Dodaj do ulubionych

Więcej wody w Nerze

IP: *.toya.net.pl 03.10.06, 00:13
Pani Małgosiu!

Ogromnie się cieszę, że znów Pani pisze do "Gazety". Z właściwą swadą, polotem
i bez ściemy. Tym artykułem dostrzega Pani śmiesznostki i bufonadę, co
ostatnio nader rzadko przydarzało się dziennikarzom - Pani koleżankom i
kolegom. Dziękuję i uśmiecham się do Pani!
Miłej nocy.
Obserwuj wątek
    • Gość: Łodzianin Re: Co robi w tym artykule Kropa???? IP: *.toya.net.pl 03.10.06, 07:15
      Czy to aby nie przesada????
      • Gość: Liberation Jest powód i to poważny! IP: *.toya.net.pl 03.10.06, 07:51
        Urzędnicy zapewniają, że program skanalizowania Łodzi nie jest zagrożony

        Do końca roku nastąpi automatyzacja całej oczyszczalni. Obecnie można już
        sterować nowymi liniami oczyszczającymi

        Od wczoraj w Grupowej Oczyszczalni Ścieków w Łodzi pracują trzy nowoczesne linie
        oczyszczające ścieki. Tym samym zakończyła się pierwsza część projektu
        "Oczyszczanie ścieków w Łodzi". Z europejskiego Funduszu Spójności miasto
        otrzymało na ten cel połowę wartości kontraktu, czyli 22,9 mln euro.

        - Efekty tej modernizacji najlepiej pokazują liczby. Do tej pory w metrze
        sześciennym oczyszczonej przez nas wody było 30 miligramów związków azotu, teraz
        mamy 10 miligramów. Było 1,5 miligrama związków fosforu, teraz jest zaledwie 1
        miligram - mówi Euzebiusz Zawadzki, prezes GOŚ.

        Do końca roku będzie zrealizowany drugi kontrakt projektu, polegający na
        modernizacji kolejnych czterech starszych linii oczyszczających i zakończeniu
        automatyzacji całej oczyszczalni.

        - Ta inwestycja tak naprawdę nie zostanie zakończona nigdy - zawyrokował
        prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki. - Oczywiście wszystkie kontrakty będą
        realizowane w terminie, ale potem wejdą jeszcze lepsze technologie, nowsze
        wymogi dotyczące ochrony środowiska i wszystko trzeba będzie modernizować od
        początku. Warto jednak inwestować w środowisko; ostatnio burmistrz Konstantynowa
        zobaczył nawet w Nerze ryby...

        Tymczasem dziennik "Rzeczpospolita" podał, że Komisja Europejska wstrzymała
        pieniądze z Funduszu Spójności na projekt "Wodociągi i oczyszczalnia ścieków w
        Łodzi II", czyli na kontynuację programu "Oczyszczanie ścieków w Łodzi".

        Teresa Woźniak, dyrektor wydziału gospodarki komunalnej w Urzędzie Miasta Łodzi,
        jest zdziwiona tą informacją. - Jak można wstrzymać coś, czego się jeszcze nie
        dało? Przecież zgodnie z umową, pieniądze z Unii mamy otrzymać dopiero w
        momencie, gdy zakontraktujemy 20 procent inwestycji, a to nastąpi dopiero w
        przyszłym roku - mówi Teresa Woźniak. - Obecnie inwestujemy wyłącznie pieniądze
        miasta.

        Potwierdza to wiceprezydent Łodzi Włodzimierz Tomaszewski. - Działamy tu w
        oparciu o podpisaną już umowę. Pierwsze prace, czyli nowa kanalizacja w al.
        Włókniarzy, są bardzo zaawansowane i nie mieliśmy żadnych sygnałów, że coś jest
        nie w porządku - dziwi się wiceprezydent.

        Beneficjentem pieniędzy z Funduszu Spójności jest - w imieniu miasta - Łódzka
        Spółka Infrastrukturalna. - Nic mi nie wiadomo o wstrzymaniu pieniędzy. Mamy
        obowiązek co kwartał składać raport o postępie prac. Termin złożenia raportu z
        trzeciego kwartału upłynął 30 września. Dzień wcześniej przekazałem go do
        Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska - wyjaśnia Marek Pater z Łódzkiej
        Spółki Infrastrukturalnej. - Nie mamy więc opóźnień.

        W ramach projektu "Wodociągi i oczyszczalnia ścieków w Łodzi II" powstanie sieć
        kanalizacyjna w rejonach, gdzie jej dotąd nie było. Wartość projektu to 142 mln
        euro, Unia dofinansuje połowę.
        (cha) - Dziennik Łódzki
    • Gość: racker Więcej wody w Nerze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.10.06, 08:48
      Bardzo lubię zaczynać dzień od miłych informacji. Może dzięki oczyszczalni,
      skoro woda w następnym roku będzie czysta, warto rozpocząć budowę zalewu na
      Nerze, który jest przecież już zaprojektowany?
      ----------------
      • Gość: kapitan Zbiornika nie będzie IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 04.10.06, 01:45
        > skoro woda w następnym roku będzie czysta, warto rozpocząć budowę zalewu na
        > Nerze, który jest przecież już zaprojektowany?

        Nie zaprojektowany tylko powstała koncepcja. I nie powstanie bo ptactwo wodne zagrażałoby lotnisku.

        Swoja drogą baaaaaaaaaaardzo żałuję, bo w wersji max to byłby kawał wody tuż przy mieście.
    • thade1 Więcej wody w Nerze 03.10.06, 09:04
      Bardzo się cieszę że pan Prezydent Kropiwnicki jest zadowolony z ciągłego
      rozwoju GOŚ. Wydaje mi się że tego zadowolenia nic nie jest w stanie zepsuć,
      nawet to że cała ta inwestycja jest budowana na gruntach prywatnych, co do
      których ani UM Łodzi,ani Skarb Państwa do dzisiaj nie udowodnił swojego prawa do
      użytkowania, a korzysta przy budowie ze środków Unii Europejskiej.
      To jest imperialna działalność Państwa.
      • Gość: Liberation A poświadczenie nieprawdy? IP: *.toya.net.pl 03.10.06, 09:14
        w dokumentach ISPA?
    • Gość: ??? jaka to jest automatyczna przerzutka? IP: *.popl.cable.ntl.com 03.10.06, 12:41
      jaka to jest automatyczna przerzutka?
      • Gość: destynacja Milczą urzędowi spece od PR IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.06, 13:22
        A może już pogrozili Komisji Europejskiej?
    • jerry.uk pani Malgosia jest ok 03.10.06, 16:25
      rzeczywiscie przyjemna odmiana po jej niedouczonych kolezankach. moze krytyka
      czytelnikow na cos sie przydala?
      • citoyen Pani Małgorzata jest dziennikarką doskonałą 03.10.06, 18:39
        Nie pisze materiałów na zamówienie. Nawet jeśli jej publikacja zaboli to
        przynajmniej wiadomo z jakiego powodu.
        Wiem coś o tym.
        Pozdrawiam
    • Gość: no-jak Łodzi grozi finansowa katastrofa ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.06, 16:56
      Tomasz Patora, Marcin Stelmasiak, Łódź2005-01-21,
      ostatnia aktualizacja 2005-01-21 08:56

      Miasto przegrało utrzymywany przez władze w tajemnicy proces ze spadkobiercami
      dawnego fabrykanta. Na gruntach przedsiębiorcy wybudowano nielegalnie
      największą inwestycję w regionie - Grupową Oczyszczalnię Ścieków. Gra idzie o
      ponad półtora miliarda złotych.

      Kilka dni temu na "kolegium prezydenckim" - spotkaniu prezydenta Jerzego
      Kropiwnickiego z zastępcami prawnicy magistratu powiedzieli "przegraliśmy".
      Zapadła grobowa cisza. Wszyscy wiedzieli, że wyrok oznacza otwartą drogę do
      zasądzenia kolosalnego odszkodowania, którego domaga się od gminy czworo
      spadkobierców przedwojennego fabrykanta. Teraz władze Łodzi wynajmują
      najlepszych prawników cywilistów w kraju, by odwrócić bieg wydarzeń. Grupowa
      Oczyszczalnia Ścieków to od wielu lat największa, finansowana z budżetu
      centralnego oraz kasy gminy inwestycja w regionie - ma czyścić ścieki całej
      Łodzi i regionu. Budowę GOŚ rozpoczęto w połowie lat 70., m.in. na terenach
      przedwojennego Folwarku Smulsko (dziś osiedle na obrzeżach Łodzi). Teren
      należał do zmarłego w 1939 r. fabrykanta Teodora Tietzena.

      W 1995 r. skarb państwa przekazał teren z częściowo zbudowaną oczyszczalnią
      gminie Łódź. Dwa lata później Najwyższa Izba Kontroli, badając finanse GOŚ,
      zwróciła przy okazji uwagę na nieuregulowaną sytuację prawną części gruntów. W
      księdze wieczystej jako właściciel nadal figurował fabrykant Tietzen!

      Miasto niemal natychmiast wystąpiło do łódzkiego sądu rejonowego o uznanie, że
      teren już dawno "zasiedział" skarb państwa i to on jest właścicielem ziemi pod
      GOŚ. Jednocześnie ówczesne władze bagatelizowały sprawę, wniosek został
      przygotowany niechlujnie, o sprawie nikt nie powiadomił mediów. Wydawało się,
      że sprawy idą pomyślnie dla gminy - w 1998 r. sąd uznał, że teren należy do
      skarbu państwa, a po komunalizacji - do miasta. Dwa tygodnie później odnaleźli
      się jednak wnukowie fabrykanta, natychmiast złożyli odwołanie. Wygrali, ale
      sprawa - z powodów proceduralnych - wróciła do sądu rejonowego. Właśnie zapadł
      wyrok, który przyznaje rację wnukom Tietzena. Sąd przyznał, że państwo nigdy
      nie wykupiło ziemi Tietzena, nie wywłaszczyło jej właściciela, nie przejęło też
      gruntu na podstawie dekretu o majątkach opuszczonych. Po prostu postawiło
      budynki na cudzym gruncie! Zdaniem sądu nie może być też tu mowy o zasiedzeniu,
      bo nie dotyczy ono sytuacji, gdy państwo zabiera komuś bezprawnie jego ziemię.

      Sąd w uzasadnieniu wyroku podkreślił też wieloletnie zaniedbania skarbu państwa
      i gminy oraz ich "bierną pozycję" podczas procesu. Choć wiedzieli o tym, że
      teren należy do Tietzenów - nie zrobili nic, by załatwić sprawę.

      W ślad za wyrokiem do sądu wpłynęły wnioski spadkobierców o kolosalne
      odszkodowanie. Wnukowie Tietzena domagają się:

      • zwrotu ziemi pod GOŚ, którą wycenili na półtora miliarda złotych;

      • ponad 50 mln zł odszkodowania za bezprawne korzystanie z gruntu przez
      ostatnie dziesięć lat

      • pół miliona złotych co miesiąc w sytuacji dalszego korzystania z terenu, na
      którym stoi GOŚ.

      Włodzimierz Tomaszewski, wiceprezydent odpowiedzialny za finanse Łodzi,
      zapowiada, że miasto będzie się odwoływało od wyroku: - Mam nadzieję, że ta
      sprawa spowoduje jakąś refleksję ogólnokrajową. Odbija się czkawką brak
      regulacji dotyczących rozliczeń z ludźmi pozbawionymi za PRL majątku. Dlaczego
      gmina, łodzianie mają teraz pokrywać koszty zaniedbań władz dawnego systemu?
      Nie wyobrażam sobie zwrotu ziemi, na której stoi GOŚ. Nie wiem też, skąd
      spadkobiercy wzięli tę astronomiczną kwotę, której żądają. Będziemy starać się
      do końca chronić interes publiczny i nie dopuścić do gigantycznych odszkodowań.
      Wątpliwości budzi też fakt, że dopiero po latach kilkoro spadkobierców zgłosiło
      roszczenia.

      Nieoficjalnie jeden z wiceprezydentów mówi wprost: - Wiemy, że sprawa jest
      przegrana, staramy się tylko ograniczyć jej skutki finansowe. Bo kwota, jakiej
      się od nas żąda, jest dla miasta zabójcza. Liczymy na jej obniżenie. Albo przez
      spadkobierców, albo w wyroku
    • Gość: no-jak Łodzi grozi finansowa katastrofa c.d. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.06, 21:29
      Aby zagarnąć dla gminy ziemię przedwojennego przedsiębiorcy, łódzcy urzędnicy
      zeznali przed sądem, że ten nie ma spadkobierców. Tymczasem w urzędzie leżało
      pismo w tej sprawie od jednego z nich.

      Wczoraj ujawniliśmy, że największą inwestycję w regionie łódzkim - Grupową
      Oczyszczalnię Ścieków - postawiono bezprawnie na gruntach zmarłego w 1939 r.
      przedsiębiorcy Teodora Tietzena. Jego spadkobiercy wygrali właśnie proces z
      gminą, blokując przejęcie przez nią na własność terenu pod oczyszczalnią.

      W ślad za wyrokiem do sądu wpłynęły wnioski o kolosalne odszkodowanie.
      Spadkobiercy Tietzena domagają się: • zwrotu ziemi pod GOŚ; • ponad 50 mln zł
      odszkodowania za bezprawne korzystanie z gruntu przez ostatnie 10 lat; • pół
      miliona złotych co miesiąc w sytuacji dalszego korzystania z terenu, na którym
      stoi oczyszczalnia.

      Jak ustaliliśmy, urzędnicy, którzy przed laty starali się o przejęcie przez
      gminę terenów fabrykanta, dopuścili się licznych nadużyć.

      O tym, że budowa prowadzona jest na cudzym gruncie, dowiedzieli się w
      listopadzie 1997 r. od jednego ze spadkobierców, nieżyjącego już profesora
      Politechniki Łódzkiej. Jak wynika z dokumentów, w niezwykle uprzejmym liście
      informował on Witolda Patriarchę, ówczesnego szefa wydziału inwestycji, że w
      łódzkim sądzie kończy się sprawa spadkowa o majątek po fabrykancie Teodorze
      Tietzenie. Chodziło m.in. o siedem hektarów ziemi zajętej pod budowę GOŚ.
      Profesor zadeklarował nawet wstępnie, że spadkobiercy - grzecznie poproszeni -
      mogą zrezygnować z roszczeń finansowych za tę ziemię wobec gminy. Na list nikt
      z urzędu nie raczył odpowiedzieć. Dziś profesor już nie żyje, a gmina może
      zapłacić miliony.

      Co więcej, dwa miesiące później gmina wystąpiła do sądu o uznanie jej za
      właściciela terenu przez zasiedzenie. "Od czasu zakończenia wojny spadkobiercy
      nie interesowali się nieruchomością ani nie żądali rozliczeń" - skłamali
      urzędnicy. Sąd rutynowo musiał sprawdzić, czy żyją spadkobiercy Tietzena. Nie
      znalazł ich, bo w dokumentach dostarczonych przez gminę nazwisko przedsiębiorcy
      wpisano z błędem (Ticen).

      Pikanterii sprawie dodaje to, że obie sprawy toczyły się równolegle w tym samym
      wydziale tego samego sądu. I tylko dzięki przypadkowi sprawa wyszła na jaw. Po
      śmierci profesora jego syn odbierał postanowienie potwierdzające, że jest
      spadkobiercą Tietzena. Sądowa urzędniczka skojarzyła, że przed chwilą zapadł
      wyrok w sprawie zasiedzenia ziemi podobnie nazywającego się przedwojennego
      przedsiębiorcy.

      Spadkobiercy zaczęli walkę o odzyskanie ziemi. Skończyła się zwycięsko - w
      pierwszej instancji - w ubiegłym tygodniu.

      Eksdyrektor Patriarcha już nie pracuje w magistracie. Nie przypomina sobie, czy
      przyjął list od profesora, wnuka Tietzena. Pamięta, że z nim rozmawiał, ale nie
      potrafi wyjaśnić, dlaczego przed sądem urzędnicy nie wspomnieli o
      spadkobiercach Tietzena.

      Wiesław Rymiszewski, radca prawny, który reprezentował łódzką gminę przed
      sądem, nie pamięta sprawy Tietzena: - Podobnych miałem około 140 rocznie.
      Gdybym wiedział o istnieniu spadkobierców, powiedziałbym o tym przed sądem.
      Błędy w pisowni nazwiska? To częste w Łodzi, gdzie żyli ludzie kilku
      narodowości. Także ówczesny wiceprezydent Łodzi Paweł Pawlak odpowiedzialny za
      budowę oczyszczalni nie przypomina sobie sprawy Tietzena.

      • Teodor Tietzen - mało znany łódzki przedsiębiorca pochodzenia niemieckiego.
      Urodził się w 1852 r. W 1896 r. na „publicznej licytacji w Piotrkowie”
      kupił „Folwark Smulsko - 68 mórg i 200 prętów ziemi”, teren na obrzeżach Łodzi,
      gdzie dziś stoi GOŚ. Jego Zakład Bawełniany Teodor Tietzen stał przy ul.
      Łąkowej. Przy nim - willa z ogrodem (po wojnie bezprawnie przejęta przez
      państwo). W 1918 r. Tietzen ożenił się z Emilią z Kindermannów (znany łódzki
      ród fabrykancki). Zmarł w październiku 1939 r. Tietzenowie mieli pięcioro
      dzieci. Jedna córka prawdopodobnie zmarła podczas wojny, troje przed
      wkroczeniem do Łodzi Armii Czerwonej wyjechało do Niemiec i ślad po nich
      zaginął. Żyje troje wnuków (dwoje w Polsce, jeden w Brazylii) oraz jeden
      prawnuk. To oni domagają się zwrotu majątku przodka.

      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,2506514.html
      Wioletta Gnacikowska, Tomasz Patora, Marcin Stelmasiak
      2005-01-22, ostatnia aktualizacja 2005-01-21 19:37


      • Gość: biennale Re: Łodzi grozi finansowa katastrofa c.d. IP: *.toya.net.pl 04.10.06, 21:41
        Ech, wtedy to była "Gazeta"; drapieżna, bezkompromisowa...
        • Gość: aquarius Co jest grane... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.06, 17:57
          Czy coś wiadomo na ten temat?
          • Gość: pytajnik Re: Co jest grane... IP: 212.2.99.* 08.10.06, 18:02
            Najlepiej pomilczeć. Może wtedy nikt nie będzie winny.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka