yadol Re: Zrozumieć politykę naszych elit 19.12.10, 09:45 zamknięty witaj jhg do tego co napisałeś dzisiaj dodałbym niechęć i pogardę jaką okazują żydzi Polakom w stanach, jest to wprost bulwersujące z jaką wyższością odnoszą się do nas miałem okazję przekonać się o tym na własnej, polskiej skórze Link Zgłoś
Gość: jothagie Grudniowe refleksje IP: *.olsztyn.mm.pl 21.12.10, 06:32 zamknięty Wyborczy „sukces” Warota pokazuje chyba dobitnie, ze wyborcy nie przepadają za tego typu rozrywką, uprawianą w ramach grzebania w szambie. Gdyby chociaż wyciągano z niego perełki. Okazuje się, że czynność ujawniania wcale społeczeństwu nie pozwala być lepszymi. Wprost przeciwnie, niepotrzebnie nazwano grzechem to, w co bawiło się zbyt wielu i zbyt zacnych obywateli. Współpraca ze służbami pokazała, jak w przypadku narkomanii, że nie jest to choroba marginesu, ale sięgnęła rodzin z pozycją. Od tej chwili nic nie daje ujawnianie nowych faktów, a liczy się tylko naprawianie szkód i profilaktyka na przyszłość. Gdyby Warot mógł zadziałać w tej sferze, gdyby miał takie możliwości, to jego wynik wyborczy byłby inny. Niestety, w tej mierze, nic nie może zrobić dla społeczności lokalnej. Stanął wobec takiego samego problemu, jak ci, co decyzję o współpracy kiedyś musieli, lub będą musieli podjąć. Stan wojenny – walczymy o pamięć, ale nie walczmy z pamięcią. Pierwsze powierzyłbym historykom. Przyjdzie taki okres, że to będzie tylko historia – bez polityki i bez polityki historycznej. Napiszą to porządnie, chociaż kilku „szkół” już dziś można się spodziewać. Nie widzę więc sensu, żeby dziś angażować się po którejkolwiek ze stron. Jeśli komuś potrzebna jest ta „polityczna religia”, to trudno – niech rocznice obchodzi tak, jak mu potrzeby dyktują. Przy okazji, nie walczmy z pamięcią. Przecież niektóre rzeczy, to ja doskonale pamiętam. To tylko Solidarność i jej kombatanci widzą przeszłość inaczej. Pamiętam, ile osób odetchnęło z ulgą. Przecież pamiętam te plany wieszania „zamiast liści”. Nie bądźmy jak ten żołnierz japoński – zmiana się dokonała i warto z kłamstw już wyjść. Nikomu one nie są potrzebne. Nienawiść jest już zbędna. Kto się dorwał, ten się załapał, a innym pozostało kombatanctwo w pieprzeniu głupot. Owszem, oni to robili, ale na naszych oczach i dobrze zapamiętaliśmy, jak to wyglądało. Pomilczeć trochę wypada... I jeszcze jedno. Chcecie IV RP? Jeśli tak, to trzeba odebrać władzę tym, co to wizję III PR przejęli od Jaruzelskiego, Kiszczaka i innych. Nie ma co przed społeczeństwem robić za „młode wilczki” - trzeba się zmierzyć z władzą w walce o władzę. Póki co, jest to śmiech na sali i społeczeństwo pójdzie na stracenie z cynicznymi cwaniakami niż z ideowymi durniami. I winę za katastrofę poniosą durnie, a nie otumanione społeczeństwo. Idą święta. I znów musimy przeżyć coś, co nie buduje nas psychicznie. Po pierwsze, komercjalizacja, która brutalnie sprowadza nas do roli klientów i właścicieli portfeli. Cały rok musimy czynić zakupy, ale takie uprzedmiotowienie zdarza się tylko z okazji wielkich świąt. Już któryś rok wychodzę z tego połamany mimo że mieszczę się w takim stanie społecznym, który nie daje i nie dostaje prezentów pod choinkę, któremu strawa wigilijna od normalnej różni się tylko zupą rybną i upieczonym karpiem. Po drugie, na różne sposoby wzmaga się ofensywa religijna. Chciałbym zatrzymać łączność z tradycją, ale nie interesuje mnie ustalanie nowych związków z religią. Nie zamierzam z tym walczyć, bo mogą to być autentyczne ludzkie potrzeby, ale optowałbym za uskromnieniem religijnych pretensji do wpływu na społeczeństwo. Impreza zakończy się, a człowiek, jak po radości z nowo narodzonego w rodzinie, pozostanie z troską o jego utrzymanie, a może nawet z długami. Nowy rok bieży. Cóż, cały w jasełkach leży. I jak co roku, trudno cokolwiek powiedzieć o następnym. Trudno cokolwiek przewidzieć. Zatraciliśmy normę zmian na lepsze. Człowiek, który miesiąc listopad spędził u rodziny na Białorusi, powiedział mi, że on to zrozumiał. Praca jest, pensja jest, emerytura jest i nie ma strachu przed nowym rokiem. Aż mi się wierzyć nie chce, że u nas za Gierka było podobnie. Podobnie też, no może lżej, traktowano opozycję wszelaką. Wątek białoruski jest tu zupełnie przypadkowy, ale budzi uzasadnioną refleksję, po co im ta demokracja, jeśli próg nowego roku mogą przekraczać zupełnie spokojnie? Zupełnie też nie rozumiem naszego stanowiska. Mamy demokrację i dobrze nam tak, że nam tak dobrze... Dlaczego więc innym musimy narzucać to szczęście? Sądzicie, że Białorusinów uszczęśliwi demokratyczny wybór prezydenta, na wzór Olsztyna? Sądzicie, że potrzeba im demokracji, w której, jak w kasynie, zgrają się wszyscy, oprócz właściciela? Przyznam, że czasem jestem jak ten Owidiusz: „widzę i pochwalam to, co lepsze, ale idę za tym, co gorsze". Na razie zadaję sobie pytania, a chronię się przed negacją. To zapewne do czasu... P.S. Za sprawą pogody żyjemy klęską PKP. Róbmy coś z tym, bo gdzie nasi desperaci będą sobie odbierać to ciężkie i bezbarwne życie. nasygnale.pl/kat,1025345,title,Sygnal-hamulec-i-czekanie-na-smierc,wid,12964559,wiadomosc.html?ticaid=6b744 Link Zgłoś
Gość: jothagie Mandat za niemanie numerka IP: *.olsztyn.mm.pl 22.12.10, 06:33 zamknięty wiadomosci.onet.pl/regionalne/poznan/nadgorliwy-policjant-mandat-za-brak-numerka,1,4080963,region-wiadomosc.html I właśnie to mi się podoba. Sami pracujemy na swoja opinię, a niektórzy są tak pracowici, że pracują na całą grupę zawodową. Ale tak było, jest i będzie... Za „niemanie” Polska wzbogaciła się już chyba dostatecznie. Kilka razy w życiu zapłaciłem mandat i zawsze niesłusznie. Tak się przynajmniej mówi...Przykładowo, w tramwaju za niemanie biletu, choć ten bilet ostatecznie znalazł się gdzieś w książce. Raz za rozbicie namiotu w górach i niemanie zezwolenia, choć od 7 roku życia nocowałem tam z nauczycielem i kolegami a karzący znał mnie, ale bał się tych, co byli ze mną. Miałem też jakiś kłopot z PKP, ale nie mogę sobie przypomnieć, o co chodziło. Nie zapłaciłem natomiast mandatu jako kierowca, ani w kraju, ani za granicą. To uważam za sukces, bo lubiłem szybką jazdę i w pewnym okresie miałem w co deptać... Nie lubię mandatów i nie lubię karzących nimi. Dlatego unikam sytuacji i nawet mam numerek na drzwiach. Sam jednak chętnie ustanowiłbym mandat za niemanie instynktu politycznego. Wiadomo, że po najbliższych wyborach w parlamencie mogą się znaleźć te cztery partie, które znamy i których o nic twórczego posądzić nie możemy. To znaczy, bylibyśmy naiwni wiążąc jeszcze z nimi jakieś nadzieje. Czyli te partie zostawiamy w spokoju. Wymieńmy te pozaparlamentarne: Unia Polityki Realnej, Krajowa Partia Emerytów i Rencistów, Polska Partia Pracy, Prawica Rzeczypospolitej, Ruch Poparcia (J. Palikota), Socjaldemokracja Polska, Stronnictwo Demokratyczne, Wolność i Praworządność, Unia Pracy, PJN i pomniejsze. Nigdy same nie wejdą do parlamentu. Może poza Ruchem Poparcia i PJNem. A gdyby tak zawrzeć „zdechły” sojusz i wystąpić pod skrzydłami jednej partii. Dla całej Polski można wylosować miejsca na listach – takie same w całej Polsce. Nastąpiłaby próba sił. Jest tylko jeden skopuł – fundusze można podzielić, ale jak ustalić kilka wspólnych tez programowych. Wyborca - sympatyk mógłby oddać głos na swojego. Mandaty byłyby murowane. Problem tylko, jak utrzymać potem jedność i jednolity front. Tego sobie nie wyobrażam, chociaż sam pomysł mnie podnieca, bo byłoby to wywrócenie obecnej sceny politycznej, co jest wręcz konieczne. Niestety, wybrani lubią być sprzedajni. I za niemanie twarzy także mandat się należy. Taki mandat trzeba by ustalić jeszcze przed podpisaniem jakiejkolwiek koalicji. Ciągnie mnie jeszcze do doświadczenia z zakresu political - fiction, a mianowicie do ustalenia mandatu za niemanie twarzy. Przecież wszędzie na świecie, może poza Palestyną, Kurdystanem i podobnymi, dochodzi do ustalenia aksjomatu politycznego numer 1 – jest to racja stanu danego państwa. U nas siły tak są rozłożone, że zawsze znajdzie się taki, co to się w ubikacji zatrzaśnie, żeby wszystko w kupę obrócić. Czym innym są strategiczne sojusze, a czym innym reprezentowanie tu interesu innego państwa. Nie mówicie mi tylko, że tego nie widać. Jeśli nawet „przykrycie” obmyślają inteligentni ludzie, to w sumie i tak nie ma zbrodni doskonałej. Zresztą, niektóre pociągnięcia nie dbają nawet o formę – robi się je na przysłowiowego chama. I to podniósłbym do rangi mandatu za niemanie twarzy, a ludzi bez twarzy odsyłałbym do klinik penitencjarnych, bo tam ich właściwe miejsce. P.S. Z rozrzewnieniem wspominam jak D. Tusk szedł do wyborów, to przed narodem obiecywał, że nie będzie prywatyzował KGHM. A jak wyszło w praktyce? Jeśli teraz naród premiuje go za kłamstwo (sondaże), to cóż wart jest ten naród? Umiera ze strachu przed pozostałymi partiami? To niech sobie naród stworzy szansę, żeby nie bał się nikogo... Naród powinien czuć się zachęcony do eksperymentów po jednym z największych doświadczeń politycznych – koalicji PiS, LPR i Samoobrona. Później wszyscy wszystkich zdradzili. Teraz naród może sobie pozwolić na zdradę wobec niesłusznie wybranych... W tym celu po naszej stronie musimy dokonać istotnego zabiegu. Po pierwsze, w polityce jesteśmy ukształtowani na określony odbiór rzeczywistości, czyli ponieważ nie umiemy jej sami odczytać, więc zdajemy się na odczyt innych. To sposób myślenia wzięty z religii, choć protestantyzm zrezygnował z tego (tłumacza: od Ksiąg do ludu). Po drugie, jesteśmy nastawieni na specyficzny sposób myślenia, czyli wiara (nawet w sensie niefideistycznym) jest podstawą naszego myślenia. Czeka nas wprowadzenie polityki do naszej świadomości jako autonomicznego sposobu widzenia rzeczywistości (gospodarczej i społecznej szczególnie) i takie o niej myślenie. To bierzmy sprawy w swoje ręce a politykę do swojej świadomości. Musimy być lepsi od tych, co to politykę mają na sprzedaż... Link Zgłoś
Gość: jothagie O wyższości kultury nad mitem... IP: *.olsztyn.mm.pl 26.12.10, 17:30 zamknięty Święta spędziłem bez mitu, ale zgodnie z kulturą, która na tym micie wyrosła. Kulturą judeo – chrześcijańską. Cenię sobie ową więź kulturową dlatego, że ze skarbnicy mogę brać to, co jest mi potrzebne, a nikt mi nie musi tłumaczyć, w co powinienem wierzyć i co powinienem robić. Nie interesuje mnie więc to, że Jezus urodził się od 4-6 lat wcześniej, niż mówi to mit. Także jest mi obojętne, że urodził się na wiosnę a nie w grudniu. Z szacunkiem podchodzę również do obu kalendarzy – gregoriańskiego i juliańskiego. Ciekawostką jest może to, że święta Bożego Narodzenia ustalono na grudzień celem „przykrycia” pogańskich świąt urodzin Mitry (IV w. kiedy religia chrześcijańska staje się religią państwową i Mitra zostaje zdetronizowany). Nie ma więc znaczenia, czy to jest to, czy to, czy nawet, że jest to Sol Invictus (zwycięstwo Słońca) – połączyłem tradycję moich rodziców i rodziców mojej żony. Odwiedziliśmy również dwie świątynie – katolicką i protestancką. Jedno jest pewne – nie dałem się wciągnąć nowej świeckiej tradycji – marketingowo telewizyjnemu charakterowi świąt. Wolny czas poświęciłem przeczytaniu tego, co na takie okazje odkładam. Ogólnie, zastanawiałem się nad szansami rozwoju tej judeo – chrześcijańskiej kultury w naszym kraju, tym bardziej, że wokół zaczyna przyśpieszać laicyzacja - wiadomosci.onet.pl/swiat/znaczny-wzrost-liczby-wystapien-z-kosciola-w-niemc,1,4090949,wiadomosc.html. Zawsze dużo daje mi do myślenia to, co mówią byli duchowni, bo nikt z nas nie ma wglądu do wewnątrz, a bez tego trudno zrozumieć obiektywność procesu laicyzacji. Stąd Tadeusz Bartoś: Wprost, 52-53/2010 lub skrót: cytowalnia.hoga.pl/news/10201/Ksiadz-to-zarzadca—ktory-mowi---ty-rob-to--ty-tamto-.html. Żeby zrozumieć kłopoty naszego Kościoła trzeba rozumieć słabości naszego antyklerykalizmu. To niewiele ma wspólnego z religią (nawet po odrzuceniu mitu pozostaje przecież kultura – judeo chrześcijańska), procesem ateizacji (subiektywnym zawodem lub urzędowym wymuszeniem) i procesem laicyzacji (obiektywnym procesem). Słabość naszego antyklerykalizmu zasadza się na braku kultury (dokładnie wychowania) warstwy klerykalnej. Przecież my usiłujemy walczyć z tym, co przy odrobinie dobrego wychowania duchownych nie powinno się w ogóle wydarzyć. To oni są zaczątkiem wszelkiego antyklerykalizmu. To przykre, że duchowieństwo w swoich seminariach i towarzystwach, w których jest im dobrze, wyrasta z zupełnie innej epoki. Społeczeństwo dawno już poszło do przodu. Wspólnota ewangeliczna rozwarstwiła się a anachroniczni duchowni działają destrukcyjnie na rzecz „prawd” ewangelicznych. Na dobrą sprawę można by to zostawić do rozwiązania duchownym i wiernym, gdyby nie fakt, że ten proces wychodzi daleko poza parafię. Uderza w struktury państwowe, które ze względu na wielorakość religii i ze względu na faktycznie istniejącą bezwyznaniowość powinny być od tego rodzaju wpływów wolne. P.S. Jeśli już jesteśmy przy bieżącej lekturze to polecam wiadomosci.onet.pl/swiat/wsciekli-ludzie-zlinczowali-kaplanow-voodoo,1,4090985,wiadomosc.html bo nie wiem, jak długo można słuchać tylko o jednym: www.fakt.pl/Arcybiskup-na-pasterce-o-krzyzu,artykuly,91356,1.html Abp. „zaapelował do wiernych, aby nie pozwolili sobie na odebranie naszej europejskiej, polskiej, chrześcijańskiej kultury, wyrosłej z ewangelii, naszej tradycji narodowej, która nakazuje wszystkie wydarzenia odnosić do Boga”. Abp. Nie chce zauważyć, że Europa eliminuje pazerność mitu a nie kultury. Otóż ja nie mam wrażenia, że ktoś mi cokolwiek odbiera. Przeciwnie, mam wrażenie, że ktoś mi coś narzuca, a wydarzenia, jeśli to tylko możliwe, usiłuję odnieść do kultury a nie do mitu. I to pasuje memu agnostycznemu sposobowi myślenia. U mnie w bloku, w bardzo wierzącej rodzinie, już drugi dzień trwa głośne śpiewanie kolęd, na przemian ze „Sto lat”, „Góralu..” i pieśniami stosownymi do czynności podnoszenia. Czas, żeby wreszcie zaczęło się bicie żony i dzieci, bo bez tego święta nigdy się nie odbyły. Potem wizyta policji, bo ktoś równie religijny nie wytrzyma tej kultury Krzyża (cierpienia), a od jutra zacznie się dochodzenie, kto zawiadomił... Jeśli o mnie chodzi, to kupiłem sobie i żonie stopery do uszu na noc – też taka nowa świecka tradycja. Link Zgłoś
edico Re: O wyższości kultury nad mitem... 05.01.11, 12:36 zamknięty Chyba najbardziej trafnie pewną sentencję wyraził ks. prof. Józef Stanisław Tischner: "Jeszcze nie widziałem nikogo, kto stracił wiarę, czytając Marksa, za to widziałem wielu, którzy stracili ją przez kontakt z księżmi." Gdzie indziej czytamy: [W polskim katolicyzmie mamy do czynienia] z postawą nie bardzo na serio traktującą poglądy drugiego człowieka. (...) Jest tu specyficzna wizja religijności i świętości – wizja heroizmu poświęceń bez heroizmu myślenia. Może nawet bywa i heroizm myślenia, ale bez samokrytycyzmu. Mimo wszystko nikt w Polsce nie wpadł na pomysł kanonizacji Kopernika, chociaż jego odwaga w obronie prawdy była może większa od odwagi niejednego idącego na szybką śmierć.(...) Ma to i tę dobrą stronę, że się myślicieli nie pali, bo nie nadaje im się nadmiernej rangi. Link Zgłoś
Gość: jothagie Znak, nie znak – leży na wznak IP: *.olsztyn.mm.pl 28.12.10, 06:35 zamknięty Trochę ucichło, to trzeba sprowokować ludzi do wojny o krzyż: www.fakt.pl/Arcybiskup-na-pasterce-o-krzyzu,artykuly,91356,1.html Tak sądziłem, że pozycja z „Wprost” (14 sierpnia) www.wprost.pl/ar/205665/Holland-Kaczynski-chce-zawlaszczyc-jak-najwiecej-przestrzeni-dla-zwlok-swojego-brata/ obudzi zainteresowanie problematyką od takich: „Jak to pięknie wygląda jak dwoje żydów... ubolewa nad dolą Polski przy ciepłych posadkach” do takich:www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1346:holland-o-polakach&catid=60:publicystyka&Itemid=124 W sumie, pozycje nie są warte naszej uwagi, ale jeśli ktoś widzi w tym problem, to dlaczego nie pochylić się nad tym. Może tylko jeden problem poruszę, bo mnie śmieszy z powodu braku logiki. Jak już o tym kiedyś wspominałem, uczęszczałem do jednego z nielicznych (za komuny) prywatnego LO. Wśród wielu dziwnych przedmiotów miałem również logikę. Uczył mnie tego przedmiotu ksiądz, o którym z dumą mówiło się, że jest wierzący i praktykujący, co nie należało do częstych przypadków. Dlaczego o tym wspominam? Jeden z przykładów wówczas analizowanych, pasuje do dzisiejszej rzeczywistości. Na przykładzie krzyża analizowaliśmy mianowicie pojęcie znaku. Spróbuję to powtórzyć, chociaż nie ręczę, czy po tylu latach zrobię to dokładnie. Każdy znak (symbol) składa się z trzech elementów: 1. Tak zwanego substratu (materialne tworzywo jak drewno, metal, itp. - uwspółcześnię, także puszki po piwie „Lech”). 2. Treść – zespół wartości, np. wiara, przeżycia religijne, itp., czyli wszystko to, co będzie kojarzone z tym substratem materialnym. 3. Reguły znaczeniowe nadane przez jakiś autorytet w zakresie „treści”, np. poświęcenie krzyża przez duchownego, dla odpowiedniego miejsca, czy użytku. Co istotne, w ramach ćwiczeń obeszliśmy wszystkie świątynie w mieście zapoznając się z datą ich konsekracji, obiekty z krzyżem z datą ich poświęcenia, ale odwiedziliśmy również krzyż nad rzeką wystawiony przez rodziców po samobójstwie córki, a także przydrożne krzyże „powypadkowe” które nie zostały przez księdza poświęcone. Przy tych ostatnich zostaliśmy zwolnieni z obowiązku uchylania nakrycia głowy, bo „krzyż nie może być nobilitacją dla szaleńców”. Oczywiście, „każda sposobność do refleksji jest ważna”. Dziś to mnie trochę śmieszy, ale w tym coś jest. Szczególnie ta reguła: „dla odpowiedniego miejsca, czy użytku”. I koniecznie, żeby nie byle kmiot ustanawiał te reguły... P.S. Problem wrócił i chyba nie będziemy od niego wolni: wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Nowy-krzyz-stanal-przed-Palacem-Prezydenckim,wid,12792407,wiadomosc.html Pewnie musimy oswoić tę siermiężną religijność. Ten religijny sztafaż przypomina mi moją sąsiadkę, która co sobotę myje swoje drzwi wejściowe i po wyschnięciu maluje na świeżo kredą K+M+B ale nie potrafi wymienić imion Trzech Króli. Mówi, że jakieś takie żydowskie, ale nie pamięta... Wydaje się, że krzyż jako symbol religijny, na naszych oczach przeszedł zmianę w świadomości ludzi. Zmianę, która pomniejszyła jego znaczenie. Od uwielbienia, poprzez tolerancję do prowokacji, niekoniecznie pozytywnej. wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,8166523,Pospieszalski_ws__krzyza__Zawsze_mozna_sie_odwolac.html I może jeszcze coś optymistycznego: Polska ewidentnie przyspiesza: Wigilia w połączeniu z Golgotą: kontakt24.tvn.pl/temat,wigilia-pod-krzyzami-przy-palacu-prezydenckim,56316.html. Zastanowił mnie fakt, że brazylijski Chrystus nie ma korony a nasz ma. Sprawę rozjaśnił mi 46 numer Polityki i Piotr Sarzyński w artykule „Pojedynek na Chrystusy”. Polecam, bo okazuje się, że nasza megalomania nie liczy się nawet z tradycją historyczno – heraldyczną. Owszem, Chrystusowi założono koronę, ale nie jak królowi (corona clausa), tylko jak wasalnemu księciu (corona aperta). Teraz mądrzy ludzie wiedzą to bez słów, że po przyjeździe do Świebodzina trzeba najpierw homagium złożyć proboszczowi. Link Zgłoś
Gość: jothagie Kaczyński bez partii... IP: *.olsztyn.mm.pl 29.12.10, 12:09 zamknięty To oczywiście przyszłość, bo obecnie mimo rozłamu na taka klęskę jeszcze się nie zanosi. Pozostawianie wodza będzie procesem wieloetapowym. Czy pojawi się przy tym jakaś subtelna gra? Wątpię, bo niby kto ma zadatki na subtelność? Nie widzę. Tusk ma niezłe zaplecze intelektualne i wygląda to nawet błyskotliwie, ale w żadnym wypadku równać mu się (głowa na głowę) z Kaczyńskim. Kaczyński to w polityce klasyka, chociaż jeśli chodzi o głowę, to coś mu się ostatnio porąbało. I zaryzykuję, że to kolejny okres remisji. Nie ogarniam tego, a nadto, wg moich założeń, to stracony czas zastanawianie się nad woltami Prezesa. Podziwiam jednak, że przetrwał ten najtrudniejszy dla siebie rok. I wcale nie jestem pewien, czy za tym nie kryje się jakiś diabelny plan, który wywróci sytuacją polityczną w kraju. Lepiej, żeby nie, bo znów wiele krajów nie zechce z nami rozmawiać. Złośliwi uspokajają, bo po zestawie personalnym rozłamowców widać, że na czele spisku „stoi” sam Lech, a niemożliwe, żeby dyrektywy Jarosława dotyczyły tak odległej przyszłości. Natomiast inicjatywa JKR (”Joasi”) jest doskonałym wyjściem dla tych z prawicy, którzy mają przekonania jakie mają, w tym również tradycyjne wartości, ale nie chcą się wstydzić z powodu należenia do PiSu. Bo fakt jest taki, że można tam trwać w samo upokorzeniu, ale po co marnować energię, jeśli przyszłościowo jest ona potrzebna z zupełnie innym zagadnieniu. Z tych powodów wierzę, że uda się rozłamowcom stworzyć i klub parlamentarny i partie polityczną i zachwycająco się różnić od pierwowzoru. Jest tylko jedno zmartwienie, ale ono mnie nie napada, czy to nie jest spektakl wyreżyserowany, tym bardziej, że tu i ówdzie można odczytać didaskalia. Najlepiej atmosferę czytają zawsze działacze. A działacze... wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,8824716,Dzialacze_PiS_w_Warszawie_przechodza_do_nowej_partii.html Papierkiem lakmusowym będzie Kk, który w polityce porusza się z gracją słonia w składzie porcelany i do trzymania cudzych tajemnic nie jest skłonny. A na pewno zechce wiedzieć, co jest grane. W ten sposób i my będziemy wiedzieć, bo jakiś „Filozof” sypnie morałami z ambony, a inicjatywa osłabnie nieco. Rzecz w tym, że religia nie będzie już pełnić roli widocznego spoiwa. Już nikt nie powie „zatopimy Platformę”, bo to osłabiłoby równie liberalną część PiSu. Będzie więc następować przeciekanie ludzi, bo nawet ambitni nie są skłonni do pozycji „na kolana”. Wniosek: Kościół powinien z tego rodzaju działalności raz na zawsze sztandar wyprowadzić. Jego ciągotki do sterowania polityką staja się samobójcze. Żadna tego typu inicjatywa prawicowo - kościelna nie prowadzi do władzy, a religia to zbyt mało, żeby utrzymać jedność polityczną. Tylko władza cementuje polityków – perspektywa jej zdobycia i cel jakim jest jej utrzymanie. Przy tej okazji refleksja ogólniejsza. Mimo, ze potrafię znaleźć pozytywy w PRLu to zdaje sobie sprawę z procesu, który przez pryzmat dwudziestolecia przedwojennego i dwudziestolecia III RP trzeba nazwać po imieniu „wykoślawianiem narodu”. Generalnie nie udało się to z wielu względów. W PRLu silną pozycje miał Kościół i odegrał on sporą rolę. Dobrze odczytał znaki czasu i dobrze wyczuwał słabości tego systemu. Teraz też trwa, inne, ale również wykoślawianie narodu. Szkoda tylko, że Kościół sam bierze w tym udział, poprzez upowszechnianie naiwnej religijności i przede wszystkim politycznej religijności. To jest absolutne cofanie społeczeństwa nawet wobec tych nielicznych pozytywów PRLu. Kościół jest przerażony świeckością wykształcenia i laicyzacją społeczeństwa, której kierunku w Polsce zaledwie się domyśla, a którą dobrze zna z Zachodu. Nie chce przyjąć tego jako naturalnego procesu i robi wiele kroków fałszywych. A przecież już tylko patrząc na obecna politykę, nic nierobienie daje lepsze rezultaty, niż angażowanie doktryny i autorytetu. Na szczęście, naród broni się sam. P.S. Nie muszę tego mówić, ale mocno przeżyłem katastrofę smoleńską. Kiedyś straciłem krewnego w takiej katastrofie i tkwi to we mnie do dziś. Bywam w Lasach Kabackich i wtedy z życia rozumiem jakby mniej. Mam jednak ostrzejsze spostrzeżenie w sprawie smoleńskiej. Ból wszystkich poszkodowanych w katastrofie smoleńskiej jest taki sam i nie można wycenić, czy ktoś bardziej cierpi. Dziwne tylko, że u jednych wpływa to na powagę i rozwagę a innym na jakiś rodzaj zmendowacenia. Wpływa to istotnie na moje współczucie, bo nie mam pewności, że łączę się z nimi we właściwych uczuciach. A chciałbym... Naprawdę zależy mi na prawdziwości wszystkiego wokół tej sprawy. A ponieważ wszystko idzie w złym kierunku, to Jachranka wydaje się być planem „B”, czyli na wypadek następnej przegranej. Link Zgłoś
Gość: jothagie I have a dream... IP: *.olsztyn.mm.pl 01.01.11, 09:57 zamknięty Tradycyjnie od wielu lat, tym utworem (koniecznie Nana Mouskouri), może jako jednym z wielu, zaczynam nowy rok. Polecam w ramach budowania nastroju na nowy rok: www.youtube.com/watch?v=HCXIGJ9y9rk&feature=related, zanim okaże się, że były to yesterday's dreams www.youtube.com/watch?v=EHLoj9OAmqc&feature=related. Zaczynany nowy rok. Wiele po nim można oczekiwać, bo przecież dla tych, co przeżyją przyszłość nie jest pusta. Sporo jest życzeń i oczekiwań, jednak punktów pewnych jest niewiele. Takim punktem raczej pewnym są wybory parlamentarne, z którymi wiążę nadzieję w sensie świadomościowym. Osobiście nic mi to pewnie nie załatwi, ale ciekaw jestem, jak wielu podejmie walkę o przyszłość. Jeśli rezultatem będzie, to co jest, to znaczy, że walki nie podjęliśmy, albo ją przegraliśmy. I na to się zanosi: wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Kto-dzis-wygralby-wybory-najnowszy-sondaz,wid,12994850,wiadomosc.html?ticaid=1b845 Drobnym fragmentem tej walki będzie zbieranie sił wokół idei Ruchu Poparcia. Tu nic nie jest ustalone, a przygotowania bitewne drugiej strony świadczą o jej możliwej ostrości. Ostrze walki skieruje się na Janusza Palikota, bo całość jego idei można sprowadzić do zagrożenia Kościoła. SLD będzie atakowane tylko pro forma, bo ma więcej idei i z tych antyklerykalnych może się wycofać, jak zawsze zresztą. Zachęcam więc, by nie być obojętnym wobec tej walki, a to w tym celu, żeby przekonywującym uczynić zwycięstwo jednej ze stron. Nie mówię której – jestem zwolennikiem jasności sytuacji. Społeczeństwo ochroni ruch panoszenia się duchownych, czy postawi temu tamę. Głosowanie na Ruch jest pragmatycznym zapytaniem skutkującym bardziej na przyszłość, niż na teraźniejszość. Trzeba się policzyć, jak wielka jest liczba tych, dla których ten program jest ważny w sensie osobistej identyfikacji. Da to, być może, okazję do zastanowienia się, czy z tym ruchem warto się liczyć – zarówno politycy, jak i Kościół liczy się tylko z siłą. Jeśli nie reprezentujemy odpowiedniej siły, to zejdziemy do podziemia a z czasem do towarzystwa wzajemnej adoracji i znów będziemy czekać, kto pod takimi sztandarami zmobilizuje nas do aktywności wyborczej. W końcu, laicyzacja to proces obiektywny i kiedyś uzyska siłę sprawczą. A kraj? A kraj niech tonie w klerykalizmie i lenno - poddańczej postawie wobec Watykanu. Jak pokazuje historia, zmiany w ten sposób poczynione, nie są nieodwracalne. Krwawe rewolucje, to nie jest wybryk historii – to skutek. Rewolucje dzieją się na naszych oczach. Łatwiej jest to dziś nazwać terroryzmem, ale mechanizm jest znany, dostępny i stosowany. Dziedzina, w której zastosuje go przyszłość jest tylko kwestią potrzeb. W Polsce zdarzać się będzie tylko to, czego pragną wyborcy lub siły nimi sterujące. Siły sterujące, na dzień dzisiejszy są religiami dogadane z tej przyczyny, że niebezpiecznie jest otwierać kilka frontów walki, ale i to może się zmienić. My niestety, jeśli się nie zmobilizujemy w głosowaniu za Ruchem, to wpływu mieć nie będziemy. I nie tyle chodzi o wpływ na innych, ale przede wszystkim o wywalczenie sobie przestrzeni swobody niepodlegania polityce Watykanu, Kościoła i im usłużnych polityków, stanowiących prawo zabraniające i zmuszające nas do rezygnacji z naszych pryncypiów i wolności, przysługujących ludziom w cywilizowanych krajach. Jeśli nie zdołamy, to tragedii nie będzie, ale musimy się liczyć z konsekwencjami niewolnictwa. Wtedy z całych sił trzeba zabiegać o wolność ekonomiczną, bo ta daje możliwość ominięcia wszystkich tych pseudoproblemów, czyli problemów, które na poważnie stawia religia, a które życie usiłuje zlekceważyć. Problem jednak pozostanie, bo ludzie swobody ekonomicznej (bogaci) nie bywają wrażliwi na problemy społeczne. Nam więc, ideowcom pozostaje utrzymanie tej wrażliwości na poziomie przydatnym dla obecnego stanu świadomości ludzi i bez zakładania blokady na przyszłościowy rozwój tejże. A przyszłość to laicyzacja, czyli właściwe miejsce państwa w państwie, religii w religii, społeczeństwa w społeczeństwie i mego „ja” we mnie, czego szczerze sobie i Państwu życzę... Czytam i coś takiego: www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1500:palikot-nie-yje-koniec-koszmaru&catid=63:ukasz-adamski&Itemid=97 ale dobrze radzę słowami Juliana Tuwima "Kiedy przeskoczysz, to i wtedy nie mów hop. Zobacz najpierw w co wskoczyłeś”. Taka wypowiedź (w/w artykuł) wręcz domaga się Palikota. Jeśli go nie ma, to go stwórzmy. wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Palikot-w-oredziu-polityka-nie-musi-byc-tak-wk-Tusk-i-Komorowski-zawiedli,wid,12996138,wiadomosc.html?ticaid=1b849 Trochę mnie przeraża naiwność J. Palikota, ale wolę to, niż rządzące i do władzy nóżkami przebierające draństwo. Zakończę tym, co ostatecznie nas pogodzi... a może nawet proroczo: Nana Mouskouri - Le temps qu'il nous reste www.youtube.com/watch?v=S8_6UTxSdUU&feature=related Link Zgłoś
Gość: jothagie Niechaj nie wie prawica, co czyni lewica IP: *.olsztyn.mm.pl 05.01.11, 06:24 zamknięty Choć w wersji kościelnej występuje to jako postulat: Niech nie wie lewica, co czyni prawica... Po części jesteśmy ofiarami sporu, który świadomość naszą obciąża, ale dzieje się, lub właściwiej, miało to miejsce daleko poza nami. Jest to spór między lewicą a prawicą, który kiedyś był obecny w świadomości inteligentów a propaganda rozniosła go pod strzechy. Choć można by powiedzieć, że poglądy tych dwóch grup biorą swój początek w odległej przeszłości filozoficznej, to problem, co było pierwsze, nie jest dziś do rozstrzygnięcia. Na gruncie nowożytnym, a więc wraz z pojawieniem się lewicy utopijnej a potem realnej (zwanej także naukową) wiąże się z długotrwałym oddziaływaniem porządków społecznych: koniec feudalizmu – początek kapitalizmu, złamanie monopolu Kościoła przez wspólnoty protestanckie. Faktem jest, że brutalność lewicy zawdzięczamy fundamentalizmowi religii (np. prawosławnej) również katolickiej, wschodniemu podejściu do rewolucji i zakusom imperialnym tak religii, jak i struktur państwowych. Dlatego lewica Zachodu różni się od lewicy Wschodu. Podobnie jest z prawicą, przy czym na Wschodzie jest bardziej fundamentalna (brutalna, powiedzmy sobie). I tego bolszewizmu sporo przeciekło do naszych czasów, ale zanim co, to zostaliśmy podzieleni (lub przypisani) i jedni przez drugich spychani na margines. Czasem zastanawiam się nad sobą, ile we mnie lewicy, a ile strachu przed prawicą taką, jaką znam. Przed prawicą, którą widzę, czytam i słucham. Gdy jeszcze widzę, ile negatywnej energii dokłada do tego Kościół, to chroń mnie Panie przed taka prawicą, choć częściej używam określenia …. chrzanię taka prawicę. Podobnie pewnie jest z ludźmi prawicy, którzy pamiętają lewicę w akcji, śledzą jej poczynania, również słuchają i widzą. Wpadliśmy w ten amok sporu, polubiliśmy go i nie opłaca się (może nie potrafimy) go zmieniać. Zamiast dyskutować obwąchujemy się... Zamiast argumentować obdarzamy się epitetami. Zamiast przedkładać narzucamy. Zamiast spór cywilizować upartyjniamy i ureligijniamy go. Oddalamy więc strony – nazywa się to polaryzacja stanowisk. Rzecz w tym, że im strony dalej od siebie tym bardziej „prawdziwe” rozwiązania mają dla swoich. Tylko dla swoich. Tracimy z oczu przestrzeń wspólnej racji. Dzielimy się zamiast się różnić, ale to jest prawdziwie polityczna okazja dla tych, którzy z zewnątrz chcą nas podzielić. Jesteśmy słabi i skłonni do podziału... Dla zewnętrznych wrogów szóstka w totku. Prawica z lubością powołuje się na cytat Tomasza Jeffersona: „Demokracja to nic innego jak rządy motłochu w których pięćdziesiąt - jeden procent ludzi może odebrać prawa pozostałym czterdziestu - dziewięciu procentom” (cyt. Za: www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1511:medialne-afterparty-po-katastrofie&catid=63:ukasz-adamski&Itemid=97). Dodać należy, że ten przeważający procent to konkretnie liczba bojących się tego porządku, który proponuje te 49%. I to oddawałoby istotę obecnego poparcia dla PO. Niech się więc te 49 procent cywilizuje, bo ta droga, którą idzie prowadzi w stronę kanibalizmu – zwycięzcy będą pożerać pokonanych... Ba, stanie się to ich obowiązkiem i dopiero wtedy zbliżymy się do ideału – demokracja to rządy hien nad osłami. Początkowo żarcia będzie w bród, ale dopiero ewolucja ucywilizuje jednych i drugich. Myślenie wykształci się jako ostatnie. P.S. Prawicę znam tak gdzieś od Dmowskiego, chociaż wrażenie robią na mnie takie kulturowe „ogryzki” jak „Fronda”, „Debata”, itp. i zboczenia charakterów niektórych autorów. No, jest nad czym utyskiwać. Czytam tego niewiele, w odróżnieniu od czasów, kiedy poszukiwałem, ale czytam w oczekiwaniu zmian. Lewica ucywilizowała się, nawet ta w tej wersji radykalnej, a prawica uradykalnia się i co mnie smuci, w obrębie tego spojrzenia uruchomiono mechanizm przebijania się – kto bardziej przypieprzy lewicy, bezbożnym, niepokornym, tym z obcego kółka różańcowego, władzy nie wiadomo jakiej, itp. Ostatnio przywiozłem z Krakowa kilkanaście przedwojennych egzemplarzy Rycerza i Małego Rycerza Niepokalanej i porównałem – ta „świńska grypa”, to nasza narodowa specjalność... w bojach jesteśmy zaprawieni i mamy niezłą tradycję. Link Zgłoś
Gość: jothagie Naukowe upodlenie polityki IP: *.olsztyn.mm.pl 08.01.11, 10:06 zamknięty Może religijne uwznioślenie nauki... Różnie na to można spoglądać. Religijny naukowiec powinien sobie często zadawać pytanie, czy aby za bardzo nie jest religijny. Drugiego pytania nie biorę pod uwagę, bo gdyby był bardzo naukowcem, to mógłby nie być człowiekiem religijnym. Mam nieodparte wrażenie, że te dwa typy opisu rzeczywistości wykluczają się, gdy dotyczą tego samego, lub są przeciwne, gdy dotyczą różnych tematów. I wtedy, przy „mijaniu się”, mogą współegzystować. Przy czym jest taka sfera, stworzona przez religię, która nie ma swego odpowiednika w nauce i wtedy te dwa opisy „rzeczywistości” mają się nijak do siebie. Można tylko wierzyć, ale można również dołączyć do innego typu poglądów. Tak funkcjonuje wielu ludzi nauki. Traktując sferę wierzeń, jako prywatną i zupełnie inną od przedmiotu zainteresowań. Naukowców cenię sobie niezależnie od tego, czy uprawiają naukę bez „podpórek”, czy wspomagają się religią. Ta estyma specyficznego sposobu myślenia i wyrażania myśli osłabia się, gdy naukowiec z metodologią naukową wkracza do religii (przegina - noli me tangere) i gdy ze swoistą, pustawą zakresowo religijną terminologią wkracza do nauki (rozsadzając jej zasady ścisłości – zezwolenie jest). W tej materii są dwa pojęcia przykładowe: teologia polityczna (niby teoria), co jest ucieczką od praktyki polityki teologicznej (niby praktyka). Ta sfera, w praktyce tak łatwo nie daje się zawłaszczyć i dlatego są napięcia i próba załagodzenia tych napięć. Wiadomo, że jedna strona na ustępstwa nie pójdzie, a druga broni się przed religijną zmianą jej sensu i autonomii, dlatego nie ustaje się w próbach rozwiązania problemu na „jedynie słusznych zasadach”. Tak widzę wysiłek intelektualny, pt. „Między polityką a religią” - Michała Wojciechowskiego. Jednak nic poza tym. Temat odwieczny, nierozstrzygalny, nie obiecujący niczego specjalnie ciekawego. Wielokrotnie zarzekałem się, że nie sięgnę po tego typu literaturę, ale lokalny aspekt życia intelektualnego przeważa nad niechęcią do treści. Poza tym, w pewnym wieku usilnie trzeba ćwiczyć czytanie, bo ta czynność bardziej prowokuje myślenie, niż stawianie sobie zadań do rozwiązania. Niby nie żałuję, że przeczytałem, ale zniesmaczenia nie ukrywam. Literatura tego typu opiera się na próbie normowania opisywanej sfery, w myśl podstawowych pryncypiów religijnych. Dla mnie życie jest doświadczeniem natury indukcyjnej, gdzie uogólnienia (ewentualne pryncypia) są na końcu. Próba wpakowania życia „od poczęcia” w pryncypia religijne jest dla mnie pomyłką metodologiczną, która odbiera mi smak na śledzenie cudzego wysiłku intelektualnego. A jeszcze bardziej zaczynam wątpić po ujrzeniu próby popularyzowania, jeśli wręcz nie brukowania tematu: www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1470:ycie-mordercy-nad-yciem-nienarodzonego&catid=65:publicystyka&Itemid=123 Nawet przy zdrowej prostacie chce się siku czytając takie dyrdymały. Polityka bywa obrzydliwa, jeśli funkcjonuje w niej prawda bez potwierdzających je faktów, a tak przecież bywa, np. z powodów ideologicznych („a racja musi być po naszej stronie”), ale także z powodu metaopisu, który uzurpuje sobie prawdę w postaci kanonów samego opisu, np. analiza religijna. Także żałosne jest dziennikarskie spłaszczanie do poziomu „prawd do wierzenia”. W obu przypadkach widać jasno, że religia jest rodzajem przemocy intelektualnej, choć jej baza jest natury emocjonalno - wolitywnej. Teraz z innej „beczki”. A w Komisji Majątkowej pojawiają się nowe wątki wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Pojawily-sie-nowe-watki-w-Komisji-Majatkowej,wid,12940474,wiadomosc_prasa.html A gdy szły największe przekręty (2005/08) to CBA i agent Tomek zajmowali się porąbanymi „babami”. To daje obraz państwa... temat do teologicznych rozważań. To raczej polityka teologii – żeby było wiadomo, gdzie nie wściubiać nosa... P.S. Wyraziłem swoją opinię, bo jakże inżynierowi od konstrukcji wadzić się z profesorem od destrukcji (poglądów innych, niż właściwe). I jak gdyby dla ostatecznego wyrażenia niesmaku: wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,8798367,Sympatycy_i_politycy_PiS_na_konferencji_w_Jachrance.html Nawracanie Marii Magdaleny to majstersztyk w porównaniu do topornego chędożenia w narodowym burdelu. Niestety, same straty... i to trzeba uwznioślić, ale przy takich naukowcach, nic trudnego. Problem jest tylko natury wojskowej: Jaka data? Która godzina? Która sala? Jaka możliwa strata? Link Zgłoś
Gość: jothagie Zamiast „głębokiego” komentarza IP: *.olsztyn.mm.pl 10.01.11, 10:07 zamknięty Byłem w Licheniu i powiem szczerze: jestem porażony tym tryumfalizmem i megalomanią. A przecież odwiedziłem sporo miejsc tego typu. Tego nie da się skomentować. To jest ten absurd polskiego katolicyzmu. Doradzam wycieczkę wszystkim wątpiącym, którzy stanęli przed problemem – „rybka, albo akwarium”. Oczami wyobraźni zobaczyłem ten Cyrk Solidarności, który jak Cyrk Nerona stał się gruntem dla Bazyliki św. Piotra w Rzymie. W Licheniu brak tylko egipskiego obelisku, który przypominałby również o cyrku jakiegoś współczesnego Kaliguli. Może przenieść ten ze Świebodzina? Uczestniczyłem również w nabożeństwie i wysłuchałem kazania. Uważnie słuchałem, ale za sprawą pewnego internauty myślałem tylko o jednym: Od kiedy to duchowni podążają śladami Chrystusa? W której znanej Ewangelii Chrystus nauczał nienawiści? Gdzie profetycznie przepowiadał, jak wykorzystywać krzyż do potrzeb politycznych? Czy gdziekolwiek pouczał, jak palić na stosach inkwizycji i jak mordować innowierców i pogańskie narody, jak gnębić inne narody, jak rabować zabytki ich kultury i zawłaszczać ich kultury dla własnych celów? W którym ze znanych kazań uczył jak skłócać rodziny? Czy gdziekolwiek dla przykładu molestował dzieci? Gdzie praktycznie pokazał, jak pozbawiać pieniędzy podążających za nim? Gdzie ukrył dyrektywy, jak oszukiwać w rozliczeniach majątkowych? Gdzie zostawił instrukcję, jak opływać w złoto i purpurę? Gdzie życzył sobie, żeby do jego następców mówiono „wasze eminencje”? Gdzie sugerował pychę i bezczelność jako codzienne zachowania? W którym wreszcie miejscu Chrystus zgodził się być TW dla Rzymu i donosił na swoich wyznawców? To był mój rewanż dla twórcy homilii... Pieniądze rządzą światem, ale zanim człowiek do nich dojdzie to już jest niczym. I to zrozumiałem w rozmowie z duchownym tejże bazyliki. I refleksja inna, która mnie w tym świętym miejscu nawiedziła. Kościół przystając na takie obalenie socjalizmu (Magdalenka) musiał świadomie zgodzić się na poddanie się zasadom przyszłego liberalizmu, choć przyszłe czasy pokazały, że nie był do tego przygotowany – był po brzegi wypełniony socjalizmem – roszczeniowością, podstępem, przebiegłością i kastowością (którą udało mu się zachować). W nowym ustroju znalazły się zasady korzystne dla Kościoła, np. powrót własności ale i niekorzystne, jak choćby zrównanie wszystkich świętości. Silą rozpędu korzystał z dobrodziejstw nowego ustroju, ale przesadził w swojej pazerności i triumfalizmie i dlatego powoli zacznie się równanie na zasadach liberalnej laicyzacji. Nie jakiejś wymuszonej – J. Palikot, niezależnie od tego, co z tego wyjdzie, jest tylko „biczem bożym”. Proces i bez niego pogłębiałby się. Żal mi trochę Kościoła, bo jego przedstawiciele zaszli tak daleko w swej nieomylności, że pogłupieli w świetle zachodzących obiektywnie procesów. Pojawiła się konkurencyjna prawda – inny Kościół powstaje. To jest schizma, a usłużnych rycerzy bark, by silą ją zwyciężyć. Sądzę jednak, że jak już „przyjdą do siebie”, to staną na czele tego nowego Kościoła, lub ochrzczą schizmę. W kontekście dorzucę jeszcze jeden postulat: Skończmy wreszcie z Solidarnością, tym reliktem komuny oraz ze wszystkim, co tego schematu się trzyma. To ona jest odpowiedzialna za atypowe myślenie i zachowanie. Kiedyś było to inicjujące, bo wtedy było nowe, ale przestało taka funkcję pełnić. Kościół też nie stworzył schematu nowej jakości, nawet do Ewangelii nie potrafi wrócić. Społecznie zmuśmy go do tego powrotu i do nowego modus vivendi i operandi. Traktujmy to jako konieczność rozwojową, jeśli oczywista, zamierzamy iść dalej, zamierzamy się rozwijać. A jeśli nie zamierzamy? A to, przepraszam! P.S. Trudno byłoby komuś zabronić wypowiadania się na temat rzeczywistości w której żyjemy, ale trzeba sobie wreszcie zdać sprawę z tego, że wypowiedzi teologów na ten temat, w przeważającej części, są nieprzydatne. Niepotrzebnie stwarzają pozory perspektywy, która w rzeczywistości nie istnieje. Uważam, że granice Ewangelii powinny być dla nich ostateczne i nieprzekraczalne. Patrząc z drugiej strony ja rewanżowałbym się tym samym – granice Ewangelii stanowiłyby kres mojego komentarza i ani słowa na ten temat, jeśli tam nie tkwię światopoglądowo. Link Zgłoś
Gość: jothagie Temat “rolniczy” na topie... IP: *.olsztyn.mm.pl 11.01.11, 15:01 zamknięty Dorwałem wreszcie książkę Jana Grossa „Złote żniwa”. Przeczytałem i jedyne co odkryłem to swoistą politykę GW. Jest ona na tyle pokrętna, że zezwala pisać o tego rodzaju faktach, ale w żadnym wypadku o przyczynach (wspomnę tylko o wycięciu mi tematu z dnia 20 listopada, na tym forum). Fakty są odrażające, ale moim zdaniem trudno pisać o historii bez ujęcia przyczyn zdarzeń historycznych. Kiedyś nazywano to ahistoryzmem (pojęcie metodologiczne) a teraz nazywa się to polityką historyczną (narzędzie polityczne). Być może, że działo się to wg prawidłowości wielo – wieloznacznych, ale wszystkie trzeba wymienić. I po stronie przyczyn i po stronie skutków. Jednak, żeby sensownie mówić o przyczynach, to trzeba zgodzić się na skutki. To nie może być sam nacisk (np. na odszkodowania – aktualna polityka "Amerykańskiego Kongresu Żydów” występującego jako „Holokaust Sp. z o.o.”). Z tych względów mam niedosyt (żadnych wyrzutów sumienia indywidualnych a tym bardziej z powodu przynależności do tej społeczności). Rozgrywanie ofiarami jest niesmaczne, acz prawda niezbędna. Ma to jeszcze bardziej krępujący aspekt: „jeśli tak, to zrobili to katolicy” - szczególnie ten aspekt trudno nam przełknąć, choć trzeba widzieć „stopniowanie ofiar” i spowodowane tym zdziczenie obyczajów, nawet do poziomu instynktu. Na terenie II RP nie było państwa żydowskiego. Byli tylko Polacy wyznania mojżeszowego – dlatego konflikt ma również podłoże wyznaniowe. Jeśli jednak jesteśmy zwolennikami tezy, że „ tylko prawda nas wyzwoli”, to trzeba być konsekwentnym do końca. Wybiórczość jest równie obrzydliwa, jak nagonka. W końcu w 1996 Prezydent RP A. Kwaśniewski odznaczył Grossa Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi RP. (pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Tomasz_Gross) P.S. Mój ojciec wyraził kiedyś zadowolenie, że skasowano II RP. Twierdził, że było to państwo wiecznych konfliktów. „Żyliśmy w konflikcie z Ukraińcami, Żydami, Niemcami, i innymi, a wszystkim sterował Kościół Katolicki. Rząd albo był z nim, albo był bezsilny”. To jeszcze długo będzie nam się odbijać czkawką. Z mojej malutkiej perspektywy powiem tylko, że znałem ludzi bogatych z zasadami i biednych porządnych, którzy na śmierci Żydów nic nie skorzystali. I nie jest to prawdą, że okradanie Żydów było akceptowane. Znam również takich, co chronili i ochronili Żydów, o czym dziś mówi się tak po prostu, zapominając o heroizmie tego czynu. Znam również role Żydów pełnione w PRL. To nie są różne tematy na oddzielne książki – to jest jedna historia. Dlatego uprasza się: „Szanować póki jeszcze boli”. Zasada „divide et impera” bardzo ośmiesza się w tym temacie. Osobiście, bardzo mnie dziwi zgoda na wymieszanie porządków: konflikt wyznaniowy, konflikt organizacji społecznych, konflikt międzypaństwowy – tego nie można świadomie wymieszać i zgody na to być nie może. Nie może tu działać coś na kształt prawidła: „Jak Żydzi gojom, tak geje Żydom, Żydzi Polakom, a Polacy Palestyńczykom”. Do Admina: Przeżyłem komunę i gotów jestem na kolejne ocenzurowanie mnie. Swój niesmak musiałem przecież opisać. Pamiętaj jednak, że lepiej zrobisz wdrażając postępowanie odszkodowawcze wobec potomków Kaina za zabicie swego brata Abla, niż zabijając rezultat myślenia zwykłego człowieka. Nic nie plami tak, jak atrament a szczególnie jego wymazywanie... Link Zgłoś
gangaseiro Jothagie!Dla mnie jestes pacjent wyjatkowy 11.01.11, 15:40 zamknięty Przeciez mogles stworzyc sobie prywatne forum.A tu po prostu sciek.Albo jedz z blogiem,bo masz predylekcje do grafomanstwa. Link Zgłoś
Gość: darek Re: Jothagie!Dla mnie jestes pacjent wyjatkowy IP: 199.48.147.* 11.01.11, 16:13 zamknięty Siostro oddziałowa! To jak mam zrozumieć Twój punkt widzenia, jeśli poza inwektywami niczego nie napisałaś? Niepotrzebnie przemęczasz swój mózg. Szanuj go, bo odlecisz jak gołębica. Link Zgłoś
gangaseiro Re: Jothagie!Dla mnie jestes pacjent wyjatkowy 11.01.11, 16:32 zamknięty Darek!W moim poscie nie ma ani jednej inwektywy.Wyraznie jestes na lekach. Link Zgłoś
yadol kecawa, competent, gangaseiro, koorwaseiro 11.01.11, 16:50 zamknięty kecaw menelu parszywy twoim następnym nickiem może być już tylko koorwaseiro daj nam już spokój , szwagier przez ciebie straci pracę w wyborczej, rodzice czyli koorew i osioł będą jeszcze bardziej sławni jak ci wielu życzliwych na tym forum życzy : WYPIERDALAJ Z FORUM MENELU Link Zgłoś
Gość: Joanna Wal. Re: Zrozumieć politykę naszych elit IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.11, 16:26 zamknięty Zrozumieć politykę naszych elit. Ale to nudne autor chyba nie wie co z czasem robić. Link Zgłoś
Gość: ad Re: Zrozumieć politykę naszych elit IP: 94.75.251.* 11.01.11, 16:50 zamknięty bardzo mi sie to spodobalo, jak otwarłem twoj post a tam pod spodem reklama programu “leczenia grzybicy pochwy”, sprawdz czy domowy sposob wystarczy Link Zgłoś
Gość: www Re: Zrozumieć politykę naszych elit IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.11, 16:50 zamknięty "Mój ojciec wyraził kiedyś zadowolenie, że skasowano II RP." Jak skasowano II RP mój ŚP. dziadek płakał jak bóbr. Za to wiem kto wyrażał zadowolenie z upadku II RP uprzedzam, że nie byli to jednak Polacy. Link Zgłoś
reasercher Re: Zrozumieć politykę naszych elit 11.01.11, 16:54 zamknięty Co to za wojna tutaj na forum?Kogo tu scigaja?I za co? Link Zgłoś
yadol Re: Zrozumieć politykę naszych elit 11.01.11, 17:02 zamknięty TO TYLKO TA MENDA KECAW WSZĘDZIE SIĘ WCISKA TERAZ SIĘ NAZWAŁ GANGASEIRO Link Zgłoś
Gość: www Re: Zrozumieć politykę naszych elit IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.11, 18:53 zamknięty demotywatory.pl/2517950/O-nasze-dobre-imie-nikt-nie-zadba Link Zgłoś
Gość: Joanna Wal. Re: Zrozumieć politykę naszych elit IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.11, 19:43 zamknięty Znam z przekazów rodzinnych, że moi pradziadowie i ich znajomi płakali za zaborem Austro-węgierskim. Link Zgłoś
Gość: jothagie A propos... czy qui pro quo IP: *.olsztyn.mm.pl 13.01.11, 11:10 zamknięty Każda partia władzy, tzn. która kiedyś była, jest lub będzie przy władzy, musi mieć wyraźnie wydzielone grupy wsparcia, czi inaczej grupy zadaniowe, przy czym nie jest to nasza specjalność – tak jest na świecie. Niektóre z nich to: 1. Ludzie idei (propagandowe wzory wystawione przykładowo do mas mediów). 2. Bojówki młodzieżowe (protesty, pochody, manifestacje – kontrmanifestacje, odwracanie uwagi). 3. Krupierzy (materialne zaplecze partii – per fas et nefas gromadzą fundusze). Ludzie wielkiego zaufania. Życie, szczególnie ludzie w konkretnych warunkach, są w stanie to wszystko wynaturzyć i zgromadzić ludzi o niezbyt klarownych i czystych intencjach. I tak, zdarzają się ideowcy bez kultury (kecawa przykładowo, lub pomysłowi hochsztaplerzy), bojówki o niezbyt słuszną ideę (faszyści, lewacy i zwykła rozróba), zwykli lodziarze gotowi sprzedać wszystko, w tym tworzone prawo (przykłady, jak na materię przystało - garściami brać). Niestety, takie jest życie i to się zdarza. Ile z tego widać, czyli, ile dociera do społeczeństwa? Niewiele. Stało się to widoczne ostatnio, przy okazji finansów partyjnych, sprzedaży nieruchomości i partyjnych długów, ale potwierdza to tylko jedną prawdę, że wyłania się kolejny, po kościelnym i służb specjalnych, problem „państwa w państwie”. Społeczeństwo traci nad tym kontrolę i powstają „byty”, które w ostateczności obracają się przeciw społeczeństwu. Ale od czego mamy politykę i polityków... Piszę to w momencie, kiedy cała Polska wrze po ogłoszeniu Raportu MAKu, a ja naiwnie oczekuję na wypowiedź premiera. Nawet nigdzie nie wychodzę – tak dałem się w to wciągnąć. I powiem tylko jedno: Niektórzy to mają szczęście. Znów rzucono społeczeństwu ochłap i na jakiś czas przestanie zajmować się władzą, finansami, deficytem, kryzysem i innymi „niebezpiecznymi” dla władzy tematami. MAK to dopiero Tymochowicz. W tej sytuacji to i Palikot słabo wypadnie, bo i on musi się okazać choć ciut „patriotą”. P.S. Bardzo mnie rozśmieszyła wiadomość „dojona” przez prawicową prasę, że Jared Loughner, winny zamachu na kongresmenkę Gabrielle Giffords jako swoje ulubione lektury wymienił “Manifest Komunistyczny” Karola Marksa i “Mein Kampf” Adolfa Hitlera. A teraz załóżmy, że gdyby nasz kecawa przyznał się, że czytuje Summę Teologiczną Tomasza z Akwinu, to powstaje zasadnicze pytanie, czy on w ogóle umie czytać (życzliwie załóżmy, że pisać umie...) i co po przeczytaniu kilku jego tekstów da się powiedzieć o jego stanie psychicznym i czy wszyscy członkowie PO mają już się bać. Oświadczam, że przeczytałem pierwsze dzieło i nawet je przeanalizowałem. Drugie czytałem w oryginale i mi się znudziło – to trzeba urodzić się z tym językiem i germańską mitologią, żeby wczuć się we wszystkie sensy. Tomasza z Akwinu wielokrotnie czytałem (co było tłumaczone – jakiś autor Kasia mi się plącze w głowie). Przydał się dla zrozumienia bliższego mi neotomizmu. Zaręczam że z powodu lektury w/w dzieł nie mam żadnych chęci ani zamiarów na pozbawienie kogokolwiek życia. Wprost przeciwnie, czasem mam wyrzuty, kiedy jem kurczaka – w stosunku do braci mniejszych czuję się jak kanibal. Jakby na to nie spojrzeć jest to już poziom duszy wegetatywnej i animalnej (to czkawka Tomaszem z Akwinu). Trzeba mieć coś pod sufitem niedobrze, żeby zamachnąć się na cudze życie, lub żeby takie bzdury publikować. Sądzę, że Pierwszy Mieszałek miesza w głowach ludzi niezależnie od przynależności do prawicy czy lewicy. Jego „zastępcy” mieszają natomiast z własnej li tylko głupoty. Śmieszy mnie również, kiedy autor relacjonujący skrajne poglądy innych (www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1519:sarah-palin-dokonaa-zamachu-na-giffords&catid=63:ukasz-adamski&Itemid=97) sam takowe formułuje w innych sprawach. Otóż Szanowny Panie, arystotelesowski środek trzeba zachować i swoją skrajnością nie prowokować innych do tego samego, tylko w drugim kierunku. Link Zgłoś
Gość: jothagie Jestem psem na wszelkie mity... IP: *.olsztyn.mm.pl 15.01.11, 10:04 zamknięty Odważę się powiedzieć coś obrazoburczego, co jest rezultatem przemyśleń ostatnich dni. Rzecz dotyczy WOŚP. Trudno mi o tym mówić z dwóch powodów: Po pierwsze, jest to nasz polski pomysł, jako nieliczny bez żadnej obcej licencji, który w dodatku dobrze działa. Po drugie, dwa razy w roku jestem regularnym darczyńcą, właśnie na WOŚP i PCK (kiedyś,kiedy miałem psa, wysyłałem również pieniądze na konto Fundacji Animals). I tyle, po prostu, nie daję więcej. Z zasady. Z przekonaniem więc już dziewiętnasty raz biorę udział w tej społecznej ofiarności, suma sporą, jak na moje możliwości. Chyba jednak nadszedł kres mojej ofiarności i to nie tyle z biedy, czy skąpstwa, a raczej z powodu wyczuwania jakiegoś absurdu. Prawdopodobnie, zamiast WOŚP wesprę akcję „podziel się posiłkiem”. Dla tego terenu jest ona równie ważna. Mój kryzys światopoglądowy w tej sprawie jest następujący. Sprzęt kupowany przez WOŚP to zaledwie 1% sprzętu, który trafia do placówek służby zdrowia. I 5% tego co trafia na oddziały dziecięce. Powstaje natomiast mit, że gdyby nie sprzęt WOŚP, to dzieci nie byłyby leczone, co absolutnie nie jest prawdą. Mit staje się już obowiązujący i corocznie potwierdzany przez Sztaby WOŚP, a ponieważ dotyczy dzieci, to jest bardzo nośny. Mit ten wytwarza groźną sytuację kulturową, która rodzi wiele innych szkodliwych mitów, a to, że Twórca WOŚP rozwiązałby wszystkie problemy Służby Zdrowia, lub że to wszystko jest proste i nawet zabawne. Już tylko wspomnę o micie obalającym normę św. Augustyna (...et respice finem) normą „róbta, co chceta” i pomilczę o innych wątpliwych mitach związanych z WOŚP. Obawiam się, że wszystkie te mity zwalniają nas z poważnego myślenia na temat rozwiązywania wielu problemów, nie tylko Służby Zdrowia. I dlatego, dalej pozostając w szacunku do idei dobroczynności i faktycznie jej nie zaprzestając w innej formie, wykreślam mit WOŚP z mojego myślenia o obowiązku pomagania innym. Wykreślam z tym większym żalem, że jestem posiadaczem czerwonego „serduszka”. W odróżnieniu o polityków, dziennikarzy, również obdarowanych „serduszkami”, odważę się powiedzieć, co myślę. Tym bardziej się odważę, że u mnie „serduszko” nie przykrywa żadnej obłudy... Może wrócę do tego, kiedy PO całkowicie sprywatyzuje Służbę Zdrowia i będą padać również Lazarety dla biednych i nieubezpieczonych. Nie wykluczone, że wtedy taka idea znajdzie moje pełne poparcie. Musieliby jednak zmienić Konstytucję, żeby zwolnić państwo z obowiązków wobec obywateli. Nie wykluczam, że jeszcze zmienię zdanie, ale pod warunkiem, że Twórca wyprowadzi z WOŚP wszystkie kłamliwe mity. I przestanie na nich budować kulturę społecznego współbycia. Ta kultura nie może być wyłącza, bo przecież są jeszcze inne organizacje dobroczynne, a szczególnie te, które dobroczynność na rzecz dzieci mają w swoim Statucie.. Drażni mnie również marketing w tej sprawie. Bywam w szpitalach – taki już wiek - wierzcie mi, że odniosłem wrażenie, iż „serduszka” brakuje już tylko jako logo przy nazwie szpitala. „Serduszko” zamiast wołać, że „tu przyklejono mnie na wyrost”, woła: „ten kosz, to wszystko moje... i już się nie boję braci Rojek”. Do „religii” już tylko krok... Dla tych, którzy powiedzą, że zwariowałem, powiem: Owszem, dzięki sprzętowi WOŚP leczy się wiele dzieci w Polsce. Nie można jednak powiedzieć, że wiele dzieci nie byłoby leczonych, gdyby nie WOŚP. Po przyjęciu jednak powyższego nie mogę sobie poradzić z dwiema sprawami. Jest to zaangażowanie ludzi młodych, którego nie można utracić i z ofiarnością społeczeństwa, którą trzeba by jakoś zachować na trudniejsze czasy. Link Zgłoś
reasercher Jestes przede wszystkim grafomanem... 15.01.11, 10:58 zamknięty I zamiast prowadzic bloga,zasmiecasz forum swoimi starczymi ideami.Akurat do tego wniosku,co Ty w sprawie Owsikow,ja doszedlem kilkanascie lat temu.Oni zgromadzili przez 19 lat 350 mln zl,to jest 9 zl na jednego obywatela RP.Ja wiecej daje w miesiacu grajkowi pod tunelem kolejowym,bo wiem,ze facet gloduje i za moje 2 zl kupi sobie chleb.Wiec masz tu kosmiczny rozziew:Polak/statystyczny/daje w 19 lat tyle,ile ja,biedny internauta w miesiac.I nie przyklejam sobie zadnych dowodow wplaty na sercu,czy na kurtce zimowej.Ta akcja jest jedna wielka sciema.Price WatersCooper obliczyl byl,ze koszt zebrania tych 350 mln zl przekraczac musi 100 mln wraz z obsluga tej gigantycznej machiny,bo panstwo w ten dzien zamiera - jest tylko wielka zrzuta,calkowicie na pokaz.Forma juz 18 lat temu przekroczyla tresc.Jak napisalem o tym na forum Olsztyna/ale nie w tasiemcu,ktorego nikt nie czyta,tylko na stronach miejskich,codziennych/to yadole zamienily mnie w kecawe,niektorzy oblali mnie fekaliami w tekstach pod moimi postami,a kilku innych forumowiczow,ktorzy akurat sie pojawilo na forum ostatnio,rowniez nazwano kecawa,choc nie znam goscia i nie chce go znac. P.S.Zamknij ten watek czlowieku.Znajdz sobie jakiegos logina i wystepuj na forum z otwarta przylbica,a nie jak 99% menelstwa,wsrod ktorego jest 50" olsztyniakow",150" gosci" i 300-500 jednoliterowcow,bo sie wstydza namierzenia ich przez admina lub hackera...Ja sie nie wstydze Link Zgłoś
Gość: Arystan A ja nie powiem, kim jesteś... IP: 95.143.193.* 15.01.11, 14:13 zamknięty To wcale nie jest tajemnicą, ale będę delikatny. Primo, jeśli nikt tego nie czyta, to w czym problem? Chętnie uświadomiłbym Tobie i innym, że teksty JHG są czytane i komentowane i nikt, oprócz oczywiście Ciebie i może paru innych, nie posądza go o grafomaństwo. I nie jest tak, że nie wiadomo, kto to pisze. Wiele osób wie, kto te teksty pisze i uznaje, że ze względu na wykształcenie i zainteresowania ma do tego prawo. Starczy wiek, pogardliwie przez Ciebie wyciągnięty, nie ma tu żadnego znaczenia. Ci którzy twierdzą, że znają JHG twierdzą, że jest to umysł jeszcze niezwykle sprawny. W przeciwieństwie do ciała. Secundo, również dziwie się, że JHG pisuje na forum, a nie w swoim blogu, ale pewnie nie zależy mu na rozgłosie. O ile pamiętam, to w którymś teksie to tłumaczył, że przytłacza go obowiązek wynikający z prowadzenia bloga, szczególnie mocowania się z przeciwnikami, co robi, jak widać, niechętnie. Wygląda na to, że jest to człowiek myślący i przemyślał to, co robi. Mnie przekonuje to, co kiedyś powiedział, że wpisy na forum traktuje poważnie choć jako rodzaj zabawy. To czemu koniecznie robisz mu wbrew (w brew)? Czytaj (lub nie), komentuj (lub nie), ale nie odmawiaj sensu tam, gdzie to w ogóle sensu nie ma (np. forum) – ja bym to skasował (forum) ze względu na trollowanie polityczne, które jest tu żałosne. Nikt tak nie zaszkodził PiSowi jak niejaki kecawa. Tertio, sprawa WOŚP (podobnie jak inne) jest przykładem tego, że społeczeństwo czuje inaczej, niż reżimowi dziennikarze i byle jacy politycy. Odczucia społeczne niezgodne z oficjalną linią powszechnie marginalizuje się, spycha się np. do forów, a fora lekceważy. I tak powstaje dobra recepta, jak niezadowolone społeczeństwie mieć w doopie. Dlatego Koleś, określ się i wkładaj kij w problemy, a nie w ludzi. Uszanuj głupstwo drugiego, jeśli on nad tym myślał, tym bardziej, że za Twoje pisanie też Salomona nie da się pociągnąć za konsekwencje. Jeszcze a propos Ciebie, podam Ci taką receptę śp. „fansld'a”: Nie czytaj tego, jeśli to zaburza Twój spokój intelektualny lub estetykę. Poczytaj sobie „Gościa Sobotniego” lub „… Niedzielnego”. A szczerze Ci powiem, że Twoje uszczypliwe podejście do sprawy przypomina mi jednocześnie kecawę i fanslda. Nie dziw się więc, że Cię widzą, jak Cię czytają. Człowiek to styl, a nawet szyk wyrazów. Link Zgłoś
privus Re: A ja nie powiem, kim jesteś... 15.01.11, 17:55 zamknięty Skłonność do iluzji, konformizm, naiwność i moherowe lenistwo umysłowe - to tak delikatnie ujmując jest rodzajem genetycznego obciążenia charakterystycznego dla tego osobnika, bez względu na to, pod jakim nickiem by nie pisał. Link Zgłoś
Gość: jothagie Zejdźmy z tematu – o problemach pamiętajmy IP: *.olsztyn.mm.pl 17.01.11, 06:24 zamknięty W seksie normalne jest to, co partnerzy uważają za normalne i na co mają chęć. W takim układzie decyzje są normalne nawet, gdy są wbrew etyce i obyczajom. W dyskusji publicznej trudniej o normalność, szczególnie gdy corocznie, na przełomie zimy i wiosny niepodzielnie króluje psia kupa. Przyznam, że w Olsztynie jest to szczególny problem, ale żeby aż tak epatować internautów, to szczególnego powodu nie widzę. Rozumiem, ze komuś może to sprawiać przyjemność, ale wielu nie nadaje się na partnerów do czytania i rozważania, zachwytu, czy robienia rabanu. Jak tu żyć w mieście ludzi albo zboczonych (kupa to ich fetysz), albo z taką olbrzymią nadwrażliwością estetyczną. To rzecz zrozumiała, że świadczy to przede wszystkim o nieodpowiedzialności posiadaczy psów i braku normowania warunków posiadania zwierzaka, ale przecież jest Straż Miejska, której do obowiązków powinno się wpisać uczulenie na „kupy” (fachowo: psie odchody) i temat im pozostawić nawet za cenę przezwiska „kupoman”. Ktoś musi..., by ktoś mógł... Bardzo mnie sumituje postawa, że forum jest po to, żeby wykazać „patriotyzm malutkich” w sprawach dotyczących konkretnych problemów miasta. Dlaczego mnie sumituje? Bo już widzę tych, co zarządzają tymi problemami. Później wychodzi na to, że nie jest problemem to, o czym nie pisała wcześniej GW. I tak nas się „urabia” i wpuszcza w maliny. Tracimy umiejętność odróżniania prawdziwych problemów od pseudoproblemów – i o to wszelkiej władzy (również tej IV, czyli prasie) chodzi. Tworzy się typ społeczeństwa niesamodzielnego, uległego, któremu na wypadek wyborów podsyła się „błazenka”, który powie, na kogo nie głosować. Niedługo pojawią się prorocy, którzy wprost powiedzą na kogo należy głosować. Obawiam się, że ten trend prowadzi nas na manowce, ale to również o to chodzi (cztery klasy szkoły powszechnej, czytać, pisać i wystarczy... to już w wolnej Polsce, za Chrzanowskiego było). „Bycie pastuszkiem nie uwłacza”, szczególnie tam, gdzie czuwa duszpasterz... Bycie głupim nie przeszkadza pod warunkiem, że czyta się GW, Debatę lub przynajmniej GN. Oczywista sprawa, że jeśli dłużej nas się utrzyma w takim „reżimie”, to zaczniemy to uważać za coś normalnego. Uważaliśmy komunizm za normalność, to inny reżim też możemy tak potraktować. I o to walka się toczy, żeby ten porządek, a szczególnie obyczaje jego założycieli i władców uznać za normalne. W każdej jednak normalności znajdą się tacy, którzy widzą to inaczej. Znajdą się i obrońcy tej normalności, ale rzecz w tym, by problem, bez przesady z obu stron, był poddawany ocenie społecznej, by na ten temat wyrabiano sobie poglądy. Stąd tak wielka rola niezależności, umysłów, opinii i sposobów ich wyrażania. Rzecz w tym, że „psie kupy” odbierają nam smak życia, ale uproblemowione przysłaniają nam prawdziwe problemy. Dlatego toutes proportions gardées z niektórych tematów zejdźmy pamiętając o problemach istotniejszych. P.S. Mam taki zwyczaj, że codziennie staram się rejestrować ważne tematy poruszane często w środkach masowej komunikacji. Na koniec robię statystykę dla danego tygodnia, miesiąca, roku. Pod koniec roku robię obliczenia. Nie są to profesjonalne badania prasoznawcze – lubię tylko wiedzieć, na co w danym roku zwrócono mi szczególną uwagę. W 2010 roku najważniejsze były trzy tematy: Smoleńsk, Olewnik i inne sprawy kryminalne. Później, jak to się mówi, długo, długo nic i wybory. Czy są w tym jakieś proporcje stosowne do problemów mego życia? Przykładowo, że w 2010 czterokrotnie nie wykupiłem leków? Żadne! Wobec tego, kto ma takie problemy? Bo ja nie... Znaczy się, dziennikarze, którzy na tych tematach zarobili co nieco. O co więc tu chodzi? Jest zima – lepcie więc bałwana zamiast z czytelnika kleić durnia. Wczoraj moje dziecko znów wsiadło do autobusu i pojechało do upokarzającej pracy. Martwię się, bo dla Polski jest on już stracony. Nachodzi mnie taka myśl wielce patriotyczna: Kraj w którym małe portfele na pieniądze są rekompensowane przez duże torby podróżne, szczególnie pojemne dla nadziei, powinien po maturze lub obronie pracy magisterskiej dawać przynajmniej darmowy bilet do jednej z wybranych stolic europejskich. Link Zgłoś
Gość: hehe Re: Zejdźmy z tematu – o problemach pamięta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.11, 18:45 zamknięty Nie wolno krytykowac JHG bo jak ktos go krytykuje to jest moherem i Kaczorem. Poniewaz JHG ma koscielna obsesje wiec jego antagoinsta sila rzeczy musi byc zwolennikiem PiS. A jak ktos juz zacznie dluzej krytykowac to JHG pojdzie na skarge niczym male dziecko z placzem do mamusi. JHG nie musi tez przedstawiac zadnych argumentow, wystarcza jakies przykladziki ktore pozwola zastosowac dziwne uogolnienia no ale to typowe dla grafomana (dobre slowo) przekonanego o swojej intelektualnej wyzszosci. Link Zgłoś
Gość: mix Re: Zejdźmy z tematu – o problemach pamięta IP: *.adsl.inetia.pl 17.01.11, 19:01 zamknięty Komponent kecawy się odezwał? :)) Link Zgłoś
yadol Re: Zejdźmy z tematu – o problemach pamięta 17.01.11, 20:27 zamknięty JHG pozdro nie przejmuj się tym mutantem, uważam nawet , że gdy ten menel nas atakuje pod ciągle innym nickiem o nas źle nie świadczy a wprost przeciwnie, daje nawet pewność , że samotność tej ciasnej i ciemnej puszki mózgowej staje się nieznośna Link Zgłoś
Gość: jhg Zniecierpliwionym odpowiadam IP: *.olsztyn.mm.pl 17.01.11, 20:41 zamknięty Dzięki Yadol! Byłem już bliski decyzji zamknięcia tematu i zaprzestania dokonywania jakichkolwiek wpisów, ale twórczo wkurzyła mnie cenzura i wycięcie kilku wątków. Nic tak nie podnieca jak władza, a tym bardziej władza małpy z nożyczkami. I jeszcze jedno. Nic tak nie mobilizuje, jak jakość przeciwników. Z takim chamstwem mogę się wadzić „do końca świata i jeszcze jeden dzień dłużej”. Ale po co? Kiedy więc zakończę pisaninę (grafomaństwo, jak to niektórzy określają)? Momentem decydującym będzie sytuacja, kiedy z życia zostanie mi już tylko walka o życie i jakiekolwiek pisanie nie przyniesie ani żadnej satysfakcji, ani morfinowej ulgi. Jestem w pobliżu tej sytuacji, ale może jeszcze nie dziś... Link Zgłoś
privus Pisz dalej 17.01.11, 21:14 zamknięty Ilością swoich wpisów w tym wątku niezwykle ciekawych rozważań i porównań trudno mi mówić o prowadzeniu merytorycznej dyskusji. Nie oznacza to wcale, że nie jestem czytelnikiem przelewanych przez klawiaturę Twoich zarówno bardzo delikatnie formułowanych jak i trafnych przemyśleń. Lekkie pióro (chociaż w tym wypadku chyba klawiatura - hi) sprawia, że treści płynące z postów wynikające z własnych obserwacji naszego PANA TAREJ zmuszają do przemyśleń i zadumy. Oczywiście nie wszystkich to dotyczy, a przede wszystkim nie tych, których horyzonty myślowe zaprzężone zostały do sanny uprawianej na bruku. Myślę, że znacznie więcej jest przychylnych Twoim rozważaniom na forum, tylko nie chcą się kopać z niewydarzonymi apologetami, chociaż najbardziej skundleni byli i tutaj temperowani. Pisz i nie przejmuj się - jak napisał yadol - mutantami. Pozdrawiam Link Zgłoś
yadol Pisz dalej JHG niech mongolia się uczy 17.01.11, 21:51 zamknięty mam kiepską wiadomość dla naszych mongolskich mutantów* a dobrą dla moich przyjaciół na forum - postanowiłem zmienić swój język i pisząc tu nie dam tym sierotom po bolszewikach z dalekiego wschodu pretekstu do atakowania mnie za to teraz będzie wesoło, ale nie wszystkim *już ty kecaw wiesz kogo mam na myśli misiu skośnooki a tu prezent ode mnie , w czarnym płaszczu kecaw w kolejnym wcieleniu: w874.wrzuta.pl/film/54Bg85SQGSS/mongolski_rap_-_grupa_tatar_w_piosence_respekt_tha_love Link Zgłoś
edico By pamiętać hehe o problemach 17.01.11, 21:47 zamknięty trzeba chociaż czasami coś przeczytać, by mieć co pamiętać. Gość portalu: hehe napisał(a): > JHG nie musi tez przedstawiac zadnych argumentow, wystarcza jakies przykladzik > i ktore pozwola zastosowac dziwne uogolnienia no ale to typowe dla grafomana (d > obre slowo) przekonanego o swojej intelektualnej wyzszosci. Ponieważ udowadniasz, że z tym nie jest ci do twarzy, pozwolę sobie w odpowiedzi na te grubiańskie dywagacje - bo jak inaczej można określić - przytoczyć słowa znakomitego mówcy niejakiego Sufragana Wetmańskiego z Kielc: "Pewnym ludziom starczy zobaczyć mitrę, a natychmiast zatrzaskują się w nich szufladki mózgu i otwiera... gęba". (Ks. Leonard Świderski: Oglądały oczy moje, Wydawnictwo NINIWA, Rzgów 2001, s. 26) Link Zgłoś
yadol Re: Zejdźmy z tematu – o problemach pamięta 17.01.11, 22:12 zamknięty Gość portalu: hehe napisał(a): > Nie wolno krytykowac JHG bo jak ktos go krytykuje to jest moherem i Kaczorem. P > oniewaz JHG ma koscielna obsesje wiec jego antagoinsta sila rzeczy musi byc zwo > lennikiem PiS. > > A jak ktos juz zacznie dluzej krytykowac to JHG pojdzie na skarge niczym male d > ziecko z placzem do mamusi. > > JHG nie musi tez przedstawiac zadnych argumentow, wystarcza jakies przykladzik > i ktore pozwola zastosowac dziwne uogolnienia no ale to typowe dla grafomana (d > obre slowo) przekonanego o swojej intelektualnej wyzszosci. posłuchaj swej ulubionej muzyki Panie hehe www.wykop.pl/link/542571/hit-mongolskich-dyskotek/ Link Zgłoś
Gość: mix Oj, wielonickowcu IP: *.adsl.inetia.pl 17.01.11, 22:25 zamknięty Papież Grzegorz I powiedział, że: "Nieuctwo jest matką prawdziwej pobożności". Zdałeś ten papieski egzamin. Link Zgłoś
Gość: jothagie Móżdżek po polsku z konsumpcją na miejscu IP: *.olsztyn.mm.pl 19.01.11, 06:27 zamknięty Nie uszczęśliwiajmy kobiet na siłę, szczególnie, gdy je boli głowa... Gdy jednak gdzieś podnoszą głos w sprawie dyskryminacji i nierówności, to uważam za zasadne istnienie ciał kolegialnych, które takim sprawom by się przyglądały. Nie mam zaufania do ciał przy dowolnej władzy, bo ta ma wrażenie, że daje na to swoje pieniądze i może wymagać, albo jest przed wyborami i musi się czymś pochwalić. Dlatego jestem za powstawaniem organizacji pozarządowych, które miałyby okazję i obowiązek działać w sprawie opiniotwórczo. Z drugiej strony, nie wierzę w czyste intencje tych, co już wykazali, że mają zabetonowany inny pogląd i kładą u jego podwalin cały swój autorytet. Mam na myśli dziennikarza, który publicznie zawalczył przeciw pewnym pomysłom stawiając się ponad władzę, typu radni, prezydent, „ciała” ratuszowe, dla przykładu: Radę ds równego traktowania kobiet i mężczyzn. I teraz mamy konsternację (celowo nie używam słowa „dyskryminacja”). Dyrektor MOK zwalnia pracownika, przypadkowo żonę pisarza rozpoznawanego w mieście i poza nim. Jedyny słuszny ruch, to rezygnacja tegoż pisarza z zasiadania w Radzie w/w. I tyle. Reszta toczy się sama, czyli następuje konsternacja, której nic nie powinno osłabiać, szczególnie zaangażowanie pisarza. Problemu nie wolno było rozwadniać i wdawać się w spory typu, ile diabłów mieści na główce od szpilki. Konsternacja, to kwestia znanych praktyk w MOKu, to kwestia planów Ratusza, to kwestia walk w kształtującej się nowej władzy w mieście i wiele innych. Tu więc nie ma miejsca na moralność i odwoływanie się do zasad prawa. Tu trwa walka i nie można sobie pozwalać na uświadamianie moralne, niezależnie od tego po której jest się stronie sporu. To jest droga ośmieszania się stron. Tu trzeba dokładnie informować i uczyć społeczność myślenia kategoriami prakseologicznymi, pragmatycznymi, czyli rozumienia tego sk...stwa. A kto to ma zrobić, jeśli dziennikarze sprowadzają to do kwestii daleko - rzędnych? Przecież oni też komuś z ręki jedzą a strach bezrobocia zagląda im do oczu. I właśnie przeciwko temu protestuję. Społeczeństwo „tuczone” dyrdymałami moralnymi albo pieniactwem społecznym, podawanym przez zależnych dziennikarzy, po pewnym czasie nie potrafi czytać niezależnej prasy (jeśliby takowa kiedyś pojawiła się). I co teraz, można by zapytać? Dla takich spraw jest przewidziany kierunek jeszcze zanim zaczęły się dziać. Nie chodzi o to, że ktoś powziął szatańską decyzję i diabelnie zawiły plan wcześniej obmyślił. Nie, ale sprawy wg tego schematu toczą się od dawna, i znamy, co po nich następowało. Jesteśmy w drugim etapie, a mianowicie tworzenia ideologii, w którą da się zmieścić to, co się stało. Wszystkie strony się okopują. Ideologia jest po to, żeby ludzi zmobilizować, a więc będziemy się dzielić nie zastanawiając się nawet wg jakich zasad to następuje. I kto na tym wyjdzie głupio, jak z każdej konsternacji. Gdy już wrócimy do rzeczywistości to się okaże, że i lewa i prawa ręka w nocniku, że i nogi także, więc żeby nie okazało się, że sami jesteśmy nocnikiem, to zaangażujemy się w jakąś inną sprawę, bo w walce tego nie widać, kim się stajemy. I tak usque ad mortem... Wyrwij się człowieku! Nie daj się wciągnąć w kupę przetrawionego móżdżku. Odróżniaj konsternację od zwykłego qrestwa. Nie patrz na skutki, patrz na przyczyny, bo tylko one ubezpieczą Cię na przyszłość. Nie daj się wcisnąć w myślenie doraźne, bo autorem jego jest ten, kto chce Cię zainteresować tym, co nie leży w Twoim interesie. A miało być o równości kobiet i mężczyzn... Jeśli mówi o tym polityk to znaczy, że chce was wystrychnąć na dudka. Jeśli mówi o tym dziennikarz to wcale nie znaczy, że już ktoś was wydudkał na strychu. Jeśli mówi o tym moralista, to znaczy tylko, że mówi. Każdy ma swoje racje a dudki za wierszówkę lecą. Tylko Ty drogi czytelniku pozostajesz ze swoją utopią. Nie rozbujaj się tylko... wierz tylko takiemu proboszczowi, który już w nic nie wierzy. Link Zgłoś
Gość: Arystan Re: Móżdżek po polsku z konsumpcją na miejscu IP: *.compute-1.amazonaws.com 19.01.11, 18:57 zamknięty Cudownie, że ten temat poruszyłeś. W Olsztynie wzrastałem do matury. Osiadłem w innym kraju i rzadko to wspominam, bo być może, ktoś miałby podobne pochodzenie, co ja i zaczęlibyśmy się nawzajem poniżać... Bywam w Olsztynie, ale nigdy ani dnia dłużej niż dyktuje konieczność. A moje refleksje są następujące: Władza nasza, dowolnego szczebla, żeby być dosłownym – od premiera do dyrektora MOKu, zachowuje się w imperialnym stylu. To kwestia umysłów ludzi władzy, które kształtowane były w takim stylu a demokracja nie zdążyła ich przeorać. Po demokrację sięga się również rzadko w takich przypadkach, bo ta jest mało skuteczna, a wszelkie knowania dają szybki rezultat. Nic to, że wychodzenie z zamieszania trwa dłużej niż w procedurach demokratycznych, ale tych kosztów się nie liczy, bo są raczej koszty społecznej natury. Nawet odszkodowania są płacone z pieniędzy podatników. Nie znam sprawy, ale ponieważ smród się unosi, więc coś w tym musi być. Też pochwalam decyzję Pisarza, że zrezygnował z członkostwa w Radzie. Żal mi go, że nie jest na tyle niezależny od ekonomii, środowiska i innych warunków, że nie pierdyknie tym wszystkim i nie wyjedzie tam, gdzie go chcą i z otwartymi rękami przyjmą. I żałuję, że sporej części społeczności lokalnej na to nie stać, żeby, jak ten Wysocki, „lecieć tam, gdzie przyjmują”. Ten lokalny chłam trzeba by zostawić sobie samemu i niech dośmierdzi się do całkowitego rozkładu. Mają władzę, mają kim rządzić, mają usłużnych dziennikarzy, ba, mają nawet moralistę, to jakoś doczekają warunków, kiedy uprzykrzy im się ta niestandardowość. Niektórzy wychodzą porządni z domu, ale niestety, wielu musi dopracować się norm cywilizacyjnych wychodząc ze smrodu. Muszą przede wszystkich zapragnąć tego, żeby potem demokracja im nie ciążyła i nie mieli ochoty iść na „skróty”. Zmiana u ludzi władzy musi być trwała, żeby ewentualnie zechcieć tu wrócić. Nawet choćby mentalnie wrócić. Musi jednak dużo wody w Łynie upłynąć. Link Zgłoś
Gość: .. Re: Móżdżek po polsku z konsumpcją na miejscu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.11, 19:19 zamknięty znowu sam sobie odpowiadasz pajacu? Link Zgłoś
Gość: mix Re: Móżdżek po polsku z konsumpcją na miejscu IP: *.adsl.inetia.pl 19.01.11, 19:28 zamknięty Bez komentarza do tego postu. W końcu w każdej rodzinie może się takie coś trafić. Link Zgłoś
Gość: Jola Re: Móżdżek po polsku z konsumpcją na miejscu IP: *.adsl.inetia.pl 19.01.11, 19:40 zamknięty Stara sowiecka szkoła. Lenin czy Stalin też sami "recenzowali" swoje prace pisząc pod innym pseudonimami. Link Zgłoś
privus Re: Móżdżek po polsku z konsumpcją na miejscu 19.01.11, 19:43 zamknięty A pod jaką sygnaturką waćpanna piszesz? Link Zgłoś
yadol Re: Móżdżek po polsku z konsumpcją na miejscu 19.01.11, 19:56 zamknięty ten wątek to wątek przyjaciół i absolwentów minimum szkoły podstawowej, posty niektórych gości świadczą o tym , że nie starczyło im zdolności, czasu, determinacji i ochoty do ukończenia tej "uczelni" pisać każdy może pozdrawiam szwagra waćpanny Link Zgłoś
Gość: jhg A Stromboli dalej sieje ogniem IP: *.olsztyn.mm.pl 19.01.11, 20:17 zamknięty Witam! A co to Państwa adwersarzy tak rozwścieczyło? Transmisji sejmowej się naoglądali? Mam robić za psychoterapeutę – to śmiało walcie wszystko, bez zaprzaństwa. Śmiało możecie podchodzić do lądowania – moje współrzędne są prawdziwe. Niestety, odlotu Wam nie zapewnię...z tym do Pana Kleksa. Przyjaciół zapraszam do Kapadocji, dawnej krainy koni. Pogalopujemy, zostawiając za sobą rzeczy niemądre. Link Zgłoś
yadol Re: A Stromboli dalej sieje ogniem 19.01.11, 20:40 zamknięty trzymaj się JHG myślałem , że jest tyle wątków gdzie można harcować "bez trzymanki i papierów" że ten będzie oszczędzony, ale ja nie dam się sprowokować i dalej będę kulturalny Link Zgłoś
Gość: jothagie Political czy ideological correctness (poprawność) IP: *.olsztyn.mm.pl 20.01.11, 12:57 zamknięty Przy czym political „nie”, ideological „tak”... Można to przeczytać najpierw (debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1533:pani-penomocniczko-panie-prezydencie-nie-idcie-t-drog&catid=64:rozmowa&Itemid=112), żeby uzmysłowić sobie nieco, co chciałbym powiedzieć, bo przecież na forum nie uda się być kompletnym i wyczerpującym. Ale niekoniecznie. To jest rzecz dobra tylko warsztatowo – daje minimalne rozeznanie w sprawie. I nie ulega wątpliwości, że gmatwanina kogoś tam obciąża. Wywiad jest zaś niedobrym przykładem ideologicznego uporu dziennikarza. Żeby to czytało się dobrze, dziennikarz powinien odrzucić swoje spaczenie ideologiczne, a jeśli tego nie potrafi, to na samym początku napisać, że pod względem politycznym jest za (choć ten aspekt niewielkie ma tu zastosowanie), a pod względem ideologicznym jest takim to a takim zbiorem poglądów. Mógłby oddzielnie zrobić swoje „credo”, łącznie z „confessio” i odwoływać się do tego. Wprawdzie po przeczytaniu kilku publikacji autora staje się to jaśniejsze, ale w trakcie lektury niektórych, przychodzi wątpliwość, czy aby nie zwątpił. Chciałbym bowiem uniknąć klasyfikowania ludzi wg redakcji, do której należą, bo nie jest to prawdą, że wszystko mi się nie podoba, o czym zamierzam również napisać. Wywiad od strony dziennikarskiej jest egzemplifikacją trawestacji nośnego dogmatu ideologicznego: Szanujemy życie od poczęcia aż do naturalnego stania się przypadkowym społeczeństwem. W takim przypadku już nie szanujemy. Dlaczego nie szanujemy? Patrz punkt pierwszy (Pkt 1. Szanujemy to, co szanujemy). Pozostawiam już wywiad i autora, ale nawiążę do mody Debaty, czyli wzajemnego ścigania się w tej ideologicznej poprawności. Szanowni Państwo Autorzy! Takie olbrzymie jaja, które w tej konwencji znosicie, to Wam kiedyś d. rozerwą. Wspomnicie moje słowa i żaden czopek nie pomoże. Link Zgłoś
Gość: jothagie Uzupeł: Political czy ideological correctness IP: *.olsztyn.mm.pl 21.01.11, 11:51 zamknięty Dostało mi się trochę od przyjaciół po opublikowaniu wcześniejszego postu. Przyjmuje krytykę, zdania nie zmieniam, a jedynie mogę je uzupełnić. Wiadomo, że na forum nie pisze się tematycznych traktatów a tylko sygnalizuje problemy. Mam taki obyczaj – nawyk, można by powiedzieć, że czytając dowolny artykuł, w którymś momencie muszę sobie odpowiedzieć na podstawowe pytanie: czy czytam z ciekawości (np. wypada czytać lokalnych publicystów), czy też czytam, bo mogę na tej wiedzy i komentarzach polegać. Szczególnie chodzi o wiedzę, bo wiarę w cudze komentarze mam ograniczoną. Są takie sytuacje, kiedy czegoś się nie wie i jest się zdanym tylko na cudzy komentarz. Wtedy w pierwszym rzędzie wierzę tym, co swoją niezależność wielokrotnie potwierdzili, lub stosuję się do intuicji wziętej z Sury koranicznej („wierzcie tylko tym, co wyznają waszą religię”), czyli są mi bliscy światopoglądowo, ideowo, itp. Nie jest to prawdą, że każdy kto zapewnia o swojej niezależności w istocie niezależnym jest. Niezależność to jest ocena biorcy lub biorców, a przy takim spolaryzowaniu społeczeństwa i tak trudno ustalić zdanie wspólne. Każdemu musi więc wystarczyć jego zdanie odrębne, ale musi mieć możliwość wyrobienia sobie takiego. Przy czym, jak w przypadku rozsądku, nie słyszałem, żeby ktoś przyznał się do jego braku, tak i w przypadku niezależności, nie spotkałem ujawnienia, że ktoś jest zależny, np. od jakichś pryncypiów, przełożonych, itp. Nawet jeśli odetnie się politycznie, bo to jest modne, to nie wspomina o ideologii, która jakoś nim zarządza emocjonalnie, wolitywnie a nawet myślowo, co w w przypadku doznań intelektualnych jest „zabójcze”. Wg indywidualnych oświadczeń, to ileś tam milionów „obiektywów” powinno chodzić po ulicach Polski. Tak jednak nie jest. Wracamy więc do początku. Trzeba mieć definicję siebie, która w przypadku publicysty powinna się jakoś przejawiać. Trzeba mieć własne zdanie, a zmieniać je tylko na lepsze (np. na uzasadnione bardziej doświadczeniem, niż założeniami). Wywiad, o którym mowa obnażył co nieco z tzw. obiektywnej rzeczywistości, ale czy możliwe jest trafne zaadresowanie pretensji? Przypominam okres, kiedy intensywnie zachęcano Polaków do „brania spraw w soje ręce”. W myśl tego zawołania najpierw uwłaszczyła się nomenklatura partyjna i wszelkiej maści cwaniacy. Później nowe partie i znajomi królika. Teraz do skoku szykują się „młode wilki” na kolejną fazę prywatyzacji (faktycznie: uwłaszczeń). Wiele osób z tzw „kręgu” szuka jeszcze „swego miejsca” i powoli, tzn. kolanem dopycha się łupy. Okazało się, że przy współpracy (to koniecznie podkreślam) władz, są jeszcze synekury w organizacjach społecznych, pozarządowych i różnych pod skrzydłami władz. To że są one ważne świadczy fakt, że zasilają je również pieniądze unijne. I w świecie to funkcjonuje nieźle, ale jest jedna zasadnicza różnicą, którą znam z osobiście przeprowadzonych rozmów. W świecie jest to usługa ludzi bogatych wobec jakiejś społeczności. „Miasto pozwoliło mi dorobić się, a ja w formie wdzięczności skierowałem żonę i pieniądze (moje i znajomych) na służbę organizacji świadczącej pomoc dla ludzi z naszego miasta - ja zdobywam pieniądze, ona zaszczyty, a potrzebujący coś bardzo ważnego, ubezpieczenie na wypadek...”. Czy to jasne? Nikt nie traktuje takiej organizacji jak dojnej krowy. Władze też odcinają się od wpływu... Jest kontrola, chyba tylko prawna. Jakoś przedziwnie jest to ciężka praca i niemożliwym jest spełnianie się w kilku organizacjach. I w tym względzie wywiad odkrył przede mną coś nowego, co nie współgra z moja wiedzą, ale to dalej jest traktat o władzy tylko nikt tego tak czytać nie chce. Dziennikarzowi też chyba zabrakło odwagi powiedzieć, że to, na co naprowadza swoimi pytaniami wynika z czegoś innego, niż rozmówczyni zechce powiedzieć. A wywalić to na ławę. Na lepszą okazję czeka, czy nie widzi? Może mało danych? A może się obawia... I tu zniszczyłby wszystko, co zbudował tym wywiadem. Tego typu wywiady mówią o dwóch sprawach: albo o jakości władzy, albo o kondycji ludzkiej. Dlaczego nie postawić kropki nad „i”, tym bardziej, że te sprawy przedziwnie się łączą? Przecież dziennikarz powinien pełnić podobna rolę jak komisja ds badania wypadków lotniczych – dopełnić ten zbiór zasad pisanych ludzkimi błędami, żeby przyszłość była pewniejsza. P.S. Drodzy Przyjaciele! Mnie już nie czeka kariera „lennona1”*, żebym musiał się liczyć z tym, co piszę. Liczę się tylko z prawem, moralnością w stylu etyki niezależnej** i dobrym obyczajem – reszta, hulaj klawiaturo! *Przypominam, lennon1 to swego czasu ważna figura: członek łódzkiej Platformy, bliski współpracownik Cezarego Grabarczyka, kandydat na wiceprezydenta Łodzi, prezes pocztowej spółki Postdata kontrolowanej przez Ministerstwo Infrastruktury. (wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Dwaj-politycy-PO-zawiesili-czlonkostwo-w-partii,wid,13003054,wiadomosc.html?ticaid=1b8a9) **Jestem porządny z powodu przynależności do takiej a nie innej kultury rodzinnej, społecznej i filozoficznej (T. Kotarbiński). Link Zgłoś
Gość: jothagie Zmieniać poglądy tylko na przydatniejsze IP: *.olsztyn.mm.pl 24.01.11, 11:17 zamknięty Nawiąże jeszcze do postu forum.gazeta.pl/forum/w,64,97209648,118461087,Moje_iscie_polityczne_zalety_.html Coś jeszcze muszę uzupełnić. Pan „włodek” zapytał też, czy mogę podać jakiś przykład poglądów, które diametralnie zmieniłem wraz z rokiem 1989. Nagle to nic nie zmienia się w poglądach człowieka myślącego, ale w perspektywie czasu, to tak. Wiele jest takich poglądów, bo tego wymaga system osobistego przystosowania się do rzeczywistości. Mówi się, że inteligentni ludzie to tacy, co rozumieją i przystosowują się. I mimo zawartego w tym koniunkturalizmu, jest w tym sporo prawdy i zwykłej konieczności. To jednak dotyczy sfery osobistego funkcjonowania w sferze społecznej. Znajdą się jednak i takie poglądy, które dotyczą tzw. „dobra wspólnego”. Po lekturze artykułu sygnalizującego niebagatelność myślenia autora www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1530:student-polski&catid=65:publicystyka&Itemid=123 postanowiłem ową zmianę wyrazić w tzw. przykładzie, pierwszym z brzegu i nawiązującym co nieco do artykułu (jako causa efficiens). Kiedyś bardzo ceniłem sobie nasze rozwiązanie darmowej nauki na studiach. Sam takie studia ukończyłem i widzę rzeszę tych, którzy również pokończyli studia ze mną i w „pobliżu”, a nigdy by ich nawet nie zaczęli, gdyby studia były płatne. To była i szansa, ale było to także dobrodziejstwo dużej klasy – mozolne uzupełnianie stanu inteligencji, wybitej przez wszystkich najeźdźców. Ale już za moich czasów parkingi politechniki nie mieściły studenckich samochodów, podczas gdy wykładowcy przeważnie chodzili pieszo. Czyli już wtedy ktoś mógłby płacić za swoje studia i nie obciążać budżetu państwa. Przełomem mego myślenia na ten temat było spostrzeżenie, gdzieś około 1992 roku, że zaczynamy kształcić dla bezrobocia a finansowanie studiów ma za cel wyciszenie niezadowolenia młodzieży. Dobitnie uświadomiły nam to później rzesze wykształconych „londyńczyków” pracujących na zmywaku. Jedyny plus, że uczą się języków obcych w praktyce. Problem darmowej nauki staje się tym bardziej anachroniczny, że powstały uczelnie komercyjne, w których płaci się i przy odrobinie wysiłku dostaje się dyplom, w skrócie rzecz ujmując. Wcale nie nalatuję, bo też uważam, że więcej zależy od studenta, co zechce wiedzieć, niż od systemu kształcenia. Jak jednak rezygnuje się z formalnych wymagań wiedzy, to otwiera się drogę do poluzowania wysiłku, co w końcowym efekcie jest widoczne. W ramach żartu opowiem anegdotę. I nic, że już ją wykorzystałem. U mnie na roku studiowali również Niemcy z RFN (dokładnie, to mieliśmy wspólne zajęcia). My byliśmy grupą a oni indywidualnościami. Często, w ramach przerw, przydzielano nam matematyczne zadania do rozwiązania. My dzieliliśmy zadania między siebie, a oni brali wszystko na siebie, każdy na siebie. Gdy wracaliśmy po przerwie, np. świątecznej, to każdy z nich miał kilka rozwiązanych zadań, a my mieliśmy prawie wszystkie. W końcówce studiów oni jednak byli lepsi. Mieli również swego opiekuna, który już podczas studiów, ze względu na zdolności i wysiłek kwalifikował ich do prac, stanowisk i płac. Dzięki temu wzrastała u nich motywacja do studiowania. Dziś, w naszym tylko wydaniu, problem jest bardzo widoczny i nawet nabrzmiał. Warunki społeczne (w tym ekonomiczne) na tyle uległy zmianie, że darmowe studia, to jest jawna niesprawiedliwość społeczna. To nie jest żadna promocja ludzi pozbawionych szans, bo tych szans pozbawia ich się na każdym kroku, a ludzie zamożni zawsze znajdą wyjście. Moim zdaniem każdy powinien mieć możliwość zaciągnięcia kredytu studenckiego, na dogodnych warunkach. Państwo nie musi na tym zarabiać, a musi przede wszystkim ograniczyć straty. Państwo może pomagać w spłacaniu kredytu – umorzenia, spłata odsetek, co powinno być ogłoszone wcześniej, żeby możliwa była sensowna polityka naboru na chciane i oczekiwane (zamawiane) przez państwo kierunki. P.S. Zaprezentowałem swój pogląd na sprawę, ale podeprę się pewnym „orzeczeniem” wiejskiego lekarza, który w poprzednim roku wystawił 9 zaświadczeń niezbędnych do ubiegania się o przyjęcie na studia. Stwierdził, że w 8/9 przypadków miał do czynienia wręcz z zagłodzeniem kandydatów. „I to pcha się na taki wysiłek, który dodatkowo osłabi organizm”. Jaka więc będzie ta przyszła inteligencja? Jeśli rodzice „odejmą sobie od ust”?(Na pewno!) Jeśli skończy studia? Jeśli zdrowie zachowa? Jeśli pracę rozwijającą dostanie? Czy zdoła odrobić straty? Link Zgłoś
Gość: jothagie Co to jest odwracanie kota ogonem? IP: *.olsztyn.mm.pl 27.01.11, 06:33 zamknięty Dokładnie nie znam historii powyższego stwierdzenia i chętnie ją poznam, ale mam własną historię, która do tego pasuje. Będąc w dużym mieście skorzystałem z ogłoszenia i wybrałem się na otwarte (!) spotkanie ze znanym politykiem, powiedzmy delikatnie, liberalnym. Było oczywiście o pożytkach kapitalizmu i wyższości tegoż nad socjalistycznym sposobem gospodarowania. Szczególnie starali się paneliści, ale jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, znalazło się więcej piewców systemu kapitalistycznego. W końcu ktoś z sali poprosił głos i wygłosił kwestię następującą (odtwarzam z pamięci): „Panowie przedsiębiorcy! Ja wierzę, że system kapitalistyczny podoba wam się bardzo. Znam was i wasze rodziny przed rokiem 1989 i to wystarczy za argumentację waszych pochwał, ale zróbcie coś, żeby i nam pracownikom najemnym ten system spodobał się również”. Najpierw zapadła cisza. Potem polityk uratował spotkanie obracając temat kwestią, „a co tu robią robotnicy? Byłem przekonany, że jest to spotkanie z przedsiębiorcami”. I takie tam odwracanie kota ogonem. W powrocie do hotelu wykorzystałem ten moment na takie rozważania: Za „komuny” mój obowiązek wobec zakładu pracy składał się z dwóch elementów – pracy właściwej 8-9 godzin dziennie i zaangażowania, co było również zajęciem na rzecz tego zakładu pracy. Nie było to ciężkie ale czasochłonne. Po prywatyzacji moja praca zaczęła wynosić tyle co poprzednio praca plus zaangażowanie. Do domu przychodziłem na kolację, zarówno w pierwszym jak i drugim przypadku. Różnicy w wydajności chyba nie było, bo to była praca zbiorowa, której stały rytm był konieczny. Co do płacy to była różnica, ale przede wszystkim różnica była w dostępności dóbr za zarobione pieniądze. Poza tym nic rewelacyjnego. Różnicę w opłacaniu tej pracy zobaczyłem dopiero, gdy odwiedził mnie kolega, który na emeryturze robi dokładnie to samo na Słowacji. To jest różnica, nie tylko dlatego, ze jest to w euro. Taki kapitalizm mógłbym polubić, ale spoglądałbym wokół, jak się mają inni, bo trudno być egoistą. Nie występuje tu jako ideolog socjalizmu. Po prostu jestem zwolennikiem tego, o czym już Biblii mówi się, że godzien jest robotnik (każdy robotnik) zapłaty swojej. W kraju mamy niezwykłe zamieszanie i aż boję się wskazać przyczynę tego zamieszania. Czy mógłbym zaryzykować, że chodzi tu o Smoleńsk? Nie odważę się. To ewidentne, że chodzi o władze i pieniądze. A może zaryzykować i poprosić o szczerość. Wiadomo, ze zbliżają się wybory, a więc sposób sięgnięcia po władzę. Wiadomo, że społeczeństwo jest przygotowane psychicznie na dalszą prywatyzację (np. w służbie zdrowia) to jest to sposób, żeby uwłaszczyć swoich. Ponieważ wiele milionów obywateli nie będzie w tym procesie uczestniczyć więc może jasno i otwarcie każda partia powie, kogo chciałaby wzbogacić. Przecież my i tak ich poznamy po owocach prywatyzacji. Pokażcie się od tej strony i dajcie nam spokój zabójczym stwarzaniem pozorów, wywoływaniem pustych sporów i bylejakością zewsząd przeciekającą. P.S. Odpieram atak trolli. W tej toalecie, jaką jest forum, wybrałem rolę lepszego papieru toaletowego i wystawiłem się na użytek wiedząc o tym, do czego mogę być użyty. W związku z tym nie muszę się tłumaczyć, ani z tego dlaczego byt kształtuje świadomość, ani i z zakresu przyjętych pryncypiów deontycznych. Nie schlebiajcie więc ani swojej wielkości, ani mojej ludycznej plebejskości. Jest, jak jest i jeśli wszyscy mają tego świadomość, to zachowają umiar stosownie do rzeczywistości a nie w zależności od podjętych ról, które usiłują pełnić, a które ich przerastają. Niektórzy z Was jasno powinni sobie powiedzieć, że trollowanie na tym forum też przerasta ich możliwości, bo czymże jest główny problem tego forum: „Jak usunąć śmiecia wabiącego się yadol z forum?”. A wolne „podsrywanie” dla spełnienia się w obyczaju „chłop żywemu nie przepuści” daje przyjemność tylko do czasu. Ten nałóg wymaga wzmacniania środków wyrazu i bywa, że kończy się w kajdankach. Ja powoli przegrywam swoją ostatnią rolę – rolę życia. Oglądam wszystko z dwóch na nawet z więcej stron. I o dziwo, widzę więcej. Poczucie kresu dodaje nowy zmysł. Niektórzy wykorzystują to metafizycznie. Ja przyglądam się temu na zimno i bez zdziwienia. Link Zgłoś
Gość: jothagie Niedziela emeryta, IP: *.olsztyn.mm.pl 30.01.11, 20:40 zamknięty czyli o elitach dopiero na końcu... Jak każdy emeryt czekam na niedzielę, aby sobie odpocząć... Prosta kuchnia a potem muzyka. Z największą przyjemnością wysłuchałem dwu koncertów fortepianowych Rachmaninowa, c-moll i d-moll. Jeszcze tylko Rapsodię węgierską nr 2 Liszta, w wykonaniu orkiestry i także Liszta Liebestraum na fortepian i wiolonczelę. Ten utwór aż prowokuje wykonanie orkiestry Raya Conniffa i nie odmówiłem sobie. Miałem ochotę na więcej, np. IX Symfonię Beethovena, ale tu też do nałogu tylko krok. Nie można stracić kontaktu z rzeczywistością. Los tak sprawił, że to rozumiem, mam taką potrzebę i wystarcza mi to nawet za kolację. Niestety, nie mogę pić, a butelka dobrego wina dodałaby koloru tym filmom, które od muzyki w wyobraźni powstają. Nie marzeniom, bo tym się nie oddaję, ale tworzeniu tej piękniejszej rzeczywistości, choćby tylko w projekcji, coś na wzór platońskiej jaskini. Idee bez dobrego wina nie są osiągalne... Rozumiem starożytnych, którzy mieszali wino ze źródlaną zimną wodą – nie spić się, a mieć przyjemność uczty. Przecież lepsze to niż rzymskie womitoria z piórkiem fleminga (niektórzy twierdzą, że to nie było prawdą). Na wszelki wypadek muzyka jest u mnie zamiast kolacji. Kupuję muzykę na wypadek kryzysu żywnościowego, ale nie wiem, czy uda się nią przykryć całą biedę. Otóż ja poucztowałem sam ze swoimi myślami i z muzyką. Nie odbieram tego zbiorowo tak emocjonalnie jak w ciszy mojej świątyni dumania. Dobra muzyka, wysokiej jakości słuchawki i nie ma mnie. Emerytowi też należy się... portalwiedzy.onet.pl/4868,25297,1636491,1,czasopisma.html A Polska bankrutuje...! (finanse.wp.pl/kat,102634,title,Polska-bankrutem,wid,13079807,wiadomosc.html?ticaid=1bb15) A teraz najprawdziwsza prawda: Ja, jako emeryt, marzę (mimo że nie marzę) tylko o jednym – o zabijaniu nienarodzonych. Niestety tak to niektórzy widzą rozwój tendencji lewicowych w ambicjonalnie deptanym społeczeństwie. Jakież to odkrywcze! www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1552:zmieni-si-miejsce-na-podium-&catid=63:ukasz-adamski&Itemid=97 Wiem, niektórym sen z powiek spędzają „słupki”, w których SLD zdobywa 19%. Powiem, mnie to też nie cieszy, ale podchodzę do tego bez strachu i bez nowej religii z piekłem włącznie. Dopóki na celowniku trzyma się na odległość strzału tych, co to są zwolennikami totalnej rozpierduchy, to jest bezpiecznie. Ale podoba mi się to, że przy byle okazji chce się mi wcisnąć marzenia o zabijaniu nienarodzonych. Zastanawiam się czy jeszcze dziś nie wybiorę się na jakieś owulujące d... Mam podobne szanse, jak SLD wygrać najbliższe wybory, czyli tylko statystyczne... Przy tej okazji warto sobie zdać sprawę z tego, że za wzmocnienie lewicy i roszczeniowości społeczeństwa odpowiadają ci, co nędzę na kraj sprowadzają wprost czy bocznymi drzwiami, czyli politycy i klasa rządząca. Natomiast za dopuszczenie takich do władzy odpowiada tylko społeczeństwo. I koło się zamyka. Wyjście z tego zaklętego „tańca” tylko poprzez edukowanie społeczeństwa. Obecnie obowiązująca edukacja jest taka: Jeśli wrzucasz kartkę do urny wyborczej ze wskazaniem na PO, to masz prawo myśleć, że głosujesz przeciw zdegenerowanej prawicy i pazernemu Kościołowi. Jest w tym trochę prawdy, ale zasadniczo jest to błąd. Obowiązkiem naszym jest dać szansę również innemu rozumowaniu, ale czy kolejny raz nie czeka nas perspektywa wyboru mniejszego zła? P.S. A jednak, nie Panowie! Niedoczekanie wasze, żeby Polską współrządziła trzecia trumna, jako symbol IV RP. Dziwne i niebezpieczne jest to, że legenda zamiast się kończyć, zaczyna się od Smoleńska. Bohater w powietrzu a Imperialna Rosja podstępnie skryta w chlewiku na lotnisku. Knuje. Dalej już tylko przemarsze z pochodniami – ulice, sejm, Polska. I może dziwniejsze jest tylko to, żeby palić świeczkę nie przy grobie zmarłego, a przy miejscu jego pracy. To może wywrócić porządek nie tylko myślowy – nie udała nam się druga Japonia, także nie wyszło z drugą Irlandią, to może się ziścić drugi Egipt. Oświadczam, że nie robię tu za drugą Al-Dżazirę. I mimo, że nie piję, to ja już dziś proszę, żeby w dniu wyborów zbadano mnie tym samym alkomatem, co wojewodę Kracika za drugim razem. I tylko żal, że z filmu "Pięć dni sierpnia” wycięto całą rolę Lecha Kaczyńskiego, mimo że zgodnie z rzeczywistym scenariuszem, była epizodyczna. Film miał szansę stać się „kultowym” i trafić pod strzechy detronizując w wiejskiej filmotece Bareję, szczególnie „Poszukiwany, poszukiwana”, gdzie był przepis na badanie cukru w cukrze. Link Zgłoś
Gość: jothagie Takie sobie demokratyczne mrzonki... IP: *.olsztyn.mm.pl 01.02.11, 10:32 zamknięty W naszej demokracji nie ma jeszcze takiego obyczaju, żeby wszystkie sprawy toczyły się wg procedur demokratycznych. Mamy pokusę, żeby nakierować demokrację na właściwe rozwiązania, żeby jej „pomóc”, żeby po swojemu ową demokrację zdefiniować. Pokazać to można na ostatnich naszych wyborach prezydenta miasta. Dokonano rzutu na taśmę topiąc w szambie jednego z kandydatów – list, wyznanie, apel... Wszystko to nie z powodu tego, że JCM miał szansę wygrać te wybory, bo nie miał, ale z powodu strachu, że tak słabego kandydata wystawiono jako konkurencję. To było niepotrzebne ratowanie tego, który i tak ostatecznie wygrał. W pierwszej turze obywatele pozwolili sobie tylko na luksus własnego zdania. I to przeraziło zamiast dać do myślenia. Należę do tych, którzy w demokracji również mają ochotę na czystą koszulę, majtki, skarpetki a także na czyste metody zdobywania władzy. Ostatecznie i tak podzielono wszystkich na wielbicieli „zła” (brudu). Cóż to za różnica, że mniejszego, czy większego. Przez moment to „mniejsze zło” znalazło się w strefie zagrożenia. Niektórych ogarnęła rozpacz i machanie na oślep. Dla obserwatora - śmieszność nad śmiesznościami. A mnie się chciało, żeby JCM uczciwie przegrał, żeby społeczeństwo stając „oko w oko” powiedziało obojętne „nie”. Chciałoby się, ale jeśliby wygrał, to też przyjąłbym to jako wyrok Opatrzności. (A propos, dziś sytuacja staje się jaśniejsza: wiadomosci.onet.pl/regionalne/olsztyn/byly-prezydent-olsztyna-oskarzony-o-gwalt,1,4160644,region-wiadomosc.html). Dziś jakby Opatrzność podjęła decyzję, że stanie w przeciągu jest niekorzystne. Społeczeństwo otrzymuje sygnał z właściwej strony, co jeszcze o niczym nie przesądza, bo „duch tchnie, kędy chce...”. Po metodach zastosowanych wcześniej pozostaje obrzydzenie i wszędzie, gdzie widzę zwycięzcę lub o nim czytam, to ten niesmak drąży mnie jeszcze głębiej. Teraz jeszcze ostrzej widzę ten brak cech, który nie pozwolił mu uczciwie wygrać. Coś musi być na rzeczy, jeśli nawet sam zwątpił. W innych sprawach też widzę skłonność do ucieczki w te metody, które pozwalają wygrać omijając demokrację. I to niestety będzie ciążyć nad naszą świadomością i będziemy udawać, że nic nas nie drąży. Właśnie tego obawiałem się najbardziej, bo przecież po tygodniu wyborczym pozostają cztery lata refleksji. W tym czasie będziemy się kisić jak ogórki czekając, kiedy znów nadamy się komuś do zakąski. I to jest zawsze tak, jak wielki dyskurs ideowy nie poprzedza działań, jeśli dyskurs zostaje zastąpiony przez doraźne zadania i głupie podpowiedzi, malutkie i nikczemne wojenki oraz poczucie kryzysu. Na „rynku” ideowym, jak zawsze i wszędzie, obecna jest prawica, ale ona uwiędła już 19tym wieku. Ożywiały ja tylko wielkie narracje lewicowe - obecnie nie ma ani narracji, ani ideologii, ani radykalnego ruchu politycznego, który byłby atrakcyjny dla grup niezadowolenia społecznego. Prawica mówi, że to dobrze, że sczeźli, że przepadli. Otóż nie. Osłabienie dyskursu owocuje bylejakością przedstawicielską i obywatelską. Powodem zaogórkowania się społeczności jest również fakt, że na oczach społeczeństwa toczy się mnóstwo nieprawdopodobnych wojen. To ich bezczelność paraliżuje obywateli, którzy powinni przeciwko nim protestować. Wysokie „c” tych sporów nie pozwala na uruchomienie masowego sprzeciwu (typu np. „dzień bez Smoleńska”). W ten sposób wykuwa się nową indywidualną moralność, gdzie model życia jest sprawą wyłącznie indywidualną. Tego potem nie da się pozbierać w żadną akcję ani wielką, ani małą. Spore winowactwo za to, co jest, ma kryzys, który jest mistrzem pacyfikacji wszelkich objawów innego myślenia. Odgórnie tak ustalono, że nie ma organizacji nie dotkniętej w jakiś sposób kryzysem. Takie związki zawodowe – albo czerpią profity, ale muszą być „za”, albo też im kryzys zagraża (praca, kredyty, dzieci, rodzina). Pacyfikują więc sami siebie. Powstaje nowa jakość władzy oparta na fakcie, że myślenie imperialne podaje rękę liberalnemu myśleniu. To zapewnia władzy mechanizm jej utrzymania, a nie wymaga specjalnej edukacji społeczeństwa – wystarczy dobry obraz (PR). Po tej stronie kapitałem są ci, którym się udało – to pierwsza wydzielona zona. Druga to ci, którym się nie udało, ale marzeniami i nadziejami są w zonie pierwszej. Trzecia to ci, którzy już starli się z życiem w postaci braku szans, bezrobocia i nędzy. Pamiętajmy, że gułagi nie są tworem teorii (lewicowej), ale zupełnie niezależnej praktyki, w tym walki politycznej (klasowej – między zonami) przede wszystkim. Wtedy też nie zdobywało się władzy metodą demokratyczną, ale knowaniami, co zakładało przemoc i wszystkie tego pochodne, jak upokorzenie i pacyfikację myślenia społecznego. Tak więc w naszym życiu społecznym mamy wszystkie elementy niezbędne do ułożenia nawet najgorszej mozaiki. Szczególnie martwi mnie ten brak dyskursu ideowego, bo tylko on może nadszarpnąć opinie wszelkiej maści dyktatorom. I powiem Wam szczerze. Zastanawia mnie jakość naszego uniwersytetu, jeśli na tym terenie czuje się on równie spacyfikowany, jak to społeczeństwo. Sam sobie winien – naboru dokonała teologiczna (fundamentalna) prawica – na jakość i różnorodność nie ma miejsca; popełniono też podstawowy błąd – teologów można zaprosić do dyskusji, ale nie wolno im oddawać mikrofonu... obiektywni i niezachłanni potrafią być tylko prywatnie, przy brydżu, co wielokrotnie sprawdziłem. P.S. Mam wrażenie, że to nowe państwo oparte na partyjności, kolesiach i niezbyt uczciwych metodach traktuje nas jako poszczególnych (oddzielnych) Janów Nowaków. Im niżej, tym bardziej bezwzględnie. Nie pozwala na rozwój zbiorowej tożsamości. Ta będzie się ustalać na ulicach w dzień protestu. Dlatego ja, jako Jan Nowak, rewanżuję się - mam to gdzieś. Link Zgłoś
Gość: jothagie Chanson triste IP: *.olsztyn.mm.pl 02.02.11, 15:27 zamknięty Wpisałem się do dyskusji: forum.gazeta.pl/forum/w,64,121638191,121638191,Co_grozi_katoliczce_.html ale chyba warto to razem zebrać. 1. W zasadzie to można by przyjąć stanowisko „ostrogotek” (ostrogotka) pokazujące, że nie ma przymusu uczęszczania do szkoły katolickiej. Dodajmy jeszcze najważniejsze, że rzecz dzieje się w Polsce, a dotyczy osoby, która do związku z katolicyzmem podchodzi dosyć luźno, co w tym wypadku znaczy nieortodoksyjnie. Nie powinno więc dziwić nas Polaków, że dziewczynę wywalono ze szkoły. Ale... Czując się Europejczykiem można tego gestu wstydzić się bardzo. Miałem okazję zobaczyć szkołę we Francji prowadzoną przez jezuitów. Jak przystało na państwo świeckie była to szkoła bezwyznaniowa, co znaczy, że na jej terenie była kapliczka wielu wyznań (symbole religii wyznawanych przez uczniów), lekcje religii skierowane na wyznanie i religioznawstwo dla pozostałych. I wiele pożytecznych zasad w regulaminie, np. nie można wyrzucić przed ukończeniem klasy (świadectwo ukończenia). Widziałem Arabkę w ciąży, która miała dotrwać do końca roku. I dla nikogo nie było to problemem. Ojciec prefekt powiedział mi, że jego „zadaniem nie jest pilnowanie dziewictwa uczennic. Urodzi, a edukacje dokończy w innej szkole. W opinii nie będzie o tym wzmianki”. We Francji szkoły prowadzone przez wyznania różnią się od publicznych poziomem a nie wyznaniem i tracą rację bytu, jeśli poziom jest niższy. Oczywiście, w Szwajcarii jest inaczej, to dlaczego w Polsce nie może być po „naszemu”? (02.02.11, 11:37) 2. Będę dalej konsekwentny i powiem, że u nas nie ma obowiązku być człowiekiem religijnym. Nie ma też obowiązku być wyznawca konkretnej religii. Weź podręcznik religii „żywych” i wybierz sobie. Samych protestanckich wyznań (często liberalnych) mamy kilka tysięcy (efekt tzw. trzeciej reformacji). Zobaczysz, jak Bóg różnie potrafi przemawiać do ludzi – zdziwisz się, że byłeś taki naiwny... Polecam Ci do obejrzenia film „Dziewczęta z Saint-Cyr”. Francja, koniec XVII wieku. W 1686 r. Madame de Maintenon, sekretna żona Ludwika XIV - założyła w Saint-Cyr pod Paryżem szkołę dla młodych dziewczyn z zubożałej szlachty. Chciała w ten sposób odpokutować swoją przeszłość kurtyzany. Zobacz, jakiego ku..stwa trzeba się dopuścić, żeby wymyślić taką szkołę... (02.02.11, 12:29) 3.Przy założeniu, że antyklerykałom przeszkadza rozebrane ciało młodej dziewczyny, to pewnie miałbyś rację. Oświadczam Ci jednak, że mnie to nie przeszkadza i słowem bym o tym nie wspomniał, gdyby gerontologiczna dyrekcja liceum katolickiego śliniła się we własnym gronie, a pełne oburzenia uzasadnienia zostawiła jako opowiadanie własnym małżonkom na bezsenne noce. Takie święte oburzenie, to i seks zastąpić może... (02.02.11, 14:0) już widzę te pełne usta orgazmu. Dla mnie zastanawiające jest tylko jedno, że przedstawiciele niektórych religii nie uwzględniają wszystkich możliwości życia. Niektóre osacza się, niektóre pomija, a niektóre wręcz lekceważy. Z tych osaczonych dobrze „opracowany” jest grzech. Dobrze przekazany, wręcz dziedziczony, wysysa i ciało i duszę. Oplata się nim człowieka tak szczelnie, ze dla życia wg własnej, podobno wolnej woli zostaje minimalna sfera. Dlaczego religie nie widzą, że ciało ludzkie, to też jego szansa, którą trzeba wykorzystać w odpowiednim czasie, że w cudzym ciele nie ma grzechu – grzech rodzi się w naszej świadomości, czyli w sytuacji jak to oceniamy. Pod prywatną kołdrą naga dziewczyna nie jest grzechem, a grzechem staje się na okładce pisma. To jest chore! W tej katolickiej Ameryce jakiś procent dziewcząt studiuje tylko dlatego, że sprzedaje swoje ciało na okładki pism, na fora erotyczne i inne tego typu. Jakoś nie widzę Armii Zbawienia, żeby wspomagała te dziewczyny, że o prostytucji już w ogóle nie wspomnę – przecież to nie same nimfomanki poddają się tym czynnościom. W tym momencie chyba wszystko zrozumiałem: Włączyłem sobie „Chanson triste” Piotra Czajkowskiego w wykonaniu Jamesa Lasta i chyba zrozumiałem. To właśnie smutna jest ta piosenka, kiedy z życia rozumiemy tak niewiele, a szczególnie kiedy nie rozumiemy dziewczyny, która próbowała uchwycić swoją ulotną szansę. Być może, że zachowała się nieregulaminowo, ale od czego jest ta cała sfera pojęć, jak choćby błąd, wina, grzech, ułatwiająca zrozumienie drugiego człowieka. Bez ustawicznej konieczności rozumienia innych tracimy naszą duchowość, stajemy się obrzędowcami, a w przypadku omawianym „staroobrzędowcami”. Jeśli człowiek to zwierzę rozumne, czemu nawet św. Tomasz nie zaprzeczył, to starajmy się rozwijać racjonalność kosztem utraty zwierzęcości, bo inaczej będzie to smutne życie. P.S. Zastanawiam się nad powabem kłamstwa, które począwszy od mojej wątroby poprzez moralność stosowaną (o tym wyżej) aż po politykę robi oszałamiającą karierę. W polityce, to wszyscy widzą. Co zaś do wątroby, to sprawa jest prosta. Od dzieciństwa uwielbiam konfiturę jagodową (leśne czarne jagody). Całe dorosłe życie robiłem to sam. Na emeryturze postanowiłem odpocząć i zdałem się na ofertę sklepów. Takie konfitury jedzone z twarogiem zastępują mi słodycz konfitur politycznych. Ale jest pewien problem. W sklepach mam do wyboru konfitury niemieckie i polskie. Skład ten sam, również tych świństw z grypy „E”, ale po niemieckiej wręcz rżnie mnie wątroba. Kto mnie więc okłamuje? Link Zgłoś
yadol Re: Zrozumieć politykę naszych elit 02.02.11, 16:28 zamknięty Szanowny JHG jesienią masz u mnie dwa słoiczki naszych domowych konfitur z jagód. Zeszłoroczne już zjedliśmy. Pozdrawiam :) Link Zgłoś
Gość: jhg O Szlachetny! Dzięki Ci! IP: *.olsztyn.mm.pl 02.02.11, 18:04 zamknięty Wreszcie jakiś konkret z tej pisaniny... Yadol! Jesteś zadziorny, ale jesteś wspaniały. Link Zgłoś
Gość: jothagie Zajęcie narodowe - mycie prawdy... IP: *.olsztyn.mm.pl 04.02.11, 10:32 zamknięty Moi rodacy są tak dalece rozmiłowani w czystej prawdzie, że prawdy już nie konsumują a zadowala ich sama czynność mycia prawdy. A jest to dyscyplina niemal narodowa, bo prawie każdy się do tego nadaje. Wystarczy byle jaka ściera i dużo wody. Wzmacnia to komunikację społeczną, bo ile to się przy tym nagadają. Ogólnie jest to naród, który marnuje kalorie na gadanie,wodę na mycie prawdy, ale ma niepłatne zajęcie od niedorozwiniętego gnojka z klawiaturą po staruszka, który siebie myje raz na miesiąc, ale prawdę kilka razy dziennie. Osobną kategorią są duchowni, którym nie przystoi plebejskie mycie prawdy, dlatego na każdym kroku chrzczą prawdę – musi być nasza, czyli ochrzczona, jak to w cywilizacji chrześcijańskiej prawem kaduka (caducus: bezpański) się przyjęło. Naciągając nieco rzymskie ius caducum można by powiedzieć, że jeśli prawda nie ma spadkobierców, bo jakże gołodupcy mogą taki skarb dziedziczyć, to prawda staje się wyłączną własnością władcy duchowego, który może z nią robić, co chce, np. chrzcić ludycznie polewając wodą i wypowiadając zaklęcia, które mają ją utrwalić na wieki, wieków... Czym innym jest znajdowanie prawdy. To żmudna czynność i Polakom szkoda na to czasu. Niech tym zajmują się fachowcy, albo duchowni, bo ci już prawdę mają od zawsze. Jak już prawdę znajdą, to koniecznie muszą oddać ją do naszej pralni, magla, celem mycia, czyszczenia, polerowania, naciągania, wyrównania nierówności i ewentualnie, jako zniszczonej, wymiany na nową prawdę. Gospodarzami prawdy jesteśmy my i nie ma to znaczenia, kto jest jej właścicielem. Dlatego, jak już prawdę dorwiemy, to jako naród bogobojny w dobie „globalnej wioski” oddamy duchownym, oni prawdę sformatują, a my umyjemy to, co z tego wyszło. Może czasem puścimy oko, bo wiemy swoje, ale kto by przeciwstawił się 2tysiące letniej tradycji i profesjonalistom od formatowania. Przecież tradycja „formatowania” sięga faraonów, kiedy jeszcze nikt nie słyszał o gnojkach 24/h czyhających przed monitorem na prawdę ogłoszoną ex cathedra. Teraźniejszość tym się wyróżnia w tej narodowej czynności, że ów gnojek z klawiaturą czeka (czyha) na prawdę z dowolnej katedry. Nie pogardzi również prawdą marszałka, premiera czy prezesa. Ta prawda, Boże pożal się, jest już cieniutka jak majki dziewicy, które od trzydziestu lat nie były fachowo zdjęte i wyprane. Niestety, na majtki nie ma miejsca, bo pranie prawdy przesuwa pranie bielizny na dalszy plan, aż na głowie urośnie moher. To pranie prawdy odbywa się zresztą kosztem wszelkiego dziewictwa, umysłowego również – upowszechnia się postawa „jakiego mnie Boże stworzyłeś, takiego masz” i nie muszę się wykrwawiać ani dziewiczym, ani moherowym myśleniem. Wystarczy, że mam przycisk „pranie”, że opanowałem czynność, a przycisk „stop” ewentualnie wyłączy ojciec... lub jaki inny biskup Flaszka. Rzecz w tym, że społeczeństwo generalnie nie straciło zdrowego rozsądku, ale publicznie, bez zahamowań, zmusza się je do myślenia “poboczem” życia, np kategoriami teologicznymi, politycznymi, zamiast dać mu możliwość wolnego wyboru – od myślenia problemowego do przyjemności myślenia o niczym (coś na kształt dolce far niente). Niestety, u nas życie nie jest kategorią samą dla siebie, a jeśli nawet ktoś na własne ryzyko podejmuje temat jego przemyślenia, to pojawia się zgraja tych, co to swoje brudne łapska chcieliby umoczyć w naszym ciepłym jeszcze myśleniu I zainfekować nas czymś przewlekłym. Czymś, co pozwoliłoby na przyszłe dowolne formatowanie. Wpuszczanie wirusów teologicznych, politycznych, partyjnych , itp. staje się życiowym hobby nawet tych, co to z informatyki wiedzą tylko tyle, gdzie jest „enter”. P.S. Kiedyś na rynku politycznym odrobinę opamiętania wprowadziły „Erotyczne immunitety”. Dziś na napisanie czekają dzieła, typu: „Immunitety Prawdy”, „Licencja Prawdy”, „Dekrety Prawdy”, „Dogmaty Prawdy”, „Apele Prawdy”, a do ustawy o ustroju gospodarczym, tuż po agencjach ochrony, dodać ograniczenie koncesyjno – licencyjne na głoszenie prawdy... Widzę te opasłe Wojewódzkie Komisje Egzaminacyjne rozdające licencje I i II stopnia umożliwiające głoszenie prawdy. Oczywiście, podobnie jak dawni esbecy w ochronie, tak duchowni na reglamentowanym rynku otrzymywaliby licencje z pragmatyki – bez egzaminów. Od tego już tylko krok do Centralnych, Wojewódzkich, Powiatowych i Gminnych Automatycznych Myjni Prawdy. Wszelkim instytucjom zaleca się stały abonament miesięczny. Na każdej takiej Myjni siedzi Orwell i prawdę pakuje w sreberka. Indywidualni, jak w IPN, zgodnie z możliwościami przerobu tego, co w sreberka pakuje... Niektórym w złotka pakuje, łajdak jeden – do CBA z nim! Link Zgłoś