kinga39-651
11.01.07, 00:50
Dwa tygodnie temu trafiłam do lek. wet. R.Lewińskiego ze swoim
najwierniejszym przyjacielem -jamnikiem szorstkowłosym - Guciem .Weterynarz
podczas wizyty stwierdził , że pies ma "zatkane"gruczoły analne( zapachowe)
odbytu i że jedyną skuteczną metodą będzie kastracja psa.W trakcie tej
wizyty , zadzwonił do kliniki weterynaryjnej na os. Orła Białego ( gdzie
pracuje ) i umówił wizytę na zabieg ( na wtorek 2 stycznia ). Recepcjonistce
z kliniki podyktował przy mnie przez telefon : " Sprawdzić krew , głównie na
wątrobę i pod kierunkiem narkozy, wycięcie gruczołów analnych , kastracja ,
przy okazji czyszczenie zębów i sprawdzić trzeba będzie prostatę".Wyszłam z
gabinetu zdruzgotana. Gucio podczas tej wizyty dostał dwa zastrzyki na ten
stan zapalny pod ogonem i jeszcze jakiś o tygodniowym działaniu . Dostałam
też w jednej strzykawce dwie porcje jakiegoś antybiotyku aby podać psu
podskórnie za dwa dni - a więc w sobotę i nast. w Nowy Rok w poniedziałek (
we wtorek rano miałam się zgłosić z psem na " prosty i bezpieczny zabieg" do
kliniki na Orła Białego). To było wieczorem w czwartek . Od piątku zaczęłam
rozpaczliwie szukać uzasadnienia tej kastracji a raną pod ogonem ( wydawała
mi się mechaniczna , na godz.11-tej od odbytu , a nie 17, 19..Gucio nigdy
nie "saneczkował"..). Szukałam informacji , dzwoniłam nawet do jakiejś sławy
weterynaryjnej w W-wie...Nie do końca przekonana co do słuszności takich
wskazań medycznych rozmawiałam jeszcze dwukrotnie z Liwińskim przez telefon.
Na wszelkie moje wątpliwości , np skoro zabieg ma być na narkozie "wziewnej"
( ponoć tylko w tej klinice mają taką możliwość)to jakim cudem , po wyjęciu
rury z tchawicy bo z rurą się zwyczajnie nie da, będą psu czyścić zęby? ,
pytałam też o inne niepokojące mnie sprawy ( przerażenie psa po wybudzeniu i
czy mogłabym wtedy przy nim być bo widok jakiegoś innego zwierzaka w klatce
obok, Gucia bardzo przestraszy - Gucio nawet przed srokami zwiewał a kotów
się ewidentnie bał). Do teraz dzwonią mi w uszach słowa Lewińskiego ,
uspokajające wszelkie moje wątpliwości " i będziecie mieli państwo spokój raz
na zawsze z tymi gruczołami, gwarantuje pani ,że to jest bardzo prosty i
bezpieczny zabieg , proste odcięcie i dwa szwy..." .....taaak święty spokój
raz na zawsze.. MÓJ PSIAK ZMARŁ W TRZECIEJ DOBIE PO OPERACJI W OKRUTNYCH
MĘCZARNIACH ! POTWORNIE CIERPIAŁ !i to wcale nie z powodu prostego zabiegu
kastracji...Lewiński zapewniał mnie również , że zabieg będzie wykonywał
najlepszy chirurg wet. w Poznaniu- wet. Jacek Gołańczyk. W dniu operacji
jeszcze w naszej obecności wykonano USG prostaty i usłyszeliśmy , że "
prostata jest w porządku jest tylko minimalnie powiększona ".I kazano nam
opuścić klinikę weterynaryjna w tym momencie.. ZAUFALIŚMY...
Zadzwoniłam o godzinie 13-tej aby dowiedzieć się czy Gucio sie wybudził z
narkozy. usłyszałam ,że "tak , ale było ciężko , gruczoły analne okazały sie
być w porządku , drożne i nie ruszali ich , ale za to wykastrowali psa ,
usunęli prostatę , która nie miała na szczęście żadnych guzów , ani
niepokojących zmian i wyrwali psu trzy chore zęby a teraz(sic)pobieraja psu
krew do badań i że wieczorem możemy psa odebrać z wenflonem w łapce , i że
wówczas , przy odbiorze dowiemy się wszystkiego od chirurga jak wygłądał
przebieg operacji" Wieczorem , gdy pojechaliśmy na Orła Białego
recepcjonistka wydała nam psa i o żadnej rozmowie z weterynarzem nie było
mowy !Nie było go oczywiście ! Wystawiła paragon na...prawie trzykrotną kwotę
niż ustaliliśmy z Lewińskim przed zabiegiem ! Przypomniała , że psu nie wolno
podawać żadnych środków przeciwbólowych , bo zdaniem lekarzy z tej kliniki
psa ma mocno boleć aby nie szalał , tylko leżał z podkulonym ogonem ( te same
słowa dot. środków przeciwbólowych usłyszałam od Lewińskiego , a mój mąż od
Gołańczyka - chirurga , który operował naszego psa).Zapłaciliśmy i wróciliśmy
z Guciem do domu . Od tego momentu wet. Gołańczyk był nieuchwytny ( nie
odbierał telefonów , nie było go ponoć na drugi dzień w klinice na Orła
Białego), W czwartek, w drugiej dobie po operacji mieliśmy przyjechać na
umówioną wizytę do Kliniki aby chirurg , który wykonywał operację, mógł
obejrzeć "swojego pacjenta" . Niestety , Gołańczyk najnormalniej w świecie
zwiał ! , przeprosił ,co prawda post factum ,że musiał pilnie wyjechać i że
antybiotyk pooperacyjny poda jego asystentka ( która nie asystowała przy
operacji , w ogóle niewiele wiedziała , ale okazywała zadowolenie z oględzin
naszego psa , który już miał wtedy wylew do otrzewnej! ).tego dnia , w
czwartek popołudniu zadzwoniłam do tego chirurga Gołańczyka , na " dzień
dobry" usłyszałam ,że ma dla mnie tylko jedną minutę , więc mam się
streszczać... zdążyłam tylko zadać jedno pytanie , które akurat w tym
momencie było dla mnie najważniejsze : " Jak podawać roztwór Ranigast , który
jego asystentka przepisała nam na recepcie dla Gucia , a na ulotce przy leku
nie ma żadnych wskazówek dawkowania" . Powiedzial , że nie ma pojęcia , bo on
zna ten lek tylko w tabletkach!! i że mam podawać tak jak dla niemowlaka(sic!)
( na tej ulotce nie było nawet wagowego porcjowania leku).
Chyba nie dam rady opisać tej ostatniej doby konania naszego Gucia....
Zainteresowanych odsyłam do linku na dogomania.pl ->forum->weterynaria ,temat
wątku " Podpowiedźcie proszę , czy mam prawo".... Może uda mi się wkleić link
ale nie jestem pewna..
Na koniec tylko dodam ,że jak zadzwoniłam do Lewińskiego aby go uprzedzić ,
że w sobotę nie przyjadę na antybiotyk pooperacyjny bo Gucio nie żyje ,
usłyszałam , że miał pecha... poprosiłam o dokumentację z zabiegu i badań
przed i po/operacyjnych ponieważ do tej pory nie wiem dlaczego :
1/krew do badań została pobrana dopiero po operacji , a nie przed
2/dlaczego pies był kastrowany , skoro przyczyną jego dolegliwości nie były
gruczoły analne
3/ z jakiej racji usuwano psu prostatę skoro była tylko minimalnie
powiększona i nie miała żadnych zmian a na taki zabieg się nie umawialiśmy (
to bardzo krwawy zabieg jest i bardzo niebezpieczny ze wzgl. na moczowody i
otworzenie brzucha)
Lewiński opowiedział mi ,że oczywiście , nie ma najmniejszego problemu , całą
dokumentację z kliniki weterynaryjnej dostanę w poniedziałek .
W poniedziałek mi jej nie wydano ,,, we wtorek "po nieudolnych naradach ,
ktirych byłam świadkiem stojąc ponad godzinęw holu kliniki recepcjonistka
zaczęła przepisywać mi na kartce wybiórcze dane z karty chorobowej Gucia...
zażądałam kserokopii dokumentu i ...... okazało sie , że ta dokumentacja jest
bardzo nieudolnie sfałszowana!!!!!!