primitivo
10.12.06, 13:57
...klientom na tylach sklepu w ktorym pracowalam...-zagadnela mnie sasiadka
gdy wracalem do domu- wybaczy pan ale w tej sytuacji nie moge dluzej milczec -
dodala widzac malujace sie na mej twarzy zdumienie- ...niech pan zrozumie, od
obrotow zalezalo moje byc albo nie byc w firmie...wie pan, towary luksusowe,
wszystko bardzo drogie, oczekiwano ze znajde jakis realny sposob na
sprzedaz...elegancki wystroj,obnizki,promocje, w najlepszym wypadku mozna by
nazwac wabikiem...pensja nie rozpieszczala, w okresach przedswiatecznych nie
starczalo prezerwatyw dla wszystkich wiec kolejne ciaze, sila rzeczy, coraz
bardziej wiazaly mnie z praca...wiem ze moj przypadek nie jest odosobniony,
rozmawialam z kolezankami...pocieszajace jest ze warunki w jakich pracowalam
byly na jakims poziomie, ale niech pan pomysli o tych kobietach w
warzywniakach czy kioskach ruchu...moj Boze...och, przepraszam, rozgadalam
sie a wlasnie ide na niedzielny obiad, takie male swieto, babcia obiecala
powiedziec kto jest ojcem mojej mamy...ale zapraszam do siebie w tygodniu,
mam piekny kaszmirowy sweter, niedrogo, moze zechce pan wlozyc... -
normalniejemy- pomyslalem
a czy TY masz odwage opowiedziec swoja historie?