mloda_komunistka
04.11.03, 12:54
To w ramach akademii ku czci:
Jak znaleźć prawdę (białoruska baśń ludowa).
Było we wsi dwóch braci. Ziemię orali, łzami polewali, grzbiety im się
całkiem pogarbiły. Chleb i bydło panowie zabierali, a płacili kopniakami.
Męczyli się bracia nie rok, nie dwa - nie wiadomo jak długo. A i inni chłopi
dookoła nie lepiej od nich żyli. Sprzykrzyło się braciom pracować na czyjąś
korzyść - postanowili prawdy w Rosji szukać. Poszli. Idą miesiąc, idą dwa,
idą rok. Widzą: duża wieś, pośrodku wsi dom pański, a obok cerkiew
kamienna. „No - myślą sobie bracia - wstąpimy tu, zapytamy, gdzie prawda
mieszka".
Idą przez wieś, a na spotkanie im pan w kolasie jedzie. Skąd jesteście
chłopi i czego tu szukacie? - pyta pan. A bracia mu na to:
-Żyliśmy w nędzy, cierpieniach, sił braknie tak dalej żyć. Idziemy prawdy
szukać. Powiedz nam, panie, jak ją znaleźć?
-Dobrze - rzecze pan - powiem wam, gdzie jest prawda, jeśli tego pragniecie,
a wy za to rok u mnie przepracujecie. Zgodzili się bracia. Pracowali a
pracowali: ziemię orali, łzami polewali. Upłynął rok. Przychodzą bracia do
pana i powiadają:
- Powiedz nam panie, jak prawdę znaleźć?
- Taka jest prawda - mówi pan - że na nas, panów, dziady brudne, do śmierci
pracować musicie.
Plunęli bracia i poszli dalej. Idą miesiąc, idą rok. Przyszli do wsi, a na
spotkanie im pop idzie. Bracia do niego:
- Powiedz nam ojcze, gdzie prawdy szukać?
- Dobrze - powiada pop -ja dla was u Wszechmogącego prawdę wymodlę, a wy u
mnie za to rok przepracujecie.
Zgodzili się bracia. Pracowali a pracowali: ziemię dla popa orali, łzami
polewali. Upłynął rok. Przychodzą bracia do popa, a on im powiada:
- Pracujcie dobrze, Boga nie obrażajcie - oto cała wasza prawda.
Plunęli bracia, poszli dalej. Poszli do kupca. Wyszedł do nich bogaty,
tłusty, grubszy od pana i od popa.
- Dobrze - powiada kupiec - powiem wam, gdzie prawdy szukać, ale za to
przepracujecie u mnie rok.
Zgodzili się bracia. Zaczęli u kupca pracować, grzbiety znowu garbić. Uczył
ich kupiec, jak ludzi uczciwych oszukiwać, biedaków okradać. Zanim rok
upłynął rzecze brat młodszy:
- Nie będę ja już więcej prawdy szukać. Nie ma nigdzie na świecie prawdy dla
chłopa. I wrócił do swojej wsi. Ale starszy brat uparł się - nie chciał do
domu bez prawdy wracać. Poszedł sam jeden do fabrykanta. A fabrykant
bogatszy i od pana, i od popa, i od kupca. Zaczął starszy brat u niego
pracować - a w fabryce tej wiele narodu pracuje. Pracował tam wiele lat,
grzbiet zgarbił a prawdy nie ujrzał. Aż pewnego razu usłyszał cichą rozmowę:
- Jest na świecie taki człowiek, który zna prawdę. Nazywają go Lenin, a
mieszka w Pitrze.
Zapamiętał sobie starszy brat to imię i udał się na poszukiwanie tego
człowieka. Szedł wiele dni, a może i miesięcy, aż doszedł do Petersburga.
Widzi: robotnik idzie. Pyta go chłop po cichutku:
- Gdzie tu Lenina szukać?
A ten do niego jeszcze ciszej:
- Chodź ze mną, zaprowadzę cię.
Przyszli do zwykłego pokoju. Naokoło pełno było różnych książek. Wyszedł do
nich człowiek odziany niebogato, ale schludnie. Wyszedł i grzecznie mówi:
- Witam was, towarzysze. Co powiecie dobrego?
Opowiedział mu brat starszy, jak prawdy szukał. Długo mówił z nim Lenin o
porządkach w fabryce, o biedzie chłopskiej; o wszystko rozpytywał, a później
powiada:
- Słusznieś postąpił, żeś w fabryce prawdy szukał - tam najprędzej się
dowiesz, gdzie ona jest. W rękach własnych ją trzymacie - powiada - tę
prawdę.
I opowiedział Lenin starszemu bratu, jak trzeba o robotniczą prawdę walczyć,
co zrobić, aby już ni panom, ni kupcom, ni fabrykantom nie służyć, i jak ich
wszystkich razem z carem przepędzić.
Wrócił brat starszy do fabryki i towarzyszom tłumaczy, prawdę Lenina
opowiada. Jeden mówi - dziesięciu słucha. Dziesięciu mówi - stu słucha. I
tak poszła Leninowa prawda na świat cały. Długie lata chodziła prawda po
fabrykach i wsiach. Porywała robotników i chłopów do walki. Aż w
październiku roku siedemnastego powstała ta prawda, przemówiła wielkim
głosem na cały świat. Poszli robotnicy i chłopi ławą na panów i fabrykantów.
A prowadził ich sam Lenin ze swym najlepszym druhem i pomocnikiem -
Stalinem. I górę wzięła prawda Lenina.
Odtąd robotnicy i chłopi nie pracują więcej ani na panów, ani na
fabrykantów, grzbiety im się nie garbią, ziemi łzami nie polewają - sami są
gospodarzami swoich fabryk i swojej ziemi, sami są panami swego życia.