atreck
08.12.08, 20:37
Byłem na pogrzebie, na jednym z łódzkich cmentarzy. Ceremonia jak
ceremonia. Smutek, żal i łzy. I może wszystko byłoby normalnie gdyby
nie panowie grabarze. Gdy panowie z firmy pogrzebowej opuścili
trumnę, do akcji wkroczyli grabarze. Zaczęto zasypywać dół.
Wcześniej aby wykop nie obsunął się zrobiono szalunek z desek. Gdy
już trumne przysypano z lekka ziemią, pan grabarz, wszedł do wykopu,
i zaczął wyciągać dechy. Troche to niesmacznie wyglądało. Czy
naprawdę, skoro już się robi taki szalunek, czy naprawdę trzeba
wchodzić do grobu po te dechy? Czy nie można ich już tam zostawić?
Nie stać ich aby poświęcić te 5 desek? Druga rzecz, to taka, czy
wykopaną ziemię nie można nakryć jakimś zielonym płótnem? O ile to
by ładniej wyglądało. To chyba nie są jakieś kosmiczne wydatki. I
trzecia rzecz. Z tym się spotkałem w innym mieście. U nas w Łodzi,
przy wszystkich zasypuje się trumnę, włazi buciorami, oklepuje
łopatami i dopiero kładzie się kwiaty. W innym mieście spotkałem się
z czymś innym i zupełnie przyjemnym dla oczu i uszu. Gdy trumnę
opuści się, wykop nakrywa się siatką w ramie, np taką z jakiej są
zrobione ogrodzenia. Teren wokół grobu nakryty zielonym płótnem. Po
położeniu siatki, kładzie się kwiaty. Kwiaty odbierają i układają
panowie z firmy pogrzebowej. Grabarze stoją z boku i czekają, aż
wszyscy się rozejdą. Wtedy zdejmują kwiaty, siatkę i zasypuja grób.
Ponownie układają kwiaty. Uczestniczy pogrzebu nie słyszą tego szumu
łopat, głuchego odgłosu zasypywanej trumny, jest czysto. Tam, w
tamtym mieście, im się chce tak pracować. Jest ładnie, czysto i z
poszanowaniem osoby zmarłej, nikt nie włazi do grobu po deski.
Koszmar. Może kiedyś i do Łodzi dotrze taka pozytywna „moda”.