remik.lodz
27.09.03, 20:52
Witam
Bylo tak:
Jezdzilem sobie spokojnie po parku im. Poniatowaskiego po torze dla roerow
gorskich gdy zauwazylem dwoch jkrecacych sie
niecierpliwie nastolatkow (17-19) nerwowo zerkajacych na przejezdzajace
rowery. Wiec oddalilem sie z tego miejsca i
pojechalem wglab parku. Wracalem po sciezce dla rowerow okolo 18:20 wzdluz
al. Mickiewicza - jak wiemy wszyscy jak jest
sciezka ulica nie wolno. nagle dostrzeglem w rzakach owych 2 gnojkow, jeden
zaczal wychodzic na sciezke. Poczulem ze sie cos
swieci wiec zaczolem gwaltownie przyspieszac bo o zawracaniu nie bylo juz
mowy. Ten ktory wychodzil na przeciw mnie w chwili
gdy go mijale pchnal mnie w krzaki z zaczal szarpac za rower. podbiegl drugi
i tez ciagnol, ale zlapalem sie moje bika tak ze
nie mogli mnie od niego oderwac. Krzyczeli cos "oddawaj rower" czy jakos tak
aja darlem sie jak najglosniej "kradna" i
"zlodzieje ratunku". po upadku na chodnik mialem z lewej strony krzaki a z
prawej przykryl mnie rower wiec nie mieli jak mnie
kopac - na szczescie. po kilku chwilach szarpania i wrzasku jeden probowal
mnie uderzyc ale nie mial za bardzo jak, drugi
puscil rower i burczal cos w stylu: "jakis facet tu idzie" a ten co mnie
szarpal na to: "no co ty odpie#%^lasz?". Zaczal sie
rozgladac a ja w tym czase zaczolem uciekac z rowerem w strone konca
krzakow. szybko zadzwonilem na policje i zglosilem
zdarzenie. w miedzyszasie udalo mi sie zatrzymac patrol policji i powiedziec
im co sie dzieje. spisali moje dane, spytali czy
zycze sobie przyjazd pogotowia i pojechali do parku rozejrzec sie czy jest
tam ktos odpowiadajacy podanemu przeze mnie
opisowi. po kilkunastu minutach wrocili oczywiscie z niczym mowiac: "pewnie
juz dawno uciekli". wzieli moje pelne dane z
adresem i tyle - pogadalem, z nimi kilkanascie mniut i pojechali. wrocilem
do domu - ale ROWEREM.
Podsumowanie:
Troche nerwów - no raczej sporo, poobcierany lakier na ramie, wygiety pancrz
linki przedniego hamulca, lekko scentrowane kola
od upadku, urwana przednia lampka.
Poobcierany jestem troche ne ramieniu i i plecach ale to nic takiego. jak
pomysle ze na nowy rower musialbym odlkadac znowu
prawie pol roku to sie ciesze choc cieszenie sie z napadu bedac jego ofiara
to nie za bardzo w porzadku....
UWAZAJCIE na tamte rejony - ja od dzis pirdziele przepisy i jezdze ulica
wszedzie tam gdzie uznam jazde sciezka za
niebezpieczna. wole 50zl mandatu niz 1500 na nowy rower.
Pzdrawiam ROWEROWO