Gość: smakosz
IP: *.gazownia.poznan.pl
11.02.05, 19:07
Autor tego tekstu jest z pewności a pampersem i dlatego pisze głupstwa.
Sprytni producenci nazwali te wędliny ,,jak za Gierka" właśnie dlatego, że
robi je - miejmy nadzieję - według dawnych receptur. To prawda, że w pewnych
okresach PRL trudno było bez kolejki (albo kartek) kupić cos sensownego u
rzeźnika, ale za Bieruta, Gomułki, Gierka te wędliny były lepsze. Wynikało to
także z cafonia technologicznego polskiego przemysłu mięsnego. Kiedy pod
koniec lat 60-ytych pojechałem pierwszy raz do Niemiec Zachodnich, oko mi
bielało na widok tamtejszych szklepów mięsnych. Co za obfitość, jaki wybór.
Szybko sie jednak przekonałem, że te piękne wyroby smakują tak sobie. Wtedy
przywiozłem znajomym Niecom w prezencie kilka flaszek polskiej gorzałki i
nasza szynkę, kabanosy i mysliwską. Jedli to prawie na klęczkach - tak im
smakowało. Teraz też nasi spece potrafią z kilograma świńskiego zadka zrobić
1,5 kg szynki. Cóż, ,,prawdziwe" wyroby musiałyby byc znacząco droższe. Sa
jeszcze w Polsce, także w okolicach Poznania, małe masarnie, gdzie wytwarza
sie produkty jak za dawnych lat i bogata klientela tam sie zaopatruje. Kiedys
wpadłem do znajomego rzeźnika pod Wolsztynem i chciałem przy okazji kupić
trochę jego wyrobów. Odmówił.Wyjaśnił: - Widzisz tę wieś? Ja musze robic
kiełbasy takie, by tutejsze kobietki mogły przyjść do domu z pełnymi siatkami
do swoich głodomorów. Tylko raz w tygodniu robię wędliny droższe dla lepszej
wiary. Przyjedż w czwartek.