med_max
25.10.03, 21:48
To był rześki, październikowy poranek. W nocy było minus 8 stopni i mróz
zrobił to, co umiał. Kolorowe liście opadały z drzew jak konfetti.
W promieniach wschodzącego słońca scena ta wyglądała jak opad nieziemskiego
deszczu. Liście padały na oszronione trawy, oszronione pobocza, zbielałe
zmrożone pola, czyniąc je na powrót jesiennymi.Nasunęły mi sie porównania z
polem bitewnym, gdzie drzewa musiały się poddać, rzucić na ziemię purpurowe
sztandary, jak pokonana armia. Ale my nie poddamy się, prawda? Damy radę, bo
jeśli niemy, to kto..? :)