Dodaj do ulubionych

skąd ta bierność?

IP: *.wha.la 30.06.03, 01:14
Witam!

Zdaję sobie sprawę, że część uzna mnie pewnie za trolla, ale pytanie z tematu
mnie nurtuje. Od 8 lat, niestety nie jestem w stanie zrozumieć tutejszej
mentalności.

Lublin za czasów komuny nie był miastem aż tak biernym. Teraz, w czasach
demokracji rządzący Lublinem wprowadzają kolejne absurdalne pomysły w życie.
I... i nic.

Zero sprzeciwu. Mocni w gębie Lublinianie nie potrafią nic więcej niż
ponarzekać między sobą. Każde spotkanie z władzami to kadzenie im. Na
spotkaniach wyborczych nie padały niewygodne pytania. Nie padają w lokalnej
prasie. Narzekania nie mają żadnego przełożenia na decyzje wyborców.

Żadnych większych protestów. O 0.30 ma codziennie gasnąć oświetlenie ulic.
MPK chce kilkukrotnie podnieść koszty przejazdów. I nic.

Może jestem zbyt impulsywny, ale we mnie się wszystko gotuje, gdy czytam
takie informacje. Za trzy dni wyjeżdżam z Lublina, wracam w październiku na
kilka miesięcy. Potem wyprowadzam się na stałe. Powinno mi to równo zwisać,
ale mimo wszystko nie potrafię być obojętny na takie absurdy.

Ale przeciez w tym mieście mieszka 350.000 osób. Oni w większości spędzą
tutaj jeszcze co najmniej kilka-kilkanaście lat. Władze chcą im dowalić
kilkadziesiąt złotych miesięcznie na przejazdy. Władze ułątwiają przestępcom
życie. Po północy strach będzie wyjść na ulicę. Ale lublinianie przyjmują to
ze stoickim spokojem.

Szukam wyjaśnień, ale nie potrafię ich znaleźć. Czy to miasto jest aż tak
bogate, że przeciętnej rodzinie zwisa sto złotych miesięcznie dodatkowych
wydatków? czy nie przeszkadza im, że bezkarnie będą okradać ich sklepy i
samochody? Liczba tutejszych banków, horrendalne ceny w sklepach odzieżowych,
koszty utrzymania w Lublinie przemawiają za tym tłumaczeniam. Jednak spacer
po większości dzielnic rozwiewa wątpliwości.

Skąd ta apatia? Czy to poczucie bezsilności, pesymizm, zasada "nie wychylać
się", wyuczona bezradność, coś innego?

Byłbym wdzięczny, gdyby ktoś z miejscowych zechciał się ustosunkować.
Spojrzeć z boku na siebie i swoich sąsiadów i wyjaśnić mi, dlaczego w ogóle
nie reagujecie? Tylko prostymi słowami proszę! Skoro przez kilka lat nie
zrozumiałem, do bystrych raczej nie należę! ;-)

Pozdrowienia,
Krzysztof
Obserwuj wątek
    • Gość: wisia Re: skąd ta bierność? IP: 217.97.175.* 30.06.03, 01:47
      To dosyc proste...
      1. Glos, ktory powinien sie liczyc w miescie, czyli glosy studentow - sa w
      wyborach do wladz miejskich w wiekszosci poza udzialem, w znakomitej wiekszosci.
      2. Bardzo duzy udzial w ludnosci stanowia mieszkancy w pierwszym pokoleniu
      bedacy pokoleniem miejskim. Dla nich ich swiat zaczyna sie i konczy za drzwiami
      ich mieszkania.
      3. Znaczna czesc mieszkancow to ludzie starsi, ktorzy stajac przed jakimkolwiek
      wyborem pytaja: Na kogo glosowac? i najczesciej sluchaja ksiedza z ambony,
      ktory mowi, to co mowi...
      4. Duze jest bezrobocie, a wobec problemu w co ubrac dziecko lub co dac mu na
      sniadanie - inne rzeczy nie maja znaczenia, nawet jezeli powoduja wzrost
      kosztow utrzymania, bo te wydatki i tak sa poza ich zasiegiem.
      5. Minione lata peerelu nauczyly ludzi, ze w ich imieniu wystepowala
      organizacja - obojetne: zwiazkowa, partyjna, ale to oni byli od 'zalatwiania'.
      Okazalo sie, ze solidarnosc nie zdala egzaminu i nie potrafila przejac tych
      funkcji, bo dzialacze 'Solidarnosci' albo ida na pasku kleru albo na pasku
      dyrektorow i prezesow (w padajacym 'Ursusie' szefowie zwiazku mieli swietne
      place i samochody sluzbowe do dyspozycji podczas gdy zaloga dostawala wyplate
      na raty).
      6. Lepiej sytuowanym w podjeciu dzialania przeszkadza koniunkturalizm - zbyt
      wiele (w swoim pojeciu) maja do stracenia, a pogarszajaca sie sytuacja miasta
      ich az tak bardzo nie dotyka.
      7. Gazety lubelskie? No coz, odnosze wrazenie, ze komercja i na nich odciska
      swe negatywne pietno: mozna stracic reklamodawce, mozna narazic sie
      wlascicielowi i po co robic jakies spontaniczne akcje w obronie miasta, skoro
      wystarczy jedna lub druga zdrapka, by utrzymac czytelnikow? A kazda akcja w
      obronie miasta i jego mieszkancow - to dodatkowa robota.
      8. Zeby cos zrobic dla innych trzeba sie 'naszarpac' z tymi wlasnie wladzami.
      Czy nikt nic nie robi? Zapewne wielu jest aktywnych,ale nie na wszystkie sprawy
      starcza im czasu i checi.
      9. Poczucie 'skazania' na miasto - jezeli jestes 'przywiazany' do mieszkania,
      do pracy, do bylejakosci (jakos to bedzie) - nie podejmiesz zadnego dzialania,
      bo w rachunku zawsze ci wyjdzie, ze to ci sie moze (moze!!!!) nie oplacic, a to
      jest argument przemawiajacy za nicnierobieniem.

      To chyba tyle, tak na goraco, moze inni dorzuca cos do tego...

      wisia
      • Gość: Krzysztof Re: skąd ta bierność? IP: *.wha.la 30.06.03, 11:10
        Gość portalu: wisia napisał(a):

        > To dosyc proste...

        chyba muszę sobie sprawdzić IQ ;-(((

        > 1. Glos, ktory powinien sie liczyc w miescie, czyli glosy studentow - sa w
        > wyborach do wladz miejskich w wiekszosci poza udzialem, w znakomitej
        > wiekszosci

        W wyborach - tak.
        Ale przecież nie w innych otwartych protestach...

        Jak to możliwe, że za komuny studenci byli bardziej aktywni i gotowi podjąć
        walkę niż teraz? Jak to możliwe, że w tym pięknym przecież mieście to właśnie
        studenci a nie pokolenie przed-emerytalne charakteryzuje się tą biernością i
        bezradnością?

        > 2. Bardzo duzy udzial w ludnosci stanowia mieszkancy w pierwszym pokoleniu
        > bedacy pokoleniem miejskim. Dla nich ich swiat zaczyna sie i konczy za
        > drzwiami
        > ich mieszkania.

        Dlaczego kończy i zaczyna za drzwiami mieszkania?

        > 3. Znaczna czesc mieszkancow to ludzie starsi, ktorzy stajac przed
        > jakimkolwiek
        > wyborem pytaja: Na kogo glosowac? i najczesciej sluchaja ksiedza z ambony,
        > ktory mowi, to co mowi...

        To zauważyłem. W ogólę rolę Kościoła Katolickiego tutaj, w Lublinie.
        Był to dla mnie swoisty szok, kiedy (skądinąd już po kilku latach życia w innym
        miejscu w Polsce) podczas Wielkiego Postu spotkałem się z ogromną dezaprobatą
        proponując wyjście na imprezę.
        Był też Lublin pierwszym miastem (nie liczę małych wiosek), w którym napotkałem
        zdziwienie, że nie idę do kościoła (w domyśle katolickiego) w niedzielę.
        Generalnie na początku trudno się przestawić na ten katolicyzm na pokaz. Bo z
        prawdziwym katolicyzmem niewiele ma IMHO wspólnego, przynajmniej sądząc po
        obserwacji życia seksualnego większości moich katolickich znajomych.

        > 4. Duze jest bezrobocie, a wobec problemu w co ubrac dziecko lub co dac mu na
        > sniadanie - inne rzeczy nie maja znaczenia, nawet jezeli powoduja wzrost
        > kosztow utrzymania, bo te wydatki i tak sa poza ich zasiegiem.

        No właśnie tu IMHO istotnie ważny jest koszt biletów MPK. Jest różnica, czy na
        dojazd dziecka do szkoły wydać 30 czy 100 złotych.

        > 5. Minione lata peerelu nauczyly ludzi, ze w ich imieniu wystepowala
        > organizacja - obojetne: zwiazkowa, partyjna, ale to oni byli
        > od 'zalatwiania'.
        > Okazalo sie, ze solidarnosc nie zdala egzaminu i nie potrafila przejac tych
        > funkcji, bo dzialacze 'Solidarnosci' albo ida na pasku kleru albo na pasku
        > dyrektorow i prezesow (w padajacym 'Ursusie' szefowie zwiazku mieli swietne
        > place i samochody sluzbowe do dyspozycji podczas gdy zaloga dostawala wyplate
        > na raty).

        Przepraszam, ale w to nie wierzę. Od czasu upadku komuny minęło prawie 15 lat,
        od czasu, a sprawy wzięliście "w swoje ręcę" już 25 lat temu. Wystarczająco
        dużo, by zmienić nastawienie.

        > 6. Lepiej sytuowanym w podjeciu dzialania przeszkadza koniunkturalizm - zbyt
        > wiele (w swoim pojeciu) maja do stracenia, a pogarszajaca sie sytuacja miasta
        > ich az tak bardzo nie dotyka.

        Tu chyba zaczynam rozumieć.
        Faktycznie, ostatnio coraz częściej stwierdzam, że wszędzie obracają się
        dokładnie te same osoby. Jakieś wzajemne powiązania, znajomości, ciągle słyszę
        te same nazwiska. To chyba kwestia mentalności. Bo w Warszawie miałem do
        czynienia z wieloma przedstawicielami naprawdę dużego biznesu, a nikt z nich
        władz miejskich nie znał, albo się z tym nie afiszował. Tu jest inaczej.
        Rozmawiając z dowolnym lubelskim biznesmenem stwierdzasz, że on jest
        niesamowicie z tą władzą (choćby towarzysko) związany.

        > 7. Gazety lubelskie? No coz, odnosze wrazenie, ze komercja i na nich odciska
        > swe negatywne pietno: mozna stracic reklamodawce, mozna narazic sie
        > wlascicielowi i po co robic jakies spontaniczne akcje w obronie miasta, skoro
        > wystarczy jedna lub druga zdrapka, by utrzymac czytelnikow? A kazda akcja w
        > obronie miasta i jego mieszkancow - to dodatkowa robota.

        "Kurier Lubelski" i "Dziennik Wschodni" faktycznie przypominają mi stare
        numery "Trybuny Ludu", które znalazłem kiedyś w domu... Co mnie martwi, że i
        lubelski dodatek "Gazety" idzie w tą stronę. Nie wspomne już o bezpłatnych -
        "miejska.net"... Otwierając prasę lokalną mam wrażenie, że czytam gazetkę
        propogandową. Jakieś niesamowite kadzenie, ślizganie się po wierzchu bez
        zgłębiania istotnych spraw, bez zagłębiania się. Szkoda, że podobne wrażenie
        mam czytając wypowiedzi tutejszych polityków. Niby diametralnie różna
        orientacja, bo na przykład PiR, a ja mam deja vu - już to kiedyś słyszałem. W
        którymś z programów dokumentalnych zapewne, z ust Sekretarza PZPR z lat 7o-
        tych...

        > 8. Zeby cos zrobic dla innych trzeba sie 'naszarpac' z tymi wlasnie wladzami.
        > Czy nikt nic nie robi? Zapewne wielu jest aktywnych,ale nie na wszystkie
        > sprawy
        > starcza im czasu i checi.

        Zapewne - czyli o nich nie wiesz.
        Skoro Ty nie wiesz, ja nie wiem, nie wiedzą nasi znajomi, to mam wrażenie, że
        albo nic się nie robi, albo szwankuje PR tych przedsięwzięć. I to jest chyba
        klucz, właśnie informacja o nich, a raczej jej brak.
        PR jest piętą Achillesową lubelskich firm, władz i organizacji. W ogóle się na
        to nie zwraca uwagi. Na porządku dziennym jest niereagowanie na e-maile.
        Nieumiejętność prowadzenia rozmowy telefonicznej (zaczynając od
        idiotycznych "słucham fundacja..." - jak by była jedna, a kończąc na "Pan
        przyjdzie, to pogadamy" - kompletny brak szacunku dla cudzego czasu).

        > 9. Poczucie 'skazania' na miasto - jezeli jestes 'przywiazany' do mieszkania,
        > do pracy, do bylejakosci (jakos to bedzie) - nie podejmiesz zadnego
        > dzialania,
        > bo w rachunku zawsze ci wyjdzie, ze to ci sie moze (moze!!!!) nie oplacic, a
        > to
        > jest argument przemawiajacy za nicnierobieniem.

        OK. Tego nie wziąłem pod uwagę. I przywiązania (bardziej zależnego od
        mentalności chłopa pańszyźnianego niż rzeczywistego przywiązania).

        Skąd się bierze ta mała mobilność? Nie mówię teraz, ale np. 5 lat temu. Nigdy
        nie potrafiłem zrozumieć np. informatyków pracujących za 1500 złotych, choć 175
        km stąd za tą samą pracę dostaliby co najmniej 3500-4000 zł. Odp.: "Ale
        przecież tu mam mieszkanie, znajomych, nie lubię dużych miast..."

        A jaki tok rozumowania prowadzi do konkluzji, że jestem przywiązany do Lublina,
        choć nie mam tu pracy, mam ew. perspektywy zarabiać kilkaset złotych, nie mam
        rodziny i dzieci. Czy naprawdę to mityczne "mieszkanie " jest tak istotne?
        Przecież za 200-300 Euro można spokojnie wynająć mieszkanie za naszą zachodnią
        granicą. Tyle samo, co i w Lublinie. A zarobki kilka razy wyższe.

        > To chyba tyle, tak na goraco, moze inni dorzuca cos do tego...

        Dziękuję bardzo!

        Pozdrowienia,
        Krzysztof
    • jetbang Re: skąd ta bierność? 30.06.03, 07:33
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=62&w=6735047

      Pozdrawiam!!! :)
      • pepperoni78 Re: skąd ta bierność? 30.06.03, 10:11
        Miarka przebrała się. ;)
        • Gość: Krzysztof Re: skąd ta bierność? IP: *.wha.la 30.06.03, 11:14
          pepperoni78 napisał:

          > Miarka przebrała się. ;)

          Już się miałem ucieszyć - "Hurra! Nareszcie!"... Ale.... Zobaczyłem ";-)"...

          :-(((

          Krzysztof
          • pepperoni78 Re: skąd ta bierność? 30.06.03, 12:00
            Zinterpretuj to ;) jako: my im jeszcze pokażemy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka