Dodaj do ulubionych

Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak?

17.05.07, 16:36
Tak sobie myślę że z zachodu kraju dziwnym trafem nie pochodzi nikt z
największych Polaków. Proponuję zapoznać się z tym, gdzie urodzili się:

Karol Wojtyła (Wadowice)
Czesław Miłosz (Szetejny, Litwa)
Władysław Reymont (Radomsko)
Tadeusz Kościuszko (Polesie)
Kazimierz Pułaski (Warszawa)
Henryk Sienkiewicz (Wola Okrzejska, lubelskie)
Krzysztof Penderecki (Dębica, podkarpackie)
Andrzej Wajda (Suwałki)
Krzysztof Kieślowski (Warszawa)
Jan Matejko (Kraków)
Eugeniusz Kwiatkowski (Kraków)
Adam Mickiewicz (Litwa)
Juliusz Słowacki (Krzemieniec, Ukraina)
Stefan Żeromski (Strawczyn koło Kielc)
Witold Gombrowicz (Opatów, świętokrzyskie)
Aleksander Fredro (Przemyśl)
Ignacy Krasicki (okolice Krosna, podkarpackie)
ks. Jan Twardowski (Warszawa)
Józef Tischner (Podhale)
Julian Przyboś (Rzeszów)
Marek Grechuta (Zamość)
Władysław Orkan (Poręba Wielka, małopolskie)
Maria Konopnicka (Suwałki)
Maria Skłodowska-Curie (Warszawa)
Stanisław Wyspiański (Kraków)
Tadeusz Nalepa (Rzeszów)
Helena Modrzejewska (Kraków)
Bolesław Leśmian (Warszawa)
Leopold Staff (Lwów)
Bolesław Prus (Hrubieszów, lubelskie)
Wiktor Zin (Hrubieszów, lubelskie)
Julian Tuwim (Łódź)
Jacek Malczewski (Radom)
Karol Szymanowski (Tymoszówka, Ukraina)
Ignacy Łukasiewicz (Rzeszów)

Ale nie załamujcie się - zachód kraju ma przynajmniej swoją mocną
reprezentację w polityce. Mianowicie: Lepper, Beger, Hojarska, Bestry,
Stokłosa, Giertych, Łyżwiński i wiele innych gwiazdorów :D
Obserwuj wątek
    • Gość: 007 cztery klasy i wiedza gazetowa? IP: *.icpnet.pl 17.05.07, 16:58
    • Gość: Stary Marych,he,he Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? IP: *.eastlink.ca 17.05.07, 17:07
      Stary Marych – ul. Półwiejska

      C. Ratajski – dwukrotny prezydent Poznania w okresie międzywojennym ( 1922-24,
      1925-34), delegat rządu na kraj w latach 1940-42

      T. Zarzeczańska – pływaczka, przepłynęła Kanał La Manche.

      K. Marcinkowski – lekarz, społecznik

      B. Krysiewicz – lekarz, społecznik

      H. Cegielski – przemysłowiec, założyciel zakładów noszących obecnie jego imię,
      finansista

      E. Raczyński - fundator Biblioteki Raczyńskich

      S. Stuligrosz – dyrygent, założyciel chóru „Poznańskich słowików”

      W. Dega – lekarz ortopeda

      A.Fiedler – podróżnik, pisarz

      R. Jakóbczak – piłkarz Lecha

      Z. Górny – dyrygent

      A.Wojdat – pływak

      K. Feldman – aktorka
      • cool_kid Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? 17.05.07, 17:09
        Jedyna osoba o której można uslyszeć w podręcznikach albo opracowaniach o
        Polsce to H. Cegielski, reszta ma znaczenie lokalne. Krystyna Feldman urodziła
        się we Lwowie szanowny panie.
        • strzelajacy_ogrodnik Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? 18.05.07, 14:44
          A taki np. Wiktor Dega, którego praca to podstawy rehabilitacji? Jego dorobek
          wykorzystuje się na całym świecie. A to, ze czegoś nie ma w podręcznikach to
          raczej strata podręczników.
        • Gość: Thomas Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? IP: *.pbg-sa.pl 18.05.07, 15:18
          Tak się składa, że królewski ród Piastów od Mieszka I i Bolesława Chrobrego to
          Wielkopolanie. Przemysł II, który restaurował w Poznaniu polską państwowość po
          latach dominacji czeskiej i magdebyrskiej. Gdyby nie oni pewnie szczekalibyśmy
          po niemiecku.

          Albo jeszcze lepiej razem z Prusami biegali jeszcze przez 200 lat z gołymi
          tyłkami.
        • kazek100 Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? 21.05.07, 19:00
          Nie jestem poznaniakiem z urodzenia, wielu cech "pzonańskich" nie lubię, więc
          mam do tematu stosunek obiektywny.

          Ale jeżeli ktoś mówi o WSPÓŁCZESNEJ literaturze polskiej i nie pamięta o
          Stanisławie Barańczaku, to się po prostu wygłupia.
          Zresztą kolego coolkid czy jak Ci tam - Barańczak jest w każdym podęczniku do
          gimnazjum i szkoły średniej.

          Z całym szacunkiem do siostry, która w swojej kategorii też świetna (choć jej
          ostatnich książek nie trawię).
    • qwardian Saga rodu... 17.05.07, 17:15
      Urodził się w 1903 r. w Sosnowcu. Dorastał w Kielcach, pod berłem cara Mikołaja
      II, gdzie od początków edukacji należał do tajnego harcerstwa polskiego.
      Poglądy Jędrzeja ukształtował podobno jego ojciec Franciszek, inżynier,
      pracownik wielu towarzystw budowlanych i przemysłowych, sympatyk formującego
      się obozu narodowego.

      O swoim pradziadku Roman Giertych opowiedział kiedyś anegdotę
      reporterowi "Rzeczpospolitej" Jerzemu Morawskiemu. Podobno w 1905 r. Franciszek
      Giertych, dyrektor fabryki obrabiarek w Porębie koło Dąbrowy Górniczej,
      osobiście bronił kasy pancernej, którą chciał ukraść na potrzeby socjalistów
      dziadek Jacka Kuronia, bojowiec z PPS. W kasie miały się znajdować pieniądze na
      wypłaty dla robotników. Kilka dekad później syn Franciszka, Jędrzej, będzie
      wypisywał płomienne elaboraty o tym, jak to Kuroń okrada polskich robotników z
      polskości.

      Pradziadek Giertych często zmieniał pracę, więc jego syn Jędrzej spędził
      dzieciństwo na walizkach. Uczył się m.in. w Kielcach, Tallinie, Petersburgu.

      Gdy wybucha niepodległość, ponownie mieszka w Kielcach. Jako ochotnik walczy z
      bolszewikami w wojnie 1920 r., zostaje ranny w bitwie warszawskiej. Potem
      studia prawnicze, dyplomatyczne, polityczne; cały czas prowadzi działalność
      harcerską. W czasie zamachu majowego w 1926 r. harcmistrz Giertych i jego
      drużyna bronią legalnego rządu przed "dyktatorem samozwańcem" - Piłsudskim. Za
      początków sanacji Giertych pracuje jednak w MSZ. Zajmuje się Polakami za
      granicą, a w 1931 r. wyjeżdża do Olsztyna jako attaché kulturalny w polskim
      konsulacie.

      Karierę żarliwego ideologa polskiego nacjonalizmu Giertych zawdzięcza
      poniekąd... znienawidzonej sanacji. W 1932 r. nowy szef dyplomacji płk Józef
      Beck robi czystkę polityczną. Giertych traci posadę. Odsunięcie od codziennej
      urzędniczej harówki czyni zeń namiętnego i arcypłodnego publicystę. Dmowski
      powierza mu funkcję sekretarza generalnego powołanego przez siebie Obozu
      Wielkiej Polski i redaktora partyjnego organu - "Szczerbca". Giertych żyje z
      partyjnej pensyjki ufundowanej z części diet posłów Stronnictwa Narodowego i z
      publicystyki produkowanej od tamtej pory w ilościach porównywalnych jedynie z
      twórczością Józefa Ignacego Kraszewskiego.

      Zasługi i błędy Adolfa Hitlera

      Krótko po dojściu Hitlera do władzy Giertych odbył podróż do Niemiec. Swoje
      wrażenia spisał w tomie "Kajakiem po Niemczech" (1936): "Parę rzeczy jest
      bezspornych. Hitler zjednoczył Niemcy - przekreślił państwowości i patriotyzmy
      dzielnicowe (...), stworzył pełną i niczym nieograniczoną jedność narodu
      niemieckiego. Tego historia już nie przekreśli - to jest dorobek trwały. Hitler
      odżydził Niemcy. (...) Hitler przerwał ewolucję narodu niemieckiego w kierunku
      plutokratycznym - odwrócił go od pościgu za pieniądzem, zdegradował w
      hierarchii jego pojęć finanse, handel. Na powrót związał Niemcy z ziemią, z
      glebą, z rolnictwem. (...) Wyplenił pierwiastki kosmopolityczne. (...) To, co
      wyżej wymieniłem, to są wielkie fakty! Gdyby Hitler tyle tylko zrobił -
      zasłużyłby sobie na wielkie imię w historii i pamięć jego powinna być
      błogosławiona przez Niemców. (...) Mimo wszystko nie mogę się opędzić wrażeniu,
      że w pozytywnej stronie dzieła Hitlera jest jakiś defekt, jakaś skaza. (...)
      Przez silne oparcie się o doktrynę rasową (...) hitleryzm wziął na siebie
      pierworodny grzech ugrzęźnięcia w światopoglądzie materialistycznym", co może
      stać się kiedyś "źródłem jego słabości. Naród - to jest formacja spojona
      pierwiastkami przede wszystkim duchowymi".

      Dalej Giertych pisze z uznaniem, że w III Rzeszy "uporano się" z
      homoseksualizmem i pornografią, ale, niestety, "np. automaty w wyrobami
      gumowymi stoją (...) jak stały". Cieszy go, że "Hitler poróżnił naród niemiecki
      z Żydami" i "nasi dwaj wielcy wrogowie" teraz "maszerują oddzielnie". Ale po
      chwili obawia się, że w niemieckich kołach rządowych nie wyparowała myśl o
      sojuszu z Rosją, choćby nawet czerwoną, przeciwko Polsce.

      Co odróżnia polski ruch narodowy od europejskich faszyzmów, Giertych wykłada w
      innym tomie: "Hiszpania bohaterska", z podróży do Hiszpanii rozrywanej wojną
      domową i Portugalii rządzonej przez Salazara. Zachwyca go monarchistyczny,
      narodowy ruch karlistów i faszystowska Falanga. Jednak - notuje - "ruchy
      faszystowskie noszą jeszcze na sobie silne piętno XIX wieku" oraz ducha i
      światopoglądu owego stulecia, co przejawia się "w pewnej oschłości, a nawet
      materializmie światopoglądów faszystowskich, apelujących w o wiele większym
      stopniu do rozsądku (a nieraz i do interesu materialnego) agitowanych przez
      siebie mas, niż do uczuć, instynktownych ideałów i tęsknot"; zarazem "nie
      rozumieją one organiczności życia zbiorowego (...) i wyobrażają je sobie w
      sposób (...) mechaniczny, tj. podobnie jak socjalizm".

      A jednak Hiszpania faszystowska budzi w Giertychu zachwyt: "Mocarstw narodowych
      jest dziś w Europie trzy: Włochy, Niemcy i Hiszpania. Ale państw narodowych
      jest (...) cztery: tamte trzy plus Portugalia. Jestem do głębi przekonany, że
      czwartym mocarstwem narodowym, a piątym państwem w Europie będzie - już
      niedługo - Polska".

      Żydzi na Madagaskar!

      Polska... Ale jaka? Wykład Polski swoich marzeń Giertych przedstawia w
      książce "O wyjście z kryzysu". Polska będzie narodowa, bez "zwyrodniałego
      ustroju parlamentarnego", bo demokracja to z jednej strony "wszechwładza
      biurokracji", a z innej - "system rządów bez steru"; jak powiada dyktator
      Portugalii Salazar: "Nigdy okręt, pozostawiony na łaskę sprzecznych wiatrów,
      nie dotarł do bezpiecznego portu". Polska narodowa nie będzie "demokracją", ale
      nie będzie też dyktaturą, państwem "totalnym". Jednak obóz narodowy nie będzie
      się z nikim dzielił władzą. Czymże więc Polska narodowa będzie? "Nie mogę w tej
      materii wszystkiego otwarcie powiedzieć". Dlaczego? Bo "masoneria niewątpliwie
      będzie się starała wprowadzeniu ustroju narodowego przeszkodzić".

      Jednej rzeczy Giertych nie ukrywa - załatwić trzeba „sprawę żydowską”, bo jest
      ona „bezsprzecznie najważniejszym problemem polityki polskiej”, kwestią „o
      rozmiarach potwornych”. „Żydzi są dziś wielkim mocarstwem”. Nieważne, że nie
      mają „bazy terytorialnej osłanianej łańcuchem fortec, wspieranej stalową potęgą
      okrętów wojennych, samolotów, czołgów i dział. Bazą tej potęgi jest sieć
      wpływów i stosunków ogarniających cały świat, a jej narzędziem - pieniądze i
      pośrednie oddziaływanie polityczne. Pieniądz jest nieraz jeszcze skuteczniejszą
      bronią niż pancerniki i czołgi; nie mniej skuteczną bronią jest też i agitacja
      rewolucyjna. (...) To wcale nie przypadek, że tylu Żydów odgrywa tak wielką
      rolę w polityce światowej. Mesjanistyczne dążenie narodu żydowskiego do
      panowania nad światem, będące od tysięcy lat osią - jakże mądrej, wytrwałej i
      konsekwentnej! - polityki żydowskiej, urzeczywistniane jest (...) przez
      opanowywanie od wewnątrz, z ukrycia, z ukrytych za kulisami budek suflerskich i
      z niewidocznych dla świata foteli »szarych eminencji «, najsilniejszych w
      świecie państw, rządów, organizacji i stronnictw”.

      "Uczciwi Polacy", którzy tego nie rozumieją albo nie doceniają, powinni się
      zastanowić nad przykładem Niemiec. "Nikt chyba nie zaprzeczy, że Niemcy są
      wielkim, dojrzałym i rozumnym narodem. Nikt chyba nie zaprzeczy, że Hitler -
      człowiek, który zmienił państwo pobite na państwo dyktujące warunki państwom
      zwycięskim, bez wystrzału zdobył Austrię, zagraża dziś Czechosłowacji itd. -
      jest politykiem w wielkim stylu, a nawet (...) genialnym. Otóż największym
      nawet sceptykom co do znaczenia sprawy żydowskiej powinien przecie dać do
      myślenia fakt tak wielkiej wagi, jaką Hitler i Rzesza Niemiecka przywiązują
      dziś do sprawy żydowskiej". Zatem "jeśli Polska od brzemienia tej sprawy nie
      zostanie uwolniona, to nadejdzie w końcu taka chwila, gdy i pańs
      • qwardian Re: Saga rodu... 17.05.07, 17:19
        Polska od brzemienia tej sprawy nie zostanie uwolniona, to nadejdzie w końcu
        taka chwila, gdy i państwo polskie, i naród polski przez tę sprawę zginą".

        Dlaczego? Bo "jako zagadnienie ludnościowe", czyli blisko cztery
        miliony, "sprawa żydowska ciąży w sposób groźny na naszym bezpieczeństwie
        wewnętrznym" ("Masy żydowskie w Polsce skupione są w miastach, czyli centrach
        nerwowych kraju"; "Berlin jest miastem niemieckim, Paryż jest miastem
        francuskim", Warszawa - "mieszanym, polsko-żydowskim"). Bo "jako zagadnienie
        gospodarcze sprawa żydowska przekracza wszystko, co w tym rodzaju można
        gdziekolwiek na świecie obserwować" ("My nie jesteśmy gospodarzami na własnej
        ziemi, my jesteśmy w niewoli gospodarczej u Żydów"). Bo "jako zagadnienie
        kulturalne (...) zagraża nam po prostu zatraceniem naszej indywidualności
        narodowej" (przykłady: Tuwim, Askenazy, Szyfman, Fitelberg...). Bo "jako
        zagadnienie polityczne (...) grozi największymi niebezpieczeństwami naszemu
        bytowi politycznemu" ("Dążeniem Żydów jest panowanie nad całym światem").

        Jak "sprawę żydowską" rozwiązać? Poprzez "kompletną emigrację". Np. na
        Madagaskar, francuską kolonię, gdzie Francuzi chcieli osiedlić swoich Żydów
        (ostatecznie do tego nie doszło). "W porozumieniu z rządem francuskim - pisze
        Giertych - udała się na Madagaskar komisja rządowa polska, wysłana celem
        zbadania możliwości imigracyjnych. Komisja powróciła z oceną, że Madagaskar w
        zupełności się dla imigracji nadaje. Ku wielkiemu jednak swojemu zdziwieniu
        opinia polska dowiedziała się wówczas, że chodzi o emigrację na Madagaskar...
        chłopów polskich. Jak widzimy, wolne tereny imigracyjne dadzą się jeszcze na
        świecie odnaleźć, chodzi tylko o to, by zdobyć się na wysiłek woli, by Żydów
        masowo na te tereny skierować. Rządy sanacyjne w Polsce, tysięcznymi nićmi
        uzależnione od Żydów, dokonać tego nie są w stanie. Ale rządy narodowe tego
        dokonają".

        Jedna opcja, jedna racja

        - Jędrzej Giertych był bodaj najwybitniejszym ideologiem "młodonacjonalistów" z
        lat 30. - uważa Andrzej Friszke. - W jego książkach widać wyraźnie fascynację
        dynamiką ruchu faszystowskiego, tym, jak hitleryzm, włoski faszyzm i hiszpańska
        Falanga paraliżowały lewicę. Co do zapożyczeń ideologicznych sprawa nie jest
        już tak prosta. Giertych odrzuca hitlerowską teorię rasy i krwi. Żydzi są dla
        niego obcy nie z powodu krwi, ale "ducha żydowskiego obcego polskości".
        Stosunek do Żydów łączył zresztą polskich nacjonalistów chyba wszystkich
        odłamów. Myślę, że na te wszystkie teorie trzeba patrzeć z perspektywy tamtej
        epoki. To czas, w którym kończy się polityka gabinetowa i na scenę historii
        wkraczają masy. Prawica narodowa zaostrza retorykę, ponieważ toczy walkę o
        duszę półanalfabety. Odwołuje się zatem do jego wrogości wobec obcych, którzy
        dybią na jego miejsce pracy, zarobek, na Kościół i naród.

        - Czy był człowiekiem z obrzeży polskiego nacjonalizmu, czy też mieścił się w
        głównym nurcie endecji lat 30.? - pytam prof. Romana Wapińskiego, historyka,
        autora wielu prac poświęconych Narodowej Demokracji.

        - Mieścił się doskonale w głównym nurcie - uważa prof. Wapiński. - Jego
        książka "My, nowe pokolenie" była traktowana trochę tak jak trzy dekady
        wcześniej "Myśli nowoczesnego Polaka" Dmowskiego. W pewnych sprawach, np.
        stosunku do Niemiec, popadał w skrajność, choć może słowo "skrajność" jest
        tutaj zbyt mocne. Był bardziej niż inni wyczulony na konflikt z Niemcami.
        Prawdopodobnie z tego powodu był w dobie Monachium (1938) zwolennikiem poparcia
        Czechosłowacji. Należał do tych endeków, którzy tuż przed wojną chcieli wysunąć
        ofensywny program zachodni zawierający następujące założenie: jeśli Niemcy
        rozpoczną wojnę, Polska będzie miała prawo wystąpić na forum międzynarodowym z
        żądaniem granic na Odrze i Nysie.

        - Jaki miał rodzaj umysłowości? - pytam Andrzeja Friszke.

        - Tym, co charakterystyczne dla umysłowości Giertycha - uważa Friszke - jest
        brak zgody na pluralizm poglądów i wartości. Dla niego istniała tylko jedna
        racja i jedna opcja. Chyba nie umiał pojąć, że przeciwieństwa dają czasem
        syntezę. Przykładem tego sposobu myślenia była jego nieprawdopodobna obsesja na
        punkcie Piłsudskiego i sanacji. Jeszcze wiele lat po II wojnie pisał opasłe
        tomy, w których obalał mit Piłsudskiego jako twórcy niepodległości. W jego
        umyśle nie mieściło się, że architektami polskiej państwowości byli i
        Piłsudski, i Dmowski. Dla Giertycha mogło być tylko "albo-albo".

        II. Historia żydostwem się toczy

        Chleb niewoli, chleb wygnania

        - Byłem pod wrażeniem jego niektórych książek, zwłaszcza pierwszego
        tomu "Tragizmu losów Polski" - wspomina prof. Wiesław Chrzanowski, który z
        pracami Giertycha zetknął się w czasie okupacji na kursach Młodzieży Wielkiej
        Polski, podziemnej organizacji związanej z SN. - Był bliski spojrzeniu
        historyków z tzw. szkoły krakowskiej, Kalince i innym, tyle że jeszcze bardziej
        wyostrzał błędy polskiej polityki, zwłaszcza epoki Sejmu Czteroletniego.

        - A jak się panu podobało dziełko "O wyjście z kryzysu"?

        - Znacznie mniej, właściwie nie podobało mi się. Wśród nas, młodych z czasów
        okupacji, nurt autorytarny nie cieszył się sympatią. Znacznie bliżsi
        radykalizmowi Giertycha byli moi starsi koledzy z konspiracji. Po wojnie stała
        się rzecz ciekawa: ci młodzi narodowcy, którzy przeszli przez konspirację i
        doświadczenie wojny, dość obojętnie przyjmowali myślenie Giertycha z jego
        programowo-wychowawczej książki "My, młode pokolenie". Harcerski duch,
        podchody, postulaty czystości i naiwne moralizowanie nie przystawały do
        doświadczenia młodzieży z pokolenia wojennego.

        Gdy Wiesław Chrzanowski studiował na tajnych kursach dzieła Giertycha, on sam
        siedział w obozie jenieckim. We wrześniu 1939 r. pełnił służbę w marynarce. Po
        kapitulacji Helu dostał się do niewoli i trafił do obozu jenieckiego. Próbował
        uciekać kilka razy - bez skutku (za karę trafił do centralnego więzienia
        gestapo w Berlinie). Uwolnili go dopiero Amerykanie w 1945 r.

        Po wojnie wstępuje do wojska polskiego w Anglii. Jako kurier rządu z francuskim
        paszportem przyjeżdża do kraju. Żeni się ze swoją żoną, oficjalnie wdową, i
        wywozi ją wraz z dziećmi na Zachód. Osiada w Anglii, ale nie przyjmuje
        brytyjskiego obywatelstwa. Pozostaje bezpaństwowcem, co utrudnia mu nieraz
        zdobycie lepszej pracy. Pracuje jako niewykwalifikowany robotnik w hucie szkła,
        potem w restauracjach, piekarniach, u rymarza, introligatora. Wreszcie zdobywa
        posadę subiekta w księgarni, co przynosi jemu i rodzinie względną stabilizację.
        Dopiero po wielu latach uzyska od ministerstwa oświecenia prawo nauczania w
        angielskich szkołach. Uczy języków obcych, przeważnie francuskiego. Z tego
        tytułu będzie miał po latach emeryturę.

        Kto zamordował I Rzeczpospolitą?

        - Mam dla niego podziw jako dla człowieka - mówi prof. Chrzanowski, który jest
        oponentem giertychowskiego nurtu w powojennych środowiskach endeckich. -
        Wychował dziewięcioro dzieci w trudnych warunkach emigracyjnych. Napisał bądź
        wydał kilkadziesiąt książek, był małym, jednoosobowym "Instytutem Literackim".
        Podobno polska księgarnia w Londynie miała tylko dwóch stałych klientów - Adama
        Ciołkosza i właśnie Jędrzeja Giertycha. Z jego opracowań pisanych w Londynie
        można się było dowiedzieć masy rzeczy o sytuacji w kraju. On wszystko czytał,
        wszystko śledził z niebywałą uwagą i skrupulatnością.

        Prof. Chrzanowskiemu nie podoba się za to "metoda patrzenia na historię",
        której hołdował Giertych: - On dalej, już po wojnie, uważał, że Polska ma
        trzech głównych wrogów: Niemców, masonów (tu też pojawiali się Żydzi) i
        piłsudczyków. Był przykładem, jak niebezpieczni są nieraz "pogrobowcy" pewnych
        idei, którzy stawiają kropkę nad "i". Z niektórych myśli Dmowskiego,
        wypowiadanych w konkretnej sytuacji, czynił dogmaty, zamieniał je w doktrynę.
        Jednym z takich dogmatów był stosunek do Rosji, który Dmowski
        • qwardian Re: Saga rodu... 17.05.07, 17:22
          dogmatów był stosunek do Rosji, który Dmowski wypracował przed I wojną!
          Dogmatyczne spojrzenie na Rosję nie pozwalało mu przyznać, kto dokonał zbrodni
          w Katyniu, a AK uważał za organizację terrorystyczną. Wielokrotnie drobne
          wydarzenie - np. że ktoś coś krzyknął na schodach - zamieniał w klucz do
          objaśniania jakiegoś długotrwałego procesu historycznego.

          Koronnym przykładem tej metodologii jest napisany przed wojną "Tragizm losów
          Polski". Już w drugim akapicie wstępu wiadomo, co i jak. "W badaniach dziejów
          Polski - i nie tylko Polski - pomijany bywa (...) pewien czynnik, który na
          przestrzeni ostatnich paru wieków potężnie na losach Polski i Europy zaważył" -
          a jest nim "działalność żydostwa oraz związanych z żydostwem tajnych
          stowarzyszeń istniejących w łonie społeczeństw chrześcijańskich".

          Żydzi, masoni i tajne związki są odpowiedzialne za upadek I RP, rozbiory,
          klęski powstań - kościuszkowskiego, listopadowego i styczniowego - za nędzę i
          piłsudczyznę. Tajne związki opanowały Polskę już za Jagiellonów, ale dopiero po
          potopie szwedzkim to ho, ho. „Polska wyniszczona gospodarczo przez wojny i
          przewroty stała się dla żywiołu żydowskiego łatwym żerowiskiem”. „W XVIII wieku
          mówiono w Polsce: »Kto za żydami mówi, ten już wziął, a kto przeciw żydom, ten
          chce wziąć «. Powyższe fakty wystarczają jako dowód na to, ile demoralizacji
          zakradło się w życie upadającej Rzeczpospolitej dzięki żydom (...) - nie jest
          wcale przypadkiem, że upadek Rzeczpospolitej zaczął się równocześnie z zalewem
          Polski przez żydów. Nie tylko obce mocarstwa zniszczyły Polskę”.

          "Rozbiory Polski przeprowadzone zostały przez masonerię. Plan rozbiorów uknuty
          został w lożach - do lóż należeli wszyscy wybitniejsi aktorzy tragedii
          rozbiorowej, zarówno ze strony polskiej, jak ze strony państw rozbiorczych".
          (Nieco dalej Giertych uzupełnia, że "główną przyczyną rozbiorów były dążenia
          polityczne pruskie". Rosja została potraktowana łaskawie.)

          Powstanie 1794: "Nie zrozumie istotnego charakteru insurekcji kościuszkowskiej,
          kto nie zda sobie sprawy z roli, jaką w niej odegrali żydzi. (...) Wstępowali
          do milicji, strzegli arsenałów, nawet pilnowali króla, by nie uciekł -
          odgrywali właściwą sobie w wielu rewolucjach rolę rewolucyjnej żandarmerii (np.
          w Rosji czerezwyczajka GPU). Powyższe fakty wystarczają do stwierdzenia, że w
          dojściu do insurekcji do skutku ręka żydowska była obecna". (Wywód opiera się
          na założeniu, że powstania i rewolty są złem.) "Tym sposobem urzeczywistniony
          został wielki plan - ów grand dessein Augusta Sasa - nad którego wcieleniem w
          życie masoneria, żydzi i państwo pruskie pracowały przez dwa wieki: państwo
          polskie zostało zniszczone".

          Historia u Giertycha żydostwem się toczy. Po upadku I RP nadchodzą żydowsko-
          masońskie insurekcje i bolszewicko-żydowski najazd na Polskę niepodległą. Nawet
          w przewrocie majowym 1926 r. obecna była żydowska ręka. Epoka po maju z jednej
          strony "zaznacza się stopniowym, lecz stałym rozrostem wpływów żydowskich w
          Polsce, grożącym przekształceniem się Polski na Judeo-Polskę, z drugiej strony
          rozrostem ruchu narodowego i wzmagającym się napięciem walki o wyzwolenie
          Polski spod wpływu żydowskiego, a tym samym o dokończenie dzieła odzyskania
          przez Polskę pełnej niepodległości".

          „Przyszłość Polski przedstawiałaby się zupełnie jasno - szkodliwa, bezwładna
          zapora, jaką na drodze jej losów stanowią rządy sanacyjne, zostałaby usunięta
          bez żadnego wysiłku - gdyby nie jedna okoliczność: istnieją w Polsce żydzi
          stanowiący wielką siłę polityczną. (...) Polska dzieli się na dwa wielkie,
          walczące ze sobą obozy. Po jednej stronie stoi obóz narodowy. Po drugiej
          stronie stoją żydzi oraz ci wszyscy, którzy swoją siłę i znaczenie czerpią z
          żydowskiego poparcia, a których istotną rolą jest służenie żydom za parawan.
          (...) »Sanacja « jest przez żydów uważana tylko za stadium przejściowe. (...)
          Rzeczą na stałe odpowiadającą widokom polityki żydowskiej w Polsce są trwałe
          rządy bezpośrednio żydowskie. Jedna tylko droga może prowadzić do tego celu:
          komunizm”. Gdyby zapanował komunizm - snuje swą wizję Giertych - „żydzi”
          objęliby władzę, przesiedlili polskich chłopów na Syberię i sprowadzili do
          Polski swoich rodaków z zagranicy.

          Tak oto dowiódł Giertych, że polityczny obóz Józefa Piłsudskiego dążył do
          ustanowienia w Polsce "żydo-komunizmu".

          III. Rozłamowiec, kłótnik, outsider

          Kto jest dziedzicem Dmowskiego?

          - Powojenny spór Giertycha z prezesem SN Tadeuszem Bieleckim miał swoją
          historię jeszcze przed wojną - opowiada Andrzej Friszke. - Giertych rywalizował
          z Bieleckim o względy Dmowskiego. Krótko przed śmiercią Dmowski namaścił na
          swego następcę Bieleckiego i w sercu Giertycha musiała zostać jakaś zadra.
          Bielecki był bardziej pragmatyczny, Giertych był typem bezkompromisowego
          ideologa i misjonarza. Bielecki chciał rozmawiać z prawicą sanacyjną, Giertych
          nie dopuszczał myśli o jakichkolwiek konszachtach z piłsudczykami. Bielecki był
          organizatorem, miał zaplecze partyjne, Giertych był prorokiem i indywidualistą,
          nie miał pojęcia o żywej polityce. Bielecki był politykiem i menedżerem,
          Giertych - harcerzem i wychowawcą.

          - I właśnie dlatego - dopowiada prof. Wapiński - nie miał Giertych ambicji
          wodzowskich. Był typem niezłomnego, aspirował do roli ideologa, który porywa
          innych wizjami, ideami. Polityczny pragmatyzm był mu z gruntu obcy.

          - Był bodaj jedynym młodym radykałem, który przed wojną nie poszedł z
          rozłamowcami do ONR-u - mówi prof. Chrzanowski. - Ośrodek ruchu intelektualnego
          stanowili wówczas rozłamowcy. Giertych był w swoim maksymalizmie do nich
          podobny, tyle że został przy Dmowskim. Doprowadzał do skrajności niektóre myśli
          mistrza, który w latach 30., pod koniec życia, nie był w najlepszej formie
          intelektualnej i miał pewne obsesje. No i zajmował się Giertych głównie
          atakowaniem Bieleckiego za kontakty z sanacją.

          W 1953 r. Jędrzej Giertych pisze "List otwarty do członków i sympatyków
          Stronnictwa Narodowego", w którym bezpardonowo atakuje przywódcę emigracyjnej
          endecji Bieleckiego. Zarzuca mu słabość i oportunizm - przed wojną nie
          przeciwstawił się atakowi Polski na Czechosłowację, a teraz znajduje się pod
          wpływem "czynników obcych". Polityka Bieleckiego - pisał Giertych - nie
          jest "ani zła, ani dobra, ani udana, ani nieudana, po prostu - żadna".

          Bielecki zwołał zjazd SN i wygrał. Niepogodzony z porażką Giertych zaczął
          budować alternatywny ośrodek oddziaływania - pismo "Ruch Narodowy", a
          następnie "Horyzonty".

          Sowiecka, ale jednak Rosja

          Idea Polski na wygnaniu przeżyła się; prawdziwa Polska katolicka ma swojego
          władcę kard. Stefana Wyszyńskiego i może mówić jego głosem - przekonywał
          Giertych po przełomie Października '56. "Emigranci odcięci od kraju w dużym
          stopniu utracili poczucie, czym Polska jest. Patrzą na nią przez szkła
          nieuzasadnionych uprzedzeń". A przecież "Polska jest dużym państwem. 31
          milionów ludności, i to jednolitej narodowo, w samym środku Europy, duże
          uprzemysłowienie, szóste miejsce w świecie w produkcji węgla, dziewiąte (...) w
          produkcji stali, dziesiąte (...) w produkcji okrętów, duża niezależność
          żywnościowa, drugie miejsce w świecie w produkcji żyta, drugie (...) w
          produkcji ziemniaków, siedemnaste (...) w produkcji pszenicy, to nie jest
          drugorzędne państwo. Polska nie jest i nie może być supermocarstwem. Ale może
          być mocarstwem drugiej klasy". Giertych chwali komunistów za to,
          że "przeprowadzili [Polskę] przez wiele niebezpiecznych raf, nie mówiąc już o
          tym, że skutecznie pokierowali takimi procesami, jak zasiedlenie i
          zagospodarowanie ziem nad Odrą i Nysą, odbudowa zniszczeń wojennych i
          posunięcie naprzód uprzemysłowienia kraju".

          Z "Horyzontów" bije niemal entuzjazm, iż po 1956 r. w kraju "cofnął się najazd
          cywilizacyjny", a polityka wyznaniow
          • qwardian Re: Saga rodu... 17.05.07, 17:23
            Z "Horyzontów" bije niemal entuzjazm, iż po 1956 r. w kraju "cofnął się najazd
            cywilizacyjny", a polityka wyznaniowa nowego przywódcy PRL Władysława Gomułki
            jest strawna. W tym kontekście giertychowcy odgrzewali starą myśl Dmowskiego o
            polsko-rosyjskim sojuszu antyniemieckim. Napisali nawet list otwarty do I
            sekretarza KPZR Nikity Chruszczowa. Wierzyli, że Sowiety bez stalinizmu
            (wcielenie wiecznej Rosji) porzucą utrzymywanie komunizmu w Polsce i zgodzą się
            na inny ustrój, jeśli tylko Polska będzie ich sojusznikiem. Nadzieje takie
            dodatkowo rozbudzał ówczesny spór między Chinami i ZSRR - giertychowcy
            wierzyli, że zmusi to Moskwę do kolejnego złagodzenia kursu wobec Polski.
            Podobne rachuby miał też główny oponent Giertycha, Bielecki, tyle że nie
            posuwał się do projektowania polsko-rosyjskiego (sowieckiego) sojuszu i
            przyjaźni.

            Wewnątrzpartyjny konflikt skończył się w 1961 r. - Giertycha wyrzucono ze
            Stronnictwa Narodowego. Od tamtej pory był Jednoosobową Partią Jędrzeja
            Giertycha, paradoksalnie, o większej - jak się wydaje - sile oddziaływania niż
            cała emigracyjna endecja.

            IV. Naród z partią

            Przeciw "insurekcji" i "prowokacji"

            - Byłem zbulwersowany i wstrząśnięty jego listem do społeczeństwa polskiego w
            1976 r. - opowiada Aleksander Hall, który u schyłku lat 70. jako lider Ruchu
            Młodej Polski próbował reaktywować w ramach opozycji demokratycznej niektóre
            wątki myśli endeckiej. - Z jednej strony była w Giertychu jakaś wielkość:
            emigrant, który wychował w polskości liczną rodzinę, wykonywał mrówczą pracę
            pisarską i wydawniczą; a z drugiej - straszny anachronizm w sposobie
            definiowania wrogów (piłsudczycy, Niemcy, Żydzi i masoni), jak gdyby czas
            zatrzymał się w latach 30., kiedy endecja uległa fascynacji autorytaryzmem i
            antydemokratyzmem, jak gdyby nie było II wojny. Nasz Ruch Młodej Polski nie
            szukał kontaktów z Giertychem, dla nas ważny był Wiesław Chrzanowski, z
            emigrantów - Wojciech Wasiutyński. Na którymś z kolejnych zjazdów Stronnictwa
            Narodowego na emigracji Giertych zarzucał nam, że nie mamy nic wspólnego z
            prawdziwą endecją.

            W owym bulwersującym Halla liście Giertych napisał: „Strzeżcie się prowokacji.
            (...) W szczególności przestrzegam Was przed dwoma kierunkami propagandy (...)
            bardzo w ostatnich czasach wzmożonej”. Na pozór niewinna, służy ona w sposób
            oczywisty „określonym szkodliwym dla Polski celom. Mam na myśli z jednej strony
            propagandę fałszywej »legendy Piłsudskiego «, tzn. wybielania dawnej polityki
            polskiego współdziałania z Niemcami. A z drugiej strony propagandę kultu
            powstań niepotrzebnie wszczętych i przegranych”. Dalej Giertych rozkłada na
            łopatki list 59 intelektualistów przeciwko poprawkom w Konstytucji PRL
            (wprowadzającym kierowniczą rolę PZPR i dozgonną przyjaźń z ZSRR) i proponuje
            własny program: „bronić substancji narodu i jego ducha. W Polsce musi się
            rodzić więcej dzieci...”. I oczywiście układać się z Rosją. Nie, nie być jej
            wasalem, ale „żyć z Rosją na stopie sąsiedzkiej przyjaźni”.

            Nie pierwszy raz Giertych ostrzegał naród przed "szaleństwem" kolejnych
            insurekcji i prowokacji. W 1956 r. w broszurze-liście do emigracji "Po
            wypadkach poznańskich" zastanawiał się, komu to służy i kto za tym
            stoi. "Nasuwa się od razu przypuszczenie, że powstanie to jest dziełem
            prowokacji komunistycznej. (...) Być może odwilż poszła za daleko i zaczęła się
            wymykać z rąk i trzeba było dobrego pretekstu dla nowej fali represji. Być może
            także rozgrywki na szczytach hierarchii między stalinowcami a antystalinowcami.
            (...) Ale przypuszczenie to może być równie dobrze niesłuszne. Ale kto w takim
            razie wywołał powstanie, jeśli nie wywołali go komuniści? Trzeba powiedzieć
            jasno (...): jeśli powstanie poznańskie nie jest prowokacją sowiecką, zbrodnia
            wywołania tego niepoczytalnego powstania nie może być niczyim innym dziełem,
            jak tylko jakiejś organizacji polskiej, oglądającej się na Zachód lub mającej
            na Zachodzie oparcie". I konkluzja: "trzeba to powiedzieć w sposób twardy:
            powstanie poznańskie jest zbrodnią przeciwko polskiemu narodowi i zasługuje na
            jednomyślne surowe potępienie ze strony tego narodu".

            Marcowe blaski

            Rok 1968. Giertych analizuje na łamach „Horyzontów” wydarzenia w
            kraju: „Zdjęcie »Dziadów « z afisza wywołało natychmiastowe manifestacje
            studenckie. (...) Wiem już, że manifestacje zostały obmyślone i zorganizowane
            przez grupę studentów, za którą stały ośrodki polityczne, złożone z ludzi
            dorosłych i stawiające sobie cele zakrojone szerzej. (...) Rząd komunistyczny w
            Polsce twierdzi, że manifestacje zorganizowane zostały przez syjonistów w
            partii. (...) Między innymi podawano wiadomość, że manifestacje zorganizowane
            zostały na ogół przez studentów pochodzenia żydowskiego, których ojcowie są
            dygnitarzami w partii komunistycznej [tu następuje lista nazwisk podana za
            paksowskimi „Kierunkami” - A.D.]. Rozgrywka w partii, która nastąpiła po
            manifestacjach, ma wyraźne zabarwienie antysyjonistyczne. Cały szereg Żydów
            został wydalony z partii komunistycznej oraz potracił posady dygnitarskie w
            aparacie rządowym, politycznym i kulturalnym”.

            I dalej: "To nie są Żydzi w sensie religijnym. To jest klika kosmopolityczna,
            związana jednak z żydostwem światowym, niezmiernie w Polsce wpływowa, a
            uczuciom patriotycznym polskim obca. Jej rządy w Polsce były niebezpieczne dla
            polskiej polityki, szkodliwe dla polskiej kultury i dokuczliwe dla polskiego
            zbiorowego życia (...), silnie zaprawione mściwością wobec polskiego
            społeczeństwa i w istocie nienawiścią do Polaków i polskości. (...) Jeśli w
            rozgrywce wewnątrzpartyjnej, jaka w Polsce po zaburzeniach studenckich się
            dokonała, wpływy tej kliki zostały zlikwidowane lub silnie zmniejszone, należy
            się z polskiego punktu widzenia z tego cieszyć. (...) Zobaczymy. Ale wcale bym
            się nie zdziwił, gdyby owocem tych manifestacji stało się lepsze zrozumienie
            przez rządzącą partię tego, że z uczuciami narodu i społeczeństwa i z jego
            instynktem patriotycznym, a więc także i z jego pragnieniem wolności trzeba się
            liczyć. Kto wie? Może właśnie wydarzenia te przyniosą nie zaostrzenie, ale
            złagodzenie systemu komunistycznego w Polsce: złagodzenie cenzury, większą
            tolerancję religijną, większą swobodę dla przejawów życia narodowego, jego
            kultury, jego religii, jego twórczości, jego dążeń politycznych. (...) Wcale
            nie mamy powodu uważać, że się koniecznie zmieniło na gorsze. Raczej wygląda na
            to - że chyba przeciwnie".

            Generał z katolickiej szkoły

            Na lepsze zmieniło się również, gdy 13 grudnia 1981 r. gen. Jaruzelski
            wprowadził stan wojenny. "Zapewne nie spodoba się to niektórym moim
            czytelnikom - napisał Giertych w liście otwartym do społeczeństwa polskiego w
            1982 r. - lecz oświadczam otwarcie, że uważam, że dobrze się stało, iż omawiany
            tu przewrót w dniu 13 grudnia nastąpił". Dobrze, że "znalazł się ktoś, kto
            umiał nagłym aktem woli przeszkodzić dojściu do skutku rewolucji, która wiodła
            Polskę pod każdym względem ku katastrofie. (...) Nie mogę się zgodzić z
            poglądem, że przewrót 13 grudnia był posunięciem politycznym sowieckim.
            Wszystko wskazuje na to, że było to posunięcie polskie".

            Giertych snuje rozważania o tym, że gen. Jaruzelski „do ukończenia 16 lat był
            uczniem dobrej, polskiej, katolickiej szkoły”. „Jedno jest pewne: że to jest
            zapewne polski patriota. (...) Więcej zaufania budzą we mnie rządy komunistów-
            generałów niż wszystkich Gierków, Gomułków i Bierutów, już nie mówiąc o
            Bermanach, a także o Michnikach i Kuroniach. A skoro sytuacja polityczna
            dzisiejsza, oparta o system umów jałtańskich, nie pozwala na obalenie rządów
            komunistycznych, wolę rządy »junty « generała Jaruzelskiego, nawet jeśli jest
            on prawowiernym komunistą (co zresztą wcal
            • qwardian Re: Saga rodu... 17.05.07, 17:26
              komunistą (co zresztą wcale nie jest takie pewne), od rewolucji, której wodzami
              byliby polscy trockiści. Także i w Polsce już się odzywają głosy o potrzebie
              sojuszu »szabli i kropidła «. (...) Życzę generałowi Jaruzelskiemu, by umiał
              zawrzeć porozumienie z Kościołem. Życzę sternikom polskiego Kościoła, by
              wyzwolili się spod podszeptów prorewolucyjnych i promasońskich katolickiej
              lewicy modernistycznej i »niepokornej « i umieli wejść w rozumne porozumienie z
              tymi, co dziś w Polsce sprawują polityczną władzę”.

              Skąd życzliwość Giertycha dla gen. Jaruzelskiego? „Samorzutny, oddolny ruch,
              jakim była początkowo »Solidarność «, wyrażający uczucia i dążenia zarówno
              polskiej warstwy robotniczej, jak i całego polskiego narodu, z ducha katolicki
              i tradycyjnie polski, został wykolejony i poprowadzony na całkiem nowe tory
              przez mafię, która zdołała opanować jego aparat kierowniczy. Mafia ta wyrażała
              dążności lewicy laickiej, najzupełniej obcej katolicyzmowi i polskim tradycjom
              narodowym”. O co „KOR-owskiej mafii” chodziło? „By zdetronizować Kościół
              katolicki z jego wielkiej roli głównej, niezależnej siły w polskim narodzie.
              Sam KOR tego zrobić nie potrafił; był na to za słaby. Ale udało mu się metodą
              mafijną opanować »Solidarność «, wielką organizację ludzi zacnych, ale
              politycznie niedoświadczonych, naiwnych i tak tą organizacją zamanipulować, by
              stała się potężną dźwignią polityki obozu trockistowskiego. (...) W sposób
              wyraźny zarysował się w ostatnich latach sojusz KOR-u, czyli obozu
              trockistowskiego, z obozem piłsudczyków. I oto te dwa ugrupowania razem pchnęły
              Polskę ku rozwojowi wypadków, mającemu cechę katastrofy”.

              Tak oto od katastrofy politycznej Polskę ocalił gen. Jaruzelski. Zaś od
              katastrofy duchowej i moralnej myśl polską ocalił Jędrzej Giertych.

              Sojusznicy z PZPR

              - Sympatycy Giertycha w kraju, był np. taki dr Bogdanowicz z Zakopanego,
              zamówili nawet mszę św. w intencji gen. Jaruzelskiego - wspomina Wiesław
              Chrzanowski.

              - Ale dlaczego Giertychowi, skrajnemu narodowcowi, a więc - wydawałoby się -
              również skrajnemu antykomuniście, było po drodze z "czerwonymi"? - pytam
              Aleksandra Halla.

              - To kwestia kilku elementów, przede wszystkim zdefiniowania wrogów -
              odpowiada. - Po pierwsze, wrogiem głównym była dla Giertycha tradycja
              powstańcza i on, z londyńskiej perspektywy, uważał opozycję za jej kolejne
              wcielenie. Po drugie, zawsze mistyfikował rolę tajnych organizacji, np.
              masonerii, którym przypisywał rolę spiritus movens wydarzeń. W opozycji widział
              zakulisowe manipulacje Niemców, masonów, również Żydów. Po trzecie, uważał
              najpewniej, że historia jest powtarzalna i myślał analogiami z rewolucją 1905
              r. Dmowski, który był przeciwny tamtej rewolucji, uważał wówczas, że Polacy
              powinni umacniać swoje pozycje w ramach Królestwa Polskiego. Osobistej sympatii
              Giertych do komunistów nie miał, ale byli oni obiektywnym sojusznikiem w
              tłumieniu tego, co z jego punktu widzenia było najgorsze.

              - Komunizm wyszedł już dawno z fazy bolszewickiej i stalinowskiej, kiedy to, z
              punktu widzenia Giertycha, był śmiertelnym zagrożeniem dla katolicyzmu i
              polskości - dopowiada Andrzej Friszke. - Jako zwykła dyktatura, której
              ideologia była martwa, przestał być, wedle tej logiki, groźny. Przeciwnie -
              mógł być i był dla kogoś myślącego tak jak Giertych kolejnym wcieleniem
              polityki prorosyjskiej. Z kolei wrogość Giertycha do opozycji demokratycznej
              była prostym przełożeniem jego przedwojennej wrogości do liberałów,
              socjalistów, Żydów, masonów, "Wiadomości Literackich", piłsudczyków, którzy
              wszyscy razem byli w jego wizji odwiecznym wcieleniem zgniłego,
              kosmopolitycznego Zachodu i których idee zagrażały katolicyzmowi i osłabiały
              poczucie tożsamości narodowej Polaków.
        • zegmarek Re: Saga rodu... 18.05.07, 14:42
          to tylko kolejny dowód , że ten ród od zarania był rodem kretynów.

          www.doradca-rynku.pl
    • yahoo_poznan Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? 18.05.07, 16:22
      Tak.
      Ja ;)
      • Gość: W105N4 Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? IP: *.devs.futuro.pl 18.05.07, 16:41
        A ile masz wzrostu?
        • yahoo_poznan Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? 18.05.07, 16:46
          A ile masz wzrostu?

          Wszechstronnie wielki ;)
          Z jednym małym wyjątkiem :(
          • Gość: W105N4 Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? IP: *.devs.futuro.pl 22.05.07, 18:50
            prosze Cie uchyl rabka tajemnicy

    • lili_marleen Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? 18.05.07, 16:43
      Polak to nie był ale w Poznaniu urodził się człowiek którego nazwisko
      znajdziesz w każdym podręczniku historii powszechnej. To Paul von Hindenburg
    • Gość: Poznaniak Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.07, 17:01
      W Poznaniu urodzili się m.in założyciel Herald Tribune oraz Zygmunt Bauman -
      najznakomitszy polski socjolog znany na całym świecie. Z Wielkopolski pochodzą
      też Piastowie. Gdyby nie oni, cool kid gadałby teraz po rusku.
      • yahoo_poznan Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? 18.05.07, 17:27
        Gdyby nie oni, cool kid gadałby teraz po rusku.

        Dlaczego po rusku?
      • Gość: Filip Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? IP: *.dsl.bell.ca 18.05.07, 17:36
        W Poznaniu urodzili się m.in założyciel Herald Tribune oraz Zygmunt Bauman -

        ...czy wzrastali w "cieplarnianych warunkach...? "
        ...czy ich doskonalosc wyrosla z dystansu do goja ?
        ..."tego kontrastu"....podzialu na my i wy ..ze goj jest glupi....?

        ...ech dajcie juz cos lepiej o "Grazynie"....by ozywic nieco to zasypiajace
        forum.

        www.thestar.com/images/assets/226134_11.JPG
        www.thestar.com
    • Gość: zonk Marszałek Hindenburg pochodził z Poznania... IP: *.icpnet.pl 18.05.07, 18:13
      ... ale to nie był Polak :-(
      • Gość: Filip Re: Marszałek Hindenburg pochodził z Poznania... IP: *.dsl.bell.ca 19.05.07, 07:52
        ....bo Polak to - Walesa....on miescil sie w tych zachodnich szablonowych
        opowiadaniach o Polakach...ten chochol.
        ...a madrosci w nim tyle....az dziw ze nie wykladal"swoich srobokretow"...i jak
        ta wiertarke by mu koledzy zapieprzyli...a tylko dorywczo mammil mlodych ludzi
        w aulach uniwersyteckich....bo....
        Zwlaszcza amerykanski srodowiska uniwerysteckie zbyt wielkich ludzi nie
        wypuszczaja....ale glownym przeslaniem ich edukacyjnej pracy jest nauczyc
        mlodych ludzi odroznienie normalnego...Amerykanina od "polskiego chochola"
    • Gość: Graf von Zeppelin Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? IP: *.sky24.pl 19.05.07, 08:12
      Można by dorzucić jeszcze urodzonego w Poznaniu marszałka polnego Günthera von
      Kluge. Uczestnika spisku związanego z zamachem na Hitlera. To nie był Polak
      podobnież jak von Hindenburg, niemniej fakty te świetnie obrazują jak splatała
      się historia Polski i Niemiec w naszym mieście
    • Gość: Poznaniak Strzelecki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.05.07, 13:36
      Z Poznania (z Głuszyny) pochodzi największy polski geograf: Paweł Edmund
      Strzelecki, odkrywca najwyzszego szczytu Australii - Góry Kosciuszki. Ponadto
      podróżnik i etnograf, przeprowadził wiele badan geograficzno-kulturalnych w
      Austalii (gdzie znajduje sie góra jego imienia) i Oceani oraz Ameryce Północnej.

      Niestety, jedyny znany na swiecie Poznaniak nie ma w naszym mieście nie tylko
      lotniska czy uniwersytetu, ale także brak tu chociaz ulicy lub placu jego
      imienia.
      • Gość: pragmatyk Re: Strzelecki IP: *.sky24.pl 19.05.07, 14:25
        Gość portalu: Poznaniak napisał(a):

        Niestety, jedyny znany na swiecie Poznaniak nie ma w naszym mieście nie tylko
        > lotniska czy uniwersytetu, ale także brak tu chociaz ulicy lub placu jego
        > imienia.

        Nie bądźmy tacy zasadniczy - ostatecznie jest ulica Strzelecka co przy
        odrobinie dobrej woli można by podciągnąć pod upamiętnienie tego podróżnika

        Zresztą ulicy Hindenburga też nie ma ;)
        • Gość: mazur przy ulicy Strzeleckiego urodził się IP: *.gdynia.mm.pl 19.05.07, 19:49
          Hindenburg! ;-)
      • Gość: Filip Re: Strzelecki IP: *.dsl.bell.ca 19.05.07, 18:55
        ...tak - to rzeczywiscie skandal...no ale wiesz kto wladze w Poznaniu do tad
        piastuje...po PZPR wladze przejelo SLD...a ci nie maja i nigdy nie mieli w
        powazaniu czlowieka....co to dla nich jakies naukowe osiagniecia,
        odkrycia,...toz to pan Strzelecki nam sie tu napycha z wielkosci naszej
        narodowej kultury....Dzis pewnie gdyby zyl pan Strzelecki nalezal by do
        PiSu ...albo co gorsza do LPR....a towarzysze ( raczej parchy)PO, SLD, PSL z
        takimi walcza..
    • wielkopolskawschodnia Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? 19.05.07, 14:57
      Że też żadnemu z was do głowy nie przyszło wspomnieć o Wojciechu Bogusławskim,
      choć prawdą jest, że upatrzył on sobie Kalisz, a nie prawie rodzinny Poznań.

      Jeszcze dziwniejszym jest, że wielcy wielkopolscy Polacy rodzili się w Kaliszu,
      a nie w Poznaniu: Adam Asnyk, Ryszard Cieślak, Maria Dąbrowska, Tadeusz
      Kulisiewicz, Alina Szapocznikow, Stanisław Wojciechowski, itd., itd.

      Pozdrowienia.
      --Bywa, że największym skandalem jest to, że wciąż go nie ma. Urszula Zybura
      • Gość: S.Las Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? IP: *.sky24.pl 19.05.07, 17:30
        Ejże - Bogusławski pochodził z Suchego Lasu a konkretnie z wsi Glinno a nie z
        Poznania. Chociaż z perspektywy wschodniej Wielkopolski wszystko w promieniu
        100 km od miasta może Ci się wydawać Poznaniem - nawet należący do Kongresówki
        Kalisz.
        • wielkopolskawschodnia Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? 19.05.07, 17:43
          Zawsze macie tu takie głupawe odpowiedzi?
          Przecież napisałem "p-r-a-w-i-e rodzinny Poznań".

          Z punktu widzenia Wielkopolski Wschodniej to, co może ci się wydawać Poznaniem
          zaczyna się dopiero za Nowym Miastem n/ Wartą.

          I jak czytam, ty ciągle jeszcze żyjesz w epoce zaborów. Zatem pozdrowienia z
          Kalisza i Królestwa Polskiego dla Posen i Provinz Posen. :)
          • Gość: tarpan Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? IP: *.icpnet.pl 19.05.07, 19:30
            A kakoje "koroljestwo" - Priwisljanskij Kraj pazdrawljajet iz kaliskoj gubjerni:)
            • Gość: wlodek emeryt Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.05.07, 09:55
              panowie ,proszę zapoznać sie z historią miasta oraz regionu -przeciez
              poznaniacy w przeszłości to mieszkańcy wielkopolski którzy w rozmaity sposób
              osiedli w grodzie ksiązęcym a pozniej w królewskim. Państwo Polskie to
              Wielkopolska i Małopolska ,których mieszkańcy przed wiekami utworzyli POLSKĘ a
              zatem utworzyli ja WIELCY POLANIE podczas gdy w innych częściach dzisiejszego
              kraju mieszkano w kleciach i szalasach .Miara wielkosci mieszkanców danego
              regionu nie są nazwiska ale postawa całego spoleczenstwa wobec zagrożeń
              dziejowych. W innych regionach byli silni w gębie co widać do dzisiaj a u nas
              miara wielkości jest praca od podstaw,wzory pracy organicznej a nie bicie
              piany. Internauta który postawił takie pytanie wykazuje sie wtórnym
              analfabetyzmem i nalezy mniemać ze bedąc jankiem muzykantem rzezbił fujarkę
              podgrywając przy pasieniu bydła i nie miał okazji zainwestować w wiedzę.
              WIELKOPOLSKA jest Wielka wielkoscia swoich mieszkancow a Poznań jest jej
              sercem.AMEN.
              • Gość: As Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? IP: *.danmar-computers.com.pl 21.05.07, 17:23
                Szczególnie daliście popis podczas potopu szwedzkiego gdy po prostu poddaliście
                się bez walki. A wszyscy historycy mówią że w X wieku najbogatsze były
                Małopolska i Śląsk - tylko wy byliście militarnie silniejsi, bo wszystko
                ładowaliście w zbrojenie się i dlatego podbiliście resztę kraju.
          • Gość: AntyR Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.07, 10:56
            Romualdzie, nie pajacuj na tym forum.
            • Gość: Stanisław Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.07, 00:13
              kilka przykładów:

              ks. Jakub Wujek - Wągrowiec
              Stanisław Staszic - Piła
              Jędrzej Śniadecki, Jan Śniadecki - Żnin
              Karol Kurpiński - Włoszakowice k. Leszna
          • Gość: Adam Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? IP: 150.254.124.* 21.05.07, 12:07
            Kalisz w Królestwie Polskim? No to pozdrów od nas Cara Władimira Putina.
            • Gość: Pyra Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.07, 13:28
              W Kaliszu urodziła się także Zdzisława Sośnicka. A w Poznaniu m.in. Anna Jantar,
              Halina Frąckowiak, Urszula Sipińska, Małgorzata Ostrowska, tu mieszka Eleni.

              Z innych dziedzin: pisarze Stanisław Barańczak i Małgorzata Musierowicz,
              Krzysztof Komeda, Stefan Stuligrosz, Filip Bajon, Wojciech Fibak, a z
              dawniejszych czasów Wacław z Szamotuł.

              Z Poznaniem związani byli m.in. Piotr Skarga, Jan Henryk Dąbrowski, Jerzy
              Waldorff, Kazimiera Iłłakowiczówna.
              • Gość: ekran Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? IP: *.adsl.inetia.pl 21.05.07, 15:50
                A Hipolit Cegielski , Ksiądz Jackowski , Bracia Wilkońscy , Generał Chłapowski ,
                i mój dziadek - Stefan Gniatczynski (15 Pułk Ułanow Wielkopolskich).- To
                poznaniacy , wielkopolanie i Wielcy Polacy.
              • Gość: Piotr Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? IP: *.echostar.pl 21.05.07, 18:29
                W Poznaniu studiował Jan Nowak Jeziorański u prof. Taylora. W Poznaniu mieszkał
                Feliks Nowowiejski.
              • Gość: Piotr Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? IP: *.echostar.pl 21.05.07, 18:30
                Komeda był z Ostrowa Wlkp.
    • v.i.k.k.a tak, ja(nt) 21.05.07, 01:38

      • yahoo_poznan Re: tak, ja(nt) 21.05.07, 17:53
        Zadziwiające Vikka :)
        Wiesz, że ja też wcześniej użyłem identycznych słów ;)
        To miło, że jest nas dwoje ;)
        • v.i.k.k.a Re: tak, ja(nt) 21.05.07, 19:42
          Nawet nie wiedzialam, przeczytalam tytul watku i od razu mi sie nasunela taka,
          jedynie poprawna, odpowiedz;)
          • yahoo_poznan Re: tak, ja(nt) 22.05.07, 18:56
            Nawet nie wiedzialam, przeczytalam tytul watku i od razu mi sie nasunela taka,
            > jedynie poprawna, odpowiedz;)

            Mnie także :)
            Ps. Nie uważasz, że jesteśmy wyjątkowo skromni ograniczając się do tak krótkich
            i treściwych wpisów, bez rozpisywania się na swój temat? ;)
    • Gość: mia Re: Czy z Poznania pochodzi jakiś wielki Polak? IP: *.icpnet.pl 21.05.07, 19:44
      Krzysztof Grabowski (Piła), jeśli chodzi o Polskę zachodnią ;)
    • qwardian Zygmunt Bauman powinien odpowiadać przed sądem. 23.05.07, 02:34
      Ktoś go polecił jako wielkiego Poznaniaka. Moim zdaniem to szmaciarz, karierę i
      pozycję na uniwersytecie zawdzięcza swojemu pochodzeniu (niepolskiemu
      naturalnie), a historia dowodzi, że służył w zbrodniczym systemie
      żydokomunistycznej bermanowskiej Polsce. Jego wypowiedzią posłużyłem się we
      własnej sygnaturce.

      Prof. Zygmunt Bauman
      82-letni Bauman, w opublikowanym w sobotę wywiadzie, powiedział, że
      współpracował z kontrwywiadem po zakończeniu wojny, w latach 1945-48, jako
      pracownik Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, zajmującego się likwidacją tzw.
      zbrojnego podziemia.

      Zaznaczył, że trzymał to w tajemnicy, ponieważ podpisał zobowiązanie, że nie
      będzie na ten temat mówił.

      Na pytanie, czy donosił na działaczy antykomunistycznego podziemia, powiedział,
      że "takie oczekiwania mieli wobec niego zwierzchnicy, ale niczego takiego sobie
      nie przypomina".

      Zapytany, czy to co robił mogło mieć negatywne konsekwencje (w domyśle dla
      innych) odparł: "Nie mogę na to odpowiedzieć. Wierzę w to, że tak nie było.
      Równocześnie byłem elementem szerszego zjawiska, a cokolwiek by się robiło, to
      zawsze ma swoje konsekwencje".

      Kariera Baumana

      Bauman urodził się w 1925 r. w Poznaniu w niepraktykującej rodzinie polsko-
      żydowskiej. Wojnę spędził w ZSRR. Wstąpił do armii kościuszkowskiej, z którą
      przeszedł szlak bojowy do Berlina, pracując w pionie oświatowo-politycznym.
      Czynną służbę skończył w stopniu majora.

      W 1945 r. w wieku 19 lat przez "przypadek historii" - jak mówi - trafił do KBW
      (akurat taki przydział otrzymała jego jednostka). O swojej pracy w KBW,
      zakończonej w 1953 r., powiedział, że polegała na pisaniu propagandowych
      broszur dla żołnierzy i była bardzo nudna.

      Po odejściu z KBW Bauman skończył studia i został pracownikiem wydziału
      socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Stamtąd w marcu 1968 roku jako
      sztandarowy rewizjonista (odrzucający oficjalną wykładnię marksizmu) został
      usunięty z pracy. Wyjechał do Izraela, a następnie osiadł w Leeds. W swoim
      dorobku ma ok. 50 książek. Uważany jest m. in. za krytyka totalitaryzmu z
      pozycji lewicowych, globalizacji i społeczeństwa konsumpcyjnego.

      Nigdy nie ukrywał swych lewicowych poglądów

      Bauman podkreślił, iż nigdy nie ukrywał tego, że był socjalistą i zawsze miał
      lewicowe poglądy. Zdemaskowanie go tłumaczy chęcią zdobycia legitymizacji przez
      obecny prawicowo-narodowy obóz rządzący w Polsce.

      O komunistycznych przekonaniach z okresu młodości
      powiedział "Guardianowi": "Jeżeli się przyjrzeć politycznemu spektrum w owym
      czasie (lata 1944-45), to najlepsze rozwiązania proponowali komuniści.
      Polityczny program partii (PPR) najbardziej odpowiadał kwestiom, w obliczu
      których stał kraj. Co do mnie, byłem całkowicie zaangażowany. Komunistyczne
      idee były (dla mnie) prostą kontynuacją Oświecenia".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka