Dodaj do ulubionych

Cesarka w św. Rodzinie?

17.02.09, 21:04
pytanie do kobiet, które mialy w św.rodzinie cesarkę:
- kto Was ciął?
- jaka byla opieka po porodzie nad Wami i dzieciaczkami?
- jakie mialyście wskazania? (u mnie to makrosomia polaczona z cukrzycą - biorę insulinę i nadciśnieniem - biorę dopegyt. Zastanawialam się już nad Polną, ale lekarz ze św. rodziny zapewnia mnie, że są na porody nad kobietami z powyższymi problemami przygotowani)
- po ilu dobach wyszlyscie?
Obserwuj wątek
    • karolina_244 Re: Cesarka w św. Rodzinie? 18.02.09, 15:20
      Z takimi wskazaniami jesteś i tak szykowana na naturalny poród w
      razie powikłań jesteś automatycznie przenoszona na sale operacyjna
      miałam CC w Św. Rodzinie i jestem bardzo zadowolona leżałam dobę na
      Oj omie po zabiegu pod stałą kontrola pielęgniarek i lekarza w
      chwili kiedy mnie bolało i znieczulenie schodziło dostawałam
      zastrzyk ze znieczuleniem po dobie kazano mi się odświeżyć i
      pospacerować na sale już ogólna . opieka nad dzieckiem wspaniała
      Ja bynajmniej nie narzekam… Mam zamiar tam urodzić drogie dziecko
      tez mam nadciśnienie i cukrzyce ale z takimi chorobami można rodzic
      naturalnie z tego co mi lekarz mówił. Oczywiście jak dziecko będzie
      chciało…
      • mama-emilki Re: Cesarka w św. Rodzinie? 19.02.09, 11:44
        Karolina, i nie przeszkadzało Ci to, że przez całą dobę byłaś rozdzielona z
        dzieckiem?Że nie było mowy o przystawieniu do piersi? Serio jesteś taka
        zadowolona z tego? Że Twoje dziecko leżało samo przez pierwszą dobę życia?

        Bo ja uważam, że to straszne...ja sama bardzo to przeżyłam. Dlatego, ponieważ
        muszę się liczyć z następną cesarką, już nigdy nie zdecyduję się na ten szpital.
        Chyba, że coś się zmieni we wspomnianym temacie.
        • mada.d.n Re: Cesarka w św. Rodzinie? 19.02.09, 12:36
          ja jestem "świeżo" po cc w św. Rodzinie i powiem szczerze, że nie wyobrażam
          sobie, żebym miała tuż po cesarce zajmować takim maluszkiem, próbować przystawić
          do piersi w momencie, kiedy ledwo mogłam ruszyć tułowiem, zwłaszcza żeby się
          przekręcić na bok. brakowało mi tego, że zobaczyłam synka dopiero po kilkunastu
          godzinach już na innym oddziale, ale mąż mógł wejść na oiom i pokazał mi zdjęcia

          po operacji opieka na oiom-ie bardzo dobra, leki przeciwbólowe dają bez problemu
          - oczywiście w odpowiednich dawkach. ja operację miałam o 14, wstałam dopiero
          rano, pielęgniarki pomogły mi się trochę umyć, spakowały i przewiozły na
          oddział. po cesarce zasadniczo wypuszczają na 5 dobę, o ile z maluszkiem się nic
          nie dzieje, bo to jego stan jest najważniejszy


          czas mija...
          Przestrzeń sugeruje, by się przemieszczać,
          jednak jedynym celem podróży mędrców jest ich dom.
          • karolina_244 Re: Cesarka w św. Rodzinie? 19.02.09, 18:03
            Z jednej strony nie wiedziałam co mnie czeka to było moje pierwsze
            dziecko i pierwsze CC po za tym człowiek po znieczuleniu w czasie
            operacji i po samym zabiegu nie ma siły na myślenie zasypia albo po
            prostu odpływa nie ma w takim momencie mowy na myśleniu o maleństwie
            zabieg miałam robiony o 12/13 po zabiegu pisałam sms a chyba ze 3
            godziny z przerwami co napisałam usypiałam nie wyobrażam sobie
            opiekować się maleństwem synka zobaczyłam dokładnie po całej dobie.
            Ps. I miło że człowiek myśli o dziecku cos się z nim dzieje nie ma
            nawet siły się nim zając w końcu jest w dobrych rękach .
            • mama-emilki Re: Cesarka w św. Rodzinie? 19.02.09, 18:41
              Ja myślałam o Córce cały czas. Że leży tam sama, beze mnie...Ale pewnie dziwna
              jestem.

              U też był to pierwszy poród-cesarka nieplanowana. Do dziś żałuję, że nigdy mi
              nie wpadło do głowy, żeby zapytać lekarza, jak się to wszystko w przypadku cc
              odbywa. Gdybym wiedziała, wybrałabym inny szpital.
              • karolina_244 Re: Cesarka w św. Rodzinie? 20.02.09, 09:13
                Na Polnej dziecka ci na O jom nie przynoszą tam zamiast porządnego
                znieczulenia po zabiegu dostajesz katanol i zajmujesz się dzieckiem
                cały czas nie wyobrażam sobie tego skoro to spoczatku kiedy
                wstaniesz boli jak cholera a tu myśl ze musisz zając się dzieckiem
                chciała bys lepiej a nie możesz leżąc na Jomie pytałam o synka
                stwierdzili ze nic mu się nie dzieje i jest pod dobra opieka nie
                mogę karmić bo jestem pod wpływem leków
                • bolutiebolutie Re: Cesarka w św. Rodzinie? 30.07.09, 12:57
                  karolina, a kto prowadził Twoją ciążę i przeprowadzał CC? Jestem nowa w mieście
                  i nie mam zielonego pojęcia do kogo się zgłosić a termin już na wrzesień...
    • karmelowa_mumi Re: Cesarka w św. Rodzinie? 08.08.09, 23:00
      dobrze, że odświeżyłyście ten wątek, bo o nim zapomniałam.
      Tego dnia byłam na wizycie u lekarza, miałam termin dopiero za miesiąc. dr,
      pożal się boże, kożma, zapewnia, odpowiadając na moje wątpliwości, że na pewno
      cesarka, umawiamy się za 2 tygodnie mam się zgłosić do szpitala, a jeśli zacznie
      się wcześniej, mam jechać do św. rodziny. Ale ja mam insulinę, mówię, do św.
      rodziny? a dlaczego nie?-dziwi się moim wątpliwościom kożma

      A 18 lutego ruszyło o 4.30 rano....

      najgorszy dzień mojego życia, a mógłby być najlepszym

      Rano, gdy zaczęły się skurcze, czułam wielką adrenalinę, miałam siły, pojechałam
      do św. rodziny o godz. 10
      przyjął mnie dr spychała, fajna pielęgniarka, znamy się z widzenia, bo ostatnie
      2 miesiące leżałam w szpitalu 3 razy.

      podczas badania odeszły wody, rozwarcie 4cmy, pielęgniarka cieszy się, że połowa
      porodu za mną...
      każą mi się przebierać w koszulę do porodu, przebieram się, choć bóle zaczynają
      mnie już zatrzymywać

      i na to wszystko wlatuje dr kurywczak, która tego dnia pełniła dyżur, krzycząc,
      że absolutnie, że z takimi wskazaniami muszę jechać na polną, że oni nie mają
      odpowiedniej opieki dla ciężarnych z insuliną (mimo że dopiero kilka dni
      brałam).l że mam się ubrać i czekać.zdenerwowana mówię, że wczoraj jeszcze koźma
      zapewniał mnie, że mam tu przyjechać, tłumaczą, że przykro im, że nie mogą
      odpowiadać za to.

      Czuję, jak opadają mi siły, moc, chęci, wszystko.

      z cieknącymi wodami czekam. Wraca kurywczak i mówi, że załatwiła z jakimś
      doktorem z polnej przyjęcie mnie/

      Biorę taksówkę i jadę.
      Gdybym była na to przygotowana, wzięłabym jakąś położną z polnej, albo lekarza,
      a tu dupa.
      Czekam kilka godzin na polnej na korytarzu, sale są zajęte, przepuszczają jakąś
      laskę od pani małgosi.
      Wokół przewijają się dziesiątki ludzi. nie wiadomo, kto jest pielęgniarką, kto
      lekarzem, a kto hydraulikiem.

      męża nie chcą wpuścić dopóki nie będzie sala wolna.
      Jeszzcze mam siły jęczeć, w końcu go wpuszczają do mnie.

      Co chwila (chyba) ktoś przychodzi i sprawdza mi rozwarcie. Akcja się zatrzymała
      wciąż 4,5 cm. Wciąż proszę o zzo, dają mi dolargan (cały czas mówiąc "na razie")

      Sala w końcu się zwolniła od 15. zaczynam już krzyczeć z bólu, po godzinie
      kryzys 7-go centymetra. jestem podłączona do ktg, ale i tak bym nie miała siły
      łazić, czasem próbuję iść do kibla, ale nie jestem w stanie usiąść. cały czas
      proszę o zzo, zbywana milczeniem.

      w którymś momencie tracę przytomność, gdy się budzę, położna wpycha mi rękę,
      warczę, żeby ją wzięła. chciałam pomóc, rzecze obrazona, ale łapę bierze. to był
      masaż szyjki macicy. najgorszy chyba dotąd ból

      o 17 zaczyna się faza parcia, ja z resztkami sił robię co mogę, przychodzi chyba
      3 lekarz, i 5 położna, zresztą nie wiem, w którymś momencie, kiedy profesor
      próbował wyjąć Mariannę, a z 10 osób stało wokól i obserwowało. Wszyscy z
      tekstami, że nie umiem przeć (sic!).

      to usiłowanie wypchnięcia dziecka trwało ponad 3 godziny......czułam się kużwa
      jak męczennik...
      Mary ułożyła się odgłówkowo, a oni, przez pieprzone 3 godziny męczyli bez sensu
      mnie i ją...
      o 20.20 ten profesor zadecydował o cięciu. i w kilka minut nagle znalazło się
      zzo, i Maryśka na świecie. zabrali ją od razu do mycia. Strasznie mi żal tego
      momentu położenia na brzuchu...
      po umyciu, zważeniu i tego typu akcjach dali do pocałowania bużkę.
      Zabrali ją na noworodkowy, bo, jak mi powiedział mąż, miała nierówny oddech, a
      mnie na noc do pooperacyjnej sali.
      dawali jakieś końskie dawki leków, bo ciśnienie miałam jakieś masakryczne.
      Rano zawieżli na oddział i oddali moją córeczkę. Szkoda tylko, że człowiek jest
      podłączony do kroplówek i nie może się poruszać - nie każde dziecko tylko je i
      śpi - moja mała cały czas wyła (potem okazało się,że z bólu od WNM, a ja, żeby
      ją przytulić, najpierw czekałam na odłączenie od kroplówy, a potem wstawałam
      jakieś 20minut...
      i nigdy nie zapomnę tych wrednych bab, które w ogóle nie powinny pracować w
      zawodzie. Jedna z nich w nocy, kiedy wstając, dostałam paraliżu z bólu i
      prosiłam o nakarmienie czy przewinięcie wyjącej na cały regulator małej, rzuciła
      mi dziecko do łóżka, że mogę sobie nakarmić i zwiała.... Ja w pozycji
      póółleżącej, nie mogąc się ruszyć nawet na centymetr, czekając aż ketonal
      zacznie działać,wrrr..
      pomogła mi wtedy bardzo współlokatorka, która śmigała po naturalnym porodzie.
      Nie wiem, co by było , gdyby nie ona.
      Dodam jeszcze, że bardzo przestrzegano, by wizyty - od 15-18 się nie przedłużały.
      Pobyt na polnej wspominam jako koszmar, do dziś się nie otrząsnęłam, zdrowie mi
      niestety siadło. Długo po wyjściu ze szpitala męczyły mnie koszmary, waliło mi
      ciśnienie ponad 200, niestety teraz się okazało, że mam cukrzycę, a stres temu
      bardzo sprzyja.
      Nie wiem, jak by mój pobyt wyglądał w św. rodzinie, ale zupełnie z innym
      podejściem do pacjentów tam się spotkałam.

      Tyle.

      Największy żal mam do pana koźmy, bo gdyby mnie tak nie zapewniał, to bym miała
      jakieś pole do działania (wyrażnie inna opieka i w czasie porodu i po pod
      kuratelą swojego lekarza) , a tak - totalne rozczarowanie.
      • monka1077 Re: Karmelowa_mumi współczuję 12.08.09, 11:39
        Ale właśnie potwierdziłaś te wszystkie opinie które słyszałam o
        Polnej,mogę Cie pocieszyć że czasem nawet jak masz lekarza
        prowadzacego i połozną zamówioną to też moze tak wyglądać. Moja
        znajoma miała umowę z położną, niestety okazalo się że po telefonie
        że poród się zaczyna polożna stwierdziła ze ona teraz nie ma dyżuru,
        i są jakieś delegacje w szpitalu i ona nie może przyjechać!!!!lakarz
        wogle nie raczył telefonu odebrać, zzo słyszała dokładnie to samo że
        anestezjolog jest na operacji i musi czekać, oczywiście się nie
        doczekała, rownież skończyło się cesarka. Opieka po porodzie,
        dziewczyna ledwo się rusza a piguła jej przynosi bobasa i wychodzi,
        mały się zaczyna krztusić, ona nie moze sie podnieść, dzwonek przez
        pielegniarki jest ignorowany, całe szczęsie że miała współlokatorkę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka