ob.serwator
08.01.02, 12:31
"W sobotę byłam na noworocznym spotkaniu, na które zaproszenia rozesłał
prezydent Panas.
W hali "Expo" ziąb był spory, dokuczliwy dla mnie szczególnie od dołu, bo byłam
tylko w szpilkach i samonośnych pończochach. Prezydent, ze względu na wygląd
nazywany w magistrackich kręgach Fredem Flinstonem, podczas przemówienia
ocierał jednak pot ze skroni, bo mówił takie rzeczy, że sama bym sie spociła.
Oto one: pasmo nieustannych sukcesów prezydenta w minionym roku zakłóciły tylko
dwie porażki - konieczność wywożenia śmieci z Łodzi gdzieś daleko oraz
likwidacja ... uwaga!, uwaga!, sekcji żużlowej w jednym z klubów sportowych.
Później był wokalno-taneczny występ rzeczniczki prasowej doktora Panasa, p.
Joli, nagrodzony brawami wymuszonymi przez mistrza ceremonii. Następnie doktora
Panasa, zupełnie na poważnie i oficjalnie, nazwano "stwórcą wszystkiego", co w
konsternację wprawiło nawet nielicznych jego wielbicieli. Dla odmiany
wysłuchałam poważnych komentarzy bywalców tego typu zgromadzeń, w których
powracało pytanie czy on tego nie widzi, że stworzył "dwór" całkowicie
uniemożliwiający mu kontakt z rzeczywistościa?!
Jak długo jeszcze odbywać się będzie żenujący spektakl jednego aktora,
występującego nieustannie dla grona tych samych klakierów?"
Dziennik Łódzki, str. 8, 07.01.2002