Dodaj do ulubionych

Zrozumieć politykę naszych elit

    • Gość: jothagie Ogłoszenie drobne na dzień 31.08.2009 IP: *.olsztyn.mm.pl 31.08.09, 07:50
      zamknięty
      Tylko dla tych, którzy nic nie rozumieją.
      Solidarność przestała być zbiorowym bohaterem. Przyszedł najwyższy czas, by
      ogłosić jej koniec. Zeszła była. Zaprasza się na widowiskowe funebralia.
      Epitafium nagrobne: „Zboczyłam, zawiodłam, uprawiałam kanibalizm, zostałam
      pożarta przez bliskich”. Przechodniu! Nie odwracaj głowy. Wybacz!”. Gdy już
      dostatecznie długo pomilczymy nad jej trumną, otworzymy nowy okres Solidarności
      - tworzenie mitów, w stylu: „Gdy nasz zbiorowy bohater „Solidarność” znów
      znalazł się na ulicach Warszawy...”. Bo jaki inny mit odnowi oblicze tej Ziemi?
      Epitafium nagrobne dopiero napiszemy: „Nie po to władzę braliśmy, by ją teraz
      narodowi oddawać”. Ot i cała tajemnica ewolucji „Solidarności” – ab ovo usqe ad
      mala…
      P.S. Ogłoszenie sponsorowane: Sponsor - pierwszy poległy w walce z
      „Solidarnością” – socjalizm… Nawrócony, ochrzczony, prosi o jedno „Zdrowaś…”.
      Pogrzebany pozdrawia swego grabarza. Epitafium nagrobne: „Sic transit gloria
      mundi”. Z dopiskiem na dole: „Ale spójrzcie obok – Panna „S”, także. A jednak…
      doczekaliśmy się…”
      • Gość: Gdaniec Epitafium właściwe: Dałam d…y IP: *.ovh.net 31.08.09, 16:27
        zamknięty
        Doskonałe! Szczególnie ta <Panna „S”>. Okazuje się, że wszyscy ją dupczyli, ale
        nikt nie poślubił… I poległa pod wpływem cynizmu korzystających. A teraz
        kombatantów udają. Po latach okazuje się, że każdy zaspokoił swoje potrzeby, a
        bękartem nie ma kto się zająć. Zasady ją wykończyły – następna ideowa, która nie
        chciała ani „Niemca”, ani "Ruskiego". Teraz, podobnie jak żona górnika, ma
        wyrąbany przodek... W celu dalszego zbliżenia … przykrywa się ją byle jaką
        gazetą. Rzeczywiście, to już tylko idea, bez mocy sprawczej. Odchodzi na boczne
        ołtarze, gdzie raz na rok dozna okadzenia, pustych przemówień, przedstawienia
        nowych kombatantów w walce wszystkich z wszystkimi. I tyle. Jutro zamykamy jasełka.
    • Gość: jothagie Dwa pancerniki: Schleswig i Holstein IP: *.olsztyn.mm.pl 01.09.09, 07:51
      zamknięty
      Brzmi to jak żart, ale przed laty miało miejsce w jednym z renomowanych liceów
      naszego miasta na lekcji zbliżonej do historii (na dzisiejsze byłaby to WoPiŚW).
      Pani: „II wojna światowa rozpoczęła się od Westerplatte, gdzie zaatakowały dwa
      pancerniki…”. Tak jako dorosły widzę każdą rocznicową uroczystość upamiętniającą
      rozpętanie wojny. W krzywym zwierciadle. Według zasad powinni świętować
      zwycięzcy – jesteśmy nimi, czy nie, bo ja mam wątpliwość, czy w takim
      towarzystwie możemy jawnie świętować… i jeszcze w takiej bliskości z Powstaniem
      Warszawskim. Co roku, na rocznicę, zadaje sobie pytanie, ile pancerników głupoty
      tym razem zaatakuje.
      Jak przez mgłę pamiętam końcówkę wojny, a raczej polsko-polskie wybijanie się
      wzajemne. Wojna zmieniła jednak moje życie, jak wielu innym także. Od młodości
      słyszałem tylko jedno: „nie masz innego wyjścia – musisz się uczyć”. Idąc do
      szkoły pierwszego września zapamiętałem, co mówiła mama, że w 1939 roku też była
      przepiękna pogoda. Rozpierała mnie duma, bo przed rozpoczęciem nauki
      samodzielnie przeczytałem „Przygody Robinsona Crusoe” Daniela Defoe, czego
      wcześniej nie odnotowano w rodzinne. Można też uznać, że wcześnie
      zainteresowałem się polityką, bo sąsiadowi, całkowitemu analfabecie, czytałem
      gazety, a tam była tylko polityka. No i wiersze w „Gromada Rolnik Polski”,
      niektóre do dziś znam na pamięć. Wkrótce nastąpiła pierwsza klęska - odebrano mi
      „Krzyżaków”, bo w terminie wypożyczenia doczytałem tylko do połowy. Pamiętam to
      poczucie goryczy. Tego dnia ze szkoły wracałem wraz z pierwszym śniegiem.
      I tak rok po roku i nie wiadomo dlaczego dopadł mnie wiek starczy. Mam kłopoty z
      utrzymaniem pionu w wielu znaczeniach tego słowa, ideologicznym szczególnie, a
      najbardziej w sensie fizycznym. Są kłopoty również z poziomem, ale tu jeszcze
      wielu może się równać, przy czym Wy młodzi galopujcie, a ja się tylko grzywy
      potrzymam…
    • Gość: jothagie Ja! Schnell! Gut! O mein Gott! IP: *.olsztyn.mm.pl 02.09.09, 08:28
      zamknięty
      Na początku naszego kapitalizmu te cztery zawołania wystarczyły, żeby niejeden
      film zrozumieć. A co tam zresztą było do zrozumienia – kopulacja jak to
      kopulacja. Dziś nasze horyzonty poszerzyły się – znamy języki obce, wiemy co z
      językiem zrobić, a i kopulacja już jakby nie ta. Kopulację zastąpiła prokreacja,
      czasem nawet modlitewna. I słusznie, dawanie du...py już w starożytności miało
      charakter posługi religijnej.
      Mój znajomy jest słuchaczem pewnego radia (to w którym występuje pewien ojciec
      gromadki moherów). Nie to, żeby był aż tak pobożny. Znajomy to zgrywus i cynik.
      Nagrywa niektóre audycje, szczególnie nocne, a „kwiatuszki” zachowuje ku
      pamięci. Puścił mi ostatnio wypowiedzi na temat, życia intymnego słuchaczy.
      Zaciekawiła mnie jedna opowieść, jak to pewne małżeństwo podczas kopulacji
      odmawia różaniec. Miałbym pytanie, czy to pełen różaniec, z wszystkimi
      tajemnicami, czy jakaś wersja skrócona. I do której grupy tajemnic zaliczyć taki
      seks? Tajemnice Radosne (poniedziałek i sobota)? Tajemnice przy Świetle
      (czwartek)? Tajemnice Bolesne (wtorek i piątek)? Tajemnice Chwalebne (środa i
      niedziela)? Jeśli o mnie chodzi, to rozbudowałbym czwartek może o Tajemnice przy
      Świecach. Od razu widać, że jestem laik w tej dziedzinie, bo tyle lat przeżyłem
      i to z nie byle jaką Kamasutrą, ale tych pozycji nie znam.
      P.S. Przyznam szczerze, że napisałem to pod wpływem impulsu. Ktoś „wyciągnął na
      pulpit” moje dwa starsze wpisy na tym forum:
      forum.gazeta.pl/forum/w,64,94448559,,Kosciol_jeszcze_blizej_seksu_.html?v=2
      Połączyłem to z odwiedzinami u znajomego, o czym wyżej było.
    • Gość: jothagie Wdupiemanie to druga strona włazidupstwa IP: *.olsztyn.mm.pl 03.09.09, 07:00
      zamknięty
      Zupełnie jak z popularnym wytłumaczeniem teorii względności. Jeśli Hani wsadzi
      się palec do nosa, to właśnie powstaje problem względny – kto ma palec w nosie.
      I nie zmieni tego wsadzanie palca w inne otwory, a tym bardziej jeśli zmienimy
      przyrząd eksploracji, np. z palca na typowy vagina explorer. I po co ten
      przydługawy wstęp? Otóż, po to, żeby powiedzieć, że rozumiem chęć utrzymania
      dobrych stosunków z Kościołem, ale nie rozumiem włazidupstwa. Dlaczego? Bo w
      rezultacie powoduje to właśnie wdupiemanie. Przybysz z grodu Kraka opowiadał mi
      o ludziach z tzw. małego establishmentu, którzy chadzają na obiadki (po
      staropolsku nazywa się to pieczeniarstwem) do kurii i różnych klasztorów i
      pytają, co by jeszcze zechcieli wziąć. Wynoszą urzędowe plany i nawet doradzają,
      gdzie kościół, gdzie opactwo…W nagrodę rozbestwiony Pieronek od czasu do czasu
      raczy powiedzieć, że „jeśli chcecie wojny, to ją będziecie mieli…” Piszę to z
      przekąsem, ale nie bez powodu, bo w Olsztynie też czas dożynek, a władze
      chadzają do „gospodarza” ze śpiewem: „Plon niesiemy, plon”. Niechże choć ciut
      pomyślą, co jest konsekwencją włazidupstwa… Gejowski seks po polsku z domieszką
      religijnej adrenaliny i z dreszczem zwątpienia dla biednego społeczeństwa.
      Jeszcze jeden program? Proszę bardzo! „Dwadzieścia jeden działek pod obiekty
      sakralne na XXI wiek”, lub „ W każdym powiecie po teologicznym uniwersytecie”,
      czy „każda spółka skarbu państwa ma swego kapelana”… itp. A co na to władze?
      Wasza Wyższość (excellentia)! Od zawsze jesteśmy przygotowani, do wypełnienia
      rozkazów… „Jezu, Maria! Szlag mnie trafi.” Albo niech sobie walnę szkolnym
      oksymoronem: „Wielebne głupstwo”.
    • Gość: jothagie „Jest super, jest super, więc o co ci chodzi?" IP: *.olsztyn.mm.pl 04.09.09, 08:54
      zamknięty
      Jest super, ale o wolności, prywatności, życiu osobistym zapomnijcie.
      Jeśli T. Love i Muniek Staszczyk, to znaczy, że „bez pałlitra nie razbierjosz.
      Dziś nie będzie o seksie, ale polityce miłości. Otóż rząd tak kocha naród, że
      ochroni go nawet przed własnymi (narodu) pomysłami. Oczywiście pod pretekstem
      terroryzmu i różnych współczesnych dewiacji, chociaż nie przewiduje się ochrony
      przed zasadniczą dewiacją - tymi, co naród sukcesywnie grabią…
      wiadomosci.onet.pl/2035548,11,item.html
      Rząd bardzo dobrze rozumie kapitalizm. Teraz już nawet nikt nie mówi o
      gospodarce rynkowej lub innych tego typu wynalazkach słownych. Ordynarny
      kapitalizm – im większa bieda tym więcej uprawnień policji, by niezadowolone
      społeczeństwo mogła wziąć za twarz. Aktualnie wskrzeszamy ducha „granatowej”. A
      co dalej, to łatwo się domyślić… Jeszcze tylko w szpitalu, tuż po urodzeniu, dwa
      chipy – kościelny i policyjny. Z czasem, jak Kościół przejmie policję
      całkowicie, wystarczy jeden.
      W czym rzecz? Spece od teorii utrzymania władzy, czytali Marksa i doskonale
      wiedzą, że socjalizm można wprowadzić na bagnetach, czego doświadczyliśmy, albo
      demokratycznie – kartką wyborczą. Socjalizm jest wtedy wynikiem tego, że władze
      nie potrafią inaczej rządzić a społeczeństwo już nie potrafi tak żyć. Pierwsza
      część tego powiedzenia (mniejsza o dosłowność) właśnie w realizacji hic et nunc.
      Druga wisi na włosku… Jak temu zapobiec, bo władza spodobała się, a jej
      przedstawicieli przyjęto do międzynarodowej zmowy. Po pierwsze zawarto umowę
      „wewnątrz” elit politycznych według której nie będzie innego wyboru niż PiS i
      PO. Żaden ośrodek badania opinii publicznej nie odważy się obwieścić czegoś
      innego. Ale ten brak demokratycznego wyboru to początek totalitarnego udupienia
      społeczeństwa. Reszty dopełni polityka miłości i postęp - przed wojną były wszy,
      po wojnie pchły a teraz pluskwy podsłuchowe. Owa pluskwa to oczywiście synonim
      udupienia społeczeństwa. Dla kogoś, kto pracuje 16 godzin dziennie, żre byle co
      i sra bez rozgłosu, to nie będzie mieć żadnego znaczenia. Ale pozostali będą
      czuć się zagrożeni, chociaż w pewnej kolejności. Najpierw: „jesteś z nami albo z
      nimi”. Potem: „Kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam”. Znamy te mechanizmy…
      „Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem komunistą.
      Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem związkowcem.
      Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem Żydem.
      Kiedy przyszli po katolików, nie protestowałem. Nie byłem katolikiem.
      Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było”.
      (Pastor Martin Niemöller, Dachau 1942 r.).
    • Gość: jothagie W elitach brak dinozaurów niepokornych myśli IP: *.olsztyn.mm.pl 05.09.09, 08:55
      zamknięty
      Chyba na zawsze zapamiętam literacką wersję ostatniej rozmowy Liwii z
      Klaudiuszem - prosi go o to, aby zagwarantował jej boskość po śmierci, tak by w
      zaświatach nie spotkała ją kara za popełnione zbrodnie. Coś w sam raz dla
      naszych elit – zagwarantowana boskość, by żadnych konsekwencji nie ponosić. Ani
      tu, ani tam, przy czym tego „tam” to oni się nie boją, albo boją tylko dla
      pozoru i wyniku wyborczego. Jakie to zepsute czasy, chociaż władza zawsze taka
      była. Od czasu do czasu czyniono świętym jakiegoś władcę, ale było to obłudne i
      kiedyś i dziś. Było to możliwe, „dzięki” głupocie narodów, które takie
      upokorzenie traktowały ramach „cesarzowi co cesarskie”. W tym kontekście
      przypominam sobie powiedzenie Wałęsy, że musimy przywrócić czasy II RP i słowa
      jednego z ministrów (założyciel ZCHN) w rządzie Bieleckiego, że trzy klasy
      obowiązkowo – nauczyć czytać, pisać, tabliczki mnożenia i wystarczy. Takim
      narodem to się rządzi. I świętym władcą można zostać…Nie będzie
      odpowiedzialności. A że bieda i nędza szerzą się w zastraszający sposób? Nic to!
      Za (duże) pieniądze Kościół to jakoś znieczuli. A ten już jest święty i też
      odpowiedzialności nie poniesie.
      Ludzie! Ktoś musi stanąć ramię w ramię z tym głupim i biednym narodem, ale póki
      co narodowi jest dobrze tak, jak jest. Ma swój Kościół, swoją Ojczyznę i nie
      musi jeść razem ze świniami, jak syn marnotrawny. Więc czego mu jeszcze brakuje?
      Pytanie za przysłowiowych 100 punktów…
      P.S. Gdyby można było sklonować po kilka sztuk takich dinozaurów jak Giedroyć,
      Herling-Grudziński… Z elit też można by coś klonować, ale ten materiał nie jest
      brany pod uwagę przez elity u koryta. Niestety, elity maja skłonność do
      „wyłaniania z siebie” głupków, a nie „dobierania” materiału do zapładniania nową
      jakością.
      A propos Giedroycia, fragment wywiadu:
      Polityka: Czy wizyta Ojca Świętego będzie miała wpływ na przyszłość
      Polski?

      Jerzy Giedroyc: Żadnego. Poza chwilowym uniesieniem społeczeństwa nie
      odegra żadnej roli. A kosztowała nas bardzo dużo. Nie stać nas na budowę takiej
      ilości kościołów, kiedy mamy niedożywione dzieci. (Polityka, nr 35, 28 sierpnia
      1999).
    • Gość: jothagie „Jaka piękna katastrofa”! IP: *.olsztyn.mm.pl 06.09.09, 08:59
      zamknięty
      Tak kończy się film „Grek Zorba”, właśnie optymistycznym spojrzeniem na
      katastrofę, widzianą nie tylko fizycznie, ale i psychicznie, w sensie zwykłej
      klapy wielkich zamierzeń. Sytuacja, wypisz wymaluj, kojarzy mi się z sytuacją
      Kościoła katolickiego. Od momentu nastania niepodległości Kościół dąży do
      stworzenia kraju wyznaniowego. Tak się w tym zagalopował, że nawet nie zauważył,
      jak stał się skansenem polskiego fundamentalizmu z wszystkimi jego negatywnymi
      cechami. I nie chcę Was martwić, ale on już mądrzejszy nie będzie. W dojściu do
      normalności (przyjmijmy za standard jakąś średnią krajów Zachodu) przeszkadza mu
      pycha, przeświadczenie o nieomylności i dotychczasowe dobre wyniki w pazerności.
      Kościół nie posłuchał rady, by nie zajmował nie tylko bunkrów, ale także
      jakichkolwiek pozycji po luzującym je ustroju komunistycznym. Wejście tam to
      była klęska a nie zwycięstwo. To straszna lipa a nie zwycięstwo. Dodatkowo, jak
      na pazerny kapitalizm przystało, Kościół ustawił się po stronie bogatych. Teraz
      zaś bieda neutralizuje nie tylko ideologiczne założenia ale i ekonomiczne
      osiągnięcia Kościoła. Kościół wpadł w pułapkę, z której sam nie wyjdzie.
      Teraz kolej na państwo jako instytucję. Powinien być przeprowadzony rozdział
      Kościoła od państwa. I koniec rozdawnictwa. Koniec także z niezrozumiałymi
      przywilejami. Zakończyć działalność Radia Maryja w obecnej postaci. Uważam tę
      działalność za najbardziej szkodliwą. To utrzymywanie polskiego katolicyzmu na
      poziomie najbardziej prymitywnym. Nikt nie powinien się identyfikować ze słowami
      szaleńców z tego radia. Pamiętam ideę powstania RM ujawnioną przy nadawaniu
      koncesji. To miało być radio modlitewne. Takie istnieją na świecie i nikt do
      nich pretensji nie zgłasza. Że tak będzie, zaręczał taki pajac w sutannie i z
      figurką Matki Boskiej.
      Kościół nie może być pasożytem na ciele społecznym, nawet pasożytem pożytecznym.
      Sam zaś Kościół powinien tak się zorganizować, żeby jego działania były
      demokratyczne i transparentne. Nie trzeba mu podpowiadać, jak – tego wysiłku
      musi sam dokonać.
      A jeśli tak się nie stanie, to przede wszystkim Kościół będzie odpowiedzialny za
      tą „piękną katastrofę”. Piękną, boć to w sferze kultury, a w niej wszystko jest
      kulturą… dawna religia Słowian również.
    • Gość: jothagie Konkurs konkursem,a zatrudnienie to nasz przywilej IP: *.olsztyn.mm.pl 07.09.09, 09:14
      zamknięty
      Kiedyś byłem tak naiwny, że zapragnąłem sprawdzić, jak działają reguły
      demokratyczne i stanąłem do konkursu na takie tam podrzędne stanowisko. Znajomi,
      a szczególnie obeznani w sprawie odradzali mi, no bo „tam jest kandydat, którego
      popiera kuria”. Nie przejąłem się tym, bo chodziło mi o doświadczenie, chociaż
      pracę przyjąłbym. Jakież było moje zdziwienie, gdy odczytano wyniki. Przegrałem
      do zera. Inni do jednego, dwóch, trzech a ja do zera. Takich szczegółów podobno
      się nie ogłasza, ale wtedy z satysfakcją to podano. Konsternacja była tym
      większa, że w komisji był mój dobry znajomy. Przepraszał mnie, a po trzeciej
      wypitej pięćdziesiątce rozpłakał się – nie mógł inaczej. Zmuszono go szantażem.
      Tak wspominam początki naszej demokracji i nie wracałbym do tego gdyby nie fakty
      bieżące. Okazuje się, że „nauka radziecka” zna ewolucję tego przypadku, a
      mianowicie że można wygrać konkurs, czyli być najlepszym, a nie zostać
      zatrudnionym. Ja również znam takie przypadki osób zaprzyjaźnionych i czekam, co
      sąd na to powie. Sądy przecie są niezależne od Karguli i Pawlaków…, chociaż
      zawsze może powstać zapotrzebowanie na kota, który w soboty i niedziele sądowe
      myszy opędzi. Z czasów panowania poprzedniego prezydenta pozostało nam jeszcze
      poczucie sojuszu władz (te w rozumieniu Monteskiusza + prasa). Władza porozumie
      się sama, jeśli można tak trawestować powiedzenie najsławniejszego rzecznika rządu…
    • Gość: jothagie Jest poselski,ale najważniejszy to Święty Immunite IP: *.olsztyn.mm.pl 08.09.09, 08:48
      zamknięty
      A właściwa kolejność jest taka: Święty Immunitet, Poselski Immunitet, WŚDB czyli
      Wielka Święta Dziura Budżetowa i Czarne Dziury w Kosmosie, ale to już boski
      immunitet – chroni tylko od mandatu za szybkość Obrotu Ciał Niebieskich. I kto
      ma wątpliwości, że władza pochodzi od Boga?
      Chociaż w Indiach są święte krowy, to tylko u nas praktykuje się Immunitet
      Świętych Krów – nietykalność duchownych. To może jeszcze zniósłbym, gdyby to nie
      miało przełożenia np. na sprawy sądowe, gdzie jest rażąca dysproporcja we
      wszczynaniu spraw i zasądzanych karach. To jest widoczne, skandaliczne i
      przyczynia się do relatywizacji wymiaru sprawiedliwości. Z czasem to nie my
      będziemy mieć problemy moralne wobec wymiaru sprawiedliwości, ale on sam z sobą.
      Dzięki tym i im podobnym sprawom, wymiar sprawiedliwości, od prokuratorów
      poczynając, poprzez adwokatów, na sędziach kończąc ma opinię z tendencją
      schyłkową. A przecież chciałoby się inaczej, bo jeśli autorytety same się
      zanegują, to myśląc per analogiam z faktów historii, krwawo będziemy rozwiązywać
      nasze problemy. Nie akceptuję jednak sytuacji, w której Immunitet Świętych Krów
      powoduje nachalność ideologii. Może nie w postaci doktryny, bo i ona ma
      odzwierciedlenie w prawie (np. niesławny konkordat), ale przede wszystkim w
      zamknięciu dróg kariery i społecznego poważania osobom nie poddającym się owej
      ideologii. Mam własne doświadczenia w tym względzie i bliskie mi są
      doświadczenia znajomych. I nie chodzi tu firmy prywatne, choć i tam ma to
      przełożenie, ale mam na myśli samorządy i funkcje państwowe. Znane mi są
      przynajmniej trzy przypadki znajomych, którzy aby nie stracić pracy, muszą
      praktykować katolicyzm mimo, ze dalecy są od tego. Mogę opisać ich dyskomfort,
      ale mam wątpliwości, czy sami nie są sobie winni. Mam bowiem dobry przykład z
      przeszłości. W mojej rodzinie był (jeszcze żyje) człowiek, który swoją głęboką i
      autentyczną wiarę łączył z wysokim stanowiskiem, członkowstwem w PZPR i
      oficjalnymi praktykami religijnymi. Wielokrotnie z ambony „spadał” jako dobry
      przykład. Po kolejnej próbie wyrzucenia go z partii, ostatecznie dano mu spokój.
      Czy dziś byłoby to możliwe? Gdzieś „wysoko” może i tak, szczególnie w połączeniu
      z przynależnością do „słusznej” partii, ale w Olsztynie – wątpię…! Immunitet
      jest tu pierwszy, dopiero potem partia, narodowość i znajomi niedźwiedzia…i
      Kopernik, który płaci mandaty za wspomnianą szybkość Obrotu Ciał Niebieskich.
      forum.gazeta.pl/forum/w,902,99961538,,Abp_Goclowski_przesluchiwany_przez_9_godzin_ws_.html?v=2
    • Gość: jothagie W polityce przeważa KomSoMolskaja prawda IP: *.olsztyn.mm.pl 09.09.09, 08:37
      zamknięty
      Niestety, prawda o Polsce, to k. (skracam i wszelkie domysły na własną
      odpowiedzialność) prawda. Co to znaczy, dokładnie nie wiadomo, ale wiadomo, że
      obok tischnerowskiego podziału prawd (święta prawda, tysz prawda i gó... prawda)
      nieźle trzyma się jeszcze inna prawda. W nowych warunkach odtwarzają się stare
      prawidła, a mówienie o nich jest pokrętne i maskuje racje partyjne. Czymże to
      jest, jeśli nie k. prawda?
      Stefan Niesiołowski, zanim jeszcze wstąpił do PO, wyraził się o tej partii w
      następujący sposób: “PO prawdopodobnie skończy tak jak wszystkie ruchy, które
      spaja jedynie cynizm, hipokryzja i konformizm”. Rzecz w tym, że poseł mówiąc o
      znienawidzonej wtedy PO powiedział trochę prawdy o całym partyjnym
      establishmencie, przy czym to jest k. prawda, bo inaczej niemożliwe, by zaraz
      potem do niej wstąpił.
      Albo podręcznikowy przykład takiej prawdy. Lewica zwykła z okazji wyborów
      apelować do myślących lewicowo. „Nie wystarczy mieć serce po lewej stronie,
      trzeba myśleć lewicowo” – tak to wyglądało dotąd. Cóż kiedy do tej pory, cały
      czas mieli serce po lewej stronie, ale myśleli jak rabusie. Jakaż to prawda o
      intencjach chcących sprawować władzę, lub faktycznie sprawujących. Czyż nie jest
      to k. prawda?
      W sprawach międzypartyjnych dominuje myślenie rokiem 1948 (chodzi o przejęcie
      mniejszego PPS) – Tak myślało PZPR, tak myśli SLD i tak myślą inne partie – z
      domniemanego konkurenta uczynić satelitę, a najlepiej wcielić we własne szeregi.
      Trudno wytłumaczyć, że wobec nikogo nie można tak myśleć, że to nie jest sukces
      a niebezpieczeństwo – zemsty różnic ideowych i olbrzymi koszt ujednolicenia. Ta
      prawda jakoś trudno przebija się przez świadomość członków partii i przez
      teraźniejsze partyjnictwo. A szkoda, bo skróciłoby to dystans do faktycznej
      jedności celów, nie tylko partiom z tzw. „pnia”. Także uniknęlibyśmy cynizmu
      ludzi „przejętych”. Czy ukrywanie tego i odwracanie „kota ogonem nie jest k. prawdą?
      Medialnie celowo powiela się schemat „jedynie słusznej racji”. W praktyce
      wypada, że taką rację reprezentuje GW. Może nawet tylko GW. Prawdę mówiąc, źle
      się czuję, gdy Michnik ustanawia mi normy demokracji i normy moralne w ogóle. A
      po wypowiedzi Zbigniewa Herberta(nie będę cytował, bo ktoś za to stanął przed
      sądem) to już w ogóle straciłem zaufanie do jego zdolności w zakresie etyki
      normatywnej. Czy te wygibasy myślowe, raz nie zachowujące elementarnej logiki, a
      innym razem opluwające to, co polskie w ramach walki z przesądami, to nie jest
      k. prawda?
      Bacznie przyglądam się naszej administracji. To nie jest korpus urzędniczy, ale
      sfora zagończyków, bezkrytycznych wykonawców poleceń pasterza, kierownika i
      każdego wyższego „stopniem”. Na to zeszmacenie pracuje atmosfera niepewności
      statusu urzędniczego, preferowanie feudalno-wasalnych stosunków i nagradzanie za
      brak samodzielności. Powszechnie panują trzy typy Kowalskich: Jan
      Wziątek-Kowalski, Jan Czopek-Kowalski i Jan Strach-Kowalski. Dokąd my, do
      Europy? Czyż utrzymywanie tego stylu, jako jedynie słusznego, nie jest wersją k.
      prawdy?
      P.S. Pozwolę sobie na gest rozpusty i publicznie wyrażę taką oto nadzieję:
      Krzywa średniej inteligencji ludzkości imponująco wznosi się do góry. Cóż, od
      czasu do czasu do decyzji dorywają się jednostki, które ową średnią ściągają w
      dół. Pocieszające jest jednak to, że w skali dłuższej są to przypadki a nie
      tendencja. I oby to k. nie była k. prawda!
      Impulsem do wystukania na klawiaturze tej wypowiedzi była wypowiedź naszego
      polityka, który stwierdził, że trzeba uczyć się kapitalizmu. Przypomniało mi się
      przemówienie Lenina wygłoszone na III Zjeździe Komsomołu (2.10.1920), aby
      młodzież "uczyła się komunizmu".
      A poza tym nic na działkach się nie dzieje…
    • Gość: jothagie To były czasy… A co jest teraz?! IP: *.olsztyn.mm.pl 10.09.09, 07:36
      zamknięty
      Strzeliliśmy ruskim bramkę, ale radziecki bramkarz nie uznał gola. Od razu stał
      się moim idolem. Gdy przekraczałem granicę ze Związkiem Radzieckim
      (Moskwa-Warszawa), to przechodziłem kontrolę osobistą i byłem poddany badaniu
      odbytu. Na pytanie, czego pan tam szukał usłyszałem: „My dobrze wiemy, gdzie wy
      macie Związek Radziecki” i od razu faceta polubiłem… Sara Palin „wystawiła się”
      na aukcji (w nagrodę możliwość spotkania i zjedzenia lunchu). Cena wywoławcza w
      licytacji od 25 tysięcy dolarów. To nagroda zdecydowanie z drugiej dziesiątki.
      Prym nadal wiedzie I nagroda w Federacji Rosyjskiej – spotkanie oko w oko z
      Leninem…Czuję ten matrix fachowo reżyserowany przez braci (Wachowskich) a
      amatorsko przez różnych braci, w tym również braci w wierze...
      I aby nie było już wesoło! Matka zabija własne dziecko, bo nie ma go czym
      wykarmić… Prawda życia, prawda ekranu. Wniosek przełamujący niedopowiedzenia: A
      jednak istnieje eutanazja po polsku. Brak możliwości dla tych jeszcze nie
      poczętych – aborcja po polsku. Nasza lokalna (w sensie UE) specjalność…Chyba nie
      polubię tej (wersji) Polski.
      Kto szuka, ten znajdzie – mówią święte księgi, ale nikt się z tym nie narzuca.
      Chodzi mi o ilość samobójstw w kraju. Jest to spora liczba, ale przerażająca
      jest tendencja wzrostowa. Jak dalece potrafiliśmy ludziom odebrać apetyt na
      życie. Rozumiem ich, bo przyjąłem jako swoje powiedzenie Seneki Młodszego: „Czy
      jest coś gorszego niżeli śmierć? Życie, jeśli pragniesz umrzeć."
      P.S. A miało być tak pięknie…A tu okazuje się, że pięknie to już było.
      • Gość: MarKier Zobaczyć Neapol i umrzeć… IP: 78.114.30.* 10.09.09, 20:21
        zamknięty
        We współczesnej wersji brzmiałoby to przypuszczalnie tak: Głodował więc napadł
        na bank. Najadł się i odebrał sobie życie.
        forum.gazeta.pl/forum/w,67,99960111,,Samobojca_z_wiezienia_zostawil_siedem_listow.html?v=2
        Boże! Jak ja Cię kocham za tę autoironię ze Swego Niezmierzonego Miłosierdzia. A
        tak w ogóle, to gdzie byłeś, jak on był głodny?
    • Gość: jothagie Brońcie się za drewnianym murem IP: *.olsztyn.mm.pl 11.09.09, 20:07
      zamknięty
      Dziś jako Pytia delficka doradzam Państwu. Brońcie się! Nie dajcie się! Może to
      Was nie dotyczy bezpośrednio, ale solidarność w rozpaczy obowiązuje.
      Prawdopodobnie nie będę miał posłuchu w sytuacji, kiedy przywódcy wraz z
      Kościołem chronią się za wiecznym murem. I z tej pozycji przeprowadzają atak na
      jedną z ostatnich już możliwości dla ludzi zdesperowanych. Atak na możliwość
      zapłodnienia in vitro. W tej kwestii, to akurat zgadzam się z wypowiedzią, że
      "państwo /…/ choć psuje wielkie rzeczy, to potrafi też psuć małe"(J. K.
      Galbraith). Te duże mają wymiar ogólnospołeczny, a te małe boleśnie odbijają się
      na jednostkach. Rozsyłając spam do posłów, biskupi uzasadniają fakt istnienia
      lobby watykańskiego, ale także każdego innego (rosyjskiego i niemieckiego), przy
      czym biskupom wcale nie chodzi o walkę religii ze złem - chodzi o przypomnienie,
      kto tu rządzi. Szanowni Purpuraci! Coś tu śmierdzi ambasadorem Mikołajem
      Repninem. Ponieważ Polska nie może wpłynąć na treść żadnego kościelnego dogmatu
      i innego dokumentu Watykanu, to zaistniała sytuacja wyczerpuje znamiona układu
      satelickiego. Czy ktoś już powiadomił prokuraturę?
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,7020614,Biskupi__Precz_z_in_vitro.html?skad=rss
      Ktoś to słusznie ujął w następujący sposób: Rzeczywiście precz, bo jest to
      „żydomasoński spisek przeciwko Prawdziwemu Katolickiemu Jedynie Dozwolonemu
      Zapładnianiu Penisem do Pochwy.
      Z odrobiną samokrytyki chciałoby się zawołać: Jakie my dupki jesteśmy! A echo
      odpowiedziałoby: A jakim dupkom to zawdzięczamy! Przecież są to pseudo problemy,
      choćby w porównaniu z problemem głodnych dzieci w szkołach. Ja pamiętam uczucie
      głodu (wczesne lata 50te) i omdlenia dzieci w szkole. Pamiętam czekanie na
      wiosnę i pierwszy szczaw. Głód to jest uczucie nie do opowiedzenia… I tym nie
      zajmują się z powodu moralności tylko dla wyborów? Głodne dzieci muszą więc
      poczekać do wyborów…
      P.S. Umówmy się, że mimo podziwu dla Zapolskiej, nie będę już nigdy kończył
      zawołaniem „A niech to szlag trafi”, chociaż to rozumie się samo przez się.
    • Gość: Karol z Zatorza Olsztyn kabaretu ma smak IP: *.A157.priv.bahnhof.se 12.09.09, 17:20
      zamknięty
      Obserwując to „moje” miasto z niejakiej oddali i wrastając w sposób myślenia
      innych nacji, mam rozterki, a mianowicie, czy coś się ze mną nie dzieje. Zbyt
      często śmieszy mnie to, co czytam o Was, co mi pisze rodzina i co przywożą
      młodzi ludzie. Jesteście jacyś tacy nieporadni, gnuśni, bez decyzji – władza,
      jakby chór kastratów w dawnej operze. Niezbyt jest to przejrzyste, kto rządzi
      chociaż można się domyślać, kto podejmuje decyzje. Dlaczego taki zamęt? Czy to
      nie może być transparentne? Podobno piorun z jasnego nieba rozwalił lipę w
      Olsztynie, to może czas na solidność, bo „solidarności” to mam powyżej
      wszystkich dziurek.
      Mam więc dwa pytania do forumowiczów lub autora tego ciekawego cyklu:
      Po pierwsze, czy rzeczywiście nie da się ustalić, kto rządzi w Olsztynie i kto
      powinien ponosić odpowiedzialność za to europejskie zadupie?
      I po drugie, pracuje tu lekarz z Olsztyna i kazał mi zapytać rodziny, na jakim
      wydziale UWM jest ginekologia? Lekarskim czy teologicznym? Czuję, że mnie
      podpuścił, ale chyba coś w tym musi być.
      Jestem tu dziesięć lat i jeszcze porównuję „tu” i „tam”, choć „my” - „oni” już
      nie istnieje. Zżywam się z roku na rok coraz bardziej. Pewne sprawy jednak
      podziwiam – w kraju mego pobytu nikt nie wdaje się w tak poważne wypowiedzi na
      jakimkolwiek forum publicznym. I dlatego zaglądam tu.
      • Gość: jothagie Kto rządzi w Olsztynie, a nawet trochę szerzej? IP: *.olsztyn.mm.pl 13.09.09, 19:53
        zamknięty
        Takie pytanie może zadać ktoś, kto nie pojął najważniejszych spraw z historii
        lub ten, kto nie zdaje sobie sprawy, w jak niebezpieczny i grząski teren
        wkracza. Czyżbym był aż tak naiwny? Może…! Ale padły pytania (poprzedni wpis) i
        wymagają odpowiedzi. Od ręki odpowiadam na drugie: Ustalenia trwają…
        Władza od najdawniejszych, a opisanych czasów, rządzi się swoimi prawami. Tu
        koniecznie fragment z Horacego:
        A wielu miał w zwycięstwie przodków Agamemnon,
        Bohaterów od niego potężniejszych jeszcze,
        Zeszli w noc zapomnienia ponurą i ciemną,
        Bo przy nich nie było wieszcza.
        Istota władzy przez wieki jest taka sama. A wiemy to od tych, co przez wieki
        spisywali jej oblicze.
        Był to układ. Była to mafia. Były inne formy organizacji władzy, ale były
        nieskuteczne i nietrwałe, jak jezuickie Redukcje Paragwajskie. My upodobaliśmy
        sobie typ pośredni - układ mafijny. A więc, u nas rządzi układ mafijny. Jest
        więc układ – porozumienie sił akceptowanych formalnie, który organizuje i
        kontroluje mafię. Capo di tutti capi występuje tu w formie zbiorowej. Ten układ
        jest taki, jak damskie gacie – niewymowny. Niebezpieczeństwo polega na nazwaniu
        go, dlatego ja nie będę tego robił. Jest również mafia, która jest przejrzysta w
        iluś tam stanowiskach np. samorządowych i organizuje sobie ludzi nie tylko do
        roboty, ale i do sprawy jako takiej. Poszczególne słupy (capi) zarządzane są
        indywidualnie przez części układu. Te milowe słupy wiedzą, co trzeba czynić i
        robią to biorąc na siebie odpowiedzialność. To jest tak, jak z Buzkiem i
        Krzaklewskim. Problem jest następujący: w Polsce jest wiele mafii, które
        działają bez zgody układu. Konkurencja jest tępiona zgodnie z prawem układu…
        I teraz tak, jeśli Bóg nad Wami czuwa, to możecie trafić do układu. Jeśli macie
        dużo szczęścia to Was przyjmą na milowe słupy mafii, a jeśli los obdarzy Was
        małym szczęściem, to zostaniecie nieświadomymi żołnierzami (robolami) mafii.
        Inni się nie liczą (mają przesrane), chyba że wybiją się na samodzielność
        gwarantując coś pierwszym (wiedzę operacyjną) lub drugim (łapówki). Ta sfera
        samodzielności będzie się z czasem poszerzać, bo to gwarantuje dopływ funduszy,
        których częścią obraca układ. Mafia natomiast obraca częścią naszych lokalnych
        obciążeń finansowych i tym co skapnie (lub zostanie wydojone). Jeśli natomiast
        trafiliście do konkurencyjnej mafii, to ja Wam dobrze radzę; radźcie sobie sami.
        Jest jeszcze inna „reszta”, do której ja należę, czyli tych, którzy bronią się
        przed byciem pacynką, choć generalnie należę do tych, co mają przesrane.
        Teraz weźmy jeden przykład. Z olbrzymią nienawiścią niszczono u nas JCM.
        Wyobraźcie sobie, że to był tylko „słup” i „układ” na tyle „zniszczenia”
        zezwolił. Tak układ karze za niesubordynację…Ale na więcej zniszczenia nie
        zezwoli…i Waszymi głosami, JCM jeszcze może wrócić…”Odnowi” ślubowania i będzie
        mu to zapomniane. Tak przećwiczony więcej głupstwa nie zrobi. A swoją drogą,
        zniszczyły go inne „słupy” używając do tego pacynek. W tym miejscu zróbcie sobie
        dużo wolnego miejsca, bo informacje potwierdzające zaczynają napływać:
        wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7027538,Biegli__byly_prezydent_Olsztyna_nie_jest_gwalcicielem.html
        Pójdzie to w tym kierunku. Pamiętacie potrącenie na pasach? „Uniewinnił”
        prokurator… a miał obowiązek oddać sprawę do sądu. O tempora o mores! Dura lex,
        ale nie dla każdego.
        P.S. Umiejąc pisać, można się władzy przysłużyć…– tak rozumiem Horacego.

    • Gość: jothagie Podkładają sobie świnię wielkości słonia IP: *.olsztyn.mm.pl 15.09.09, 07:55
      zamknięty
      To o dyskusji między gejami a ich tępicielami lub politykami a ich
      antagonistami, albo o ludziach, którzy lubią innym szkodzić. W tej sprawie
      jesteśmy miłośnikami oręża, wojny, podjazdów, podstawiania nogi, podkładania
      świni, salonowca, itp. zabaw ogólno narodowych. Moje zdanie jest obojętne na
      temperaturę takich uczuć. Przecież widzę, że ta świnia jest niejadalna…a już na
      pewno nie koszerna w żadnej religii.
      Za przykład podam dyskusję na lokalnym forum, która doszła już do absurdu a
      ośmieszane słowo „absmak” oddaje istotę, jeśli jest to więcej niż niesmak:
      forum.gazeta.pl/forum/w,64,99291843,99291843,Adamski_olsztynski_gejoznawca.html
      Homofob to idealista, którego świadomość określa tylko odbyt w przeciwieństwie
      do geja, materialisty, któremu tylko odbyt określa świadomość. I jedno i drugie
      mieści się w karykaturze ideologii. I jedno i drugie jest wyrazem nadgorliwości,
      ujawnianej celem określenia samego siebie. Jest to wielkie ubóstwo myślowe, bo
      człowieka określa parę innych, ważniejszych spraw. W związku z tym miałbym radę
      w stylu Tischnera, choć nie jestem pewny, czy cytowanie go w tym temacie nie
      jest nadużyciem: „Przestańmy rozliczać świat, a zacznijmy rozliczać siebie”.
      Niechże nam wystarczy nasza świadomość albo nasz odbyt i nie czepiajmy się
      innych, jeśli na wyjściu mamy inne punkty widzenia. Wywoływanie dyskusji na siłę
      podobne jest to czepliwości w stylu wiejskiej zabawy: „Nie dostałeś jeszcze w
      mordę? A to masz!”
      P.S. Nie rozumiem „kapłanów” duchowości albo cielesności. Bardziej cenią życie
      niż poczucie humoru. Oni na poważnie tak dyskutują… A swoją drogą, humorzasto
      się podnieciłem na myśl, że "Don't PiSS" – tabliczki zdjęto w GB, ale od
      pewnego czasu obowiązują w Polsce. Nastąpiła zmiana zawołań bojowych, z „Tak
      trzymać” na "Don't PiSS". A SLD się pcha…jak ten Maneken piss będzie PiSSać
      uzasadnienia niejednoznacznych decyzji.
    • Gość: MK Re: Zrozumieć politykę naszych elit IP: *.r02.dllstx01.corexchange.com 16.09.09, 04:10
      zamknięty
      Intelektualiści jako klasa ani nie mają powodu uważać, że zachowali
      się w ciągu ostatnich paru dziesięcioleci w sposób wzorowy, ani też
      nie ma żadnych podstaw, aby uznać za uzasadnione ich pretensje do
      odgrywania jakiejś przodującej roli w kierowaniu opinią publiczną.
      Jest rzeczą bez wątpienia niebezpieczną i trudną mówić o istnieniu
      elity moralnej w jakimkolwiek kraju; ale wyjątkowego już ryzyka
      wymagałoby utożsamienie jej z elitą intelektualną.
      • Gość: mk Re: Zrozumieć politykę naszych elit IP: *.ip.netia.com.pl 09.12.10, 00:13
        zamknięty
        Jeżeli wytłumaczysz mi, na czym opiera się pojęcie elity moralnej, to jest jeszcze sems prowadzenia tego typu dywagacji. Przed ewentualną dysput w tym temacie, proponują zapoznać się z samym pojęciem moralności.
    • Gość: jothagie Alzeidyzm to nowy sposób oporu IP: *.olsztyn.mm.pl 16.09.09, 09:18
      zamknięty
      Kiedyś nosiło się w klapie opornik. Wcześniej w trakcie Dziennika Telewizyjnego
      – szczytu wrogiej propagandy, wychodziło się na spacer. To były udane akcje, ale
      już były. Teraz poszukujemy czegoś bardziej „treściwego”. Czemu nie brać
      przykładów od arabów?
      Przypomnę, że Muntadar Al-Zeidi to iracki dziennikarz, który butem wymierzył
      symboliczną karę Buschowi za sponiewieranie narodu irackiego. Odcierpiał swoje w
      więzieniu i na torturach, jak przystało na kraj, w którym amerykanie wprowadzają
      demokrację.
      Są dwie wersje tej postawy, „butem go” i „z buta go”. Nie popieram przemocy,
      dlatego nie przyzwalam wersji drugiej. Nic jednak nie mam przeciwko, gdy są
      powody do pogardy i pogardę się okaże. I dlatego ironicznie uśmiecham się do
      wersji pierwszej. Lewicowcy niech rzucają lewym butem, a prawicowcy prawym.
      Ilość butów nie do pary w danym domu będzie stanowić o intensywności
      zaangażowania politycznego a nawet patriotyzmu. Obrzucani tez mogą tworzyć
      prywatne muzea, np. muzeum władzy, muzeum służby publicznej i eksponować buty
      wraz z ich legendą, przykładowo, „ten trafił mnie za prywatyzację stoczni
      gdańskiej”, „ten przeleciał mi nad głową za podwyżki dla nauczycieli”, „tym na
      szczęście nie dostałem, bo był to służbowy but (made in China) afgańskiego
      policjanta”, „tym oberwałem za czytanie kazania z kartki – nie zabrałem go z
      sobą i dostałem powtórnie za przegranie tacy w pokera”. Itd., itp.
      Panowie Elyty! Zbierać buty, a nie od razu więzienie i tortury. Rzucenie butem
      jest równoważne powiedzeniu „spieprzaj dziadu”, a nie słyszałem, żeby jego autor
      był specjalnie torturowany lub więziony bez zachowania praw człowieka, np. bez
      małpek w samotni lub świątyni dumania, czy bez wina w przybytku knucia… Rzucanie
      butem jest współczesną formą porozumiewania się bez słów. Już widzę ten traktat
      filozoficzny na poziomie wykładu habilitacyjnego „O wyższości rzutu lewym butem
      nad prawym”, by w drugim półroczu przeprowadzić przeciwną tezę na poziomie
      dysertacji doktorskiej. O pracach z zakresu trajektorii lotu, czy ergonomiki
      rzutu butem, tylko wspomnę. Jak znam życie, niedługo czekać, jak pojawi się
      duszpasterz (krajowy, wojewódzcy i powiatowi) tych, co w jednym bucie… Wyda się
      katechizm wg Kongregacji Błogosławionego Sandała – a w nim m.in. 10 przykazań
      dla rzucających i publiczna spowiedź z rzutów do Sług Pana B. W dziale
      katechizmu, pt. „Wojsko”, między innymi Dzień Rzuconego Trepa. W dziale „Prasa”
      szycie buta premierowi z przeznaczeniem i opisem rzutu wyżej…
      A więc, strony odwiecznego sporu, do dzieła! Nie warto stawiać barier twórczego
      przemyśliwania sposobów odreagowania idiotyzmów a czasem nawet okrucieństwa życia…
      Buty w dłoń!
    • Gość: jothagie W krzyżowym ogniu wątpliwości IP: *.olsztyn.mm.pl 17.09.09, 08:51
      zamknięty
      Na świecie trwa dyskusja o symbolach religijnych i wcale nie dostarcza
      jednoznacznych wniosków. Rzecz w tym, że symbole oprócz trwałej treści wiążą z
      sobą aktualizacje, które nierzadko podsuwają negatywne wnioski. Tak jest z
      symbolami islamu, judaizmu (negatywne skojarzenia, np. ze względu na terroryzm,
      wojny) katolicyzmu (świat źle ocenia fundamentalizmem, czy pazerność i
      rozwiązłość duchownych). I nikogo by to specjalnie nie zdziwiło, gdyby
      zachowania te nie były sprzeczne z podstawami konkretnej religii, którą ów
      symbol przypomina.
      fakty.interia.pl/religia/przewodnik-katolicki/news/znak-wydezynfekowany,1365801,4255
      Czy mnie krzyż przeszkadza? I tak i nie.
      Nie, bo chociaż w tym symbolu kryje się haniebna tradycja z czasów starożytnych,
      to mit kulturowy został w nim wypreparowany w postaci tzw. wielkiej wartości –
      poświęcenia życia dla innych. Dziś nie przemawia on już taką samą siłą, jak
      kiedyś, bo dziś idea „życia dla innych” jest bardziej ceniona niż idea
      „umierania za innych”. Ale i dziś kiedy małżeństwa rozchodzą się, bo nie można
      ustalić, kto ma odbierać dziecko z przedszkola, a kto obrać ziemniaki na obiad,
      to symbol krzyża jest „ostro bijący”. Zdarzają się też i takie sytuacje, kiedy
      trzeba dla innych ponieść ofiarę z życia i wtedy ten symbol jest aktualizowany.
      Tak, bo przypomina on wszystko to, czego pod tym znakiem dokonano, a szczególnie
      to, czego dokonano w sprzeczności z tą ideą. I tu każdy ma inne skojarzenia.
      Jednemu krzyż kojarzy się źle, bo budzą go dzwony kościelne, inny rozpamiętuje
      udział krzyża w wojnach i zabijaniu, itp. Mnie krzyż źle się kojarzy ze względu
      na umieszczenie go w sejmie pod osłoną nocy. Tam jest to symbol, który dzieli a
      nie łączy, bo cóż może łączyć cyników. Zresztą to pod jego osłoną dzieją się
      przeróżne łajdactwa. Na dowolną transmisję z sejmu pamięć moja podsuwa mi dwa
      fakty: socjalizm przyniesiony na bagnetach i tam zatwierdzony (aż po
      wprowadzenie do konstytucji przyjaźni polsko-radzieckiej) oraz krzyż
      zainstalowany pod osłoną nocy w wolnej Polsce. Tak wolnej, że trzeba było innym
      to narzucić. Te dwie sprawy są również „na mojej krótkiej liście”…, że zacytuję
      klasyka sztuki proskrypcyjnej.
      Żaden symbol religijny nie przemawia do mnie na tyle mocno, by mógł
      reprezentować moje poglądy i organizować moje życie, dlatego sądzę, że ich
      miejsce jest tam, gdzie będzie ludzi jednoczył. Jestem natomiast przeciwnikiem
      narzucania ich siłą i misyjnemu zajmowaniu nimi przestrzeni publicznej.
      Przestańmy wreszcie „uszczęśliwiać” innych w zakresie idei.
      P.S. Cenię sobie Świadków Jehowy za to, że odwiedzili mnie i złożyli swoją
      propozycję. Nie cenie natomiast za to, że później usiłowali to zrobić jeszcze 37
      razy…
      • Gość: kasia Re: W krzyżowym ogniu wątpliwości IP: *.146.161.188.nat.umts.dynamic.eranet.pl 22.04.10, 11:15
        zamknięty
        Drogi jothagie
        z przyjemnością zapoznaje się z Twoimi rozważaniami stanowiącymi coś w rodzaju
        lustra wydarzeń polityczno-medialnych w naszym kraju. Sympatyczny język i
        spokojna ocena sprawia wrażanie, że zjawiska te dzieją się gdzieś daleko za
        górami, za lasami, a nie w naszym najbliższym otoczeniu - czego niestety nasza
        rzeczywistość nie potwierdza. A przecież coraz wyraźniejsze stają się tonacje
        pisane do oczekującego nas chyba preludium symboli religijnych pod jedynie
        słuszną rację. Osobiście mnie żadne symbole religijne nie przeszkadzają, o ile
        za sobą nie niosą ładunków fanatyzmu znanego z jak najgorszych skutków.
        Powieszenie krzyża pod osłoną nocy w sejmie przypomniało mi działalność Ku Klux
        Klanu. Czy mamy czekać, aż te krzyże również nocą zostaną zapalone ze znanymi
        skutkami?
        Daleka jestem od traktowania tego wszystkiego w kategoriach teorii spisku, ale
        rozsądek nie pozwala na jej wykluczenie. Nie wolno zapominać, że szereg
        organizacji politycznych mniej czy bardziej oficjalnie działa pod tym symbolem
        religijnym wcale nie przynosząc mu chluby dla uzyskiwanych efektów misyjnych,
        ani też nie stwarzając nadziei na nadanie mu jaśniejszych barw oprócz tych,
        które zaznaczyła na nim historia. Takie organizacje, jak Młodzież Wszechpolska,
        ONR, NOP... organizowane były w cieniu tego symbolu w parafiach.
        • Gość: jothagie Re: W krzyżowym ogniu wątpliwości IP: *.olsztyn.mm.pl 22.04.10, 13:56
          zamknięty
          Droga kasiu!
          Jestem bardzo zobowiązany, że skupiłaś swoja uwagę na moim tekście i wyraziłaś
          swój pogląd. A że problem istnieje, to wynika również z Twojej wypowiedzi.
          Dlatego dziękuję Ci za wsparcie.
          Z pełnym szacunkiem.
    • Gość: jothagie „Debata”… i jeszcze jeden i jeszcze raz… IP: *.olsztyn.mm.pl 18.09.09, 13:12
      zamknięty
      Mottem Pisma jest powiedzenie Józefa Mackiewicza, że „jedynie prawda jest
      ciekawa". Tak rzeczywiście jest, a szczególnie tak było w jego czasach, kiedy to
      napisał. Problem jednak polega na tym, że dziś prawda (ujmując tak górnolotnie i
      trochę na bakier z logiką) ma wiele twarzy, w zależności od tego z jaką intencją
      się ja głosi. Pismo ową prawdę głosi dla sensacji wychodząc z założenia, że
      jedynie prawda jest sensacyjna - mydląc przy tym oczy, że jest strażnikiem
      klasycznej definicji prawdy. Gdy ja to wyczuwam to taką prawdę odbieram z
      przymrużeniem obojga oczu. Pismo tworzone z takim założeniem ma naturalną
      tendencję do tabloidyzacji, mimo najszczytniejszych założeń „pierwszego numeru”.
      W takim przypadku i w tym gronie, „Fakt”, ze względu na swoją nazwę bardziej
      symuluje prawdę, niż „Debata”, która jak sama nazwa wskazuje, jest drogą
      dochodzenia do prawdy. I niech się uderzy w piersi ten (wszyscy ci), co za ową
      relatywizację odpowiada, szczególnie za relatywizację „w złej wierze”.
      Przeszedłem rygory solidnego wykształcenia, gdzie o prawdzie mówiło się, że ma
      dwa oblicza. Pierwsze, przydatne w naukach ścisłych, w swej definicji było
      proste, jak konstrukcja cepa. I mimo, że proste to wyczerpywało całe
      doświadczenie logicznego umysłu. Na takiej prawdzie zbudowano naszą cywilizację.
      Drugie, przydatne w narodzinach i funkcjonowaniu mitu, jest niezwykle
      skomplikowane, i ex definitione jest swoistą extrapolacją i metaforą. Zawsze
      wyraża nasze pragnienia i to temu rozumieniu zawdzięczamy kulturę. Historia a i
      teraźniejszość (tym gorzej dla teraźniejszości) zna takie przypadki, że
      szlachetne ludzkie pragnienia zastępowane są przez zwykłe (upierdliwe)
      chciejstwo. „Debata” bez wątpienia ma tu problem do przemyślenia…by nie karleć z
      powodów powszechnie uznanych za niecne, np. z powodów politycznych - czy to
      partyjnych, czy osobistych.
      P.S. A jeśli „Debata” jest pismem partyjnym? A to przepraszam…! Ale to trzeba
      zaznaczyć… i wtedy nie będę miał nic do powiedzenia. Pismu partyjnemu wybacza
      się wszystkie niegodziwości, ale nie ma się obowiązku mieć go w spisie lektur.
    • Gość: jothagie Lizanie, głupcze! Liżącego się nie kopie. IP: *.olsztyn.mm.pl 19.09.09, 19:37
      zamknięty
      Dziś w kwestii czysto estetycznej. Dokładnie w kwestii lizania d. Widzę, że Wam,
      elitom, nie jest wszystko jedno, komu liżecie d. Czy to Rosji, czy Niemcom, czy
      Ameryce, czy Watykanowi (przepraszam za dowolność w kolejności – wiem, że i tu
      macie uświęcony porządek). A dla mnie jest to, po pierwsze, obrzydliwe, a po
      drugie, byłoby mi wszystko jedno, jeśli już musiałbym to robić. Kierowałbym się
      przewrotnością, żeby temu jakiś sens nadać – może za ropę, może za inwestycje…
      Obrzydliwe, bo nie widzę w tym ani erotyzmu, ani estetyki, ani zadowolenia z
      wyboru, bo jakiż to wybór jeśli lizaniem zarządza jedna opcja „lizaków”. Tylko
      wybór w opozycji do aktualnie liżących, przy czym, w sprawie zaniechaliśmy już
      podziałów ekstremalnych, typu lewica – prawica, beton - konfesjonał za murem,
      Villas – Walentynowicz… Liżecie, bo już zarządza Wami obłęd, w którym
      upatrujecie gwarancji swojej władzy. Nie wybór, jak to powinno być w demokracji,
      nie namaszczenie, jak to drzewiej bywało, ale lizanie…Jeśli widzą w tym jakiś
      sens, to wydadzą pieniądze na wybór liżącego. Może chociaż na czołganie zmienimy
      – uznam to za powszechną mobilizację i dostosuję się. Może padniemy na kolana –
      jeśli nie wręczycie mi książeczki do nabożeństwa, to też jakoś zniosę. P.S.
      Wracam do tego „po drugie”, że byłoby mi wszystko jedno, jeśli już musiałbym to
      robić, czyli lizać d. Skorzystałby z mądrości ludowej, a mianowicie, że wytrawny
      polityk, to i dwie d. liźnie…
      Nie potwierdzam jakobyśmy opanowali jeszcze jedną postawę wobec Ameryki –
      włażenie w d. Amerykanów stać na to, by opłacić sobie tradycyjne przyjemności.
      Co do Watykanu, to zgoda… to biedne acz pazerne państwo i jego przedstawiciele
      również.
    • Gość: stan Re: Zrozumieć politykę naszych elit IP: 67.228.101.* 20.09.09, 05:52
      zamknięty

      polska rzeczywistość - rzadzą nami idioci, a my na to pozwalamy
    • Gość: jothagie Przetarg nieograniczony IP: *.olsztyn.mm.pl 21.09.09, 08:15
      zamknięty
      Zamawiający: A to Polska właśnie. Nazwa usługi: Poszukujemy nowego Pana. Hasło
      dla dokumentów: I dlaczego nie Czesi? Dokumenty kierować na Berdyczów.
      Po tym jak Ameryka strzeliła nam focha wypadałoby oddać się w inne ręce.
      Jesteśmy jak kobieta po czterdziestce – nie potrafimy do kogoś nie należeć.
      Znamy już tylko drogę do kościoła, adres, nazwisko i imię swego Pana. Ale temu
      Panu już dziękujemy…Nie ma kwalifikacji, by „panować” i nam przewodzić. Nasza
      ambicja nie pozwala nam akceptować kogoś, kto wrócił na tarczy – w tradycji mamy
      „z żywymi naprzód iść”. Dlatego zmuszeni jesteśmy ogłosić przetarg
      nieograniczony na Pana. Będziemy go również pieścić, lizać, a jeśli to będzie
      konieczne to i wchodzić w… Kryterium podstawowe i jedyne – największy wkład.
      Stawka wyjściowa jak i wadium wielkości dziury budżetowej. Docelowo dług
      publiczny i pożyczki zagraniczne. Dupcyli nas już wszyscy i jako nie-dziewica
      specjalnych warunków nie stawiamy. Mieliśmy już wszystkie choroby roznoszone
      poprzez stosunki z Panem i jego przyjaciółmi. Katar też…ma nas w d.
      Społeczeństwo wielokrotnie oszukane i wydupcone i ma tylko jedno, ostatnie
      pragnienie - oddać się za dożycie. Nie zgodzimy się tylko na perwersyjne i
      niechrześcijańskie stosunki, koszerność świń i na papieża „czarnego”. Nie chcemy
      już mieszkać w Barakach, walczyć za Waszą wolność, obchodzić walentynki, słuchać
      K(omitetu) C(zarnych) i jeszcze raz usłyszeć: "Panie prezesie zadanie wykonane".
      Forda też nie chcemy, jeśli dostępny jest tylko czarny. I niech skrót „SB” dalej
      oznacza Służbę Bogu…
      P.S. Do głowy tak nam wbito czarne (klin klinem, że niby wybija czerwone), że
      nawet zimie mówimy „nie” i póki co jest to jedna z nielicznych dziedzin
      możliwości protestu w polskiej demokracji. Możliwość pewnie również
      nieskuteczna, bo Pan Bóg, podobnie jak prezydent powie „veto”.
      miasta.gazeta.pl/warszawa/1,95190,7031546,Sasiedzka_zawierucha_na_koniec_lata.html
      Rzucamy śnieżkami, ale do czasu – kaczki, łuski i całą tą łobuzerię (że o
      lokalnej ptaszarni tylko wspomnę) też da się porzucić…
      Wielu usiłuje wytłumaczyć tajemnice Trójkąta Bermudzkiego (polecam: The Golden
      Vortex by Nick Nelson) a ja staram się wyjaśnić, dlaczego żałoba narodowa
      dopiero od 21 września. Dożynki Prezydenckie w dniu 20 września chyba wyjaśniają
      wiele… - kryzys wiary, schizofrenia czy zwykły cynizm? Nie! To subtelna polityka
      naszych elit.
    • Gość: Marek Re: Zrozumieć politykę naszych elit IP: 67.159.45.* 22.09.09, 02:01
      zamknięty

      Trudno mi posługiwać dla mnie oczywistymi argumentami.Dzieje
      systemów patrząc na Historię to jak pęknięta płyta
      gramofonu...wszystko się kręci w cyklach raz dłuższych raz
      krótszych,,,zmienia się tyko terminologia i technologia a
      uczciwość ...to moim zdaniem bardziej pojęcie literackie i jeszcze
      bardziej nic nie znaczące.Brak społeczeństwom zwykłej zwierzęcej
      mądrości...instynktu samozachowawczego...Argument? Ano każde
      pokolenie w sprawach społecznych ciągle depta w starych śladach
      przodków, i błądzi tak samo...a skala tego chyba rośnie
      proporcjonalnie do rozwoju technologicznego...Więc bawienie się w
      szczegóły było by powtarzaniem jeszcze ciepłych dyskusji z
      przeszłości na ten sam temat...być może się myle...
      • ksiaze_olsztyn Re: Zrozumieć politykę naszych elit 22.09.09, 02:24
        zamknięty
        Twoją myśl, Marku, wyraził G.W.F. Hegel w ten sposób:

        "Historia uczy, że ludzie nic się z niej nie nauczyli"

        :-)
        • edico Re: Zrozumieć politykę naszych elit 11.10.09, 15:19
          zamknięty
          "Im mniej ludzie myślą, tym więcej mówią."
          (Charles Louis de Secondat de Montesquieu)
      • edico Re: Stara polityka w nowym wydaniu 11.10.09, 15:10
        zamknięty
        Już Stalin w swych "Podstawach Leninizmu" pisał: "Czyż Marks nie mówił już w
        latach 50-tych zeszłego stulecia [chodzi oczywiście o wiek XIX], że sprawa
        rewolucji proletariackiej w Niemczech stałaby 'świetnie', gdyby można
        było poprzeć rewolucję proletariacką przez, 'że tak powiem, drugie wydanie
        wojny chłopskiej
        '".

        Czy obserwując to, co się dzieje w kraju po roku 1989 nie rodzi to czasem
        pytanie, czy nie mamy do czynienia z para rewizjonizmem realizowanym na falach
        populizmu medialnego realizowanego przez różne ugrupowania walczące ze sobą na
        zabój?

        Czasami przypomina mi to próby wdrażania myśli Mao Zedong'a, których analiza
        powinna być wcale nie małą przestrogą przed efektami szczucia na siebie ludzi w
        oparciu o hasła, hasełka tworzone w oparciu o tzw. "jedynie słuszne racje"?

        Link:
        archiwumlbc.w.interia.pl/636mao.htm

        Jeżeli do tego dodamy jeszcze bardzo intrygującą myśl Mao Zedong'a (cytuję z
        pamięci), że "rewolucji nie można dokonać w sposób w sposób etyczny (chyba było
        użyte jakieś inne bardziej dosadne słowo)", dzisiejsza sytuacja wśród elit
        politycznych może budzić bardzo poważny niepokój. Tym bardziej, że walka ta
        odbywa - jak się wydaje - bardziej w imię interesów prywatno-partyjnych niż
        społecznych a nieustanne posługiwanie się Polską i Polakami uważam za nadużycie.
        Nikt mnie bowiem nie pyta (poza referendum konstytucyjnym i referendum
        przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej) o zdanie, a szermuje się niby moim
        głosem i opinią fałszywie aż do obrzydzenia.
    • Gość: jothagie Pycha we władzy – bezsilność w społeczeństwie. IP: *.olsztyn.mm.pl 22.09.09, 20:05
      zamknięty
      I tak to jest – jak naśmiewa się Z. Laskowik (ostatnio odwołany tuż przed żałobą
      – to dopiero żałoba!). Niestety, zaczynamy się dławić ta proporcją władzy i
      społeczeństwa. Władza staje się coraz mocniejsza, a społeczeństwo coraz bardziej
      bezsilne. I zaczynam podejrzewać, że ta władza pewnikiem pochodzi od Boga a nie
      od społeczeństwa. Bóg może „dopuścić” takich ludzi do władzy w ramach kar za
      grzechy społeczeństwa, bo które społeczeństwo mogłoby tak skutecznie działać
      przeciwko sobie. A sondaże, że już zaczynam wątpić…tu chyba również sam Pan B.
      macza swoje ręce. Nie sądzę, żeby diabeł tak dobrze znał prawidła zła… Diabeł to
      taki przygłup, który może coś podpowiedzieć Palikotowi, ale żeby premierowi,
      ministrom i lokalnym notablom?
      Zaczyna się okres, kiedy społeczeństwo zaczyna władzę sprawdzać, ale co lepsze,
      sama władza pada pod ciężarem logiki matactwa, bo taką również tworzy. Zaczynam
      szukać, co ludzie światli mówią lub mówili o PO i dochodzę do sprawdzających się
      przepowiedni. Kiedyś nie dowierzałem prof. Relidze, ale dziś widzę, że to ma
      potwierdzenie: „To co działo się w Platformie napawa mnie obrzydzeniem. Chodzi
      zwłaszcza o wykańczanie najlepszych ludzi”. Wypisz, wymaluj – Farfał i TV, a
      także lokalne roszady władzy. Ja specjalnie nie współczuję wymienianym ludziom
      władzy, bo zostali oni postawieni również na takich samych zasadach, jak PO
      stawia swoich, ale obrzydliwość bierze mnie na samą myśl, jaki to majstersztyk
      to uzasadnienie. Wkładanie majtek przez głowę to superracjonalna metoda w
      porównaniu do tego, co serwuje władza jako uzasadnienie deprawacji resztek
      naszego zdrowego rozsądku. Nie od rzeczy będzie również zacytowanie Stefana
      Niesiołowskiego, zanim jeszcze wstąpił do PO: “PO prawdopodobnie skończy tak jak
      wszystkie ruchy, które spaja jedynie cynizm, hipokryzja i konformizm”. Trudno tu
      wyjść przed „mistrza”.
      Demokracji socjalistycznej nie należy mylić z demokracją (sprawdziłem na sobie),
      błyskotliwego intelektu nie należy mylić z intelektem (liczne przykłady w
      polityce – jeden lokalny bardzo potwierdzający), Platformy Obywatelskiej ze
      sprawami obywatelskimi (to widać i słychać i czuć…), logiki władzy z logiką (do
      przemyślenia zachęcam) a religijnej moralności z moralnością (mieliśmy to przez
      jakiś czas i wystarczy - oby oni już nie wrócili do władzy) .
      P.S. Niechże ktoś wreszcie napisze ustawę o „łupach politycznych”, żeby
      społeczeństwo wiedziało, co nowa władza będzie zmieniać bez konieczności
      głupiego uzasadnienia… i postawcie wreszcie poważnie na apolityczny Korpus
      Urzędniczy. Bez tego to latami będziemy się bawić w ciuciubabkę a jakość usług
      urzędniczych będzie sukcesywnie spadać.
    • Gość: jothagie Eutanazja po polsku, czyli…Eeeee! Wy tam! Elity! IP: *.olsztyn.mm.pl 23.09.09, 18:39
      zamknięty
      Udało mi się polatać samolotem nad naszą częścią Polski. Co zobaczyłem i o czym
      pomyślałem, to i opisuję. I co my tu mamy na tej Ziemi, którą mieliśmy czynić
      sobie poddaną? Czy ona już jest poddaną, czy dopiero jesteśmy jej niewolnikami?
      Niewolnikami stresu od 6 roku życia i strachu o pracę do 70 roku życia (wg
      propozycji rządu), czyli niewolnikami wyzysku kapitału. Powiedzmy to jasno,
      zamiast dorabiać ideologię troski o człowieka.
      Z lotu aeroplanu widziałem nawet szczęśliwych cyganów, kłamców, złodziei,
      oszustów, ludzi władzy i tych, co się na fuchy załapali. Widziałem też
      duchownych szczęśliwych, że pokochali co trzeba i kogo trzeba. Widziałem także
      grupkę szczęśliwych dzieci szczęśliwych rodziców. I na tym koniec idylli.
      Dalej już tylko bycie ku śmierci. Polskie dążenie ku śmierci. Takie specyficzne,
      bo wcale nie jest to heidegerowskie uogólnienie istnienia. Jest to twarda
      rzeczywistość rozpędzająca się w kierunku wykoślawienia sensu życia i
      amatorskiej samozagłady. Wysokie bezrobocie, niskie zarobki, frustracja, agresja
      i cała gama patologii. Widziałem przede wszystkim niewolników jeszcze na wiele
      lat przed powstaniem Spartakusa, czyli jeszcze z tej sytuacji, kiedy piekłem
      było życie. Kiedy ludzie żałowali, że żyją, że płodzili dzieci skazane na
      nieszczęście.
      Po co więc to udawanie, że wszystko jest w porządku. Po co udawać, że chronimy
      życie od poczęcia do naturalnej śmierci. Kto pokocha dzieci niechciane? Kto
      nakarmi dzieci głodne. Kto przywróci sens życia ludziom młodym. Kto w
      przyszłości da emeryturę jeśli teraz nie ma pracy. Kto weźmie ich na utrzymanie
      na starość. To na tym ma polegać to szczęśliwe życie, którym kuszono do urn
      wyborczych i do zmiany systemu? Gdzie jesteście prorocy nowej ziemi obiecanej,
      mlekiem i miodem spływającej? Co, doznaliście syndromu kota na pustyni, który
      nagle zmienił zdanie o wymiarach kuwety?
      Po co więc mnożyć byty bez potrzeby w postaci zachęcania do wzrostu naturalnego.
      Po co zakazywać ludziom decyzji uznania, że na tym koniec ich życia. Przestańmy
      być obłudni i zakłamani. Darmowa aborcja na życzenie, w tym przede wszystkim ze
      względów ekonomicznych. Dostępna edukacja seksualna. Oficjalna możliwość
      eutanazji – po co zmuszać ludzi do niegodziwych praktyk zakończenia życia.
      Czytam, że para zadłużonych emerytów wysadziła się w powietrze. To za granica,
      bo u nas wieszają się w pobliskim lesie w myśl powiedzenia „doszedłeś do końca
      sznura i nie wiesz co zrobić, to Zawiąż pętle…”. Rozwiążmy to w jakiś
      cywilizowany sposób, bo przecież na tej Ziemi nie ma tyle miejsca dla
      nieszczęśliwych ludzi.
      A biskupom mówimy: Non possumus!
      P.S. Z powodów ekonomicznych jesteśmy coraz bliżej getta, jako sposobu spychania
      problemów na obrzeża. Notabene, pierwsze getto a podstawie uchwał Soboru
      Laterańskiego powstało w Wenecji w 1516 na wyspie Ghetto Nuovo, do tej pory
      funkcjonuje w świadomości jako idea odseparowania „innych”, w tej sytuacji -
      biedoty.
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7069295,Alicja_Tysiac_wygrala_z__Gosciem_Niedzielnym__i_archidiecezja.html?skad=rss
      • ksiaze_olsztyn Re: Eutanazja po polsku, czyli…Eeeee! Wy ta 25.09.09, 19:53
        zamknięty
        Boże, co za lewackie brednie.
        Ty chyba coś piłeś jak to pisałeś?
        • Gość: LzDŁ Re: Eutanazja po polsku, czyli…Eeeee! Wy ta IP: *.ovh.net 25.09.09, 20:28
          zamknięty
          Posłuchaj no książe swoich 36 metrów kwadratowych mieszkania i 800 cm
          sześciennych mózgu. Albo podejmujesz merytoryczną dyskusję, albo oceniasz na
          własny użytek i zaoszczędzisz nam pojękiwań w iście pisowsko-rydzykowym stylu.
          Ocena musi być wynikiem merytorycznej dyskusji a nie zwykłego przypier… się.
          Lewak z Dzielnicy Łacińskiej
          • ksiaze_olsztyn Re: Eutanazja po polsku, czyli…Eeeee! Wy ta 25.09.09, 21:12
            zamknięty
            Jeżeli Jothagie postuluje aborcję na życzenie ("z powodów
            ekonomicznych"), to jest zwyczajnym lewakiem, bo pierwsi legalizacji
            aborcji dokonali... BOLSZEWICY!

            To tyle.

            Fanem ani Rydzyka, ani PiS nie jestem.
            • Gość: LzDŁ Re: Eutanazja po polsku, czyli…Eeeee! Wy ta IP: *.lebarts.com 25.09.09, 21:45
              zamknięty
              U nas aborcja jest legalna i dozwolona ("Seksualność, antykoncepcja, aborcja.
              Prawo, mój wybór, nasza wolność"), ale trudna w realizacji (długo się czeka i
              można przekroczyć termin 12 tygodni), dlatego wiele osób odbywa wycieczki do
              Hiszpanii, kraju katolickiego. Ocenia się, że liczba aborcji (z 250 tys. co roku
              spada, ale to ze względu na oświatę, a nie ze względu na restrykcje). I to jest
              właściwy kierunek – Polska jest w tej sprawie zadupiem Europy, a Ty strażnikiem
              tego zadupia. Nie jest to prawdą, jakoby bolszewicy pierwsi dokonali aborcji.
              Nie zapominaj o różnych wiejskich technikach powodowania poronienia, jeszcze na
              długo przed pojawieniem się bolszewików. Usystematyzuj sobie wiedzę na ten
              temat, bo sam światopogląd to za mało.
              • ksiaze_olsztyn Re: Eutanazja po polsku, czyli…Eeeee! Wy ta 25.09.09, 23:31
                zamknięty
                Po pierwsze:
                To Ty przestań bredzić o wiejskich sposobach. Tak, aborcję znano już
                w starożytnym Rzymie (POGAŃSKIM!) i uznawano ją za zbrodnię. Uważasz
                starożytnych patrycjuszy, twórców wspaniałej cywilizacji, za
                ciemnogród?!

                Po drugie: Za pomocą aktu prawnego aborcję zalegalizowali bolszewicy
                w 1918r.

                Po trzecie: Po raz pierwszy na aborcję zezwoliły okupacyjne władze
                Generalnego Gubernatorstwa. Dla Polek i innych niższych narodów. Dla
                Niemca za aborcję groziła kara śmierci! Wiesz czemu!? Bo oni
                chcieli, żebyśmy my wyginęli, a oni nie!

                Wolę być zadupiem europy niż postępowcem na wzór bolszewicko-
                faszystowski.
                • edico Re: Eutanazja po polsku, czyli…Eeeee! Wy ta 18.10.09, 13:29
                  zamknięty
                  Pisząc o aborcji zapominasz o Hitlerze tak przecież hołubionym przez Piusa XII.
                  Poza tym jest to wątek o eutanazji i jeżeli chcesz się do niego ustosunkować w
                  warunkach współczesności, to zacznij od ustosunkowania się do nawoływania
                  Kaczyńskiej przez Rydzyka do poddania się eutanazji:
                  Rydzyk:
                  Kaczyńska powinna poddać się eutanazji

                  Już Lucius Annaeus Seneca nie bez kozery pisał "Nie samo życie jest dobrem, ale
                  życie dobre".

                  Kto ma takie oceniać, czy życie jest dobre, jeśli nie sam żyjący? Kto więc ma
                  prawo decydować, kiedy życie zakończyć, jeśli nie sam żyjący???

                  Kościół katolicki w tej kwestii bazuje na niezbyt wyszukanym przykazaniu "nie
                  zabijaj" i uzasadnia: "Bóg pozostaje najwyższym Panem życia. Jesteśmy obowiązani
                  przyjąć je z wdzięcznością i chronić je ze względu na Jego cześć i dla zbawienia
                  naszych dusz. Jesteśmy zarządcami, a nie właścicielami życia, które Bóg nam
                  powierzył. Nie rozporządzamy nim" (patrz katechizm lub
                  zaduchem.pl/content/view/578/88/).
                  Według przytoczonych poglądów katechetycznej etyki katolickiej, musimy chronić
                  życie – nie tylko swoje, lecz również innych – jako wartość samą w sobie.
                  Katolik, chcąc być w zgodzie z etyką wyznawanej przez siebie wiary, musi więc
                  nie tylko sam nie dopuścić się eutanazji, ale też zrobić wszystko, aby do
                  eutanazji w ogóle nie dochodziło.

                  Możemy darować sobie eutanazję niedobrowolną stosowaną np. przez ks. misjonarza
                  o. Athanase Seromba w Ruandzie 16 lat temu, jako przykładu rozbieżności stroną
                  praktyczną tej etyki a jej głoszonymi założeniami. Nie mniej jednak powstaje
                  pytanie: „Czy jednak w pewnych wypadkach wierność doktrynie i zupełne zaufanie
                  dla wyroków Bożych (że widocznie Panu Bogu do czegoś potrzebna jest ta męka i ma
                  ona swoje przeznaczenie) nie jest ofiarą składaną Bogu na cudzy koszt?” - jak
                  bardzo słusznie zauważył T. Żychiewicz w "Sapere auso".

                  Pomyśl, czy takiej formy dyskusji, jaką stosujesz fa forum nie należy
                  potraktować jako wierutną głupotę bądź cynizm i zakłamanie prawoskrętnego prawiczka?

                  Nie odsyłam twoim zwyczajem do lekarza, ale martwica niektórych tak ważnych
                  życiowo komórek wydaje się coraz bardziej wyraźna.
                  • edico Re: Errata 18.10.09, 13:55
                    zamknięty
                    Powinno być:
                    > Poza tym odpowiadasz na post o eutanazji...
        • edico Re: Eutanazja po polsku, czyli…Eeeee! Wy ta 11.10.09, 15:22
          zamknięty
          ksiaze_olsztyn napisał:

          > Boże, co za lewackie brednie.
          > Ty chyba coś piłeś jak to pisałeś?

          "Bogowie, którzy większość ludzi wyposażyli w podłą ambicję, przywiązali do
          wolności niemal tyle samo nieszczęścia, ile do niewoli."
          (Charles Louis de Secondat de Montesquieu)
    • Gość: jothagie Czym się różni konsternacja od qre…stwa IP: *.olsztyn.mm.pl 24.09.09, 14:35
      zamknięty
      W jednym z wydań telewizyjnej Familiady występowały Panie ze Straży Miejskiej.
      Na jedno z pytań „którą z części garderoby zdejmuje się najszybciej”, jedna
      odpowiedziała – stringi, a druga – majtki. Nigdy bym na to nie wpadł. Ogarnęła
      mnie konsternacja, ale w moim wieku tylko to jest możliwe… Excusez-moi! A swoją
      drogą, to warto pogłówkować, jakie to ćwiczenia obowiązkowe mają w tej Straży
      Miejskiej. W Łodzi, strażnik miejski zdjął czapkę i naraził się na wysmakowaną
      sentencję filozoficzną, ale w innych miastach może strażniczki mają
      lepiej…zdjęcie czegoś tam z garderoby skutkuje kunsztownym komplementem. Coś
      musi być podstawą tej pierwszej myśli…
      Czym różni się społeczeństwo od władzy?
      Społeczeństwo to mix roszczeniowości i naiwności. To takie dziadostwo w wersji
      light z możliwościami rozwoju do wersji strong. Tak to widzę obserwując „rozwój”
      ostatnich dwudziestu lat. Władza to mix cynizmu i hipokryzji. To takie
      skur..stwo w wersji strong z ambicjami na więcej. I tak było zawsze jak
      pamiętam, że podaruję sobie cytaty ze starożytności. L'État c'est moi
      obowiązywało zawsze i wszędzie, nawet, gdy nie zostało to jeszcze powiedziane.
      Na nowo definiowano tylko to „moi”.
      Czym różni się dawny władca od partii dziś nam władających?
      Dawny władca wychowywał swojego następcę a przynajmniej kandydata na następcę. W
      naszych partiach panuje paniczny lęk przed następcami. Lepiej, żeby następców w
      ogóle nie było. Zasada „après nous, le déluge", że dziś uprę się przy
      „Ludwikach”, działa podświadomie i podskórnie. I dosięga nas potop miernot na
      wszystkich szczeblach władzy. Ile to czasu mija zanim uda się ich przybrązowić,
      choć i tak nie zmienia to istoty władzy. Powinno być jak w Izraelu, gdzie
      rodzina decyduje: Ten syn pójdzie do Msadu i dlatego nie będzie obrzezany… Nasz
      przyszły prezydent już powinien chodzić do szkoły w Szwajcarii, maturę robić w
      Anglii a studia w Niemczech. I powinno ich być kilku, bo jeden może być
      charakteropatą, drugi popadnie w trawkę, trzeci zrobi awanturę w burdelu, inny
      ukradnie jakiś księżyc, itp. Ale jeden z tego rocznika ostanie się i w nim
      nadzieja. I Niekoniecznie ten „jeden sprawiedliwy w Izraelu”, jak to podpowiada
      nawet Pismo św.
      Co ma aborcja do polityków i politycy do aborcji?
      Ma. Od czasu do czasu w życiu politycznym przychodzi moment, by uczciwie
      zmierzyć się z narodem. By dać mu satysfakcję ewentualnego wyskrobania polityków
      z tego ciepłego łożyska. Naród też musi mieć szansę, by mógł ich legalnie
      obalić. A politycy? Nie dają narodowi takiej szansy. Najzwyczajniej w świecie
      olewają naród. Dyrdymały mu wciskają, jak za przeproszeniem na Dożynkach. Na
      linii aborcja – politycy i Wacek Wersal, pełne zakłamanie. Na oczach
      społeczeństwa następuje renesans „wielkich myśli” doktora J.P.G., ministra
      propagandy i oświecenia publicznego: „Oświecajcie, oświecajcie, oświecajcie –
      zawsze coś z tego zostanie!”
      Czym różni się obcy od naszych?
      Kapitał oczywiście! Odpowiedź już zasadniczo mamy za sobą. Doświadczenie
      pokazuje: Możemy dla Polski obrać obcy kapitał, ale nie dziwmy się, kiedy tej
      Polski dla wszystkich zabraknie. Możemy również wybrać naszych, ale też nie
      dziwmy się, kiedy ci nasi wybrani załatwią nas w drugiej lub dalszej kolejności.
      Kapitał ma to wspólnego, że nie jest mu w ogóle potrzebne społeczeństwo. Jemu
      potrzebna jest tylko najtańsza siła robocza jako przedmiot wyzysku. Jeśli już
      jest to „przypadkowe społeczeństwo” (jak to onegdaj mądrze, acz z pogardą rzekła
      posłanka Halina Nowina-Konopczyna), to liczy się tylko jego siła nabywcza. A ten
      „wdowi grosz” najbardziej, bo jest pewny – wdowa też ma potrzeby (i to jakie!).
      A poza tym wszyscy zdrowi…
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka