gall.anonim.pn
03.04.10, 07:31
To bardzo smutne. Niestety muszę się w pełni zgodzić z diagnozą zawartą w artykule. Dramatyczne jest zwłaszcza to, że zginęła tak młoda osoba, która swój przyjazd do Poznania wiązała z nadzieją na lepsze życie. I ona przestrzegała zasad kodeksu drogowego - a mimo to nie uchroniło ją to od tragicznej śmierci.
Niestety muszę tez potwierdzić to że miasto w dziwny sposób "dba" o rowerzystów i pieszych. Na dużej części ulicy ulicy Literackiej (od Hezjoda do Koszalińskiej) i całej ulicy Koszalińskiej nie ma ani chodnika ani ścieżki rowerowej. Czy miasto o tym wie? No chyba wie skoro wiceprezydent Kayser mieszka na Strzeszynie, ale domyślam się że porusza się wyłącznie służbowym samochodem (zgadłem?). Oświetlenie zrobione na ulicy Literackiej w zeszłym roku sugeruje jednak, że chodnika tam nie będzie. A kierowcy wzmiankowanym przeze mnie odcinkiem ulicy nie jadą a pędzą (aby nie napisać zap....). Rezultat jest taki, że rowerzyści (nie wspomnieć już o pieszych, bo przejście tej trasy pieszo to "mission impossible") którzy chcą się dostać do centrum miasta uprawiają radosna partyzantkę jak jazda ulicą Homera po płytach betonowych z wystającymi prętami zbrojeniowymi, później tylko "zabawa w żabki" na zatłoczonej ulicy Lutyckiej którą należy przeciąć i jazda po kocich łbach ulicą Podolańską lub inna trasa - na ulicy Homera, obok nowo budowanej szkoły (gdzie prezydent Grobelny w asyście dzieci i kamer telewizyjnych wmurowywał kamień węgielny, więc nie może wykręcać się że nie wiedział) przejście na dziko przez tory kolejowe i dalej wśród ciężarówek i pełną dziur ulicą Szczawnicką i dalej w dół.
Trzeba przyznać jedno, że "miasto przyjazne mieszkańcom" i "miasto know how" wie jak zorganizować ruch tak, aby rowerzystom za kierownicą się podczas jazdy nie nudziło i podnieść poziom adrenaliny.