Dodaj do ulubionych

Platforma nie stawia sobie ambitnych celów

09.07.10, 13:52
"To kompromis między zwolennikami ułatwień dla kierowców a działaczami, którzy
chcą stawiać na transport zbiorowy" przyznaje Majchrzycki

to ja już dziękuję, jak takie coś słyszę. Dokonania PO i innych radnych w
kwestii transportu są ujęte tu
nik.gov.pl/news.php?cod=2689
"Poszukamy finansowania np. u inwestorów poprzez partnerstwo
prywatno-publiczne - wyjaśnia Majchrzycki"

a jak to wychodzi ze stadionem?
Obserwuj wątek
    • wlodzimierz_nowak Re: Platforma nie stawia sobie ambitnych celów 09.07.10, 14:26
      > "Poszukamy finansowania np. u inwestorów poprzez partnerstwo
      > prywatno-publiczne - wyjaśnia Majchrzycki"
      >
      > a jak to wychodzi ze stadionem?

      i Termami...
    • wlodzimierz_nowak radnemu Szynkowskiemu dopowiem 09.07.10, 14:30
      "skąd PO chce wziąć na to pieniądze?" Pieniądze są, tylko idą na inne cele. Już
      od lat. Choćby ostatni program komunikacyjny PO jest niezły. Co więcej - nie
      zawiera III ramy. Ale co z tego, gdy został na papierze, a PO poparło budowę III
      ramy 60 milionami przed 2 miesiącami? Papier swoje, decyzje swoje.
    • jaskowiak_0 Platforma nie stawia sobie ambitnych celów 09.07.10, 14:49
      Bardzo rozsądne wypowiedzi zarówno Lecha Merglera, jak i
      Szynkowskiego. Samorządy finansują swój rozwój poprzez nadmierne
      zadłużanie. Taka strategia jest bardzo ryzykowna w szczególności,
      gdy podstawowa i najważniejsza pozycja przychodów Poznania będzie
      się kurczyć z uwagi na politykę Grobelnego prowadzoną przez ostatnie
      12 lat. Ta pozycja to udział w przychodach z PIT. Zamożni Poznaniacy
      uciekają z Poznania na przedmieścia (Miasto się rozlewa – W. Nowak).
      Samorządy obchodzą ustawowe ograniczenia. Dług jest długiem. W
      księgowości można manipulować danymi, ale to jest tylko przesunięcie
      w czasie. Tak jak w przypadku Enron, czy Lehmans Brother to zawsze
      kończy się trzęsieniem ziemi i to niezależnie, kto audytuje
      sprawozdania finansowe.
    • kajciech Jedna noga na szynie druga na asfalcie? 09.07.10, 15:03
      Jak z pozycji Rady Miasta można lansować teorię kompromisu między
      zwolennikami samochodów a komunikacji publicznej? To obrzydliwe.
      Mamy w Poznaniu tak piękny przykład (PST), że szybki i bezkolizyjny
      transport szynowy zapewnia popularność komunikacji publicznej,
      zmniejsza smród i brud i zapewnia rentowność tego typu przedsiewzięć.
      • wlodzimierz_nowak Re: Jedna noga na szynie druga na asfalcie? 10.07.10, 23:39
        No ale wtedy mogłoby się okazać, że III rama nie jest potrzebna, gdyż potrzeby
        komunikacyjne mieszkańców będą inaczej zaspokajane. A wystarczy spojrzeć jak
        dużo w Warszawie dało metro na północy. Nawet remont koło Dworca Gdańskiego
        tworzył korki, ale dramatów nie było.
    • Gość: Wowgin Re: Platforma nie stawia sobie ambitnych celów IP: *.icpnet.pl 11.07.10, 07:52
      Nie martw się o stadion! Wychodzi dobrze. Nie masz pojęcia jakie marże można
      wyciągnąć na budowlance jak się dobrze zakręci. Koledzy nie zbiednieją, na nowe
      chaty pod miastem wystarczy. Ale kilku może nie kupić tych działek pod lasem co
      to mieli dostać, bo im to stowarzyszenie na łapy patrzy. Ale wyniosą się pod
      Poznań i jeszcze zrobimy krzyku, że ludzi pod miasto wyganiają. Tak się da
      głupim ludem zakręcić! ;))))
    • mn_poz Panie Mergler 12.07.10, 11:10
      wszystko ładnie i pięknie, stawiajmy na komunikację miejską
      (zbiorową), ale nie zapominajmy o drogach i ulicach - konserwacja
      tego co jest to trochę za mało. PST - ok, metro - super, ale
      szerokie i równe drogi są też potrzebne, bo od komunikacji
      indywidualnej - mimo różnych opinii - nie ma odwrotu. Oba rodzaje
      komunikacji muszą obok siebie funkcjonować i to dobrze funkcjonować.
      Dlatego budujmy nowe linie tramwajowe, pętle i zajezdnie, ale
      budujmy też drogi! Samochodów nie będzie ubywać, nawet jesli
      bedziemy mieć dwie linie metra i kilka nowych linii tramwajowych. A
      jak mamy zatrzymać w mieście bardziej majętnych poznaniaków, co chcą
      do pracy i sklepów jeździć samochodami - tramwajem? Sama konserwacja
      dotychczasowych dróg nie wystarczy.
      • Gość: Wowgin Re: Panie Mergler IP: *.icpnet.pl 12.07.10, 13:52
        W głowie może ci się to nie mieści, ale tak właśnie robią wszyscy na świecie.
        Nauczyli się, że się samochodów ubywać nie będzie i nie da się zrobić tyle dróg
        coby wszystkich chętnych pomieściły. Dlaczego na zachodzie w miastach jedzie się
        tak dobrze? Bo tylko turystów stać na parkingi.
        • Gość: mn_poz Re: Panie Mergler IP: 91.212.223.* 13.07.10, 10:34
          Ale dla tych samochodów które już są i których nie będzie mniej -
          wszyscy na świecie stwarzają warunki, bo komunikacja zbiorowa nigdy
          nie zastąpi w 100% komunikacji indywidualnej.
          • wlodzimierz_nowak bardzo się mylisz! odwrót od samochodów w miastach 15.07.10, 13:49
            forum.gazeta.pl/forum/w,67,114149756,114203781,Re_poznanski_nonsens_rozwojowy.html
            W Monachium do Opery się jedzie w kreacjach metrem albo taksówką. Taki sznyt.
            Jeżdżenie po mieście samochodem w większości miast Europy jest coraz bardziej
            demode (choć w Paryżu wciąż jeszcze mocno się trzyma i korki tam są największe).
            Jednak faktem jest, że już dziś niektóre największe miasta najbardziej
            zmotoryzowanego kraju mają mniej samochodów osobowych na tys. mieszkańców niż
            polskie duże miasta ("liderzy" zmotoryzowania). Idziemy na dno zgodnie z utopią
            motoryzacyjną.
    • Gość: ip Re: Platforma nie stawia sobie ambitnych celów IP: *.adsl.inetia.pl 15.07.10, 13:05
      Piloci: Jeśli moskiewski MAK jednoznacznie nie ujawni, jakim sprzętem
      radiotechnicznym dysponowała wieża na lotnisku Smoleńsk Siewiernyj, ustalenie
      przyczyn katastrofy polskiego Tu-154M będzie praktycznie niemożliwe
      "Korsarz" zwlekał z komendami
      fot. M. Borawski


      Współpraca "Korsarza" - taki kryptonim miała wieża w Smoleńsku - z załogą
      Tu-154M przebiegała w sposób, mówiąc eufemistycznie, niestandardowy, dalece
      odbiegający od przyjętych konwencji. Z analizy stenogramów MAK wynika, że
      kontrolerzy nie tylko podawali polskim pilotom niespójne informacje, ale - co
      szczególnie dziwne - zamiast wydawać komendy, czekali, aż załoga sama zacznie
      wykonywać pewne manewry.

      Na kontrolę lotów trzeba spojrzeć jak na pewien system i wziąć także pod uwagę
      szereg dodatkowych czynników, które warunkowały prawidłowe informowanie pilotów
      - twierdzą piloci, z którymi rozmawiał "Nasz Dziennik".
      Dlaczego kontrolerzy wieży w Smoleńsku wypowiadali pewne komunikaty błędnie i w
      niektórych przypadkach dopiero po wcześniejszym wykonaniu przez załogę Tu-154M
      101 określonych manewrów? Nie wiadomo. Faktem jest, że ślady takich sytuacji
      odnotowane są w stenogramie MAK.
      Polski Tu-154M wlatuje w przestrzeń powietrzną Rosji o godz. 8.22.11. Niespełna
      dwie minuty później mjr Arkadiusz Protasiuk rozpoczyna komunikację z
      "Korsarzem". W tym samym czasie (8.24.22) rosyjski kontroler ppłk Paweł Plusnin
      przekazał załodze pierwsze nieprawdziwe informacje dotyczące pogody. Jak później
      zeznał, zaniżył widoczność z 800 do 400 m celem "zniechęcenia" polskiej załogi
      do lądowania. To świadome fałszerstwo kluczowej dla pilota danej jest bez
      precedensu w historii żeglugi powietrznej. - Nigdy nie słyszeliśmy o czymś
      podobnym i nigdy nikomu z nas nigdzie na świecie się to nie zdarzyło - twierdzą
      piloci.
      Następnie na prośbę mjr. Protasiuka kontroler podaje ciśnienie i temperaturę,
      przy czym wyraźnie zaznacza, że nie ma warunków do lądowania (8.24.51:
      temperatura plus 2, ciśnienie 7-45, 7-4-5, warunków do lądowania nie ma). - Nie
      rozumiemy, dlaczego więc wieża nie zamknęła lotniska. W tej sytuacji (kiedy
      lotnisko nie jest zamknięte) kapitan ma jednak prawo podejść do lądowania. Wina
      nie leży więc w tym aspekcie po stronie załogi - zaznaczają.
      Wieża "przespała" też bardzo ważny moment nakazania polskiemu 101 wykonania
      zakrętu nr 4. Załoga wykonuje ten manewr sama, bez polecenia z wieży (8.37.23,1
      Kapitan: "I wykonujemy czwarty, 101", na co wieża odpowiada: "101, wykonujcie
      czwarty"). - Gdyby załoga polegała na samym tylko kontrolerze lotów, nawet nie
      weszłaby na kurs pasa startowego - podkreślają piloci. Do podobnej sytuacji
      doszło dwie minuty później, czyli o 8.39.08, gdy kontroler po raz kolejny
      "przegapił" moment rozpoczęcia ścieżki. Powinno to nastąpić już w odległości
      10,4 km, a ten wydał komendę w odległości 10 km ("101., odległość 10, wejście na
      ścieżkę"). Następnie podał dane w sposób nieprecyzyjny (8.39.49: "Podchodzicie
      do dalszej, na kursie i ścieżce, odległość 6"), ponieważ odległość dalszej to
      6,1 kilometra. O 8.40.42 widzimy, że kontroler lotów znów zaniedbuje swoje
      obowiązki.
      Kiedy mjr Arkadiusz Protasiuk poinformował, iż znajdują się na wysokości 100
      metrów, kontroler powinien powiedzieć: "Wysokość decyzji". Taka komenda nie
      pada. Powinien też spytać, czy załoga widzi pas - nie spytał. Powinien wydać
      ewentualną zgodę na lądowanie lub nakazać odejście - ani nie wydał, ani nie
      nakazał. Za późno też wydał komendę: "Gorizont", bo w momencie, gdy Tu-154M
      znajdował się pomiędzy wysokością 50 a 40 m nad ziemią. To wysokość pasa
      startowego i niższa.
      Tymczasem jak zaznacza w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" wieloletni koordynator
      lotnisk wojskowych dr Tadeusz Augustynowicz, to właśnie prawidłowa komunikacja z
      wieżą kontroli lotów jest jednym z podstawowych warunków bezpieczeństwa żeglugi
      powietrznej. - Zwłaszcza że nie najlepsze (na tle innych maszyn) parametry
      przepadania samolotu Tu-154M dają pilotowi niewielkie szanse na reakcję w
      momencie, gdy ten zorientuje się, że coś "poszło nie tak" - dodaje. Ma to
      szczególne znaczenie w warunkach złej widoczności. - Ci świetnie wyszkoleni
      ludzie do ostatniego momentu chcieli uratować samolot i życie swoich pasażerów,
      jednak zbieg niekorzystnych okoliczności nie dał im nawet takiej szansy -
      wyjaśnia Augustynowicz.

      Niejasny status wieży

      Kluczowa dla oceny postępowania rosyjskiej kontroli lotów jest kwestia statusu
      wieży kontroli lotniska Smoleńsk Siewiernyj. Z bardzo wielu powodów istnieje
      bowiem podział stanowisk służby ruchu powietrznego na: informacyjne i kontrolne.
      Wieże kontrolne używają znaku wywoławczego "Control"/"Kontrola" i posiadają
      opisany w prawie lotniczym zakres możliwości wydawania poleceń załogom statków
      powietrznych. Wieże informacyjne z kolei z zasady nie wydają poleceń załogom, a
      jedynie informują i sugerują. Zakres ich praw i obowiązków jest więc znacznie
      zawężony w stosunku do wież kontrolnych. Wieże takie używają znaku "Info" i
      zasiadają w nich nie "kontrolerzy", lecz tzw. informatorzy. W przypadku
      Smoleńska kwestia statusu tamtejszej wieży jest problematyczna.
      Szef smoleńskiej wieży ppłk Paweł Plusnin, który wspólnie z Wiktorem Ryżenką
      sprowadzał do lądowania polski Tu-154M 101, sugerował w jednym z wywiadów,
      jakoby był jedynie informatorem. - Ja nie mogłem zakazać! - powiedział w
      odniesieniu do zezwolenia na lądowanie. To by oznaczało, że zarówno on, jak i
      jego podwładny byli jedynie informatorami, a nie kontrolerami lotów. Tymczasem
      ze stenogramu wynika coś zupełnie innego, ponieważ Plusnin wydawał polskim
      pilotom polecenia. Chociażby o godz. 8.39.40 z jego ust pada komenda: "Posadka
      dopałnitielno 120 - 3 mietrow". Komenda "posadka dopałnitielno" oznacza, że
      wieża jeszcze dopowie, iż wyraża zgodę na lądowanie. Wydanie tej komendy
      świadczy więc o tym, że dyspozytorzy lotniska byli kontrolerami. To z kolei
      oznacza, że ppłk Plusnin znacząco mija się z prawdą, obniżając swoje uprawnienia
      i rangę, gdyż był on kontrolerem ruchu lotniczego i w myśl rosyjskich - zarówno
      wojskowych, jak i cywilnych przepisów lotniczych w ciężkich warunkach pogodowych
      miał prawo, a co więcej - niezaprzeczalny obowiązek, nie wydać załodze polskiego
      tupolewa zgody na lądowanie i skierować go na lotnisko zapasowe. - Bez względu
      jednak na to, czy był on informatorem, czy kontrolerem, stanowił wtedy najwyższą
      władzę lotniska wojskowego. Miał prawo i obowiązek natychmiast zamknąć je, gdy
      nie spełniało ono minimów określonych w specjalnej tabeli dla lądowania
      samolotów - podkreśla Augustynowicz. Postępując inaczej, złamał tym samym
      przepisy ruchu lotniczego.

      Gdzie były radary?

      Polscy prokuratorzy nie dysponują żadnymi danymi na temat radaru i pozostałego
      wyposażenia radiotechnicznego lotniska byłej bazy lotniczej w Smoleńsku, co
      bezpośrednio wiąże się z pracą rosyjskich kontrolerów. W publicznie dostępnych
      zasobach sieci odnaleźć można jedynie cztery zdjęcia radaru smoleńskiego
      lotniska. Znajduje się na nich m.in. zestaw radarowy RSP-10MN lub jego
      zmodernizowana wersja RSP-10MN-1. Czy jednak jest on na wyposażeniu lotniska,
      tego nie wiadomo. To zestaw mobilny, który mógł towarzyszyć eksploatacji
      samolotów Ił-76 przez rozwiązany w 2009 roku 103. Gwardyjski Pułk Lotnictwa
      Transportowego, który stacjonował w Smoleńsku. Jeśli więc wspomniane zdjęcie
      zostało wykonane do 2009 roku, radar od tego czasu mógł zostać zdemontowany.
      Istniała również możliwość montażu i demontażu tego mobilnego zestawu - np. na
      czas jedynie wizyty 7 kwietnia Władimira Putina lub w konsekwencji katastrofy
      polskiego Tu-154M, co wpisuje się w czynności poprawiania sprawności oświetlenia
      - poprzez wymianę 13 sztuk świetlówek w oddalonej o 500 m od pasa pierwszej
      grupie lamp.
      Z kolei stałą obecność innego radaru - PAR, wykluczać może fakt, iż górna
      granica efektywnego pułapu radaru wynosi 2000 m, podczas gdy na wysokości
      zaledwie 1000 m pilot pytany był przez wieżę, czy zajął już
    • Gość: maj Re: Platforma nie stawia sobie ambitnych celów IP: *.adsl.inetia.pl 18.07.10, 13:02
      składaja sobie gratulacje tusk z putinem po........
      www.wspolczesna.pl/apps/pbcsi.dll/bilde?Site=GW&Date=20060915&Category=MAGAZYN&ArtNo=60915011&Ref=AR&border=0&MaxW=280
      • Gość: nb Re: Platforma nie stawia sobie ambitnych celów IP: *.adsl.inetia.pl 27.08.10, 23:38
        coś dziwnego
    • Gość: polo Re: Platforma nie stawia sobie ambitnych celów IP: *.adsl.inetia.pl 21.10.10, 11:42
      www.youtube.com/watch?v=DgKaadQGCEU&feature=player_embedded
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka