Gość: WKolejarz
IP: 80.51.29.*
06.01.04, 17:53
Wiele z tych tragicznych wypadków łączyło jedno - ofiar z pewnością mogło być
mniej, gdyby wagony pasażerskie w nich uczestniczące spełniały wymagania UIC
(Międzynarodowy Związek Kolei) odnośnie wytrzymałości pudeł. To w
szczególności dotyczy ostatniego wagonu osobowego Szklarska P.G. - Warszawa,
przez który "przerżnął się" w sierpniu 1990 pod Ursusem ciężki
elektrowóz "Byk" pośpiesznego "Silesia" oraz pośpiesznego "Barbakan" w maju
1997 w Reptowie. Wagon sypialny "Warsu", który wykoleił się w Łabędach na
początku 1994 też był nie bez winy... Przykładem pozytywnym jest skład
IC "Lech" z 9.12.1994 (o ile dobrze pamiętam ten dzień) - tu mimo najechania
z bardzo dużą szybkością na towarowy w Bednarach ofiary były minimalne. To
zasługa stosunkowo nowych wagonów Z2 z Bautzen używanych w pociągach IC. A w
ogóle to uważam, że najbezpieczniejszym miejscem w pociągu jest... lokomotywa
elektryczna - przynajmniej zawczasu widać, co się dzieje i można coś robić
(uciec do korytarza w maszynowni).