Gość: jothagie Ogłoszenie drobne na dzień 31.08.2009 IP: *.olsztyn.mm.pl 31.08.09, 07:50 zamknięty Tylko dla tych, którzy nic nie rozumieją. Solidarność przestała być zbiorowym bohaterem. Przyszedł najwyższy czas, by ogłosić jej koniec. Zeszła była. Zaprasza się na widowiskowe funebralia. Epitafium nagrobne: „Zboczyłam, zawiodłam, uprawiałam kanibalizm, zostałam pożarta przez bliskich”. Przechodniu! Nie odwracaj głowy. Wybacz!”. Gdy już dostatecznie długo pomilczymy nad jej trumną, otworzymy nowy okres Solidarności - tworzenie mitów, w stylu: „Gdy nasz zbiorowy bohater „Solidarność” znów znalazł się na ulicach Warszawy...”. Bo jaki inny mit odnowi oblicze tej Ziemi? Epitafium nagrobne dopiero napiszemy: „Nie po to władzę braliśmy, by ją teraz narodowi oddawać”. Ot i cała tajemnica ewolucji „Solidarności” – ab ovo usqe ad mala… P.S. Ogłoszenie sponsorowane: Sponsor - pierwszy poległy w walce z „Solidarnością” – socjalizm… Nawrócony, ochrzczony, prosi o jedno „Zdrowaś…”. Pogrzebany pozdrawia swego grabarza. Epitafium nagrobne: „Sic transit gloria mundi”. Z dopiskiem na dole: „Ale spójrzcie obok – Panna „S”, także. A jednak… doczekaliśmy się…” Link Zgłoś
Gość: Gdaniec Epitafium właściwe: Dałam d…y IP: *.ovh.net 31.08.09, 16:27 zamknięty Doskonałe! Szczególnie ta <Panna „S”>. Okazuje się, że wszyscy ją dupczyli, ale nikt nie poślubił… I poległa pod wpływem cynizmu korzystających. A teraz kombatantów udają. Po latach okazuje się, że każdy zaspokoił swoje potrzeby, a bękartem nie ma kto się zająć. Zasady ją wykończyły – następna ideowa, która nie chciała ani „Niemca”, ani "Ruskiego". Teraz, podobnie jak żona górnika, ma wyrąbany przodek... W celu dalszego zbliżenia … przykrywa się ją byle jaką gazetą. Rzeczywiście, to już tylko idea, bez mocy sprawczej. Odchodzi na boczne ołtarze, gdzie raz na rok dozna okadzenia, pustych przemówień, przedstawienia nowych kombatantów w walce wszystkich z wszystkimi. I tyle. Jutro zamykamy jasełka. Link Zgłoś
Gość: jothagie Dwa pancerniki: Schleswig i Holstein IP: *.olsztyn.mm.pl 01.09.09, 07:51 zamknięty Brzmi to jak żart, ale przed laty miało miejsce w jednym z renomowanych liceów naszego miasta na lekcji zbliżonej do historii (na dzisiejsze byłaby to WoPiŚW). Pani: „II wojna światowa rozpoczęła się od Westerplatte, gdzie zaatakowały dwa pancerniki…”. Tak jako dorosły widzę każdą rocznicową uroczystość upamiętniającą rozpętanie wojny. W krzywym zwierciadle. Według zasad powinni świętować zwycięzcy – jesteśmy nimi, czy nie, bo ja mam wątpliwość, czy w takim towarzystwie możemy jawnie świętować… i jeszcze w takiej bliskości z Powstaniem Warszawskim. Co roku, na rocznicę, zadaje sobie pytanie, ile pancerników głupoty tym razem zaatakuje. Jak przez mgłę pamiętam końcówkę wojny, a raczej polsko-polskie wybijanie się wzajemne. Wojna zmieniła jednak moje życie, jak wielu innym także. Od młodości słyszałem tylko jedno: „nie masz innego wyjścia – musisz się uczyć”. Idąc do szkoły pierwszego września zapamiętałem, co mówiła mama, że w 1939 roku też była przepiękna pogoda. Rozpierała mnie duma, bo przed rozpoczęciem nauki samodzielnie przeczytałem „Przygody Robinsona Crusoe” Daniela Defoe, czego wcześniej nie odnotowano w rodzinne. Można też uznać, że wcześnie zainteresowałem się polityką, bo sąsiadowi, całkowitemu analfabecie, czytałem gazety, a tam była tylko polityka. No i wiersze w „Gromada Rolnik Polski”, niektóre do dziś znam na pamięć. Wkrótce nastąpiła pierwsza klęska - odebrano mi „Krzyżaków”, bo w terminie wypożyczenia doczytałem tylko do połowy. Pamiętam to poczucie goryczy. Tego dnia ze szkoły wracałem wraz z pierwszym śniegiem. I tak rok po roku i nie wiadomo dlaczego dopadł mnie wiek starczy. Mam kłopoty z utrzymaniem pionu w wielu znaczeniach tego słowa, ideologicznym szczególnie, a najbardziej w sensie fizycznym. Są kłopoty również z poziomem, ale tu jeszcze wielu może się równać, przy czym Wy młodzi galopujcie, a ja się tylko grzywy potrzymam… Link Zgłoś
Gość: jothagie Ja! Schnell! Gut! O mein Gott! IP: *.olsztyn.mm.pl 02.09.09, 08:28 zamknięty Na początku naszego kapitalizmu te cztery zawołania wystarczyły, żeby niejeden film zrozumieć. A co tam zresztą było do zrozumienia – kopulacja jak to kopulacja. Dziś nasze horyzonty poszerzyły się – znamy języki obce, wiemy co z językiem zrobić, a i kopulacja już jakby nie ta. Kopulację zastąpiła prokreacja, czasem nawet modlitewna. I słusznie, dawanie du...py już w starożytności miało charakter posługi religijnej. Mój znajomy jest słuchaczem pewnego radia (to w którym występuje pewien ojciec gromadki moherów). Nie to, żeby był aż tak pobożny. Znajomy to zgrywus i cynik. Nagrywa niektóre audycje, szczególnie nocne, a „kwiatuszki” zachowuje ku pamięci. Puścił mi ostatnio wypowiedzi na temat, życia intymnego słuchaczy. Zaciekawiła mnie jedna opowieść, jak to pewne małżeństwo podczas kopulacji odmawia różaniec. Miałbym pytanie, czy to pełen różaniec, z wszystkimi tajemnicami, czy jakaś wersja skrócona. I do której grupy tajemnic zaliczyć taki seks? Tajemnice Radosne (poniedziałek i sobota)? Tajemnice przy Świetle (czwartek)? Tajemnice Bolesne (wtorek i piątek)? Tajemnice Chwalebne (środa i niedziela)? Jeśli o mnie chodzi, to rozbudowałbym czwartek może o Tajemnice przy Świecach. Od razu widać, że jestem laik w tej dziedzinie, bo tyle lat przeżyłem i to z nie byle jaką Kamasutrą, ale tych pozycji nie znam. P.S. Przyznam szczerze, że napisałem to pod wpływem impulsu. Ktoś „wyciągnął na pulpit” moje dwa starsze wpisy na tym forum: forum.gazeta.pl/forum/w,64,94448559,,Kosciol_jeszcze_blizej_seksu_.html?v=2 Połączyłem to z odwiedzinami u znajomego, o czym wyżej było. Link Zgłoś
Gość: jothagie Wdupiemanie to druga strona włazidupstwa IP: *.olsztyn.mm.pl 03.09.09, 07:00 zamknięty Zupełnie jak z popularnym wytłumaczeniem teorii względności. Jeśli Hani wsadzi się palec do nosa, to właśnie powstaje problem względny – kto ma palec w nosie. I nie zmieni tego wsadzanie palca w inne otwory, a tym bardziej jeśli zmienimy przyrząd eksploracji, np. z palca na typowy vagina explorer. I po co ten przydługawy wstęp? Otóż, po to, żeby powiedzieć, że rozumiem chęć utrzymania dobrych stosunków z Kościołem, ale nie rozumiem włazidupstwa. Dlaczego? Bo w rezultacie powoduje to właśnie wdupiemanie. Przybysz z grodu Kraka opowiadał mi o ludziach z tzw. małego establishmentu, którzy chadzają na obiadki (po staropolsku nazywa się to pieczeniarstwem) do kurii i różnych klasztorów i pytają, co by jeszcze zechcieli wziąć. Wynoszą urzędowe plany i nawet doradzają, gdzie kościół, gdzie opactwo…W nagrodę rozbestwiony Pieronek od czasu do czasu raczy powiedzieć, że „jeśli chcecie wojny, to ją będziecie mieli…” Piszę to z przekąsem, ale nie bez powodu, bo w Olsztynie też czas dożynek, a władze chadzają do „gospodarza” ze śpiewem: „Plon niesiemy, plon”. Niechże choć ciut pomyślą, co jest konsekwencją włazidupstwa… Gejowski seks po polsku z domieszką religijnej adrenaliny i z dreszczem zwątpienia dla biednego społeczeństwa. Jeszcze jeden program? Proszę bardzo! „Dwadzieścia jeden działek pod obiekty sakralne na XXI wiek”, lub „ W każdym powiecie po teologicznym uniwersytecie”, czy „każda spółka skarbu państwa ma swego kapelana”… itp. A co na to władze? Wasza Wyższość (excellentia)! Od zawsze jesteśmy przygotowani, do wypełnienia rozkazów… „Jezu, Maria! Szlag mnie trafi.” Albo niech sobie walnę szkolnym oksymoronem: „Wielebne głupstwo”. Link Zgłoś
Gość: jothagie „Jest super, jest super, więc o co ci chodzi?" IP: *.olsztyn.mm.pl 04.09.09, 08:54 zamknięty Jest super, ale o wolności, prywatności, życiu osobistym zapomnijcie. Jeśli T. Love i Muniek Staszczyk, to znaczy, że „bez pałlitra nie razbierjosz. Dziś nie będzie o seksie, ale polityce miłości. Otóż rząd tak kocha naród, że ochroni go nawet przed własnymi (narodu) pomysłami. Oczywiście pod pretekstem terroryzmu i różnych współczesnych dewiacji, chociaż nie przewiduje się ochrony przed zasadniczą dewiacją - tymi, co naród sukcesywnie grabią… wiadomosci.onet.pl/2035548,11,item.html Rząd bardzo dobrze rozumie kapitalizm. Teraz już nawet nikt nie mówi o gospodarce rynkowej lub innych tego typu wynalazkach słownych. Ordynarny kapitalizm – im większa bieda tym więcej uprawnień policji, by niezadowolone społeczeństwo mogła wziąć za twarz. Aktualnie wskrzeszamy ducha „granatowej”. A co dalej, to łatwo się domyślić… Jeszcze tylko w szpitalu, tuż po urodzeniu, dwa chipy – kościelny i policyjny. Z czasem, jak Kościół przejmie policję całkowicie, wystarczy jeden. W czym rzecz? Spece od teorii utrzymania władzy, czytali Marksa i doskonale wiedzą, że socjalizm można wprowadzić na bagnetach, czego doświadczyliśmy, albo demokratycznie – kartką wyborczą. Socjalizm jest wtedy wynikiem tego, że władze nie potrafią inaczej rządzić a społeczeństwo już nie potrafi tak żyć. Pierwsza część tego powiedzenia (mniejsza o dosłowność) właśnie w realizacji hic et nunc. Druga wisi na włosku… Jak temu zapobiec, bo władza spodobała się, a jej przedstawicieli przyjęto do międzynarodowej zmowy. Po pierwsze zawarto umowę „wewnątrz” elit politycznych według której nie będzie innego wyboru niż PiS i PO. Żaden ośrodek badania opinii publicznej nie odważy się obwieścić czegoś innego. Ale ten brak demokratycznego wyboru to początek totalitarnego udupienia społeczeństwa. Reszty dopełni polityka miłości i postęp - przed wojną były wszy, po wojnie pchły a teraz pluskwy podsłuchowe. Owa pluskwa to oczywiście synonim udupienia społeczeństwa. Dla kogoś, kto pracuje 16 godzin dziennie, żre byle co i sra bez rozgłosu, to nie będzie mieć żadnego znaczenia. Ale pozostali będą czuć się zagrożeni, chociaż w pewnej kolejności. Najpierw: „jesteś z nami albo z nimi”. Potem: „Kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam”. Znamy te mechanizmy… „Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem komunistą. Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem związkowcem. Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem Żydem. Kiedy przyszli po katolików, nie protestowałem. Nie byłem katolikiem. Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było”. (Pastor Martin Niemöller, Dachau 1942 r.). Link Zgłoś
Gość: jothagie W elitach brak dinozaurów niepokornych myśli IP: *.olsztyn.mm.pl 05.09.09, 08:55 zamknięty Chyba na zawsze zapamiętam literacką wersję ostatniej rozmowy Liwii z Klaudiuszem - prosi go o to, aby zagwarantował jej boskość po śmierci, tak by w zaświatach nie spotkała ją kara za popełnione zbrodnie. Coś w sam raz dla naszych elit – zagwarantowana boskość, by żadnych konsekwencji nie ponosić. Ani tu, ani tam, przy czym tego „tam” to oni się nie boją, albo boją tylko dla pozoru i wyniku wyborczego. Jakie to zepsute czasy, chociaż władza zawsze taka była. Od czasu do czasu czyniono świętym jakiegoś władcę, ale było to obłudne i kiedyś i dziś. Było to możliwe, „dzięki” głupocie narodów, które takie upokorzenie traktowały ramach „cesarzowi co cesarskie”. W tym kontekście przypominam sobie powiedzenie Wałęsy, że musimy przywrócić czasy II RP i słowa jednego z ministrów (założyciel ZCHN) w rządzie Bieleckiego, że trzy klasy obowiązkowo – nauczyć czytać, pisać, tabliczki mnożenia i wystarczy. Takim narodem to się rządzi. I świętym władcą można zostać…Nie będzie odpowiedzialności. A że bieda i nędza szerzą się w zastraszający sposób? Nic to! Za (duże) pieniądze Kościół to jakoś znieczuli. A ten już jest święty i też odpowiedzialności nie poniesie. Ludzie! Ktoś musi stanąć ramię w ramię z tym głupim i biednym narodem, ale póki co narodowi jest dobrze tak, jak jest. Ma swój Kościół, swoją Ojczyznę i nie musi jeść razem ze świniami, jak syn marnotrawny. Więc czego mu jeszcze brakuje? Pytanie za przysłowiowych 100 punktów… P.S. Gdyby można było sklonować po kilka sztuk takich dinozaurów jak Giedroyć, Herling-Grudziński… Z elit też można by coś klonować, ale ten materiał nie jest brany pod uwagę przez elity u koryta. Niestety, elity maja skłonność do „wyłaniania z siebie” głupków, a nie „dobierania” materiału do zapładniania nową jakością. A propos Giedroycia, fragment wywiadu: Polityka: Czy wizyta Ojca Świętego będzie miała wpływ na przyszłość Polski? Jerzy Giedroyc: Żadnego. Poza chwilowym uniesieniem społeczeństwa nie odegra żadnej roli. A kosztowała nas bardzo dużo. Nie stać nas na budowę takiej ilości kościołów, kiedy mamy niedożywione dzieci. (Polityka, nr 35, 28 sierpnia 1999). Link Zgłoś
Gość: jothagie „Jaka piękna katastrofa”! IP: *.olsztyn.mm.pl 06.09.09, 08:59 zamknięty Tak kończy się film „Grek Zorba”, właśnie optymistycznym spojrzeniem na katastrofę, widzianą nie tylko fizycznie, ale i psychicznie, w sensie zwykłej klapy wielkich zamierzeń. Sytuacja, wypisz wymaluj, kojarzy mi się z sytuacją Kościoła katolickiego. Od momentu nastania niepodległości Kościół dąży do stworzenia kraju wyznaniowego. Tak się w tym zagalopował, że nawet nie zauważył, jak stał się skansenem polskiego fundamentalizmu z wszystkimi jego negatywnymi cechami. I nie chcę Was martwić, ale on już mądrzejszy nie będzie. W dojściu do normalności (przyjmijmy za standard jakąś średnią krajów Zachodu) przeszkadza mu pycha, przeświadczenie o nieomylności i dotychczasowe dobre wyniki w pazerności. Kościół nie posłuchał rady, by nie zajmował nie tylko bunkrów, ale także jakichkolwiek pozycji po luzującym je ustroju komunistycznym. Wejście tam to była klęska a nie zwycięstwo. To straszna lipa a nie zwycięstwo. Dodatkowo, jak na pazerny kapitalizm przystało, Kościół ustawił się po stronie bogatych. Teraz zaś bieda neutralizuje nie tylko ideologiczne założenia ale i ekonomiczne osiągnięcia Kościoła. Kościół wpadł w pułapkę, z której sam nie wyjdzie. Teraz kolej na państwo jako instytucję. Powinien być przeprowadzony rozdział Kościoła od państwa. I koniec rozdawnictwa. Koniec także z niezrozumiałymi przywilejami. Zakończyć działalność Radia Maryja w obecnej postaci. Uważam tę działalność za najbardziej szkodliwą. To utrzymywanie polskiego katolicyzmu na poziomie najbardziej prymitywnym. Nikt nie powinien się identyfikować ze słowami szaleńców z tego radia. Pamiętam ideę powstania RM ujawnioną przy nadawaniu koncesji. To miało być radio modlitewne. Takie istnieją na świecie i nikt do nich pretensji nie zgłasza. Że tak będzie, zaręczał taki pajac w sutannie i z figurką Matki Boskiej. Kościół nie może być pasożytem na ciele społecznym, nawet pasożytem pożytecznym. Sam zaś Kościół powinien tak się zorganizować, żeby jego działania były demokratyczne i transparentne. Nie trzeba mu podpowiadać, jak – tego wysiłku musi sam dokonać. A jeśli tak się nie stanie, to przede wszystkim Kościół będzie odpowiedzialny za tą „piękną katastrofę”. Piękną, boć to w sferze kultury, a w niej wszystko jest kulturą… dawna religia Słowian również. Link Zgłoś
Gość: jothagie Konkurs konkursem,a zatrudnienie to nasz przywilej IP: *.olsztyn.mm.pl 07.09.09, 09:14 zamknięty Kiedyś byłem tak naiwny, że zapragnąłem sprawdzić, jak działają reguły demokratyczne i stanąłem do konkursu na takie tam podrzędne stanowisko. Znajomi, a szczególnie obeznani w sprawie odradzali mi, no bo „tam jest kandydat, którego popiera kuria”. Nie przejąłem się tym, bo chodziło mi o doświadczenie, chociaż pracę przyjąłbym. Jakież było moje zdziwienie, gdy odczytano wyniki. Przegrałem do zera. Inni do jednego, dwóch, trzech a ja do zera. Takich szczegółów podobno się nie ogłasza, ale wtedy z satysfakcją to podano. Konsternacja była tym większa, że w komisji był mój dobry znajomy. Przepraszał mnie, a po trzeciej wypitej pięćdziesiątce rozpłakał się – nie mógł inaczej. Zmuszono go szantażem. Tak wspominam początki naszej demokracji i nie wracałbym do tego gdyby nie fakty bieżące. Okazuje się, że „nauka radziecka” zna ewolucję tego przypadku, a mianowicie że można wygrać konkurs, czyli być najlepszym, a nie zostać zatrudnionym. Ja również znam takie przypadki osób zaprzyjaźnionych i czekam, co sąd na to powie. Sądy przecie są niezależne od Karguli i Pawlaków…, chociaż zawsze może powstać zapotrzebowanie na kota, który w soboty i niedziele sądowe myszy opędzi. Z czasów panowania poprzedniego prezydenta pozostało nam jeszcze poczucie sojuszu władz (te w rozumieniu Monteskiusza + prasa). Władza porozumie się sama, jeśli można tak trawestować powiedzenie najsławniejszego rzecznika rządu… Link Zgłoś
Gość: jothagie Jest poselski,ale najważniejszy to Święty Immunite IP: *.olsztyn.mm.pl 08.09.09, 08:48 zamknięty A właściwa kolejność jest taka: Święty Immunitet, Poselski Immunitet, WŚDB czyli Wielka Święta Dziura Budżetowa i Czarne Dziury w Kosmosie, ale to już boski immunitet – chroni tylko od mandatu za szybkość Obrotu Ciał Niebieskich. I kto ma wątpliwości, że władza pochodzi od Boga? Chociaż w Indiach są święte krowy, to tylko u nas praktykuje się Immunitet Świętych Krów – nietykalność duchownych. To może jeszcze zniósłbym, gdyby to nie miało przełożenia np. na sprawy sądowe, gdzie jest rażąca dysproporcja we wszczynaniu spraw i zasądzanych karach. To jest widoczne, skandaliczne i przyczynia się do relatywizacji wymiaru sprawiedliwości. Z czasem to nie my będziemy mieć problemy moralne wobec wymiaru sprawiedliwości, ale on sam z sobą. Dzięki tym i im podobnym sprawom, wymiar sprawiedliwości, od prokuratorów poczynając, poprzez adwokatów, na sędziach kończąc ma opinię z tendencją schyłkową. A przecież chciałoby się inaczej, bo jeśli autorytety same się zanegują, to myśląc per analogiam z faktów historii, krwawo będziemy rozwiązywać nasze problemy. Nie akceptuję jednak sytuacji, w której Immunitet Świętych Krów powoduje nachalność ideologii. Może nie w postaci doktryny, bo i ona ma odzwierciedlenie w prawie (np. niesławny konkordat), ale przede wszystkim w zamknięciu dróg kariery i społecznego poważania osobom nie poddającym się owej ideologii. Mam własne doświadczenia w tym względzie i bliskie mi są doświadczenia znajomych. I nie chodzi tu firmy prywatne, choć i tam ma to przełożenie, ale mam na myśli samorządy i funkcje państwowe. Znane mi są przynajmniej trzy przypadki znajomych, którzy aby nie stracić pracy, muszą praktykować katolicyzm mimo, ze dalecy są od tego. Mogę opisać ich dyskomfort, ale mam wątpliwości, czy sami nie są sobie winni. Mam bowiem dobry przykład z przeszłości. W mojej rodzinie był (jeszcze żyje) człowiek, który swoją głęboką i autentyczną wiarę łączył z wysokim stanowiskiem, członkowstwem w PZPR i oficjalnymi praktykami religijnymi. Wielokrotnie z ambony „spadał” jako dobry przykład. Po kolejnej próbie wyrzucenia go z partii, ostatecznie dano mu spokój. Czy dziś byłoby to możliwe? Gdzieś „wysoko” może i tak, szczególnie w połączeniu z przynależnością do „słusznej” partii, ale w Olsztynie – wątpię…! Immunitet jest tu pierwszy, dopiero potem partia, narodowość i znajomi niedźwiedzia…i Kopernik, który płaci mandaty za wspomnianą szybkość Obrotu Ciał Niebieskich. forum.gazeta.pl/forum/w,902,99961538,,Abp_Goclowski_przesluchiwany_przez_9_godzin_ws_.html?v=2 Link Zgłoś
Gość: jothagie W polityce przeważa KomSoMolskaja prawda IP: *.olsztyn.mm.pl 09.09.09, 08:37 zamknięty Niestety, prawda o Polsce, to k. (skracam i wszelkie domysły na własną odpowiedzialność) prawda. Co to znaczy, dokładnie nie wiadomo, ale wiadomo, że obok tischnerowskiego podziału prawd (święta prawda, tysz prawda i gó... prawda) nieźle trzyma się jeszcze inna prawda. W nowych warunkach odtwarzają się stare prawidła, a mówienie o nich jest pokrętne i maskuje racje partyjne. Czymże to jest, jeśli nie k. prawda? Stefan Niesiołowski, zanim jeszcze wstąpił do PO, wyraził się o tej partii w następujący sposób: “PO prawdopodobnie skończy tak jak wszystkie ruchy, które spaja jedynie cynizm, hipokryzja i konformizm”. Rzecz w tym, że poseł mówiąc o znienawidzonej wtedy PO powiedział trochę prawdy o całym partyjnym establishmencie, przy czym to jest k. prawda, bo inaczej niemożliwe, by zaraz potem do niej wstąpił. Albo podręcznikowy przykład takiej prawdy. Lewica zwykła z okazji wyborów apelować do myślących lewicowo. „Nie wystarczy mieć serce po lewej stronie, trzeba myśleć lewicowo” – tak to wyglądało dotąd. Cóż kiedy do tej pory, cały czas mieli serce po lewej stronie, ale myśleli jak rabusie. Jakaż to prawda o intencjach chcących sprawować władzę, lub faktycznie sprawujących. Czyż nie jest to k. prawda? W sprawach międzypartyjnych dominuje myślenie rokiem 1948 (chodzi o przejęcie mniejszego PPS) – Tak myślało PZPR, tak myśli SLD i tak myślą inne partie – z domniemanego konkurenta uczynić satelitę, a najlepiej wcielić we własne szeregi. Trudno wytłumaczyć, że wobec nikogo nie można tak myśleć, że to nie jest sukces a niebezpieczeństwo – zemsty różnic ideowych i olbrzymi koszt ujednolicenia. Ta prawda jakoś trudno przebija się przez świadomość członków partii i przez teraźniejsze partyjnictwo. A szkoda, bo skróciłoby to dystans do faktycznej jedności celów, nie tylko partiom z tzw. „pnia”. Także uniknęlibyśmy cynizmu ludzi „przejętych”. Czy ukrywanie tego i odwracanie „kota ogonem nie jest k. prawdą? Medialnie celowo powiela się schemat „jedynie słusznej racji”. W praktyce wypada, że taką rację reprezentuje GW. Może nawet tylko GW. Prawdę mówiąc, źle się czuję, gdy Michnik ustanawia mi normy demokracji i normy moralne w ogóle. A po wypowiedzi Zbigniewa Herberta(nie będę cytował, bo ktoś za to stanął przed sądem) to już w ogóle straciłem zaufanie do jego zdolności w zakresie etyki normatywnej. Czy te wygibasy myślowe, raz nie zachowujące elementarnej logiki, a innym razem opluwające to, co polskie w ramach walki z przesądami, to nie jest k. prawda? Bacznie przyglądam się naszej administracji. To nie jest korpus urzędniczy, ale sfora zagończyków, bezkrytycznych wykonawców poleceń pasterza, kierownika i każdego wyższego „stopniem”. Na to zeszmacenie pracuje atmosfera niepewności statusu urzędniczego, preferowanie feudalno-wasalnych stosunków i nagradzanie za brak samodzielności. Powszechnie panują trzy typy Kowalskich: Jan Wziątek-Kowalski, Jan Czopek-Kowalski i Jan Strach-Kowalski. Dokąd my, do Europy? Czyż utrzymywanie tego stylu, jako jedynie słusznego, nie jest wersją k. prawdy? P.S. Pozwolę sobie na gest rozpusty i publicznie wyrażę taką oto nadzieję: Krzywa średniej inteligencji ludzkości imponująco wznosi się do góry. Cóż, od czasu do czasu do decyzji dorywają się jednostki, które ową średnią ściągają w dół. Pocieszające jest jednak to, że w skali dłuższej są to przypadki a nie tendencja. I oby to k. nie była k. prawda! Impulsem do wystukania na klawiaturze tej wypowiedzi była wypowiedź naszego polityka, który stwierdził, że trzeba uczyć się kapitalizmu. Przypomniało mi się przemówienie Lenina wygłoszone na III Zjeździe Komsomołu (2.10.1920), aby młodzież "uczyła się komunizmu". A poza tym nic na działkach się nie dzieje… Link Zgłoś
Gość: jothagie To były czasy… A co jest teraz?! IP: *.olsztyn.mm.pl 10.09.09, 07:36 zamknięty Strzeliliśmy ruskim bramkę, ale radziecki bramkarz nie uznał gola. Od razu stał się moim idolem. Gdy przekraczałem granicę ze Związkiem Radzieckim (Moskwa-Warszawa), to przechodziłem kontrolę osobistą i byłem poddany badaniu odbytu. Na pytanie, czego pan tam szukał usłyszałem: „My dobrze wiemy, gdzie wy macie Związek Radziecki” i od razu faceta polubiłem… Sara Palin „wystawiła się” na aukcji (w nagrodę możliwość spotkania i zjedzenia lunchu). Cena wywoławcza w licytacji od 25 tysięcy dolarów. To nagroda zdecydowanie z drugiej dziesiątki. Prym nadal wiedzie I nagroda w Federacji Rosyjskiej – spotkanie oko w oko z Leninem…Czuję ten matrix fachowo reżyserowany przez braci (Wachowskich) a amatorsko przez różnych braci, w tym również braci w wierze... I aby nie było już wesoło! Matka zabija własne dziecko, bo nie ma go czym wykarmić… Prawda życia, prawda ekranu. Wniosek przełamujący niedopowiedzenia: A jednak istnieje eutanazja po polsku. Brak możliwości dla tych jeszcze nie poczętych – aborcja po polsku. Nasza lokalna (w sensie UE) specjalność…Chyba nie polubię tej (wersji) Polski. Kto szuka, ten znajdzie – mówią święte księgi, ale nikt się z tym nie narzuca. Chodzi mi o ilość samobójstw w kraju. Jest to spora liczba, ale przerażająca jest tendencja wzrostowa. Jak dalece potrafiliśmy ludziom odebrać apetyt na życie. Rozumiem ich, bo przyjąłem jako swoje powiedzenie Seneki Młodszego: „Czy jest coś gorszego niżeli śmierć? Życie, jeśli pragniesz umrzeć." P.S. A miało być tak pięknie…A tu okazuje się, że pięknie to już było. Link Zgłoś
Gość: MarKier Zobaczyć Neapol i umrzeć… IP: 78.114.30.* 10.09.09, 20:21 zamknięty We współczesnej wersji brzmiałoby to przypuszczalnie tak: Głodował więc napadł na bank. Najadł się i odebrał sobie życie. forum.gazeta.pl/forum/w,67,99960111,,Samobojca_z_wiezienia_zostawil_siedem_listow.html?v=2 Boże! Jak ja Cię kocham za tę autoironię ze Swego Niezmierzonego Miłosierdzia. A tak w ogóle, to gdzie byłeś, jak on był głodny? Link Zgłoś
Gość: jothagie Brońcie się za drewnianym murem IP: *.olsztyn.mm.pl 11.09.09, 20:07 zamknięty Dziś jako Pytia delficka doradzam Państwu. Brońcie się! Nie dajcie się! Może to Was nie dotyczy bezpośrednio, ale solidarność w rozpaczy obowiązuje. Prawdopodobnie nie będę miał posłuchu w sytuacji, kiedy przywódcy wraz z Kościołem chronią się za wiecznym murem. I z tej pozycji przeprowadzają atak na jedną z ostatnich już możliwości dla ludzi zdesperowanych. Atak na możliwość zapłodnienia in vitro. W tej kwestii, to akurat zgadzam się z wypowiedzią, że "państwo /…/ choć psuje wielkie rzeczy, to potrafi też psuć małe"(J. K. Galbraith). Te duże mają wymiar ogólnospołeczny, a te małe boleśnie odbijają się na jednostkach. Rozsyłając spam do posłów, biskupi uzasadniają fakt istnienia lobby watykańskiego, ale także każdego innego (rosyjskiego i niemieckiego), przy czym biskupom wcale nie chodzi o walkę religii ze złem - chodzi o przypomnienie, kto tu rządzi. Szanowni Purpuraci! Coś tu śmierdzi ambasadorem Mikołajem Repninem. Ponieważ Polska nie może wpłynąć na treść żadnego kościelnego dogmatu i innego dokumentu Watykanu, to zaistniała sytuacja wyczerpuje znamiona układu satelickiego. Czy ktoś już powiadomił prokuraturę? wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,7020614,Biskupi__Precz_z_in_vitro.html?skad=rss Ktoś to słusznie ujął w następujący sposób: Rzeczywiście precz, bo jest to „żydomasoński spisek przeciwko Prawdziwemu Katolickiemu Jedynie Dozwolonemu Zapładnianiu Penisem do Pochwy. Z odrobiną samokrytyki chciałoby się zawołać: Jakie my dupki jesteśmy! A echo odpowiedziałoby: A jakim dupkom to zawdzięczamy! Przecież są to pseudo problemy, choćby w porównaniu z problemem głodnych dzieci w szkołach. Ja pamiętam uczucie głodu (wczesne lata 50te) i omdlenia dzieci w szkole. Pamiętam czekanie na wiosnę i pierwszy szczaw. Głód to jest uczucie nie do opowiedzenia… I tym nie zajmują się z powodu moralności tylko dla wyborów? Głodne dzieci muszą więc poczekać do wyborów… P.S. Umówmy się, że mimo podziwu dla Zapolskiej, nie będę już nigdy kończył zawołaniem „A niech to szlag trafi”, chociaż to rozumie się samo przez się. Link Zgłoś
Gość: Karol z Zatorza Olsztyn kabaretu ma smak IP: *.A157.priv.bahnhof.se 12.09.09, 17:20 zamknięty Obserwując to „moje” miasto z niejakiej oddali i wrastając w sposób myślenia innych nacji, mam rozterki, a mianowicie, czy coś się ze mną nie dzieje. Zbyt często śmieszy mnie to, co czytam o Was, co mi pisze rodzina i co przywożą młodzi ludzie. Jesteście jacyś tacy nieporadni, gnuśni, bez decyzji – władza, jakby chór kastratów w dawnej operze. Niezbyt jest to przejrzyste, kto rządzi chociaż można się domyślać, kto podejmuje decyzje. Dlaczego taki zamęt? Czy to nie może być transparentne? Podobno piorun z jasnego nieba rozwalił lipę w Olsztynie, to może czas na solidność, bo „solidarności” to mam powyżej wszystkich dziurek. Mam więc dwa pytania do forumowiczów lub autora tego ciekawego cyklu: Po pierwsze, czy rzeczywiście nie da się ustalić, kto rządzi w Olsztynie i kto powinien ponosić odpowiedzialność za to europejskie zadupie? I po drugie, pracuje tu lekarz z Olsztyna i kazał mi zapytać rodziny, na jakim wydziale UWM jest ginekologia? Lekarskim czy teologicznym? Czuję, że mnie podpuścił, ale chyba coś w tym musi być. Jestem tu dziesięć lat i jeszcze porównuję „tu” i „tam”, choć „my” - „oni” już nie istnieje. Zżywam się z roku na rok coraz bardziej. Pewne sprawy jednak podziwiam – w kraju mego pobytu nikt nie wdaje się w tak poważne wypowiedzi na jakimkolwiek forum publicznym. I dlatego zaglądam tu. Link Zgłoś
Gość: jothagie Kto rządzi w Olsztynie, a nawet trochę szerzej? IP: *.olsztyn.mm.pl 13.09.09, 19:53 zamknięty Takie pytanie może zadać ktoś, kto nie pojął najważniejszych spraw z historii lub ten, kto nie zdaje sobie sprawy, w jak niebezpieczny i grząski teren wkracza. Czyżbym był aż tak naiwny? Może…! Ale padły pytania (poprzedni wpis) i wymagają odpowiedzi. Od ręki odpowiadam na drugie: Ustalenia trwają… Władza od najdawniejszych, a opisanych czasów, rządzi się swoimi prawami. Tu koniecznie fragment z Horacego: A wielu miał w zwycięstwie przodków Agamemnon, Bohaterów od niego potężniejszych jeszcze, Zeszli w noc zapomnienia ponurą i ciemną, Bo przy nich nie było wieszcza. Istota władzy przez wieki jest taka sama. A wiemy to od tych, co przez wieki spisywali jej oblicze. Był to układ. Była to mafia. Były inne formy organizacji władzy, ale były nieskuteczne i nietrwałe, jak jezuickie Redukcje Paragwajskie. My upodobaliśmy sobie typ pośredni - układ mafijny. A więc, u nas rządzi układ mafijny. Jest więc układ – porozumienie sił akceptowanych formalnie, który organizuje i kontroluje mafię. Capo di tutti capi występuje tu w formie zbiorowej. Ten układ jest taki, jak damskie gacie – niewymowny. Niebezpieczeństwo polega na nazwaniu go, dlatego ja nie będę tego robił. Jest również mafia, która jest przejrzysta w iluś tam stanowiskach np. samorządowych i organizuje sobie ludzi nie tylko do roboty, ale i do sprawy jako takiej. Poszczególne słupy (capi) zarządzane są indywidualnie przez części układu. Te milowe słupy wiedzą, co trzeba czynić i robią to biorąc na siebie odpowiedzialność. To jest tak, jak z Buzkiem i Krzaklewskim. Problem jest następujący: w Polsce jest wiele mafii, które działają bez zgody układu. Konkurencja jest tępiona zgodnie z prawem układu… I teraz tak, jeśli Bóg nad Wami czuwa, to możecie trafić do układu. Jeśli macie dużo szczęścia to Was przyjmą na milowe słupy mafii, a jeśli los obdarzy Was małym szczęściem, to zostaniecie nieświadomymi żołnierzami (robolami) mafii. Inni się nie liczą (mają przesrane), chyba że wybiją się na samodzielność gwarantując coś pierwszym (wiedzę operacyjną) lub drugim (łapówki). Ta sfera samodzielności będzie się z czasem poszerzać, bo to gwarantuje dopływ funduszy, których częścią obraca układ. Mafia natomiast obraca częścią naszych lokalnych obciążeń finansowych i tym co skapnie (lub zostanie wydojone). Jeśli natomiast trafiliście do konkurencyjnej mafii, to ja Wam dobrze radzę; radźcie sobie sami. Jest jeszcze inna „reszta”, do której ja należę, czyli tych, którzy bronią się przed byciem pacynką, choć generalnie należę do tych, co mają przesrane. Teraz weźmy jeden przykład. Z olbrzymią nienawiścią niszczono u nas JCM. Wyobraźcie sobie, że to był tylko „słup” i „układ” na tyle „zniszczenia” zezwolił. Tak układ karze za niesubordynację…Ale na więcej zniszczenia nie zezwoli…i Waszymi głosami, JCM jeszcze może wrócić…”Odnowi” ślubowania i będzie mu to zapomniane. Tak przećwiczony więcej głupstwa nie zrobi. A swoją drogą, zniszczyły go inne „słupy” używając do tego pacynek. W tym miejscu zróbcie sobie dużo wolnego miejsca, bo informacje potwierdzające zaczynają napływać: wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7027538,Biegli__byly_prezydent_Olsztyna_nie_jest_gwalcicielem.html Pójdzie to w tym kierunku. Pamiętacie potrącenie na pasach? „Uniewinnił” prokurator… a miał obowiązek oddać sprawę do sądu. O tempora o mores! Dura lex, ale nie dla każdego. P.S. Umiejąc pisać, można się władzy przysłużyć…– tak rozumiem Horacego. Link Zgłoś
Gość: jothagie Podkładają sobie świnię wielkości słonia IP: *.olsztyn.mm.pl 15.09.09, 07:55 zamknięty To o dyskusji między gejami a ich tępicielami lub politykami a ich antagonistami, albo o ludziach, którzy lubią innym szkodzić. W tej sprawie jesteśmy miłośnikami oręża, wojny, podjazdów, podstawiania nogi, podkładania świni, salonowca, itp. zabaw ogólno narodowych. Moje zdanie jest obojętne na temperaturę takich uczuć. Przecież widzę, że ta świnia jest niejadalna…a już na pewno nie koszerna w żadnej religii. Za przykład podam dyskusję na lokalnym forum, która doszła już do absurdu a ośmieszane słowo „absmak” oddaje istotę, jeśli jest to więcej niż niesmak: forum.gazeta.pl/forum/w,64,99291843,99291843,Adamski_olsztynski_gejoznawca.html Homofob to idealista, którego świadomość określa tylko odbyt w przeciwieństwie do geja, materialisty, któremu tylko odbyt określa świadomość. I jedno i drugie mieści się w karykaturze ideologii. I jedno i drugie jest wyrazem nadgorliwości, ujawnianej celem określenia samego siebie. Jest to wielkie ubóstwo myślowe, bo człowieka określa parę innych, ważniejszych spraw. W związku z tym miałbym radę w stylu Tischnera, choć nie jestem pewny, czy cytowanie go w tym temacie nie jest nadużyciem: „Przestańmy rozliczać świat, a zacznijmy rozliczać siebie”. Niechże nam wystarczy nasza świadomość albo nasz odbyt i nie czepiajmy się innych, jeśli na wyjściu mamy inne punkty widzenia. Wywoływanie dyskusji na siłę podobne jest to czepliwości w stylu wiejskiej zabawy: „Nie dostałeś jeszcze w mordę? A to masz!” P.S. Nie rozumiem „kapłanów” duchowości albo cielesności. Bardziej cenią życie niż poczucie humoru. Oni na poważnie tak dyskutują… A swoją drogą, humorzasto się podnieciłem na myśl, że "Don't PiSS" – tabliczki zdjęto w GB, ale od pewnego czasu obowiązują w Polsce. Nastąpiła zmiana zawołań bojowych, z „Tak trzymać” na "Don't PiSS". A SLD się pcha…jak ten Maneken piss będzie PiSSać uzasadnienia niejednoznacznych decyzji. Link Zgłoś
Gość: MK Re: Zrozumieć politykę naszych elit IP: *.r02.dllstx01.corexchange.com 16.09.09, 04:10 zamknięty Intelektualiści jako klasa ani nie mają powodu uważać, że zachowali się w ciągu ostatnich paru dziesięcioleci w sposób wzorowy, ani też nie ma żadnych podstaw, aby uznać za uzasadnione ich pretensje do odgrywania jakiejś przodującej roli w kierowaniu opinią publiczną. Jest rzeczą bez wątpienia niebezpieczną i trudną mówić o istnieniu elity moralnej w jakimkolwiek kraju; ale wyjątkowego już ryzyka wymagałoby utożsamienie jej z elitą intelektualną. Link Zgłoś
Gość: mk Re: Zrozumieć politykę naszych elit IP: *.ip.netia.com.pl 09.12.10, 00:13 zamknięty Jeżeli wytłumaczysz mi, na czym opiera się pojęcie elity moralnej, to jest jeszcze sems prowadzenia tego typu dywagacji. Przed ewentualną dysput w tym temacie, proponują zapoznać się z samym pojęciem moralności. Link Zgłoś
Gość: jothagie Alzeidyzm to nowy sposób oporu IP: *.olsztyn.mm.pl 16.09.09, 09:18 zamknięty Kiedyś nosiło się w klapie opornik. Wcześniej w trakcie Dziennika Telewizyjnego – szczytu wrogiej propagandy, wychodziło się na spacer. To były udane akcje, ale już były. Teraz poszukujemy czegoś bardziej „treściwego”. Czemu nie brać przykładów od arabów? Przypomnę, że Muntadar Al-Zeidi to iracki dziennikarz, który butem wymierzył symboliczną karę Buschowi za sponiewieranie narodu irackiego. Odcierpiał swoje w więzieniu i na torturach, jak przystało na kraj, w którym amerykanie wprowadzają demokrację. Są dwie wersje tej postawy, „butem go” i „z buta go”. Nie popieram przemocy, dlatego nie przyzwalam wersji drugiej. Nic jednak nie mam przeciwko, gdy są powody do pogardy i pogardę się okaże. I dlatego ironicznie uśmiecham się do wersji pierwszej. Lewicowcy niech rzucają lewym butem, a prawicowcy prawym. Ilość butów nie do pary w danym domu będzie stanowić o intensywności zaangażowania politycznego a nawet patriotyzmu. Obrzucani tez mogą tworzyć prywatne muzea, np. muzeum władzy, muzeum służby publicznej i eksponować buty wraz z ich legendą, przykładowo, „ten trafił mnie za prywatyzację stoczni gdańskiej”, „ten przeleciał mi nad głową za podwyżki dla nauczycieli”, „tym na szczęście nie dostałem, bo był to służbowy but (made in China) afgańskiego policjanta”, „tym oberwałem za czytanie kazania z kartki – nie zabrałem go z sobą i dostałem powtórnie za przegranie tacy w pokera”. Itd., itp. Panowie Elyty! Zbierać buty, a nie od razu więzienie i tortury. Rzucenie butem jest równoważne powiedzeniu „spieprzaj dziadu”, a nie słyszałem, żeby jego autor był specjalnie torturowany lub więziony bez zachowania praw człowieka, np. bez małpek w samotni lub świątyni dumania, czy bez wina w przybytku knucia… Rzucanie butem jest współczesną formą porozumiewania się bez słów. Już widzę ten traktat filozoficzny na poziomie wykładu habilitacyjnego „O wyższości rzutu lewym butem nad prawym”, by w drugim półroczu przeprowadzić przeciwną tezę na poziomie dysertacji doktorskiej. O pracach z zakresu trajektorii lotu, czy ergonomiki rzutu butem, tylko wspomnę. Jak znam życie, niedługo czekać, jak pojawi się duszpasterz (krajowy, wojewódzcy i powiatowi) tych, co w jednym bucie… Wyda się katechizm wg Kongregacji Błogosławionego Sandała – a w nim m.in. 10 przykazań dla rzucających i publiczna spowiedź z rzutów do Sług Pana B. W dziale katechizmu, pt. „Wojsko”, między innymi Dzień Rzuconego Trepa. W dziale „Prasa” szycie buta premierowi z przeznaczeniem i opisem rzutu wyżej… A więc, strony odwiecznego sporu, do dzieła! Nie warto stawiać barier twórczego przemyśliwania sposobów odreagowania idiotyzmów a czasem nawet okrucieństwa życia… Buty w dłoń! Link Zgłoś
Gość: jothagie W krzyżowym ogniu wątpliwości IP: *.olsztyn.mm.pl 17.09.09, 08:51 zamknięty Na świecie trwa dyskusja o symbolach religijnych i wcale nie dostarcza jednoznacznych wniosków. Rzecz w tym, że symbole oprócz trwałej treści wiążą z sobą aktualizacje, które nierzadko podsuwają negatywne wnioski. Tak jest z symbolami islamu, judaizmu (negatywne skojarzenia, np. ze względu na terroryzm, wojny) katolicyzmu (świat źle ocenia fundamentalizmem, czy pazerność i rozwiązłość duchownych). I nikogo by to specjalnie nie zdziwiło, gdyby zachowania te nie były sprzeczne z podstawami konkretnej religii, którą ów symbol przypomina. fakty.interia.pl/religia/przewodnik-katolicki/news/znak-wydezynfekowany,1365801,4255 Czy mnie krzyż przeszkadza? I tak i nie. Nie, bo chociaż w tym symbolu kryje się haniebna tradycja z czasów starożytnych, to mit kulturowy został w nim wypreparowany w postaci tzw. wielkiej wartości – poświęcenia życia dla innych. Dziś nie przemawia on już taką samą siłą, jak kiedyś, bo dziś idea „życia dla innych” jest bardziej ceniona niż idea „umierania za innych”. Ale i dziś kiedy małżeństwa rozchodzą się, bo nie można ustalić, kto ma odbierać dziecko z przedszkola, a kto obrać ziemniaki na obiad, to symbol krzyża jest „ostro bijący”. Zdarzają się też i takie sytuacje, kiedy trzeba dla innych ponieść ofiarę z życia i wtedy ten symbol jest aktualizowany. Tak, bo przypomina on wszystko to, czego pod tym znakiem dokonano, a szczególnie to, czego dokonano w sprzeczności z tą ideą. I tu każdy ma inne skojarzenia. Jednemu krzyż kojarzy się źle, bo budzą go dzwony kościelne, inny rozpamiętuje udział krzyża w wojnach i zabijaniu, itp. Mnie krzyż źle się kojarzy ze względu na umieszczenie go w sejmie pod osłoną nocy. Tam jest to symbol, który dzieli a nie łączy, bo cóż może łączyć cyników. Zresztą to pod jego osłoną dzieją się przeróżne łajdactwa. Na dowolną transmisję z sejmu pamięć moja podsuwa mi dwa fakty: socjalizm przyniesiony na bagnetach i tam zatwierdzony (aż po wprowadzenie do konstytucji przyjaźni polsko-radzieckiej) oraz krzyż zainstalowany pod osłoną nocy w wolnej Polsce. Tak wolnej, że trzeba było innym to narzucić. Te dwie sprawy są również „na mojej krótkiej liście”…, że zacytuję klasyka sztuki proskrypcyjnej. Żaden symbol religijny nie przemawia do mnie na tyle mocno, by mógł reprezentować moje poglądy i organizować moje życie, dlatego sądzę, że ich miejsce jest tam, gdzie będzie ludzi jednoczył. Jestem natomiast przeciwnikiem narzucania ich siłą i misyjnemu zajmowaniu nimi przestrzeni publicznej. Przestańmy wreszcie „uszczęśliwiać” innych w zakresie idei. P.S. Cenię sobie Świadków Jehowy za to, że odwiedzili mnie i złożyli swoją propozycję. Nie cenie natomiast za to, że później usiłowali to zrobić jeszcze 37 razy… Link Zgłoś
Gość: kasia Re: W krzyżowym ogniu wątpliwości IP: *.146.161.188.nat.umts.dynamic.eranet.pl 22.04.10, 11:15 zamknięty Drogi jothagie z przyjemnością zapoznaje się z Twoimi rozważaniami stanowiącymi coś w rodzaju lustra wydarzeń polityczno-medialnych w naszym kraju. Sympatyczny język i spokojna ocena sprawia wrażanie, że zjawiska te dzieją się gdzieś daleko za górami, za lasami, a nie w naszym najbliższym otoczeniu - czego niestety nasza rzeczywistość nie potwierdza. A przecież coraz wyraźniejsze stają się tonacje pisane do oczekującego nas chyba preludium symboli religijnych pod jedynie słuszną rację. Osobiście mnie żadne symbole religijne nie przeszkadzają, o ile za sobą nie niosą ładunków fanatyzmu znanego z jak najgorszych skutków. Powieszenie krzyża pod osłoną nocy w sejmie przypomniało mi działalność Ku Klux Klanu. Czy mamy czekać, aż te krzyże również nocą zostaną zapalone ze znanymi skutkami? Daleka jestem od traktowania tego wszystkiego w kategoriach teorii spisku, ale rozsądek nie pozwala na jej wykluczenie. Nie wolno zapominać, że szereg organizacji politycznych mniej czy bardziej oficjalnie działa pod tym symbolem religijnym wcale nie przynosząc mu chluby dla uzyskiwanych efektów misyjnych, ani też nie stwarzając nadziei na nadanie mu jaśniejszych barw oprócz tych, które zaznaczyła na nim historia. Takie organizacje, jak Młodzież Wszechpolska, ONR, NOP... organizowane były w cieniu tego symbolu w parafiach. Link Zgłoś
Gość: jothagie Re: W krzyżowym ogniu wątpliwości IP: *.olsztyn.mm.pl 22.04.10, 13:56 zamknięty Droga kasiu! Jestem bardzo zobowiązany, że skupiłaś swoja uwagę na moim tekście i wyraziłaś swój pogląd. A że problem istnieje, to wynika również z Twojej wypowiedzi. Dlatego dziękuję Ci za wsparcie. Z pełnym szacunkiem. Link Zgłoś
Gość: jothagie „Debata”… i jeszcze jeden i jeszcze raz… IP: *.olsztyn.mm.pl 18.09.09, 13:12 zamknięty Mottem Pisma jest powiedzenie Józefa Mackiewicza, że „jedynie prawda jest ciekawa". Tak rzeczywiście jest, a szczególnie tak było w jego czasach, kiedy to napisał. Problem jednak polega na tym, że dziś prawda (ujmując tak górnolotnie i trochę na bakier z logiką) ma wiele twarzy, w zależności od tego z jaką intencją się ja głosi. Pismo ową prawdę głosi dla sensacji wychodząc z założenia, że jedynie prawda jest sensacyjna - mydląc przy tym oczy, że jest strażnikiem klasycznej definicji prawdy. Gdy ja to wyczuwam to taką prawdę odbieram z przymrużeniem obojga oczu. Pismo tworzone z takim założeniem ma naturalną tendencję do tabloidyzacji, mimo najszczytniejszych założeń „pierwszego numeru”. W takim przypadku i w tym gronie, „Fakt”, ze względu na swoją nazwę bardziej symuluje prawdę, niż „Debata”, która jak sama nazwa wskazuje, jest drogą dochodzenia do prawdy. I niech się uderzy w piersi ten (wszyscy ci), co za ową relatywizację odpowiada, szczególnie za relatywizację „w złej wierze”. Przeszedłem rygory solidnego wykształcenia, gdzie o prawdzie mówiło się, że ma dwa oblicza. Pierwsze, przydatne w naukach ścisłych, w swej definicji było proste, jak konstrukcja cepa. I mimo, że proste to wyczerpywało całe doświadczenie logicznego umysłu. Na takiej prawdzie zbudowano naszą cywilizację. Drugie, przydatne w narodzinach i funkcjonowaniu mitu, jest niezwykle skomplikowane, i ex definitione jest swoistą extrapolacją i metaforą. Zawsze wyraża nasze pragnienia i to temu rozumieniu zawdzięczamy kulturę. Historia a i teraźniejszość (tym gorzej dla teraźniejszości) zna takie przypadki, że szlachetne ludzkie pragnienia zastępowane są przez zwykłe (upierdliwe) chciejstwo. „Debata” bez wątpienia ma tu problem do przemyślenia…by nie karleć z powodów powszechnie uznanych za niecne, np. z powodów politycznych - czy to partyjnych, czy osobistych. P.S. A jeśli „Debata” jest pismem partyjnym? A to przepraszam…! Ale to trzeba zaznaczyć… i wtedy nie będę miał nic do powiedzenia. Pismu partyjnemu wybacza się wszystkie niegodziwości, ale nie ma się obowiązku mieć go w spisie lektur. Link Zgłoś
Gość: jothagie Lizanie, głupcze! Liżącego się nie kopie. IP: *.olsztyn.mm.pl 19.09.09, 19:37 zamknięty Dziś w kwestii czysto estetycznej. Dokładnie w kwestii lizania d. Widzę, że Wam, elitom, nie jest wszystko jedno, komu liżecie d. Czy to Rosji, czy Niemcom, czy Ameryce, czy Watykanowi (przepraszam za dowolność w kolejności – wiem, że i tu macie uświęcony porządek). A dla mnie jest to, po pierwsze, obrzydliwe, a po drugie, byłoby mi wszystko jedno, jeśli już musiałbym to robić. Kierowałbym się przewrotnością, żeby temu jakiś sens nadać – może za ropę, może za inwestycje… Obrzydliwe, bo nie widzę w tym ani erotyzmu, ani estetyki, ani zadowolenia z wyboru, bo jakiż to wybór jeśli lizaniem zarządza jedna opcja „lizaków”. Tylko wybór w opozycji do aktualnie liżących, przy czym, w sprawie zaniechaliśmy już podziałów ekstremalnych, typu lewica – prawica, beton - konfesjonał za murem, Villas – Walentynowicz… Liżecie, bo już zarządza Wami obłęd, w którym upatrujecie gwarancji swojej władzy. Nie wybór, jak to powinno być w demokracji, nie namaszczenie, jak to drzewiej bywało, ale lizanie…Jeśli widzą w tym jakiś sens, to wydadzą pieniądze na wybór liżącego. Może chociaż na czołganie zmienimy – uznam to za powszechną mobilizację i dostosuję się. Może padniemy na kolana – jeśli nie wręczycie mi książeczki do nabożeństwa, to też jakoś zniosę. P.S. Wracam do tego „po drugie”, że byłoby mi wszystko jedno, jeśli już musiałbym to robić, czyli lizać d. Skorzystałby z mądrości ludowej, a mianowicie, że wytrawny polityk, to i dwie d. liźnie… Nie potwierdzam jakobyśmy opanowali jeszcze jedną postawę wobec Ameryki – włażenie w d. Amerykanów stać na to, by opłacić sobie tradycyjne przyjemności. Co do Watykanu, to zgoda… to biedne acz pazerne państwo i jego przedstawiciele również. Link Zgłoś
Gość: stan Re: Zrozumieć politykę naszych elit IP: 67.228.101.* 20.09.09, 05:52 zamknięty polska rzeczywistość - rzadzą nami idioci, a my na to pozwalamy Link Zgłoś
Gość: jothagie Przetarg nieograniczony IP: *.olsztyn.mm.pl 21.09.09, 08:15 zamknięty Zamawiający: A to Polska właśnie. Nazwa usługi: Poszukujemy nowego Pana. Hasło dla dokumentów: I dlaczego nie Czesi? Dokumenty kierować na Berdyczów. Po tym jak Ameryka strzeliła nam focha wypadałoby oddać się w inne ręce. Jesteśmy jak kobieta po czterdziestce – nie potrafimy do kogoś nie należeć. Znamy już tylko drogę do kościoła, adres, nazwisko i imię swego Pana. Ale temu Panu już dziękujemy…Nie ma kwalifikacji, by „panować” i nam przewodzić. Nasza ambicja nie pozwala nam akceptować kogoś, kto wrócił na tarczy – w tradycji mamy „z żywymi naprzód iść”. Dlatego zmuszeni jesteśmy ogłosić przetarg nieograniczony na Pana. Będziemy go również pieścić, lizać, a jeśli to będzie konieczne to i wchodzić w… Kryterium podstawowe i jedyne – największy wkład. Stawka wyjściowa jak i wadium wielkości dziury budżetowej. Docelowo dług publiczny i pożyczki zagraniczne. Dupcyli nas już wszyscy i jako nie-dziewica specjalnych warunków nie stawiamy. Mieliśmy już wszystkie choroby roznoszone poprzez stosunki z Panem i jego przyjaciółmi. Katar też…ma nas w d. Społeczeństwo wielokrotnie oszukane i wydupcone i ma tylko jedno, ostatnie pragnienie - oddać się za dożycie. Nie zgodzimy się tylko na perwersyjne i niechrześcijańskie stosunki, koszerność świń i na papieża „czarnego”. Nie chcemy już mieszkać w Barakach, walczyć za Waszą wolność, obchodzić walentynki, słuchać K(omitetu) C(zarnych) i jeszcze raz usłyszeć: "Panie prezesie zadanie wykonane". Forda też nie chcemy, jeśli dostępny jest tylko czarny. I niech skrót „SB” dalej oznacza Służbę Bogu… P.S. Do głowy tak nam wbito czarne (klin klinem, że niby wybija czerwone), że nawet zimie mówimy „nie” i póki co jest to jedna z nielicznych dziedzin możliwości protestu w polskiej demokracji. Możliwość pewnie również nieskuteczna, bo Pan Bóg, podobnie jak prezydent powie „veto”. miasta.gazeta.pl/warszawa/1,95190,7031546,Sasiedzka_zawierucha_na_koniec_lata.html Rzucamy śnieżkami, ale do czasu – kaczki, łuski i całą tą łobuzerię (że o lokalnej ptaszarni tylko wspomnę) też da się porzucić… Wielu usiłuje wytłumaczyć tajemnice Trójkąta Bermudzkiego (polecam: The Golden Vortex by Nick Nelson) a ja staram się wyjaśnić, dlaczego żałoba narodowa dopiero od 21 września. Dożynki Prezydenckie w dniu 20 września chyba wyjaśniają wiele… - kryzys wiary, schizofrenia czy zwykły cynizm? Nie! To subtelna polityka naszych elit. Link Zgłoś
Gość: Marek Re: Zrozumieć politykę naszych elit IP: 67.159.45.* 22.09.09, 02:01 zamknięty Trudno mi posługiwać dla mnie oczywistymi argumentami.Dzieje systemów patrząc na Historię to jak pęknięta płyta gramofonu...wszystko się kręci w cyklach raz dłuższych raz krótszych,,,zmienia się tyko terminologia i technologia a uczciwość ...to moim zdaniem bardziej pojęcie literackie i jeszcze bardziej nic nie znaczące.Brak społeczeństwom zwykłej zwierzęcej mądrości...instynktu samozachowawczego...Argument? Ano każde pokolenie w sprawach społecznych ciągle depta w starych śladach przodków, i błądzi tak samo...a skala tego chyba rośnie proporcjonalnie do rozwoju technologicznego...Więc bawienie się w szczegóły było by powtarzaniem jeszcze ciepłych dyskusji z przeszłości na ten sam temat...być może się myle... Link Zgłoś
ksiaze_olsztyn Re: Zrozumieć politykę naszych elit 22.09.09, 02:24 zamknięty Twoją myśl, Marku, wyraził G.W.F. Hegel w ten sposób: "Historia uczy, że ludzie nic się z niej nie nauczyli" :-) Link Zgłoś
edico Re: Zrozumieć politykę naszych elit 11.10.09, 15:19 zamknięty "Im mniej ludzie myślą, tym więcej mówią." (Charles Louis de Secondat de Montesquieu) Link Zgłoś
edico Re: Stara polityka w nowym wydaniu 11.10.09, 15:10 zamknięty Już Stalin w swych "Podstawach Leninizmu" pisał: "Czyż Marks nie mówił już w latach 50-tych zeszłego stulecia [chodzi oczywiście o wiek XIX], że sprawa rewolucji proletariackiej w Niemczech stałaby 'świetnie', gdyby można było poprzeć rewolucję proletariacką przez, 'że tak powiem, drugie wydanie wojny chłopskiej'". Czy obserwując to, co się dzieje w kraju po roku 1989 nie rodzi to czasem pytanie, czy nie mamy do czynienia z para rewizjonizmem realizowanym na falach populizmu medialnego realizowanego przez różne ugrupowania walczące ze sobą na zabój? Czasami przypomina mi to próby wdrażania myśli Mao Zedong'a, których analiza powinna być wcale nie małą przestrogą przed efektami szczucia na siebie ludzi w oparciu o hasła, hasełka tworzone w oparciu o tzw. "jedynie słuszne racje"? Link: archiwumlbc.w.interia.pl/636mao.htm Jeżeli do tego dodamy jeszcze bardzo intrygującą myśl Mao Zedong'a (cytuję z pamięci), że "rewolucji nie można dokonać w sposób w sposób etyczny (chyba było użyte jakieś inne bardziej dosadne słowo)", dzisiejsza sytuacja wśród elit politycznych może budzić bardzo poważny niepokój. Tym bardziej, że walka ta odbywa - jak się wydaje - bardziej w imię interesów prywatno-partyjnych niż społecznych a nieustanne posługiwanie się Polską i Polakami uważam za nadużycie. Nikt mnie bowiem nie pyta (poza referendum konstytucyjnym i referendum przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej) o zdanie, a szermuje się niby moim głosem i opinią fałszywie aż do obrzydzenia. Link Zgłoś
Gość: jothagie Pycha we władzy – bezsilność w społeczeństwie. IP: *.olsztyn.mm.pl 22.09.09, 20:05 zamknięty I tak to jest – jak naśmiewa się Z. Laskowik (ostatnio odwołany tuż przed żałobą – to dopiero żałoba!). Niestety, zaczynamy się dławić ta proporcją władzy i społeczeństwa. Władza staje się coraz mocniejsza, a społeczeństwo coraz bardziej bezsilne. I zaczynam podejrzewać, że ta władza pewnikiem pochodzi od Boga a nie od społeczeństwa. Bóg może „dopuścić” takich ludzi do władzy w ramach kar za grzechy społeczeństwa, bo które społeczeństwo mogłoby tak skutecznie działać przeciwko sobie. A sondaże, że już zaczynam wątpić…tu chyba również sam Pan B. macza swoje ręce. Nie sądzę, żeby diabeł tak dobrze znał prawidła zła… Diabeł to taki przygłup, który może coś podpowiedzieć Palikotowi, ale żeby premierowi, ministrom i lokalnym notablom? Zaczyna się okres, kiedy społeczeństwo zaczyna władzę sprawdzać, ale co lepsze, sama władza pada pod ciężarem logiki matactwa, bo taką również tworzy. Zaczynam szukać, co ludzie światli mówią lub mówili o PO i dochodzę do sprawdzających się przepowiedni. Kiedyś nie dowierzałem prof. Relidze, ale dziś widzę, że to ma potwierdzenie: „To co działo się w Platformie napawa mnie obrzydzeniem. Chodzi zwłaszcza o wykańczanie najlepszych ludzi”. Wypisz, wymaluj – Farfał i TV, a także lokalne roszady władzy. Ja specjalnie nie współczuję wymienianym ludziom władzy, bo zostali oni postawieni również na takich samych zasadach, jak PO stawia swoich, ale obrzydliwość bierze mnie na samą myśl, jaki to majstersztyk to uzasadnienie. Wkładanie majtek przez głowę to superracjonalna metoda w porównaniu do tego, co serwuje władza jako uzasadnienie deprawacji resztek naszego zdrowego rozsądku. Nie od rzeczy będzie również zacytowanie Stefana Niesiołowskiego, zanim jeszcze wstąpił do PO: “PO prawdopodobnie skończy tak jak wszystkie ruchy, które spaja jedynie cynizm, hipokryzja i konformizm”. Trudno tu wyjść przed „mistrza”. Demokracji socjalistycznej nie należy mylić z demokracją (sprawdziłem na sobie), błyskotliwego intelektu nie należy mylić z intelektem (liczne przykłady w polityce – jeden lokalny bardzo potwierdzający), Platformy Obywatelskiej ze sprawami obywatelskimi (to widać i słychać i czuć…), logiki władzy z logiką (do przemyślenia zachęcam) a religijnej moralności z moralnością (mieliśmy to przez jakiś czas i wystarczy - oby oni już nie wrócili do władzy) . P.S. Niechże ktoś wreszcie napisze ustawę o „łupach politycznych”, żeby społeczeństwo wiedziało, co nowa władza będzie zmieniać bez konieczności głupiego uzasadnienia… i postawcie wreszcie poważnie na apolityczny Korpus Urzędniczy. Bez tego to latami będziemy się bawić w ciuciubabkę a jakość usług urzędniczych będzie sukcesywnie spadać. Link Zgłoś
Gość: jothagie Eutanazja po polsku, czyli…Eeeee! Wy tam! Elity! IP: *.olsztyn.mm.pl 23.09.09, 18:39 zamknięty Udało mi się polatać samolotem nad naszą częścią Polski. Co zobaczyłem i o czym pomyślałem, to i opisuję. I co my tu mamy na tej Ziemi, którą mieliśmy czynić sobie poddaną? Czy ona już jest poddaną, czy dopiero jesteśmy jej niewolnikami? Niewolnikami stresu od 6 roku życia i strachu o pracę do 70 roku życia (wg propozycji rządu), czyli niewolnikami wyzysku kapitału. Powiedzmy to jasno, zamiast dorabiać ideologię troski o człowieka. Z lotu aeroplanu widziałem nawet szczęśliwych cyganów, kłamców, złodziei, oszustów, ludzi władzy i tych, co się na fuchy załapali. Widziałem też duchownych szczęśliwych, że pokochali co trzeba i kogo trzeba. Widziałem także grupkę szczęśliwych dzieci szczęśliwych rodziców. I na tym koniec idylli. Dalej już tylko bycie ku śmierci. Polskie dążenie ku śmierci. Takie specyficzne, bo wcale nie jest to heidegerowskie uogólnienie istnienia. Jest to twarda rzeczywistość rozpędzająca się w kierunku wykoślawienia sensu życia i amatorskiej samozagłady. Wysokie bezrobocie, niskie zarobki, frustracja, agresja i cała gama patologii. Widziałem przede wszystkim niewolników jeszcze na wiele lat przed powstaniem Spartakusa, czyli jeszcze z tej sytuacji, kiedy piekłem było życie. Kiedy ludzie żałowali, że żyją, że płodzili dzieci skazane na nieszczęście. Po co więc to udawanie, że wszystko jest w porządku. Po co udawać, że chronimy życie od poczęcia do naturalnej śmierci. Kto pokocha dzieci niechciane? Kto nakarmi dzieci głodne. Kto przywróci sens życia ludziom młodym. Kto w przyszłości da emeryturę jeśli teraz nie ma pracy. Kto weźmie ich na utrzymanie na starość. To na tym ma polegać to szczęśliwe życie, którym kuszono do urn wyborczych i do zmiany systemu? Gdzie jesteście prorocy nowej ziemi obiecanej, mlekiem i miodem spływającej? Co, doznaliście syndromu kota na pustyni, który nagle zmienił zdanie o wymiarach kuwety? Po co więc mnożyć byty bez potrzeby w postaci zachęcania do wzrostu naturalnego. Po co zakazywać ludziom decyzji uznania, że na tym koniec ich życia. Przestańmy być obłudni i zakłamani. Darmowa aborcja na życzenie, w tym przede wszystkim ze względów ekonomicznych. Dostępna edukacja seksualna. Oficjalna możliwość eutanazji – po co zmuszać ludzi do niegodziwych praktyk zakończenia życia. Czytam, że para zadłużonych emerytów wysadziła się w powietrze. To za granica, bo u nas wieszają się w pobliskim lesie w myśl powiedzenia „doszedłeś do końca sznura i nie wiesz co zrobić, to Zawiąż pętle…”. Rozwiążmy to w jakiś cywilizowany sposób, bo przecież na tej Ziemi nie ma tyle miejsca dla nieszczęśliwych ludzi. A biskupom mówimy: Non possumus! P.S. Z powodów ekonomicznych jesteśmy coraz bliżej getta, jako sposobu spychania problemów na obrzeża. Notabene, pierwsze getto a podstawie uchwał Soboru Laterańskiego powstało w Wenecji w 1516 na wyspie Ghetto Nuovo, do tej pory funkcjonuje w świadomości jako idea odseparowania „innych”, w tej sytuacji - biedoty. wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7069295,Alicja_Tysiac_wygrala_z__Gosciem_Niedzielnym__i_archidiecezja.html?skad=rss Link Zgłoś
ksiaze_olsztyn Re: Eutanazja po polsku, czyli…Eeeee! Wy ta 25.09.09, 19:53 zamknięty Boże, co za lewackie brednie. Ty chyba coś piłeś jak to pisałeś? Link Zgłoś
Gość: LzDŁ Re: Eutanazja po polsku, czyli…Eeeee! Wy ta IP: *.ovh.net 25.09.09, 20:28 zamknięty Posłuchaj no książe swoich 36 metrów kwadratowych mieszkania i 800 cm sześciennych mózgu. Albo podejmujesz merytoryczną dyskusję, albo oceniasz na własny użytek i zaoszczędzisz nam pojękiwań w iście pisowsko-rydzykowym stylu. Ocena musi być wynikiem merytorycznej dyskusji a nie zwykłego przypier… się. Lewak z Dzielnicy Łacińskiej Link Zgłoś
ksiaze_olsztyn Re: Eutanazja po polsku, czyli…Eeeee! Wy ta 25.09.09, 21:12 zamknięty Jeżeli Jothagie postuluje aborcję na życzenie ("z powodów ekonomicznych"), to jest zwyczajnym lewakiem, bo pierwsi legalizacji aborcji dokonali... BOLSZEWICY! To tyle. Fanem ani Rydzyka, ani PiS nie jestem. Link Zgłoś
Gość: LzDŁ Re: Eutanazja po polsku, czyli…Eeeee! Wy ta IP: *.lebarts.com 25.09.09, 21:45 zamknięty U nas aborcja jest legalna i dozwolona ("Seksualność, antykoncepcja, aborcja. Prawo, mój wybór, nasza wolność"), ale trudna w realizacji (długo się czeka i można przekroczyć termin 12 tygodni), dlatego wiele osób odbywa wycieczki do Hiszpanii, kraju katolickiego. Ocenia się, że liczba aborcji (z 250 tys. co roku spada, ale to ze względu na oświatę, a nie ze względu na restrykcje). I to jest właściwy kierunek – Polska jest w tej sprawie zadupiem Europy, a Ty strażnikiem tego zadupia. Nie jest to prawdą, jakoby bolszewicy pierwsi dokonali aborcji. Nie zapominaj o różnych wiejskich technikach powodowania poronienia, jeszcze na długo przed pojawieniem się bolszewików. Usystematyzuj sobie wiedzę na ten temat, bo sam światopogląd to za mało. Link Zgłoś
ksiaze_olsztyn Re: Eutanazja po polsku, czyli…Eeeee! Wy ta 25.09.09, 23:31 zamknięty Po pierwsze: To Ty przestań bredzić o wiejskich sposobach. Tak, aborcję znano już w starożytnym Rzymie (POGAŃSKIM!) i uznawano ją za zbrodnię. Uważasz starożytnych patrycjuszy, twórców wspaniałej cywilizacji, za ciemnogród?! Po drugie: Za pomocą aktu prawnego aborcję zalegalizowali bolszewicy w 1918r. Po trzecie: Po raz pierwszy na aborcję zezwoliły okupacyjne władze Generalnego Gubernatorstwa. Dla Polek i innych niższych narodów. Dla Niemca za aborcję groziła kara śmierci! Wiesz czemu!? Bo oni chcieli, żebyśmy my wyginęli, a oni nie! Wolę być zadupiem europy niż postępowcem na wzór bolszewicko- faszystowski. Link Zgłoś
edico Re: Eutanazja po polsku, czyli…Eeeee! Wy ta 18.10.09, 13:29 zamknięty Pisząc o aborcji zapominasz o Hitlerze tak przecież hołubionym przez Piusa XII. Poza tym jest to wątek o eutanazji i jeżeli chcesz się do niego ustosunkować w warunkach współczesności, to zacznij od ustosunkowania się do nawoływania Kaczyńskiej przez Rydzyka do poddania się eutanazji: Rydzyk: Kaczyńska powinna poddać się eutanazji Już Lucius Annaeus Seneca nie bez kozery pisał "Nie samo życie jest dobrem, ale życie dobre". Kto ma takie oceniać, czy życie jest dobre, jeśli nie sam żyjący? Kto więc ma prawo decydować, kiedy życie zakończyć, jeśli nie sam żyjący??? Kościół katolicki w tej kwestii bazuje na niezbyt wyszukanym przykazaniu "nie zabijaj" i uzasadnia: "Bóg pozostaje najwyższym Panem życia. Jesteśmy obowiązani przyjąć je z wdzięcznością i chronić je ze względu na Jego cześć i dla zbawienia naszych dusz. Jesteśmy zarządcami, a nie właścicielami życia, które Bóg nam powierzył. Nie rozporządzamy nim" (patrz katechizm lub zaduchem.pl/content/view/578/88/). Według przytoczonych poglądów katechetycznej etyki katolickiej, musimy chronić życie – nie tylko swoje, lecz również innych – jako wartość samą w sobie. Katolik, chcąc być w zgodzie z etyką wyznawanej przez siebie wiary, musi więc nie tylko sam nie dopuścić się eutanazji, ale też zrobić wszystko, aby do eutanazji w ogóle nie dochodziło. Możemy darować sobie eutanazję niedobrowolną stosowaną np. przez ks. misjonarza o. Athanase Seromba w Ruandzie 16 lat temu, jako przykładu rozbieżności stroną praktyczną tej etyki a jej głoszonymi założeniami. Nie mniej jednak powstaje pytanie: „Czy jednak w pewnych wypadkach wierność doktrynie i zupełne zaufanie dla wyroków Bożych (że widocznie Panu Bogu do czegoś potrzebna jest ta męka i ma ona swoje przeznaczenie) nie jest ofiarą składaną Bogu na cudzy koszt?” - jak bardzo słusznie zauważył T. Żychiewicz w "Sapere auso". Pomyśl, czy takiej formy dyskusji, jaką stosujesz fa forum nie należy potraktować jako wierutną głupotę bądź cynizm i zakłamanie prawoskrętnego prawiczka? Nie odsyłam twoim zwyczajem do lekarza, ale martwica niektórych tak ważnych życiowo komórek wydaje się coraz bardziej wyraźna. Link Zgłoś
edico Re: Errata 18.10.09, 13:55 zamknięty Powinno być: > Poza tym odpowiadasz na post o eutanazji... Link Zgłoś
edico Re: Eutanazja po polsku, czyli…Eeeee! Wy ta 11.10.09, 15:22 zamknięty ksiaze_olsztyn napisał: > Boże, co za lewackie brednie. > Ty chyba coś piłeś jak to pisałeś? "Bogowie, którzy większość ludzi wyposażyli w podłą ambicję, przywiązali do wolności niemal tyle samo nieszczęścia, ile do niewoli." (Charles Louis de Secondat de Montesquieu) Link Zgłoś
Gość: jothagie Czym się różni konsternacja od qre…stwa IP: *.olsztyn.mm.pl 24.09.09, 14:35 zamknięty W jednym z wydań telewizyjnej Familiady występowały Panie ze Straży Miejskiej. Na jedno z pytań „którą z części garderoby zdejmuje się najszybciej”, jedna odpowiedziała – stringi, a druga – majtki. Nigdy bym na to nie wpadł. Ogarnęła mnie konsternacja, ale w moim wieku tylko to jest możliwe… Excusez-moi! A swoją drogą, to warto pogłówkować, jakie to ćwiczenia obowiązkowe mają w tej Straży Miejskiej. W Łodzi, strażnik miejski zdjął czapkę i naraził się na wysmakowaną sentencję filozoficzną, ale w innych miastach może strażniczki mają lepiej…zdjęcie czegoś tam z garderoby skutkuje kunsztownym komplementem. Coś musi być podstawą tej pierwszej myśli… Czym różni się społeczeństwo od władzy? Społeczeństwo to mix roszczeniowości i naiwności. To takie dziadostwo w wersji light z możliwościami rozwoju do wersji strong. Tak to widzę obserwując „rozwój” ostatnich dwudziestu lat. Władza to mix cynizmu i hipokryzji. To takie skur..stwo w wersji strong z ambicjami na więcej. I tak było zawsze jak pamiętam, że podaruję sobie cytaty ze starożytności. L'État c'est moi obowiązywało zawsze i wszędzie, nawet, gdy nie zostało to jeszcze powiedziane. Na nowo definiowano tylko to „moi”. Czym różni się dawny władca od partii dziś nam władających? Dawny władca wychowywał swojego następcę a przynajmniej kandydata na następcę. W naszych partiach panuje paniczny lęk przed następcami. Lepiej, żeby następców w ogóle nie było. Zasada „après nous, le déluge", że dziś uprę się przy „Ludwikach”, działa podświadomie i podskórnie. I dosięga nas potop miernot na wszystkich szczeblach władzy. Ile to czasu mija zanim uda się ich przybrązowić, choć i tak nie zmienia to istoty władzy. Powinno być jak w Izraelu, gdzie rodzina decyduje: Ten syn pójdzie do Msadu i dlatego nie będzie obrzezany… Nasz przyszły prezydent już powinien chodzić do szkoły w Szwajcarii, maturę robić w Anglii a studia w Niemczech. I powinno ich być kilku, bo jeden może być charakteropatą, drugi popadnie w trawkę, trzeci zrobi awanturę w burdelu, inny ukradnie jakiś księżyc, itp. Ale jeden z tego rocznika ostanie się i w nim nadzieja. I Niekoniecznie ten „jeden sprawiedliwy w Izraelu”, jak to podpowiada nawet Pismo św. Co ma aborcja do polityków i politycy do aborcji? Ma. Od czasu do czasu w życiu politycznym przychodzi moment, by uczciwie zmierzyć się z narodem. By dać mu satysfakcję ewentualnego wyskrobania polityków z tego ciepłego łożyska. Naród też musi mieć szansę, by mógł ich legalnie obalić. A politycy? Nie dają narodowi takiej szansy. Najzwyczajniej w świecie olewają naród. Dyrdymały mu wciskają, jak za przeproszeniem na Dożynkach. Na linii aborcja – politycy i Wacek Wersal, pełne zakłamanie. Na oczach społeczeństwa następuje renesans „wielkich myśli” doktora J.P.G., ministra propagandy i oświecenia publicznego: „Oświecajcie, oświecajcie, oświecajcie – zawsze coś z tego zostanie!” Czym różni się obcy od naszych? Kapitał oczywiście! Odpowiedź już zasadniczo mamy za sobą. Doświadczenie pokazuje: Możemy dla Polski obrać obcy kapitał, ale nie dziwmy się, kiedy tej Polski dla wszystkich zabraknie. Możemy również wybrać naszych, ale też nie dziwmy się, kiedy ci nasi wybrani załatwią nas w drugiej lub dalszej kolejności. Kapitał ma to wspólnego, że nie jest mu w ogóle potrzebne społeczeństwo. Jemu potrzebna jest tylko najtańsza siła robocza jako przedmiot wyzysku. Jeśli już jest to „przypadkowe społeczeństwo” (jak to onegdaj mądrze, acz z pogardą rzekła posłanka Halina Nowina-Konopczyna), to liczy się tylko jego siła nabywcza. A ten „wdowi grosz” najbardziej, bo jest pewny – wdowa też ma potrzeby (i to jakie!). A poza tym wszyscy zdrowi… Link Zgłoś