wlodekzpoznania
28.12.08, 23:28
Myślę, że jeszcze 18 miesięcy zajmie dochodzenie do - jak to jedni określą -
dołka, a moim zdaniem poziomu równowagi po pęknieciu 18 miesięcy temu balonika
spekulacyjnego. Słuchając analityków bankowych (niezwiązanych z rynkiem
nieruchomości, lecz po prostu ekonomistów) można dojść do wniosku, że nie ma
już fundamentalnych przyczyn, dla których ceny nowych mieszkań miałyby średnio
dla miasta kosztować więcej niż 20-25% powyżej cen z 2005 roku, czyli 25%
powyżej 2800-3500 zależnie od lokalizacji i standardu. Teraz pewnie jeszcze
zwiększy się polaryzacja między świetnymi lokalizacjami a obrzeżami i kiepską
jakością. To będzie częściowo uzasadnione cenami gruntów. Jednak na pewno 80%
deweloperów będzie musiała sama pokryć koszty głupich cenowo inwestycji w
przedrożone grunty, albo upadną. Na pewno będzie nieco chętnych na np. City
Park za 4500-5000 pln/m2, ale nikt przy zdrowych zmysłach nie zapłaci już
takiej ceny na Naramowicach z oknami wychodzącymi na Nową Naramowicką. W
takich miejscach na obrzeżach ceny zjadą do okolic 3000. Zastanawiam się
tylko, czy trzeba do tego spektakularnych bankructw, fali wzrostu i
późniejszego spadku cen najmu, fali zajęć komorniczych niespłacanych mieszkań,
czy też rynek urealni się jakoś bez tych bolesności. Na razie kolejny sygnał z
Łodzi. Ale to Poznań wymienia się jako miasto z największą ilością
niesprzedanych mieszkań. Tak to jest jak się wybiera władze miasta, które od
dekady wiedzą, że ludności ubywa (ostatnie lata po 10 tys. rocznie) i przenosi
się do Powiatu Ziemskiego, ale nic nie czynią.
miasta.gazeta.pl/lodz/1,35136,6085897,Rynek_mieszkan__zle_jak_nigdy_dotad.html