Dodaj do ulubionych

Urban legends of Łódź :)

02.05.05, 23:20
Są wszędzie. W każdym dużym mieście, miasteczku i nawet najmniejszej
miejscowości. Legendarne historie o legendarnych ludziach, których
prawdziwości nie można potwierdzić w żaden sposób...

Chciałbym zatem zadać pytanie, czy mamy w Łodzi jakieś urban legends o jakiś
ciekawych, niezwykłych bądź kultowych ludziach z tego miasta??? Legendy,
które powaliłyby na kolana nawet największych twardzieli??? Może słyszeliście
jakieś przezabawne (albo tragiczne...) historie które krążyły po korytarzach
Waszych szkół, miejsc pracy??? Podzielcie się :)

maxxman fun :)
Obserwuj wątek
    • agataku Re: Urban legends of Łódź :) 02.05.05, 23:26
      słyszałam z różnych źródeł historię o dziewczynie, która poszła do klubu
      (najczęściej mówią, że to 77), tam facet wrzucił jej coś do drinka, a rano
      obudziła się w obcym mieszkaniu w wannie, a na lustrez widniał
      napis: "skontaktuj się z lekarzem, nie masz nerki" ("dziękujemy za nerkę" lub
      tp.)
      krąży w wileu wersjach, ja sama znam 3. straszne, ilu to dziewczynom podstępnie
      wykrada się nerki w Łodzi... :D:D:D
      • agataku Re: Urban legends of Łódź :) 02.05.05, 23:30
        i jeszcze jedna - kobieta (zawsze "koleżanka mojej mamy") wybiera się do
        ginekologa, przed wyjściem szybko używa dezodorantu intymnego. po badaniu
        lekarz mówi: "ale się pani wystroiła".
        okazało się, ze użyła lakieru do włosów z kolorowym brokatem. tę historię
        znałam z 2 źródeł, a mój kumpel z innych 2.
      • telegonos1 Re: Urban legends of Łódź :) 02.05.05, 23:33
        agataku napisała:

        > :D:D:D

        Tak, ta historyjka jest faktycznie bardzo zabawna :/. Wiesz dzieciaku o czym
        piszesz w ogóle?
    • marecki997 Re: Urban legends of Łódź :) 02.05.05, 23:49
      Ojciec mi opowiadał, że za komuny z barze "Kęs" przy ul. Obrońców Stalingradu
      oraz "Pod Kuflem" na Andrzeja róg al. Kościuszki, grasował pewien jednooki
      pijaczyna. Miał on jedno oko szklane - podchodził do spożywającego piwo
      osobnika i upuszczał mu szklane oko do piwa, ofiara odstawiała kufel z
      obrzydeniem, a jednooki wyławiał oko, wsadzał na miejsce i spokojnie piwo
      wypijał.

      Jednym z towarzyszy jednookiego pana w jego wyprawach był niejaki Taszunko,
      pseudonim "Wodzu" ze względu na to że czerwony na mordzie (bo słowo "twarz"
      chyba by do niego nie za bardzo pasowało). W latach 80. "wodzu" próbował ponoć
      sił jako cinkciarz stojąc w bramie na ul. Jaracza, koło Pewexu. Ja cinkciarzy w
      tej legendarnej bramie chadzając do szkoły istotnie widywałem, ale żadnego
      czerwonoskórego sobie nie przypominam.
      • Gość: umta_umta Re: Urban legends of Łódź :) IP: 212.191.169.* 03.05.05, 02:57
        Z tym pijakiem ze szklanym okiem to prawda !!!
        Mój ojciec nawet niejednokrotnie był świadkiem wrzucania szklanego oka do piwa
        innych gości. Szklanooki grasował w wielu miejscach, ale głównie na Bałutach,
        tam też chyba mieszkał. W ogóle na Bałutach pełno było takich legend. Był
        Kulas, facet, który poruszał się na kolanie, podobno tak silny, że potrafił
        rezerwać własnymi rękami grubą linę, postrach Bałut przełomu lat 50-tych i 60-
        tych :)))
        Była jeszcze staruszka , też na Bałutach, o której nawet pisały gazety. Otóż
        żyła w strasznej biedzie, ludzie przynosili jej chleb, sama czasami
        wygrzebywała resztki ze śmietnika. Kobieta zmarła, przyszła , wtedy, milicja i
        w łóżku denatki znaleziono milion złotych, oczywiście "tamtych" złotych. Pisały
        o tym gazety, możecie poszukać w archiwum !!! Autentyk :)))
        Pozdrówki na maxxmana fun :)))
        • marecki997 Re: Urban legends of Łódź :) 03.05.05, 09:16
          A propos staruszki. Znów opowieść ojca - tym razem był naocznym świadkiem.
          Pracował przy ul. Strzelczyka (obecnie Senatorska). Codziennie gdy przychodził
          na 6:00 do pracy, jakaś lumpiara wychodziła na ulicę i krzyczała ile
          sił "Tekla! Tekla! Teeekla!". W jednej chwili zlatywały się dziesiątki kotów z
          całej okolicy, a osoba ta je dokarmiała.
      • ukalo Re: Urban legends of Łódź :) 04.05.05, 15:46
        marecki997 napisał:

        > Ja cinkciarzy w tej legendarnej bramie chadzając do szkoły

        A która to szkoła? :)

        > istotnie widywałem, ale żadnego
        > czerwonoskórego sobie nie przypominam.

        Czerwononosy, a nie czerwonoskóry, zwany wodzu, był.
        "Znałem" osobiście, nie przez znajomego :)
        • marecki997 Re: Urban legends of Łódź :) 04.05.05, 17:06
          Chodziłem do szkoły obecnie nieistniejącej czyli SP20 im. A Fiedlera.
          Codziennie przechodziłem ul. Jaracza koło Pewexu aż pewnego dnia zauważyłem że
          w jednej bramie stoi kilku panów, którzy coś tam chowają i dziwnie się
          zachowują. Co najmniej jeden miał na sobie skórzaną kurtkę, a to u mnie jako
          dzieciaka budziło duży szacunek. Tak było i następnego dnia i jeszcze
          kolejnego. Ojciec mi tłumaczył że to są "cinkciarze" i że sprzedają "dólary do
          peweksu" ale u dziecka takie dziwne słowa wywołują co najwyżej uśmiech. Nie
          pamiętam jak długo jeszcze brama była "okupowana" ale gdy już otwarto kantory
          miałem inny dylemat: "Kantor wymiany walut exchange" - nie znając jeszcze
          angielskiego nie wiedziałem co znaczy to ostatnie słowo, myślałem że chodzi o
          jakiś specyficzny sposób wymieniania walut, zupełnie inny niż w wykonaniu tych
          panów, których profesja tak się śmiesznie nazywała...
          Ale to tylko dygresja i taka moja podróż sentymentalna.
          • ukalo Re: Urban legends of Łódź :) 05.05.05, 14:45
            > Chodziłem do szkoły obecnie nieistniejącej czyli SP20 im. A Fiedlera.

            Tak myślałem :-)
            Witam zatem "krajana".
    • Gość: Zdanka Re: Urban legends of Łódź :) IP: *.4web.pl 03.05.05, 09:29
      To o nerce słyszałam juz chyba 20 razy:)))))) Co więcej, na jednej imprezie
      motywem przewodnim stao się rozważanie "Co by sie wtedy zrobiło:)))))))" No i
      wszyscy jednogłośnie orzekli, że jak czlowiek budzi się w czyjejś wolnej
      chacie, to powinien w rekompensacie za nerkę, wprowadzić się tam wraz z
      rodziną, bo nerka na ulicy nie leży...:)))))))))

      Historia B:
      Opowiadana przez dość wiarygodnego osobnika, może i ma w sobie trochę
      prawdy.Ponoć w latach 80-tych w Bibliotece na Gdanskiej(IM.Piłsudskiego,
      niegdyś Waryńskiego) grasował tzw. ocieracz-ekshibicjonista. Zazwyczaj
      popołudnieniami, grasował w damskim WC-cie , miejsce wybrał ze wzgledu na dość
      dużą liczbę studentek i rotację:)Uprawiał proceder ponoć parę
      miesiecy,opłacając sie szatniarzom.
      Wreszcie zniknał, po tym jak któraś sie nie przestraszyła i nie zaniemówiła,
      ale wywlekła go stamtąd, dokonując zbiorowego upokorzenia:)
    • Gość: Bart Doprecyzujmy + moich parę IP: 217.153.156.* 03.05.05, 13:27
      Nie ma czegoś takiego jak urban legends of Łódź. Urban legend z definicji może
      się przytrafić w dowolnym mieście (np. z nerką, mrówki we fryzurze, czarna
      wołga). Jest to kalka z wiejskich opowieści o strzygach, bagnach itp, które
      oczywiście są opowiadane w danym kontekscie, ale przytrafić się mogą wszędzie.
      Czy są prawdziwe? Może coś się komuś to przytrafiło.

      Jeśli chodzi o Łódzkie opowieści, to np. mamy słynny telegram "główną ulicę w
      mieście zmienić na ul. Stalina".

      Powtórzę historię za pewny forumowiczem, jak to budowano tory (naonczas to był
      zakręt) na skrzyżowaniu al. Mickiewicza i al. Włókniarzy. Jedna ekipa układała
      od centrum, druga od Kopernika i rozminęli się o 70 cm;)

      Inna, może mniej śmieszna, ale też warta wspomnienia, jak to facet remontując
      mieszkanie wyciągnął ze ściany worek cementu.

      no i jeszcze jak ktoś puścił plote, że taki a taki blok jest ocieplany
      azbestem. Wszystkich lokatorów zaczęła boleć głowa, chorowali na płuca, aż do
      momentu jak się okazało, że blok jest ocieplany... styropianem. Dobrze, że nikt
      nie umarł.

      Jeszcze inna historia dotyczy pętli tramwajowej na Nowym Złotnie. Właściciele
      ziemi wcale nie chcieli jej oddawać. Po długich negocjacjiach dostali wzamian 4
      hektary w... Szczecinie.
      • Gość: boards_of_warsaw Re: Doprecyzujmy + moich parę IP: 212.180.161.* 04.05.05, 15:01
        pamiętam, że w latach 80-tych na Teofilowie "C" zamieszkiwała
        niejaka "PARTYZANA"!!! Całe osiedle moich rówiesników przychodziło pod Jej
        balkon i krzyczało "PARTYZANA!!!!!" Wówczas owa pani wychodziła na balkon
        wyzywała zgromadzoną gawiedź od "polskich świń" i było wesoło. Z perspektywy
        trochę się wstydzę, że też uczestniczyłem w tych wycieczkach ale wszak młodość
        ma swoje prawa.
        • marecki997 Re: Doprecyzujmy + moich parę 04.05.05, 15:28
          Inna historia - do knajpy przy ul. Narutowicza wpada zdyszany żołnierz i
          mówi "Seta i galareta! Tylko szybko bo mnie goni WueSWu". Wypił, zakąsił i
          wybiegł.
        • Gość: bart Partyzana IP: *.ed.shawcable.net 06.05.05, 07:22
          Dokladnie!!! Nie chodziles czasem do SP28?
    • p8 Re: Urban legends of Łódź :) 04.05.05, 17:20

      a baśka bujana to co???
    • brite Re: Urban legends of Łódź :) 05.05.05, 14:06
      Łodzi nie potrzeba niesprawdzonych legend, bo przecież dysponuje sprawdzonymi
      przerażającymi faktami: martwe dzieci przetrzymywane latami w beczce, upiorne
      karetki z obsługą mordującą zamiast ratować...

      Ale tak to jest, że coś niewyjaśnione i niedopowiedziane jest bardziej
      atrakcyjne od rzeczy potwierdzonych i dotkniętych palcem.
      • uerbe [OT] 05.05.05, 18:19
        Strona z siga nie istnieje... a adres mnie zaintrygował...
        • brite Re: [OT] 05.05.05, 22:07
          Strona jak najbardziej istnieje, być może serwer padł był właśnie...
    • histeryx tak to prawda Urban jest z Łodzi, a o nim legendy 10.05.05, 16:49
      wykroczyły poza miasto.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka