Gość: Gość
IP: 194.242.62.*
30.03.05, 17:26
Najpierw zacytuję fragment artykułu autora: "Dlatego głodomorom polecamy
udział w premierach. Na bankiecie po "Małych miasteczkach" na Scenie
Kabaretowej Teatru Powszechnego - spektaklu, który jest zabawą w PRL - wódkę
z literatek pito pod kiełbasę parówkową, nakładaną przez kucharki z
olbrzymich garów."
To raczej dla przecietnego śmiertelnika nieosiągalne-taki udział w bankiecie
po premierze.Na premiery zapraszani są krytycy, recenzenci, szacowni notable
miasta, ludzie związani z teatrem na co dzień, sponsorzy. Jeśli miejsc
wystarczy, to jeszcze są zapraszani dalsi w kolejności "krewni i znajomi
królika". Gdzieżby przeciętny Kowalski mógł wejść na premierę? I to mnie nie
dziwi, no bo w końcu tak bywało chyba zawsze. Natomiast dziwi mnie / i
rozśmiesza :))) / to zdanie autora, że jak ktoś jest głodomorem, to tylko na
bankietach w teatrze sobie podje. Zgoda-ale jak należy do grona wybrańców
którzy chodzą na premiery.
P.S. A na bankietach po premierach jest sztywno i nudno na ogół. Poza tym..
opychać się na oczach szacownych gości dyskutujących o tym "co reżyser chciał
powiedzieć" ? ;))))