yaa
12.08.02, 15:36
Pierwszy dzień urlopu. Jechałem z rodziną na wczasy. W aucie Yasio, Ywonka, Yaa, pełno bagaży,
dwa rowery na dachu. Byłem niemal równo 250 km od Łodzi w woj. Lubelskim. Do celu miałem
niecałe 100 km. Obok miejscowości Kock, na terenie niezabudowanym wyjechał z lewej strony,
z drogi podporządkowanej Nissan Micra. Właściwie wtoczył się na jezdnię z szybkością ok. 10- 15
km/h. Nie miałem szans wyhamować chociaż jechałem ok. 90 km/h. Udeżenie było silne, choć tego
nie odczuliśmy - byliśmy w pasach, zadziałały napinacze, a Yasio był w foteliku.
Na szczęście nic nam się nie stało fizycznie, chociaż yaa jeszcze dzisaj będę u lekarza bo źle się
czuje. Yasio wpadł w szok i przez dłuższą chwilę nie mogliśmy go uspokoić. Psychicznie do dzisaj
jesteśmy zupełnie zdołowani. Potem była Policja i okazało się, że sprawca był pod wpływem
alkoholu.
Potem laweta i powrót do domu. Yasio był wspaniały - bardzo grzeczny i dopytywał się tylko czy
bus, który nas wiózł z powrotem uważa. Poza tym ciężko jest 2-letniemu dziecku wytłumaczyć, że nie
jedzimy już na wakacje i nie zobaczy obiecanej rzeki.
Samochód mam bardzo rozbity, skasowany przód i trochę innych uszkodzeń. Prawdopodobie do
kasacji. Cieszę się tylko że żyjemy i jesteśmy cali i zdrowi. Do tej chwili nie dociera do mnie, że nie ma
auta, że to my mieliśmy wypadek (bo przecież wypadki przytrafiają się innym a nie nam). Jestem
zupełnie przybity.
Bądźcie ostrożni na drodze. Chcę Was wszystkich spotkać po wakacjach.
Pozdrawiam
Yaa