Dodaj do ulubionych

Na łódzkie ulice wracają saturatory

    • Gość: Zaloguj się "plastykowy kubek" :)) IP: 62.29.169.* 12.07.07, 15:42
      rozumiem, że chodzi o szklankę malarza
      • Gość: q "czysta" 20gr, "z sokiem" 50gr IP: *.toya.net.pl 12.07.07, 15:57
        takie ceny pamiętam. Tylko zgniatajcie kubki po użyciu bo nasi "przedsiębiorcy"
        postawią specjalne kosze a później umyją (abo i nie) i "recycling" gotowy.
    • Gość: obserwator2 Rozmowa przy saturatorze: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.07.07, 16:02
      Rozmowa przy saturatorze:

      - Poproszę wodę.
      - Z sokiem, czy bez?
      - Bez.
      - A bez jakiego?
      • Gość: gosc z caribbean Re: wolnosc IP: *.socal.res.rr.com 12.07.07, 16:13
        nawiazuje do poprzednika ktory podkresli nonsens w tym ze radni musieli sie
        zajac pozwoleniem, wiecej, czy wPolsce musza byc ustawy ktore mowia o wolnosci
        gospodarczej zeby ludzie to zrozumieli, czy taka Polske spoleczenswto chcialo
        miec ze musza byc regulaminy ustawy, rozporzadzenia etc , ktore i tak sie nie
        stosuje lub nagina i szuka dziury w tym prawie.a najwazniejsze rzeczy jak np
        plan zagospodarowania przestrzennego w Polsce nie istnieje natomiast jest
        Kodeks Pracy ktory i tak pozwala na dyskryminacja pracownikow,
        zbiurokratyzowanie Polski i Europy jest tak wielkie ze az dziwne ze
        spoleczenstwa sa tak spolegliwe i pozwalaja na to , urzednicy brukselscy,
        europoslowie radni w urzedach polskich sa to ludzie ktorzy nie wnosza zadnej
        jakosci do zycia spoleczenstwa , wrecz przeciwie, przeszkadzja w rozwoju
        • Gość: greg Re: wolnosc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.07.07, 22:12
          Popracuj nad stylem. Potem się wypowiadaj.
        • Gość: usak W kazdym amerykanskim miescie i miasteczku... IP: *.asm.bellsouth.net 13.07.07, 04:21
          ...aby prowadzic jakikolwiek business na miejskim chodniku potrzebna jest zgoda
          City Council (rady miejskiej). W takim to komunistycznym kraju mieszkam. :-)
    • Gość: Maria rozcienczony sok IP: *.bham.ac.uk 12.07.07, 16:32
      Pamietam saturatory z lat mojej mlodosci, oraz to,ze przed uzyciem w
      saturatorze sok byl dodatkowo rozcienczany woda by,wyjsc na swoje'. Mam
      nadzieje, ze teraz tak nie bedzie.
    • takajednaania Obrzydlistwo! 12.07.07, 17:05
    • l005 Ach te saturatorki to były czasy. Woda smakowała.. 12.07.07, 17:29
      ...doskonale, zwłaszcza z soczkiem, gdy człowiek był spragniony. Teraz chcą
      wprowadzić plastikowe czy papierowe kubki? Obrzydlistwo i marnotrawstwo. Ta
      woda nigdy nie będzie tak dobra jak z prawdziwych szklanych szklanek mytych
      starannie po każdym użyciu.
    • Gość: piłkarz Unia im zabroni po tygodniu IP: 213.199.198.* 12.07.07, 18:36
    • mark.parker Kiedy wróci oranżada w proszku? 12.07.07, 18:36
      A lody Bambino? A ciepłe lody? Ech, to były czasy - młodości! :)
    • Gość: anaboliczny_zenek Re: Na łódzkie ulice wracają saturatory IP: *.net136.okay.pl 12.07.07, 19:41
      a woda firmowa w lokalach?

      ojojoj alez sie stary poczulem, ale przynajmniej wrocily wspomnienia z dziecinstwa.
      • Gość: mapi7 Re: Na łódzkie ulice wracają saturatory IP: *.toya.net.pl 12.07.07, 20:44
        Ja bardzo lubiłam wodę z sokiem. Była faktycznie za 1 zł. Płukanie
        szklanki-musztardówki, to była dla mnie kultowa czynność, jaką wykonywał sprzedawca.
        Cała Łódź piła zaledwie a paruset szklanek i popatrzcie na obecnych 40-50 latków
        jakie krzepkie i dziarskie pokolenie!!!
        Woreczki z rurką i kolorowym płynem też były atrakcyjne.
        A jadaliście lemoniadę w proszku przy pomocy oblizywanego, najczęściej własnego,
        palca wkładanego do niedużej torebeczki.Kosztowała 50 gr.Była o smaku
        pomarańczowym lub cytrynowym. Wolałam pomarańczową.
        Jeszcze były cukrowe, czerwone lizaki na patyku w kształcie konika lub koguta.
        Też po 50 gr.
        A kto pamięta jaki był szał, gdy pojawiła się oryginalna guma balonowa "Donald"
        z historyjkami obrazkowymi w środku!!
        O rety, kraj lat dziecinnych jest piękny!
        • jankes775 Re: Na łódzkie ulice wracają saturatory 12.07.07, 21:22
          Ach rozmarzyłem się. Oczywiście, że pamiętam saturatory i to nawet ze
          szklankami. Ja jako mały szkrab wtedy, piłem tylko wodę z sokiem, gdyż sama
          wydawała się bez smaku i niedobra. Niestety rzadko miałem okazję spróbować
          tego "specyjału", gdyż rzadko natykałem się na owe ustrojstwo :-) Za to
          namiętnie kolekcjonowałem "historyjki" z gumy "Donald". Ojciec miał dewizy i
          kupował w Pewexie te gumy. Wyklejałem potem nimi kartony i wieszałem je w
          pokoju. Napoje kolorowe w folii pamiętam z pochodów pierwszomajowych. Strasznie
          mi smakowały, nawet bardziej niż woda z saturatora.
        • mark.parker Saturatory i inne wspomnienia z dzieciństwa :) 13.07.07, 01:03
          Gość portalu: mapi7 napisał(a):

          > Ja bardzo lubiłam wodę z sokiem. Była faktycznie za 1 zł. Płukanie
          > szklanki-musztardówki, to była dla mnie kultowa czynność, jaką wykonywał sprzed
          > awca.
          > Cała Łódź piła zaledwie a paruset szklanek i popatrzcie na obecnych 40-50 latkó
          > w
          > jakie krzepkie i dziarskie pokolenie!!!

          Z sokiem, a bez tylko wtedy, kiedy nie było pieniędzy!

          > Woreczki z rurką i kolorowym płynem też były atrakcyjne.
          > A jadaliście lemoniadę w proszku przy pomocy oblizywanego, najczęściej własnego
          > ,
          > palca wkładanego do niedużej torebeczki.Kosztowała 50 gr.Była o smaku
          > pomarańczowym lub cytrynowym. Wolałam pomarańczową.

          Mmmmmmmmmmniam - oranżada w proszku super!


          > Jeszcze były cukrowe, czerwone lizaki na patyku w kształcie konika lub koguta.
          > Też po 50 gr.

          Genialne - sam cukier!

          > A kto pamięta jaki był szał, gdy pojawiła się oryginalna guma balonowa "Donald"
          > z historyjkami obrazkowymi w środku!!

          To już po moim wyjeździe chyba, czyli po '75 r.
          Wcześniej pamiętam tylko gumę do żucia o smaku... gumy.

          > O rety, kraj lat dziecinnych jest piękny!

          Mniej nam jako dzieciom potrzeba było do szczęścia. Zadne tam i-Pody ani inne
          takie. Książki - o! To tak, zawsze. Latem plaster arbuza, który zjadałem w
          drodze do domu. I chleb "z państwowej piekarni" - jeszcze gorący. Zawsze
          wyżerałem dupkę - pardon, piętkę. A z prywatnej w Poznaniu, koło kościoła
          garnizonowego na Szamarzewskiego (już jej nie ma) - komiśniak - chleb bodajże
          pszenno-żytni w kształcie większej cegły. Co za smak! I ta skórka pięknie
          przyrumieniona, lekko porowata!

          U mnie w podwórku była chałupnicza produkcja ciastek, wafli i innych takich dla
          ciastkarni i lodziarni. Za złotego można było dostać całą torebkę "mieszanki" -
          tego, co im się pokruszyło. Polowaliśmy na marcypan. Jakie to było pyszne! Teraz
          nie biorę do ust, bo za słodkie.A jak się udało gdzieś znaleźć chałwę! A
          pomarańcze!Pamiętam, jak sprzedawali po jednej, żeby obdzielić całą kolejkę, a i
          tak ludzie odchodzili z kwitkiem. To samo było z bananami. Młodzież dzisiejsza
          nigdy tego nie zrozumie.

          Są i smutniejsze obrazy - ciężarówki pełne żołnierzy, jadące na Czechosłowację w
          '68 i ci chłopcy pytający nas, dzieciaków "Gdzie jesteśmy? Jakie to miasto?. A
          miałem kuzyna w wojsku, który ćwiczył mną "podnoszenie ciężarów". Podrzucał
          mnie, szczeniaka, w powietrze i łapał, jak spadałem, a ja się darłem wniebogłosy:
          "Tylko mnie nie upuść!!!" Chyba się w nim trochę kochałem :)))
          A letnie kolonie pamiętacie? Organizowane w jakichś starych pałacykach. A kawę
          zbożową? A pastę w proszku do zębów? To pamiętam już jako zupełny szczyl.
          Pamiętam którąś zimę, gdy z Poznania wywożono ciężarówkami śnieg zgarnięty z
          ulic - tyle tego było. I żadna szkoła nie odwoływała lekcji. Jeśli popękały
          kaloryfery, trzeba było zasuwać do innej. A mróz był jak cholera! I zima zawsze
          "zaskakiwała" drogowców; nas, dzieciarnię, nigdy nie zaskakiwała. Komuniści
          powinni byli oddać nam władzę :))
    • Gość: zakk Tylko z sokiem :) IP: *.mtvk.pl 12.07.07, 21:15
      Zawsze molestowałem ojca, aby w letnie upalne dni kupował mi wode z
      saturatora.Oczywiście na specyficzne opłukiwanie szklanki nie zwracałem uwagi
      bo zawsze strasznie chciało mi się pić. Jedno z piękniejszych wspomnień po
      mrocznych czasach PRL-u :)
      • Gość: Pesmisci W czym problem? IP: 65.197.200.* 12.07.07, 21:27
        Polacy to rzeczywiscie straszni pesimisci. Komu przeszkadza , ze kilkanscie
        osob dostanie prace? I beda na ulicach saturatory. Taki polski klimat.
        Tak trudno dojsc do kosza do smieci?
        Jezdzijcie wiecej po swiecie (jak ktos to ladnie ujal), moze przestaniecie miec
        problemy z mentalnoscia i kopiowac wszytko od innych jak Halloween itd..
        • tygrys-tygrys Re: W czym problem? 12.07.07, 23:28
          dobra, ok, przyznaje sie bez bicia - ja tez uwielbialam wode z sokiem z mojego
          ulubionego saturatora przy Pijarskiej. jadlam czekoladopodobne wyroby i nosilam
          juniorki. jednak czy naprawde sa to elenenty naszego zycia do ktorych warto
          wracac? a dlaczego w takim razie, skoro tak tesknimy do tamtych czasow,
          telewizja nie emituje pieknych rosyjskich basni, ktorymi tez sie w dziecinstwie
          zachwycalam. a tak na powaznie - popieprzylo was wszystkich czy co? przeciez to
          sa slady po czasach KOMUNISTYCZNEGO REZIMU! nie pamietacie juz? niedawno z
          przerazeniem nadzialam sie w Nowej Hucie na knajpe, gdzie sprzedaje sie
          koszulki z pomnikiem Lenina ! za nim tez tak tesknicie? czy saturator na ulicy
          to zart, czy atrakcja dla turystow? czy tez moze taki prezent dla lodzkiego
          proletariattu od wladz miasta, zeby mogli sobie powspominac lepsze czasy?
          • mark.parker Re: W czym problem? 13.07.07, 01:11
            tygrys-tygrys napisała:

            > dobra, ok, przyznaje sie bez bicia - ja tez uwielbialam wode z sokiem z mojego
            > ulubionego saturatora przy Pijarskiej. jadlam czekoladopodobne wyroby i nosilam
            >
            > juniorki. jednak czy naprawde sa to elenenty naszego zycia do ktorych warto
            > wracac? a dlaczego w takim razie, skoro tak tesknimy do tamtych czasow,
            > telewizja nie emituje pieknych rosyjskich basni, ktorymi tez sie w dziecinstwie
            >
            > zachwycalam. a tak na powaznie - popieprzylo was wszystkich czy co? przeciez to
            >
            > sa slady po czasach KOMUNISTYCZNEGO REZIMU! nie pamietacie juz? niedawno z
            > przerazeniem nadzialam sie w Nowej Hucie na knajpe, gdzie sprzedaje sie
            > koszulki z pomnikiem Lenina ! za nim tez tak tesknicie? czy saturator na ulicy
            > to zart, czy atrakcja dla turystow? czy tez moze taki prezent dla lodzkiego
            > proletariattu od wladz miasta, zeby mogli sobie powspominac lepsze czasy?

            Jesteś chyba trochę niesprawiedliwa. My wspominamy lata bardzo wczesnej młodości
            i dzieciństwa, które same w sobie zawierają radość mimo niedostatków - lata
            beztroski, kiedy największą tragedią była dwója, a latem największą radością po
            długim spacerze lub wystawaniu w kolejkach - saturator (często automat) i woda
            sodowa z sokiem. Albo kolędowanie do sklepu po pełen syfon i picie wprost z lejka.
    • Gość: Elofon.pl Na łódzkie ulice wracają saturatory IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.07.07, 22:19
      Bez opłukiwanej szklanki to już nie to samo ;-)

      www.elofon.pl/jabler/?Najlepsze_gry_i_aplikacje_JAVA_na_komorki=
      • mapi7 Re: Na łódzkie ulice wracają saturatory 13.07.07, 01:56
        Tak jest, opłukiwanie szklanki było bardzo atrakcyjne!
        W piwnicy mam do tej pory dwa syfony na pamiątkę. Te szklane, bo później
        pojawiły się jakieś metalowe na naboje, ale one były już mniej magiczne.
        Z tygrysem-tygrysem się nie zgadzam. My, chwilowo rozanieleni wspomnieniami na
        podstawie saturatora ,nie mamy na myśli reżimu, tylko codzienne atrakcyjne
        detale dziecięcego życia.Reżim nie był aż tak wielki, żeby 5-12 letnie dzieci go
        postrzegały.Niestety, jedno z najpiękniejszych moich wspomnień ze szkoły
        podstawowej, to próby akademii z okazji Rewolucji Październikowej. Trwały chyba
        z miesiąc , a ja wraz z kolegą ,w którym się potajemnie kochałam, mówiłam
        wspólnie wiersz. Wskutek tych prób ciągle mogłam się z nim spotykać!!!Dwa razy
        nawet zaprosił mnie do cukierni na ptysia.
        A kto pamięta takie plastikowe pocztówki muzyczne, nawet z zagranicznymi
        przebojami, których największy wybór był na Rynku Bałuckim?
    • Gość: Kachul Brednie Pani Redaktor IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.07, 01:56
      Ktoś coś nie wie ! Nigdy sodówka w dawnych czasach nie była określana mianem
      gruźliczanki(jakaś dziwna propaganda redakcji). Musztardówka służyła do walenia
      gorzały ( kwasy piło się z gwinta )a saturator to nie była gruźliczanka (bzdura)
      tylko normalne zaspokojenie pragnienia w temacie napicia się wody z sokiem lub
      bez. Musztardówek w saturatorach nigdy nie było ,były zwykłe grube kryształowe
      szklanki jak ktoś tego nie rozróżnia to nie powinien wprowadzać w błąd młode
      pokolenie. Mycie szklaneczek nie odbywało się inaczej niż myce kufli od piwa
      dzisiaj. Nikt nigdy nie zachorował a i we współczesnych czasach nie zmusił do
      myślenia Panią Gnacikowską
      • mapi7 Re: Brednie Pani Redaktor 13.07.07, 02:12
        Oczywiście, że te szklanki nie były pojemnikami po musztardzie, ale kształtem w
        pewnym momencie zaczęły je przypominać, ponieważ pojawiła się musztarda w
        grubych, trochę tłoczonych, szerokich u góry słoiczkach zamykanych plastikowym
        wieczkiem. Stąd na takie szklanki z grubego szkła zaczęto mówić "musztardówki".
        Wydaje mi się, że jednak w końcowej fazie funkcjonowania saturatorów zaczęto
        mówić na wodę w nich kupowaną "gruźliczanka", jednakże było to życzliwe,
        żartobliwe określenie, które nikogo nie odstraszało .
        • Gość: :) Re: Brednie Pani Redaktor IP: *.adsl.inetia.pl 18.07.07, 06:39
          mapi7 ma rację
    • Gość: pocalujta_wujta To sie nazywalo "gruzliczanka z syfilizatora" IP: *.nwrk.east.verizon.net 13.07.07, 02:13
      a nie tylko gruzliczanka i nigdy tego nie pilem bo sie brzydzilem szczegolnie takich gosci co charchali
      albo dmuchali palcem nocs mowiac: "nie chciales siedziec w nosie to lez na szosie"
    • Gość: Kachul Saturator norma i spoko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.07, 02:36
      Mało było ludzi co brzydziło się pić wody z saturatora . pili de facto wszyscy (
      których znałem ) a kto nie pił to kapuś chyba był lub konfident.
    • malvaztoronto Re: Na łódzkie ulice wracają saturatory 18.07.07, 00:49
      super !!!!!!!!!! Jestem po za Polska 19 lat, ale latam czesto na wakacje do
      Polski i brakowalo mi wody sodowej porzeczkowej - moze Krakow tez pojdzie w
      slady ???? Jeszcze jakby lody bambino wznowili to by bylo super: kawowe,
      smietankowe i truskawkowe - te 3 smaki pamietam mozna bylo kupic. Brakuje mi
      jeszcze z Polski bobu, papierowek, poziomek i obwarzankow ktorych niestety u
      mnie w Toronto nie moge kupic... Pozdrawiam, Beata.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka