karmeliza
09.01.07, 22:14
Witajcie,
w ramach "rodzić po ludzku" dużo się mówi o prawie kobiety do informacji o
czekających ją zabiegach, np. o konieczności nacięcia krocza. Dzisiaj w
szkole rodzenia dowiedziałam się, że w szpitalu na Lutyckiej nie ma zwyczaju
informowania rodzącej o nacinaniu krocza - chyba w myśl zasady, że opinia
kobiety nikomu do niczego nie jest potrzebna, jeśli i tak trzeba (?)
naciąć... Tnie się i koniec, a kobieta i tak w ferworze walki niczego nie
zauważy, a potem się ją zszyje i już, więc o co tyle hałasu.
Jestem ciekawa Waszych doświadczeń - czy w Waszym przypadku też tak było? A
czy którejś z Was w ogóle nie nacięto (szczególnie pierwiastki)? Choć trudno
mi w to uwierzyć widząc wyniki "rodzić po ludzku w Poznaniu".
Pozdrowienia dla wszystkich!