analityczka
19.09.05, 14:52
Być może ktoś z Was powie że jestem nudna,zrzędząca,przesadzam i wogóle sama
sobie jestem winna..
A ja od piątku mam klasyczny dołek.
Pracuje kilka(czytaj: kilkanaście) godzin dziennie,5 dni w tygodniu,mam
stabilizację finansową,domek,psa i całą mase tych wszystkich podobno
potrzebnych "do szczęscia" rzeczy. A w weekend doszłam do wniosku że guzik
jestem a nie szczęśliwa. Dlaczego? Cholernie(przepraszam za necenzuralizm)
prozaiczny powód: mam do kitu znajomych i brak tej jedynej osoby.
Głupie co?
Ale prawdziwe.
Nie mam motywacji żeby wyjść wcześniej z pracy,nie ma nikogo kto wyciągnął by
mnie na spacer kiedy nie mam na to ochoty,nie ma nikogo kto w ten weekend
zmył mi głowe za ten dołek,pocieszył albo podała aspirynę bo miałam gorączkę.
I błagam tylko nie mówicie mi że powinnam wychodzić,zapisać się na chiński,do
klubu wysokich czy biegać po pubach w sobotnie wieczory-bo to nie dla mnie.
Czy pojęcie damsko-męskiej przyjaźni bez podtekstów to już "dinozaur"??
Moja ostatnia serdeczna męska"psiapsiółka"zrobiła błąd-przedstawiła mnie
swojej dziewczynie i od tego czasy ma zakaz zbliżania się do mnie na
odległość mniejszą niż 5metrów(debilna dziewusia,ale cóż..)
NO!
To powiedziałam co mnie boli-tego mi było trzeba;)
pozdrawiam wszystkich
a.