Gość: flip
IP: *.p.lodz.pl
19.10.01, 22:53
Pisze nie dlatego, ze moj komputer, moj czas etc. (jak jeden taki pisal) ale
dlatego, ze ostatnio wyczytalem o pewnych propylejach (dla niewtajemniczonych:
wejscie na Akropol w Atenach), wystawionych dawno temu w bardzo duzym miescie
na bardzo duzej wyspie, ktore prowadzily na bardzo duzy dworzec (mogly zreszta
prowadzic dokadkolwiek - to nie bedzie mialo znaczenia). Te propyleje doryckie
(to taki ksztalt kolumn i tego co nad nimi) zwienczone byly trojkatnym
frontonem - i mialy wielkosc kilkupietrowego budynku. We (albo za) frontonie
miescily sie biura. Nie bylo ani jednego okna - BO TAKICH RZECZY SIE NIE ROBI.
Wszystkie biura mialy okna w dachu.
Lodzka kuria biskupia na placu katedralnym zostala niedawno "wyrementowana".
Inwestor i architekt(-ci?) zafundowali jej okna - we frontonie (czyli w
trojkatnym zwienczeniu) ponad kolumnami przy wejsciu. Mozna by powiedziec:
zgroza (i niejeden flip to wlasnie wycedzil - gdyby istnialo pieklo to Inwestor
i Architekt smazylby sie nim juz dawno, podpaleni przez wyziewy flipich
paszcz). Ciekawe jednak, jak to jest z tym sacrum: architekt nie wierzacy w
porzadek architektoniczny? Kuria nie wierzaca architektowi? Parweniusze w
skladzie porcelany?...
Zlosliwoscia losu kuria stoi - w przeciwienstwie do propylei z Wyspy. Zgroza.