Gość: behemot
IP: *.core.lanet.net.pl
14.12.11, 01:58
a nawet Grosse Danke! Myślę, że wielu Polaków powie to samo. Dziękuję im, za to co zrobili po 13.12., a własciwie robili to już wcześniej. W 80 i 81 w Berlinie Zachodnim, gdy u nas trwał karnawał Solidarności na ulicach stawały tiry z napisem na burtach - pomoc dla Polski i berlińczycy, którzy przeżyli blokadę Berlina i doswiadczyli na sobie glodu, znosili do nich wszelakie artykuły, głównie spożywcze, w odruchu solidarności i zrozumienia. Gdy tira zapełniono ruszał on do Polski. Po ogłoszeniu wojny, bo tak to rozumieli, z wolnych Niemiec ruszyła na wielką skale pomoc dla Polaków, no bo przecież nie dla Polski. Kto ją zorganizował, czy Caritas, Kościół, Maltańczycy, pozarządowcy itd., to zadanie dla badaczy.W końcu pomoc, dary, ofiarowali w wiekszości zwykli ludzie ale tez firmy i przedsiebiorcy. I pomoc ta szła w dziesiatki milionów paczek żywnościowych. Na początku stanu wojennego, gdy nie było jeszce kościelnej koordynacji, wjeżdżający tir dostawał przepustkę na 24 lub 48 godzin i bywało, pomoc zrzucał byle gdzie, bo nie był w stanie dojechać do celu. A zima była wtedy surowa. Jedyną godną zaufania i zorganizowana instytucją do dystrybucji pomocy był Kościoł katolicki i inne kościoły, zwłaszcza chrześcijańskie. Taki punkt odbioru byl u sióstr Noterdamek na Małym Rynku. Nie było komórek, mejli faksów, a telefony też były wyłączone. I jak tu zebrać kilkunastu chłopa do ręcznego rozładuku kilkunastu ton, bo kierowca musi błyskiem wracać i przekroczyć granicę? Pomoc napływała też z innych krajów: Belgii, Holandii, Francji,Włoch,Kanady, Stanów itd., to trzeba uczciwie przyznać i podziękować. I to wspomaganie, pomaganie, z różnym natężeniem trwało blisko dziesięć lat. Pamiętacie punkt apteczny przy opolskiej katedrze? Ileż to dzieciaków wyrosło dzięki jedynie tam do zdobycia witaminie D3, odżywkom i butelkom Gerbera, czy Nestle? Iluż to chorych mogło jedynie tam dostać najnowocześniejsze i skuteczne leki? A sprzęt rehabilitacyjny? Rząd się wyżywił i to nieźle, biorąc pod uwagę, że Jaruzel i Urban a także wielu innych pchają taczki dalej. Póżniej przy każdej parafii był punkt wydawania pomocy żywnościowej. Mąka, olej, sery twarde, puszki z mięsem. Gdy ta nędza trwała, kartkami rozkładana po równo, przy czym pracujący fizycznie dostawał 7,5 kg mięsa i wędlin a umyslowy 2,5 kg tego samego, ale co było na kartkach nie oznaczało, że trafi to do lodówki. Pomoc od Niemców pozwalała nie waham się powiedzieć, przeżyć a w konsekwencji zbliżyc do siebie ludzi a nawet powiązać wezłem małżeńskim. Bowiem rodziny niemieckie, pragnące oferować pomoc, mogły sobie wybrać rodzinę w Polsce, której chcą zaadresować swoja pomoc. W ten sposób nawiązywały się więzy przyjaźni, często tylko na odległość a często tak bliskie, że łączyły sakramentalnie owe rodziny. Sam i moja rodzina, w szerokim rozumieniu pojęcia rodzina, korzystaliśmy z apteki katedralnej. Ktoś inny mógł korzystać z darów żywnościowych, bo akurat tego było mu potrzeba do przeżycia tego plugawego okresu. Dlatego szczerze i z wdzięcznością mogę powiedzieć, dziękuję wam Niemcy, za pomoc okazaną nam gdy Jaruzel wypowiedział narodowi wojnę.Vielen Dank fur hilfe..