beti.ku
01.12.06, 09:54
Podziwiam wszystkich, którzy przemierzają ten piękny kraj i ich praca
związana jest ze spędzaniem wielu godzin "za kółkiem". Ja jeżdżę jakieś 1,5
tys km miesięcznie, a mam czasami dość... Policja z uporem maniaka stara się
wmówić wszystkim dookoła, że to przeważnie prędkość jest przyczyną wypadków,
ale ja się z tym nie zgadzam. To bezdenna głupota i przekonanie, że "mi się
uda" są powodem wypadków. Ale najpierw o prędkości... Teren zabudowany, wąska
droga przez wioskę, jadę ok. 60 (przy ograniczeniu do 40) i wszyscy mnie
wyprzedzają... Rozjazd drogi (w lewo i prawo), jakaś śmieciara skręcająca w
lewo stoi na środku (bo po co robić miejsce tym skręcającym w inną stronę),
nie mogę przejechać, bo za wąsko, więc czekam... ale ktoś z tyłu nie miał
tyle czasu i po chodniku przejechał dalej (i rzucił jeszcze pogardliwe
spojrzenie w moją stronę)... przejazd kolejowy z dróżnikiem, na rogatkach
migają światła. Trzy auta mają to w nosie i pakują się na tory. Przede mną
gość, który zatrzymał się przed torami... no, ale sie rozmyślił. Gdy rogatki
zaczęły opadać, stwierdził, że nie chce mu się czekać i wjechał na tory...
Szczytem wszystkiego było wczorajsze zdarzenie. Stoję na pasie skrętu w prawo
(światła plus zielona strzałka). Jest zielone, jakiś "gość" przede mną
czeka... przecież jest zielone... myślę sobie, zagapił się, więc trąbię (Ci
za mną trąbili już wcześniej). NIC, gość stoi i czeka. Trąbię drugi raz...
NIC... trzeci raz... NIC. GOść ruszył dopiero, gdy światło zmieniło się na
czerwone i zapaliła się zielona strzałka... Coś kiepsko się uczył
przepisów... już nie wspomnę o kierowcach, którzy nagle przyspieszają, gdy
zaczynam ich wyprzedzać. I o nagminnym wpieprzaniu się. Wpuszczam auta, bo
wiem co to znaczy czekać, aż ktoś Cię przepuści. Ale niektórzy wpieprzają się
tak chamsko, że mój syn zatyka uszy, jak zaczynam wyzywać.