hubar
25.07.07, 16:58
Miał skorzystać z funduszy unijnych, z sąsiedztwa powstającej tuż obok
Manufaktury, z planów rewitalizacyjnych Urzędu Miasta. Nie skorzystał z
niczego. Teraz niszczeje i popada w ruinę. Rynek Starego Miasta, jeden z
ładniejszych zakątków Łodzi, mógłby stać się miejscem spotkań i imprez
miejskich, uzupełniającym Piotrkowską i Manufakturę - uważają architekci.
Tymczasem władze miasta zupełnie się nie interesują tą częścią Łodzi. Kiedy
budowano Manufakturę, dla Starego Miasta zapaliło się światełko w tunelu.
Mieszkańcy byli przekonani, że władze zechcą zainwestować w ten fragment
Łodzi. Przecież to stąd ruszają niemal wszystkie wycieczki po mieście, od
Starego Rynku zwiedzanie zaczynają Żydzi, którzy przyjeżdżają do Łodzi w
podróż sentymentalną.
- Patrzę czasem na te wycieczki i aż mi wstyd, że starówka, która powinna być
oczkiem w głowie urzędników, tak niszczeje - mówi Marian Panek, prezes
Stowarzyszenia Przyjaciół Starego Miasta w Łodzi. - To najstarsza część Łodzi,
ważna dla rodowitych mieszkańców, ale także kolebka kultury żydowskiej, bo to
właśnie tu mieszkali łódzcy ortodoksi.
Miłośnicy Starego Miasta twierdzą, że mogłoby to być miejsce podobne do
krakowskiego Kazimierza, tętniące życiem, pełne kawiarenek i ładnych ogródków
innych od szpecących Piotrkowską.
- To prawdziwy skandal, że zamiast reaktywować i ożywić Rynek Starego Miasta,
w Łodzi taką funkcję nadano placowi w Manufakturze. Przestrzeń, która powinna
być publiczna i wspólna, jest zatem w rękach prywatnego właściciela, podczas
gdy tuż obok niszczeje miejsce, które funkcję rynku pełniło już kilka wieków
wcześniej - mówi Jerzy Świetlik, miłośnik łódzkiego Starego Miasta.
Stowarzyszenie Przyjaciół Starego Miasta co rusz lobbuje w Urzędzie Miasta, u
prezydentów, w miejskiej komisji kultury, by pieniądze na odnowienie tego
miejsca znalazły się w budżecie. Bezskutecznie. - Przedstawiliśmy plany
rewitalizacji, kosztorysy, wizualizacje - mówi prezes Panek.
- Wszędzie słyszymy, że to ważny i ciekawy projekt, ale to wszystko. Na Starym
Rynku od kilkudziesięciu lat nie dzieje się nic.
Teraz na rynku znajdziemy punkt ksero, sklep z zabawkami, przychodnię lekarską.
- To miejsce mogłoby tętnić życiem, a jest, niestety, zapomniane i zaniedbane.
Nikomu to nie przeszkadza, nikogo nie dziwi - mówi Michał Tomczyk, student,
który mieszka w pobliżu Rynku, przy ul. Zgierskiej.
Co na to władze miasta? Urzędnicy odpowiadają, że to ważne miejsce, ale są
inne potrzeby i o pieniądzach nie może na razie być mowy. - Rynek Starego
Miasta wymaga odnowienia, ale nie jest to miejsce priorytetowe na łódzkiej
liście inwestycji - mówi Michał Domińczak, miejski konserwator zabytków. -
Priorytetem jest rewitalizacja Śródmieścia i budowa centrum kultury w EC1.
Miłośnicy Starego Miasta mówią, że mimo wszystko nie będą się poddawać. - Tu
musi toczyć się życie, Łódź potrzebuje takiego miejsca - mówią członkowie
stowarzyszenia i przekonują, że będą o to walczyć.
Historia Rynku Staromiejskiego
Stary Rynek to najstarsza część Łodzi. To do połowy XIX wieku najważniejszy
plac targowy miasta. Tę okolicę zamieszkiwali w ogromnej większości Żydzi,
przede wszystkim ortodoksi. W czasie wojny budynki wokół rynku rozebrano,
tworząc granicę łódzkiego getta. Odbudowano je dopiero po wojnie, w latach 50.
Magda Szrejner - Dziennik Łódzki
lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/752728.html