eor
30.01.02, 09:07
Zainspirowany obejrzanym wczoraj filmem, opowiem bajke. Kto chce moze sie
przylaczyc. Uwaga mowie:
Dawno temu i dosc daleko stad, w malej (nawet jak na bajkowe rozmiary) wiosce
pod lasem iglastym z przewaga tui, mieszkal Rysio Polpasiec, zwany takze Rysiem
Polpascem. Nie byl to wielki czlowiek, nie byl malutki, byl sredni pod kazdym
wzgledem. Lubil siadywac pod lasem, grac na ukulele, lub strugac drewniane
figurki osob niepoczytalnych, blakajacych sie czasem w okolicy. Najwieksza
miloscia Rysia byl kapusniak, a jego jedyna pasja konsumowanie tejze milosci.
Tego dnia, a byl 12 wrzesnia, (cieply dzien, niewielkie zachmurzenie, wiatr
slaby w z kierunkow wschodnich, cisnienie rosnie) Rysio strugal w samotnosci,
kiedy uslyszal odglos wozu jadacego droga nieopodal. Mogla to byc beemka, ale
Rysio nie byl pewien, bo nigdy beemki nie widzial, a kiedy juz zobaczyl, nie
byl pewien czy to aby na pewno ona. W srodku siedzial rosly ekstremalnie krotko
ostrzyzony gentleman w czarnym dresie. Przez otwarte okno dochodzily Rysia
dzwieki znanego przeboju: "Ja Cie jutro, baby, wezme", a zwisajaca za okno reka
gentlemana wybijala rytm piosenki. Gdy auto przejezdzalo obok Rysia ten ze
zdumieniem zauwazyl, ze z palca jegomoscia zeslizguje sie piekny, lsniacy
przedmiot. Rysio krzyknal cos w kierunku samochodu, ale ten byl juz daleko. Na
drodze lezal zloty sygnet. Rysio podszedl i delikatnie podniosl go......