Dodaj do ulubionych

Zrozumieć politykę naszych elit

    • Gość: jothagie Szukana strona istnieje IP: *.olsztyn.mm.pl 22.10.09, 10:09
      zamknięty
      Tak się jakoś porobiło, że dla jednych są studia, dla drugich lektura GW. Taki
      demokratyczny wybór jak nasza demokracja. Jest jeszcze kategoria dla tych
      trzecich - RM, ale to już ideowa desperacja. Moja domowa wróżka podpowiada mi,
      że pod wpływem ogłupiającej propagandy powstanie jeszcze jedna kategoria – tych
      co to Szkło Kontaktowe zamienili na RM. Nie z nudów, ale z innych, nie całkiem
      jasnych powodów. Prawdopodobnie znudzili się świadomym poparciem i zmienią na
      ślepe. Ta zmiana niewiele kosztuje, a koszty teraz tnie się jako pierwsze.
      Niestety, głupotę obcina się jako ostatnią. Jeśli w ogóle…
      A wszystko to łączy w sobie portal „Debata” – zapowiadany i zrealizowany.
      Dobrze, że jest.
      Przeglądnąłem i mam niejaką satysfakcję. Teraz, gdy ujawniła się cała grupa do
      zadań specjalnych i dała próbę swoich możliwości, mam jasność WHO IS WHO i czego
      można się spodziewać. Dobrze jest wiedzieć, tak na wszelki wypadek, gdzie
      szukać, gdyby na starość mózg się uzjadliwił. Napisałem sobie nawet taka
      sentencję: Nie możesz zapanować nad swoim rozszczepionym języczkiem i kanałami
      jadowymi? Wal do Debaty! Wprawdzie była zadedykowana dla „ksiaze_olsztyn”, ale
      odpuszczę mu, bo Wam to bardziej się należy.
      Tak więc, zaspokoiłem swoją ciekawość, która towarzyszyła mi od pierwszego
      numeru. Teraz wiem, co powiedzieć tym, którzy szukają czegoś à rebours: Szukana
      strona istnieje. Można spokojnie osiąść, bo są gotowe recepty – myślenia to nie
      kosztuje. Można więc ciąć po kosztach. Ale ponieważ w życiu jest tak, że nawet
      zepsuty zegar dwa razy na dobę wskazuje dobry czas, to będę zaglądał w
      poszukiwaniu czegoś podchodzącego pod mój sposób myślenia. Nie twierdzę bowiem,
      że „Debata” założyła prezydenturę tylko dla niektórych Polaków. Jest ona
      świadomą i podświadomą projekcją własnych doświadczeń życiowych i zobowiązań
      światopoglądowych. Jest po prostu neoficka, co skutkuje tak, jak skutkuje. Jest
      skażona miernotą tematu, a to że jest na uwięzi, wyczuwa się. Dziś nie ma to
      znaczenia, kto trzyma ten latawiec na uwięzi. Nie możemy jednak założyć, że
      ludzie się nie rozwijają. Dlatego ostrożnie będę im towarzyszył oczekując tego.
      A swoja drogą, to pod wpływem „Debaty” mam pewne przemyślenia świadczące o
      niezbyt chlubnym wpływie polityki na życie. To pod jej wpływem nie potrafimy
      myśleć „różnie” (od „różnić się”) z niezbędną tolerancją, a posługujemy się
      politycznym skrótem myślenia opozycyjnego. Zawsze w opozycji do czegoś zamiast
      formułować własne, niezależne od innych poglądy. Taką skarbnicą opozycyjności
      jest właśnie polityka i religia, gdzie schemat: jeśli zaistnieje „a”, to my
      jesteśmy „nie-a”, od wieków robi karierę. Dlaczego obok „a” w niezakłócony
      sposób nie istnieje „b”, „c”, itd., ale gdy tylko pojawi się „a” to musi(!) być
      „nie-a”. Ale odpowiedzialna za to jest pewna metodologia, która oferuje gotowe
      rozwiązania. Szkoda mi zawsze tych ludzi, którzy argumentami przyciśnięci do
      przysłowiowego muru nie mogą zrobić kroku wstecz, bo za nimi albo konfesjonał,
      albo odpowiedni pasterz z flagellum. To samo dotyczy polityki. Tu akurat mamy
      taką sytuację dziejową, że opozycyjność jawi się jako żałosna. I właśnie to się
      rozlewa… religia uganiająca się za mamoną i odwracająca od tego uwagę poglądami
      typu „nie-a” (np. in vitro), oraz opozycja polityczna, przebierająca nogami do
      władzy i głosząca swoje „nie-a” (np. żądanie dymisji premiera).
      P.S. Proszę nie mieszać do tego logiki, gdzie w „nie-a” mieści się i b, i c. Tak
      nie jest i w tym jest problem. To po pierwsze. Po drugie, mam wrażenie, że jako
      neofici nie wiecie, gdzie jest rzeka i szukacie jej po omacku. To w jaką stronę
      popłyniecie, to już Wasz problem i do tego nie będę miał zastrzeżeń…
    • Gość: jothagie Jest problem, to nie ulega wątpliwości… IP: *.olsztyn.mm.pl 23.10.09, 08:12
      zamknięty
      Może ktoś jeszcze pamięta. W jednym z pierwszych numerów „Nie” upowszechniono
      taki rysunek: Nad walizką pełną pieniędzy stoi obleśny typ i zastanawia się -
      czy przeznaczyć te pieniądze teraz na kampanię wyborczą czy później na łapówki.
      I tak się działo, dzieje, i… Tym sposobem doszliśmy do absurdu i czas to
      przerwać. Ale jak przerwać tą grabież państwa, łapówkarstwo i kolesiostwo w
      interesach wszelakich? Nie ma co do tego zgody. Lody są bowiem SLoDkie,
      PiStacjowe, POkręcone i Pobożne. Znów Kościół postawi na Kaczyńskiego,
      biznesmeni i finansjera na Tuska a SLD na aborcję. Nie są to żadne gwarancje, że
      Polska pójdzie inną drogą. Pewną szansą mógłby być Cimoszewicz, ale kto do jego
      dyspozycji postawi pieniądze i całe zaplecze, jeśli on z SLD nie chce mieć nic
      wspólnego?
      forum.gazeta.pl/forum/w,902,101914451,,Cimoszewicz_Nie_zgadzam_z_linia_polityczna_SLD_.html?v=2
      Jeśli Cimoszewicz nie wystartuje, to w nadchodzącej kampanii prezydenckiej brak
      będzie paru elementów. Brak będzie „lewej nogi” jak to ujął Wałęsa. Nie mam na
      myśli SLD, bo to jakaś proteza dowolnej nogi, której można użyć, w zależności od
      potrzeb, również jako pastorału. Ale poza SLD, a dokładniej między Napieralskim
      a lewą nogą Palikota jest jeszcze jakąś lewica w Polsce. Czy jej nie udałoby się
      zjednoczyć? SLD mogłoby nie wystawiać swego kandydata. Wystarczy już tych
      miczurinowskich metod stosowanych ad hoc.
      W obecnym porządku konstytucyjnym prezydent ma ograniczone, wręcz notarialne
      możliwości, ale jak pokazuje obecna prezydentura, wiele może namieszać. Niechże
      na ten urząd trafi człowiek, który nie będzie nas kompromitował, który mówi w
      obcych językach i który stanie się sumieniem dla rządu, a nie jego destruktorem.
      Niech wreszcie reprezentuje interes państwa, a nie własne, czy własnej partii
      chore ambicje. Po tym wszystkim, co się działo do tej pory, taki prezydent jest
      nam potrzebny jak woda do życia. Należy nam się również ambicjonalnie taki
      prezydent, który nie będzie pełnił roli żuka gnojarza, który to g… ma
      ustawicznie przed sobą.
      Nie jestem przywiązany do Cimoszewicza, zaakceptuję każdego, kto spełnia takie
      warunki, ale mówię o byłym premierze dlatego, że pojawia się na wyborczej
      giełdzie… Jeśli tak się nie stanie, a Kościół swoim obłudnym sposobem znów
      będzie namawiał do „swego”, to ja i wielu innych będzie zmuszonych głosować
      przeciw PiSowi, co jako metoda stosowana wielokrotnie jest łamaniem demokracji.
      W tym kraju trzeba zacząć myśleć pozytywnie, a nie ustawicznie, przeciwko komuś.
      P.S. To oczywista, że przy wszystkich nazwiskach stawiam skrót „PT”, co nie
      pozwoli myśleć, że uchybiam…
    • Gość: jothagie Co przed nazwiskiem po prowokacji GW? IP: *.olsztyn.mm.pl 24.10.09, 09:55
      zamknięty
      Uczelnia wyższa, podobnie jak Kk, jest zorganizowana na zasadach ustroju
      feudalnego i niezwykle trudno wrzucić jakąkolwiek uwagę krytyczną, która miałaby
      szanse przyjęcia i rozważenia. Środowisko uczelniane zawsze było zarozumiałe i
      za nic miało takie wrzuty. Wszelkie więc uwagi reformatorskie powinny pochodzić
      od wewnątrz i dopóki tak nie będzie, to nie możemy liczyć na jakąkolwiek
      poprawę. A jest to środowisko, które potrafi się oszukiwać do niewyobrażalnych
      granic. Szczególnie u humanistów, gdzie mit jest podstawą kulturową. Im prawda
      znudziła się wcześniej niż myślenie…
      Niszczenie szkolnictwa wyższego ma wiele twarzy. Bez wątpienia przyczynia się do
      tego tworzenie pseudoszkół wyższych z drugimi i dalszymi etatami profesorskimi.
      Ale to znamy dobrze bez wytykania palcem. Szkolnictwo wyższe niszczy także
      kolesiostwo, nepotyzm i strachliwe ograniczenia dla zdolniejszych. Młody,
      zdolny, jako zagrożenie dla mistrza to zmora niektórych uczelni. Aż szkoda, że
      to dzieje się w uczelniach państwowych, które mogą być lepsze, niż są.
      Temat jest mi bliski jako mieszkańcowi Olsztyna (siedziba uniwersytetu), jako
      człowiekowi wykształconemu i jako uczestnikowi różnych dyskusji towarzyskich,
      również w gronie pracowników UWM. Nie posiadam szczegółowego rozeznania, ale
      wiem, co trapi UWM i porównuje to z moimi czasami akademickimi. Wprawdzie były
      to czasy „realnego socjalizmu”, ale właśnie wtedy, obok marcowych docentów, nie
      brakowało na uczelniach ludzi rozsądnych. Teraz wymienili rozsądek na pragmatyzm
      i uganianie się za pieniądzem. Brutalnie zabrano im świat idei, nic więc
      dziwnego, że spoglądają na złotego cielca.
      Uwzględniam fakt, że jestem człowiekiem spoza uczelni, i że nie chcę uchybić
      samorządności akademickiej, dlatego tylko kilka uwag natury ogólnej. Kilka, bo
      nikt minie o szczegóły nie prosił.
      1.Zawsze byłem za nieodpłatnością studiów, co ma nawet odniesienie w
      Konstytucji. Przestałem tak myśleć. Student powinien mieć łatwy dostęp do tanich
      kredytów. Wysokością odsetek państwo może sterować naborem na pożądane kierunki.
      Zmiana mentalności w tym zakresie jest podstawowa.
      2.W dawnych czasach istniały programy nauczania z którymi wiązał się jakiś
      zakres wiedzy. Absolwent gwarantował to przedstawiając dyplom. Obecnie, a
      jeszcze nie tak dawno miałem służbową styczność z absolwentami UWM, związek
      między dyplomem a wiedzą jest trudny do ustalenia. Trzeba więc dbać o poziom
      kadry (tu się nie wtrącam) ale także absolwentów. Ja rozumiem, że na prywatnej
      uczelni student płaci i student wymaga dyplomu, ale ta maniera nie powinna
      dotyczyć państwowego uniwersytetu.
      3.Strategie rozwoju uczelni, koniecznie opracowane przez ekspertów zewnętrznych,
      powinny mieć związek z rynkiem pracy kraju i regionu. Kierunki bez przyszłości
      na zatrudnienie powinny być ograniczone, utrzymywane tylko dla akademickości
      uczelni i dla tych, którzy wykształcenie w tym zakresie traktują jako absolutnie
      prywatną sprawę.
      4.Trzeba skończyć ze stałym zatrudnieniem merytorycznych pracowników uczelni.
      Stała jest tylko kadra administracyjna. Zatrudniać więc do zadania (np.
      dydaktyka – jeden, dwa semestry), albo do tematu badawczego. Trzeba też
      rozróżniać pracowników naukowych i dydaktycznych, bo te umiejętności przeważnie
      w parze nie idą, a trzeba je uszanować i stwarzać warunki rozwoju. Znam
      świetnych dydaktyków, którzy odeszli z uczelni tylko dlatego, że w terminie nie
      poradzili sobie z habilitacją. Znałem również świetnych badaczy z osiągnięciami
      (publikacje, wdrożenia, zagraniczne konferencje naukowe) których wykłady to
      zwykła strata czasu, nie mówiąc o obrazie języka ojczystego.
      5.Co ważne! Zakazać wieloetatowości a bezrobocie powinno zagościć również w
      zawodzie pracownika naukowego i dydaktycznego. To w połączeniu z zatrudnieniem
      poprzez konkursy naprawdę wiele uczelnianych wad wyleczy.
      I jeszcze wiele innych wniosków…jest możliwych.
      P.S. Pomijam te wnioski, które podpatrzone na zagranicznych uniwersytetach, mogą
      być do nas przeniesione. Pomijam z dwóch powodów. Po pierwsze, wyjazd do uczelni
      zagranicznych nie jest już żadnym przywilejem. Po drugie, wdrożenie cudzych
      wzorców wiązałoby się z obcięciem dotychczasowych przywilejów, a wiem, jak to
      jest bolesne. Też byłem kiedyś przeorganizowany…
      A co przed nazwiskiem? To proste: gw Kowalski Jan (niedouczony Kowalski Jan).
    • Gość: Adam Re: Zrozumieć politykę naszych elit IP: *.bebouser.info 24.10.09, 15:12
      zamknięty

      Intelektualiści jako klasa ani nie mają powodu uważać, że zachowali
      się w ciągu ostatnich paru dziesięcioleci w sposób wzorowy, ani też
      nie ma żadnych podstaw, aby uznać za uzasadnione ich pretensje do
      odgrywania jakiejś przodującej roli w kierowaniu opinią publiczną.
      Jest rzeczą bez wątpienia niebezpieczną i trudną mówić o istnieniu
      elity moralnej w jakimkolwiek kraju; ale wyjątkowego już ryzyka
      wymagałoby utożsamienie jej z elitą intelektualną.
    • Gość: jothagie Filmowe sny polskiego agenta J(ana) B(iedy) IP: *.olsztyn.mm.pl 26.10.09, 09:49
      zamknięty
      Przystojny mężczyzna, agent jak większość Polaków, otwiera lodówkę, sięga po
      Lecha a tam Jarek. Przerażony bohater biegnie do babci, otwiera lodówkę, a tam
      tylko numery kont Radia Maryja. Wsiada do samochodu i jedzie do swojej szkolnej
      koleżanki, która zawsze miała piwo. Wpada a ona w samych rajTuskach. Seks z
      równolatką na dłużej wybudza go ze snu. Rozgląda się i widzi najpierw jak przez
      mgłę, a potem zupełnie wyraźnie - przy kominku siedzi Ałganow i popija jego
      czystą. Pomimo wielu ofiar życie jest ciągle popularne – pomyślał i sięgnął po
      służbowego Glocka. Tak oto w przybliżeniu mógłby się rozpoczynać polski odcinek
      Jamesa Bonda.
      Innym razem nasz agent miał widzenie. Wydawało mu się, że jest dowódcą polskiego
      kontyngentu wojskowego w Afganistanie. I nagle przemówił do niego Bóg z
      gorejącego krzewu i nakazał mu zarżnąć wszystkich w zdobywanym mieście, włącznie
      ze zwierzyną, kobietami i dziećmi. Nakazał mu zostawić tylko te dziewice, które
      nie zaznały męża. Gdy nakaz zaczął wprowadzać w czyn, obudził się cały zlany
      potem. Nangar Khel – zakrzyknął. Gdy już doszedł do siebie, zapytał: czy ja
      jestem aż takim psycholem? Lampka nocna paliła się od zmierzchu, a na stoliku
      leżała otwarta Biblia z fragmentem, który czytał wieczorem, a który stał się
      przedmiotem widzenia. A wiec tak to: sen mara Bóg wiara… Czy sen ten następuje
      „po” czymś? Przecież nic takiego nie przeżyłem… A może to swoisty „szósty zmysł"
      do odbioru rzeczywistości mającej nastąpić? Czy ja, w poszukiwaniu natchnienia,
      nie jestem uzależniony od niewłaściwej lektury? Zamknął Biblię, zgasił
      światełko, i ułożył się do drugiej części snu. Tak mógłby wyglądać początek
      biograficznego filmu o znanym pisarzu…
      Księdza Wojtka, również umoczonego we współpracę… często nawiedza ten sam sen.
      On leży w łóżku i rozmyśla. Przychodzi do niego matka i tłumaczy mu już któryś
      raz: „Normalny facet jak chce zostać księdzem, to zostaje pastorem, żeni się i
      ma dzieci”. On jednak wybrał inaczej. Po latach poznał parafiankę Joannę… ale
      nie zdecydował się z nią żyć. Dowiedział się o tym proboszcz, urządził sąd i
      zarządził spalenie Joanny na stosie przy wszystkich parafianach. Księdzu
      Wojtkowi ciężko było, ale dzielnie zniósł śmierć Joanny. Odszedł od stosu jako
      ostatni, gdy stos dogasał a wokół robiło się jaśniej. Ta jasność poranka budzi
      go zawsze jak wyrzut sumienia. Cofnąć się nie może – za nim już tylko konfesjonał.
      I sny to jest jedyna kara, jaka Bóg wymierza agentom, którzy donoszą gdzie
      indziej, niż do kurii.
      P.S. Jeśli chodzi o mnie, to po ostatnich rewelacjach Jacka Kurskiego, śni mi
      się Sara. Nic nie mówi tylko nago biega z pokoju do pokoju i trzaska drzwiami,
      co mnie budzi… Albo przestanie trzaskać, albo opowiem żonie i ona zrobi z tym
      porządek.
    • Gość: jothagie Wypreparowane wspomnienia IP: *.olsztyn.mm.pl 27.10.09, 08:49
      zamknięty
      W Olsztynie spędziłem większość mego życia a Warmia stała się drugą ojczyzną,
      chociaż nie związałem się z nią uczuciowo. Mogę mieszkać chyba wszędzie byleby
      był szybki dostęp do różnego rodzaju dóbr. W ramach tych dóbr kupiłem książkę
      Bołdak-Janowskiej pt. "Co dobrego było w peerelu?" (w ten sposób wykorzystałem
      większość październikowego budżetu na kulturę). Kończę już czytanie i mam na
      kolorowo zaznaczone fragmenty, do których jeszcze wrócę. Jest to zestaw
      indywidualnych wspomnień, na szczęście nie jedynych możliwych. Odnoszę wrażenie,
      że jest to wypreparowane jak w pracowni naukowca. Każdy ma prawo wspominać na
      swój sposób, ale kto nam to umieści na szerszym tle? Wszystko z czegoś wynika i
      ma jakieś konsekwencje i mam wrażenie, że tylko taka prawda jest
      ciekawa…trudna…wymagająca… (odróżnić od sensacyjnej).
      Mój peerel wynika z wojny i nie jest jeszcze zakończony. Ja wojny nie przeżyłem
      ale była ona obecna w większości zachowań mojej rodziny. I to w takim
      przeciwieństwie, że wojna była okrutna i szczęście, że ją przeżyliśmy, a to co
      jest, jest o niebo lepsze od tego, co było. Ten schemat na długo kształtował
      moją wyobraźnię. Kiedy dorosłem, to tylko zaakceptowałem tą rzeczywistość mimo,
      że przybywało mi wątpliwości, czy to tak powinno być. W którymś momencie, a był
      to wyraźnie rok 68, zacząłem być krytykiem tej rzeczywistości, ale moja
      uczciwość świadkiem, że nie marzyłem o tym, co jest teraz. W tym sensie mój
      peerel nie jest zakończony. Nie może być zakończony, bo został mi system
      myślowy, którego nie potrafię zakończyć. Otóż, ja dobrze przemyślałem system
      międzywojnia z pozycji wspomnień mojej rodziny i z pozycji mieszkańców
      powiatowego miasteczka. Nie potrafię pogodzić się z tym, że wszystko to wraca.
      Jakbym to widział i nawet przewidział, co dziać się będzie. To na nic ten udział
      mojej rodziny w PPS (i u boku Naczelnika), potem w AK? Ponieśliśmy wielkie
      ofiary i w Katyniu i na Wołyniu, w polskich lasach i po 45 po to tylko, żeby to
      wszystko wróciło? Znów bezrobotne jest miasto mego urodzenia. Nazwiska bogatych,
      z małymi wyjątkami takie, jak przed wojną, nędzarze też tak się nazywają…Pod
      zmienionymi nazwiskami wracają Żydzi, potomkowie tych, co zdążyli przed 39
      rokiem. I jaki tu postęp? Mam wrażenie, że zamiast cofnąć czas o godzinę, w
      Polsce cofnięto go o kilkadziesiąt lat.
      Jak więc postrzegam okres 1945-1989 po wstrząsie roku 1968. Trzeba powiedzieć,
      że wyizolowałem się i zacząłem bacznie obserwować. Skupiłem się na paru osobach:
      Karol Modzelewski. Jacek Kuroń i Krzysztof Pomian. To była grupa intelektu, ale
      i czynu, która w oparciu o marksizm usiłowała reformować polską rzeczywistość od
      wewnątrz. Jako słuchacz uczestniczyłem w paru spotkaniach i muszę dać świadectwo
      prawdzie, że to było interesujące i szalenie niebezpieczne. To byli prawdziwi
      krytycy rzeczywistości zastanej i pomysłodawcy rzeczywistości planowanej.
      Konsekwentnie stawiali na klasę robotniczą, że tylko ona może dokonać zmian. I
      to mi się bardzo podobało. W końcówce lat 70tych i w latach 80tych postawili
      również na Kościół, czyli wynieśli rewolucję na „zewnątrz”. Wówczas rewolucja
      straciła sterowność. Kościół w porozumieniu z robotnikami pozbawił ich (tych
      trzech) przywództwa, koncepcji a nawet wpływu na bieg zdarzeń. Po prostu
      „ochrzcił” rewolucję. Tu delikatnie starły się dwie koncepcje: socjaldemokracja
      – stanowisko grupy wokół tych „trzech” i liberalizm, który znany był Zachodniemu
      Kościołowi, ale przed którym ostrzegała Ameryka Łacińska. Ostatecznie obie grupy
      „wpływu” postawiły na „Solidarność” a ten ruch pozbawiony został siły sprawczej
      przez stan wojenny. Wówczas obie koncepcje rozbiły się na wiele mniejszych. Ruch
      zmarginalizował się. Kościół nastawił się na załatwienie swoich spraw, a
      koncepcja rozwoju społecznego zradykalizowała się przede wszystkim w pustej
      intelektualnie opozycji. Wyrazem tego są dzisiejsze zachowania intelektualistów
      PiSu czy IPNu, które z braku nowej koncepcji, stać tylko na krytykę
      poprzedników. Niszczy się dorobek, tradycję i zniekształca historię. Jest
      nadzieja, że następne pokolenie, poprzez krytykę wewnętrzną, naprawi te błędy,
      że względu choćby na pożeranie własnej historii.
      Z perspektywy osobistych doświadczeń, żałuję, że nie udało się ustalić jednego
      wspólnego mianownika dla rewolucji „wewnętrznej” (Modzelewski, Kuroń, Pomian i
      później inni) i tej „zewnętrznej” (Kościół, jego działacze i eksperci) i że ten
      wspólny mianownik nie zadziałał po zadaniu „Solidarności” ciosu w postaci stanu
      wojennego. I do dziś zastanawiam się, kto nie dopuścił do jedności, a przecież
      jest to jak najbardziej aktualny problem… Czyżby służby? Czy ci, co władzę
      „oddawali”? A może to też był jakiś boski plan? Dziś brak nam zarówno koncepcji,
      jak i realizacji społeczeństwa jako wspólnoty, jako uśrednienia koncepcji
      sprawiedliwości społecznej, koncepcji gospodarki rynkowej i redystrybucji
      dochodu narodowego.
      Panuje polityka typu: wyssać jak najwięcej z kolonii. Wrogiem jest komunizm i
      socjalizm mimo, że krytycy nie byli w Skandynawii… I dlatego nie mogę zakończyć
      mego peerelu.
    • Gość: jothagie Elity tego kraju są do wymiany… IP: *.olsztyn.mm.pl 28.10.09, 10:47
      zamknięty
      I to jest jedyny sensowny wniosek, do jakiego dochodzę trwoniąc czas na
      obserwację naszego życia społeczno-politycznego. Trudno jednak zmienić sobie
      elity, ot tak sobie, dlatego popróbuję zmienić siebie. Jesień/zima będę więcej
      czytał. Zaszywam się w swoim mieszkaniu i zaczynam powtórkę z lektur istotnych
      dla mego życia. Przede mną leży właśnie pierwsza książka mego życia: Daniel
      Defoe „Przypadki Robinsona Crusoe”. A ponieważ do czasu osiągnięcia
      samodzielności kształtowała mnie przede wszystkim literatura, muszę więc
      zrozumieć, gdzie popełniłem błąd, że nie nadaje się do akceptacji tego, co jest.
      Obecna rzeczywistość zdecydowanie nie jest moim bohaterem i muszę sobie jakoś z
      tym poradzić.
      W „Teyu” był taki fragment pokazujący, jak to pracownicy są związani z zakładem
      pracy – przez kasę zapomogowo-pożyczkową. Trochę podobnie jest z moim
      przywiązaniem do kraju mego zamieszkiwania – poprzez emeryturę. Żadna idea –
      jestem jak ta miedź dźwięcząca i cymbał brzmiący…(1 List Św. Pawła do Koryntian,
      13,1-13). Próbowałem osiąść w innym kraju, ale nie wyżyję ze świadczenia ZUSu.
      Tak więc mój patriotyzm to zrozumiana konieczność.
      Już dziś domyślam się, ale muszę to jeszcze przemyśleć, że przyczyna braku
      akceptacji obecnej sytuacji leży w dawnym zaangażowaniu się w ideologię
      (wszystko jedno, w jaką), a przywiodło mnie do tego zaczytywanie się Heglem, co
      ułatwiło mi drogę do Marksa. Ten jeden krok był chyba decydujący. Ale czy to był
      błąd? Zatrzymałem się dopiero na „grubej kresce”. To Mazowiecki zaproponował
      grubą kreskę i to wstrząsnęło mną, bo to była fikcja przy pozostawieniu w
      strukturach państwa tych spod tej ciemnej…kreski. To nie mieściło się w moim
      rozumieniu rozwijającego się z siebie umysłu. Potrzebą czasu byłoby zerowanie,
      ale nikt nie był na to przygotowany. Wtedy nie wydawało się to konieczne a dziś
      już nie jest to możliwe. I to ma swoje konsekwencje w braku identyfikacji ludzi
      ze swoim państwem.
      P.S. Mam kolegę Kubańczyka. Ostatnio spotkałem się z nim i zapytałem, czy już
      wystarczy tego komunizmu. Cytuję jego odpowiedź: „Gdyby Ameryka chociaż coś
      zrozumiała z naszej rewolucji i po zmianie ustroju nie zrobiła powtórnie z
      naszego kraju sobotnio niedzielnego burdelu, to tak. Teraz moje siostry i ich
      dzieci żyją w biedzie, ale życie nie zmusza ich do oddawania się turystom
      amerykańskim, żeby przeżyć. A to sobie cenimy najbardziej. Jesteśmy pełni
      honoru, naszych matek, żon, sióstr i córek. Nie wiem jednak czy na długo nam
      honoru wystarczy. Wielu marzy się zmiana, bo wszystko inne jest do kitu”.
      A Tajlandia przyjęła rolę zagłębia seksualnego…Tam, jak w Izraelu – ten
      noworodek nie będzie obrzezany, bo przeznacza się go do MOSADU, jak w Polsce –
      to dziecko zostanie księdzem lub oddamy je do klasztoru, a w Tajlandii (Thai po
      tajsku znaczy wolny) – ty wyjdziesz za mąż, a twoje trzy siostry pójdą do
      burdelu i będą ci pomagać. Amerykanie już ostrzą narzędzia, ale jest im trochę
      za daleko. Kuba to jest właśnie to!
      Konsekwencje? Tajlandia kwitnie… Izrael ma najlepszy wywiad i najlepszych
      wojowników… Polska, jak długa i szeroka przypomina ławeczkę z mamrotem… A Kuba?
      A Kuba wyspa, jak wulkan gorąca…
      Wiele jestem w stanie zrozumieć, ale mimo wszystko ubawiłem się:
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,7190962,Poludniowy_Koreanczyk_uciekl_do_komunistycznego_raju.html?skad=rss
    • Gość: jothagie I jak Was kochać cwaniacy? IP: *.olsztyn.mm.pl 29.10.09, 10:05
      zamknięty
      Ogłoszenie brzmiało: „Zatrudnię sprzedawcę”. I telefon. Zgłosiły się 82 osoby.
      Wszystkim dano szansę powalczyć o pracę – każdy miał jeden dzień próbny. Trwało
      to przez trzy miesiące, po czym nie zatrudniono nikogo i dano nowe ogłoszenie.
      Rzecz w tym, że wszyscy przepracowali ten jeden dzień za darmo. Żadnego
      wynagrodzenia nie było. Proszę czekać, zadzwonimy – to jedyne słowa dziękczynne
      i pożegnalne zarazem.
      Niedoszli pracownicy przełknęli gorycz porażki. Nie pierwsza, nie ostatnia. Ale
      coś się w człowieku osadza. Głęboko bo nawet w genach i ujawni się w przyszłych
      pokoleniach. I jakby tak postudiować trochę przypadek Jakuba Szeli, czy
      dowolnego czekisty, to można doszukać się tego osadu krzywdy i poniżenia i jego
      rozładowania. Tak więc, kto wie, czy czyny ich nie będą pamiętane… Nie kuście
      cwaniacy powtórki z historii. W historii nie ma rzeczy niemożliwych, czyli
      wszyscy mogą stać się jej przedmiotem.
      Przeżywam to, w jakim jesteśmy stanie, jako państwo. Po okresie socjalizmu, bądź
      co bądź, ideowym ustroju, po okresie Solidarności, pełnej ideowych odniesień,
      powstaje Polska z piekła rodem. To jest właśnie to, że zamiast budować
      społeczeństwo obywatelskie, zachłyśnięto się liberalizmem. To było wiadomo, że
      neoliberalizm w ideowym świecie stanie się złośliwym dżinem, który uruchomi
      najbardziej niecne instynkty ludzkie. W ten sposób zaakceptowaliśmy moralnie
      pierwszy ukradziony milion. Bez zmrużenia oka akceptujemy również drugi milion
      wydobyty z łez i przekleństw niewolników pozbawionych jakichkolwiek szans.
      Zaakceptujemy również ogromne rozwarstwienie społeczne. Sprowokujemy również
      walkę o byt, walkę klas, a dalej to już znamy…"sprawiedliwość bezpośrednia"
      (Dresius Kedys), „akcja bezpośrednia” (Émile Pouget) czy „uzasadnienie terroru”
      (Bader-Meinhof).
      P.S. Nie zawracałbym Wam d…, gdyby to był jeden przypadek. Świnia zawsze się
      trafi, nawet w porządnej rodzinie. Rzecz w tym, że świństwa stają się nagminne.
      I wtedy nie ma żadnego CBA, CBS, PIP ani HGW. Może są to instytucje opłacane
      tylko z podatków pracodawców? Być może, bo pewna część społeczeństwa jest
      realnie pozbawiona tarczy ochronnej. A może prewencja myli im się z perwersją…
      Nie można przyjąć idei determinizmu społecznego, w którym pewna część
      społeczeństwa jest świadomie skazana na wyzysk. Ale o tym nie napiszą Wam
      demokratyczne, propaństwowe, propartyjne gazety…
      • Gość: fansld Re: I jak Was kochać cwaniacy? IP: *.olsztyn.mm.pl 29.10.09, 10:13
        zamknięty
        Liberalizm? neoliberalizm? Przeciez to zwykly socjal. Tzw. panstwo opiekuncze.
        Placisz ogromne podatki a panstwo w zamian gwarantuje Ci leczenie, oswiate i
        emeryturke.
        To teoria a w praktyce... placimy podatki na koryto dla swin.
        Ot caly ustroj i cala idea. Nie ma zadnego liberalizmu, zadnego kapitalizmu jest
        tylko wiecznie zywa i wiecznie falszywa teoria sprawiedliwosci spolecznej.
        • Gość: jothagie Re: I jak Was kochać cwaniacy? IP: *.olsztyn.mm.pl 29.10.09, 15:27
          zamknięty
          Widzę, że podświadomie jesteś zwolennikiem tezy Marksa, że filozofowie dotąd
          objaśniali świat, a idzie o to, żeby go zmienić („zmieniać” tłumaczą inni).
          Doceniam młodzieńczy zapał...
          To dobra podstawa do filozofii krytycznej, ale pamiętaj, że nauka wyznaczyła
          następujący kierunek: Hipoteza -> teza -> diagnoza (recepta) -> wykonanie ->
          ocena (wg np. modus tollendo tollens).
          Pamiętaj również o tym, że jesteś na pierwszym etapie… Uproszczeniem jest
          również zamiana hipotezy z oceną. Pokora nie zaszkodzi nikomu.
    • Gość: jothagie Jesień Średniowiecza IP: *.olsztyn.mm.pl 30.10.09, 10:13
      zamknięty
      Było to chyba jeszcze w szkole średniej, kiedy przeczytałem książkę Johana
      Huizingi właśnie o tym tytule. Dziś już niewiele z niej pamiętam, ale to, co
      wyniosłem z lektury utrwaliło się w tym, że starałem się nie używać określenia
      „ciemne średniowiecze”. Za nic w świecie nie chciałbym żyć w tym okresie
      historii, ale zachowałem podziw dla umysłu ludzkiego, który w każdej epoce
      zaświadcza, że idzie do naszego dziś. Bohaterski umysł ludzki nie ogląda się
      wstecz i do swego myślenia stara się podciągać poziom struktury społecznej. I to
      bez wątpienia jest postęp który przyczynił się do stworzenia dzisiejszej
      cywilizacji.
      Wydawałoby się, że jest to kierunek obowiązujący i nieodwracalny. Wcale nie.
      Cywilizacja, jak ją zwiemy XXI wieku, a powracają stare struktury nie tylko z
      okresu feudalnego, ale jeszcze wcześniej – niewolnicze. Dostępne osiągnięcia
      cywilizacyjne sytuują człowieka wysoko w hierarchii bytów i w jego własnej
      świadomości, a tu przychodzi jakiś dupek i traktuje Cię jak chłopa
      pańszczyźnianego, np. Tesco adscriptus. Wsadź sobie pieluchę w majtki, bo nie
      możesz ani sikać ani kupciać w pracy. Czy to świadomość konieczności zemsty za
      getto przebija się w myśleniu właścicieli?
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7154910,Kasjerki_z_Tesco_maja_dosc__Pikieta_w_Lublinie.html?skad=rss
      Konkurowanie sieci sklepów między sobą kosztem pracowników wydaje mi się czymś
      okrutnym. Ja biorę pod uwagę, że są inni, którzy podejmą się tej pracy za te
      pieniądze, ale obecnie pracujący tez kiedyś byli takimi desperatami. Sens pracy
      to już nie jest socjalistyczne spełnienie siebie, tylko zarabianie pieniędzy na
      życie. Jeśli na życie nie wystarcza, to znaczy, że bezsensem jest pracować. A
      jeśli nie ma innej pracy, to rodzi rewolucyjną wściekłość. Czy Tesco specjalnie
      chce nam sprowokować bolszewicką rewolucję. To niech raczej popróbuje najpierw u
      siebie, w Anglii. Nie wracajmy do tego, co obrobiliśmy umysłowo i z czym
      pożegnaliśmy się na zawsze. Nie prowokujmy powtórki z historii, bo wtórnik może
      przerosnąć pierwowzór.
      Póki co przeżywamy mroczny okres wymuszonej tolerancji wobec Hunów XXI wieku.
      Ale nie jesteśmy całkiem bezsilni. Znajdą się patrioci, którzy metodą prawną
      uczeszą Imperium Ojczulka Attyli. Imperium już straciło na znaczeniu w
      Zachodniej Europie lub ucywilizowało się. To tylko kolonie jeszcze żywią
      potwora. Ale po kilku procesach nawet plamki na Biedronce są mniej krwiożercze.
      P.S. A propos Biedronka. Na zakupach spotykam tam starszego pana ze
      specjalistycznym wózeczkiem. Biedronka nie ma przechowywalni bagażu. I zdarza
      się, że panie przy kasie przeglądają mu ten wózek. Nie wolno tego robić! Macie
      kamery, macie ochroniarza, to pilnujcie. Jeśli macie uzasadnione podejrzenie, to
      ochroniarz może zatrzymać delikwenta a sklep lub firma ochroniarska zadzwonić po
      policję. Tyle! Takie są Wasze uprawnienia. Nieznajomość prawa szkodzi. Ktoś
      kumaty się zdenerwuje i poda do sądu. Ostatnia taka sprawa skończyła się 10tyś.
      skutecznym roszczeniem.
      • Gość: fansld Re: Jesień Średniowiecza IP: *.olsztyn.mm.pl 02.11.09, 12:35
        zamknięty
        Gdybys sie troche orientowal w historii wiedzialbys ze w sredniowieczu to. np.
        polskim chlopom jeszce jakos tam bylo. Wlasnie od ok. XV wieku zaczeto
        przykrecac panszczyzniana srube. Udajesz znawce a klepiesz powszechnie utarte
        bajeczki.
        Snisz o mechanizmach obrony czlowieka przez uciskiem a nie rozumiesz ze to
        wlasnie te mechanizmy przyczyniaja sie najbardziej do tego ucisku.
        Jedynym sposobem walki z uciskiem jest wolnorynkowy kapitalizm.
        Caly ten socjalistyczny belkot, ta pseudoopieka, to dawanie komus przywilejow
        kosztem innych prowadzi w prostej linii tylko i wylacznie do wyzysku.
        Socjalizm jest pieknym ustrojem ale niestety nierealnym, przyroda nie daje nam
        wszystkim po rowno a historia ludzkosci pokazuje ze zawsze silniejsi beda meczyc
        slabszych.

        • Gość: jhg Re: Jesień Średniowiecza IP: *.olsztyn.mm.pl 02.11.09, 13:15
          zamknięty
          Drogi Adwersarzu!
          Zadałem sobie trud i przeanalizowałem 59 Twoich wpisów na tym forum. Znalazłem
          tylko 3 początkowe wątki, gdzie usiłowałeś postawić jakiś problem, a reszta to
          „Re” czyli zwykłe przypieprzanie się do innych, albo tzw. składanie skrzeku ...
          Daje to wiele do myślenia. W związku z tym podrzucę Ci ważny wątek początkowy:
          Zastanów się, czy Ty nie masz jakichś problemów z sobą. Pewnie powiesz, że nie i
          zareagujesz agresją. Dlaczego jedynie słusznych recept nie stosujesz do siebie?
          Dlaczego jesteś taki ratlerek na cudze poglądy? Sądzisz, że taką argumentacją
          mnie przekonasz? Taka argumentacje to wsadź sobie… w buty – może trochę urośniesz.
          • Gość: fansld Re: Jesień Średniowiecza IP: *.olsztyn.mm.pl 02.11.09, 14:11
            zamknięty
            Dziadek spokojnie bo padniesz na zawal i po co ci to :D
            to tylko forum, taka forma debil*nej zabawy Ty pleciesz bzdury a ja je
            komentuje i tyle :D :D
            Wyluzuj wiec i walnij sobie piwko bedziesz zdrowszy :D
    • Gość: jothagie Piąty rozbiór Polski trwa w najlepsze IP: *.olsztyn.mm.pl 31.10.09, 09:36
      zamknięty
      Zaczęło się od okrągłego stołu, czyli od paktowania w stylu Ribbentrop-Mołotow –
      ostatecznie wojnę wypowiedziano społeczeństwu, niczego nie podejrzewającemu.
      Wszystkie strony „stołu” zabezpieczyły się w obawie przed powrotem komunizmu.
      Logika na zasadzie konstrukcji cepa – komunizm nie wróci, bo wszyscy mieliby coś
      do stracenia. Strony zabezpieczyły się dzieląc to sienkiewiczowskie nakrycie
      stołu. Balcerowicz publicznie zachęcał, by robić to szybko „zanim naród się
      zorientuje”. Społeczeństwu nie starczyło, ale popieczętowaliśmy to naszą zgodą i
      wyborem ludzi do rozbioru Polski (20 lat temu, co obchodziliśmy, o ironio!, z
      radością). Teraz trudno mieć pretensje. Po prostu: Ciszej nad tą trumną… Z
      okresu „burzy i naporu” (z romantyzmem nie ma to nic wspólnego) wyłania się
      Polska obrzydliwych osobników politycznych, Polska absolutnego chamstwa
      gospodarczego – nowi latyfundyści wręcz na chama, czyli kosztem siły roboczej,
      bo na jakiś patent umysł zbyt mały, starają się wejść w trendy globalizacji.
      Jeśli nie podoba się, to przenoszą swoje imperia do Chin mimo, że tu je za
      przysłowiowa złotówkę zdobyli. Patriotyzm jest dla malutkich a kusi nim Kościół,
      który też stał się latyfundystą. Niedługo nazbiera się tego tyle, że można się
      pokusić o państwo-miasto (Status Civitatis Vaticanae in Polonia) jeśli
      oczywiście nie uda się zdobyć całości… Mam nadzieję, że znajdzie się jakiś
      Wiktor Emanuel II, który na to nie pozwoli. Istnieją jednak podejrzenia, że
      wtórników Benito Mussoliniego jest ci u nas pod dostatkiem i traktaty
      laterańskie są możliwe. Póki co, wystarczy konkordat…
      Czyja więc jest ta Polska? Niestety, za wszelką cenę unika się ujawnienia
      stosunków właścicielskich, żeby tylko nie powiedzieć prawdy, że naród został
      wydziedziczony. Czego się spodziewać? Zwykłej okupacji, niewolnictwa… Dla
      inaczej myślących obozy – wzory są gotowe – Bereza, że o późniejszych nie wspomnę.
      P.S. A co na to wszystko prosty (rozumiem: prostolinijny) lud? Niestety,
      karłowacieje. Przyswaja sobie powiedzenie, że wcale nie trzeba być Piłsudskim
      ani gejem, żeby mieć wszystko w d… I to jest recepta na społeczeństwo
      obywatelskie, że o platformie obywatelskiej tylko wspomnę, bo broni się zza
      sejmowych murów, czego nawet Pytia nie przewidziała.
    • Gość: jothagie W rodzinnej tradycji mam wieloumieranie… IP: *.olsztyn.mm.pl 01.11.09, 13:26
      zamknięty
      Pozwoliłem sobie dziś narzucić tradycję wszystkich świętych i dnia zmarłych. Nie
      obchodzę tego dnia jako święta i nie odwiedzam cmentarzy. Na cmentarzach bywam w
      piękne dni lata, albo w zależności od potrzeby. Wyjątkiem jest solidarność z
      przyjaciółmi, gdy towarzyszę im w ostatniej drodze. Patrzę na to w bardzo laicki
      sposób i żadna filozofia w tym temacie ani mi nie straszna, ani mi nie wzniosła.
      Dzisiejszy dzień jest wyjątkowy, bo zabiegamy z żoną o kupno miejsca w
      kolumbarium i poszliśmy zobaczyć, czy budowa trwa. Chcemy wykupić pieczarę, by
      dzieciom nie robić kłopotu z pomnikami ani z koniecznością odwiedzania
      „obelisku” raz na rok.
      Co nam na myśli z tą tradycją umierania? Mój dziadek umierał trzy razy… Jako
      poddany Cesarza brał udział w I wojnie światowej na froncie włoskim. Raz dostał
      się w ręce wroga i już był pod ścianą, ale uratowała go znajomość języka
      francuskiego. Drugi raz dostał kulkę w krtań i jak z tego wyszedł, nie umiał
      powiedzieć. Gdy za trzecim razem „skutecznie” umierał, to spokojnie cytował
      Senekę Młodszego: „Czy jest coś gorszego niżeli śmierć? Życie, jeśli pragniesz
      umrzeć”. Mój ojciec umierał cztery razy… Pierwszy raz w kampanii wschodniej z
      Piłsudskim. Wyszedł z tego choć z trudem. Drugi raz, gdy Niemcy bombardowali
      most a trafili w nasz dom. Trafiło i jego. Trzeci raz chciano go rozstrzelać za
      przechowywanie Żydów. Spodziewał się donosu, więc Niemcy nie znaleźli „corpus
      delicti”. Uratowała go jednak tylko dobra znajomość niemieckiego i Goethego (na
      pamięć). Moja Mama była do rozstrzelania tylko dlatego, że oficerowi
      radzieckiemu ugotowała rosół z połapanych przez sołdatów kur i włożyła do niego
      również kupry. W ramach protestu nigdy tego nie robię, choć podobno nadaje to
      rosołowi właściwy smak. Ja też umierałem wielokrotnie, bo poważnie zachorowałem
      i miałem krótkie utraty przytomności. Do pewnego stopnia przeżywałem to
      świadomie, bo ten stan sygnalizował się wcześniej. Powiem Wam, nie jest to
      straszne. W którymś momencie jest to nawet przyjemne. I oby tylko nie umierać w
      cierpieniach.
      Daleki jestem od trywializowania odwiecznych problemów życia i śmierci, ale nie
      odpowiada mi zarówno robienie z nich „sakramentu”, jak to w religiach bywa, ani
      pośmiewiska, jak to czyni zwyczaj helloween. Nie można istnienia obezwładniać
      strachem, ani niebytu przekształcać w karykaturę.
      Zarówno ludzie silnej wiary, jak i silnej niewiary nie powinni się bać śmierci.
      Śmierci boją się tylko ludzie niezdecydowani światopoglądowo. A niezdecydowanie
      światopoglądowe świadczy o mało poważnym nastawieniu do życia. Zycie natomiast
      trzeba brać poważnie, niezależnie od tego, jak je oceniamy.
      P.S. „Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie...”. Nie bójcie się - jest
      koźlarz, guślarz, kapłan. Leci z nami także i poeta… Lecimy na „Dziady”.
      Przyzywamy, zaklinamy…
      A lećże sobie z Panem Bogiem. Wkrótce, wkrótce koniec Dziadów. Słyszysz - trzeci
      kur już pieje; Tam śpiewają ojców dzieje, I rozchodzą się gromady.
    • Gość: jothagie Mielą nas jak mięso… IP: *.olsztyn.mm.pl 02.11.09, 10:19
      zamknięty
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7146484,Splacil_kredyt__ale_nadal_sciga_go_komornik.html?skad=rss
      Zdarza się jeszcze tak, że ktoś wyskoczy z pojęciami poprzedniej epoki. A to
      sprawiedliwość społeczna, a to godność osoby ludzkiej, itp. „durnoty”, po
      których sam autor ręka chwyta się za buzię i czysta polszczyzną szepcze upssss.
      Niestety, pojęcia o które walczyły pokolenia stały się wstydliwe. Kościół też
      woli mówić o aborcji i in vitro zamiast o tego typu pojęciach, bo przecież
      błogosławieni pokorni, bo oni dowiedzą się czym jest boska sprawiedliwość. Och!
      Jak ja lubię oszustów!
      W tej historycznej wymianie pojęć to już czasami nie wiem, czy lepsza była
      demokracja socjalistyczna, czy obecna demokracja sondażowa. A już miało nie być
      przymiotników przy demokracji, a tu nie tylko przymiotniki ale i cała sfora
      tłumaczy z demokratycznego na nasze… Czasem to aż zęby bolą od czytania i
      słuchania tych translacji, których sens sprowadza się do ideologii i z niej
      wynika. Czyli następna sprawa w której zatoczyliśmy koło. A wszystko sprowadza
      się do tego, że mamy tylko jedno wyjście – zrozumieć konieczność. Czy
      przypadkiem tego już nie było, że wolność to uświadomiona konieczność?
      Przyznajcie, że ta definicja jest bardziej przejrzysta, niż te kłamliwe pierdy w
      stylu „niewidoczna ręka rynku”, która póki co, wsławiła się zabieraniem,
      okradaniem i policzkowaniem… Może zacznie uprawiać seks sama z sobą, bo ten
      gwałt mija się z istotą ludzkich oczekiwań.
      Czytając artykuł (powyższy link) zastanawiam się, gdzie jest jakaś najprostsza
      ochrona człowieka. Gdzie mechanizmy chroniące go przed zwykłym zmieleniem? Ja
      już nie mówię o upokorzeniach i innych samoobronnych mechanizmach. Czy jest
      jakaś ustalona granica deptania człowieka w kłopotach, czy tylko świadomość, że
      doszedł do końca sznura i dalej powinien wiedzieć, co się robi.
      Czasem zastanawiam się, czy musiało do tego dojść? Ale nie przeczę, że nachodzą
      mnie również i takie myśli: „Chcieliście, to macie”. Nigdy nie byliście choćby w
      RFN, a kapitalizm poznaliście z kolorowych widokówek. I to tym nie dziwię się,
      bo chcieli lepiej, ale zbiera mnie złość na nasze elity, które w jedno pokolenie
      odczłowieczyły się zupełnie. Trawestując pewne powiedzenie, dochodzę do wniosku,
      że elity to brzmi zbyt dumnie.
      P.S. Jeśli więc zasiadacie przed telewizorami, lub czytacie coś z bieżącej
      prasy, to koniecznie musicie posiąść pewne umiejętności. Po pierwsze, posiadać
      kilka twarzy na zmianę. Po drugie, wiedzieć na którą półkę włożyć te bajki.
      Zaczniecie się wyzuwać z człowieczeństwa, ale nie ma rady – taki kierunek
      obraliśmy. Dotąd zawijał świstak…a teraz wypadło na Was. Niestety, ja nie nadaję
      się do recyclingu.
    • Gość: jothagie Nie jestem lewakiem! IP: *.olsztyn.mm.pl 03.11.09, 09:51
      zamknięty
      A kto nim jest i co to znaczy lewactwo. Trudno jest klarownie wytyczyć granicę
      między lewicowością a lewactwem (radykalną lewicą). Utrudnia to fakt, że
      radykalna lewica może wywodzić się od Lenina, ale może wyjść spod skrzydła
      Giertycha i Wrzodaka: "LPR jest partią społecznych dołów i jej działacze mówią
      jej radykalnym językiem. Nie ględzą o prawach mniejszości seksualnych,
      dyskryminacji kobiet, patriarchalnym reżimie, seksizmie i innych pierdołach
      rodem z anglosaskich uczelni, tylko o problemach ze znalezieniem pracy, z
      przeżyciem za zasiłek, o obawach przed utratą pracy, o konkurencji, jaką
      stwarzają dla małych sklepów sieci hipermarketów - o problemach polskich rodzin,
      które dotykają niezależnie od płci".
      Otóż właśnie problem lewackości tkwi w nadreprezentacji wartości lewicowych aż
      do pewnego stopnia zabobonu, np. nadaktywność w bronieniu interesów kobiet,
      atakowaniu Kościoła, innym razem reprezentowanie kościelnego socjalizmu w stylu
      Proudhona: "szlachetni ludzie, nie tknięci zepsuciem postępu, żyją w swych
      skromnych chatach w wielodzietnym, pobożnym patriarchacie, są biedni, ale
      szlachetni, nie skrzywdzą muchy itd." To takie typowe zestawienie Racji Polskiej
      Lewicy (Fakty i Mity) i Radia Maryja. W jednym i drugim brzmi jakaś fałszywa
      gorliwość. I może rację mają ci, co twierdzą, że podstawą istnienia radykalnej
      lewicy jest istnienie radykalnej prawicy. To jedna charakterystyka.
      Druga zaś jest następująca: Radykalna lewica opiera się wyłącznie na odrzuceniu
      kapitalizmu i na działaniach antysystemowych. Przeważnie, jak pokazuje
      doświadczenie, jest nierozerwalnie związana z ruchami pracowniczymi. Tak więc
      radykalna lewica może ujawnić się zarówno jako „Sierpień80”, jak i jako
      „Solidarność”. Dodam, że jest i radykalna prawica, która odrzuca socjalizm. I
      jaka różnica w postawie i myśleniu? Żadna. Wektory inaczej skierowane…
      Trzecia cechą radykalnej lewicy jest przywiązanie do światopoglądu. Wszystkie
      problemy są widziane w tej otoczce. I może to być fundamentalizm religijny, czy
      ateistyczny. Tak więc radykalni możemy być w sprawie gejów, w sprawie
      antykoncepcji, czy walczyć z nacjonalizmem, wspierać feminizm, aborcję itp. Przy
      okazji, dlaczego radykalna lewica jest „be” a radykalna prawica „cacy”? Tego nie
      uda się wyjaśnić tak długo, jak długo będzie obowiązywać „ wyższość świąt Bożego
      Narodzenia nad świętami Wielkanocnymi”.
      Czwartą, wyróżniającą cechę radykalnej lewicy jest bezwarunkowy zakaz skrętu w
      prawo, czyli w praktyce tak mocne przekonanie o słuszności poglądów i działań,
      które uniemożliwia jakąkolwiek zmianę poglądów. Prawica też to ma. Stąd taka
      trwałość wszelkich fundamentalizmów. Są nie do zdarcia i nie do dyskusji.
      Dlatego nie mówmy o lewactwie czy prawactwie. Mówmy o zgubnym fundamentalizmie.
      Bo jest on zgubny dla sposobu myślenia, widzenia świata i własnego w nim
      uczestnictwa. Zauważcie, że na długo nie uda nam się pozbyć obecnego sposobu
      uprawiania polityki (PO) tylko dlatego, że PiS dopuściło się fundamentalizmu
      politycznego i wielu innych fundamentalizmów.
      P.S. Otóż stanowczo zaprzeczam jakobym był kimś takim. I proszę mi czegoś
      takiego nie imputować. Napisałem to w nadziei, że niezbyt wytworny epitet
      (lewak, lewactwo) zostanie zamieniony na opis pewnych postaw, które zdarzają się
      w różnych częściach sceny politycznej. Dedykuje to ludziom młodym, bo to oni są
      skłonni do radykalnych rozwiązań i często bardziej lewicowych niż prawicowych,
      ale skrajności są podobne, a nawet się warunkują.
      • Gość: fansld Re: Nie jestem lewakiem! IP: *.olsztyn.mm.pl 03.11.09, 09:58
        zamknięty
        Jestes typowym lewakiem tylko nie zdajesz sobie z tego sprawy. Twoim ustrojem
        jest socjalizm a wszystkich ktorzy tego nie chca traktujesz jako skrajna
        prawice. :D
        • Gość: marpot Re: Nie jestem lewakiem! IP: *.ru 03.11.09, 13:24
          zamknięty
          Zarówno Twój Nick (nawet jeśli jest przewrotny), jak i ferowane przez Ciebie
          oceny świadczą, że masz jakieś problemy podsufitowe, albo jesteś na skrajnym
          biegunie poglądów, czyli prezentujesz poglądy fundamentalistycznej prawicy. W to
          jednak wątpię, bo jesteś zbyt „płytki” w uzasadnieniach.
          Jeśli autor wątku jest lewakiem, jak go Ty oceniasz i jakiś zwariowany hrabia
          czy książe, to rozumiem, co to znaczy ginekolog-amator. Przecież „jothagie” to
          sardoniczny satyryk, którego niedostatek pchnął w satyrę i zabawę. Przy okazji
          coś trafnego mówi, z dużą erudycją. Nie widzę w tym ani zrzeszenia w
          organizacji, ani zaangażowania ideowego – tylko krzywe zwierciadło. To może
          rozwścieczać takich, jak Ty, ale to już tylko Twój problem. Ja pracuję z 27
          letnim lewakiem i znam jego poglądy na wylot. Szczęście, że jest sam w tej pracy
          i nie zapoznał jeszcze podobnego sobie, bo mielibyśmy zalążek czerwonych brygad.
          To jest problem. Większy niż sztuka tolerowania Ciebie.
          • Gość: fansld Re: Nie jestem lewakiem! IP: *.olsztyn.mm.pl 03.11.09, 13:38
            zamknięty
            Tylko ta satyra cos malo smieszna :-/

            P.S. A poza tym to nikt nie kaze Ci czytac moich wypocin ;)
            To jest wlasnie fenomen internetu - masz wolnosci wyboru.
            Tylko ciekawe jak dlugo :-/


    • Gość: jothagie Czym jest lewica? IP: *.olsztyn.mm.pl 04.11.09, 10:01
      zamknięty
      Na tym i innych forach pada mnóstwo fałszywych poglądów na temat lewicy. Padają
      również obelgi. Nikt zaś nie dodaje, że swoje uogólnienia formułuje w oparciu o
      doświadczenia z SLD i jej poprzedniczek, dowodząc tym, że nie ma pojęcia o
      współczesnej lewicy. Trudno zresztą takie postaci politycznego działania, jak
      SLD zakwalifikować jako lewicowe, tym bardziej, że obecnie całkowicie porzuca
      się wzory sowieckie (rosyjskie) na rzecz lewicy kształtującej się samodzielnie
      na Zachodzie. Można by powiedzieć że z jednego pnia wyrastają różne sposoby
      patrzenia na rzeczywistość. Osobiście mam pewną sympatię do lewicy
      skandynawskiej, która uchroniła się od wpływów radzieckich i stworzyła w
      praktyce system społeczno-polityczny, godny pozazdroszczenia, jeśli ktoś
      opowiada się za takim kierunkiem myślenia. A kierunek, jak kierunek – dopóki nie
      stanie się ideologią przymusu, jest godny polecenia, przynajmniej jako alternatywa.
      W przeniesieniu obcych doświadczeń na nasz grunt i po doświadczeniach z „ naszą
      lewicą” obowiązuje podstawowa ostrożność: Po pierwsze, nie należy ani sobie, ani
      innym obiecywać zbyt wiele z powodu lewicy. Doświadczenia innych partii też to
      potwierdzają. Tu kłania się klasyczna definicja polityki jako sposobu osiągania
      możliwego. Po drugie, nie należy przeganiać się w pomysłach radykalnych i żądać
      takich od ruchów lewicowych. Uczciwie jest definiować „możliwe” na dany czas z
      uwzględnieniem stanu gospodarki i stanu świadomości ludzi. Po trzecie, nie
      należy utożsamiać lewicy z socjalizmem. To już jest tylko kwestia wyboru wersji
      organizacji społeczeństwa (u nas to prawicowy PiS organizował socjalistyczny
      sposób życia).
      Po czym poznać lewicę? Po kilku istotnych założeniach:
      1. Świeckość państwa. Obecna Francja jest tu dobrym wzorem. Ktoś to musi
      załatwić, by już więcej nie padał argument, że przed każdymi wyborami wraca się
      do walki z Kościołem, bo wcale nie o to chodzi w tym postulacie. To wykorzystują
      ruchy religijne przedstawiając lewicę jako lewactwo i socjalizm. Na Zachodzie
      lewica nie walczy z religią – nie zezwala tylko na to, by religia była
      ważniejsza od państwa. Państwo ma obowiązek uznać wszystkie religie i nie
      identyfikować się z żadną z nich.
      2. Państwo praworządne. Lewica odrzuca wszystko, co drażni tzw. porządnych
      obywateli. Czas pozbyć się aferzystów i „publicznych nieprawidłowości” (duński
      postulat). Lewica jasno określa prawny i moralny kierunek swego rozwoju wg
      którego rozlicza się z sympatykami, jeśli jest w opozycji i obywatelami, jeśli
      jest u władzy.
      3. Zrównoważony wzrost gospodarczy mający odbicie w zrównoważonej opiekuńczości
      społecznej. Lewica nie godzi się na państwo kilku procent bogatych obywateli i
      ogromnej liczby ludzi bez pracy i możliwości rozwoju. Nikogo nie
      zagłodzimy…Nikogo nie doprowadzimy do rozpaczy… Nikomu nie odbierzemy jego
      życiowej szansy, itp. Te normy działają w praktyce skandynawskiej. Do tego
      poczuwają się ludzie bogaci, choć do solidarności społecznej zmusza również
      stanowione prawo.
      4. Emancypacja od wszelkich form represji wobec jakichkolwiek pokrzywdzonych
      grup społecznych. Lewica jasno określa się po stronie tych ludzi i ich interes
      reprezentuje w pierwszej kolejności. W tym aspekcie odrzuca liberalizm i zabiega
      raczej o eliminacje przyczyn niż skutków. Ważniejsze jest społeczeństwo równych
      szans, niż społeczeństwo równomiernej dystrybucji dochodu narodowego.
      Ruch polityczny staje się lewicą ze względu na wyznawane wartości, chociaż
      wyraźnie powinien deklarować, że niektóre z nich są bardziej aktualne, a inne
      mniej, że pewne wartości są możliwe do zrealizowania hic et nunc, a jeszcze inne
      muszą zaczekać.
      5. Lewica Zachodu jest przywiązana do pewnego typu światopoglądu, ale w takiej
      formie: Najpierw walczyliśmy o prawa cywilne, następnie o prawa polityczne, w
      końcu o prawa socjalne. Dziś skupiają się na idei praw człowieka - walczą z
      kolejnymi formami arbitralnego upośledzenia obywateli w społeczeństwie a
      przesłaniem podstawowym jest wolność, odpowiedzialność, poczucie bezpieczeństwa.
      I nie są to puste idee.
      P.S. Osobiście nie akceptuję ani lewicy od Lenina ani prawicy od pani Thatcher.
      W praktyce odcinam się od ludzi SLD i ich poczynań ale równie nie poważam
      „Chicago Boys” i ich następców. Nie znaczy to, że jestem w środku. Centrum to
      polityczne oszustwo. Prawdopodobnie samotnie tkwię gdzieś na lewicy. Mam swoje
      poglądy, z których nic ani społecznie, ani politycznie nie wynika. Ale mnie
      wystarczają na zezowate widzenie świata.
      I jeszcze jedno! Nie ma sensu dyskutować o lewicy czy prawicy jeśli nie
      sporządnieją ludzie idący do władzy. Ciemne strony ludzkiego charakteru nie mają
      koloru politycznego.
      • Gość: fansld Re: Czym jest lewica? IP: *.olsztyn.mm.pl 05.11.09, 10:37
        zamknięty
        Typowy lewacki belkot.

        Lewica kieruje tylko i wylacznie jedna doktryna. Jest to doktryna
        sprawiedliwosci spolecznej. Oficjalnym celem tej doktryny jest pomoc slabszym
        kosztem bogatych.
        Prawdziwym celem jest jednak przymusowe opodatkowanie i zakleszczenie narodu
        przepisami w celu zbudowania silnej klasy bogaczy ktorzy beda mogli zarabiac bez
        absolutnie zadnej konkurencji.
        Efektem tej polityki jest w kazdym przypadku socjalizm czyli wyzysk i ubozenie
        spoleczenstwa.
        Sztandarowym przykladem lewakow jest tutaj Szwecja jako panstwo opiekuncze
        jednak malo ktory lewak wie ze Szwecja zajmuje 12 miejsce w swiecie w wolnosci
        gospodarczej i jest nawet przez Stanami ktore powszechnie sa uwazane jako
        bastion prawicy i kapitalizmu.


        • Gość: dr wet. Re: Czym jest lewica? IP: *.ovz33.hc.ru 05.11.09, 15:20
          zamknięty
          Rozpoznaję u Ciebie wszystkie objawy A/H1/N1. Cóż, jaki nosiciel taka grypa.
          • Gość: fansld Re: Czym jest lewica? IP: *.olsztyn.mm.pl 06.11.09, 07:40
            zamknięty
            a czytales "lekarzu" post przed moim gdzie gosc, napisal ze lewica popiera np.
            panstwo praworządne i "zrównoważony wzrost gospodarczy mający odbicie w
            zrównoważonej opiekuńczości
            społecznej". Czyli tłumacząc ten prymitywny belkot na nasze

            Przymusowo zabierac pieniadze pracowitym i dac leniuchm i pobrac wysoka prowizje
            za finansowe pośrednictwo.

            O to jest wlasnie lewacka „praworządność”.
    • Gość: jothagie PO śpi a jej rośnie… IP: *.olsztyn.mm.pl 05.11.09, 09:46
      zamknięty
      Od pewnego czasy rozważam takie problemy:
      1. Co będzie, jeżeli Tusk zostanie prezydentem? Odpowiedzi szukam w modelu
      sprawowania przez niego władzy i sposobie uprawiania polityki przez PO. Obecna
      zaś polityka dostarcza raczej smutnych wniosków. Platforma, która miała
      wprowadzić nowe standardy władzy, unowocześnić, przewietrzyć Polskę okazała się
      nawet gorsza od jakiejkolwiek partii w przeszłości. Wszędzie promują swoich. Dla
      ludzi spoza Platformy nie ma miejsca w sferze publicznej, są po prostu brutalnie
      eliminowani z różnych instytucji. Dla swoich zawsze znajdzie się etat, wygrają w
      każdym konkursie. Tak jest w wielu instytucjach i urzędach - zatrudnia się nie
      najlepszych ale swoich. Wszystko jest z góry ustawione. Chodzi tylko oto, aby
      uzyskać pełnię władzy i zdominować wszystko. Taż to demokratyczna dyktatura…
      2. Jak to się dzieje, że PO w sondażach rośnie? To jest ciekawe, że po
      wynurzeniach posłanki Sawickiej na temat prywatyzacji służby zdrowia ludzie
      dalej są skłonni głosować na PO, a w sondażach to im nawet rośnie. Czyżby to
      tylko zależało od nieudacznictwa PiS? Wątpię, choć PiS to była i jest totalna
      demolka. Coś w tym jest, ale dokładniej dowiemy się tego niebawem. Mam jednak
      wrażenie, że nasze uczestnictwo w wyborach ustawicznie przypomina opowiadanie Z.
      Laskowika: Postawimy wiezienie na środku miasta i umieścimy tablicę z napisem
      "NARÓD - SOBIE". Godziliśmy się na ograniczenia mówiąc: jeśli tego wymaga
      Polska, to ograniczajcie. Ten proces trwa wprawdzie dłużej, ale od początku
      steruje nim myślenie przyszłego PO - liberalizm. Powoli dochodzimy do udzielenia
      zgody na własne unicestwienie.
      3. Czy to przedmarksowska interpretacja rzeczywistości? (przypominam: dotąd
      filozofowie różnie interpretowali świat, idzie o to, by go zmienić).
      Zadziwiające jest to pouczanie społeczeństwa o zasadach poprawności
      współczesnego świata. Śmieszy mnie to tłumaczenie z demokratycznego na nasze,
      ale czasem i przeraża. Otóż okazuje się, że cenzura jest tylko jedną z odmian
      poprawności politycznej. Faktowi przesiedlania żydów na ziemie polskie
      towarzyszy jakaś upiorna walka z antysemityzmem. Obłęd, można być anty:
      amerykański, niemiecki, francuski. Byle nie antysemicki, bo wszystko co
      żydowskie to dobre, mądre, śliczne, nieomylne. Można by powiedzieć, że
      ksenofobi anty-francuscy, anty włoscy, ani anty-amerykańscy nie robili nigdy
      pogromów Francuzom, Włochom, czy Amerykanom. Ja też nie robiłem takich pogromów
      Żydom, więc mogę być anty-semicki. Choć nie jestem. Jestem tylko krytyczny i
      zauważam to wyraźnie, że Żydzi opanowali patent szantażowania antysemityzmem
      inne narody. Nie rozumiem tez poprawności politycznej wyczynianej wobec Niemców.
      Czy to naprawdę chodzi o nasze interesy?
      4. Sekwencja niekonsekwencji? Co raz liczniej pojawiają się niekonsekwencje.
      Jest ich sporo, choć mnie „urzeka” jedna. J.S.Mill twórca, wręcz religijnie
      wyznawanego liberalizmu, wypowiedział taką tezę: "Wszystko jest dozwolone, tak
      długo, dopóki nie godzi to w interes drugiego człowieka..." Dlaczego jednak nie
      może to godzić tylko w interes ludzi bogatych? Te standardy PO powinna urealnić,
      by partia mogła dalej egzystować bez wizji katastrofy. Po zakrojonych sposobach
      aferowania, już wiemy, że rząd się sam (?) wyżywi…, a co z narodem?
      P.S. Jeśli Bush po utracie prezydentury w dowolnym momencie stwierdzi, że się
      mylił i wstąpi do ruchu antywojennego, to ja uwierzę Platformie Obywatelskiej –
      ostatni raz dopuszczę do swej myśli możliwość cudu.
    • Gość: jothagie O moich preferencjach…elektronicznych IP: *.olsztyn.mm.pl 07.11.09, 11:14
      zamknięty
      W związku z ujawnionymi tu preferencjami…proszę o odrobinę tolerancji i o nie
      wydziwianie.
      Pisałem już tu gdzieś o wyższości Linuxa nad Windowsem. Kiedyś kupiłem
      pierwszego Windowsa, bodajże 3,11, potem wydałem pieniądze na 95 i jeszcze raz
      na 98. Więcej pieniędzy nie mogę wydać. W pracy dostałem 2000 a potem XP. Ta
      ostatnia (w mojej karierze) wersja jest dosyć wygodna, ale już za droga dla
      mnie. Po dokładnym oglądnięciu go doszedłem do wniosku, że ten system sam w
      sobie jest trojanem. Używam Linuxa live CD i mam poczucie niejakiej
      niezależności, choćby od programów antywirusowych. Ale to jest zabawa, przy czym
      niczego skomplikowanego nie robię więc wystarcza. Piszę to, bo chcę powiadomić
      Szanownych Internautów o zasadniczej zmianie moich preferencji elektronicznych,
      a mianowicie zamieniłem komórkę na kalkulator, w tym sensie, że poza domem nie
      mam komórki, ale mam kalkulator. Wprawdzie w komórce też można policzyć, ale
      staje się to bardziej skomplikowane, gdy trzeba coś ponaciskać. Kupiłem więc
      sobie kalkulator z cyferkami jak w telefonie ojca in vitro dra R. i prowadzę
      zakupy. Nawet nie macie Państwo pojęcia, jakie to ważne dla domowego salda pary
      emerytów. Niestety, w tych sprawach liczy się precyzja. Tu cuda Tuska nie
      obowiązują, a tylko kilka działań matematycznych. Po zrobieniu stałych opłat,
      wykupieniu lekarstw i zaplanowaniu funduszu rezerwowego pozostaje jakaś suma. Tą
      dzielę na ilość dni w miesiącu i otrzymuje stawkę dzienną. Od niej to odejmuję
      cenę każdego produktu.
      Teraz o czymś, co w świetle prawa…
      nt.interia.pl/news/policja-zalozy-podsluchy-w-komputerach,1392118
      Orwell to jednak geniusz…Pomylił się tylko o dwadzieścia parę lat. Nie
      przewidział tylko jednego, że powszechnie, za darmo, będzie dostępny Linux live
      CD… A tu nie da się pogrzebać…
      Następny przymus w ramach poprawności politycznej. Cenzurę już zaakceptowaliśmy.
      Podsłuchy działają. Kolej na komputery. Potem kamery w sławojkach. Znów będziemy
      ustrój budować z zaparciem, bo strach iść do takiej sławojki.
      Podobno ostatnia umiera nadzieja, ale pierwsze pada zaufanie. Przeżywam to od
      1968 roku. Efektem tego jest moja niepewność – szczepić się czy nie. Oczytałem
      się na ten temat. Opinie nie są jednoznaczne, dlatego nie mam własnego zdania, a
      władzy już nie uwierzę. Elity kolejny raz zawodzą. Obejrzałem wszystkie filmy z
      Piotrem Beinem i mam mętlik w głowie.
      P.S. Przynajmniej raz w miesiącu dzwoni do mnie ktoś w imieniu operatora
      dostarczającego TV i proponuje mi wersję cyfrową. Wysłuchuję całego wykładu, boć
      to przecież cudza praca, by w końcu powiedzieć: „Dziękuję, nie mam takiego
      telewizora, który mógłby przyjąć i przetworzyć wszystkie zalety tego sygnału”. A
      abonament? – zapyta ktoś. Abonament płacę, jak każdy porządny emeryt, chociaż 17
      złotych dla mego kalkulatora to spora suma…Decyzją TK załapię się jednak na
      kasację abonamentu. Gotów byłbym dalej go płacić, ale wybitnie wkurza mnie
      TVPubliczna.
    • Gość: jothagie Nakręcanie trolla IP: *.olsztyn.mm.pl 09.11.09, 11:36
      zamknięty
      Wiele osób twierdzi, że niemożliwa jest prawdziwa przyjaźń między kobietą a
      mężczyzną. Podobno zawsze kończy się tak samo. Nie do końca podzielam to
      stanowisko, chociaż brak mi w tym względzie przekonywujących doświadczeń. Z
      doświadczenia jednak wiem, że niemożliwa jest zabawa w dyskusję na forach
      internetowych. Może o robieniu placów ziemniaczanych tak, o laserowej depilacji
      bikini również, ale w sprawach światopoglądowych, społecznych i politycznych nie
      jest to możliwe. Większość oczywiście ma to gdzieś. Innym nie chce się
      dyskutować, ale wielu chętnie utopiłoby szukającego takiej rozrywki. Jeszcze
      inni zamiast swego poczucia humoru angażują swoje kiepskie maniery. Jedna z tych
      manier wychodzi na każdym kroku i niezależnie od tematu.
      Maniera ludzi wierzących – czuja się lepsi, specjalnie oświeceni. Sytuacja
      między ludźmi pogarsza się dodatkowo, gdy ludzi wierzących i niewierzących
      dzieli fundamentalizm jednej choćby ze stron. Wtedy nie ma miejsca nie tylko na
      zdanie przeciwne, ale niedopuszczalne są wszelkie wątpliwości. Wielokrotnie
      widziałem sytuację, że za konflikt na tym tle odpowiedzialni są wierzący. Nie
      mogli tego znieść, że ktoś nie podziela ich „prawdziwych” racji. To jest skutek
      wychowania apologetycznego – do obrony wiary, a nie do dyskusji. To odbija się
      również na polityce i na wszelkich dyskusjach, które z natury swej są
      niejednoznaczne. Ostatnio sytuacja całkowicie zagmatwała się w internecie, a
      dodatkowo gmatwa ją anonimowość. W praktyce głoszenie poglądów mających choćby
      swoje przeciwieństwo czy sprzeczność jest nakręcaniem trolla, który zmieniając
      nicki nie zmienia ani poglądów, ani rozpoznawalnego stylu. Do każdego tematu
      troll się znajdzie. W takiej sytuacji trudno zapobiec skrajności poglądów
      służących pognębieniu przeciwnika. Trudno też nawet samemu sobie wytyczyć
      granicę sporu między racją, a chamstwem. Troll wie swoje i żadne argumenty do
      niego nie docierają. Jeśli ktoś mu „wyłoży” rację to objawia się pod innym
      nickiem i dalej robi swoje. Dlatego lepsza formą jest blogowanie, gdzie czyta
      się Blogera dla niego samego, a komentarze są oddzielone i muszą mieć porządną
      argumentację, żeby nim potrząsnąć.
      Bywam na różnych forach, ale nigdy nie wpisałem się tam, gdzie założona jest
      tylko jedna opcja. Nawet gdy zauważyłem błędy, to dałem sobie spokój. Uważam, że
      ich nie przekonam i w tym wszystkim nie o to chodzi. Służy ono osobom mającym te
      same poglądy i wszystko jest jasne. Nie wpycham się więc na fora religijne (poza
      „Tygodnikiem Powszechnym”), narodowe, skrajnie polityczne i jeszcze wiele
      innych. Ale forum regionalne, tego typu jak niniejsze, służy do prezentowania
      różnych poglądów. Każdy może wypisać swój pogląd w celu pokazania czy nawet
      przekonania, a nie pokonania kogoś, jak to faktycznie ma miejsce (victus sed non
      convictus – pokonany ale nie przekonany). Wiele osób nie pisze tu swoich
      poglądów, ale czyta cudze i szkoda jeśli tu przyswaja sobie kanony chamstwa.
      Nie twierdzę, że wszystko, cokolwiek piszę, czy mówię jest słuszne. Tacy
      nieomylni to są tylko w PiSie, ale jak to już gdzieś tam powiedziałem, z moich
      poglądów nic na zewnątrz nie wynika. Żyję zgodnie z nimi, bo są rezultatem
      przemyśleń. Wielokrotnie je konfrontowałem w inteligentnej dyskusji. Wiele z
      nich padło, wiele zostało zmienionych, ale to, co ostało się, jest trwałe. Nie
      powiem, że postawiłem na nich pieczęć „ne varietur”, ale prawda jest taka, że
      jestem otwarty tylko na merytoryczne argumenty, które co raz rzadziej spotykam.
      Nie spotkałem też autorytetu, który dałby jasną instrukcje używania
      mózgu…każdego homo sapiens. Każdy myśli na własną odpowiedzialność. Nie ma zaś
      rozpusty gorszej niż myślenie - Wisława Szymborska.
      A z trollem nie podejmę dyskusji, bo on zamiast instrukcji został
      zaprogramowany, a do myślenia ma zbyt wyprany mózg...
      P.S. Jeśli ktoś chciałby zaszkodzić ludziom początkującym w myśleniu, to zapewne
      poleciłby mu następującą dyskusję:
      forum.gazeta.pl/forum/w,64,101117684,101117684,Olsztynski_SLD_o_lekcjach_religii_.html
      Zimny wychów trolli.
      • Gość: fansld Re: Nakręcanie trolla IP: *.olsztyn.mm.pl 10.11.09, 12:50
        zamknięty
        oto cytaty czlowieka "skromnego" ktory nie wie wszystkiego najlepiej a ktory sie
        brzydzi trolami.

        tak dla przykladu:

        "Maniera ludzi wierzących – czuja się lepsi, specjalnie oświeceni."
        rozumiem ze Pan skromny zna wszystkich wierzacych i ich maniery oczywiscie. I
        zna rowniez maniery niewierzacych co sie logicznie implikuje.

        "Tacy nieomylni to są tylko w PiSie, ale jak to już gdzieś tam powiedziałem"
        Rozumiem ze Pan skromny wie (ciekawe skad) ze inni partyjniacy np. z PO, SLD
        uwazaja sie za omylnych i o tym glosno mowia.

        "Uważam, że ich nie przekonam i w tym wszystkim nie o to chodzi."
        - rozumiem ze Pan skromny zna jakas "swojsza" prawde niz jakies tam glupie
        trolle ale nie bedzie ich "uswiadamial" bo po co skoro i tak nie zrozumieja.

        :D :D :D :D :D :D


    • Gość: jothagie Polska miara hańby – w rocznicę runięcia muru… IP: *.olsztyn.mm.pl 10.11.09, 09:50
      zamknięty
      Szacuje się, że w Polsce 2,5 miliona ludzi żyje w skrajnej nędzy. Wobec braku
      perspektyw nędza staje się dziedziczna. Staje się sposobem życia. Z powodu braku
      perspektyw pociąga za sobą patologie, analfabetyzm i inne negatywne cechy
      „pociągające” kraj na niższy poziom.
      Bezrobocie 11%. Długotrwałe bezrobocie deprawuje człowieka. Czyni go
      nieprzydatnym dla społeczeństwa. Po pięciu latach trwałego bezrobocia ludzie
      powinni uzyskiwać renty, bo żadna jest ich przydatność do pracy i do
      poszukiwania pracy.
      55 butelek rocznie mocnego alkoholu na statystyczną głowę. I to jest o wiele
      mniej, niż dotąd. A jednak… Inne alkohole pomijam. Narkomania dosięga szkół
      podstawowych. Głupota? W pewnym stopniu, ale zastanawia mnie pytanie, czy od
      czegoś chcemy uciec? A jest od czego uciekać. Niestety, wielu dopada koniec
      drogi i ucieczki… Trudno powiedzieć, że nie wybrali czegoś sensownego, bo tego
      nie było.
      Przez okres 20 lat Wolnej Polski popełniono blisko 100 tysięcy samobójstw
      (najwięcej w 1997 r. – 5614). Wyludniło się spore miasto. Charakterystyczny
      wiek: 16-21 i 45-55 lat. Jak śmiesznie na tym tle wypadają problemy in vitro,
      aborcji i eutanazji. Zycie narodzone niewiele nas obchodzi. I to jest ta
      hipokryzja, dodatek do naszych przemian. Dodajmy jeszcze 5,5 tysiąca zabitych w
      wypadkach komunikacyjnych, z czego ok. 10% przez pijanych kierowców.
      Liczbę bezdomnych szacunkowo wymienia się nawet do 300 tysięcy. To jest problem,
      bo często wynika to ze społecznego i innych „skazania” a oprócz doraźnych gestów
      nie ma systemu wychodzenia z tego stanu. Utrudnia to dodatkowo fakt
      współtowarzyszących uzależnień.
      Szacuje się, że co trzecie dziecko w Polsce jest niedożywione. Około 2 miliony
      polskich dzieci nie wie, co to jest ciepły posiłek. A w tej sprawie nie mamy nic
      na swoje usprawiedliwienie. A ktoś to przewidział, że był już socjalizm, to czas
      na kanibalizm. A wokół ludzie bogaci, którzy w przypływie szczerości informują,
      że już uskładali np. na 7 żyć dla siebie i najbliższych. Gratulacje! Gdzie jest
      ta „Solidarność” i ta solidarność?
      Policja ledwo ciągnie, armia w rozsypce, służba zdrowia na OIOMie – zbyt późno,
      żeby szczepić…
      Miarę polskiej hańby pokazują dziś statystyki, bo są one haniebne. I co z tego?
      To nie jest tragedia – to tylko statystyka. I cóż, że obecna władza w
      przeciwieństwie do poprzedniej nie ukrywa tych danych? Dzisiaj mamy wolność
      polegającą tylko i wyłącznie na tym, że możemy o niej mówić... Reszta to
      uświadomiona konieczność. To uświadamiajmy dalej w tym stylu…
      P.S. Co posiedzenie sejmu to nowa lista obywateli zagrożonych przez posłów. Jak
      się kryzys pogłębi, to zacznie się układanie listy obywateli zagrożonych
      całkowitym wyginięciem. Kolejność dowolna, ale jak znam życie, to najpierw ci,
      co do partii rządzącej nie należą, lub mają do niej stosunek krytyczny. Może
      jakieś powszechne szczepienia… po których zmniejszy się nasze przeludnienie?
      • Gość: fansld Re: Polska miara hańby – w rocznicę runięci IP: *.olsztyn.mm.pl 10.11.09, 12:33
        zamknięty
        Nierozumiem. jak to bieda, jak nedza? W Tym najlepszym z ustrojow? Mamy
        cudowne panstwo opiekuncze, darmowa oswiate i sluzbe zdrowia i darmowe owocki w
        szkolach. Placimy niesamowicie wysokie podatki z ktorych czesc idzie na pomoc
        spoleczna w 80% dla rodzin z problemem alkoholowym. Poza tym kazda gmina wydaje
        ogromne pieniadze na walke z alkoholizmem. I jakis jgh pisze ze to nic nie daje?
        Ze mimo ze placimy taka ogromna kase na biednych alkoholikow to alkoholicy dalej
        sa? Nie wierze, to musi byc prowokacja. To nie mozliwe ze nasze podatki i to w
        takiej ilosci ida w przyslowiowe bloto.
        • Gość: Kansa Re: Polska miara hańby – w rocznicę runięci IP: *.ru 10.11.09, 13:35
          zamknięty
          Trolli, trolli, trolli… Nic nie bolli? Nic nie uciska? Biały terror się spodobał?
          • Gość: fansld Re: Polska miara hańby – w rocznicę runięci IP: *.olsztyn.mm.pl 10.11.09, 14:19
            zamknięty
            jaki terror? To tylko socjalistyczny raj na ziemi :D :D
    • Gość: jothagie Starość nie radość, dropsy nie tik taki. IP: *.olsztyn.mm.pl 11.11.09, 12:35
      zamknięty
      I to mnie przeraża:
      interia360.pl/artykul/ten-sejm-nalezaloby-przewietrzyc-a-poslow-rozsadzic,27272
      Wywód jest prosty: Dwie emerytury. Dzielone są na następujące części: 1/Opłaty.
      2/Lekarstwa. 3/Wyżywienie, skromne oczywiście. 4/Rezerwa. Jest to 400 złotych,
      które od pewnego czasu jest przejadane przez bezrobotne dzieci. Oszczędności
      żadnych. Jeśli dzieci dostaną pracę, to uratuje się rezerwę.
      Scenariusz może się tylko komplikować. Umiera jedno z emeryckiego małżeństwa.
      Odpada jedna emerytura a koszty życia na jedną osobę wzrastają. Nie ma już mowy
      o żadnej rezerwie. Zysk: jedna osoba ma spokój. Gdyby bezrobocie dzieci trwało
      dłużej, to pozostała osoba (z pary emerytów) wysyła ich na zbieranie puszek po
      piwie. Jeśli dostaną pracę i zechcą zająć się swoimi rodzinami, to pozostały
      rodzic byłby im tylko kulą u nogi. Każdy bowiem ma prawo chorować ,
      zniedołężnieć i zdziecinnieć i nasr... w gacie. Co wtedy? Do przytułku. To
      budujmy do jasnej cholery te przytułki! Oswoiliśmy się z żoną z myślą, że jakieś
      siostry zakonne będą prać nas po mordzie, ale żeby chociaż była możliwość
      skorzystania z tej formy „ostatniej woli bożej”.
      I teraz retrospekcja: Lata 60te. Przechadzam się po rynku w Krakowie i rozważam
      dwie możliwości zrobienia kariery. Obydwie realne, ale wedle reguły, „coś za
      coś”. Jako dobrze wychowany i uczciwy młody człowiek, wybieram życie ze
      spokojnym sumieniem. Okazało się biednym życiem mimo, że nie angażowałem się
      przeciwko władzy. Z władzą też nie w każdej dziedzinie podjąłem
      współpracę…Owszem, budowałem to, co od pewnego czasu rozdaje się za złotówkę.
      Tak po prostu wybrałem i skutkiem tego wyboru jest moja emerytura. Podobnie jest
      z żoną, chociaż ona świadomie zaangażowała się w dzieci i nauki – swoje i
      dzieci. To też nie mogło przynieść oszałamiających dochodów.
      Zmienił się ustrój i okazało się, że takie życie, jakie wiedliśmy z żoną to o
      kant d…y potłuc, a na poprawkę nie ma szans. Dlatego mam prośbę budujcie
      przytułki i tolerujcie nas w nich. Jeśli to możliwe, to nie bijcie nas po
      głowach, nie znęcajcie się nad nami, bo i Wam może się coś w życiu skitrać.
      Jeśli teraz pomyślę o tych rzeszach moich rodaków, którzy emerytury będą mieć
      jeszcze mniejsze niż ja, bo przecież na bezrobociu się nie odkłada, a na
      najniższej krajowej się nie oszczędza, to jeszcze raz wzywam do zbudowania
      opiekuńczego państwa, bo inaczej nie tylko zakwestionuje się sens przemian, ale
      podważy się tezę, że jako ludzie jesteśmy osiągnięciem łańcucha ewolucyjnego.
      Liberalnymi decyzjami skazujecie ludzi na wyrafinowane samobójstwo, a ręce
      umywacie jak Piłat, który w Jezusie zwietrzył przywódcę zaraźliwej komuny.
      • Gość: fansld Re: Starość nie radość, dropsy nie tik taki. IP: *.olsztyn.mm.pl 12.11.09, 11:08
        zamknięty
        Za komuny pieniazki z emeryturki ladowaly w wielkim wspolnym worku. Z tamtej
        kasy nie zostalo nic. Zostala rozkradziona i przejedzona. Majatek ktory
        zbudowali PRL-owcy tez zostal rozkradziony. Nie ma kasy po prostu.
        Dokonali tego nasi kochani "reformatorzy z solidarnosci" sterowani przez "ludzi
        honoru" pokroju Kiszczaka.
        A jak prawdziwi liberalowie z UPR mowili ze trzeba majatek po PRL zwyczajnie
        sprzedac i przeznaczyc na emerytury dla Polakow wszyscy jak jeden maz krzyczeli
        - oszolomy. Tak nie wolno!!! majatek trzeba "sprywatyzowac" co sie tlumaczy
        jako ukrasc ;)

        I pomyslec ze teraz taki jeden sie ciagle zastanawia jak zrozumiec "polityke
        naszych elit" jak ona niezmienna od lat i prosta jak drut.
        czyli - jak tu okrasc JHG zeby on myslal ze to dla jego dobra? :D :D
        • Gość: Kansa Re: Starość nie radość, dropsy nie tik taki. IP: *.ru 12.11.09, 11:40
          zamknięty
          Trolli, trolli, trolli… Od niewiedzy nas wyzwoli. Bolszewik à rebours? I to ze
          służbowego komputera…
          • Gość: fansld Re: Starość nie radość, dropsy nie tik taki. IP: *.olsztyn.mm.pl 12.11.09, 11:55
            zamknięty
            A jak firma prywatna to tez sluzbowy? :D czy prywatny? :D
            • Gość: Kansa 007 na tropie. IP: *.ru 12.11.09, 12:45
              zamknięty
              Jeżeli nie jest to spółka cywilna (a takich już niewiele), to koniecznie
              poczytaj sobie Kodeks Spółek Handlowych. W UPR pisać umieją, to fakt, chociaż z
              czytaniem kłopot. No ale tacy mądrzy nie muszą… Recepty w genach.
              • Gość: fansld Re: 007 na tropie. IP: *.olsztyn.mm.pl 12.11.09, 13:22
                zamknięty
                Nie jestem czlonkiem UPR. Nie wiem czy w UPR umieja czytac ale wiem ze
                przynajmniej oni jako jedyni maja zapisane w programie ze nie beda sie mna
                "opiekowac" za ponad polowe mojej pensji. :P
                I nie bede mnie zmuszac do placenia np. na Kosciol jak to robia partie o typowo
                bolszewickim stylu jak SLD, PO czy PiS.

    • Gość: jothagie Przed neofityzmem chroń nas Panie! IP: *.olsztyn.mm.pl 13.11.09, 10:22
      zamknięty
      „Komunistyczną swołocz trzeba sadzać do więzienia” – tak Lenin pisze do Piotra
      Bogdanowicza o ówczesnych czekistach (trollach), którzy w nadgorliwości swojej
      dopuścili się szykanowania dyplomatów w Armawirze.
      Za czasów Lenina wyklarowały się dwie linie polityczne stosowania terroru.
      Pierwsza, Lenina i Dzierżyńskiego – terroryzm czerwony, państwowy, prewencyjny.
      I tu cytat: „Lepiej, żeby dziesiątki i setki inteligentów posiedziały kilka
      dzionków i tygodni, niż żeby 10 000 zostało pozabijanych. Dalibóg lepiej (...)”
      - pisał Lenin do M.F.Andrejewej 18 listopada 1919 r. Druga, Łacisa i Zinowiewa,
      czyli totalny terroryzm – czerwony i biały. Ten ostatni pojmowany jako
      wewnętrzny obowiązek rewolucjonisty przy każdej nadarzającej się okazji. To
      typowa „czujność czekisty” czy gorliwość Pawki Morozowa. I cytat rozkazu:
      strzelać do tych „białogwardyjskich świń”, czyli strajkujących robotników w
      Astrachaniu. Potem już istniała tylko druga, totalna linia terroru. To nam
      weszło w krew… nawet gdy patrzyliśmy na to z daleka. W niczym to nie nobilituje
      nikogo, kto terroryzm stosuje (od obcinania głów poprzez "waterboarding" do
      trollingu), ale warto pomyśleć, z czego wyrastamy, choćbyśmy bardzo tego nie
      chcieli.
      I właśnie o tym, tylko dzisiaj…
      Powstaje podstawowe pytanie, po co piszę to, co piszę. Dlaczego tak krytycznie
      przedstawiam naszą kapitalistyczną (neoliberalną) rzeczywistość. Ja nie
      przywołuję socjalizmu jako wzoru do powtórzenia, chociaż pewne wzory można
      pobierać za darmo. Ja patrzę raczej na historię społeczną w świetle odwiecznej
      walki na bazie ekonomicznej i politycznej. Czytam to dobrze i pytam, czy nie
      dałoby się zapobiec tej rzezi, którą tak beztrosko prowokujemy. Rewolucja, jako
      sposób rozwiązywania nabrzmiałych problemów nie zdarzyła się tylko raz. Ona też
      może się wielokrotnie powtórzyć. Czy warto mieć tylu chętnych na takie
      rozwiązanie. Prawicowe zadufanie jest tak wielkie, że nawet nie są stosowane
      jakieś środki powstrzymujące ów ewentualny rozlew krwi. Jeśli ja dziś dowiaduję
      się, że mój znajomy przedsiębiorca (wspominany tu kiedyś) zapowiedział, że kto
      przyniesie zwolnienie lekarskie z powodu grypy, to odbierze jednocześnie
      wypowiedzenie z pracy, to czyż on nie jest pierwszym kandydatem na rewolucyjny
      szafot, jeśli wcześniej nie zajmie się nim prawo. Dalej uważacie, że macie
      zagwarantowane rozwiązanie Pinocheta, który siłą, a więc wojskiem policją,
      torturami i zabójstwami uratował Chile przed komuna? Kapitalizmu można bronić
      siłą, a socjalizmu nie…?
      W tym kontekście dokonam zaskakującej rewolty umysłowej. Wrócę do naszych lat
      1945 – 1956. Wówczas szalał terror, choć trzeba to uczciwie powiedzieć, że z
      tendencją malejącą. Ja to widzę tak, że nie był to tylko zbrodniczy terror sam
      dla siebie, dlatego, że zbrodnicza była ta władza. To był terror za
      przyzwoleniem społecznym. Terrorowi poddawani byli ludzie, których lud pamiętał
      jako wcześniej krzywdę czyniących. Tym zresztą też zjednywali sobie sympatyków.
      Miało to oczywiście „krótkie nogi”, bo było to swoiste wychowanie społeczeństwa,
      które potem „genami” odbiło się na władzy, szczególnie gdy „zaczęli brać
      naszych”. Teraz jest podobnie z zachęcaniem do białego terroru – taka
      współczesna wersja ZMP. Ale to też ma „krótkie nogi”, bo społeczeństwo jako
      takie na negacji niczego się nie dorobi. Wymaga pozytywnej edukacji. Choćby
      nawet obrany kierunek był zły. Tylko na krótką metę odczujecie skuteczność
      białego terroru.
      P.S. Co to jest trollizm? Personalny atak na uczestnika dyskusji poprzez
      agresywne wyszydzanie jego poglądów przy całkowitym braku własnych argumentów
      merytorycznych. Szczególnie mianem trollizmu określa się powyższe działania, gdy
      są one przez kogoś „zamówione”.
    • Gość: jothagie Dałem się omamić… IP: *.olsztyn.mm.pl 14.11.09, 11:34
      zamknięty
      Wiele cudów obiecywanych przez polityków już sobie odpuściłem. Pod tym względem
      jestem kimś na kształt ateisty (może „a-tusk”, szerzej: a-polityk). Ale to nie
      wszystko, bo jestem przygotowany na wypadek, jakby jakaś woda w wino się
      zamieniła. Koniecznie czerwone i półwytrawne. Przyznam tylko, że w tej materii
      jestem agnostykiem. Kupię sobie sam i na nikogo nie liczę. Ale gdyby nagle coś
      zapukało do drzwi, pokazała się najpierw butelka, potem ręka, a potem jej
      40letnia właścicielka przepięknej urody i lotnego umysłu, to nie wiem, czy nie
      uznałbym tego za cud. Na wszelki wypadek zapytam mojej ślubnej kurii… bo zgadzam
      się z powiedzeniem Roberta E. Pirsinga, że "jeśli jedna osoba ma urojenia, to
      mówimy o chorobie psychicznej. Gdy wielu ludzi ma urojenia, nazywa się to
      religią". A w tej cuda są możliwe…
      Zanim kuria rozstrzygnie wydam zaklęcie poezją starożytności:
      „Dziewczyno z fal, Galateo, słodsza nad kwiaty tymianu,
      Milsza od bluszczu, bielsza ponad łabędzi puch,
      W tej porze, gdy trzoda powraca z łąki do swojej zagrody,
      Przyjdź do mnie, jeśli Korydon jeszcze ci drogi, przyjdź!”
      Pal diabli to wino! W barku zawsze coś jest! I pomyśleć, że jak się człowiek do
      późna naogląda telewizji i nasłucha tych projektów, planów, to później głupoty
      mu się śnią.
      P.S. Ale nie o tym chciałem. Jak większość obywateli, żyję problemem szczepić
      się czy nie. Nasłuchuję autorytetów, bo sprawa jest poważna. Zdania zaś uczonych
      są podzielone, dlatego mamy problem. Na dzień dzisiejszy doszedłem do takich
      wniosków: Najskuteczniejszą szczepionką na grypę A/H1N1 byłaby prawda na ten
      temat. Wprost niewiarygodne są tu dwa fakty: 1/Niespotykana dotąd tajemnica,
      przecieki i mataczenia; 2/Straszny ruch w interesie - albo autentyczny strach,
      albo pieniądze, albo jakaś ideologia. Nie wykluczam ideologii, bo tylko przy jej
      pomocy można ogłupić miliony a jednocześnie dokonać przetasowania, panujących,
      niewygodnych, kryzysu, itp. Pieniądze też nie są bez znaczenia. Dla nich ludzie
      się podlą. Dlatego omijam lekarzy, którzy zastrzegają, że żaden inny lek tylko
      ten, mimo że w innym substancja aktywna jest taka sama, tylko polski producent i
      tańszy. Dlatego po dyskusji zorganizowanej w TVN w dniu 8 listopada przestaję
      oglądać tą stację – jawnie widać, że są sterowani i obiektywizm nie należy do
      ich kanonu uczciwości w informowaniu społeczeństwa.
      Nie bez znaczenia było dla mnie stanowisko RPO z dnia 13 (piątek). Wreszcie
      odważę się powiedzieć coś, co dawno wyczuwałem. Biały bolszewizm. Zasada jego
      jest taka: WHO stwarza wizję zagrozenia, stymuluje niezadowolenie a organizacje
      współpracujące z nią, stają na czele niezadowolonych (patrz: PiS). Metoda
      działania znana w chrześcijaństwie. W przełożeniu na język dnia dzisiejszego
      brzmiałaby następująco: Od kiedy wymyśliliśmy piekło, to my k… możemy wszystko.
      Kraje Zachodu rozumieją to, kupują szczepionkę, bo nie chcą ani niezadowolenia,
      ani nowych, wątpliwych przywódców, w wątpliwej zresztą sprawie. Czy jednak u nas
      dla PiSu warto ponieść takie koszty?
      • 0nline Re: Dałem się omamić… 16.05.10, 13:39
        zamknięty
        Ja kupuję tanie leki tylko w internecie. Nie
        słucham lekarzy, bo najczęściej nieuki. Wiedzę czerpię z dobrych źródeł w
        internecie lub książek specjalistycznych. Leczę się sam. Nie chodzę do apteki
        kiedy nie muszę, bo wystarczy tylko kilka kliknięć i mam zamówione laki i
        kosmetyki i cokolwiek jeszcze chcę. Dwa dni czekam i mam paczkę w domu, bez
        stania w kolejkach. Za wysyłkę płacę parę zł zwykle mniej niż 10zł a oszczędzam
        na zakupach kilkadziesiąt. Apteka
        online
        to przyszłość. Nie ma czasu na czekanie w kolejkach skoro w domu
        można sobie wybierać do woli bez pośpiechu :)
    • Gość: jothagie W odpowiedzi gest Aborygenów... IP: *.olsztyn.mm.pl 15.11.09, 15:36
      zamknięty
      Opowiem trzy historie, które przez większość mego życia były wręcz
      niewiarygodne, ale teraz jakbym je rozumiał. Wreszcie są odpowiedzią na pytania
      i wątpliwości, których kiedyś nie znałem, a które dziś pojawiły się wraz z
      odpowiedzią. Właśnie taką…
      Miałem kiedyś dwie bardzo nobliwe ciocie, które były ważnym elementem mego
      wychowania patriotycznego. Obie przed wojną skończyły maturę na pensji u sióstr
      zakonnych a były niespotykanie inteligentne. Jedna zrobiła „karierę” jako
      służąca u słynnego kardiologa, najpierw we Lwowie potem we Wrocławiu, a druga
      całe życie była szefową kuchni w krakowskim zgromadzeniu zakonnym i kształciła
      młode zakonnice na kucharki. Spotkałem niedawno siostrę zakonną, która ją
      pamiętała, a szczególnie jej powiedzenie: „Jeśli sądzisz, że do serca mężczyzny
      trafisz przez żołądek, to koniecznie ureguluj przyrządy – muchy sporo wyżej, a
      szczerbinkę ociupinkę niżej...”. Obie nie żyją i gdy tylko jestem w tych
      miastach, to zawsze im świeczkę zapalam.
      Przy tej okazji nawiedza mnie wspomnienie pewnej rozmowy, którą już jako prawie
      pełnoletni chłopak z nimi odbyłem. Zapytałem wprost, co się stało, że nie wyszły
      za mąż i nie miały dzieci. „Czyżby popełniły jakiś błąd wobec kawalerów” –
      zapytałem. Otrzymałem klarowną odpowiedź, że wcale nie kultywują cnoty, że
      chętni byli, ale żaden z nich nie dawał gwarancji, że utrzyma rodzinę. Czasy zaś
      były takie, że było wiele chętnych raczej na utrzymanków. Decyzja więc
      staropanieństwa była świadoma i odpowiedzialna.
      I teraz fakt z innego kontynentu. Australia i historia Aborygenów. W historii
      tego ludu był taki moment, że na skutek ucisku, wyzysku i okrucieństwa
      kolonizatorów podjęli decyzję o zaprzestaniu rozmnażania się. To był taki
      pierwowzór gestu Kozakiewicza. Wydawałoby się, że prymitywny lud o kulturze
      zbieracko-łowieckiej, nie jest w stanie tego dokonać. A dokonał, skazując się na
      szczątkowe wręcz istnienie.
      I teraz gorzka refleksja. Rozmawialiśmy dziś z żoną, że gdybyśmy lat temu
      …dzieścia mogli odczytać historię czasu obecnego, to nigdy nie zdecydowalibyśmy
      się na posiadanie dzieci. Nie można egoizmu rodziców zamieniać na nędzę dzieci.
      Po pierwsze, żal tej młodzieży, która nie ma nie tylko pracy, ale i perspektyw.
      Po drugie, temu światu trzeba pokazać gest Kozakiewicza także w tej dziedzinie,
      nie mówiąc już o tym, że trzeba mu ułatwić, żeby nie musiał nas dobijać wojnami,
      terrorem, głodem, szczepionką (czy jej brakiem, bo to nie wiadomo) i brakiem
      elementarnych praw.
      P.S. Było to moje słowo na niedzielę.
    • Gość: jothagie Litania polityczna IP: *.olsztyn.mm.pl 16.11.09, 09:53
      zamknięty
      Wyborcy! Myjcie się. Zbliżają się wybory. Będą Wam wchodzić do doopy. Oj, będą.
      Rząd już od dawna jest nieustającym komitetem wyborczym. Wszyscy inni też nie
      próżnują.
      Elity! Szanujcie wyborców, bo ktoś musi na Was głosować, a poza tym kogo
      będziecie okradać jeśli wszyscy wyjadą.
      Emeryci! Przypominam Wam hasło zawsze na czasie: Popierajcie rząd czynem –
      umierajcie przed terminem.
      Klimatolodzy do dzieła! Zróbcie coś! Będzie gorąco, bo geotermia o. doktora
      sięga już do piekła.
      Mohery! Wspomagajcie fundusz, bo do uratowania jest jeszcze jedna stocznia.
      Producenci aut! Dla elit produkujcie limuzyny z przyciemnionymi szybami, by im
      było wygodnie nic nie widzieć.
      Neofici! Odwalcie się. Ręce precz od wszystkiego…
      Obłudnicy! Podsłuchy wam przeszkadzają? A Bóg widzi i słyszy wszystko.
      Biskupi! Zamieńcie wreszcie to placebo na prawdziwe opium dla ludu.
      RM! W konkursach religijnych z nagrodami dawajcie realne nagrody - kałasznikowy
      i granaty.
      Specjaliści od wizerunku! Ucywilizujcie tego dzikiego człowieka władzy.
      Żydzi! Podziwiam Was, że jeszcze nie zapragnęliście stanowiska prezydenta USA. A
      wokół…
      Panie C! Nie chcesz być prezydentem? To czas na zmianę: żubr na Isabel a
      Gargamel na prezydenta!
      Ewolucjoniści! Homo homini lupus est… A Wy co na to?
      Rolnicy! Siała baba mak i dalej nie widziała jak… To po co my jesteśmy w tym
      Afganistanie?
      Łapówkarze! Załóżcie sobie kasy fiskalne, albo płaćcie podatki – będziecie
      lobbystami.
      Trybunale Konstytucyjny! Orzeknij coś wreszcie o Komisji Rabunkowej.
      O Panie z Sokółki! Daj się sklonować i jak ongiś w Jerozolimie przepędź kapłanów
      kupczących wokół świątyni.
      O sancta simplicitas! Ora pro nobis. O święta błazenado! Popełnij eutanazję. O
      święta przestępczości! Udław się wreszcie. O święta głupoto! Spiep… z tego kraju.
      P.S. My home is my castle. I wiem, że bardzo się tym przejmiecie…
    • Gość: jothagie Niebezpieczna ulga IP: *.olsztyn.mm.pl 17.11.09, 14:10
      zamknięty
      W „Przekroju” ukazał się wywiad Piotra Najsztuba z Markiem Kondratem na
      okoliczność półmetka rządu Donalda Tuska. Krótkie omówienie publikacji z
      uwypukleniem zasadniczej tezy ukazało się w Internecie:
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7261337,Marek_Kondrat_o_polityce__Ulga_po_braciach_trwa_do.html?skad=rss
      Zainteresowała mnie dyskusja, bo ona pokazuje stopień zorganizowania głupoty na
      dowolny, choć społecznie wrażliwy temat. Wiadomo zaś, że społeczeństwo skrajnie
      podzielone ma sporo wrażliwych tematów. Dlatego ja jestem za wyrażaniem własnego
      zdania, koniecznie uzasadnionego i najlepiej na temat, w którym wiemy coś na
      pewno. Żeby nie było tak jak w przypadku grypy, gdzie zdania ludzi nauki są
      mniej warte, niż sprzedajnego politycznie dziennikarza. Ale wróćmy do wywiadu.
      Choćby na tym przykładzie widać, że łatwo jest rozpętać trolling, który psuje
      ludzi do tego stopnia, że żadnych granic nie uznają. Nie ma mądrych, żeby to
      zatrzymać, bo im dla kogoś gorzej, tym dla kogoś innego lepiej. Ta wątpliwa
      zasada zjada nasz potencjał przeciwstawienia się dowolnej przeciwności, bo zło
      jest jedno i już zostało zdefiniowane. To polityczne predefiniowanie dobra i zła
      niszczy nasza moralność w samej aksjologii. Zostaniemy ludźmi bez twarzy, albo
      takimi, których stać na dowolną, opłaconą twarz.
      Podzielam zdanie M. Kondrata, że po poprzednich rządach należy nam się ulga.
      Doświadczamy jej, ale czas oddzielić nasze prawo do niej, od błogostanu
      nicnierobienia. Obalenie czegokolwiek w historii nie jest automatycznie
      przepustką do przyszłości. To tylko działanie wypełnia sens dziejów, a w tym
      przypadku tego brak. Zostawmy już braci samych sobie, chociaż, kiedy już wiemy,
      do czego są zdolni, to doglądajmy ich jednym okiem, ale generalnie róbmy coś. W
      tej nowej rzeczywistości już drugi raz mam wrażenie, że bezpowrotnie tracę, cos
      bardzo istotnego. Coś co akurat spotkało mnie w socjalizmie. Tak! W socjalizmie…
      Otóż dech mi zaparło mi dwa razy. Pierwszy, gdy wyjechałem poza Kraków. A w
      Krakowie byliśmy tak szczęśliwi, że nawet do Nowej Huty nie było potrzeby
      jeździć. Zobaczyłem rozmach odbudowy i ludzkie nadzieje. Drugi raz, w bezdech
      popadłem w Berlinie Zachodnim. Podobnej sytuacji oczekiwałem, gdy ogłoszono
      „koniec komunizmu”, ale regularny oddech powrócił mi bardzo szybko. Podobnie dwa
      lata temu, gdy obalono wiadomy rząd. Dziś nie powiem, żebym miał, co opowiadać
      wnukom.
      Dziś jest, jak kiedyś w Krakowie. Dobrze. H. Franka już nie ma, a I. Koniew na
      obrzeżach. Można nie wiedzieć, kto rządzi. Można nie przekraczać granic miasta.
      Można życie wieźć na Rynku lub na Plantach. Można również w mieszkaniu, do
      czego akurat jestem zmuszony, bo każde wyjście to wydatek…Jeśli jest się młodym,
      to nawet dzwony nie przeszkadzają w spaniu. Jest jednak różnica; nie mogę
      założyć, że nie istnieje inny świat i inny sposób jego zorganizowania. Inny, to
      znaczy, egalitarnie dający ludziom szansę. Elitarności już mam dosyć…
    • Gość: jothagie Auto-da-fé agnostyka: IP: *.olsztyn.mm.pl 19.11.09, 09:52
      zamknięty
      Wierzę tylko temu, kto wie, ale nie wierzę temu, kto wierzy. A do godnego i
      uczciwego życia potrzebne mi jest tylko prawo. Nie muszę mieć moralności innej,
      niż ta, która do tego prawa mnie przysposabia i która jest moją własną
      refleksją. W tej sprawie mam zapotrzebowanie na zdrowy rozsądek. I chociaż
      wyczuwam go najczęściej intuicyjnie, bo zarozumiałością jest wszystko
      przymierzać do własnego sposobu myślenia, to w sprawach społecznych, w tym także
      politycznych, prześladuje mnie jakiś alarm – zawsze kiedy zdrowy rozsądek
      zostaje zdradzony. A wiadomo, zdradzony rozsądek jest jak zdradzona Dynona (z
      Eneidy Wergiliusza), zapowiada zemstę: nadejście mściciela - Hannibala. Przy
      czym każdy ma takiego Hannibala na jakiego sobie zasłuży. Patrzę, kiedy stanie u
      bram…A jest to możliwe w kraju, gdzie oprócz zdrowego rozsądku i przyzwoitości
      można się spodziewać wszystkiego. W świadomości politycznej cały czas obracamy
      Machiavellego, w świadomości religijnej dopiero dogaszamy stosy pod
      czarownicami, a w świadomości kulturowej cały czas Kaplica Sykstyńska…
      P.S. Życie zawsze uważałem raczej za przyjemność niż za obowiązek, chociaż
      zobowiązania, a nazbierało się ich trochę, wzięte w trakcie bytowania zmieniły
      moją optykę. Żyję więc z obowiązku, ale przeraża mnie, że głupota spowoduje, iż
      u bram stanie jakaś świńska grypa. A u nas ministrowie (zdrowia) wierzący w
      cuda…Grypa jak grypa, minie. Przeraża mnie jednak to, że u bram stoi kolejna
      zaraza - grypa ośla, czyli nowa afera, a u ludzi za grosz honoru. Zauważyli to
      biskupi chociaż własne „zasługi” w tej kwestii przemilczeli. Tradycyjnie własnej
      „belki” w oku nie widzą.
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7106935,Biskup_do_prawnikow__Uporzadkujcie_to_.html?skad=rss
      Cóż, mój agnostycyzm trzeźwi fakt, że nawet u dalmatyńczyków nie widziałem, żeby
      ogon merdał psem. Niech się więc rzeczy toczą wg psiej logiki, cokolwiek by to
      miało znaczyć.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka