frodo100
05.08.10, 09:13
Jedyne określenie jakie kojarzy mi się z Płockiem to marazm.
Ja akurat przeprowadziłam się do Płocka (z racji pracy) z mniejszej
miejscowości, ale za to po drodze zaliczając podobnej wielkości
miasto (Toruń, studia). Na początku nie potrafiłam się tu odnaleźć.
Z czasem znalazłam swoje miejsce. Ale coraz bardziej przeszkadza mi
zwykłe nieróbstwo, nieprzejmowanie się mieszkańców tym co ich
otacza. Nie mogę oprzeć się wrażeniu (a tak akurat jest), że Płock w
znacznej mierze składa się z osób, które 30-40 lat temu przyjechały
tutaj żeby pracować w petrochemii i to wszystko. Nie tworzyli wokół
miejsca do mieszkania. Wystarczy spojrzeć na rozkład mieszkań-
przystosowany do tego żeby tylko się przespac, rano cos przegryźć i
umyć i do roboty (małe i ślepe kuchnie, małe łazienki, duze pokoje,
mieszkania bez balkonów).
I co mamy teraz? Ludziom nie przeszkadza komunikacja miejska w
kiepskim stanie technicznym, brak rozkładu na przystankach,
zniszczone przystanki. Sam przykład zmienionej trasy linii "19"-
gdybym przyjechała do Płocka na 1 dzień to w ogóle nie wiedziałabym
o co chodzi, dlaczego autobus jedzie inną trasą albo dlaczego
autobus podjeżdża na przystanek na którym go nie ma (ani info o tym
że tędy jeździ ani rozkładu).
Nie przeszkadzają krzywe chodniki, brudne trawniki (psy robią gdzie
popadnie). I można by wymieniać bez końca.
Tu nie czuje się, że mieszkańcy są wspólnotą. A ja w tym mieście
założyłam swoją rodzinę, mam pracę, swoje miejsca i chcę by żyło się
tu lepiej. Ale sama nic nie osiągnę, musi się zebrać grupa osób,
które chcą o mieście Płock mówić z dumą "to moje miasto".
A co do pracy-będą ludzie będzie praca. Jesli Płock stanie się
miastem, w którym będzie chciało się mieszkać, żyć, w którym władze
będą liczyły się ze zdaniem mieszkańców i będą robić wszystko żeby
poziom życia się poprawiał wszystkim, a nie tylko im...