Dodaj do ulubionych

Od dowcipow nikt nie umiera...

IP: 5.3R2D* / *.red.bezeqint.net 20.09.02, 16:34
- Dlaczego w NRD papier toaletowy był dwuwarstwowy?
- Bo kopia szła do Moskwy.
....................................................................

O czwartej nad ranem u profesora dzwoni telefon.
Profesor odbiera i slyszy:
- Spisz?
- Spie - odpowiada zaspany profesor.
- A my sie kurwa jeszcze uczymy!
……………………………………………
Dzwoni Saddam Hussein do prezydenta Busha:

- Panie Prezydencie, chciałbym złożyc kondolencje, to straszna tragedia.
Tylu ludzi, takie wspaniałe budynki...Chcę zapewnić, że nie mamy z tym
nic wspolnego...
- Jakie budynki? Jacy ludzie?
- A która tam u was godzina?
- Ósma.
- Uoops... To ja zadzwonię za pół godziny.
……………………………………………………………………………..
Wraca facet póznym wieczorem do domu nawalony jak stodola.
Wchodzi cicho do sypialni, widzi nogi wystajace z pod koldry, kleka,
caluje, wsuwa glowe pod koldre, caluje coraz wyzej, w koncu robi to co
Ty wiesz, a ja rozumiem.
Jak skonczyl i idzie do kuchni, bo poczul glód.
Wchodzi i widzi w kuchni siedzaca zone. - Co ty tu robisz!?!!??!!
-Ciiicho, bo mamusie obudzisz……
…………………………………………………………………………………
Ojciec pyta się córki:
- Kiedy wreszcie znajdziesz sobie męża?
- Nie potrzebny mi mąż. Mam wibrator.
Pewnego dnia córka wróciwszy z pracy, widzi na stole skaczący wibrator
i z oburzeniem pyta się ojca:
- Tato co Ty u licha robisz?
- Piję z zięciem!!
……………………………………………………………………………………


Wokół samicy pływa wieloryb i narzeka:
- Dziesiątki organizacji ekologicznych, setki aktywistów, tysiące polityków i
naukowców, dziesiątki tysięcy ludzi na manifestacjach, rządy w tylu krajach
robią wszystko, by zachować nasz gatunek, a ciebie boli głowa...
………………………………………………………………………………………
Jak poradzic sobie z karpiem..

1. bicie na chama
* mlotek: ogluszenie polaczone ze zmiazdzeniem czaszki
* tasak: odciecie glowy
2. bicie "na tchorza" - unikanie walki
* do wanny z karpiem wrzuca sie wlaczona suszarke do wlosow.
Zaleca sie jednak, zeby podczas stosowania tej metody nie przebywac we
wannie, i upewnic sie ze podloga jest sucha.
3. bicie psychologiczne
* podchodzi sie do wanny, w ktorej beztrosko plywa karp, i znienacka
pokazuje mu sie kalendarz z zakreslona czerwonym pisakiem data 24
grudnia
(99,9% karpi umiera na zawal)
4. gry wojenne
* do wanny wrzucasz petarde
5. bicie damskie
* wyciagasz korek z wanny i wychodzisz na papierosa
6. bicie niesportowe
* idac do domu z karpiem w siatce udajesz, ze niechcacy wypada ci ta
siatka pod nadjezdzajacy autobus.
7. bicie kolezenskie
* wypijasz z karpiem flaszke, i tlumaczysz mu ze on nie ma juz po co
zyc, bo jego dziewczyna puszcza sie z innym w sasiedniej centrali rybnej
…………………………………………………………………………………………………..

- Jaki jest szczyt dyskomfortu psychicznego???
- Gdy lecisz samolotem a twój sąsiad obok czyta KORAN.
…………………………………………………………………………
Pod ścianą płaczu modli się cała kupa Żydów (cicho, w skupieniu, każdy sobie
cos pod nosem szemrze) wśród nich jeden Amerykanin głośno zawodzi:
- Panie Boże daj mi $1000, co to dla Ciebie! Tylko $1000, proszę itd.

Po chwili podchodzi do niego wzburzony jeden ze Żydów, wciska mu tysiaca w
rękę i mówi:
- Masz tu swojego tysiaca i spadaj stąd, bo nam, Boga rozpraszasz, a my się
tu o ciężkie miliardy modlimy!
…………………………………………………………………………………………………………………………………..

Gdy pewien pedał zakończył już swój żywot na ziemskim padole, trafił
oczywiście do piekła za swe przewinienia. Lucyfer biorąc pod uwagę grzechy
pedała mówi do diabłów: Ja muszę opuścić piekło na tydzień, ale jak wrócę to
ten pedał ma się smażyć tak... żeby w całym piekle było gorąco od ognia spod
patelni.
Gdy Lucyfer wrócił, w piekle zastał mróz jak nigdy przedtem.Wezwał więc dibły
do siebie i pyta co się stało, że w piekle jest tak zimno. Jeden z diabłów
odpowiada:"Chcieliśmy rozpalić ogień pod patelnią ale każdy z nas boi się
nachylić po drewno"
.....................................................................
……………………………………………………………….
Bandyta dostał się do piekła. W sumie nie jest tam tak źle, dobre żarcie,
pełno alkoholu,
wszyscy się świetnie bawią, chodzi pełno lasek. Bandzior chciał se jedna taka
podebrać,
więc pyta się Lucyfera, czy może.
Lucyfer nie ma nic przeciwko temu.
Facet wiec bierze jedna laskę i za krzaki. Po minucie wyskakuje spanikowany i
bierze
druga. Po następnej minucie wraca do Lucyfera mocno zdenerwowany i mówi:
- Lucyferze, ale one nie maja dziurek!
- I na tym właśnie polega piekło!
……………………………………………………………………………………….
W zakładzie psychiatrycznym do ogrodnika podchodzi jeden z pacjentów i pyta:
- Co pan robi ?
- Nawoze truskawki.
- A mógłby pan mi to blizej wyjaśnić?
- No polewam truskawki gnojownikiem.
- Acha. A ja posypywalem zawsze cukrem. Ale ja jestem rabniety....!!!
..............................................................................
..............................................................................
...
Policjant zatrzymuje kierowcę, i mówi :
- Ja znowu pana zatrzymuję bo gubi Pan towar !
Na co kierowca :
- Ale ja ponownie Panu mówię, że jest gołoledź, a ja jeżdzę piaskarką !
..............................................................................
..............................................................................
........................
Policjant zatrzymuje kierowce za przekroczenie predkosci..
- Poproszę prawo jazdy...
- Miestety nie mam prawa jazdy, zabrano mi uprawnienia już 5 lat
temu
- Dowod rejestracyjny poproszę...
- Nie mam. to nie jest mój samochód. jest kradziony.
- Samochód jest kradziony !!!???
- Dokładnie, ale prawdę mówiąc - chyba widziałem dowód rejestracyjny w
schowku, jak wkładalem tam pistolet...
- Ma pan pistolet w schowku !!!???
- No tak. tam go włożyłem, po tym jak zastrzelilem właścicielkę tego
samochodu i jak schowałem ciało w bagażniku
- W bagażniku jest CIAŁO !!!!!???
- No przecież mówie...
W tym momencie policjant zawiadamia komendę, po 2 minutach
antyterrorysci otaczaja samochód, dowodzący akcją pod
Obserwuj wątek
    • Gość: Mosze Jeszcze jeden... IP: 5.3R2D* / *.red.bezeqint.net 20.09.02, 16:38
      Cytaty ze sprawozdan sportowych:


      2. "Jadą. Cały peleton, kierownica koło kierownicy, pedał koło pedała".

      3. "Pani Szewińska nie jest już tak świeża w kroku, jak dawniej"

      Bohdan Tomaszewski.

      4. "Pasiaki remisują w Oświęcimiu" - nie wiadomo, kto pierwszy użył
      tego tytułu

      5. "Puścił Bąka lewą stroną" - Dariusz Szpakowski.

      6. "Na boisko wszedł nierozgrzany Piecyk".

      7. "Wszystko w rękach konia" - powiedział to Marek Szewczyk podczas
      Olimpiady w Barcelonie '92 o zbliżającym się występie 5-boisty Arkadiusza
      Skrzypaszka w jeździe konnej.

      9. "Sytuacja zmieniła się diametralnie o 360 stopni - Jacek Żemantowski

      19. "Jak oni muszą się męczyć w tym basenie! Jaka ta woda mokra!" - zdania
      te padły podczas zawodów pływackich Igrzysk Olimpijskich w Seulu'88.

      20. "Dzień dobry państwu. Ze stadionu Wembley wita Dariusz Ciszewski" -Dariusz
      Szpakowski (TVP).


      "Widać wielkie ożywienie w kroku Lewandowskiego" - Bohdan Tomaszewski
      (radio) o biegu na 800 m z udziałem Stefana Lewandowskiego.

      "Nogi piłkarzy są ciężkie jak z waty" - Andrzej Zydorowicz (TVP).

      "Włodek Smolarek krąży jak elektron wokół jądra Zbyszka Bońka" - Dariusz
      Szpakowski (TVP).

      "Swietłana Fomina jest bardzo doświadczona i dużo daje" - trener Roman Haber.

      49. "Grecy przy piłce, a konkretnie Warzycha" - Dariusz Szpakowski(TVP).

      70. "Nikt na świecie nie będzie przecież pracował za trzy tysiące złotych" -
      Włodzimierz Szaranowicz (TVP).

      . "Piłkarz polewa sobie wodę głową" - Dariusz Szpakowski (TVP).

      79. "Nie udało się to najpierw Sosinowi, który nogą trafił w poprzeczkę,a
      następnie Nicińskiemu, który głową także trafił w poprzeczkę" -Andrzej Szeląg
      (TVP).

      80. "Jest jak Szarmach, o którym mówiło się kiedyś, że wsadzał głowę tam,
      gdzie inni bali się wsadzić inne rzeczy...". "A konkretnie nogę" - dialog
      pomiędzy Adamem Romańskim i Piotrem Sobczyńskim (TVP).

      84. "W drugiej połowie prawdopodobnie wejdzie na boisko dwóch piłkarzy,
      którzy do tej pory grali na ławce rezerwowych" - Dariusz Szpakowski(TVP).

      89. "Ten rok był pełen wyrzeczeń dla Renaty Mauer... W kwietniu wyszła za mąż" -
      Janusz Uznański (TVP).

      93. "Trzeba wybrać: uroda albo sztanga. Pintusewicz wybrała tę drugą
      ewentualność" - Marek Jóźwik (TVP).

      • Gość: Mosze Re: Jeszcze jeden..+. IP: 5.3R2D* / *.red.bezeqint.net 20.09.02, 17:23
        Wraca maz z polowania, a tu zona z kochankiem w lozku.
        - Wylaz z lozka! - krzyczy maz do kochanka.
        Kochanek wyskakuje i zaslania dlonmi swoje klejnociki. Maz ze spokojem
        celuje z dwururki w te klejnociki. Kochanek krzyczy:
        - Nie wyglupiaj sie, daj szanse!
        Na to maz do kochanka:
        - No dobra, rozbujaj!
    • Gość: kasiaprim Koncze niedokonczony dowcip Moszego IP: *.pai.net.pl / *.pai.net.pl 20.09.02, 17:19
      Policjant zatrzymuje kierowce za przekroczenie predkosci..
      - Poproszę prawo jazdy...
      - Miestety nie mam prawa jazdy, zabrano mi uprawnienia już 5 lat temu
      - Dowod rejestracyjny poproszę...
      - Nie mam. to nie jest mój samochód. jest kradziony.
      - Samochód jest kradziony !!!???
      - Dokładnie, ale prawdę mówiąc - chyba widziałem dowód rejestracyjny w
      schowku, jak wkładalem tam pistolet...
      - Ma pan pistolet w schowku !!!???
      - No tak. tam go włożyłem, po tym jak zastrzelilem właścicielkę tego
      samochodu i jak schowałem ciało w bagażniku
      - W bagażniku jest CIAŁO !!!!!???
      - No przecież mówie...
      W tym momencie policjant zawiadamia komendę, po 2 minutach
      antyterrorysci otaczaja samochód, dowodzący akcją podchodzi do kierowcy
      - Prawo jazdy poproszę..
      - Prosze bardzo - i kierowca pokazuje jak najbardziej ważne prawo
      jazdy
      - Czyj to samochod - indaguje komendant
      - Mój. Proszę oto dowód rejestracyjny
      - Proszę wolno otworzyć schowek i nie dotykać schowanej tam broni...
      - Proszę bardzo, ale nie ma tam żadnej broni
      - Proszę otworzyć bagażnik i pokazać ciało
      - No problem. Ale jakie cialo ??!!
      - Zaraz - mówi kompletnie skonfundowany policjant - kolega, który pana
      zatrzymał, powiedział, że nie ma pan prawa jazdy, dowodu rejestracyjnego,
      samochód jest kradziony, w schowku jest broń a w bagażniku ciało...
      - He he - odpowiedzial kierowca - a może jeszcze panu powiedział, że
      przekroczylem predkosc ????
      • Gość: teufel RE:Dowcipy IP: *.cordef.net.pl 20.09.02, 20:29
        Na ścianie wiszą trzy obrazy: Spieczony chleb, topielec, kobieta w ciąży.
        Mają wspólny tytuł. Jaki?
        Za późno wyjęty.


        Czym różni się nauczyciel od nauczycielki?
        Tym że nauczycielka drapie się po przerwie, a nauczyciel po dzwonku.
        • mala18 Re: RE:Dowcipy żydowskie 20.09.02, 21:18
          Uwielbiam dobry humor żydowski, zna ktoś jakieś?
          • Gość: Dzidka Mój ukochany :-) IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 20.09.02, 21:45
            Przed sądem:
            - Nazwisko?
            - Rozencwag.
            - Imię?
            - Abram.
            - Zamieszkały?
            - Nalewki 50.
            - Zawód?
            - Handełes.
            - Wyznanie?
            - Wysoki Sądzie!! Jeżeli ja się nazywam Abram Rozencwag, mieszkam na Nalewkach
            i uprawiam zawód handełesa, to Wysoki Sąd myśli, że kim ja jestem? Husytą?!

            Pozdrawiam miłośników Szolem Alejchema :-)
          • Gość: kasiaprim do Małej.18 IP: *.pai.net.pl / *.pai.net.pl 21.09.02, 01:43
            mala18 napisała: > Uwielbiam dobry humor żydowski, zna ktoś jakieś?

            Polecam potezna dawke:
            www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1086549&a=1086549
            • mala18 Re: do Kasi" 21.09.02, 17:50
              ups! miało być prim a wyszło bis.
              Droga Kasiu niech Ci Jahwe w dzieciach / ew naturze/ wynagrodzi!!!!
              pozdrawiam
    • Gość: teufel Re: Od dowcipow nikt nie umiera... IP: *.cordef.net.pl 21.09.02, 03:35
      Pani każe dzieciom ułożyć do niej jakieś pytania.
      Zwraca się do Jasia - Jasiu jakiesz ułożyłeś pytanie?
      Jasiu na to - Co to jest długie, giętkie, sprężyste, jest na trzy litery i w
      środk ma literę u.
      Jasio wyjdź z sali i wróć z rodzicami. Po lekcji Jasio przychodzi pyta :
      Co jest dziwnego w... łuku?
    • ixtlilto Re: Od dowcipow nikt nie umiera... :D 22.09.02, 13:58

      Na strzyzowaniu zaderzyly sie dwa samochody. Z calkowicie zniszczonych wozow
      wychodza, o dziwo! nawet niezadrapani, Ksiadz i Rabin.
      - To cud!!! - Krzyczy Ksiadz - Znak od Boga!. Czas obysmy zakonczyli wasnie i
      spory.
      - Racja! - Odpowiada Rabin - Wypijmy za to.
      Rabin wyciaga piersiowke i podaje Ksiedzu. Ten raczy sie zawartoscia i oddaje
      butelke Rabinowi. Rabin zakreca piersiowke i chowa do kieszeni.
      - A ty czemu nie pijesz? - Pyta Ksiadz.
      - No co ty! Przed przyjazdem policji - Odpowiada Rabin.
    • Gość: Scan Re: Od dowcipow nikt nie umiera... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 22.09.02, 17:31
      Cześć Mosze - aż tu Cię przywiało? Kasiaprim pisała mi co prawda, że Cię tu
      ściągnęła - i bardzo dobrze zrobiła. Pozdrawiam Was oboje, innym wątkowiczom
      kłaniam się.
      Scan

      Na mały początek:

      Małe miasteczko. Jakiś wieśniak zaczepia małego chłopca:
      - Ty, Moszek, gdzie tu jest magistrat?
      - Skąd pan wie, że ja się nazywam Moszek?
      - Zgadłem.
      - To niech pan zgadnie, gdzie jest magistrat.

      Domokrążny handlarz namawia klienta:
      - Pan to musisz kupić, to jest rewelacyjny proszek na pchły. Bierzesz pan tylko
      takie pchłe, sypiesz jej pan ciut tego proszku w pysk i ona gwarantowanie panu
      zdycha!
      - Panie, jak ja ją już mam w ręku, to po prostu mogę zgnieść!
      - Też skutkuje...

      więcej pod
      www.celuk.boo.pl/humorzydowski/7.html
    • Gość: Mosze Re: Od dowcipow nikt nie umiera... IP: 5.3R2D* / *.red.bezeqint.net 23.09.02, 10:55
      Rozmawia dwoje pensjonariuszy Domu Spokojnej Starosci:
      Marta: Co robisz dzis wieczorem?
      Józef: Ide z Zocha do kina.
      M: Czemu nie pójdziesz ze mna?
      J: Wole z Zocha.
      M: Ale czemu? Przeciez zawsze chodzilismy razem.
      J: Zocha obiecala, ze wezmie mojego penisa do reki w czasie seansu.
      (chwila ciszy)
      M: Ja... tez moge go wziac do reki.
      J: Hm... Nie, chyba jednak wole isc z Zocha.
      M: Powiedz, czemu nie ze mna? Co Zocha takiego ma, czego ja nie mam?!
      J: Chorobe Parkinsona.



      Jak zwykle nad ranem (koło południa) budzi się skacowany facet, wygrzebuje
      się z wyrka, idzie do łazienki....
      Zamierza się ogolić (choć raczki trochę się trzęsą), spojrzał w lustro i
      zaczyna się przyglądać raz..... drugi..... zastanawia się.... drapie po
      szczecinie na brodzie i zmierzwionych włosach.... myśli..... i myśli......
      Nagle słyszy głos dobiegający z kuchni:
      - FRANEEEEEK !!!!!! Śniadanie gotoweeeee!!
      Facet spogląda z zadowoleniem w lustro, wali się otwartą dłonią w czoło i
      mówi.......
      ....
      ...
      ..
      ..
      ..
      .
      .
      .
      - No właśnie.... Wiedziałem że Franek.....






      • Gość: Mosze Re: Od dowcipow nikt nie umiera... IP: 5.3R2D* / *.red.bezeqint.net 23.09.02, 10:58
        Taksowkarz w Warszawie zlapal klienta - Japonczyka.
        Wiezie go swoim Daewoo, nagle ziuuuu.... cos go minelo...
        Japonczyk podeksytowany:
        - Honda... Made in Japan... bahdzo, bahdzo sibka...
        Taryfiarz wkurzony mocno, ale nic jedzie dalej, nagle
        ziiuuuuu...
        znowu cos smignelo bokiem
        Japoniec z usmiechem:
        - Toyota... Made in Japan.... Sibka, mnostwo sibka
        Taksowkarz z piana na ustach jedzie dalej.
        W koncu dowiozl klienta po kilku podobnych przypadkach i mowi:
        - 400zl
        Japoniec zdziwiony:
        - Ciemu tak duzio taki krotki kurs?
        Na to taksowkarz:
        - Taksometr... Made in Japan... bahdzo, bahdzo sibka...

        • Gość: Mosze Re: Od dowcipow nikt nie umiera... IP: 5.3R2D* / *.red.bezeqint.net 23.09.02, 11:01
          Niedaleko małej parafii, zbudowanej przy drodze, stoją rabin i ksiądz.
          Piszą na tablicy wielkimi literami:''KONIEC JEST BLISKI!
          ZAWRÓĆ, NIM BĘDZIE ZA PÓŹNO!''
          Jak piszą już ostatnią literę, zatrzymuje się samochód.
          Wychodzi kierowca i mówi:
          - Zostawcie nas w spokoju wy religijni fanatycy
          Wsiada z powrotem do samochodu, odjeżda po czym wielki huk....
          BRUMBUMBUM...
          Duchowni patrzą na siebie i ksiądz mówi:
          -Eeee...może po prostu napisać ''Most jest zniszczony!''co?...


          W malym miescie Alabama lezy na ulicy Murzyn przestrzelony 40 kulami.
          - Do diabla, takiego makabrycznego samobojstwa to ja jeszcze nie
          widziałem - mowi szeryf.

          Aplikant do szkoły muzycznej w rubryce 'praktyka muzyczna' wpisał
          'pierdzenie'. Pomimo oburzenia dyrektora podczas przesłuchań
          młody muzyk upiera się, że potrafi wypierdzieć absolutnie wszystko.
          Dyrektor zdenerwowany rzuca mu pierwsze lepsze nuty. Muzyk wypierdział z
          nut idealnie. Dyrektor zdziwiony wyszukał trudniejszy utwór, a
          tamten wypiarduje je perfekcyjnie. Zdenerwowany belfer rzuca na stół
          najtrudniejsze nuty, student bierze je, wpatruje się przez dłuższą
          chwilę, w końcu oddaje nuty i mówi: "nie, tego nie wypierdzę". Dyrektor
          z zadowoleniem pyta: "a dlaczego?" Niedoszły student na to: "bo
          tutaj są dwa miejsca, w których mogę się zesrać."


          W parku dzieciak płoszy kaczki:
          - Spierdalajcie, spierdalajcie...
          Na to przechodząca obok zakonnica:
          - Chłopczyku, nie wypada tak brzydko mówić! Wystarczy
          przecież powiedzieć: A sio, a sio... Widzisz, jak spierdalają!?

          • Gość: Mosze Re: Od dowcipow nikt nie umiera... IP: 5.3R2D* / *.red.bezeqint.net 23.09.02, 11:03
            Zagadka


            Dokladnie w tym samym czasie jest dwoch facetow po przeciwnych
            stronach kuli ziemskiej:

            - jeden idzie po linie rozwieszonej miedzy dwoma drapaczami chmur,

            - drugiemu 85 letnia kobieta robi loda.

            Mysla dokladnie o tym samym.
            W glowie maja jedna i taka sama mysl. Jaka?









































            NIE PATRZ W DÓL !!!

            • Gość: Mosze Re: Od dowcipow nikt nie umiera... IP: 5.3R2D* / *.red.bezeqint.net 23.09.02, 11:13
              WYPOWIEDZI DZIECI:
              Wiewiórka żywi sie orzechami bardzo twardymi, bo gdyby nie jadła
              twardego pożywienia, to by jej zarosła paszcza

              Porażonego prądem należy przede wszystkim wyciągnąć z kontaktu.

              Poznać, że koń jest chory, po tym, ze traci swą naturalną wesołość,
              ijest zamyślony.

              Las ten był tak brzydki, ze wcale nie miał drzew.
              Najczęściej spotykanym ssakiem górskim jest góral.
              Znanym drapieżnikiem leśnym jest drapichrust.
              Szkielet utrzymuje nas na nogach. Gdyby nie bylo szkieletu, to mięso
              ciągle spadałoby na ziemie.

              Ptaków nie należy potępiać.
              Ludzie nie maja ogonów, bo do odpędzania much wynaleźli packi.
              Źródłami mineralnymi nazywamy źródłą, w których rozpuszczona jest
              sól, cukier, mleko i inne lekarstwa.
              W zimie nalezy dokarmiać leśne zwierzęta, aby były smaczne na wiosnę.
              Człowiek rozmnaża się nie przez pączkowanie, tylko przyjemniej.
              U mrówki wyróżniamy nóżki, brzuszki, różki itd.
              Jaskółka jest zwierzęciem, tylko że w powietrzu.
              Gdyby nie szkielet, to człowiek byłby workiem z mięsem i ze smalcem.
              Aby sie nie zarazić, to trzeba myć wszystkie owoce i nie jeść na tej
              samej misce co pies.
              Kogut różni sie od kury tym, ze ma ostrogi, jest bardziej
              spadzisty,pieje i nie znosi jaj.
              Po skończonym wdechu odkładamy nasze usta na bok.
              Zajac ma cztery nogi. Tylne ma dłuższe, a przednie krótsze i gdy leci
              to skacze.
              Krowa jak urwie koniczynę, to żuje i połyka, a owca odwrotnie i taka
              jest miedzy nimi różnica.
              Porodem nazywamy wydalenie organizmu na powierzchnię ziemi.
              Ludzie pierwotni żywili sie łonem natury.
              Grzyby sa jadalne i trujące, mając przez to dużo do powiedzenia w gospodarce.
              Opiszę psa. Ma nogi i głowę przyczepioną do tułowia.
              Ptaki bardzo różnią sie od gadów - lataniem i budową gęby..
              Wilki zaliczamy do zwierzat zębatych.
              Błony komórkowe spełniaja bardzo ważną funkcję w życiu
              komórki: wiedzą kogo wpuścić, a kogo wypuścić, czyli funkcję celnika.
              Białe motyle, których dzieci żrą kapustę, nazywają się kapuśniaki.
              Do chorób zawodowych zaliczamy: pylice, gruźlice i rzeżączkę.
              Układ oddechowy służy do wydalania płuc z organizmu.
              Dziedziczność pozwala wyjasnić, dlaczego - skoro dziadek i ojciec
              nie mieli dzieci - takze i my będziemy bezdzietni.
              Ja nie wierzyłem w bociany, ale one sa naprawdę, co widziałem w locie.
              W puszczy żyje dużo drapieżników, które mogą człowieka pożrecć,
              zadusić i zostawić.
              Najmniejszą czescią organizmu jest palec.
              W lesie rosną różne drzewa, a mianowicie wysokie, średnie i małe.
              Temat lekcji: oglądanie ryb wodnych.
              Higiena polega na pomnażaniu dzieci w internatach i szkołach.
              Pingwiny nie mogą latać, bo nie mają smigieł.
              Ślimak ma jednoczesnie płeć żenską i męską, ale z tego nie korzysta.
              Dorsz jest to ryba wędzona.
              Królik sklada sie z głowy, nóg, brzuszka i kożuszka.
              Człowiek zjadłszy mięso z wągrem, przekształca sie w tasiemca.
              Niedźwiedź staje na tylnych łapach i rzuca nimi we wrogów

              • Gość: Mosze Re: Od dowcipow nikt nie umiera... IP: 5.3R2D* / *.red.bezeqint.net 23.09.02, 12:05
                Dziennik slomianego wdowca.


                Zostalem sam. Zona wyjechala na tydzienprzyjemna odmiana.
                Mysle, ze razem z psem milo spedzimy te dni.


                Poniedzialek
                DOKLADNIE zaplanowalem rozklad zajec. Wiem, o której bede wstawal, ile
                czasu poswiece na poranna toalete i sniadanie. Policzylem, ile zajmie mi
                zmywanie, sprzatanie, wyprowadzanie psa, zakupy i gotowanie. Jestem milo
                zaskoczony,
                ze mimo wszystko zostaje mi mnóstwo wolnego czasu. Nie wiem, dlaczego
                prowadzenie domu jest dla kobiet takim problemem, skoro mozna tak szybko sie z
                tym
                uporac.
                Wystarczy odpowiednio zorganizowac sobie prace. Na kolacje zafundowalem
                sobie i psu po steku. Zeby stworzyc mily nastrój, ladnie nakrylem do stolu.
                Ustawilem wazon z rózami i zapalilem swiece. Pies na przystawke dostal pasztet z
                kaczki, potem glówne danie udekorowane warzywami, a na deser ciasteczka. Ja
                popijam
                wino i pale dobre cygaro. Dawno nie czulem sie tak dobrze.


                Wtorek
                MUSZE jeszcze raz przemyslec rozklad dnia. Zdaje sie, ze wymaga kilku
                drobnych poprawek. Wyjasnilem psu, ze nie codziennie jest swieto, dlatego nie
                moze
                sie spodziewac, ze zawsze bedzie jadl przystawki i inne dania z trzech róznych
                misek, które ja musze myc. Przy sniadaniu zauwazylem, ze picie soku ze
                swiezych pomaranczy ma jedna zasadnicza wade. Za kazdym razem trzeba potem myc
                wyciskarke. Jak rozwiazac ten problem? Trzeba przygotowac sok na dwa dni -
                wtedy wyciskarke myje sie dwa razy rzadziej. Odkrycie dnia: parówki mozna
                odgrzewac w zupie. W ten sposób ma sie jeden garnek mniej do zmywania. Na pewno
                nie
                bede codziennie biegal z odkurzaczem tak jak chciala zona. Raz na dwa dni to az
                nadto. Musze tylko pamietac, zeby zdejmowac buty, a psu wycierac lapy. Poza
                tym czuje sie swietnie.


                Sroda
                MAM wrazenie, ze prowadzenie domu zajmuje jednak wiecej czasu, niz
                przypuszczalem. Bede musial zrewidowac swoja strategie. I tak: przynioslem
                z baru kilka gotowych dan - w ten sposób nie strace w kuchni az tyle czasu.
                Przygotowanie posilku nigdy nie powinno trwac dluzej niz jedzenie. Kolejny
                problem to slanie lózka. Najpierw trzeba sie z niego wygrzebac, potem
                wywietrzyc sypialnie, a na koncu jeszcze równo ulozyc posciel - zawracanie
                glowy. Nie
                uwazam, zeby codzienne slanie lózka bylo konieczne, zwlaszcza ze i tak
                wieczorem czlowiek musi sie do niego polozyc. W sumie wydaje sie, ze jest to
                czynnosc
                zupelnie pozbawiona sensu. Zrezygnowalem tez z przygotowywania osobnych
                posilków dla psa i kupilem gotowe jedzenie w puszkach. Pies troche sie krzywil,
                ale
                cóz... skoro ja moge sie obyc bez domowych obiadków, on tez nie powinien
                grymasic.


                Czwartek
                KONIEC z wyciskaniem soku z pomaranczy! To nie do wiary, ze z tym niewinnie
                wygladajacym owocem jest az tyle zachodu. Kupie sobie gotowy sok w
                butelkach.
                Odkrycie dnia: udalo mi sie przespac noc i wysunac sie z lózka prawie nie
                naruszajac poscieli. Rano musialem tylko wygladzic narzute. Oczywiscie jest
                to kwestia wprawy i w czasie snu nie mozna sie za czesto przewracac z boku na
                bok. Troche bola mnie plecy, ale goracy prysznic powinien pomóc. Zrezygnowalem z
                codziennego golenia, bo to zwykla strata czasu. Zyskalem przez to cenne
                minuty, których moja zona nigdy nie traci, bo nie ma zarostu. Kolejne odkrycie:
                nie
                ma sensu za kazdym razem jesc z czystego talerza. Ciagle zmywanie zaczyna mi
                dzialac na nerwy. Pies tez moze jesc z jednej miski - w koncu to tylko zwierze.
                UWAGA: doszedlem do wniosku, ze odkurzac trzeba najwyzej raz w tygodniu.
                Parówki na obiad i na kolacje.


                Piatek
                KONIEC z sokiem pomaranczowym! Za duzo dzwigania.
                Odkrylem nastepujaca rzecz: rano parówki smakuja calkiem niezle, po
                poludniu gorzej a wieczorem w ogóle. Poza tym jesli zywic sie nimi dluzej niz
                przez
                dwa dni z rzedu, moga wywolywac lekkie mdlosci. Pies dostal sucha karme. Jest
                równie pozywna, a miska nie jest popackana. Z kolei ja zaczalem jesc zupe
                prosto z
                garnka. Smakuje tak samo, a nie trzeba brudzic talerza ani chochli. Teraz
                juz nie czuje sie tak, jakbym byl automatyczna zmywarka do naczyn. Przestalem
                wycierac podloge w kuchni. Ta czynnosc irytowala mnie tak samo jak slanie
                lózka. UWAGA: zegnajcie puszki!!! Nie bede brudzil sobie otwieracza.


                Sobota
                PO CO wieczorem zdejmowac ubranie, skoro rano znów trzeba je wlozyc?
                Zamiast marnowac czas, lepiej troche dluzej polezec. Przy okazji mozna
                zrezygnowac
                z koldry i odpadnie klopot z jej porannym ukladaniem. Pies nakruszyl na podloge.
                Zbesztalem go. Powiedzialem, ze nie jestem jego sluzacym. Dziwne - nagle
                zdalem sobie sprawe, ze moja zona tez tak czasem do mnie mówi. Powinienem dzis
                sie
                ogolic, ale jakos nie mam ochoty. Nerwy mam napiete jak postronki. Na
                sniadanie zjem tylko to, co nie wymaga rozpakowywania, otwierania, krojenia,
                smarowania, gotowania ani mieszaniaWszystkie te czynnosci doprowadzaja mnie do
                rozpaczy.
                Plan na dzis: obiad zjem prosto z torebki, nachylony nad zlewem. Zadnych
                talerzy, sztucców, obrusów i innych glupot. Troche bola mnie dziasla.
                Pewnie jem za malo owoców, ale nie chce mi sie ich taszczyc ze sklepu. Moze to
                poczatek szkorbutu?
                Po poludniu zadzwonila zona i spytala, czy umylem okna zrobilem pranie.
                Wybuchnalem histerycznym smiechem. Powiedzialem jej, ze nie mam czasu na
                takie rzeczy. Jest pewien problem z wanna. Odplyw zatkal sie makaronem. Ale
                niespecjalnie sie martwie. I tak przestalem sie kapac.
                UWAGA: jem teraz razem z psem, prosto z lodówki. Musimy sie spieszyc, zeby
                zbyt dlugo nie trzymac jej otwartej.


                Niedziela
                OGLADALISMY z psem telewizje z lózka. Na ekranie rózni ludzie zajadali przerózne
                smakolyki, a my tylko z zazdroscia przelykalismy slinke. Obaj jestesmy oslabieni
                i drazliwi. Rano zjedlismy cos z psiej miski, ale zadnemu z nas to nie
                smakowalo. Naprawde powinienem sie umyc, ogolic, uczesac, zrobic psu jesc,
                wyjsc z nim na spacer, pozmywac, posprzatac, pójsc po zakupy, ale po prostu nie
                moge wykrzesac z siebie dosc sil. Mam problemy z utrzymaniem równowagi, zaczyna
                szwankowac wzrok. Pies zupelnie przestal merdac ogonem. Pchani resztka
                instynktu samozachowawczego, wyczolgujemy sie z lózka i idziemy do restauracji,
                gdzie
                przez ponad godzine jemy rózne pysznosci. Korzystamy z wielu talerzy, bo
                przeciez nie musimy ich mycladujemy w hotelu. Pokój jest wysprzatany,
                czysty i przytulny. Wreszcie znalazlem sposób na zmore tych okropnych domowych
                obowiazków.
                Ciekawe, czy kiedykolwiek przyszlo to do glowy mojej zonie?
    • Gość: Mosze Re: Od dowcipow politycznych nikt nie umiera... IP: 5.2.1R* / 62.90.180.* 24.09.02, 10:12
      Kiedy jeden z moich przyjaciol uslyszal, ze Izrael zapewnil Arafatowi
      nietykalnosc osobista, skomentowal to nastepujaco: brzydza sie nim.

      • Gość: kasiaprim Sliczne! IP: *.pai.net.pl / *.pai.net.pl 24.09.02, 10:26
        Sliczne !
    • monikaoz Re: Od dowcipow nikt nie umiera... 24.09.02, 12:19
      Dyrektor wyprawił imprezę w swoim domu. Wszyscy pracownicy tak się
      wyluzowali że dali niezłego ognia. Na drugi dzień w robocie, Kowalski
      opowiada kolegom:
      - Chłopaki nasz stary to ma złoty kibel
      - No nie, nie przesadzaj.
      - jak nie wierzycie to chodźcie niby to w odwiedziny pójdziemy zapytać o
      zdrowie i sami zobaczycie. Poszli. Dzwonią do drzwi, w progru stoi
      Kowalski, a otwiera żona dyrektora. Widząc Kowalskiego odwraca się i
      woła w głąb domu:
      - Kazek Przyszedł ten idiota co ci wczoraj do puzona nasrał.


      Mały Jasio przychodzi do domu ze swiadectwem, pokazuje ojcu a tam same
      szostki od gory do dolu i tylko z religii mial banie. Na drugi dzien z
      samego rana ojciec bierze rower miedzy nogi i zasuwa do szkoly i prosi
      katechetke zeby chociez czworke mu wstawila bo jak to bedzie wygladac
      same szostki i bania z religii a ona mowi ze Jasiu nawet nie wiedzial ze
      Chrystus umarl a ojciec odpowiada:
      a bo my na takim zadupiu mieszkamy ze nawet nie wiedzielismy ze chorowal



      Idzie facet przez las, patrzy, a tu studnia. Myśli sobie: "Ciekawe jaka
      głęboka?". Wrzucił więc kamień i słucha... a tu nic. Wrzucił więc głaz i
      słucha... a tu nic. Nagle patrzy metalowa szyna. Wrzucił więc szynę. Słucha
      ... a tu nic. Odszedł, ale patrzy ... biegnie czarny baranek. Baranek
      dobiega do tudni i hooop! do środka. Facet więc podbiega do studni zagląda,
      nasłuchuje, a tu .... nic. Gdy wychodził z lasu spotkał gospodarza.
      gospodarz zapytał, czy facet nie widział gdzieś czarnego baranka. Facet
      mówi: Tak ! Pobiegł do lasu i wskoczył do studni!" A gospodarz na to: "Jak
      kurwa mógł wskoczyć do studni, jak go przywiązałem do metalowej szyny!"


      )"Małe miasteczko w Alabamie.
      Na środku chodnika leży murzyn z pięcioma kulami w głowie i dziesięcioma
      w brzuchu i klatce piersiowej.
      Przechodzi szeryf, pochyla się nad trupem i mamrocze:
      - Cholera, dwadzieścia lat szeryfowania, ale tak brutalnego samobójstwa
      jeszcze nie widzialem.”


      Przychodzi facet do dentysty i pyta się, ile będzie kosztowało
      wyrwanie zęba mądrości.
      - 200 złotych
      - To śmieszne, za drogo!
      - Mogę oszczędzić na znieczuleniu i wyrwać go za 120!
      - A nie można taniej? To wciąż za dużo.
      - Za 50 złotych mogę go wyrwać po prostu obcęgami. Co pan na to?
      - A nie da się taniej?
      - No cóż, za 10 zł, bez znieczulenia, obcęgami, w ramach praktyki może
      to zrobić student.
      - Wspaniale, cudownie. Proszę zapisać żonę na czwartek!



      Cowboy wszedł do baru i zamówił drinka. Gdy wpijał swoja Whiskey, młoda
      laska usiadła obok niego.
      Uśmiechając się do niego zapytała, "Czy jesteś prawdziwym Cowboy-em?"
      A on odpowiadał "Chyba tak, całe życie spędziłem na ranchach pilnując
      stada bydła, karmiąc konie i naprawiając płoty a więc jestem prawdziwym
      Cowboy-em"
      "A ty kim jesteś?" - zapytał Cowboy.
      Ona zaś powiedziała, "Jestem lesbijką. Cały dzień myślę o kobietach.
      Jak tylko wstaje to myślę o kobietach, gdy kąpię się myślę o kobietach.
      Gdy oglądam TV myślę o kobietach. Zawsze myślę o kobietach."
      Chwilę potem jakiś facet przysiadł się do Cowboy-a i spytał, "Czy jesteś
      prawdziwym Cowboy-em?"
      Na to cowboy odpowiedział: "Do tej pory tak myślałem, ale przed chwilą
      zrozumiałem , iż jestem lesbijką"



      Siedzi Kopciuszek nad miską soi i płacze. Pojawia się wróżka.
      - Czemu płaczesz?
      - Aaaaaaaa! A boo bo siostry idą na baaaal a jaaaaaa nieeeee!
      - Nie placz! Mam tu dla ciebie prezent - mówi wróżka - wspaniałą suknię!
      - Huuuuuuurrraa! Dziękuję matko chrzestna! Ale nie mam powozu...
      Wróżka machnęła różdżką!
      - Oto i powóz..
      - Ale.. ale mam okres!
      Wróżka znowu machnęła różdżką i wyczarowała tampaxa!
      Kopciuszek uchachana pędzi na bal, a wrozka krzyczy za nią:
      - Tylko wróc przed północą bo czar pryśnie!!!
      Kopciuszek bawi się na balu, królewicz jest nią oczarowany i nagle
      spostrzega, że zegar zaraz wybije północ... ruszyła w kierunku ogromnych
      schodów... pędzi, pędzi... zegar bije po raz szósty, a Kopciuszek jest
      w połowie schodów... siedem... osiem... już zbliżała się do powozu
      kiedy zegar po raz dwunasty wybił godzinę... i wtedy...
      Tampax zamienił się w dynię...


      pozdr
      monikaoz
      • Gość: Mosze Brawo...Brawissimo...:-)))) IP: 5.2.1R* / 62.90.180.* 24.09.02, 12:34
        Wspaniale...
    • Gość: kasiaprim Re: Od dowcipow nikt nie umiera... IP: *.pai.net.pl / *.pai.net.pl 24.09.02, 12:48
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=2969309
    • adamco Re: Od dowcipow (po angielsku) 24.09.02, 18:04
      When I was younger I hated going to weddings.
      It seemed that all of my aunts and the grandmotherly types
      used to come up to me, poking me in the ribs and cackling,
      telling me: You are next. They stopped that shit after I
      started doing the same thing to them at funerals.
    • Gość: Mosze Re: Od dowcipow nikt nie umiera... IP: 5.3R2D* / *.red.bezeqint.net 25.09.02, 08:09
      One day, while sailing the Seven Seas, Captain Bravo's lookout spotted a pirate
      ship. The crew became frantic!

      Captain Bravo bellowed, "Bring me my red shirt!" The first mate quickly
      retrieved the captain's red shirt, and while wearing the brightly colored
      frock, the Captain led his crew into battle and defeated the pirates.

      That evening, all the men sat around on the deck recounting the day's triumph.
      One of them asked the captain, "Sir, why did you call for your red shirt before
      battle?"

      The captain replied, "If I had been wounded in the attack, the shirt would not
      have shown my blood. Thus, you men would continue to fight, unafraid." All of
      the men sat and marveled at both the courage and intelligence of such a manly
      man's man.

      As dawn came the next morning, the lookout spotted not one, not two, but TEN
      pirate ships approaching! The crew stared in worshipful silence at the captain
      and waited for his usual brilliant orders.

      Captain Bravo gazed with steely eyes upon the vast armada arrayed against his
      ship, and without fear, turned and calmly shouted, "Get me my brown pants."
    • monikaoz Re: Od dowcipow nikt nie umiera... 25.09.02, 09:25
      Takie tam maleńkie opowiadanko:)

      > Mam na imie Bodgan.
      Mam 42 lata.
      Zaczalem to robic, kiedy mialem moze 18 lat.
      W szkole zawsze bylem zamkniety w sobie. Przyjaciól praktycznie zadnych. Nie
      podchodzilem do kobiet, balem sie ich. Juz nie pamietam nawet, jak to sie
      zaczelo. To mial byc tylko jeden raz. Nie wiedzialem, ze tak trudno z tym
      skonczyc. Upatruje sobie kogos. Podchodze. I wyciagam.Wiem, ze to, co robie,
      jest chore. Wstydze sie. Niektórzy mówia, ze to zboczenie. Zdaje sobie sprawe,
      ze potrzebuje pomocy. Ale to jest silniejsze ode mnie. To mnie po prostu
      podnieca. W tej jednej chwili czuje sie w pelni wladzy, jakby wszystko zalezalo
      wylacznie ode mnie. Nie jestem z tych, co robia to tylko kobietom czy malym
      dziewczynkom. To moze wydawac sie dziwne, ale lubie dzialac w autobusach i
      tramwajach. Patrze na ludzi, którzy uciekaja w kierunku drzwi. Czuje wtedy, jak
      adrenalina uderza mi do glowy. Moze gdybym na tym poprzestal, nie byloby tak
      zle. Ale na tym nigdy sie nie konczy. Napawam sie widokiem... tego, no
      wiecie... Ogladam,macam. Wstydze sie, ale jak juz zaczne, to nie moge sie
      powstrzymac... Wtedy siagam zenitu,jestem w ekstazie. Niestety, nie na kazdej
      trasie bywa tak dobrze. Najciekawiej jest w okolicach Starówki. Jak sie trafi
      turysta,to moge sobie pozwolic na wszystko. Ide na calosc. Wiem, ze pozniej
      bede tego zalowal, ale teraz dzialam pod wplywem impulsu. Jak w transie. Musze
      jednak byc ostrozny. Czesto zmieniam wyglad. Gdyby ktos mnie rozpoznal,
      wszystko stracone. Raz mam wasy, raz okulary. Zawsze jestem czujny.
      > Mam na imie Bodgan. Mam 42 lata. Jestem kanarem...

    • Gość: Mosze O Polakow w Ameryce...(dostalem od kolegi) IP: 5.3R2D* / *.red.bezeqint.net 26.09.02, 06:24
      Znany nowojorski dramaturg polskiego pochodzenia David Ives
      ) napisal sztuke "Polish Joke". Reakcja Polonii byla bardzo ostra.
      ) Reportaz Marcina Fabjanskiego
      )
      ) Starbucks Coffe. Rog Osmej i Trzydziestej Dziewiatej Ulicy.
      ) Dramaturg David Ives (chudy, wysoki, krzaczaste brwi, siwy
      ) jezyk) wyciaga z torby gruby plik kartek i rzuca z impetem na
      ) stolik. Sztuka "Polish Joke" ma dwa akty, 12 scen, 104 strony.
      ) Huk, jaki wywolala wsrod Polonii, jest duzo wiekszy niz odglos,
      ) jaki powoduje jej zderzenie z blatem stolika.
      )
      ) - Sa sztuki o dorastaniu w Ameryce Wlochow, Zydow,
      ) Irlandczykow. Ale nie ma ani jednej o dorastaniu Polaka. Ja ja
      ) napisalem. Wplynalem na nieznany obszar - mowi poetycko Ives
      ) i zaraz przekonuje mnie, ze inaczej nie umie. - Jestem Kolumbem
      ) polskosci w teatrze amerykanskim, Mickiewiczem z Chicago
      ) - smieje sie.
      )
      ) Dla kilku polonijnych organizacji David Ives nie jest ani Mickiewiczem,
      ) ani Kolumbem. Jest zdrajca i wrogiem Polski.
      )
      ) Ives dowiedzial sie o tym niedawno. Kiedy po premierze "Polish Joke" w
      ) znanym z wystawiania nowatorskich sztuk Teatrze Wspolczesnym w Seattle
      ) dostal owacje na stojaco (najglosniej krzyczala pani z pierwszego rzedu
      ) w bialo-czerwonym kapeluszu), wciaz czul sie polskim wieszczem. Kiedy
      ) po przedstawieniach przychodzili do niego Polacy z Seattle i mowili, ze sa
      ) zachwyceni - jeszcze bardziej umocnil sie w tym przekonaniu.
      )
      ) Poczucie to pryslo pewnego wieczoru wraz z telefonem dyrektora
      ) artystycznego teatru w Seattle Gordona Eiselsteina.
      )
      ) - Przyszedl do ciebie list od polskiego konsula generalnego z Los Angeles
      ) - powiedzial dyrektor.
      )
      ) David Ives poszedl do jego biura, chwycil smuklymi dlonmi artysty (gra na
      ) pianinie Bartoka i Bacha) kartke zadrukowana urzedowym pismem i przeczytal
      ) protest przeciwko swojej sztuce.
      )
      ) - Ten list jest wyjety z zupelnie innej bajki. Najpierw myslalem, ze to
      zart,
      ) potem, ze napisala go jakas sekretarka. Po paru minutach dotarlo do mnie,
      ) ze zrobil to konsul generalny - mowi Ives.
      )
      ) Pisarz odpisal, ze nie czuje sie winny, cale dziecinstwo jadl kielbase
      domowej
      ) roboty (a takze pierogi i golabki), dzielil sie oplatkiem w Wigilie,
      uwielbia
      ) Milosza i jako Polak sam byl ofiara polskich kawalow.
      )
      )
      ) Gdyby Einstein byl Polakiem
      )
      ) Jest koniec lat 50. David Ives nie jest jeszcze slynnym dramaturgiem,
      tylko
      ) malym chlopcem. Nie jest nawet Davidem Ivesem - nazywa sie Roszkowski.
      )
      ) Wlasnie idzie z wizyta do wuja Romana. Wuj jest prostym czlowiekiem,
      ) drukarzem, nigdy nie skonczyl szkoly sredniej. Ale calymi dniami czyta
      ksiazki
      ) i zaraza nimi Davida Roszkowskiego. Siadaja obok siebie w piwnicy pelnej
      ) ksiazek i czytaja. Potem wychodza na podjazd do garazu i wuj nalewa sobie
      ) do kufla piwo. Do piwa wbija jajko i sypie sol.
      )
      ) Kiedy David Roszkowski bedzie juz slynnym Davidem Ivesem, zapragnie
      ) uwiecznic wujka w jednej ze swoich sztuk. Siebie samego tez w niej umiesci
      ) - pod imieniem Jasiu. (- To moje alter id - zartuje).
      )
      ) JASIU: Czy piwo smakuje lepiej z jajkami i sola?
      )
      ) ROMAN: Raczej nie. Jajka i sol sa tylko czescia polskiego dziedzictwa.
      ) Prawdopodobnie jedynym polskim odkryciem oprocz radu i podkoszulka
      ) bez rekawkow.
      )
      ) ("Polish Joke", akt 1, scena 1)
      )
      ) Aktorzy z Seattle nie pija na scenie piwa z jajkiem i sola. Nie zgodzil
      sie
      ) na to
      ) tamtejszy sanepid. Taka mieszanina - zdaniem fachowcow - moglaby
      doprowadzic
      ) do zatrucia. Aktor, owszem, jajko wbija, piwo soli, ale w kuflu jest
      specjalne
      ) urzadzenie, ktore zabojcza mieszanine zatrzymuje. Aktor pije na niby.
      )
      ) Jasiu w sztuce: Nie pije piwa, bo boje sie, ze ktoregos dnia wbije do
      niego
      ) jajko.
      ) I ze bedzie mi to smakowac.
      ) David Ives w zyciu: - Nie mialem obsesji uciekania od swoich polskich
      korzeni.
      ) Ta reakcja Jasia jest wymyslona - przyznaje.
      )
      )
      ) Wuj Roman umarl kilka lat temu.
      )
      ) - Wciaz mi go brakuje - mowi David Ives. - Opowiadal pasjami polskie
      kawaly.
      )
      ) W "Polish Joke" Roman mowi miedzy innymi: Gdyby Einstein byl Polakiem,
      ) cale zycie pracowalby jako sprzataczka.
      )
      ) Sztuke "Polish Joke" - ktora, jak przyznaje sam autor, sklada sie bardziej
      ) z serii luznych scen niz fabuly - otwiera i zamyka rozmowa Romana z
      Jasiem.
      )
      ) Roman wysyla Jasia w podroz, w czasie ktorej ma on uciec od swojej
      ) polskosci. Jasiu nie dostaje pracy, ktora uczynilaby go "wazna,
      miedzynarodowa
      ) postacia majaca wladze i pieniadze", bo kobieta, ktora go do niej
      przyjmuje,
      ) odkrywa, ze jest Polakiem. Obiecuje Jasiowi, ze dostanie posade, jesli
      tylko
      ) powie, ze ja chce, ale on nie jest w stanie tego wykrztusic, bo odzywa sie
      ) w nim
      ) "polski dzwon". Jasiu rezygnuje tez z bycia ksiedzem, bo przeszkadza mu w
      tym
      ) pociag do Magdy, ktora nosi bialo-czerwona sukienke, a na szkolnym
      ) przedstawieniu wielkanocnym grala Marie Dziewice. Potem Jasiu rezygnuje
      ) z zydowskiej narzeczonej, bo uswiadamia sobie, ze nalezy do innego swiata.
      ) W koncu decyduje, ze osiedli sie w Irlandii pod nazwiskiem Flangan, ale
      samolot
      ) z powodu trudnych warunkow atmosferycznych laduje w Warszawie. Tam zeni
      ) sie z pracownica LOT-u Olga.
      )
      )
      ) Jasia sciga przeklenstwo
      )
      ) Polski konsul generalny z Los Angeles Krzysztof Kasprzyk o sztuce "Polish
      ) Joke" dowiedzial sie z poczty elektronicznej.
      )
      ) - Dostalem mnostwo e-maili od oburzonych przedstawicieli Polonii, ze
      trzeba
      ) sie skrzyknac i sztuke zablokowac, bo jest skandaliczna. Lubie sprawdzac
      takie
      ) rzeczy. Wszedlem na strone internetowa teatru z Seattle i to, co tam
      ) przeczytalem, potwierdzilo tresc e-maili - opowiada konsul.
      )
      ) Poszlo o slowo "przeklenstwo" (ang. curse). Na stronie teatru konsul
      przeczytal
      ) taka notke: "Czy ktos kiedys myslal, ze bycie Polakiem jest czescia bycia
      ) czlowiekiem? Mlody Jasiu nie chce byc Polakiem przez cale swoje zycie, ale
      ) przekonuje sie, ze nie mozna umknac przeznaczeniu. Podczas swej zabawnej
      ) podrozy Jasiu sprobuje wszystkiego, by pozbyc sie przeklenstwa swojego
      ) polskiego pochodzenia".
      )
      ) - Usiadlem, napisalem list do teatru. Na drugi dzien przyszla obszerna
      ) odpowiedz
      ) od Ivesa. Trzeciego dnia zadzwonil pan Gary Tucker z public relations
      teatru
      ) w Seattle. Rozmawialismy godzine. Rozstalismy sie w zgodzie - mowi konsul.
      )
      ) Gary Tucker opowiedzial konsulowi sztuke i - jako reprezentanta Polski -
      ) rzeprosil za notke w Internecie (teatr natychmiast ja zmienil). Konsul
      uznal,
      ) ze sztuka nie jest antypolska.
      )
      ) - Znam Ameryke od 20 lat. Polish jokes, chociaz bola, w duzym stopniu sa
      ) dowcipem potocznym, obdartym z etnicznej agresji, takim samym jak na
      ) przyklad dowcipy o Szkotach - opowiada konsul. - Poza tym dostalem e-mail
      ) od znajomych z Seattle, ze w teatrze nic neurotycznego ani histerycznego
      sie
      ) nie dzieje.
      )
      ) Gary Tucker twierdzi, ze wrecz przeciwnie - dzieja sie same pomyslne
      rzeczy:
      ) - To cale zamieszanie chyba napedzilo nam troche publiki. Nigdy nie
      widzialem
      ) tylu Polakow w teatrze. Przyjezdzaja nawet z odleglych miast. A oburzenie
      ) slabnie. Po tych wszystkich e-mailach zastanawialismy sie przez chwile -
      moze
      ) naprawde wystawiamy cos antypolskiego? Ale reakcja Polakow, ktorzy
      widzieli
      ) sztuke, rozwiala watpliwosci. Sa zachwyceni.
      )
      ) David Ives po raz pierwszy zobaczyl notke internetowa mowiaca o klatwie
      bycia
      ) Polakiem, kiedy mu ja pokazalem w Starbucks Coffe: - To pomysl kogos z
      ) dzialu reklamy teatru w Seattle. Absolutnie nie oddaje idei mojej sztuki -
      ) mowi.
      ) - Chociaz rozumiem, ze juz sam tytul sztuki mogl zdenerwowac niektorych
      ludzi.
      )
      ) Pierwszy tytul sztuki, zmieniony potem przez rezysera Jasona McConnella
      Buzasa,
      ) brzmial: "Polska albo czerwone i biale" (wzial sie stad, ze na Jasia
      dzialaja
      ) wylacznie kobiety ubrane na bialo-czerwono).
      )
      )
      ) Bede pracowal, az umre
      )
      ) Rodzice ojca (juz nie zyja) Davida Ivesa przyjechali z Polski. Rodzice
      matki
      ) mowili po polsku i po angi
    • Gość: aquarius11 Re: Od dowcipow nikt nie umiera... IP: *.vline.pl 26.09.02, 06:48
      Czytelnik
      Dwoje 80—letnich staruszków mieszkających na Alasce wybrało się na romantyczny
      spacer. Zaczynała się wiosna, przyroda powoli budziła się do życia. Obojgu
      zebrało się na amory.
      — Czy wiesz, że na Alasce jest 117 000 wilków?
      — Och kochanie, jaki jesteś mądry.
      — A czy wiesz, że na Alasce żyje 482 000 niedˇwiedzi grizzly?
      — Och kochanie, jaki jesteś mądry.
      Rozanielona staruszka czuje, że zbliża się tak dawno nie przeżywana przygoda i
      patrzy coraz cieplejszym wzrokiem na swojego staruszka. A ten nie tracąc czasu,
      już prawie rozebrał swoją babunię.
      — A czy wiesz, że na Alasce żyje 2 mln karibu?
      — Och kochanie, jaki jesteś mądry, ale skąd ty to wszystko wiesz?
      — A pamiętasz jak w środku zimy zabrakło nam papieru toaletowego?
      — Tak kochanie.
      — I podałem ci wtedy egzemplarz „National Geografic”?
      — Tak kochanie.
      — Masz przyklejoną do pupy 68 stronę.

    • monikaoz Re: Od dowcipow nikt nie umiera... 26.09.02, 11:07
      Wczoraj dostałam od przyjaciółki. Może jeszcze nie czytaliście:)

      Z PAMIĘTNIKA LEKARZA

      >> Sobota.
      >> Jestem trochę niespokojny. Wczoraj zacząłem dość zawiłą operację na panu
      >> Łukaszu spod siódemki. Nie zauważyliśmy, jak czas zleciał i zrobiła się
      >> szesnasta i koniec roboty. Pan Łukasz został na stole do poniedziałku.
      >> Martwię się, że będzie próbował sam się zaszyć.
      >>
      >> Poniedziałek.
      >> Wszystko dobre, co się dobrze kończy. W czasie weekendu była przerwa w
      >> dostawie prądu. Urządzenia przestały działać i pan Łukasz też. Dzisiaj
      >> miałem tylko dwa wyrostki. Dziwne, że u jednego pacjenta. No, ale
      >> poniedziałek jakoś zleciał, tym bardziej, że siostra Kulanka znalazła
      >> między protezami podręcznik anatomii. Bardzo ciekawy. Nigdy bym nie
      >> przypuszczał,że aż z tylu części składa się człowiek.
      >>
      >> Wtorek.
      >> Od rana pech. Podczas operacji plastycznej znów zabrakło skóry.
      >> Pożyczyłem co prawda kawałek ceraty od ajenta bufetu, no ale jak długo można
      >> nadużywać dobrej woli człowieka nie związanego przecież ze służbą zdrowia?
      >>
      >> Środa.
      >> W dalszym ciągu pechowa passa. Siostra Narcyza potrąciła mnie podczas
      >> operacji, kiedy akurat zerkałem na siostrę Honoratkę. Wszystko stało się
      >> bardzo szybko. Rodzina pana Korytko, który był na stole chce mnie skarżyć
      >> o to, że mu przyszyłem butlę z tlenem do pleców. Kiedy już ochłonąłem, to
      >> zrobiłem sobie na próbę zastrzyk nową jednorazówką z tego transportu,
      >> który dopiero co nadszedł. Bardzo bolesny, dwa razy zemdlałem, zanim
      >> wprowadziłem wszystko dożylnie. Siostra Jola powiedziała, że niepotrzebnie
      >> się męczyłem, bo igły do tych strzykawek przyjdą w przyszłym tygodniu i
      >> iniekcje mają być ponoć łatwiejsze. Eee, pożyjemy zobaczymy.
      >>
      >> Czwartek.
      >> Dzisiejszy dyżur na oddziale reanimacji minął nadspodziewanie spokojnie.
      >> Praktycznie przez cały czas nie było prądu, więc aparatura nie hałasowała.
      >> Na szczęście włączyli fazę i zdążyłem jeszcze wypełnić wypiski. Natomiast
      >> mocno zastanawiająca historia przytrafiła mi się podczas porannego obchodu.
      >> Otóż spotkałem mojego sąsiada z bloku, inżyniera Bazydło. Powiedział, że
      >> przyszedł do naszej kliniki do Rentgena. Ciekawe to o tyle, że nikt z
      >> pracowników naszej placówki, ani też żaden, żaden z jej pacjentów nie nosi
      >> takiego nazwiska. No i kto mi teraz wytłumaczy, dlaczego inżynier Bazydło
      >> ukrył przede mną prawdziwy cel swojej wizyty?
      >>
      >> Piątek.
      >> Obchodzę mały jubileusz. Właśnie dziś wykonałem moją setną operację.
      >> Radość tym większa, że dzisiejszy zabieg był pierwszym udanym. Coraz
      >> częściej, szczególnie podczas trepanacji czaszki, odzywa się moje najskrytsze
      >> marzenie: chciałbym kiedyś rozpocząć studia medyczne. I może nawet je
      >> skończyć.
      >>
      >> Sobota.
      >> To był naprawdę ciężki tydzień. Jestem już bardzo zmęczony. Dosłownie
      >> przewracam się o każdego leżącego.
      >>
      >> Wtorek.
      >> Bardzo silnie uderzyłem się w twarz butlą tlenową. Nigdy by do tego nie
      >> doszło, gdybym nie zrobił sobie omyłkowo zastrzyku ze spirytusu.
      >> Przypuszczam, że spirytus podrzucił mi pielęgniarz Gniady z zemsty za to,
      >> że zamiast od bólu głowy, dałem mu na przeczyszczenie. Kiedy go czyściło,
      >> zrobiłem mu trepanację i napchałem do głowy gazet. Myślę, że bredzę.
      >> Dobranoc, kochany dzienniczku. Chyba już w tym tygodniu nic nie napiszę.
      >>
      >> Środa. Po południu.
      >> Dzisiaj rano otworzyłem pana Bielinka, tego spod czternastki. Już od
      >> tygodnia skarżył mi się, biedaczek, że mu coś leży na wątrobie. A jednak
      >> niczego nie znalazłem. Ciekawe, dlaczego chciał mnie wprowadzić w błąd.
      >> Podobnie zresztą, jak pan Paprotka, który usiłował mi wmówić, że ma zimną
      >> krew. A kiedy przetoczyłem mu ją do butli, to się okazało, że jej
      >> temperatura wynosi grubo powyżej zera. A ściślej mówiąc, 36 i 6, czyli
      >> razem 42. A ten Paprotka, widocznie ze wstydu, już się więcej do mnie nie
      >> odezwał.
      >>
      >> Czwartek.
      >> Popadłem w konflikt z naszym anestezjologiem, doktorem Zegrzyńskim.
      >> Zegrzyński uważa, że przekraczam swoje kompetencje usypiając bardziej
      >> kłopotliwych pacjentów bez jego wiedzy i na dłużej. A ja pytam co to
      >> znaczy dłużej? Te dwa, trzy miesiące zdrowego snu tylko wzmocnią organizm
      >> chorego i obsługi.
      >>
      >> Piątek.
      >> Konflikt trwa. Nie miałem innego wyjścia. Uśpiłem doktora Zegrzyńskiego.
      >>
      >> Sobota.
      >> Dzisiaj przywieziono czterech pacjentów z wypadków. Po ich uśpieniu i
      >> długotrwałej operacji wyszło mi dwóch. Zdecydowałem się ich uśpić.
      >>
      >> Niedziela.
      >> Zbudzili Zegrzyńskiego, żeby mnie uśpił.
      >>
      >> Wtorek.
      >> Salowy Wiśniewski powiedział dzisiaj do mnie podczas obchodu Doktorze,
      >> dzisiaj nie wtorek, zapnij rozporek. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że
      >> dzisiaj właśnie jest wtorek. Nie wiem, dlaczego ten cham tak się śmiał.
      >> Siostra Kulanka też. Nienormalni.
      >>
      >> Środa.
      >> Myślałem długo nad wczorajszym incydentem z Wiśniewskim. Sprawdziłem
      >> dokładnie w kalendarzyku, potem jeszcze specjalnie włączyłem dziennik.
      >> Wczoraj na pewno był wtorek.
      >>
      >> Czwartek.
      >> Wiem, że dorosły człowiek, i do tego lekarz nie powinien zaprzątać sobie
      >> głowy drobiazgami, ale nie mogę zapomnieć o wtorkowym obchodzie. Dziś
      >> przezornie przed wyjściem z toalety zapiąłem sobie rozporek. W końcu
      >> dzisiaj nie wtorek, tylko czwartek. Jutro piątek. Może się położę na kilka
      >> dni.
    • Gość: Mosze Re: Od dowcipow nikt nie umiera... IP: *.red.bezeqint.net 29.09.02, 06:42
      An airline pilot wrote that on this particular flight he had hammered, he
      required the first officer to stand at the door while the passengers exited,
      smile, and give them a "thanks for flying XYZ airline." He said that, but in
      light of his bad landing, he had a hard time looking the passengers in the eye,
      thinking that someone would have a smart comment. Finally everyone had gotten
      off except for a little old lady walking with a cane. She said: "Sonny, mind if
      I ask you a question?" "Why, no Ma'am," said the pilot. "What is it?" The
      little old lady said, "Did we land or were we shot down?"
      • Gość: Mosze Re: Od dowcipow nikt nie umiera... IP: 5.3R2D* / *.red.bezeqint.net 29.09.02, 16:39
        www.thestinker.net/funpages/jokes/joke1.html

        Romance after 60!

        An older couple were lying in bed after an evening celebrating there
        50th Wedding Anniversary. The husband was falling asleep,but the
        wife was in a romantic mood and wanted to talk.
        She said, "You used to hold my hand when we were courting."
        Wearily he reached across, held her hand for a second and tried to
        go back to sleep.
        A few moments later she said: "Then you used to kiss me."
        Mildly irritated, he reached across, gave her a peck on the cheek
        and settled down to sleep.
        Thirty seconds later she said: "Then you used to bite me on my
        neck."
        Angrily, he threw back the bed clothes and got out of bed.
        "Where are you going?" she asked.

        He answered, "To get my teeth!"




    • monikaoz Re: Od dowcipow nikt nie umiera... 29.09.02, 11:36
      www.tomandphil.pwp.blueyonder.co.uk/pandas/
    • unikorn Od tego dowcipu można umrzeć :)) 29.09.02, 15:12
      Mama miała dwóch synów: optymistę i pesymistę. Chciała im wyrównać trochę szans
      w życiu i postanowiła, że na gwiazdkę da im nieco odmienne prezenty -
      optymiście coś dołującego, a pesymiście coś wystrzałowego. Jak pomyślała, tak
      zrobiła.
      Pesymiście kupiła kolejkę elektryczną z rozjazdami, tunelami, semaforami...
      słowem odlot. Dla optymisty miała coś gorszego; zapakowała do pudełka ko¨˝ską
      kupę. Przyszła gwiazdka, chłopcy dostali prezenty, obejrzeli je, i mama pyta
      pesymisty: co też mu Mikołaj przyniósł. A ten jak nie zacznie narzekać: że
      kolejkę elektryczną, ale na pewno nie działa, pewnie się szybko zepsuje, ma
      zepsute tory itd. itp. No więc mama podeszła do optymisty;
      - A ty, co tam synku dostałeś od Mikołaja?
      - Konika, ale chyba gdzieś uciekł?!
      • unikorn I jeszcze od tego :)) 29.09.02, 15:32
        Nad rzeką siedzi krowa i pali trawkę. Zadowolona, klimat i te sprawy. Podpływa
        do niej bóbr, wychodzi na brzeg i pyta:
        - Te krowa, co robisz?
        - Aaaa, widzisz bóbr, jaram i jest OK.
        - Daj trochę, jeszcze nigdy nie kurzyłem...
        - Jasne! Ciągnij macha bracie i poczuj się cool!
        Bóbr wciągnął dym i od razu go wypuścił. Na to krowa:
        - Stary, nie taaak! Patrz: ciągniesz macha i trzymasz go w płucach dłuższą
        chwilę. Zresztą - wiesz co? W tym czasie jak wciągniesz, przepły¨˝ się kawałek
        pod wodą w dół rzeki, wróć tu i wtedy wypuść powietrze. I mówię ci - będzie OK.
        Jak uradzili, tak zrobili. Bóbr się zaciągnął, płynie pod wodą, ale już po
        kilku chwilach zrobiło mu się wesoło. Wyszedł na brzeg po drugiej stronie
        rzeki, walnął się na trawę i orbituje. Podchodzi do niego hipopotam i pyta:
        - Te bóbr, co robisz?
        - Aaaa, widzisz hipciu, fazuję sobie trochę...
        - Daj trochę stuffu, ja też chcę ...
        - Podpły¨˝ na przeciwko do krowy. Ona ci da.
        Hipopotam podpłynął w górę rzeki, wychodzi na brzeg, a krowa wywaliła gały i
        krzyczy:
        - Bóbr, wypluj powietrze!!!!!!
        • unikorn Coś dla informatyków... ;-) 29.09.02, 15:39
          Informatyk kocha się z dziewczyną. W pewnej chwili kobieta dostaje ataku
          padaczki. Przestraszony informatyk dzwoni na pogotowie:
          - Spokojnie, niech pan opisze jakie są objawy? - pyta dyżurująca na pogotowiu
          siostra.
          - To wygląda tak, jakby jej się orgazm zawiesił.
        • saperka TRABANT 29.09.02, 16:07
          Jadą sobie dwa samochody: stary trabant i super nowoczesne czerwone ferrari.
          Kierowca ferrari widząc, że dobania go ten stary rzęch trabant przyśpiesza do 100km/h. Jednak kierowca trabanta nie daje za wygraną, dogania go i krzyczy do niego: Panie, zna Pan trabanta?! Ten nic tylko mocniej naciska gaz. Patrzy we wsteczne lusterko i... znów widzi, że trabant zaczyna go wyprzedzać wrzeszcząc znów niemiłosiernie "Panie, znasz Pan trabanta?!". A ten znów nic, tylko przyśpiesza... Tak kilka razy, aż zdenerwowany kierowca ferrari postanowił natrętowi odpowiedzieć i gdy trabant dogonił go po raz kolejny, a jego kierowca po raz kolejny wykrzyczał to swoje nieśmiertelne pytanie: "Panie, znasz pan trabanta?". Wkurzony do granic kierowca ferrari krzyczy: "znam, bo co??" Na co kierowca trabanta: "To niech pan powie jak tu sie zmienia na drugi bieg..."
    • ixtlilto Stojąc w korku... :D 03.10.02, 23:30
      W centrum Warszawy facet stoi w olbrzymim korku juz dobre pol godziny. Kolejka
      wcale sie nie przesuwa. Widzac za oknem przechodzacego policjanta otwiera okno
      i pyta:
      - Co sie stalo, dlaczego tak dlugo stoimy bez ruchu?
      - Na srodku skrzyzowania usiadl minister Marek Pol i powiedzial, ze jesli kazdy
      kierowca nie zaplaci 180 zlotych za winietke, to on obleje sie benzyna i
      podpali... No i wlasnie zbieram skladke.
      - I ile juz pan uzbieral?
      - Jakies pietnascie litrow


      kopia z: stare-forum.wp.pl/cgi-bin/roznosci.cgi?read=40348
    • ixtlilto haaahahahahhaha :D (miau) ;-) 03.10.02, 23:34
      stare-forum.wp.pl/cgi-bin/roznosci.cgi?read=40357
    • monikaoz Re: Od dowcipow nikt nie umiera... 04.10.02, 15:13
      Lata 80-te, PRL. Przychodzi facet do sklepu z samochodami i pyta czy moze
      kupic Skode 105.
      - Tak, prosze bardzo, czerwona, prosze wplacic pieniadze, odbior za
      10-lat.
      - No dobrze - mówi szcześliwi klient - ale za 10 lat rano czy popołudniu?
      - Panie! coś pan, bedzie pan czekaa 10 lat i nie jest panu obojetne czy
      rano czy popołudniu?
      - Nie, dla mnie to ważne. Wiec kiedy moge odebrać ta Skode rano czy
      popołudniu?
      - A dlaczego jest to dla pana takie ważne?
      - Bo rano bedą mi zakładać telefon.
    • ixtlilto Rozmowy pilotów z wieżą... 05.10.02, 12:56
      Rozmowy pilotów z wieżą - podobno prawdziwe...

      Wieza: Żeby uniknąć hałasu, odchylcie kurs o 45 stopni w prawo.
      Pilot: Jaki hałas możemy zrobic na wys. 35000 stóp?
      Wieza: Taki kiedy wasz 707 uderzy w tego 727, którego macie przed sobą...

      Wieza: Jesteście Airbus 320 czy 340?
      Pilot: Oczywiście, że Airbus 340.
      Wieza: W takim razie niech pan bedzie łaskaw właczyć przed startem pozostałe
      dwa silniki.

      Pilot: Dzień dobry Bratysławo.
      Wieza: Dzień dobry. Dla informacji - mówi Wiedeń.
      Pilot: Wiedeń?
      Wieza: Tak
      Pilot: Ale dlaczego, my chcieliśmy do Bratysławy.
      Wieza: OK w takim razie przerwijcie ladowanie i skręćcie w lewo...

      Pilot: Alitalia, ktoremu piorun wyłączył pół kokpitu: "Skoro wszystko wysiadło,
      nic juz nie dziala, wysokosciomierz nic nie pokazuje...."
      Po pieciu minutach nadawania odzywa sie pilot innego samolotu: "Zamknij sie,
      umieraj jak mężczyzna"

      Pilot: Mamy mało paliwa. Pilnie prosimy o instrukcje...
      Wieza: Jaka jest wasza pozycja. Nie ma was na radarze.
      Pilot: Stoimy na pasie nr 2 i juz cała wieczność czekamy na cysterne.

      Pilot: Prosimy o pozwolenie na start.
      Wieza: Sorry, ale nie mamy waszego planu lotu, dokąd lecicie?
      Pilot: Do Saltzburga, jak w każdy poniedzialek...
      Wieza: DZISIAJ JEST WTOREK
      Pilot: No to super, czyli mamy wolne...

      Wieza: Wasza wysokosc i pozycja?
      Pilot: Mam 180 cm wzrostu i siedzę z przodu po lewej...

      Wieza: Macie dosc paliw czy nie?
      Pilot: Tak
      Wieza: Tak, co?
      Pilot: Tak, proszę pana.

      Wieza: Podajcie oczekiwany czas przylotu.
      Pilot: Wtorek by pasował....
      • ixtlilto Linie lotnicze. (cd) 05.10.02, 13:03
        Po każdym locie, piloci linii lotniczych są zobowiązani do wypełnienia
        kwestionariusza n/t. problemow technicznych, napotkanych podczas lotu.
        Formularz jest następnie przekazywany mechanikom w celu dokonania odpowiednich
        korekt. Odpowiedzi mechanikow są wpisywane w dolnej części kwestionariusza, by
        umożliwić pilotom zapoznanie sie z nimi przed następnym
        lotem.
        Nikt nigdy nie twierdził, że załogi naziemne i mechanicy są pozbawieni poczucia
        humoru. Poniżej zamieszczono kilka aktualnych przykładów podanych przez pilotow
        linii QUANTAS oraz odpowiedzi udzielone przez mechanikow.
        Przy okazji warto zauważyć, ze QUANTAS jest JEDYNĄ z wielkich linii lotniczych,
        która nigdy nie miała poważnego wypadku...

        P = problem zgłoszony przez pilota
        O = Odpowiedź mechanikow

        P: Lewa wewnętrzna opona podwozia głównego niemal wymaga wymiany.
        O: Niemal wymieniono lewą wewnętrzną oponę podwozia głównego.

        P: Przebieg lotu próbnego OK. Jedynie uklad automatycznego lądowania przyziemia
        bardzo twardo.
        O: W tej maszynie nie zainstalowano układu automatycznego lądowania.

        P: Coś się obluzowalo w kokpicie.
        O: Coś umocowano w kokpicie.

        P: Martwe owady na wiatrochronie.
        O: Zamówiono żywe.

        P: Autopilot w trybie 'utrzymaj wysokość' obniża lot 200
        stóp/minutę.
        O: Problem nie do odtworzenia na ziemi.

        P: Ślady przecieków na prawym podwoziu głównym.
        O: Ślady zatarto.

        P: Poziom DME niewiarygodnie wysoki.
        O: Obniżono poziom DME do bardziej wiarygodnego poziomu.

        P: Zaciski blokujące powodują unieruchamianie dźwigni przepustnic.
        O: Właśnie po to są.

        P: Układ IFF nie działa.
        O: Układ IFF zawsze nie działa, kiedy jest wyłączony.

        P: Przypuszczalnie szyba wiatrochronu jest pęknięta.
        O: Przypuszczalnie jest to prawda.

        P: Brak silnika nr 3.
        O: Silnik znaleziono na prawym skrzydle po krótkich poszukiwaniach.

        P: Samolot śmiesznie reaguje na stery.
        O: Samolot upomniano, by przestał, latał prosto i zachowywał się poważnie.

        P: Radar mruczy.
        O: Przeprogramowano radar, by mówił.

        P: Mysz w kokpicie.
        O: Zainstalowano kota.


        (kopia za strony: stare-forum.wp.pl/cgi-bin/roznosci.cgi?read=40448 )
    • monikaoz Re: Od dowcipow nikt nie umiera... 16.10.02, 17:54
      Mężczyzna przyszedł do jasnowidza.
      Jest pan ojcem dwójki dzieci - rzekł jasnowidz.
      To pan tak myśli ... - zaśmiał się mężczyzna - jestem ojcem rójki dzieci !
      To pan tak myśli ... - zaśmiał się jasnowidz


      > Wchodzi Amerykanin do baru w Polsce i mówi:
      > Slyszalem, ze wy, Polacy to jestescie straszni pijacy.
      > Zaloze sie o 500$ ze zaden z was nie wypije litra wodki jednym haustem!
      > W barze cisza.
      > Kazdy boi sie podjac zaklad. Jeden gosciu nawet wyszedl. Mija kilka
      > minut, wraca ten sam gosciu, co przed chwila wyszedl, podchodzi do
      > Amerykanina i mowi:
      > Czy twoj zaklad jest wciaz aktualny?
      > Tak. Kelner! Litr wodki podaj!
      > Gosciu wzial gleboki oddech i fruuu... z litra wodki zostala pusta
      > butelka.
      > Amerykanin stoi jak wryty, wyplaca 500 $ i mowi:
      > Jesli nie mialbys nic przeciwko, moglbym wiedziec gdzie wyszedles
      > kilka minut wczesniej?
      > A, poszedlem do baru obok sprawdzic, czy mi sie uda.


      pozdr
      monikaoz
    • Gość: Maruda Re: Od dowcipow nikt nie umiera... IP: *.tvsat364.lodz.pl 25.10.02, 23:08
      Wczesnym rankiem myśliwy wybrał sie na polowanie. Poszedł kawałek i myśli:
      -Tak zimno, dziś na pewno nic nie upoluję.
      Wrócił więc do domu, rozebrał się i wszedł do łóżka.
      -To ty kochanie? - spytała w półśnie żona myśliwego?
      -Tak, skarbie.
      -Zimno?
      -Oj, bardzo.
      -No widzisz, a ten kretyn poszedł na polowanie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka