Kto nas uczył ?

18.09.03, 00:02
Na poboczu koncertu rozwija się dyskusja o uczeniu zachowań kulturalnych.

Jak oceniacie - czy nauczyciele, z którymi zetknęliście się w młodości
pokazywali jak w życiu codziennym łączyc dobre maniery z wymogami ogólnego
pośpiechu i powierzchownosci ?
Czy na przedmiotach np. fizyki zwracano uwagę na porawne wysławianie się po
polsku, mówienie "proszę", "dziękuję" ?
Czy nauczyciele przedmiotów humanistycznych przekazywali tę potrzebną
kulturalnemu człowiekowi wiedzę o oczekiwaniach zachowań w określonych
sytuacjach ?

Jeśli były niedostatki w tym zakresie, to czy winny jest temu wyłącznie słaby
system wynagradzania, czy tez głębsze są problemy w światku wychowawców i
nauczycieli ?

pozdr.

pozdr.
    • jasam Re: Kto nas uczył ? 18.09.03, 00:18
      Ze szkoły podstawowej pamiętam moja wychowawczynię - nauczycielkę j. polskiego,
      której bała sie cała szkoła - która kładła bardzo duży nacisk na wysławianie
      się ładną polszczyzną.
      W szkole średniej - tu juz miałem np. panią od rosyjskiego - która bardzo dużo
      czasu poświęcała na wpajaniu w nas dobrych manier w życiu codziennym. I tak
      dobierała teksty i ćwiczenia, aby przemycić dorastającym łobuziakom trochę tych
      zasad.
      Natomiast przez pięć lat technikum wtorkowy jezyk polski był poświecony
      dyskusjom na temat poniedziałkowego teatru telewizji. To były czasy.
      Na dodatek mąz nauczycielki był aktorem teatru Nowego - więc co 2-3 miesiące
      prawie całą klasą wybieraliśmy sie (dobrowolnie) na jakis spektakl.

      Natomiast nie kojarze jakichs innych specjalnych działań nauczycieli innych
      przedmiotów. Co niektórzy byli zapaleńcami w uczonych przedmiotach - ale to
      ogólne wychowanie zostawiali innym.

      pozdr.
      • jasama Re: Kto nas uczył ? 18.09.03, 13:32
        wstałeś już dzisiaj, czy odsypiasz nocne pisanie postów?
        ja też miałam w podstawówce rewelacyjną nauczycielkę od polskiego; nie była
        osobą z rodzaju "milusich" - raczej lubiła pokrzykiwać na wszystkich, ale to
        było takie fajne pokrzykiwanie, które nikogo nie obrażało, taki po prostu miała
        styl bycia.
        poprawiała naszą okropną często polszczyznę, zwracała uwagę na to, jak się stoi
        podczas rozmowy z kimś starszym - nie żeby od razu jak struna, ale i bez
        wygibasów jakichś, guma do żucia - tfu, w oczy patrzeć - koniecznie; żadna
        koszula nie miała prawa wyłazić spod swetra, sznurowadła musiały być
        pozawiązywane.
        żałuję, że nie była naszą wychowawczynią (ta z kolei zupełnie się nami nie
        interesowała)
        w liceum, niestety, nie trafił mi się nikt taki
        ale za to na studiach trafiłam na fantastycznego promotora - z
        rodzaju "rozwijających" młodzież
        • jasam co do zegarka ... 18.09.03, 14:26
          jasama napisała:

          > wstałeś już dzisiaj, czy odsypiasz nocne pisanie postów?

          Niestety ok. 8.00 wychodzę do pracy. więc odpowiednio wcześniej wstaję, aby
          dokonać porannych ceremoniałów.

          pozdr.
    • Gość: JR Re: Kto nas uczył ? IP: *.lask.sdi.tpnet.pl 18.09.03, 08:41
      czepiasz się!
    • Gość: Maruda Re: Kto nas uczył ? IP: *.tvsat364.lodz.pl 18.09.03, 09:22
      W podstawówce miałem polonistkę z prawdziwego powołania. Zostawała po godzinach na różnych kółkach, wychodziła z nami na spektakle. W zasadzie od kiedy zaczęła nas uczyć w 5. klasie - od samego początku sami (!) zaczęliśmy inscenizować różne scenki do każdej (!) omawianej lektury. A to alternatwyne zakończenie, a to dopisywaliśmy dalszy ciąg, przedstawialiśmy życiorys autora wykorzystując do tego postacie z danej lektury. Wspominam to wspaniale. W gronie parunastu osób spotykamy się wciąż z tą panią co jakiś czas. Podobnie było na plastyce, historii, a nawet matematyka była nieprzeciętna.
      Tak- mogę powiedzieć, że w podstawówce uczyli mnie głównie nauczyciele z powołaniem.
      LO ocenię za parę lat.
    • Gość: ELVIZ Re: Kto nas uczył ? IP: *.mipro.pl 18.09.03, 09:50
      Ja miałem dwie wychowawczynie - jedna od polskiego - super - była kulturalna,
      taktowna i wiele się od niej nauczyłem. Jest super osobom i każdy może brać z
      niej przykład. Druga wychowawczyni germanistka - nic się nie nauczyłem i nie
      polecam. W moim przypadku złamała nawet tajemnicę korespondencji, a szanowała
      tylko osoby, które wykonywały jej polecenia dosłownie. Ja miałem swoje zdanie
      dlatego byłem w grupie nieaktywnej - tak to określała. Mimo że miałem średnią
      4 - dostałem 3 na koniec, a gorsi mieli wyższe oceny. Nauczyciele są źli i
      dobrzy. Ale ci, których pamięta się na całe życie to wyjątki.
      Moja mama jest Pedagogiem w szkole podstawowej i ludzie obecnie 30 letni ją
      pamiętają, z daleka witają, potrafią pomóc, zagadać i mają pozytywne zdanie.
      Moja Mama jest także wspaniałym człowiekiem i wiem, że wielu z jej uczniów
      wyszło na prostą.
    • ixtlilto Re: Kto nas uczył ? 18.09.03, 13:12
      To o czym pisze Jasam w pierwszym poście przekazywano mi w SP. A jakoże wtedy
      często bywałam w teatrach i wśród przeróżnych ludzi, więc ogólna kultura i
      ogłada była potrzebna już takim małym szrkabom ;) przekazywano ją więc nam nie
      tylko w trakcie leksci, ale i na zajęciach dodatkowych, wycieczkach.... ogólnie
      na każdym kroku.
      Zupełnie inaczej w LO. Nauczyciele tam wychodzili chyba z założenia, że czego
      Jaś się nie nauczy tego Jan nie będzie umiał. Oczywiście nie wszyscy. Moa
      polonistka wprawdzie organizowała nam wypady do Teatru, ale nie potrafiła
      nikogo zachęćić do wpędzania tam wieczoru. W sumie to z LO dwóch nauczycieli
      sprawiło, że czegoś się nauczyłam: nieuczący już prof.Z oraz prof.A bardzo
      często robili oni dygresje od głównego tematu. Wtrącali w to przedziwne słowa i
      zaraz potem tłumaczyli je nam, przedstawiali nieszablonowe oglądy.
      Jełśi zaś chodzi o poprawność mówienia: ani w SP ani tym bardziej w LO nikt nie
      poprawiał mojej wymowy. Dopiero kontakt na żywo z jednym Forumowiczem sprawiła,
      że zaczęłam chociażby włączać, a nie włonczać.
      • the_dzidka Re: Kto nas uczył ? 18.09.03, 13:27
        > Jełśi zaś chodzi o poprawność mówienia: ani w SP ani tym bardziej w LO nikt
        nie
        >
        > poprawiał mojej wymowy.

        Dzięki mojej polonistce z podstawówki mówię dzisiaj "proszę pani" a nie "proszę
        panią". Oczywiście "proszę panią o rękę", ale "proszę pani, czy mogę iść do
        łazienki".
        Moja mama też jest pedagogiem, ale sama nie jest wolna od grzechu. Mnie
        poprawia, że nie mówi się WŁANCZAĆ (bo ja to tak wymawiam), ale sama uparcie
        twierdzi "nie rozumię".
        • jasam Nikt nie jest bez wad - jasam mam ich mnóstwo nt 18.09.03, 14:25
          • Gość: Dzidka E, daj Boze tylko takie wady n/t IP: 193.128.25.* 18.09.03, 15:02
        • michael00 proszę pani 18.09.03, 16:08
          the_dzidka napisała:

          > Oczywiście "proszę panią o rękę", ale "proszę pani, czy mogę iść do
          > łazienki".

          To ja wierszyk zapodam dydaktyczny

          Proszę pana, proszę pani,
          „Proszę panią” jest do bani!
          Proszę babci, cioci, mamy,
          Dość już „proszę panią” mamy
          I prosimy każdą panią:
          Niechaj panie ten zwrot ganią!

          (Mirosław Bańko)
    • Gość: qwer Re: Kto nas uczył ? IP: 62.233.180.* 18.09.03, 14:25
      Mnie uczyli w liceum w większości nauczyciele akademiccy z uniwersytetu i
      politechniki i oni zwracali uwagę na wszystko a nie tylko na swój przedmiot.
      Pozdrawiam
      qwer
    • Gość: były Re: Kto nas uczył ? IP: 217.153.35.* 18.09.03, 15:42
      Niestety wydarzenia toruńskie (brzmi jak ze stanu wojennego:-) przypomniały mi
      parę szkolnych doświadczeń.
      SP (27 lat temu) klasy 1-3 - wychowawczyni - Kazimiera Tyśper - jeśli czegoś
      nie umiałeś przy odpowiedzi to tłukła twoją głową o tablicę, albo o ławkę - aż
      uzyskała zapłakane wyznanie, że "teraz już rozumiem." - uczyła też dobrych
      manier - gdy ktoś obgryzał paznokcie zachodziła po cichu od tyłu i waliła kijem
      precyzyjnie między usta a dłoń - dokładnie we wsadzony w gębę palec. Rusycystka
      wyłamywała dłonie. Pan od muzyki wbijał ołówek w brzuch, pan od wf miał
      specjalną klepkę parkietową do bicia, a pan od matmy (co z tego, że uczył inną
      klasę) przecięty pasek klinowy - odpowiadał za sklepik i brał uczniów na
      zaplecze, gdzie ich tłukł - np. za "złe zachowanie na przerwie".
      Klasy 1-4 wychowawczyni - jedyna wychowawczyni jaką naprawdę spotkałem -
      Stanisława Raczelis. Po latach tym bardziej stwierdzam, że miała najwięcej do
      zaoferowania i przyglądała się nam i potrafiła nam coś o nas samych powiedzieć.
      Wspominam ją ze wzruszeniem. Nauczyciel fizyki naprawiał odkurzacze na
      lekcjach, czasem radia, ale zawsze zostawały mu części, które zgarniał do
      szuflady. Reszta bezcielesna.
      LO - najpierw pogubiony i nieopierzony wychowawca, który na swoje szczęście
      poszedł szybko do wojska. Potem historyca - czekistka, pełna kontrola nad
      klasą, wie kto z kim i kiedy, zaglądanie do prywatności i bezceremonialna
      zjebka odmiennego spojrzenia. W zasadzie uczciwa - jeśli chodzi o swój
      przedmiot to w 100% - wiedziałeś co musisz umieć, czego nie, od połowy III
      klasy, ludzie którzy odpuszczali sobie historię w życiu przyszłym (ja byłem w
      mat fizie) mieli spokój. Nosiła ściągi na maturze.
      Dwie kobity, które najlepiej uczyły to matematyczka i germanistka. Nie było
      siły, żebyś nie zdał, ale zawsze musiałeś na to zapracować. I rozliczanie ze
      stanu wiedzy, a nie z ocen - całuję rączki do dziś mimo, że matmę zlałem dzień
      po maturze, a niemiecki pamiętam obozowo.
      Większośc nauczycieli utraciło mój szacunek jeszcze za czasów szkolnych. Czasem
      wymuszali go biciem. Były to czasy, kiedy nauczyciel miał zawsze rację. Nic
      dziwnego, że młodzież buduje mury i zasieki, bo jak zaufać komuś, kto z
      definicji ma być wzorem, a jest małostkowym, chorobliwie ambitnym zerem. Ci
      najlepsi (moja matematyczka z LO) nigdy nie podnoszą głosu. Nigdy nie straszą,
      nie poniżają, nie mówią, że jesteś debil, chwalą Cię za to, że za czwartym
      razem z tego samego tematu masz w końcu pozytywną. Uśmiechają się wchodząc do
      klasy, a mimo to klasa milknie, wstaje, wita się, siada i czeka. Ale ja wiem
      czy to się jeszcze zdarza?
Pełna wersja