościół trwać będzie, ma na owo trwanie Boską
              gwarancję. Może jednak samobójcze „otwieranie się na świat” zastąpi pracą nad
              dostosowywaniem świata do wymogów Ewangelii.
              Zależy to także od nas – od żarliwości naszych modlitw i wiary, a także od
              świadomości, że jesteśmy żywymi tkankami Kościoła – Mistycznego Ciała Chrystusa.

              • leniak Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 24.11.06, 13:22
                Traditio1 drogi poecam załozenie bloga dla długich tekstów...
                nieco to nowoczesne i modernistyczne ale zarazem praktyczne...
                • robertw18 Dzięki dla Traditio! 24.11.06, 14:43
                  Za zwięzłe, a nie "zbywające" jednym słowem, przedstawienie swojego stanowiska. P. Leniak może nie czytać tych wypowiedzi, jeśli przekraczają jego możliwości. Zapewne wielu uzna, że sprawy sporów pomiędzy duchowieństwem i różnymi odłamami wierzących nie są najistotniejsze, ale dlaczego wtrącać się w ich ostatecznie nie najdłuższe na Forum rozmowy?
                  Pozdr.
                  • tajnos.agentos Re: Dzięki dla Traditio! 24.11.06, 14:45
                    www.mariawita.pl/
                    ...Czemu nie?
                  • leniak Robercie18 24.11.06, 18:11
                    owszem czytam a moja uwaga była czysto techniczna...
                    • robertw18 Re: Robercie18 24.11.06, 19:12
                      Sorry, zabrzmiało to nieco złośliwie czy kpiąco.
                      Pozdr.
                      • leniak Re: Robercie18 24.11.06, 19:20
                        hmm nieco racji masz... ej rozwydrzyłem się zanadto
              • dociek Albigensi 25.11.06, 23:51
                forum.gery.pl/index.php?showtopic=9135
                Czym był Kataryzm? Przede wszystkim było to późne odgałęzienie największej
                sekty dualistycznej - manicheizmu, nazywani byli też Albigensami. Albigensi
                byli konfederacją heretyków z XII w., złożoną z Katarów, Pertobruzjan,
                Henrycjan, Arnoldystów i Waldensów .Nazwa ta pochodzi od głównego ośrodka tej
                herezji- miasta Albi w południowej Francji swoim zasięgiem obejmował Francję,
                Katalonię, Italię, Niemcy a nawet Anglię. Największy ośrodek Katarów znajdował
                się w południowej Francji - Langwedocji, gdzie katarzy znaleźli doskonałe
                warunki dla dalszego rozwoju swojej działalności. Kraj ten posiadał wiele
                bogatych miast jak np. Narbonne, Tuluza, Montpellier, Alres, Awionion, Marsylia
                i inne. Były to przede wszystkim ośrodki handlowe, gdzie stykali się ludzie z
                różnych stron Europy, tutaj właśnie panowała ogromna, zadziwiająca ludzi
                Południa, tolerancja. Ta część Francji była krajem niezależnym, chociaż pewne
                posiadłości mieli tu król Aragonu, król Anglii, jednak największą władzę w tej
                części Francji posiadali hrabiowie Tuluzy.

                Co takiego przyciągało ludzi, na czym polegała siła fenomenu katarskiego?
                Herezja ta opierała się na dualizmie, na manichejskiej teorii dwóch
                pierwiastków: Dobra i Zła, Światła i Ciemności, Ducha i Materii. Najbardziej
                zaangażowani wyznawcy wyrzekali się aktywności seksualnej - zwłaszcza gdy
                chodziło o prokreację, potępiali małżeństwo, praktykowali surowy wegetarianizm
                i odmawiali spełniania takich świeckich obowiązków, które wymagały składania
                przysiąg. Dość osobliwa była ich wiara w wędrówkę dusz, uważali mianowicie, że
                dusza po śmierci nie idzie na tamten świat i to nie tylko ludzkiego, lecz udaje
                się do drugiego ciała . O tym do jakiego ciała trafi, decydują zasługi
                człowieka z życia doczesnego. Odrzucali też sakramenty, zwłaszcza chrzest i
                Eucharystię, oraz Kościół i kapłanów. Sami wiedli życie proste i pobożne, dążąc
                do osobistego kontaktu z Bogiem, co ograniczało znaczenie duchownych,
                kaznodziejów i nauczycieli. Katarów obowiązywał też zakaz kłamania,
                przeklinania, zabijania, samotnego podróżowania, sypiania bez ubrania,
                oddawania się prostytucji. Dzielili wyznawców swoich na dwie kategorie:
                doskonałych(perfecti) i zwykłych wyznawców (credentes). Owi "doskonali"
                stanowili elitę nadrzędną nad zwykłymi wierzącymi. "Doskonali" sprawowali
                liturgię inicjacji - Consolamentum, która prowadziła do przejścia ze stanu
                wierzących do stanu "doskonałych". Każdy kandydat musiał przysiąc posłuszeństwo
                wobec zasad doktrynalnych. Jedyną modlitwą zaakceptowaną i przejęta przez
                katarów było Ojcze Nasz, ponadto obowiązywała jeszcze jedna formuła odmawiana
                przez nich: Podajemy Ci tą świętą modlitwę, abyś miał ją od nas, Boga i
                Kościoła i abyś nigdy nie zjadł ani nie wypił niczego, nie odmówiwszy jej
                pierwsze. Jeśli tego nie uczynisz, będziesz musiał odprawić pokutę ,następnie
                Doskonali kładli mu na głowę ręce (rytuał podobny do manichejskiego tchnienia
                Ducha Świętego). Drugi rytuał melioramentum, była to publiczna spowiedź,
                podczas której zgromadzeni udzielali rozgrzeszenia. Każdy "Doskonały" był
                odziany w habit pocieszonego, dopiero w okresie prześladowań habit został
                zamieniony na sznur noszony przez mężczyzn na koszuli, a przez kobiety
                bezpośrednio na ciele. Consolamentum pozwalało wyświęcanemu otrzymać Ducha
                Świętego, stać się Doskonałym i dostąpić zbawienia już w życiu doczesnym.
                Obrzęd ten występował w dwóch kontekstach. Konteksty te zostały dokładnie
                opisane przez Dobkowskiego Mariana: W pierwszym przypadku był stosowany jako
                pocieszenie umierających i miał na celu wyłącznie udzielenie zbawienia przez
                oczyszczenie się zesłanie Ducha Świętego i podjęcie trudu zachowania go. W
                przypadku pocieszenia umierających miał on na celu wyłącznie udzielenie
                zbawienia przez oczyszczenie się zesłanie Ducha Świętego i podjęcie trudu
                zachowania go. Natomiast Consolamentum doskonałych oprócz łaski zbawienia
                umożliwiało nowo wyświęconemu również przekazywanie tego ducha. Jest to
                najlepszy moim zdaniemopis doktryny Katarskiej, przedstawia bowiem jej
                wszystkie cechy charakterystyczne i porównuje je z doktryną kościoła
                katolickiego. Teologia katarska była pochodzenia gnostyckiego i jak większość
                gnostyków nie uznawała Starego Testamentu, jej zdaniem relacjonował on czyny
                Szatana - władcy tego świata (podobnych twierdzeń możemy doszukać się w dziele
                ruchu heretyckiego bogomilów ,znane jako Interrogatio Johannis- Pytania Jana).
                Chrystusa uznawali ze względu na to, że był Synem Bożym, że zstąpił na ziemię
                żeby głosić chwałę Najwyższemu - czyli Bogu i że był starszym bratem perfecti.
                Katarzy obchodzili święta religijne wraz z katolikami, ale świętom tym nadawali
                inną treść np. Zesłanie Ducha Świętego oni nazywali rocznicą "nakładania rąk".
                Odprawiali także comiesięczne modły (lo servisi w języku prowansalskim, a po
                łacinie apparellamentum).

                Kataryzm swoim zasięgiem objął feudalne i mieszczańskie społeczeństwo, zubożałą
                szlachtę, rzemieślników i kupców. Przyjął się właśnie tam, gdzie najtrudniej
                było wprowadzić jakiekolwiek zmiany. Katarscy duchowni podzielili społeczeństwo
                na trzy grupy: oratores (ci, którzy się modlą), bellatores (ci, którzy walczą)
                i laboratores(ci, którzy pracują). Kataryzm przeciwstawiał się feudalizmowi z
                natury swoich wierzeń i teorii moralnych, twierdził, że to szatan jest głową
                hierarchii feudalnej.
            • Gość: janek Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! IP: *.vlan192.dengo.lubman.net.pl 24.11.06, 14:26
              Droga Niewiasto ,

              Pan Jezus powiedział "Po owocach ich poznacie"...

              Proszę spojrzeć na sytuację Kościoła na zachodzie.

              Naszą sytuacją możemy zawdzieczać jedynie roztropności kard. Wyszyńskiego i jego
              niechęci do zmian.

              Zachęcam do przeczytania o sytuacji Kościoła w USA po VII:

              www.bibula.com/18/main.php?page=owoce
              • folkatka Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 26.11.06, 00:07

                Otóż Janku - nie wiem czy zdajesz sobie sprawe z tego, że masowe odchodzenie od
                praktyk religijnych miało miejsce już w XIX wieku, Kościół zbyt późno
                zareagował na pewne tendencje społeczne, co kosztowało go bardzo wiele.
                Zwolenników nie przysporzyło mu również zaangazowanie sie w politykę po stronie
                Swietego Przymierza - że przypomnę potepienie dla Powstania Listopadowego, czy
                włoskiej rewolucji Garibaldiego. Tak więc laicyzacja jest wynikiem wielu
                procesów, zachodzących w tamtejszych społeczeństwach od dwóch wieków - czy nawet
                dłużej. Zwalanie jej na karb VS jest nieporozumieniem. W Polsce mielismy tą
                sytuację, że w wyniku rozbiorów nastapiło zakonserwowanie się pewnego modelu
                religijności, który juz gdzie indziej nie funkcjonował od dawna.
                Pozdr.
            • Gość: ja Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.06, 09:40
              Nie jestem specem w tym temacie, ale obecna msza i jej oprawa to nie dzieło
              Soboru, tylko komisji, która pracowała po zakończeniu samego Soboru. I druga
              ciekawa rzecz - dlaczego "księża postepowi" tak zaciekle walczą z tradycyjna
              mszą? Czy im to w czymś przeszkadza?
              • folkatka Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 27.11.06, 11:42

                Komisja została powołana przez Sobór.
                "Postępowych" księży - patriotów to mieliśmy w latach 50.
                Zastanawiam sie gdzie zetknałeś się z taką zaciekłą postawą wobec tradycyjnej
                liturgii? Mi sie jakos nigdy to nie zdarzyło. Powielanie mitów nie słuzy niczemu
                dobremu.
                Pozdr.
        • tajnos.agentos Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 24.11.06, 11:28
          Wiecie, jaka jest różnica pomiędzy francuskimi nazwiskami "Lefebvre" a
          "Lefevre"? Otóż, podobno "Lefebvre" pochodzi od łacińskiego "faber" - czyli
          "robotnik", "rzemieślnik"; natomiast "Lefevre" - od starofrancuskiego "le fève"
          - czyli kowal: taki nasz "Kowalski". Więc, pan Lefebvre jest ponad tym całym
          pospólstwem, więc uważajcie...;-)
      • tajnos.agentos Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 24.11.06, 11:20
        Aha, dziękuję! Znaczy się - za szybko...
        • tajnos.agentos Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 24.11.06, 11:20
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=62&w=52784615&a=52786791
    • tajnos.agentos Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 24.11.06, 11:19
      Szto eto za ptica?
    • Gość: jan Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! IP: *.vlan192.dengo.lubman.net.pl 25.11.06, 18:23
      Wykład już dostępny on-line:

      www.piusx.org.pl/pobieranie/download.php?bp%20Williamson%20Lublin%2023.11.06.mp3
      inne ciekawe o podobnej tematyce:

      www.piusx.org.pl/pobieranie/
      • folkatka Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 25.11.06, 23:23
        Nie wiem czy będę mogła odpowiedzieć, żaden ze mnie teolog, ale napiszę to, co
        mi się nasuwa po jakiś przemyśleniach nad tematem.
        ===========================================================
        Co do pewności, że VS popełnił błędy: wystarczy znajomość doktryny Kościoła i
        porównanie z tą, która jest głoszona na VS. Co dowykazania błędów: wystarczy
        przeczytać Syllabus errorum, bądź encyklikę Pascendi dominici gregis i porównać
        te dokmenty z dekretem o ekumenizmie czy wolności religijnej.
        ============================================================
        Ja:
        Napisz mi proszę czyjego autorstwa jest owa encyklika, łatwiej będzie mi ją
        znaleźć. Tak się zastanawiam, czy jesteś pewien, że Jan XXIII, Paweł VI, Jan
        Paweł II, Albert Krąpiec (i wszyscy zaangażowani w dzieło VS) nie znali
        przedsoborowej doktryny Kościoła?
        ==============================================================
        Miał być przecież w świecie „znakiem, któremu sprzeciwiać się
        będą”; stał się zaś w dużej mierze jedną z instytucji tego świata, nie
        tylko „otwartą” na świat, ale całkowicie do niego, wraz z całym jego
        relatywizmem, horyzontalnością, brakiem ostatecznych uzasadnień -
        przystosowaną.
        ==============================================================
        Ja:
        Piszesz tak, jakby Kościół przedsoborowy nie był częścią tego świata...Czyż mam
        Ci uświadamiać, jak bardzo często sprzymierzał się z on ze świecką władzą w imię
        celów jak najbardziej doczesnych, jak bardzo często używał swego autorytetu w
        obronie spraw wątpliwych - że sięgnę do moich ulubionych czasów i klątwy, jaką w
        1455 roku papież Kalikst III obłożył Związek Jaszczurczy i wszystkich, którzy go
        poparli (a więc i polskiego króla - a działo się to u progu zwycięskiej dla
        Polski Wojny Trzynastoletniej). Przypomnę Ci również, że Kościół oficjalnie
        potępił Powstanie Listopadowe, o czym wie każdy, kto czytał w liceum "Kordiana".
        Ile razy w ciągu minionych wieków Kościół dobrowolnie, i sam z siebie,
        sprowadzał się do roli czysto ziemskiej instytucji, w której kapłani stawali się
        tylko administratorami...Czy Innocentemu III nie śnił się walący kościół,
        podtrzymywany przez Biedaczynę z Asyżu? Czy racji nie miał Savonarola mówiąc, że
        na Tronie Piotrowym zasiadł Szatan (aby uświadomić sobie, że miał, wystarczy
        przypomnieć sobie jaka rodzina panowała wtedy w Rzymie. Byli to Borgiowie). Dość
        powiedzieć, że w czasach Renesansu Kościół i kler utożsamiane było z największym
        zepsuciem. A z Twoich wypowiedzi wynika, ze wszystko było cacy - aż do 1965 roku!
        Co do rytu mszalnego: obecnie i wielu duchownych przyznaje, że Mszy Trydenckiej
        pozbyto się zbyt gwałtownie. Ma ona wielu zwolenników i dobrze; co do mnie:
        niedziela o 15 bardzo mi nie pasuje i dlatego ani razu jeszcze się nie wybrałam.
        prywatnie jestem wielbicielką łaciny bolejącą szczerze nad jej coraz
        powszechniejsza nieznajomością... Natomiast nie bardzo wierzę w to, żeby ktoś
        kiedykolwiek administracyjnie zakazywał liturgii trydenckiej. Dokumenty soborowe
        na temat liturgii (daruj - nie pamiętam tytułów) nakazują umiar we wprowadzaniu
        języków narodowych, ba - zalecają odprawianie części stałych po łacinie.
        CDN
        ps podobnie jak Ty - ja równiez polecam pewne teksty...na przykład Katechizm
        Kościoła Kat., który Ty i tak zapewne uznajesz za heretycki...
        I nie tylko:
        www.katolik.pl/index1.php?st=artykuly&id=988
        www.katolik.pl/index1.php?st=artykuly&id=311
        www.katolik.pl/index1.php?st=ksiazki&id_r=287&id=861
        Mogłabym trochę więcej...
        • folkatka Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 25.11.06, 23:54
          Odpowiedź swoją podzieliłam troche, bo nie lubie wysyłać długich postów...i tak
          przekraczam granice przyzwoitosci, może powinnam załozyć bloga...
          =========================
          Dziś, zwłaszcza w Polsce, w czasie rozmów z księżmi i świeckimi
          aktywnymi uczestnikami życia Kościoła można odnieść wrażenie, jakby jedynymi
          Następcami św. Piotra byli Jan XXIII, Paweł VI, a swój szczyt papiestwo
          osiągnęło w Osobie Jana Pawła II.
          ================================
          Ja:
          Z przykrością muszę stwierdzić, że napisałeś bzdurę. Nie wiem z kim Ty
          rozmawiasz, ale ja nigdy nie odniosłam takiego wrażenia.
          =======================================
          Podobnie, gdy się przegląda tematy prac
          dotyczących choćby nauczania społecznego Kościoła można odnieść nieodparte
          wrażenie, że na dobre zaczęło się ono na Soborze Watykańskim II, zaś pełną
          dojrzałość osiągnęła katolicka myśl społeczna w nauczaniu naszego wielkiego
          Rodaka, zasiadającego na Tronie Piotrowym.
          ================================
          Pierwsza encyklika społeczną była "Rerum Novarum" Leona XIII. Na KULu miałam
          wykłady z katolickiej nauki społecznej (ze względu na osobę prowadzącego je ks.
          prof. Kampki wspominam je bardzo ciepło). Na tych wykładach nieustannie
          podkreslano jej ogromną rolę w rozwoju społecznej myśli Kościoła, podkreslał to
          również JPII, zeby to stwierdzić, wystarczy zapoznac sie z tekstem encykliki
          "Centesimus Annus". Po raz kolejny musze stwierdzic, że sie mylisz.
          ============================
          Czy rzeczywiście wszystko, co było przed, było tylko
          niedojrzałą próbą określenia stosunku Kościoła do świata, państwa, do zagadnień
          pracy, kapitału, etc? Jakimś bardzo niedojrzałym, bardzo płaskim i
          niedoskonałym wyrazem katolickiej doktryny?
          =============================
          Ja:
          Za powyższą wypowiedzią kryje sie totalna nieznajomość nauczania Kościoła.
          =============================
          Czyż za owym spustoszeniem nie stoi także spustoszenie Kościoła,
          fakt, iż w pewnym momencie on sam próbował przestać być „znakiem sprzeciwu”, że
          otworzył się na nurty ze świata, które okazały się niszczące?
          ===========================
          Ja:
          Co do bycia "znakiem sprzeciwu" odpisałam Ci wyżej. A teraz napisz mi
          cóż to takiego okazało się niszczące. Bo ja Ci mogę podać szereg dobrodziejstw VS.
          Przytoczyłeś opinie m.in. Pawła VI i Jana Pawła II. Nie zamierzam podważać ich
          prawdziwosci. Myslę tylko, że mogłabym znaleźć jakieś ich wypowiedzi zawierające
          akceptacje dla dokonań VS, którego obydwaj byli czołowymi architektami...
          =====================================
          Może jednak samobójcze „otwieranie się na świat” zastąpi pracą nad
          dostosowywaniem świata do wymogów Ewangelii.
          ============================
          Myślę, ze nie rozumiesz tego, co oznacza otwarcie sie na świat w wydaniu
          soborowym. Polecam Ci tutaj fragment jednego z przmówień Benedykta XVI (pełny
          tekst tutaj
          www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/benedykt_xvi/przemowienia/kuriarz_22122005.html:
          Ostatnie )wydarzenie tego roku, o którym chciałbym wspomnieć przy tej okazji,
          to obchody czterdziestolecia zakończenia Soboru Watykańskiego II. Ta rocznica
          nasuwa pytanie: Jakie były rezultaty Soboru? Czy Sobór został właściwie
          przyjęty? Co było dobre w recepcji Soboru, a co niewystarczające lub błędne? Co
          pozostaje jeszcze do zrobienia? Nikt nie może zaprzeczyć, że w wielu częściach
          Kościoła recepcja Soboru następowała z niemałym trudem, nawet jeśli nie chcemy
          odnieść do wydarzeń ostatnich lat tego, co napisał wielki Doktor Kościoła św.
          Bazyli o sytuacji w Kościele po Soborze Nicejskim. Bazyli porównuje ją do bitwy
          morskiej pośród mrocznej nawałnicy. Pisze między innymi: «Ochrypłe wrzaski tych,
          którzy skłóceni występują przeciw sobie; niezrozumiała gadanina, bezładny zgiełk
          krzyczących bez ustanku wypełnił już cały Kościół, zniekształcając — przez
          nadgorliwość lub uchybienia — prawdziwą naukę wiary» (De Spiritu Sancto, XXX,
          77; PG 32, 213 A; SCh 17bis, pag. 524). Nie chcę odnosić tego dramatycznego
          opisu do sytuacji po Soborze, niemniej częściowo odzwierciedla on to, do czego
          doszło. Powstaje pytanie: dlaczego recepcja Soboru w wielu częściach Kościoła
          dokonywała się do tej pory z tak wielkim trudem? Otóż wszystko zależy od
          właściwej interpretacji Soboru lub też — jak powiedzielibyśmy dzisiaj — od jego
          prawidłowej hermeneutyki, od właściwego klucza do zrozumienia i wprowadzania w
          życie jego postanowień.
          • leniak Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 26.11.06, 00:02
            a jednak KUL nie jest wcale taka złą uczelnią ;-)
            • folkatka Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 26.11.06, 00:08
              Ja zawsze wiedziałam, że KUL jest cool :))
              • Gość: traditio1 Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 26.11.06, 00:37
                I jeszcze jedno: ciekawi mnie Twa opinia na temat tego textu. Jesli wola -
                odpisz na mą pocztę. Pozdrawiam. Adrest traditio1@gazeta.pl
                • traditio1 Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 26.11.06, 00:41
                  Gość portalu: traditio1 napisał(a):

                  > I jeszcze jedno: ciekawi mnie Twa opinia na temat tego textu. Jesli wola -
                  > odpisz na mą pocztę. Pozdrawiam. Adrest traditio1@gazeta.pl
                  Chodzi o ten tekst:www.bibula.com/16/main.php?page=kryzys
              • traditio1 Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 27.11.06, 02:26
                a na Mikołajki Folkowe z Żoną moją z radością przyjdziemy. Pozdrowienia.
        • traditio1 Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 26.11.06, 00:25
          Witaj! Nie zgadzamy się dośc fundamentalnie; niemniej jednak mam wrażenie, że
          rozmowa nie jest, brzydko powiem, pyskówką, jak zwykle w takich razach bywa.
          Przeciwnie, mam wrażenie, żemoże być dla obu stron owocna. Dziś nie będę
          odpowiadał merytorycznie, wóciłem właśnie z dalekiej podróży - padam z nóg.
          Tylko co do. o. Alberta: nie był on zaangażowany w dzieło VS. A dziś mówi:
          Sobór to była pomyłka, upadła po soborze teologia, wyrzucono filozofię z
          seminariów, otwartosię na jakieś inteletualne tandeciarstwo. Sam sprawuje
          codziennie normalnąMszę, zn. taką, jaka sprawowano do końca lat
          siedemdziesiątych ubiegłego wieku. a i dziś Msza ta powraca; npw Lublinie
          przychodzi na nią ponad 100 osób, w większosci młodych. Pewnie i inne rzeczy po
          zawirowaniach soborowych będą powracać do normy. O reszcie, tzn. odpowiedzi na
          Twe rozważania - wkrótce.
        • traditio1 Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 26.11.06, 00:27
          Acha: Syllabus to oczyiście bł. Pius IX, Pascendi zaś - św. Pius X.
    • leniak Episkopat o Bractwie i odpowiedź Bractwa... 26.11.06, 11:44
      znalazłem nareszcie:
      www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WE/kep/bractwo_piusa_x.html
      uwazam że warto ten komunikat KFE przeczytać
      a ponieważ znalazłem link do niego na forum Bractwa byłoby nieuczciwe gdybym
      nie podał odpowiedzi Bractwa na komunikat, zatem:
      www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/0155
      hmm jak zwykle kazdy sam musi rozsądzić co słuszne a co nie...
      • dociek Punkt widzenia agnostyka 26.11.06, 11:52
        Autor tekstu: Jerzy Ładyka; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,4767
        Jan Woleński, Granice niewiary, 2004
        ...

        Podstawę polemiki między wierzącymi i agnostykami stanowią dwie formacje
        myślenia wsparte na odmiennych systemach wartości i niejednakowych
        przesłaniach. Czy jest zatem sens polemiki jeśli te dwie wizje myślenia wydają
        się całkiem rozłączne? Teologowie w deklaracji nie wyrzekają się możliwości
        takiego dialogu. Ale swą gotowość zaopatrują szczególnym komentarzem.

        Zakładają mianowicie, że myślenie osób niewierzących obciążone jest
        szczególnego rodzaju kalectwem. Nie są oni w stanie zrozumieć dogmatu o
        wymiarze Kościoła jako instytucji nie z tego świata. Istotny zaś sens tego
        dogmatu sprowadza się do twierdzenia, że Kościół ma wymiar transcendentalny,
        ponieważ został stworzony przez Boga, co wynika na pewno z nauki Magisterium
        transcendentalnie utwierdzonej. Wobec tego, zdaniem teologów, osoby niewierzące
        mogą stać się odpowiednim partnerem dialogu tylko wówczas, gdy podejmą próbę
        wczucia się w fundamentalne doświadczenie religijne osób wierzących. Słowem,
        osoby niewierzące mogą stanowić liczącego się uczestnika w dyskusji, wtedy gdy
        włączą w zakres swej tożsamości poznawczej treści religijne — czyli te właśnie,
        które są kwestionowane przez ich autonomiczny rozum. Ten warunek grzeszy zaiste
        przesadą. Z nieskrywaną nonszalancją formułuje się w nim nakaz wyrzeczenia się
        przez jedną stronę dialogu własnego stanowiska w celu uzyskania prawa do
        sensownych wypowiedzi o religii i Kościele.
        *****

        I to jest przejawem nietolerancji generalnie przypisanej do większości wyznań.
        • leniak Re: Punkt widzenia agnostyka 26.11.06, 12:07
          istotnie...
        • folkatka Re: Punkt widzenia agnostyka 27.11.06, 11:57

          to jest przejawem nietolerancji generalnie przypisanej do większości wyznań.
          ===================
          Drogi Doćku,
          nie zgadzam się z Tobą ponieważ to czy ktos jest tolerancyjny czy nie zalezy
          zasadniczo od jego kondycji jako człowieka, kultury osobistej czy też stopnia
          frustracji, etc. a nie od tego czy wyznaje jakąś religię. Drugą sprawą jest to,
          że wierzący - a zwłaszcza katolicy - są bardzo czesto uznawani przez osoby
          Twojej opcji swiatopogladowej za ciemnotę, mohery. Takie sądy a priori sa często
          ogłaszane tutaj na forum, połaczone są bardzo czesto z agresją, na którą nie mam
          juz ochoty reagować. Wiele osób miałoby do mnie więcej sympatii gdybym ogłosiła
          publicznie ze modle sie do drzewa lub bije pokłony przed moim psem Pikusiem, ale
          fakt że jestem członkiem KK przekreśla mnie w oczach wielu.
          Tak więc ja mogłabym powiedzieć że nietolerancja jest przypisana do bycia
          agnostykiem...z czym Ty się zapewne nie zgodzisz.
      • Gość: jan Re: Episkopat o Bractwie i odpowiedź Bractwa... IP: *.vlan192.dengo.lubman.net.pl 26.11.06, 18:01
        “Can I fulfill my Sunday obligation by attending a Pius X Mass” and our response
        was: “In the strict sense you may fulfill your Sunday obligation by attending a
        Mass celebrated by a priest of the Society of St. Pius X.” (Msgr. Perl,
        secretary of the Ecclesia Dei Commission, January 18, 2003)
        • leniak Re: Episkopat o Bractwie i odpowiedź Bractwa... 26.11.06, 18:22
          Can you translate
          • Gość: janek Re: Episkopat o Bractwie i odpowiedź Bractwa... IP: *.vlan192.dengo.lubman.net.pl 26.11.06, 21:29
            Ptanie zadane Papieskiej Komisji Ecclesia Dei:

            "Czy mogę wypełnić swój niedzielny obowiązek uczestnicząć we Mszy sprawowanej
            przez Bractwo św.Piusa X?"

            Odpowiedź Komisji:

            "W ścisłym sensie wypełniasz swój obowiązek uczestnicząć we Mszy sprawowanej
            przez kapłana Bractwa Św.Piusa X..." a dalszej części listu jest jeszcze mowa o
            tym "że składka na tacę jest dopuszczalna i wskazana.."

            Wiele osób pisało i otrzymywało taką samą odpowiedź, proszę poszukać u
            Googlownicy...

            Znana jest sprawa z Hawajów, gdzie wierni Bractwa poprosili bp. Williamsona o
            udzielenie sakramentu bierzmowania ich dzieciom. Po całym zdarzeniu biskup
            miejsca oskarżył ich o schizmę i wydał dekret o ekskomunice...
            Wierni złożyli rekurs (odwołanie) do Watykanu, a konkretnie do Kongregacji Nauki
            Wiary i kard. Ratzinger stwierdził,że nie ma podstaw do ekskomuniki;-)
            • leniak Re: Episkopat o Bractwie i odpowiedź Bractwa... 27.11.06, 12:00
              ha zatem czemu nie padnie zaproszenie do kaplicy Bractwa na Al. Kraśnickich?
              • folkatka Re: Episkopat o Bractwie i odpowiedź Bractwa... 27.11.06, 12:06

                Janku, proszę o źródła tej informacji. Cięzko jest mi w to uwierzyć, ponieważ
                jesteście wspólnotą pozostającą poza Kosciołem Rzymskokatolickim. Wasz rozdział
                zaczął się w momencie, kiedy abp. Lefebvre w roku 1987 wyświęcił biskupów bez
                zgody papieża. Dla mnie jest to przypadek taki sam, jakbym chciałą uczestniczyć
                w nabozeństwie prawosławnym lub luterańskim.
                • Gość: jan Re: Episkopat o Bractwie i odpowiedź Bractwa... IP: *.vlan192.dengo.lubman.net.pl 27.11.06, 19:05
                  Google za przewodnika...

                  Choćby tu:
                  www.unavoce.org/articles/2003/perl-011803.htm
                  Gdzie Msza Trydencka jest można się dowiedzieć:

                  www.msza.net
                  • Gość: jan Msza Trydencka w Lublinie IP: *.vlan192.dengo.lubman.net.pl 27.11.06, 19:09
                    Jak ktoś słusznie twierdzi należy powiedzieć gdzie w Lublinie sprawowana jest Msza:

                    Lublin

                    w niedziele o 15:00 w kościele p.w. Ducha Świętego przy ul. Krakowskie
                    Przedmieście 1

                    w niedziele o 16:30 w kaplicy p.w. św. Stanisława Kostki przy Al. Kraśnickiej
                    46. W pierwsze piątki miesiąca Msze św. o 18:00, w pierwsze soboty o 8:00.
                • robertw18 Namiary 27.11.06, 19:15
                  Przecież to proste, wystarczy wpisać w Google początek wypowiedzi po angielsku. A otrzyma się np.
                  www.unavoce.org/articles/2003/perl-011803.htm
                  Uczestnictwo w takim nabożeństwie Bractwa miałoby być grzechem zależnie od zamiarów uczestnika.
                  Pozdr.
                  • folkatka Re: Namiary 27.11.06, 23:18

                    Ja o grzechu nic nie napisałam. Wyraziłam tylko swoja wątpliwość. Uczestnictwo w
                    zadnym nabożeństwie grzechem byc nie może, chyba że jest to czarna msza.
                    • leniak Re: Namiary 27.11.06, 23:52
                      a tu to nie byłbym taki pewien czy ze schizmatykami łączy dany kościół owa
                      wspólnota komunii na przykład? Bractwo zapewne tym razem uczciwie odpowie...
                      • leniak Re: Namiary 27.11.06, 23:55
                        bo na przykład w prawosławiu przyjęcie komunii w kosciele z którym nie ma owej
                        wspólnoty oznacza definitywne odłaczenie się czyli schizmę po prostu...
                        • leniak Re: Namiary 28.11.06, 00:01
                          KFE pisze tak "Trzeba w tym miejscu przypomnieć, że przynależność katolika do
                          grupy schizmatyckiej pociąga za sobą karę ekskomuniki (por. kan. 1364, § 1), to
                          znaczy wyłączenia ze wspólnoty wierzących." więc czym może się skończyć bycie
                          integrystą? hmm? Czy np ksiadz katolicki udzieli ślubu, sakramentów, pogrzebu?
                          Czy na to można bedzie liczyć jedynie w Bractwie?
                • traditio1 Re: Episkopat o Bractwie i odpowiedź Bractwa... 28.11.06, 13:11
                  Folkatko,sprawa rzekomej schizmy FSSPX już dawno przez Solicę Apostolską jst
                  rozstrzygnięta. Przełożony Bractwa pytał kiedyś odpowiednie dykasterie
                  watykańskie, czy Bectwo jest w Kościele, czy poza nim, a jeżeli poza - dlaczego
                  nie jest prowadzony dialog ekumeniczny. Odpowiedź była precyzyjna: Bractwo jest
                  w Kościele, dlatego nie prowadzi się dialogu ekumenicznego, sprawa regulacji
                  kanonicznych dotyczących FSSPX to "wewnętrzna sprawa Kościoła">
                  • leniak Re: Episkopat o Bractwie i odpowiedź Bractwa... 28.11.06, 13:18
                    hmm zatem może KFE jest poza kościołem?
                    • Gość: traditio1 Re: Episkopat o Bractwie i odpowiedź Bractwa... IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 29.11.06, 10:58
                      a co to jest KFE?
                    • Gość: traditio1 Re: Episkopat o Bractwie i odpowiedź Bractwa... IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 29.11.06, 10:58
                      A co to jest KFE?
                      • leniak Re: Episkopat o Bractwie i odpowiedź Bractwa... 29.11.06, 11:50
                        Konferencja Episkopatu Polski:
                        www.episkopat.pl/
                        • traditio1 Re: Episkopat o Bractwie i odpowiedź Bractwa... 29.11.06, 19:45
                          Nawet jeżeli KEP głosi doktrynę przeciwną nauczaniu Kościoła - stawia się poa
                          Kościołem. Zalecam lekturę stosownych dokumentów.
    • leniak Interyści 2000 lat ? 28.11.06, 13:33
      cóż pewną odpowiedź znajdziemy tu:
      haggard.w.interia.pl/integryzm.html
      to jest tekst integrysty oczywiście...
      • Gość: traditio1 Re: Interyści 2000 lat ? IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 29.11.06, 21:08
        Gdyby wszyscy katolicy byli normalni, dziś nie było by integrystów. Ci, którzy
        są wierni 2000 letniej tradycji Kościoła są mianowani integrystami.
        • leniak Ostatecznie 29.11.06, 22:46
          nie mnie wszak sądzić...
          kwestia wiary jest wiary kwestią...
          • traditio1 Re: Ostatecznie 29.11.06, 23:00
            Leniaku myślący! Wiem, że szukasz. Ale cóż ma powiedzeć? Wiara nie jest czyms
            przeciwko, albo przeciw rozumowi. Wierzymy, i możemy racjonalnie dowieść i
            wykazać, że jest to postawa racjonalna - postawa wiary.
          • traditio1 Re: Ostatecznie 29.11.06, 23:04
            Że nie Tobie sądzić, że nie mnie - to prawda. Od tego jest Matka Kościół.My
            mamy tylko rozumnie przyjmować. Albo rozumnie się nie zgadzać.
          • traditio1 Re: Ostatecznie 29.11.06, 23:55
            A co na to www.bibula.com/16/main.php?page=kryzyspowiesz? Nie jest to
            wypowiedź jakiegoś zagorzałego zolennika FSSPX, tylko rozsądnej, wykształconej
            niewiasty, która była Żoną takiegoż człowieka.
            • leniak Re: Ostatecznie 30.11.06, 14:45
              moja odpowiedż na temat wiary byłaby zbyt osobista jak na forum jest zresztą
              zawarta na blogu w tekście o granicy wiatru...
              co do artykułu czytałem ale to również nie na forum ;-)
              nie mniej ja jeszcze resztki trydentu w Polsce pamiętam
    • Gość: coraz Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 03.12.06, 19:02
      No i jednak na Mszę o 15.00 przychodzi nas coraz więcej, coraz więcej i więcj
      ludzi, którzy na nowo odkrywają iecznotrwały skarb Kościoła - Mszę św.
      • folkatka Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 03.12.06, 23:18
        No i bardzo dobrze, niech przychodzą jak najliczniej, tylko niech nie stawiają
        sie ponad Duchem Św.
        BTW - tez moge polecic kilka tekstów.
        apologetyka.katolik.net.pl/content/view/769/66/
        apologetyka.katolik.net.pl/content/category/24/185/66/
        • Gość: wiedzący Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! IP: 212.182.119.* 04.12.06, 10:47
          Te teksty i nsynuacje x. Grzechowiaka są głęboko nie na miejscu, jego
          fanatyczne zaślepienie co do abpa. M. Lefebfra wykazało jużwielu publicystów
          wcale nie zwiążanych z FSSPX. (Trzeba szukać w archiwalnych numerach
          jużnieukazującego sięczasopisma Nova et Vetera). Ale tak naprawdęnie o ruch
          FSSPX tu chodzi, tylko o sprawęTradycji, o sprawęMszy ś. I trzeba pamiętać żę w
          Kościele dyscyplina nie jest ceniona wyżęj od wiernośći ortodoksji (polecam w
          tym względzie książeczkę"Spustoszona winnica"). Pewnie każdy grzech to w
          jakiśsposób stawianie się ponad Ducha Świętego. Z tego co wiem, większośćz
          tych, którzy uczęszczjądo kośćioła Ducha Świętego na 15.00 przychodzi tam
          dlatego, że Jego głos usłyszeli w swym sercu i są mu posłuszni.
          • folkatka Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 04.12.06, 20:56
            MOTU PROPRIO "ECCLESIA DEI"
            OJCA ŚWIĘTEGO JANA PAWŁA II
            z 2 lipca 1988

            1. Kościół Boży ze smutkiem przyjął wiadomość o nielegalnych święceniach,
            udzielonych 30 czerwca tego roku przez abpa Marcela Lefebvre'a. Obróciło to
            wniwecz wszystkie od lat podejmowane wysiłki, zmierzające do zapewnienia pełnej
            komunii z Kościołem Kapłańskiej Konfraterni św. Piusa X, założonej przez abpa
            Lefebvre'a. Na nic się zdały owe wysiłki, zwłaszcza podejmowane w ostatnich
            miesiącach, kiedy to Stolica Apostolska wykazała zrozumienie posunięte do granic
            możliwości (1).

            2. Ów smutek odczuwa w sposób szczególny Następca Piotra, na którym spoczywa
            obowiązek pierwszego stróża jedności Kościoła (2), bo chociaż ilość osób
            bezpośrednio zaangażowanych w te wydarzenia jest niewielka, to przecież każdą
            osobę Bóg kocha dla niej samej i każda została odkupiona krwią Chrystusa
            przelaną na Krzyżu dla zbawienia wszystkich. Szczególne okoliczności -
            obiektywne i subiektywne - w jakich spełniony został czyn abpa Lefebvre'a,
            stanowią dla wszystkich okazję do głębokiej refleksji oraz nowego zaangażowania
            w wierności Chrystusowi i Jego Kościołowi.

            3. Czyn ten sam w sobie był aktem nieposłuszeństwa wobec Biskupa Rzymu w materii
            najwyższej wagi, mającej kapitalne znaczenie dla jedności Kościoła, jaką jest
            wyświęcanie biskupów, poprzez które urzeczywistnia się w sposób sakramentalny
            sukcesja apostolska. Tak więc tego rodzaju nieposłuszeństwo, zawierające w sobie
            praktyczną odmowę uznania prymatu rzymskiego, stanowi akt schizmatycki.
            Spełniając ten czyn - pomimo formalnego upomnienia przesłanego przez Kardynała
            (3) Prefekta Kongregacji Biskupów 17 czerwca - abp Lefebvre oraz kapłani Bernard
            Fellay, Bernard Tissier de Mallerias, Richard Williamson i Alfonso de Galarreta
            ściągnęli na siebie przewidzianą przez prawo kościelne ciężką karę ekskomuniki (4).

            4. Korzenie tego schizmatyckiego aktu można dostrzec w niepełnym i wewnętrznie
            sprzecznym rozumieniu Tradycji. Niepełnym, bowiem niedostatecznie
            uwzględniającym żywy charakter Tradycji, "która - jak z całą jasnością uczy
            Sobór Watykański II - wywodząc się od Apostołów, czyni w Kościele postępy pod
            opieką Ducha Świętego. Zrozumienie przekazanych rzeczy i słów wzrasta bowiem
            dzięki kontemplacji oraz dociekaniu wiernych, którzy je rozważają w swoim sercu,
            dzięki głębokiemu, doświadczalnemu pojmowaniu spraw duchowych oraz dzięki
            nauczaniu tych, którzy wraz z sukcesją biskupią otrzymali pewny charyzmat
            prawdy" (5). Przede wszystkim jednak wewnętrznie sprzeczne jest takie rozumienie
            Tradycji, które przeciwstawia ją powszechnemu Magisterium Kościoła
            przysługującemu Biskupowi Rzymu i Kolegium Biskupów. Nie można pozostać wiernym
            Tradycji, zrywając więź kościelną z tym, któremu, w osobie apostoła Piotra, sam
            Chrystus powierzył w swoim Kościele posługę jedności (6).

            5. Wobec zaistniałej sytuacji poczuwam się do obowiązku uświadomienia wszystkim
            wiernym Kościoła katolickiego niektórych aspektów, które to smutne wydarzenie
            ukazuje w sposób szczególnie wyraźny.

            a. Rezultat, do jakiego doszedł ruch założony przez abpa Lefebvre'a, może i
            powinien pobudzić wszystkich katolików do szczerego zastanowienia się nad własną
            wiernością Tradycji Kościoła, autentycznie interpretowanej przez zwyczajne i
            nadzwyczajne Magisterium, zwłaszcza przez Sobory Ekumeniczne: Nicejski i
            Watykański II. Ta refleksja winna doprowadzić do odnowionego i skutecznego
            przekonania o konieczności dalszego udoskonalania owej wierności i odrzucania
            błędnych, arbitralnych i nieuprawnionych aplikacji w dziedzinie doktryny,
            liturgii i dyscypliny. Przede wszystkim na biskupach, ze względu na ich
            pasterską misję, spoczywa poważny obowiązek przenikliwego, pełnego miłości i
            mocy czuwania nad tym, by owa wierność wszędzie była zachowywana (7) . Trzeba
            jednakże, by wszyscy duszpasterze i wierni uświadomili sobie na nowo to, że
            różnorodność charyzmatów, tradycji duchowości i apostolstwa jest w Kościele nie
            tylko uprawniona, lecz także stanowi jego bogactwo, decydujące o pięknie
            jedności w różnorodności (o owym "współbrzmieniu, które pod działaniem Ducha
            Świętego z ziemskiego Kościoła wznosi się ku Niebu").

            b. Chciałbym także powiedzieć teologom i innym ludziom biegłym w naukach
            kościelnych, że obecne wydarzenia także dla nich są wezwaniem. W istocie bowiem
            zakres i głębia nauczania Soboru Watykańskiego II domagając się dalszych, nowych
            dociekań, które jasno ukażą nieprzerwaną ciągłość istniejącą pomiędzy Soborem i
            Tradycją, zwłaszcza w odniesieniu do tych punktów, które, być może ze względu na
            swą nowość, nie zostały jeszcze dobrze zrozumiane w niektórych częściach Kościoła.

            c. W zaistniałej sytuacji pragnę przede wszystkim zwrócić się z uroczystym,
            pełnym przejęcia, ojcowskim apelem do tych, którzy dotąd byli w rozmaity sposób
            związani z ruchem arcybiskupa Lefebvre'a, ażeby spełnili poważną powinność
            pozostania w jedności z Zastępcą Chrystusa w zjednoczeniu z Kościołem katolickim
            i by w żaden sposób nie wspierali już tego ruchu. Wszystkim winno być wiadome,
            że formalna przynależność do schizmy jest poważną obrazą Boga i pociąga za sobą
            ekskomunikę ustaloną przez prawo Kościoła ( 8 ). Tym wszystkim katolikom, którzy
            żywią przywiązanie do niektórych dawnych form liturgii i dyscypliny tradycji
            łacińskiej, pragnę wyrazić moją wolę - i proszę, by podjęli ją także biskupi
            oraz osoby pełniące w Kościele posługę duszpasterską - ułatwienia im komunii
            kościelnej poprzez decyzje mające na celu zagwarantowanie szacunku dla ich
            słusznych życzeń.

            6. Zdając sobie sprawę z wagi i złożoności poruszonych w tym dokumencie
            problemów, mocą mojej Władzy Apostolskiej postanawiam co następuje:

            a. ustanawia się Komisję, która współpracując z biskupami, dykasteriami Kurii
            Rzymskiej oraz zainteresowanymi środowiskami, będzie miała za zadanie ułatwić
            pełną komunię kościelną kapłanom, seminarzystom, wspólnotom zakonnym i
            poszczególnym ich członkom dotychczas w różny sposób związanych z Konfraternią
            założoną przez abpa Lefebvre'a, którzy pragną pozostać w jedności z Następcą św.
            Piotra w Kościele katolickim, zachowując swoje tradycje w zakresie duchowości i
            liturgii w świetle Protokołu podpisanego 5 maja tego roku przez kardynała
            Ratzingera i abpa Lefebvre'a;

            b. w skład Komisji wchodzą kardynał przewodniczący oraz inni członkowie Kurii
            Rzymskiej w liczbie ustalonej stosownie do okoliczności;

            c. ponadto wszędzie należy uszanować nastawienie tych, którzy czują się związani
            z liturgiczną tradycją łacińską, poprzez szerokie i wielkoduszne zastosowanie
            wydanych już dawniej przez Stolicę Apostolską zaleceń co do posługiwania się
            Mszałem Rzymskim według typicznego wydania z roku 1962 (9).

            7. W dobiegającym już końca roku poświęconym w sposób szczególny Najświętszej
            Dziewicy pragnę wszystkich wezwać do zjednoczenia się z Zastępcą Chrystusa w
            nieustannej modlitwie, którą kieruje on za pośrednictwem Matki Kościoła do Ojca
            słowami Syna: Ut unum sint!

            Rzym, u św. Piotra, 2 lipca 1988, w dziesiątym roku Pontyfikatu.



            Joannes Paulus PP. II

            _________________________________
            Przypisy

            1. Por. Nota informacyjna z 16 czerwca 1988, "L'Osservatore Romano", wyd.
            polskie, 5/1988.
            2. Por. SOBÓR WAT. I, Konstytucja Pastor aeternus, rozdz. 3: DS 3060.
            3. Por. Kodeks Prawa Kanonicznego, kan. 751.
            4. Por. tamże, kan. 1382.
            5. SOBÓR WAT. II, Konstytucja Dei verbum, n. 8; por. Sobór Wat. I, Konst. Dei
            Filius, rozdz. 4: DS 3020.
            6. Por. Mt 16,18; Łk 10,16; Sobór Wat. I, Konst. Pastor aeternus, rozdz. 3: DS 3060.
            7. Por. KPK, kan. 386; PAWEŁ VI, Adhortacja Ap. Quinque iam anni (8 grudnia
            1970); ASS 63 (1971), ss. 97 - 106.
            8. Por. KPK kan 1364.
            9. Por. Kongregacja Kultu Bożego, Quattuor abhinc annos (3 października 1984);
            ASS 76 (1984), ss. 1088 - 1089.

            _________________
            • Gość: wiedzący Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 04.12.06, 21:49
              Ze smutkiem stwierdzam: nie pierwsze to i nie ostatnie zapewne motu proprio,
              które się zdezaktualizuje. Św. Atanazy też samotnie przeciw papieżowi w obronie
              ortodoksji występował, i okazało się, że to on miał rację, a nie bulle
              papieskie i potępienia. Przed dyscypliną jest ortodoksja!
              • folkatka Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 04.12.06, 22:16

                Casus Atanazego był zupełnie inny. Głównym pociagajacym za sznurki był bowiem
                nie papież, Juliusz I, lecz cesarz Konstantyn I Wielki, sprzyjający Ariuszowi i
                jego zwoolennikom. Zyciorys Atanazego jest tutaj.
                www.brewiarz.katolik.pl/czytelnia/swieci/05-02a.php
                Ja wierzę, że Kościołem rządzi Duch Święty. I że Jezus Chrystus Kościoła nie
                opuścił. I dlatego wolę ufać Papieżowi niż Lefebvre'owi, Williamsonowi czy
                Tobie. Za Papieżem stoi poważniejszy autorytet, za Wami bardzo subiektywnie
                odczytane wybrane teksty.
                Myslę, że na tym możemy skończyć naszą dyskusję, gdyż nic chyba już nie osiągniemy.
                • folkatka Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 04.12.06, 22:17

                  Przepraszam

                  www.brewiarz.katolik.pl/czytelnia/swieci/05-02a.php3
                • Gość: wiedzący Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 04.12.06, 22:28
                  To który papież ma rację: św. Pius X (wraz z Nim Jegopoprzenicy) czy Jan XXIII,
                  Paweł VI i Jan Paweł II? Głoszą rzeczy nawzajem się wykluczające.Niektórzy z
                  nich muszą być w błędzie. Dlaczego raję ma Jan Paweł II, a nie Papieże będący
                  przed nim. Stwierdzenie ewidentnych sprzeczności nie jest wynikem subiektywnej
                  interpretacji. Oto pierwszy z brzegu przykład: Quqnta qura potępia tezę:
                  najlepszy jest takiustrój społeczny, w którym rząd nie uznaje,żby miałobowiązek
                  karać tych, którzy zadają gwałt religii katolckiej, chyba, że wymagałoby
                  tegoutrzymanie porządku publicznego. kto tak twierdzi - niech będzie wyklczony
                  z Kościoła.
                  I zdanie nauczane na VS i przez JPII: W kestiach religijnych nikomu nie można
                  zakazywać działania zgodnego z jego religijnymi przekonaniami, czy będzie to
                  działnie w sferze prywatnej czy publicznej, samotne czy zespołowe, o ile
                  zachowane są wymogi porządku publicznego.(dignitatis humanae)

                  Czyli Papieże iKościół błądzili? Czy błądzą teraz?
                  • folkatka Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 04.12.06, 22:57

                    Przeczytałam tekst Quanta Curta i musze uznaż, że znacznie mi bliżej do JP II,
                    niz do jego poprzednika, potepiajacego wolność sumienia i wyznania...
                    "Jeśli pojęciem „godności osobistej” rozumieć całość osoby ludzkiej z jej
                    niezbywalnymi prawami, to można zapytać, czy słowa Piusa XII nie są cichą
                    zapowiedzią wielkiego zwrotu Kościoła Rzymskiego ku jednoznacznemu opowiedzeniu
                    się za wolnością sumienia, którą docenił Sobór Watykański II? Gdy porównamy
                    słynną encyklikę papieża Grzegorza XVI Mirari vos z 15. sierpnia 1832 roku, a
                    także Quanta cura (1864) Piusa IX, oraz Immortale dei (1885) „papieża
                    robotników” z soborową deklaracją Nostra aetate (1965), to natychmiast
                    dostrzeżemy radykalną zmianę w oficjalnym nauczaniu Kościoła Rzymskiego."
                    Pełny tekst tutaj
                    www.ekumenizm.pl/article.php?story=20040510084706154

                    Tutaj sa inne teksty na ten temat, pisane z różnych pozycji swiatopogladowych.
                    Nie podaje tutaj stron lefebrystowskich, bo je pewnie znasz.
                    www.miesiecznik.znak.com.pl/rozmowa553.html
                    www.mateusz.pl/wdrodze/nr328/07-wdr.htm
                    humanizm.free.ngo.pl/flis.htm
                • Gość: wiedzący Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 04.12.06, 22:36
                  Znam zyciorys Atanazego izagadnienie konfliktu z papieżem. Ale czy wykluczasz
                  możliwośc taką, że współcześni papieże byli sterowani przez wrogów Kościoła,
                  kórzy wykorzystali naiwność jednych (Jan XXIII), miękkośćnnch (Paweł VI),zbyt
                  dalekopsuniętąwielkoduszność (JPII), by sweidee w Kościół wprowadzać. Papieże
                  przed VS ostzregali przed wrogami Kościoła, którzy swe idee wprowadzają w
                  Kościół, bo są biskpami,profesorami w seminariach, wydawcamikatolickimi. Duch
                  eoświata podkopywał od dawna Kosciół, ażw XX wieku doprowadził
                  do "najpoważniejszego kryzysu.Mamy bowiem poraz pierwszy do czynienia z
                  globalną próbą zakwestionowania nauczania Kościoła u samch fundamentów" (JPII
                  Veritatis splendor).
                  • folkatka Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 04.12.06, 22:59
                    Odpisze Ci jutro bo teraz ide spać. Dobranoc
    • Gość: pytek Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! IP: 212.182.119.* 05.12.06, 09:00
      ale o co chodzi? Są chyba ważniejsze sprawy?
      • folkatka Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! 05.12.06, 12:09

        Dla nas - tj. dla mnie i dla mojego Adwersarza - są to sprawy dosyć istotne.
        Jeżeli zas chcesz wiedziec, o co tu chodzi, to zapoznaj sie z całoscia wątku i
        tekstami z linków.
        • Gość: I-szy śledczy :) prowokator IP: 212.160.152.* 05.12.06, 12:46
          Niepotrzebnie się oburzasz, właśnie odpowiedziałaś swojemu adwersarzowi. Ten
          stary prowokator klikając z pracy podbija wątek :D
          • folkatka Re: prowokator 05.12.06, 15:29


            O proszę...! Cóż, ja blondynka...Wszelkie osoby zainteresowane dalszą dyskusją
            ze mną proszę na priv.
          • Gość: pytek Re: prowokator IP: 212.182.119.* 05.12.06, 15:36
            Nie jestem żądnym prowokatorewm, tylko dziwię się że ludzie poświęcajątyle
            czasu i energii na tak małowarzne sprawy. Jest tyle naprawdę warznych problemów!
            • Gość: adam Re: prowokator IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.12.06, 15:20
              Nie sądzę, żeby to był prowokator, a dyskusja bardzo dobra. Nie włączam się, bo
              po prostu się nie znam, ale czytam chętnie. Folkatko, traditio1 dyskutujcie
              nadal. Po to jest forum. Kto nie chce ten nie musi czytać. Dziękuję
              • folkatka Re: prowokator 07.12.06, 11:08

                Bardzo Ci Adamie dziekuję za miłe słowa.
                W takim razie odpowiem Wiedzącemu:
                nieomylność papieża dotyczy wyłążcznie spraw wiary. Kwestie wolnosci
                religijnej, wolnosci sumienia takowymi nie są i dlatego mozna przyjąć, że Pius
                IX pomylił sie w Quanra Cura.Tak naprawde to nierozumiem za co został
                beatyfikowany, jest to jedna z niewielu decyzji JP II których szczerze nie
                rozumiem. Pius IX żadną wybitną postacią nie był.
                ==========================================
                Duch
                eoświata podkopywał od dawna Kosciół, ażw XX wieku doprowadził
                do "najpoważniejszego kryzysu.Mamy bowiem poraz pierwszy do czynienia z
                globalną próbą zakwestionowania nauczania Kościoła u samch fundamentów"
                =============================
                Te wszystkie lefebrystowskie katastroficzne wizje są przejawem bardzo
                wybiórczego traktowania rzeczywistosci. Z luboscią eksploatujecie sytuacje KK na
                Zachodzie, zapominając że znaczacy wpływ w tamtych krajach miała Rewolucja 1968
                , i wszystkie zmiany obyczajowe które ona ze soba przyniosła (np. w pedagogice -
                o czym teraz dość duzo sie mówi). Tymczasem w tych rejonach, gdzie jej wpływ
                nie zaznaczył sie aż tak bardzo, po SV II nastąpiło znaczące ożywienie w
                działalności KK - mam tu na mysli np. Azję Środkową. SV II przede wszystkim to
                zwiekszenie aktywizacji osób swieckich, i ich wpływu na zycie parafialne,
                wieksza dbałość o poziom duchownych i ich pracy, podczas gdy przed SV II
                duchowny oznaczał bardzo czesto administatora w parafii.
                Pozdr.
                • traditio1 Re: prowokator 07.12.06, 23:09
                  Droga Folkatko!
                  nauczanie Piusa IX z Quanta qura nalezy do nauczania objetego klauzulą
                  nieomylności. Na szczęście dla VS II, dla Kościoła i dla nas wszystkich, nie
                  należy do takich treść dokumentów tegoż soboru. sam sobór o zastrzegł,
                  określając siebie jako nie dogmatycznym, a duszpasterskim. Pius IX, męcznnik za
                  życia - który tak wiele cierpiał z powodu podnoszącgo głowę modrenizmu, z
                  powodu bluźnierst wobec Mistyczngo Ciała Chrystusa, Mtki Bożej, Jezusa
                  Chrystusa - nawet po ludzku ma wygląd męczennika.
                  Ta katastroficzna lefebvrystowska wizja o globalnm kwestionowaniu całego
                  nauczania pochodzi z encykliki Veritatis splendor.
                  Zgdoa, że nie wolno upraszczać. Zgoda, że Kościół jest żywy, że Kościoły w Azji
                  czy Afyce dstarczają wieleożywczej krwi dla Mistycznego Ciała. Co nie powinno
                  jednak stpiać wrażliości obec symptomów kryzysy. Nie po to, by narzekać,
                  popadać w czarnoidztwo, pieścić się boleścią, ale by pobudzać w sobie wolę
                  większej zażyłości z panem jezusem, mocniej kochać Kościół. Ni można
                  powiedzieć, że przed soborem wszystko było super, a VSII wszystko popsuł.
                  Niemniej jednak faktem jest, że dokumenty soborowe w bardzo welu miejscach
                  zawierają sformłowania wczśniej przez Kościół potępiane (nie tylko przez bł
                  Piusa IX, także np.przez św. Piusa X - wiesz za co został kanonizowany? -, zob
                  Pascendi i wielu, wielu ich poprzedników, od czasów starozytnych), i że
                  sformułowania t rozpoczęły pewną praktykę - niezgodną z duchem ewangelii. Na
                  to, jeśli chcc się świadomie prżywać Kośció, chce się, jak dawniej
                  mawiano "sentire cum Eclesiae - zamykać oczu nie wolnoikwitować, że papiż
                  wcześniej się pomlił, a teraz dopiero ma rację.Bo uznać akie twierdzenie, to
                  zlekceważyć doktorów Kościoła, papieży,krew męcznników, którzy, aby prawdy
                  zapisane w dokumentach soboru nie były obecne w Kosciele, nie były
                  praktykowane -przlewali krew.
                  • folkatka Re: prowokator 07.12.06, 23:20

                    Odpisac będę mogła dopiero w poniedziałek...
                    Pozdrawiam
                    • folkatka Re: prowokator 07.12.06, 23:38



                      Nic mądrzejszego nie napiszę, odwołam sie do tekstów
                      opoka.org.pl/biblioteka/T/TH/THW/most.html - radzę dokładnie przeczytać
                      Autorem kolejnego tekstu jest ktoś, kogo Ty zapewne nie znosisz, ale cóż...
                      i dalej opoka.org.pl/biblioteka/T/TD/praca_nad_wiara/oskarzenia.html
                      Na koniec prof. Stefan Świeżawski
                      opoka.org.pl/biblioteka/T/TH/zrodlo.html
                      Przyjmujac Twój punkt widzenia dojdzie sie do wniosku, że rację miał Grzegorz
                      XIV, potępiając Powstanie Listopadowe.
                      Pozdr.
                      • traditio1 Re: prowokator 08.12.06, 00:13
                        Droga folkatko,oczywiście, że miał, z tego prostgo poodu, że powstanie
                        listopadowe było inspirowane przez nieopieżoną młódź, podjudzaną z kolei przez
                        zaborców. I tutaj bliższy jest mi Norid i Krasiński, którzy z pitoletami
                        bronili papieża przed rewolucyjnm motłochem, niż Mikiewicz, który chciał go
                        szarpać za guziki papiskiej sutanny. Wolę spkój i alekowrocznoś Norwidaod
                        doraźngo mślnia i emocjonalności Mckiewicza. po stokoć zatem potępienie
                        powstania było słuszne.gneralnie nie ma osób, których nie znoszę. Chodzi mi
                        tylko o nieuleganie schematom, pragninie dotarcia do prawdy i rzetelne spokojne
                        zmirzanie ku niej. Nie znoszę tylko przedzeń, dlatego staram się ich unikać.
                        Poglądy Toje były mi blikie wielelat emu. Ale gdy zacząłem studiować
                        zagadnienie, doszedłem tu, dokąd doszełem. Nie znaczy o, ż posiadłem prawę.
                        Wciąż z raością i ochotą jej szukam. Zresztą, żapewne tu, w doczesności ie
                        poznamy jej w pełni. Co też jest pocieszjące. Udanych Mikołajek folkowych!
                        Odezwij się!
                        • traditio1 Re: prowokator 08.12.06, 00:18
                          I akurat o. jacka bardzo sobie cenię,i rozmowy z nim. To rzetelny teolog.
                          Prof.Swieżawski- bez komentarza. Słusznie Kościół zrobił, każąc nie traktować
                          do końca poważnie ludzi po 75 roku życia, to znaczy nie ufać zbytnio ich sądom.
                          To tylko niech będzie komentarzem. Osobiście wiele, bardzo wiele temu
                          człowiekowi zawdzięczam, aczkolwiek... niech będzie to milczeniem. Requiem
                          aeternam!
                • traditio1 Re: prowokator 08.12.06, 11:24
                  I jeszcze jedno mnie frapuje: Na czym polega wybitność, konieczna do świętości,
                  której to brakowało bł. Piusowi IX, a miałą jąnp. Małą Tereska, albo św. Łotr,
                  ten pierwszy kanonizowany? Czy aby nie przyłożyłąś tu jakiś świeckich
                  kryteriów? Częśto to, co wybitne, nie jest święte, a to, co śięte nie jest
                  wybitne... Przykłądów z rzeszy kanonizowanych i niekanoizowanych śiętych można
                  mnożyć. Pozdrawiam.
    • Gość: nawrócony Re: JE. Bp Williamson - w Lublinie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.12.06, 14:34
      Czy jeszcze kjiedyś ten Biskup przyjedzie? Koilega mi opowiadał, że to dość
      ciekawe. Chiałbym z nim porozmawiać.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka