Gość: Clavis
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
29.12.03, 16:50
W dobie wielkich afer opisywanych dosadnymi słowami, a niekiedy i
inwektywami użycie słów „wstyd i hańba” zabrzmi jak delikatny smrodek
lekką mgiełką przemykający obok nozdrzy. A nimi właśnie chcę określić
niemoc gospodarzy Teatru w Budowie.
Rozpoczęta jeszcze w latach gdy „Polska rosła w siłę” budowa zaplanowana z
wielkim rozmachem - ślimaczyła się. Upadały rządy i mijały wieki, a ona
trwała. Na wietrze, deszczu i mrozie. Brakowało funduszy.
Znajdowano pieniądze na różne inwestycje, ale nie na Teatr. Nie na Kulturę.
Nie powstanie więc scena obrotowa, która miała być większa niż „obrotówka”
Teatru Wielkiego w Łodzi, ani porównywalna z łódzką widownia na 1200 miejsc.
Teatr w Budowie nie doczeka Wielkiej Premiery.
Rozumiem, że kwoty niezbędne na dokończenie obiektu mogą powodować zawrót
głowy nie mniejszy niż obracająca się scena, ale przecież jej zawirowania
mogą poszerzać wyobraźnię.
Można wówczas dostrzec Lublin w którym na nowoczesnej Scenie rodzą się
Wielkie Dzieła. Na miarę XXI wieku.
Z tej perspektywy patrząc gospodarzom zabrakło nie tylko funduszy.
Można by tu przytoczyć cytacik z „Wesela” o złotym rogu, ale po co?
Jako się rzekło na wstępie delikatny smrodek owionie nozdrza tym których to
powiedzonko dotyczy, albo i nie owionie.
A jednak się kręci mawiał w 1632 roku Galileusz ryzykując śmierć na stosie.
Ano kręci się, ale nie w Lublinie...