kiks4
10.03.26, 10:41
Nie mogę sobie poradzić z rozkminieniem pomysłu pana profesora Glapińskiego odnośnie do finansowania wydatków zbrojeniowych. Czyli tzw. SAFE 0%
Ciągle przypomina mi się historia o dwóch Beduinach wiozących do oazy na pustyni na swych baktrianach bukłaki z wodą na sprzedaż. Droga się ciągnie, słońce praży, wokół tylko piach i piach a pić się chce. Jeden z Beduinów zaczyna myśleć:
- pić się chce ale przecież nie będę pił wody, którą mogę sprzedać. Mam jednego dinara, kupie od kolegi tykwę z wodą
Jak pomyślał tak zrobił, napił się, czknął i jadą dalej ale ochota na picie przyszła drugiemu Beduinowi. Przeprowadził dokładnie taki sam proces myślowy i kupił wodę od pierwszego. Jadą dalej ale pierwszemu znów chce się pić więc już znając rozwiązanie kupił kolejną porcję wody.
Powtarzając te transakcje dojechali do osady i nagle okazało się że nie ma ani wody ani pieniędzy.
-------------------
My mamy złoto i wieziemy je przez ciężkie czasy. Z racji zawieruchy spowodowanej pokojowymi działaniami USA na Bliskim Wschodzie złoto nabrało wartości. Więc posiadacz tego majątku powiedział:
- potrzebuję pieniędzy, ale swojego złota przecież nie sprzedam. Ono nabrało wartości więc za tę nadwyżkę mogę wydrukować pieniądze i wydam je na zbrojenia.
Dobry pomysł? Za bardzo mi przypomina myślenie Beduina, bo gdy wojna się skończy (a każda wojna się kiedyś kończy) to złoto stanieje a nadwyżka stopnieje jak lód na wiosnę albo woda w bukłakach Beduinów.
Myślę i myślę i nie mogę wymyślić, co zrobić wówczas z czołgami kupionymi za nadwyżkę, której po wojnie nie będzie.
Pomóżcie, bo spać przez to nie mogę!