Dodaj do ulubionych

Karetki na satelitarnym podglądzie

14.01.07, 23:04
R-1 rozbita, R-7 zamknięta w garażu, a z pozostałych wozów co drugi jeździ
(jeśli akurat nie stoi zepsuty w warsztacie na Rycerskiej) bez lekarza.
Zdrowia życzę...
Obserwuj wątek
    • Gość: K Karetki na satelitarnym podglądzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.07, 12:50
      Inny artykuł na ten sam temat, tejże samej autorki, z propagandowej serii GPS w
      Pogotowiu Poznań, znajdziesz tutaj:
      miasta.gazeta.pl/poznan/1,36001,3748345.html
      Polecam także komentarze internautów pod tekstem.
      Pewne nieścisłości zawarte w artykule z dnia 2006-11-21 zostały wyeliminowane.
      Doceniam to. Ale nadal nie jest to rzetelne dziennikarstwo.
    • Gość: były pracownik Karetki na satelitarnym podglądzie IP: *.adsl.inetia.pl 15.01.07, 23:37
      KOBIETO !!!
      Porozmawiaj z pracownikami a nie z dyrekcją i dyspozytorami (oni muszą )?
      Spytaj sanitariuszy i kierowców.
      A gdzie pracował wcześniej Pan Draber ???
    • Gość: były pracownik WSP Karetki na satelitarnym podglądzie IP: *.adsl.inetia.pl 15.01.07, 23:44
      LUDZIE
      Autorowi chyba dobrze płacą za TAKIE ! artykuły.
      Nie wierzcie !!!
      To tylko propaganda(ZA kasę)
      Nie radzę nikomu chorować !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • Gość: Poznańczyk Re: Karetki na satelitarnym podglądzie IP: *.icpnet.pl 16.01.07, 20:59
        nareszcie tytuł artykułu bliżej prawdy! tyle sie ostatnio rozpisywano na temat
        nawigacji w karetkach, a chodziło o pozycjonowanie pojazdów. Nawet wspominano o
        zaletach systemu dla kierowców karetek...
        Tu dochodzimy do sedna sprawy: ZESPÓŁ KARETKI NIC Z TEGO SYSTEMU NIE MA! na
        dobrą sprawę nawet może nie wiedzieć czy jest on zamontowany i gdzie w danej
        karetce.
        Jedynie dyspozytor widzi rozmieszczenie karetek na planie miasta, pod warunkiem
        że jest on włączony i że dyspozytor umie obsłużyć komputer (a z tym różnie
        bywa).
        Są dyspozytorzy którzy nadal pytaja zespoły gdzie aktualnie się znajdują, więc
        efektywność systemu za 50tys. spada do zera.
        Gdyby system kontrolował zużycie paliwa w pojazdach to przynajmniej szybko by
        się spłacił, a wręcz zaczął generować oszczędności dla firmy, ale na to nie
        zgodzą się związki zawodowe, uderzyło by to w zbyt wielu pracowników.
        Ale za to w wolnych chwilach dyspozytorzy i informatyk mogą podsłuchiwać o czym
        rozmawiają w karetce...
        efektowne, ale mało efektywne
        pewnie za pół roku zabraknie na abonament i serwis, wtedy wszyscy zapomną o
        tym, ale za to ile artykułów w prasie do tego czasu bedzie można zamówić...
        rozumiem nawet dyrektora pogotowia, na RSPR świat się nie kończy...
    • Gość: student Re: Karetki na satelitarnym podglądzie IP: *.icpnet.pl 18.01.07, 02:06
      Co do braku lekarzy w karetkach to takim systemie ratownictwa co ciekawe i pozornie paradoskalne statystyki co do przezywalnosci pacjentow sa widocznie lepsze. Dlaczego? Ano dlatego, ze jesli w karetce sa sami ratownicy/pielegniarki nie ma bawienia sie w leczenie w domu i nie ma wyjezdzania karetki to zwyklego "boli mnie brzuszek bo za duzo zjadlem". Pogotowie ratunkowe ma sluzyc do ratowania zycia, a nie jako lekarz rodzinny na kolkach. Jesli dzwoniacy po pogotowie wie, ze w karetce nie bedzie lekarza to nie zadzwoni na 999 w banalnej sprawie, np. dlatego ze nie chce mu sie pojsc do lekarza, a potrzebuje recepte - ratownik mu jej nie wypisze. Niestety ale zdarza sie bardzo wiele sytuacji, w ktorych ludzie po prostu wykorzystuja pogotowie jako lekarza rodzinnego (wspomniany przyklad z recepta) czy jako taksowke (np. babcia ma juz skierowanie do szpitala ale nie chce im sie jej zniesc do taksowki, wiec dzwonia po PR sciemniajac ze babci sie pogorszylo, PR babcie zniesie i jeszcze za darmo zawiezie do szpitala). Znam autentyczne przypadki kiedy pogotowie wyjezdzalo do "utraty przytomnosci", grzalo na sygnalo, pozniej zespol biegl jak dziki, bo kazda utrate przytomnosci traktuje sie jak stan zagrozenia zycia, a kiedy dobiegali do domu sie okazywalo, ze pacjent wprost mowil, ze specjalnie sklamal o utracie przytomnosci zeby pogotowie szybko przyjechalo bo oni potrzebuja recepte na costam a im sie spieszy. Po drugie, jesli w karetce nie ma lekarza to pr po prostu zabiera pacjenta na SOR (szpitalny oddzial ratunkowy) i tam juz sie nim profesjonalnie zajmuja. Gdyby pacjent byl "umierajacy" to zespol ratownikow do czasu dojechania do szpitala potrafi podtrzymac pacjenta przy zyciu. Lekarz naprawde nic wiecej w takiej sytuacji nie da rady zrobic w karetce. Po trzecie, odpadaja sytuacje z tragicznymi pomylkami lekarzy. Ile to razy pracujac swego czasu na SORze widzialem, sytuacje gdy zespol PR przywozil pacjenta z zawalem serca (wychodzilo to dopiero pozniej po kilkukrotnym EKG i badaniach krwi), ktorego na pierwszym EKG wykonanym w domu pacjenta nie bylo widac. Zly lekarz moglby stwierdzic "nic panu nie jest, prosze, czyste EKG, tu ma pan cos na uspokojenie, do widzenia". Godzine pozniej moze byc juz za pozno. Gdy w karetce nie ma lekarza, ratownicy po prostu biora bez gadania chorego na SOR gdzie przeprowadza sie specjalistyczne badania.
      • Gość: Obserwator Re: Karetki na satelitarnym podglądzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.07, 09:32
        Cóż... Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że Pan student nie studiuje medycyny.
        Niewielu rzeczy jestem bowiem tak bardzo pewien w życiu - jak tego, że on się po
        prostu... myli. Dotyczy to niestety większości kwestii, jakie poruszył. Trudno
        mi nawet z nimi polemizować, z uwagi na oczywiste błędy. Co do badań
        statystycznych i ślepej wiary w ich wyniki - uprzejmie przypominam, jak
        radykalnie spadła statystycznie liczba zgonów w krajach, gdzie w XX wieku
        przeprowadzono strajki generalne sektorów medycznych i odmawiano jakiejkolwiek
        pomocy chorym [nie do wiary, ale to fakty, sytuacja taka zdarzyła się m.in. w
        Wielkiej Brytanii]. Może wobec tego powinniśmy wyciągnąć wnioski ze statystyk, i
        całkowicie zlikwidować szpitale?
        • Gość: student Re: Karetki na satelitarnym podglądzie IP: *.icpnet.pl 24.04.07, 21:48
          A Pan obserwator to ma chyba jakies tajne informacje o tym jakie to cudowne zdolnosci diagnostyczne posiadaja lekarze w karetkach w przeciwienstwie do ratownikow medycznych? Ja jak dotychczas nie slyszalem o tym zeby lekarze mieli w dloniach np. rentgena, USG czy tomograf. Lekarz od ratownika rozni sie wieksza wiedza, wiekszymi uprawnieniami i z racji tych ostatnich takze wiekszym doswiadczeniem. Na pewno jednak w kwestii mozliwosci diagnozowania "w terenie" bez odpowiedniej aparatury lekarz jest rowny ratownikowi. To, ze wypowiadasz sie tak, a nie inaczej znaczy, ze nie masz ani wiedzy o procedurach medycznych (np. to czy ktos ma czy nie ma zawalu nie mozna STWIERDZIC w domu pacjenta czy na ulicy karetkowym EKG) ani nie masz wyczucia w dobieraniu analogii - w tym przypadku statystycznych. Twoj przyklad byl wybitnie nie trafiony, bo po pierwsze to, ze w karetce nie ma lekarza, a jest ratownik wcale nie znaczy, ze zgony, wypadki czy zachorowania nie sa nigdzie rejestrowane. A po drugie, sam Twoj przyklad byl po prostu glupi. Czysto, bezmyslnie statystycznie w trakcie trwania strajku to i owszem, zachorowalnosc czy umieralnosc nagle jest rowna 0. Ale jakos nie wpadles juz na to, ze po jego zakonczeniu trzeba wypisac akty zgonow, a chorzy tlumnie zaczna odwiedzac przychodnie i szpitale. Efekt taki, najpierw jest zero, a pozniej 200% normy. Srednia miesieczna wychodzi podobna jak przed strakiem. Jak masz pisac bzdury to sie lepiej nie udzielaj.
          • Gość: Obserwator Re: Karetki na satelitarnym podglądzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.07, 21:25
            Cóż, naprawdę mi przykro, że uraziłem Pana studenta swoim "głupim" przykładem i
            brakiem wyczucia w dobieraniu analogii. Nie było to moją intencją. Ale to nie ja
            powołuje się na niezidentyfikowane dane statystyczne "co do przeżywalności
            pacjentów", prezentując swój punkt widzenia. Miałem czelność przywołać ten
            przykład - wiedząc, że fenomen spadku liczby zgonów w okresach kilku strajków
            generalnych na świecie - stanowi przedmiot niejednej pracy naukowej w paru
            krajach, i wbrew pozorom wcale nie wynika z faktu, iż lekarze nie wypisywali w
            tym okresie kart zgonów [okoliczność tę wzięto pod uwagę]. [na marginesie: W RP
            lekarze wystawiają tylko "karty zgonów", nigdy "akty zgonów", o których Pan
            pisze]. Nikt rozsądny nie bierze pod uwagę tegoż fenomenu, by uzasadnić
            zamykanie szpitali, tak jak nikt rozsądny nie wiąże "wzrostu przeżywalności
            pacjentów" z faktem zmniejszenia ilości lekarzy w karetkach, co był Pan uprzejmy
            zasugerować. Dlatego właśnie - nie zawsze warto powoływać sie na dane
            statystyczne, tym bardziej, jeśli się nie zna ich źródeł.

            Być może także nie mam AZ TAKIEJ ogromnej wiedzy o procedurach medycznych -jak
            mój oponent, ale nawet ja wiem, że doświadczony lekarz rozpozna ewidentny zawał
            także bez aparatu EKG, a już z pewnością możliwe jest to przy pomocy prostego,
            nawet jednokanałowego aparatu, w jaki dość często jeszcze wyposażone są karetki.
            Lekarz taki - już w domu pacjenta - wdroży odpowiednie leczenie, i przewiezie
            chorego prosto do pracowni hemodynamiki, tak jak to ma miejsce w Poznaniu.
            Oczywiście, może to zrobić także dobrze wyszkolony, doświadczony ratownik.
            Chyba, że sytuacja jest wątpliwa - wtedy, przy współistnieniu pewnych objawów -
            wątpliwości rozstrzygane są w warunkach SOR-u. Chodzi o to, by pacjent z
            ewidentną neuralgią nie był wieziony do szpitala na drogie, specjalistyczne
            badania, a także - by pacjent, który nie ma zmian w zapisie EKG, ale ma inne
            objawy zawału - nie był leczony np. na neuralgię. Dlatego w pomocy doraźnej
            powinni pracować zarówno ratownicy, jak i lekarze, i to o najwyższych
            kwalifikacjach.

            Nie mam żadnych "tajnych informacji" o "cudownych zdolnościach diagnostycznych"
            lekarzy pracujących w karetkach. Wiem jednak, że lekarz który wsiada do karetki
            ma za sobą co najmniej sześć lat niełatwej nauki, i rok praktyki, a ratownik
            tylko dwa lata, często sobotnio - niedzielnej szkółki. W tym kilka miesięcy
            rożnych zajęć praktycznych. Szanuję i lubię ratowników, jest wśród nich mnóstwo
            naprawdę wspaniałych ludzi. Mają mnóstwo zapału i niewątpliwie są bardzo
            potrzebni. Ale nie mniej potrzebne są także karetki z doświadczonymi lekarzami,
            również specjalistami. Przynajmniej na tym etapie. Jestem o tym przekonany.
            Jeśli zdarzają się nieodpowiedni lekarze - bez właściwych kwalifikacji
            ["dermatolodzy"] - to należy zapytać, kto ich tam zatrudnił? Zwykle wcale nie
            wynika to z przyczyn finansowych. Albo nie bezpośrednio. Zapewniam.

            Co do "bawienia się w leczenie w domu" - o którym pisze mój adwersarz - być może
            jakieś nieznane mi procedury medyczne - przewidują błyskawiczną ewakuację do
            szpitala pacjenta z ciężkim zawałem, obrzękiem płuc, ciężkim atakiem astmy,
            tętniakiem aorty i wieloma innymi. Procedury które obecnie nas obowiązują -
            zakładają, że leczenie takich pacjentów w stanach krytycznych musi rozpocząć się
            już na miejscu zdarzenia, w domu pacjenta. W przeciwnym razie małe są szanse, że
            uda się uratować chorego, jeśli jego stan jest naprawdę poważny. Chyba, że
            szpital jest tuż obok. I wcale nie wynika to ze statystyk. Należy przy tym
            pamiętać, że najczęściej szpitalny oddział ratunkowy [SOR] - to także nie jest
            miejsce, gdzie pracują najwyższej klasy specjaliści [często są to rezydenci,
            osoby w trakcie specjalizacji, a nawet stażyści].

            Rzeczywiście, ma rację mój interlokutor - twierdząc, że sporo osób wykorzystuje
            pogotowie, jako poradnie na kółkach. Można ich potępiać, ale czy na pewno
            wszystkich? Dokąd ma udać się pacjent z bólem brzucha w środku nocy, skoro
            szpital nie przyjmie go z powodu braku skierowania, jego poradnia lekarza
            rodzinnego najczęściej jest zamknięta, a na drzwiach tejże poradni widnieje
            informacja, że w stanach nagłych należy zgłaszać wizytę do pogotowia, z którym
            ów lekarz rodzinny podpisał umowę na świadczenia medyczne po godzinie 18-tej?
            Dokąd ma pójść w sobotę mama małego, chorego dziecka, które ma "tylko"
            temperaturę i kaszelek, skoro w jej rejonie w soboty i niedziele nie pracuje
            poradnia, szpital wymaga od niej skierowania, a w pogotowiu wcale nie ma
            pediatry, bo właśnie weszła w życie nowa Ustawa która dopuszcza zastępowanie
            lekarzy ratownikami? Oczywiście, można nakazać pacjentowi by zaaplikował sobie
            odpowiednie leki i poczekał do czasu, gdy przyjmie go lekarz rodzinny.

            Okazuje się bowiem, że bez trudu można dziś zorganizować sobie w środku nocy
            wizytę ślusarza w domu - jeśli to konieczne, specjalistę od komputerów lub
            elektronika od telewizora, pogotowia gazowego, elektrycznego i innych, ale na
            pomoc lekarza w sytuacji kolki u małego dziecka - nie bardzo można liczyć
            [pogotowia wzywać nie wypada, zresztą... i tak często nie mają pediatry]. Nawet,
            jeśli się płaci co miesiąc olbrzymie kwoty ubezpieczeń, ZUS-ów i podatków.
            Lepiej jest zaaplikować małemu środki przeciwbólowe, i rano udać się do poradni,
            która także nie może przyjąć dziecka z powodu urlopu lekarza, albo nadmiaru
            pacjentów.

            Być może pogotowie chciałoby wyjeżdżać tylko do zdarzeń nagłych, wypadków i
            urazów w miejscach publicznych. Być może w większości takich wypadków wystarczy
            dobrze wyszkolony, doświadczony ratownik. Jestem skłonny zgodzić się z
            twierdzeniem, że w wielu takich przypadkach poradzi on sobie lepiej niż niejeden
            lekarz. Póki co jednak - pogotowie ma obowiązek wyjeżdżać także do rzeczy z
            pozoru bardzo banalnych, gdzie obecność lekarza jest nieodzowna, także w środku
            nocy. Wynika to z dwóch faktów. Po pierwsze - podstawowa opieka zdrowotna - póki
            co - działa naprawdę kiepsko, i do pacjenta z ciężkim atakiem astmy często nie
            ma kto pojechać. Po wtóre: pogotowie ma prawny obowiązek udzielania świadczeń
            medycznych za lekarzy rodzinnych, także w przypadku lekkich, czy wręcz banalnych
            zachorowań, wynikający z podpisanych umów [dotyczy Poznania].

            Jeśli założymy, w kontekście pomyłek lekarzy o których pisze Szanowny Pan
            student [bez urazy] - że niemal każdy pacjent, który wzywa pogotowie musi trafić
            do szpitala na specjalistyczne badania, aby wykluczyć ryzyko pomyłki czy
            przeoczenia - to jak wytrzymają to SOR-y? I jakiej pomocy może oczekiwać
            naprawdę chory pacjent w powodzi innych osób oczekujących w poczekalni? Właśnie
            dlatego w części karetek powinni jeździć lekarze, i to o wysokich
            kwalifikacjach, by pacjent z ewidentną neuralgią nie musiał trafiać do szpitala
            celem kosztownej diagnostyki rozstrzygającej, czy aby przypadkiem nie ma zawału.
            Bo w takiej sytuacji - z całą pewnością SOR zostanie na tyle "znieczulony"
            banalnymi zachorowaniami, że nie zareaguje odpowiednio na ostry przypadek.

            Jestem oczywiście świadom tego, że moje argumenty w żadnym razie nie przekonają
            mojego przedmówcy. To przecież zwyczajne "bzdury". Ale może chociaż dadzą asumpt
            do przemyśleń, na co liczę. I dziękuje.
    • xaliemorph Re: Karetki na satelitarnym podglądzie 23.04.07, 15:46
      Znowu bzdurny artykuł. Czy gazeta to sprzedawcza szmata która drukuje tylko sponsorowane artykuły (szczególnie w dziale praca)?!

      Może ktoś mi serdecznie powie, jakie korzyści mają z tego systemu GPS kierowcy karetek? Odpowiedź prosta, nikłe, prawie zerowe a po uwzględnieniu kosztów można się zastanawiać czy to nie były wydane pieniądze w błoto. Posługując się analogią to jest to samo jakby sterować ruchami wojsk według mapy a kompletnie nie mając informacji jak wygląda sytuacja z wojskami przeciwnika w terenie (choćby analogia do korków w mieście). Po prostu to jest jedna wielka bzdura na którejś ktoś sobie zarobił. Współczuję każdemu podatnikowi który sfinansował ten idiotyczny pomysł, bo ja sam nie mogę ścierpieć zmarnowania moich podatków.
      • Gość: Obserwator Re: Karetki na satelitarnym podglądzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.07, 22:02
        Kierowcom karetek, czy inaczej zespołom pogotowia - system ten zupełnie w niczym
        nie pomaga. Przez niemal pięć miesięcy użytkowania systemu nie słyszałem o
        żadnym przypadku, by okazał się on w czymś pomocny dla zespołu, który miał
        problem z odnalezieniem miejsca zdarzenia. Zwykle w takich sytuacjach zaczyna
        się analizowanie papierowych map [układ zainstalowany w karetkach nie zawiera
        wyświetlaczy, to tylko tzw. transponder].

        System ułatwia pracę w zasadzie tylko dyspozytorom, którzy na podstawie mapy
        wyświetlanej specjalnym rzutnikiem na ścianie orientują się, gdzie znajdują się
        poszczególne zespoły. Ale to tylko teoria. W praktyce - dyspozytor musi wpierw
        ustalić, jaką karetką w danym dniu jeździ dany zespół. Zwłaszcza, jeśli jest to
        zespół Wypadkowy albo Podstawowy.
        Z praktyki wynika, że argument o możliwości wysyłania do zdarzenia karetki
        znajdującej się najbliżej miejsca zdarzenia - także jest chybiony.

        Nie wiem, czy olbrzymia kwota jaką wyasygnowano na tenże system nawigacji
        została rozsądnie wydana. Mam jednak wrażenie, że układ ten - w takim kształcie
        - nie był aż tyle wart. Najbardziej jednak ubolewam z powodu utraty
        niepowtarzalnej okazji, na wprowadzenie czegoś bardzo sensownego. Szkoda.
        • Gość: Poznańczyk Re: Karetki na satelitarnym podglądzie IP: *.icpnet.pl 26.04.07, 00:14
          Niewazne czy system monitorowania pojazdow jest pomocny czy nie, wazne ze
          dyrekcja pogotowia odniosla kolejny sukces. Niewazne ze system kosztowal dwa
          razy wiecej niz podano w prasie. Niewazne ze nikt w pogotowiu (poza kierowcami)
          nie wie ile paliwa spalaja karetki i nikt z dyrekcji nie chce tego wiedziec, z
          czego ciesza sie zapewne kierowcy. Oczywiscie ze mozna bylo te pieniadze wydac
          sensowniej, moze nawet szybko by sie zwrocily! ale nie o to chodzi! za rok moze
          nawet nikt nie bedzie oplacal abonamentu i "GPS" nie bedzie dzialal, czego i
          tak nikt nie zauwazy.
          • Gość: Pracownik Re: Karetki na satelitarnym podglądzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.07, 10:59
            Gdzie szukać konkretnych informacji n/t rzeczywistych kosztów systemu?

            Minęło sześć miesięcy od czasu uruchomienia systemu. Wszystkim entuzjastom,
            propagatorom i obrońcom tegoż przedsięwzięcia - BARDZO polecam osobiste
            zorientowanie się, jak tenże system wykorzystywany jest w praktyce, i jak bardzo
            "pomaga" zespołom w codziennej pracy. Sceptykom i malkontentom z kolei szczerze
            gratuluję zdrowego rozsądku i trzeźwej oceny sytuacji. Okazuje się bowiem, że
            nadal podstawowym i absolutnie JEDYNYM sposobem na szybką lokalizację miejsca
            zdarzenia jest papierowa mapa, w którą musi zaopatrzyć się kierowca. Tak więc
            olbrzymia kwota po raz kolejny została wyrzucona w błoto, w imię fałszywie
            pojmowanej "nowoczesności".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka