xsyst
17.12.09, 22:56
Właśnie wróciłem do domu, emocje opadają, ale to co przeżyliśmy zapamiętam na
długo...."Doktora" Jacka Pietrzykowskiego z Pirogowa również....
Będzie pewnie długo, ale chyba każdy powinien przeczytać, do dziś nie
wierzyłem, że ja będę w takiej sytuacji...
Mój brat dziś koło południa dostał ostrego bólu nerek...na tyle ostrego, że
nie mógł mówić, jedyne co słyszałem to wrzask i jęki, wymioty z bólu..
Błyskawiczny telefon na pogotowie...i......
czekaliśmy ponad 2 godziny...dzwoniąc co chwilę.Dyspozytor twierdził, że nie
ma wolnej karetki i pytał..czy aby napewno nie jest w stanie pójść sam do lekarza.
Po 2 godzinach bezcelowego czekania ściągnęliśmy auto i zawieźliśmy go
sami...Łódź, straszne korki dzisiejsze, ale dotarliśmy w końcu.
Pech chciał, że trafiliśmy do szpitala im. Pirogowa na ul. Wólczańskiej.
Na miejscu wyciągamy brata z samochodu, bo sam nie jest już w stanie.
Sadzamy Go na wózku, i wieziemy do izby przyjęć.
Na izbie przyjęć Pani prosi o dowód osobisty i...zaczyna wypełniać papierki.
Na moje pytanie, czy nie mogę wypełnić ich sam, a brata przekazać już na izbę
przyjęć - odkłada długopis i mówi, że jak będę utrudniał - będzie dłużej.
Kolejna godzina to prawdziwy koszmar...Brat wijący się na łóżku, wrzeszczący z
bólu, i moje uporczywe prośby o jakiś środek przeciwbólowy..
Odpowiedź Pani zza drewnianego blatu - tylko lekarz może podjąć taką decyzję.
Obok siedzi dwóch lekarzy - pytam, czy któryś z nich nie może tego zrobić.
Odpowiedź - nie, lekarz został powiadomiony, ogląda zdjęcie na górze, jak
zejdzie, to zdecyduje.
Kolejne minuty upływają mi na natarczywych prośbach o ściągnięcie tego
fenomenu wiedzy medycznej, który jako jedyny może wydać tę decyzję, ale od
prawie godziny "ogląda zdjęcie"..W tym czasie latak od drewnianego blatu, do
wijącego się z bólu brata..
Po prawie godzinie moim oczom ukazuje się "doktor" Jacek Pietrzykowski. Czegoś
takiego nie widziałem nigdy..spokojny, lekceważący wręcz krok, powoli i z
aroganckim uśmiechem zbliża się do mnie...Na moje wzburzenie, że próbujemy
ściągnąć go tu od godziny odpowiada...uwaga....że jeśli będę się tak do niego
odnosił, to w ogóle nie podejdzie do brata...Szczęście, że jest z nami
kobieta, dziewczyna brata, uspokaja mnie, i lekarz łaskawie idzie do mojego
brata...
To w jaki sposób Go potraktował już za parawanem, to już osobna historia,
dobra na kolejny, pewnie przydługi post..
Dalszej części póki co nie będę opisywał, liczę, że jednak pare osób
przeczytało to do końca ku przestrodze. Do dziś myślałem, że tacy lekarze są
tylko w Uwadze TVN, a nie na mojej drodze, a jednak...
Jaki chcę odnieść skutek tym postem? Przede wszystkim chciałbym, żeby nikt
nigdy nie musiał spotykać na swojej drodze takich ludzi jak Jacek
Pietrzykowski. Nawet nie nazywam go już lekarzem, bo znam wielu lekarzy, i on
absolutnie na to miano nie zasługuje..
Życzę wszystkim, żeby mogli znać to tylko z przydługich postów, i Uwagi
TVN..Ale obawiam się, że w naszym kraju wcześniej czy później spotka to
każdego, dopóki tacy ludzie nie zaczną za to odpowiadać..
pozdrawiam..