Dodaj do ulubionych

Malawa jednak nie dla Rzeszowa. Pozostanie w gm...

30.07.13, 13:56
No i bardzo dobrze, wystarczy już tych przyłączeń. A przyłączenie Malawy, to był już zupełnie chory pomysł.
Obserwuj wątek
    • Gość: ... Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa. Pozostanie w IP: *.165.enf.pl 30.07.13, 14:04
      Ile jeszcze razy urzędnicy będą tracić czas, pieniądze i energię na poszerzanie miasta? Ostatnia pozytywna decyzja dla Rzeszowa zapadła 4 lata temu!

      Ostatni raz Rzeszów poszerzył się o Budziwój i Miłocin decyzją rządu z lipca 2009. W 2010 wniosek został odrzucony. W 2011 wniosek (m.in. o Malawę) - odrzucony. W 2012 (znowu Malawa) - odrzucony. Teraz - w 2013 znowu! Ileż można? Dopóki Tusk będzie premierem to miasta nie poszerzą. Wystarczy że nie zgodzi się na to rada gminy, mieszkańcy, albo nawet jedno z ministerstw lub komisja wspólna rządu i samorządu i nie będzie poszerzenia. A tu pieniądze na konsultacje co roku, czas marnowany przez urzędników i zajmowanie się bezsensownym tematem zamiast rozwiązywania problemów miasta.
      • mal49 Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa. Pozostanie w 30.07.13, 14:05
        to nie wina Tuska, ale prawa - tak dla przypomnienia
        • Gość: ... Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa. Pozostanie w IP: *.165.enf.pl 30.07.13, 14:36
          Proces poszerzenia powinien zostać zawieszony po ogłoszeniu wyników konsultacji w Malawie. Tusk 2 lata pod rząd mówił, że nie zgodzi się na zmianę granic bez zgody mieszkańców. Skoro 70% mieszkańców Malawy było przeciw, to kolejne kroki były pozbawione sensu. PS. Pozdrowienia dla dziennikarzy Nowin którzy miesiąc temu ogłosili że Malawa będzie w mieście na podstawie projektu rozporządzenia. Dwa lata temu i rok temu MAiC też się zgodził i nic to nie dało.
          • mal49 Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa. Pozostanie w 30.07.13, 15:05
            nadal nie rozumiem "winy Tuska", skoro - jak twierdzisz - 70% malawian nie chce być w Rzeszowie
            • smalltownboy Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa. Pozostanie w 30.07.13, 15:08
              Tylko jak wytłumaczysz stanowisko wobec Miłocina, gdzie większość mieszkańców chciała przyłączenia?
            • Gość: ... Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa. Pozostanie w IP: *.165.enf.pl 30.07.13, 15:27
              Ale czy ja piszę że Tusk jest winny? Jak tego socjalistycznego dziada nie znoszę, to tak w tym wypadku dobrze zrobił.
              • mal49 Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa. Pozostanie w 30.07.13, 16:28
                cytuję: "Dopóki Tusk będzie premierem to miasta nie poszerzą."
    • zikzik Malawa jednak nie dla Rzeszowa. Pozostanie w gm... 30.07.13, 14:12
      Ile razy te .... urzędasy będą zawracać głowę Panu Premierowi .
      Do R o b o t y i zabierzcie się za to co w mieście pilnie potrzebne , co można małym nakładem sil zrobić i szybko poprawić poziom życia... ludzi .
      Wizje 300 000- Metropoli to będziecie mieć nawet wtedy gdy w wieku 70-lat dalej na urzędniczych stołkach będziecie siedzieć.
    • smalltownboy Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa. Pozostanie w 30.07.13, 14:19
      Dziwna ta demokracja. W Miłocinie lud się zgodził, ale gumofilce zablokowały w radzie gminy, powiatu. W Malawie lud się nie zgodził, zgodzili się radni, ale gumofilcowe ministerstwo przyblokowało. Czy Tusk jest kwiatkiem do kożucha dla gumofilców? Czy ogon macha psem? Ile lat ta partia będzie jeszcze Polsce szkodzić? Ile potrzebnych reform przyblokuje m.in. KRUS?
      • Gość: wsiok malawiok To straaaaaszne! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.07.13, 14:22
        Jezdem zdruzgotany!
    • Gość: Czesiek Malawa nie dla Felenca IP: 193.200.20.* 30.07.13, 15:20
      i bardzo dobrze , czas zając się przygotowaniem terenów juz przyłączonych , do pracy ratuszowa ekipo ;
      • Gość: ... Re: Malawa nie dla Felenca IP: *.165.enf.pl 30.07.13, 15:30
        Proponuję zacząć od budowy chodnikow na Staroniwskiej i Langiewicza - teren przyłączony w 1950, najwyższy czas.
    • res61 Malawa jednak nie dla Rzeszowa. Pozostanie w gm... 30.07.13, 15:31
      No to Tadek teraz ogłosi trzydniową żałobę.
      • Gość: Waldek anonim Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa. Pozostanie w IP: *.rzeszow.vectranet.pl 30.07.13, 15:53
        Lepiej jakby skrócił trasę kursowania nowych autobusów pod Magdalenkę, bo ta szosa nie pozwala na wyminięcie się bezpieczne dwóch samochodów osobowych, a co dopiero autobusów. SZKODA MERCEDESÓW.
    • Gość: wsiok Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa. Pozostanie w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.13, 16:07
      PSLowskie buroki zablokowały
    • res-men Malawa jednak nie dla Rzeszowa. Pozostanie w gm... 30.07.13, 16:17
      Jak Jarosław Kaczyński wróci z wycieczki z Gruzji i zostanie premierem to przyłączy wam wszystko po Jarosław ...będzie wam blizej do psychiatryka
      • Gość: ... Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa. Pozostanie w IP: *.165.enf.pl 30.07.13, 17:25
        Wypie...j z tego wątku onanisto, idź leczyć swoje fobie gdzie indziej.
    • marekkasprzyk Malawa jednak nie dla Rzeszowa. Pozostanie w gm... 30.07.13, 16:48
      Czyli nadal będę płacił za śmieci 25 zł, a nie 60 zł. Dzięki Donald
    • Gość: stary Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa. Pozostanie w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.13, 19:02
      Jak czytam teksty typu :i bardzo dobrze, już dość tych przyłączeń to tylko utwierdzam się w przekonaniu, że w sprawie nie powinni zabierać głosu ludzie nie mający zielonego pojęcia o czym mówią.

      To tak jakby budując dom przykryć tylko piwnicę, stanać na płycie i powiedzieć no i bardzo dobrze, wystarczy już tego budowania!.
      Jeśli zaczęło się proces przebudowy przestrzeni miasta i powiedziało "A", to trzeba ten proces dokończyć i powiedzieć "B", bo obecny obszar Rzeszowa jest niczym w trakcie zmian rozgrzebany i przestrzennie nieczytelny - odległy Budziój na południu w mieście i położony kilometr od śródmieśia i hotelu Rzeszów Miłocin poza miastem.

      Owszem, może Malawa nie jest tu najlepeszym przykładem, bo miastu potrzebna jest średnio, choć stanowiłaby "flankę" do połączenia z gminą Krasne, tak postulowanego kiedyś przez przeciwników Ferenca. Dziś ci sami ludzie krzyczą "i bardzo dobrze, że jej nie przyłaczono". Byle być przeciw, nawet kosztem miasta i jego mieszkańców.

      Fakt faktem, że chyba za tego rządu na dalsze poszerzenie Rzeszowa nie ma co liczyć. Niechętny temu jest sam Tusk (który wprowadził nigdzie nie zapisane w prawie zalecenie wymogu zgody na zmianę wszystkich podmiotów oddających teren - a to w praktyce jest nierealne, więc wprowadzane w Polsce corocznie zmiany obejmują zaledwie po kilka hektarów), silne jest też lokalne PSL, które bronić będzie interesów wsi, a nie miast, więc rząd uwzględnia wotum separatum Związku Gmin Wiejskich, a odrzuca pozytywną opinie pozostałych organizacji samorządowych i ignoruje zupełnie stanowisko Związku Miast Polskich, popierające działania władz Rzeszowa.

      Polityka rozwoju miast przygotowana przez ten rząd pozostaje na papierze, spisana listą pobożno-naiwnych życzeń, w które nie wierzą sami jej autorzy. Jest listkiem figowym zasłaniającym brak jakiejkolwiek wizji i aktywności polskiego rządu w kwestii rozwiązwywania narastających problemów miast.

      Z drugiej strony polityka prezydenta Ferenca zdaje się nie cechować ani przebiegłością, ani wykorzystywaniem kontaktów z lokalnymi politykami, ani próbą wytargowania zgody na zmiany od gmin na zasadzie "coś za coś". Uzasadnienia przygotowywane przez Biuro Rozwoju Miasta są przegadane, jałowe i słabe merytorycznie, chociażby na tle wniosków innych samorządów i milczą o wielu rzeczach, które mogłyby być poważnym argumentem za przyłączeniem.
      Wreszcie, wspólne działanie z powiatem ziemskim w zakresie uzbrajania leżącej częśćiowo na terytorium miasta strefy "Dworzysko" winno być okazją do próby uzyskania zgody (skoro Tusk sobie takie zasady wymyślił i narzuca ministrom) na proponowane zmiany.

      Wreszcie, czwarte już, a włąściwie piąte z rzędu co roku "wypadanie" w ostatniej chwili z gotowych projektów rozporządzeń akapitów dotyczących poszerzania Rzeszowa jest policzkiem dla Ferenca, ma zniechęcić władze miasta do podejmowania kolejnych prób w tej sprawie, umocnić pewność siebie gminnych i powiatowych kacyków, i wreszczie zniechęcić starego już prezydenta do prób kandydowania na kolejną kadencję. Świadczą o tym choćby przymiarki wepchnięcia w fotel prezydenta Rzeszowa posłanki Łukacijewskiej z PO, która to miasto zna bardzo słabo.

      Lokalny PiS i w ogóle prawica w tej sprawie, tkwiące głęboko mentalnością i korzeniami w podkaprpackiej wsi, paradoksalnie, zamiast PR-owsko wygrywać sprawę dla siebie politycznie, tutaj akurat popiera znienawidzonego skądinąd premiera, a lokalne osobowści prawicowe są takie, że jeśli na kogoś nie działają przy głosowaniu odstręczająco, to chyba mamy do czynienia z przypadkiem wyjątkowej "pomroczności".

      Reasumując, dla Rzeszowa nie jest dobry ani rząd PO, ani PiS-u, ani PSL. Te trzy ugrupowania gwaratują regres, a nie rozwój Rzeszowa; miasta, któe jak ogłosił kilka dni temu GUS jest pierwszym po Warszawie najszybciej rozwijającym się miastem Polski, choćby w zakresie niespotykanego w innych dużych miastach Polski rocznego przyrostu ludności.
      W interesie polityków centrali jest ten wzrost zdusić.
      Dziwnym jest natomiast fakt, że rozmaici nierozsądni lokalni politykierzy z mentalnoscią "psa ogrodnika" i ich forumowi klakierzy, w tym dziele zatrzymania rozwoju i zapoczątkowania regresu i degradacji Rzeszowa z zapałem pomagają.
      • Gość: wodnik szuwarek Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa. Pozostanie w IP: *.230.88.68.rzeszow.mm.pl 30.07.13, 19:34
        Pisz krótsze, bo takich długich nikt nie czyta......
        • Gość: k Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa. Pozostanie w IP: *.2-1.cable.virginmedia.com 30.07.13, 22:14
          czyta czyta.... ludzie za to nikt nie czyta takich krótkich debilnych tekstów.. bo ręce opadają
      • passazer Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa. Pozostanie w 30.07.13, 23:27
        To może pan wyjaśni prostemu ludowi, w jaki sposób przyłączenie Malawy poprawiłoby "przestrzenną czytelność obszaru Rzeszowa".
        • Gość: kwant Re: dla "Passażera" IP: *.ip.netia.com.pl 31.07.13, 09:32
          W / z "Gościa starego" (bez upoważnienia) Podzielajac znakomity wywód Gościa odniosę się do "poprawy przestrzennej czytelności Rz-wa. Na tym tle włączenie Malawy rzeczywiście jest niezwykle pożadane wobec następujących faktow:
          1.Projektowana południowo-zachodnia obwodnica miasta od ul Podkarpackiej w miejscu łącznika z Przemyslową na razie kończy "bieg" w al Sikorskiego w pobliżu mostu na Strugu. Do dalszego wykorzystania pozostaje ciąg ul. Zródlanej przez Łany Bielskie ,część Matysówki, Malawę do E-4. W ten sposób zyskujemy doskonały i atrakcyjnie geograficznie czysty ekologicznie teren pod rozbudowę mieszkaniową, rekreację zimową (wyciagi narciarskie ,tory saneczkowe) turystykę pieszą i rowerową, trasy przyrodnicze itp.
          2. Otrzymujemy kolejne odciązenie ogromnego natężenia ruchu panującego na alejach AK i Powstańcow W-wy.
          3.Udrażniamy i rozdzielamy układ komunikacyjny w stronę gmin :Krasne , Chmielnik , Hyżne ,Błażowa przyczyniając się jednocześnie do ich dalszego rozwoju gospodarczego.

          Na tym tle w najbliższej perspektywie kandydowanie na kolejną kadencję prezydenta Ferenca staje się niezbędne. Z całym szacunkiem dla przyszłych potencjalnych Kandydatów , ale nikt inny jak właśnie Ferenc nie posiada tak głebokiej i analitycznej wiedzy i zaangażowania odnośnie potrzeb miasta i jego rozwoju. Z uszanowaniem kwant
          • passazer Re: dla "Passażera" 31.07.13, 11:08
            Aha, obwodnicy jeszcze nie ma nawet na papierze, a Wy się już martwicie jak ją przedłużyć? Równie dobrze, można kupować piły do ścinania drzew, jeszcze przed posadzeniem lasu. Po prostu najpilniejsza inwestycja w danej chwili. Zakup sadzonek może poczekać, ale piły muszą być natychmiast.
            A mówiąc bez metafor, to chcecie zabierać się do sprawy od dupy strony. O przedłużeniu tej nieistniejącej obwodnicy może pogadamy za kilkadziesiąt lat (jak dożyjemy), a może i nigdy. Poza tym, to jest klasyczne odwracanie uwagi od problemów, które istnieją już teraz i miasto ich nawet nie tyka.
            • Gość: stary Re: dla "Passażera" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.13, 22:49
              Jak będziesz zakładać, że nigdy z niczego nic nie wyjdzie, to rzeczywiście przyłączenia sensu nie mają. Droga miejska rzeczywiście tam z pewnością nie powstanie, jeśli teren nie będzie w granicach miasta. Z pewnością nie powstanie, jeśli miastem zacznie rządzić maruder zainteresowany wyłącznie wypłatą, a o innych sprawach twierdzący, "że nic z tego nie będzie i wszystko jest do du.py".
              Znam ludzi, co kilka lat temu twierdzili, że autostrada koło Rzeszowa na pewno nie powstanie przez kolejnych 50 lat. Wyklinali Ferenca, że chce nią puszczać ruch tranzytowy z Rzeszowa. Tymczasem do końca jej powstania bliżej niż dalej, a część tak powstałej obwodnicy już działa z powodzeniem.

              Obwodnica południowa pewnie będzie musiała mieć dlaszy ciąg, ale nie sądzę (topografia terenu), żeby łaczyła się z E-40 w Malawie, zapewne będzie to nieco bardziej na wschód.
              Natomiast w planach (studium rozwoju miasta Rzeszowa do roku 2015) wytyczone są trasy innych miejskich ulic łączących się ze sobą w tej miejscowości. Jadąc nimi w stronę śródmieścia po 2 munitach będziesz pod zamkiem. Zyjemy w czasach, kiedy nawet dość niespodziewane otwarcie funduszy z UE może skutkować stosunkowo szybką realizacją inwestycji, której nikt się nie spodziewał.

              Z tym sadzeniem lasu to jest dobre porównanie, ale my właśnie jesteśmy za kupieniem sadzonek (nie pił!) a Ty nam tu piszesz, że to nie ma sensu, to się nie uda i nie warto nawet próbować, bo posadzone sadzonki zaraz zjedzą szkodniki i las nie urośnie.

              PS Jestem pewien, że to była ostatnia próba przyłączenia Malawy w tej kadencji samorządu.
              • passazer Re: dla "Passażera" 05.08.13, 08:35
                Szanowny panie, a gdzie ja napisałem, że ta droga nie powstanie? Może i powstanie, ale to jest kwestia dziesięcioleci, a nie najbliższych lat. Jak ktoś ma złudzenia, to niech się przyjrzy w jakim tempie powstaje obwodnica północna (ta miejska, a nie autostradowa). A z obwodnicą południowo-zachodnią będzie o wiele trudniej, ze względu na Naturę 2000 i być może strefę ochronną ujęcia wody. A co do funduszy UE, które mogłyby spowodować nagłe przyspieszenie, to nie bądźmy naiwni. Po pierwsze tych funduszy w dalszej perspektywie będzie coraz mniej. Po drugie, gdyby takie możliwości się nagle otworzyły, to Rzeszów nie byłby w stanie tych środków wykorzystać. Obaj dobrze wiemy, że to nie brak pieniędzy najbardziej spowalnia budowy dróg w Polsce. Akurat w Rzeszowie widać to bardzo wyraźnie.
        • Gość: stary Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.13, 00:10
          passazer napisał:

          > To może pan wyjaśni prostemu ludowi, w jaki sposób przyłączenie Malawy poprawił
          > oby "przestrzenną czytelność obszaru Rzeszowa".

          Mój post dotyczył całej polityki blokowania dokończenia procesu poszerzania granic Rzeszowa, i był reakcją na Twoje postulaty zakończenia tego procesu w ogóle.

          Gdbyś się wczytał co piszę w nim o samej Malawie, to pewnie nie zadałbyś powyższego pytania.
          Zresztą sam sobie (zapewne neiświadomie) odpowiedziałeś zaczynającym komentarze w tym wątku wpisem sugerującym, że istnieje pewna różnica pomiędzy tą miejscowością a innymi proponowanymi do przyłączenia. Różnica rzeczywiście istnieje, tylko to jeszcze o niczym nie przesądza.

          Gdyby system powiększania miast w oparciu o logiczne przesłanki funkcjonował w Polsce poprawnie, pewnie temat Malawy można by odłożyć na później, bo rzeczywiście chyba są pilniejsze miejscowości na liście.

          Jednak problem polega na tym, że je też już próbowano przyłaczyć (także w tym roku) i nic z tego nie wyszło. Próbowano połączeń z gminą Krasne (bodaj już dwukrotnie) i z gminą Trzebownisko (także już dwu lub trzykrotnie) i to rząd też zastopował.
          W tej sytuacji, tj. funkcjonowania w nieprzewidywalnym państwie nie dziwie się, że próbuje się do miasta przyłączyć cokolwiek, co mieści się jakoś w logice jego najbliższego (w tym tego "na wczoraj" i tego na dziś) i tego troszkę bardziej "na jutro" rozwoju, a ma większe od pozostałych szanse powodzenia (zgoda radnych Krasnego).

          Jest stara koncepcja rozwoju Rzeszowa w stronę Łańcuta. Oczywiście ona dziś jest realna w ograniczonym, pasmowym raczej zakresie wzdłuż drogi E-40, ale ma swoje plusy jak chociażby przesuniecie bardziej na wschód tranzytowych tras obwodowych dla Rzeszowa, jak i silniejszego związania, zbliżenia komunikacyjnego i funkcjonalnego, z korzyścią dla obu miast: mocniejszego turystycznie Łańcuta i mocniejszego gospodarczego i administracyjnie Rzeszowa.
          Przyłączenie Malawy stanowić mogło pierwszy krok do przyszłej realizacji takiego założenia.

          W ogóle poszerzanie miasta tak naprawdę nie jest niczym innym jak stwarzaniem warunków do jego przyszłego rozwoju i to w perspektywie kilkudziesięciu lat. Żądający natychmiastowych efektów to albo propagandziści od czarnego "pijaru" albo ludzie trochę nierozsądni, bo o ile żądania postawienia wiaty autobusowej, budowy chodnika czy oświetlenia całonocnego można uznać za uzasadnione, to już na efekty w postaci wyraźnego ukształtowania się na przyłączonych terenach funkcjonalnej części miasta (choćby w postaci dzielnicy willowej czy rekreacyjnej) trzeba poczekać najczęściej latami. Tylko chodzi o to, żeby dać w ogóle na to szansę.

          W skrócie można powiedzieć, że czytelny obszar miasta to obszar miasta potrójnie spójny: funkcjonalnie, potem przestrzennie i wreszcie logicznie. Spójny funkcjonalnie może być pod względem nawet tylko możliwości zagospodarowania albo na etapie planów na najbliższe lata: teren masz z pozoru odległy, nijak nie połączony z miastem, ale dla planistów jest już w tym miejscu koncepcja osiedla czy części rekreacyjnej, dobrze skomunikowanej ze śródmieściem, zaopatrzonej w media, których dostawa tu akurat jak się okazuje po analizach - jest najtańsza. Dla urbanisty jest to czytelne, a całe miasto staje się dla niego czytelne, gdy jak w puzzlach, ułożona jest układanka, która mówi po co dany obszar miastu jest czy będzie potrzebny. Niezorientowany, nie widzący tego obserwator jednak powie: "a po co nam to, przecież to tylko pola, łąki i trochę chałup." Spójność przestrzenna pojawi się wraz z realizacją planów i zamierzeń urbanistycznych na tym terenie, a logiczna, kiedy każdy mieszkaniec powie: "no pewnie, że to jest część mojego miasta, a niby częścią czego miałaby być?".

          Popatrz przykładowo na lubelskie Zemborzyce z jeziorem Zemorzyckim. Gdy je w latach 80-tych przyłączano, ludzie mówili: "po co nam to, przecież to pola i jezioro, a nie miasto!"
          Dziś, po 30 latach, nad jeziorem wyrosły kąpieliska i przystanie żeglarskie, ośrodki wypoczynkowe (kolonie domków campingowych) a całość jest doskonale skomunikowana ze śródmieściem Lublina, także pętlą aytobusową.
          Czy gmina wybudowałaby to wszystko, gdyby tego terenu nie przyłaczono? Chyba pytanie jest retoryczne. Popatrz na pobliski Świdnik, który tak "współpracuje" z Lublinem, że nie wpuszcza do siebie nawet lubelskich autobusów MPK (wpuszcza je tylko nocą, kiedy miejscowi busiarze śpią, a pasażerów jest niewielu). 40-tysięczne miasto nie korzysta z komunikacji graniczącego z nim 350-tysięcznego Lublina ani nie utworzyło swojej własnej , bo chroni lokalne lobby mikrobusowe, które wozi ludzi do Lublina w urągających warunkach przepełnionymi busami, w których jadąc na stojąco można się trzymać co najwyżej głowy siedzącego najlbiżej pasażera.

          Dlatego jak czytam raport Minister Rozwoju Regionalnego, która spisała żale przezydentów miast, Unii Metropolii i Związku Miast Polskich i tak powstała fantastyczna diagnoza szeregu bolączek jakie je trapią, ale w konkluzji panią minister stać tylko na stwierdzenie, że "rząd będzie nadal zachęcał do współpracy" samorządy i "obserwował dalszy rozwój sytuacji", choć to właśnie nie kto inny, tylko rząd ma pełne instrumenty prawne by tworzyć politykę rozwoju miast, (o których sam mówi, ze są lokomotywami rozwoju obszarów na które oddziałowują!), ale ten rząd po te posiadane przez siebie instrumenty - z zasady! - nie sięga, to pukam się po swoim starym łbie, który już niejedno widział i słyszał i chce mi się wyć i śmiać na tę impotencję decyzyjną stosowaną w myśl zasady "byle dotrwać na stołkach do następnych wyborów i nie ściągnąć sobie pod rządowe okno demonstracji, złożonej choćby z 10 osób - to jest wójta z wicewójtem i ich rodzinami". To jest polityka ciepłej wody w kranach, tylko że wyłącznie w budynkach rządowych.
          Żal.pl i szkoda cennego czasu.
          • smalltownboy Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa 02.08.13, 00:24
            Tusk się boi gumofilców. Sama PO trzeszczy w posadach i może się przełamać. Większość sejmowa wisi na włosku. A gumofilce zawsze będą blokować wszystko. Najchętniej potworzyłyby nowe gminy w okolicznych wsiach - byłoby więcej stołków do obsadzenia. Ten kraj pod tymi rządami zmierza do katastrofy. Na kredyt każdy idiota potrafi żyć, tylko co dalej?
            • Gość: stary Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.13, 00:42
              Smalltownboy, dzięki za ten komentarz. Nic dodać nic ująć.
            • Gość: malwa Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa IP: *.230.88.12.rzeszow.mm.pl 02.08.13, 00:44
              smalltownboy napisał:
              Na kredyt każdy id
              > iota potrafi żyć, tylko co dalej?
              No właśnie, co dalej? Rzeszów jest już zadłużony po uszy. Szukacie teraz po okolicy frajerów do spłacania tych długów?
              • Gość: stary Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.13, 00:55
                Malwo, bądź poważna. Rzeszów to ponad 180 tysięcy ludzi, a Malawa 3 tysiące.
                Max przyłączeń to jeszcze jakieś 15 tysięcy, czyli jedna dziesiata tego co obecnie. Sami milionerzy, czy jak?
          • passazer Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa 05.08.13, 08:51
            Wszytko to, co pan pisze, było bardzo trafne 30-40 lat temu, teraz jest już niestety nieaktualne. Dziś miasta się tak szybko nie rozwijają. Rozmawialiśmy o tym, więc nie ma sensu powtarzać dyskusji. Ale jeśli pan się upiera, to ok. Proszę mi tylko powiedzieć skąd weźmiemy mieszkańców do tego przerośniętego przestrzennie miasta? Gdyby te wszystkie plany poszerzeń zrealizować, to Rzeszów będzie miał obszar taki, jak miasta półmilionowe lub nawet większe. Powiedzmy, że zdecydujemy się na wariant miasta rozwleczonego z nieefektywnie zagospodarowaną przestrzenią (czyli coś zupełnie niepasującego do europejskich warunków), to wystarczy nam te 300-400 tys. mieszkańców. Skąd pan weźmie tych ludzi? Tylko błagam, proszę nie pisać, że w Rzeszowie stale przybywa mieszkańców. Bo ilu ich przybywa rocznie? Kilkadziesiąt osób? Kilkaset? To za ile lat, Rzeszów będzie miał chociaż te 300 tys. Za 300 lat, czy może już za 200?
            • smalltownboy Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa 05.08.13, 14:01
              Uważam, że jeśli brać w dalszym ciągu poszerzanie pod uwagę, to powinno stać się to za jednym razem jako całość. Należy określić docelowe tereny do włączenia i to zrobić. Myślę, że gdyby zrobić taki biznes plan i logicznie przedstawić plany rozwoju, spójnego rozwoju, tych terenów to i może gumofilce by w końcu zmądrzały i przestały blokować.
              • passazer Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa 08.08.13, 13:37
                Należy określić docelowe tereny do włączenia
                > i to zrobić. Myślę, że gdyby zrobić taki biznes plan i logicznie przedstawić pl
                > any rozwoju, spójnego rozwoju, tych terenów to i może gumofilce by w końcu zmąd
                > rzały i przestały blokować.

                To o czym piszesz, to powinno być minimum ale nawet tego nie zrobiono. A dlaczego nie zrobiono? Bo takie plany poszerzeń, trzeba by było stworzyć w oparciu o jakieś rzetelne prognozy rozwoju miasta, z uwzględnieniem takich spraw jak przyszły przyrost/spadek liczby mieszkańców, realnych potrzeb co do terenów pod inwestycje mieszkaniowe, przemysłowe, transportowe itd., szacunkowych kosztów związanych z budową i utrzymaniem miejskiej infrastruktury na przyłączonych obszarach etepe, itede, itepe... Nikt tego nie robi, bo gdyby się za to uczciwie zabrać, bez propagandy, bez bajkopisarstwa, to mogłoby się okazać, że spora część tych planowanych (i być może niektóre z dokonanych) przyłączeń jest zupełnie bez sensu. Zamiast dać miastu większe możliwości rozwoju, tak naprawdę je ograniczą, bo minimalnie zwiększonym budżetem, trzeba będzie obdzielić dużo większy (nawet dwukrotnie) obszar.
                • jasioplo dlaczego ma być większy ? bo tak ! 08.08.13, 14:27
                  powiększanie jest celem w samym sobie czy tylko środkiem do ... ?
                  do czego właśnie ?

                  dlaczego Rzeszów ma (musi) być większy ? bo tak ? ;-)
            • Gość: stary Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.13, 04:57
              Jest rześka noc, otworzyłem okno i komputer...

              Michale, co było trafne 30-40 lat temu, a teraz jest nieaktualne? Że miasto potrzebuje terenów rekreacyjnych, do zabudowy wielo i jednorodzinnej, albo pod przemysł i składy? Przeciwnie to jest dziś bardziej aktualne niż kiedyś, bo dziś miasto musi się samo utrzymać.
              Tym jest atrakcyjniejsze, im więcej oferuje jeśli chodzi o pracę, zamieszkanie, usługi wyższego rzędu i aktywny wypoczynek. Tym jest bogatsze im ma więcej mieszkańców (podatki!) i więcej firm na swoim terytorium.

              Dziś miasta nie rozwijają się tak szybko jak w latach bommu 70-tych i 80-tych, bo mamy inną gospodarkę, ale Rzeszów jest, jak podał GUS drugim miastem po Warszawie (przyrost 7 tsięcy mieszkańców rocznie) a u nas 1998 osób między 31.12.2012 i 31.12.2013. A więc jednak. Można się zastanawiać skąd taki wynik, ale czy to nie jest rozwój?
              UE to także Niemcy (jak już piszemy o "europejskich warunkach"). Tam teraz właśnie jest realizowany projekt reformy administracji samorządowej. Rząd nie chowa głowy w piasek, tylko działa i łączy gminy, przyłącza tereny podmiejskie do miast. Nie wychodzi im to na złe. Niemcy zawsze mieli taką politykę a w myśli przestrzennej byli i są pionierami.
              Poza tym polskie prawo właściwie narzuca rozwój miast, taki jak był zawsze i od wieków, przez poszerzanie, bo granice są jak płot, na którym kończą się kompetencje i możliwości. Te wszystkie hasła o współpracy można włożyć między bajki i z powodów prawnych (a zapewniam ze znam doskonale prawo samorządowe) i praktycznych, bo gdyby porozumienia były możliwe a samorządy do nich skore, to wszystko wokół już dawno by kwitło i rozwijało się.

              Rzeszów ma powiezchnię mniejszą niż 60-tysięczny Kędzierzyn-Koźle, niż 90-tysięczne Jaworzno czy 130-tysięczna Dąbrowa Górnicza. Nie słyszałem, żeby ktoś tam sie martwił "skąd weźmie mieszkańców do przerośnietego miasta". Czy wiesz, że 40% Katowic to... lasy? Czy myślisz, ze katowiczanom to spędza sen z powiek?

              Załóżmy że 2 km od miasta A i 8 km od miasta B jest taki sam duży i jedyny w promieniu kilkudziesięciu kilometrów kompleks leśny, świetnie nadający się pod zagospodarowanie pod ośrodek wypoczynku świątecznego mieszkańców. Taki bygdoski Myślęcinek.
              Czy uważasz, że pierwsze miasto ma prawo go przyłączyć, bo "jest bliżej i będzie mniejsza powierzchnia", a drugie już nie? W tym pytaniu chodzi o to, że nie jest najważniejsza statystyka (a jeśli ją już podajemy, to nie mylmy, że Rzeszów ma powierzchnię więszą od Lublina!). Oczywiście oba miasta po taki teren powinny sięgnąć, tylko że to drugie będzie musiało rozwiązać jakoś kwestię jak zagospodarować teren pomiędzy. I czym.

              Nie ma czegoś takiego, jak "powierzchnia taka, jak mają miasta półmilionowe i większe".
              Lubliniec ma 24 tysiące mieszkańców i 90km2 powierzchni. Czy z tego powou jest wrzawa na całą Polskę? Nie!
              Są uwarunkowania historyczne, lokalne, przestrzenne itp.
              Jednak w jednym masz trochę racji. Duże miasto może być na wyrost (a nawet powinno, żeby mieć gdzie budować obwodnice, sprawnie rozwiązać układ komunikacyjny, odsunąć dalej od centrum suburbia, które tworzą gminy, kierując się tylko "zabią perspektywą włąsnej korzyści" jak pisze nie kto inny tylko Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji. Poza tym chcą gminy stabilnych granic - proszę bardzo - mają je przy takim "przerośniętym" mieście stabline na 50, a kto wie czy nie na 70 i więcej lat. czy to źle? Dobrze, bo szanse rozwoju miasta nie są niczym skrępowane. Jest jednak gdzieś pewna bariera logiczna i przestrzenna rozwoju miasta.
              Generalnie wiąże się z trzema rzeczami: dostępnością (skomunikowaniem) terenów przyłączonych, ich więziami społecznymi z miastem (styl życia i źródło dochodów mieszkańćów, ukierunkowanie ich lokalnego patriotyzmu nie może być na dłuższą metę przeciw jednostce pod któą zostali przypisani) i wreszcie zdolnoscią inwestycyjną miasta do przeobrażania terenów w taki sposób, żeby te więzi z miastem (niekoniecznie przez zabudowę wielkomiejską czy przemysł) utrwalały się, a wcześniej być może w ogóle powstały.

              Tutaj mamy świetny przykład Krakowa (wielkie serie przyłączeń po wojnie oraz w latach 50-tych, 70-tych i 80-tych), który ma 327km2 powierzchni ma 760 tysięcy mieszkańców, a na wschodzie sięga aż za Wieliczkę po Niepołomice, na zachodzie z Tyńcem podchodzi pod Balice.
              Pojedź tam, a zobaczysz, ze jedynym znakiem rozpoznawczym,że to Kraków są spokojne willowe dzielnice ze skąpym oświetleniem nocą i wyposażone w chodnik tylko miejscami.
              Tam nie ma tendencji separatystycznych i nikt nie chce szału i śródmieścia w tych spokojnych dzielnicach. Mieszkańcy rozumieją, że to przedmieścia i nawet chyba nie życzą sobie jakiś stricte miejskich inwestycji u siebie.

              Na drugim biegunie jest seria miast śląskich, które po gierkowiskim łączeniu ze sobą (dokładnie jak teraz w Niemczech) na początku lat 90-tych zostały porozdzielane (np. Wodzisław Śląski czy Tychy), chyba nieco zbyt pospiesznie, bo jest z tego więcej problemów niż korzyści, utrudniony dostęp do funduszy unijnych, spory graniczne wcale nie ustały tylko się nasiliły itp.

              Jest gdzieś ta LINIA, za którą zaświeca się najpierw żółte, a potem czerwone światełko dla dalszych przyłączeń. Ty ją widzisz wg mnie zdecydowanie za blisko. Nie uwzględniasz, że miasto musi mieś spójny obszar podmiejski pod swoją kontrolą, nie tylko pod przyszłe a dające się już przewidzieć potrzeby, nie tylko pod budowę wydolnego układu dróg czy dzielnic rekreacyjnych, zabezpieczenie cennego ekosystemu miejskiego, ale po to by racjonalnie kształtować przestrzeń i jej rezerwę wokół śródmieścia.

              Fajnie byłoby oprzeć na pólnocy granice miasta o Jasionkę, a na wschodzie zbliżyć do siebie Łańcut z Rzeszowem. Gminy miałyby pewność swego terytorium na 50-75 lat z okładem,a o to im chodzi, a miasto obszary rozwojowe. Ale wszędzie miesza się polityka. Więc wypiszę co uważam za najistotniejsze: Rudna Wielkla i Rudna Mała, Zaczernie, Miłocin, Pogwizdów Nowy i może część Rogoźnicy, by zapewnić komunikację miejską ze strefą przemysłową - to 28-29km2. Czyli 144-145km2 i 10 tys. nowych mieszkańców. Na południu część Racławówki (Doły) i Kielanówka, gdzie już wyrastają bloki to 6km2 i jakieś 2 tysiące ludzi, czyli razem 150km2 i 12tys. nowych mieszkańców. Zostaje "wygryziona" Matysówka, czyli kolejne 5,5 km2 i około 2 tys. ludzi. Mamy razem 156km2 i jakieś 203-204 tysiące mieszkańców plus trudne do oszacowania przyrosty w okresie przeprowadzania tych przyłączeń.
              Czy to jest powierzchnia miast 400-500-tysięcznych? Taka zaczyna się (Poznań, Gdańsk) od 260km2! Mamy wtedy w Polsce 16 miejsce jeśli idzie o ludność i 13 jeśli idzie o powierzchnię, mniej niż 230-tysięczna dziś, ale szybko tracąca mieszkańców Częstochowa i daleko za Świnoujściem i Dąbrową Górniczą, by się już trzymać statystyki.

              Jest, skoro już przy niej jesteśmy jeszcze jeden aspekt. Funkcja Rzeszowa jako jednego z 12 miast Unii Metropolii, ubogiego krewnego najwieszej 11-tki. Ale dzielące nas od niej Kielce wypadają właśnie z ligi miast dwustutysięcznych, Toruń trzyma się stablinie od lat na 204-205 tysiącach, Sosnowiec i Radom szybko tracą mieszkańców i mają już poniżej 220 tys., 13-ta Częstochowa też słabnie, dobrze trzyma się 12 Gdynia (od początku lat 90-tych ok. 250 tysięcy). Mamy więc może jedyną i niepowtarzalną szansę w historii przejść dość szybko do ligii miast największych, więc nie obrażę się, gdy uda się jeszcze do Rzeszowa Trzebownisko i Nową Wieś, Jasionkę i Tajęcinę oraz całą gminę Krasne (chociaż przeżyję gdy to się nie uda). To nam dałoby kolejne 17 tys ludzi i dużo, bo aż około 58 km2. Byłoby więc jakieś 220-230 tys na podobnym obszarze z pewnością granic okolicznych gmin i szans rozwojowych miasta na lata. Choć jednocześnie powinna już zapalić się żółta lampka przed dalszymi przyłączeniami, bo to już 14 miesjce wśród największych miast w kraju i wysokie 8. pod względem powierzchni. Ale to dopiero wtedy można by myśleć o szynobusach miejskich i narodzinach metropoli
              • smalltownboy Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa 07.08.13, 02:30
                Żeby się to ziściło, Ferenc musi wygrać następne wybory samorządowe, a w nowym rządzie musi nie być PSLu.
              • passazer Re: Malawa jednak nie dla Rzeszowa 07.08.13, 09:20
                Tłumaczyłem już panu, że nie jestem żadnym Michałem, myli mnie pan z kimś innym. Zwracam się "per pan", nie dlatego, że się znamy (na pewno się nie znamy) ale dlatego, że wyczuwam sporą różnicę wieku. Poza tym, szczerze pana szanuję i uważam za człowieka o ogromnej wiedzy. Nie zmienia to faktu, że w kwestii przyłączeń nie ma pan niestety racji. Gdyby było inaczej, to uzyskałbym odpowiedź na moje proste przecież pytanie. Oczywiście, zawsze można podać przykład miasta jeszcze słabiej zaludnionego, no i co z tego? Chce się pan wzorować na Jaworznie czy Kędzierzynie-Koźlu? Co takiego jest w strukturze tych miast, że Rzeszów powinien się do nich upodobnić? Pytam zupełnie poważnie.
                Nie ma pan też racji pisząc, że miasta przestały się rozwijać na skutek zmian gospodarczych. To są procesy które zachodzą niezależnie od naszej gospodarki. Na Zachodzie, gdzie nie było żadnej transformacji gospodarczej, jeszcze wcześniej niż u nas zakończyła się szybka urbanizacja. Było i się skończyło. Jeśli jeszcze gdzieś trwa, to świadczy raczej o zacofaniu, niż o dynamicznym rozwoju. Widać to choćby na przykładzie krajów trzeciego świata, tam miasta nadal się dynamicznie (wręcz żywiołowo) rozwijają ale naprawdę nie ma się czym zachwycać. Kraje te, muszą przejść ten etap w rozwoju cywilizacyjnym i to wszystko. My to mamy z grubsza za sobą. Jeśli ktoś (nie mówię, że akurat pan) myśli, że Rzeszów będzie się w przyszłości rozwijał tak szybko jak 30-40 lat temu, to tak naprawdę nie ma pojęcia na jakim świecie żyje. A takie "argumenty" słyszy się niestety co chwilę i to od osób, wydawałoby się poważnych. Do tego dochodzą jeszcze fatalne prognozy demograficzne dla Polski, Rzeszowa ten problem też nie ominie. Dlatego czas już rozstać się z wyobrażeniem o rozwoju miast, które było dobre pół wieku temu.
                Przykład Niemiec, który pan podaje jest niestety niedorzeczny. Tam infrastruktura na wsiach jest bez porównania lepsza. Czyli nawet, jak wieś włączy się do miasta, to nie trzeba pompować pieniędzy, żeby trochę ją poprawić. Już nie mówię o tym, że niemieckie wsie, nie są tak chaotycznie zabudowane jak nasze, co oczywiście znacznie obniża koszty budowy i utrzymania infrastruktury. Gdyby Rzeszów miał nadwyżki budżetowe i nie miał co z nimi zrobić, to w porządku. Trzeba się dzielić z bliźnimi, ja to popieram. Ale tak się składa, że Rzeszów jest bardzo mocno zadłużony, więc skąd weźmie pieniądze na inwestowanie w przyłączone tereny? Odpowiedź jest bardzo prosta: jeszcze bardziej się zadłuży i zabierze starym osiedlom. Nie wiem jak pan, ale ja uważam, że to nie będzie miało wiele wspólnego z rozwojem miasta.
                A co do tych lasów w Katowicach, to zupełnie nie wiem po co pan o nich napisał. Co innego 40% lasów, a co innego 80% terenów rolnych (tyle mniej więcej będzie w Rzeszowie, jak wszystkie pomysły poszerzeń zostaną zrealizowane, teraz jest 62%, jeśli dobrze pamiętam). Lasy w mieście to super sprawa: świeże powietrze i tereny rekreacyjne. W Katowicach to wielkie dobrodziejstwo, u nas też by nie zaszkodziło ale jak nie ma, to trudno. Co innego tereny rolne. Albo nie będą wykorzystane rolniczo, co jest zwykłym marnotrawstwem. Czyli proponuje pan rozwiązanie nieekonomiczne i nieekologiczne. Albo będziemy mieć na miejskich ulicach kombajny, traktory itd. W pakiecie zapach gnojowicy i niesione z wiatrem opary pestycydów. Ja mam trochę inne wyobrażenie o nowoczesnym mieście, ale co kto lubi.
                • Gość: stary Re: gdzie twki problem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.13, 20:45
                  Zostawmy na boku czy i w jaki/jakiś sposób pana na tym forum rozpoznaję, to rzeczywiście nie jest istotne.
                  Podałem przykład miast które pan wymienia, ponieważ paru krzykaczy na tym forum, "argumentując" podobnie jak pan przeciw dalszemu poszerzaniu Rzeszowa, epatuje nas tu od jakiego to niby miasta Rzeszów "jest większy", przez wielkość rozumiejąc inaczej niż większość populacji zajmowaną powierzchnię, a nie liczbę ludności. Podane przeze mnie przykłady są odpowiedzią na tamtą ich argumentację - po prostu statystyką odpowiadam na statystykę, ukazując absurdalność argumentacji, że "juz dość, wystarczy, bo już jesteśmy więksi od Kielc i niewiele mniejsi od Lublina". Nie widzę powodów do rozważań na kim Rzeszów ma się wzorować i z kim porównywać, bo każde miasto jest trochę inne i musi samodzielnie decydować jak odpowiadać na wyzwania - te które pochodzą od niego samego i te które biorą się z sytuacji gospodarczej, politycznej i społęcznej, w jakiej w danej chwili żyjemy.
                  Kędzierzyn Koźle czy Jaworzno - te miasta mają własną historię rozwoju, która może kogoś by i zaciekawiła, ale nie sądzę, żeby to był czas i miejsce by o nich opowiadać.

                  Owszem statystyka jest na tyle ważna, na ile jest soczewką okularów, przez które na nas patrzą inni, któzy o wielu rzeczach decydują, ale nie znajac nas zupełnie cały obraz nas jako miasta rysują przez pryzmat danych statystycznych właśnie.
                  Tylko że przecież i ja pisałem, że rozwój wyłacznie dla efektu statystycznego jest bez sensu. Tak jak bez sensu jest porównywanie z innymi miastami i na podstawie lektury rocznika statystycznego wyciąganie wniosków, czy można jeszcze trochę wsi przyłączyć, czy "już wystarczy". Ponieważ jeśli jest uzasadnienie dla przyłączeń, to statystyka nie ma znaczenia. Potrzeba tu trochę wyczucia przestrzeni i bieżącej koniunktury, która dziś jest i dobrze było by wiedzieć, czy będzie jutro i czy z tego powodu lepiej jest być miastem większym, czy nie.

                  2. Polskie miasta powtórzę - przestały się rozwijać na skutek zmian gospodarczych po 1989 roku. Jeśli nawet ktoś jest kiepskim oberwatorem otaczającej nas rzeczywistości, polecam pogrzebać w archiwalnych danych GUS (są do znalezienia w internecie) i choćby porównać dynamikę zmian ludnosciowych polskich miast po roku 1990 i w latach - powiedzmy 80-tych - bardzo już dychwaicznego poprzedniego systemu. Róznice "walą po oczach" i ma to bezpośredni związek ze strukturą tamtego i obecnego sytemu państwa: wtedy w mieście czekała praca i mieszkania, któe nie były towarem jak dziś, ale dobrem należnym każdemu, wiec po dłuższym czy krószym okresie oczekiwania dostawało się takie mieszkanie jeśli nie z puli komunalnej, to w Spółdzielni na kredyt spłacany w ciągu 40 lat ze stałym procentem 2% rocznie. To się urwało po 1990 roku i jest to główna przyczyna odwróćenia PRL-owskiego trendu wzrostu ludności polskich miast. Jakkolwiek nic tu nowego nie było, ponieważ gdzieś od końca XIX wieku to włąśnie uprzemysłowienie tworzyło i rozpychało miasta, czego dobitnym polskim przykładem jest chociażby Łódź, dziś najbardziej tracąca mieszkańców po praktycznie całkowitej likwidacji w niej dominującego przez dziesięciolecia przemysłu włókienniczego.
                  Takie są fakty, a jeśli pan ma inne zdanie, to trudno.
                  Jeśli piszemy o zachodzie, to powiem panu, że mamy ze 4 modele funkcjonowania ( i rozwoju) miast: brytyjski - konglomeracyjny od strony organizacyjnej, francuski - polegający na trwałości granic i przekształcania przedmieść w części miasta, ale z pozostawieniem starego samorządu i jakiejś formy nadzoru nad całościa takiego obszaru (bardzo chętnie wskazywany przez gminy w Polsce, aczkolwiek w przeciwieństwie do francuskich nieskore do jakijkolwiek koordynacji i wpółpracy), amerykański - z ciasnymi śródmieściami i rozwlekajacymi się chaotycznie na przedmieściach potężnymi suburbiami (czyli to co jest u nas w praktyce) oraz model niemiecki w skrócie sprowadzajacy się do tego, że dużą wagę przykłada się do przestrzeni oraz strony estetycznej i funkcjonalej dzielnic miasta, a wraz z tendencjami wzrostowymi miastu zabezpiecza sie z zapasem pod jego jurysdykcję obszar, na którym ma się rozwijać. Nie ukrywam, że ten ostatni model jest mi najbliższy. Czy jest słuszny proszę samoemu osądzić chociażby biorąc pod uwagę , że w grupie największych 20 miast Polski wszystkie tracą mieszkańców oprócz Warszawy, Rzeszowa, Białegostoku i jak chyba już panu pisałem zamującego prawie 330km2 powierzchni Krakowa, przy czym wszystkie trzy pierwsze po roku 1990 przeprowadziły operacje zwiększenia swojej powierzchni. To jest dość łatwo wytłumaczalne, ponieważ w takich miastach emigracja na tereny podmiejskie nie jest emigracją poza miasto. Proszę też spojrzeć na przyłączone do Rzeszowa obszary - miasto, na razie powoli, ale jednak rozwija się na nich, jakby pękł ciasny pierścień zamykający dotąd rozwój Rzeszowa zasadniczo wewnątrz pasa "starych" obwodnic, kiedy nikt nie myślał o blokach na Olbrachta czy w głębi nad zalewem. Czyli zwiększanie powierzchni miasta jest czynnikiem miastotwórczym nie tylko na papierze, ale i rzeczywiście jest czynnikiem wzrostu. Czyli mamy to widoczne i w przestrzeni i w statystyce. Jak o niej mówimy, pamięta pan pewnie "prognozy" GUS dotyczące ludności Rzeszowa sprzed poszerzania, z jej spadkiem do 130- tysięcy do 2020 roku? GUS je teraz schował głęboko, może ze wstydu, bo w 2020 roku jak wszystko pójdzie normalnie, i bez poszerzeń będzie nas w Rzeszowie ponad 200 tysięcy. Tyle są warte "fatalne prognozy demograficzne", na które i pan w liście wyżej się powołuje.
                  Za niedorzeczny uważam też pański pogląd, że rozwój ludnościowy miasta "świadczy raczej o zacofaniu,a nie o rozwoju" w dodatku z podawaniem jako przykład miast Trzeciego (to znaczy zupełnie innego - wciąż jeszcze - od naszego - Świata).

                  3. W przykładzie niemieckim w moim przekonaniu chodzi bardziej o sposób/pomysł na funkcjonowanie miasta i kwestie regulujące to formalnie (ustawowo) niż o bogactwo. Każdą przestrzeń można - za przeproszeniem - zgnoić i każdą można urządzić sensownie. To kwestia raczej mentalności, może trochę gustu, jak przy zakupie i urządzaniu mieszkania.
                  Sam Pan pisze:
                  > "Już nie mówię
                  > o tym, że niemieckie wsie, nie są tak chaotycznie zabudowane jak nasze, co oczy
                  > wiście znacznie obniża koszty budowy i utrzymania infrastruktury.
                  a jednocześnie ze wszystkich sił chce ten okołomiejski chaos pogłębić i utrzymać protestując przeciw dalszemu poszerzaniu miasta, co byłoby szansą na jego uporządkowanie. Chaos (a już u nas na podkarpaciu chyba najpotworniejszy) bierze się z mentalności władz gmin podmiejskich (i ziemskiego powiatu w dużej mierze też), które nie chcą widzieć dalej niż "do swego płota" czyli do granicy administarcyjnej. Jeśli mają coś do miasta, to żądania, zeby im coś za darmo zrobić, dać, bo "oni zostawiają podatki w hipermarketach". To jest myślenie anormalne.
                  Ich rozwój pod bokiem dużego miasta nie jest efektem niczego innego niż wyrywania sobie nawzajem "miejskiego sukna" czyli zakładów pracy (PKS, zelmer i inne) i mieszkańców.
                  To jest anormalne i dlatego jestem za dalszym poszerzaniem Rzeszowa, zresztą w polskich uwarunkowaniach prawnych dotyczących samorządów wszelkie gminne "związki" i "porozumienia" to utopia i chęć dojenia silnieszjego . Gminy w Polsce (w tym miasta) mają przyznane w 1990 roku bardzo silne i wyłączne kompetencje do zarządzania swoim terytorium i nic nie wskazuje na to, by to się mogło zmienić. Stąd, nawet z powodów prawnych nie powstanie ani metr miejskiej drogi poza granicami miasta, nie mówiąc już o problemach prawnych z jej remontem czy zimowym utrzymaniem po latach.
                  Ten system sam w sobie nie jest zły, złe jest szukanie na siłe czegoś innego, zamiast postępowania według ustalonych zasad, czyli: czyje terytorium tego zarządzanie, kompetencje i inwestycje, ale z zastrzeżeniem (istniejącym!) możliwości korygowania tej terytorialnej przynależności.

                  • Gość: stary Re: gdzie tkwi problem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.13, 21:37
                    Czuję się w obowiązku rozwiać wszystkie wątpliwości z pana listu, więc proszę wybaczyć ten suplement.

                    4. Co pan rozumie pod pojęciem "inwestowania w przyłączone tereny"? Wielu jak Pan sądzi, że przyłączanie nie ma sensu, bo gmina też może wybudować (albo to już zrobiła!) oświetlenie i chodnik wzdłuż drogi. Skoro więc stać na to - podobno - gminę mającą roczny budżet w wysokości 30-50 mln zł, to stać na to - logicznie rzec biorąc także mający miliardowy budżet roczny miasto? Inni tu na forum znowu krzyczą (Pan też?), że to niby gminy lepiej ściągają inwestorów do siebie niż Rzeszów, czego przykładem ma być PPNT w Jasionce i Tajęcinie. O jakie więc inwestycje Panu chodzi? Bo jeśli to ten nieszczęsny chodnik i latarnie, to miasto jest w stanie - proszę mi wierzyć - wybudować to z pieniedzy, jakie uzyska z udziału w podatkach (oraz z samych - bez podnoszenia! - podatków miejskich) od mieszkańców przyłaczonych miejscowości i "nic starym osiedlom zabierać" nie musi. To czystej wody demagogia! Co Pan widzi tak kapitałochłonnego w przyłączanych terenach?
                    Bo chyba nie wyrąb lasu :)? Otóż zapewniam Pana, że w wielu z nich nie potrzeba wielkich zmian ani funduszy, przynajmniej na razie, a w niektóych przypadkach (jak chociażby ten las zarządzany zawsze przez nadleśnictwa) ani w przyszłości. Jeśli miasto chce przejąć teren, to np. po to, by mieć w swoich granicach pasy drogowe przyszłych dróg miejskich, bo gmina może to w swoim partylularnym interesie zabudować i na amen zablokować możliwość rozwiązania problemów komunikacyjnych miasta. Albo może postawić tam przemysł, podczas gdy to jest jedyny większy i wartościowszy dla miasta kawałek ekosystemu miejskiego i zielonych płuc.
                    Dlatego pisałem o lesie, o którym pan - alegorycznie co prawda - zaczął w tej dyskusji pisać pierwszy.
                    Pisze Pan mądrze: "Lasy w mieście to super sprawa: świeże powietrze i
                    > tereny rekreacyjne. W Katowicach to wielkie dobrodziejstwo, u nas też by nie z
                    > aszkodziło ale jak nie ma, to trudno."
                    Otóż, nie, szanowny panie. Są i to całkiem blisko. Tylko niech Pan popatrzy co z nimi robi gmina Głogów i zastanowi się, choćby w swielte tego ca sam pan napisał, a ja powyżej tylko przytoczyłem - mógłby z nimi - czy raczej obok nich - zrobić Rzeszów.
                    Otóż, żeby się nie powtarzać: to jest znów kwestia mentalności (albo jej braku) i wyobraźni. Tu rzeczywiście mamy do czynienia z inwestowaniem, rewitalizacją zniszczonych terenów, ale czy pan uważa, że to dobrodziejstwo spłynie tylko na "przyłączonych" "kosztem innych dzielnic"? Bo ja uważam, że to dobrodziejstwo dla wszystkich mieszkańców miasta, a przecież i przybysza z okolicznych gmin nikt stamtąd nie wyrzuci. Tylko że taki obszar rekreacyjny nigdy koło Rzeszowa nie powstanie, jeśli nie będzie włączony do miasta. Nie powstanie porządna droga pomiedzy Rzeszowem a Głogowem, wolna od wiecznych korków i wypadków. Nie będzie - jak Pan pisze - dobrodziejstwa. Trudno? A czemu tak od razu i tak łatwo Pan odpuszcza?
                    Coś za łatwo - jako młody człowiek - Pan się godzi na wszystko, co pana otacza.

                    No i na koniec. Proszę mi nie pisać o "kombajnach i traktorach na miejskich ulicach". Gdzie i kiedy widział Pan ostatnio w Rzeszowie (albo - niech będzie - w ogóle!) kombajn? Albo krowę? Albo traktor należący do kogo innego niż MPGK Rzeszów. To taki żart, ale proszę się zastanowić, bo ja ciągle tylko słyszę i czytam jak to wspaniale rozwija się przemysł i nowoczesna architektura POZA Rzeszowem i chyba nawet Pan sam nam tu o tym nieraz pisał. Co w takim razie z "marnotrawieniem terenów rolnych" (które spedza Panu sen z powiek) przez okoliczne gminy, które zamiast siać pszenicę, budują u siebie strefy ekonimiczne? Proszę się zastanowić, jak właściwie jest i gdzie tu tkwi problem, bo w zależności od okoliczności tworzy Pan drastycznie sprzeczne ze sobą opisy otaczającej Pana rzeczywistości.
                    Proszę się nie bać pestycydów i gnojowicy. Na nieużytki nikt ich nie sypie, a krowę dziś łatwiej zobaczyć w internecie, niż w rzeczywistości i jak się okazuje, nawet pod Rzeszowem.
                    Proszę mnie też nie straszyć procentami "użytków rolnych" w powiekszonym mieście, bo za 10-15 lat i tak zostaną szczelnie zabudowane.
                    Tylko ja bym chciał, żeby nie byle czym i byle jak, tylko z głową, tak, zebyśmy mogli być dumni z tego miasta. Pan "ma inne wyobrazenie o nowoczesnym mieście".
                    To przykre, ale co zrobić - o gustach się nie dyskutuje.

                    Jeszcze jedno: wbrew pozorom, naprawdę nie lubię się powtarzać i po kilkadziesiąt razy tym samym osobom tłumaczyć to samo.
                    Pan jest na pewno pojętnym człowiekiem, więc mam nadzieję, że to nam (i pozostałym czytającym to) już wiecej nie grozi.

                    łączę serdeczności
                    • passazer Re: gdzie tkwi problem? 13.08.13, 09:24
                      Akurat Łódź, której przykład pan podaje, zaczęła się wyludniać jeszcze przed zmianami gospodarczymi. Czyli przykład trochę jakby nietrafiony... Jeśli jest pan takim zwolennikiem niemieckiego porządku, to powinien być pan za tym, by najpierw zagospodarować te 62% terenów rolnych, które Rzeszów ma już teraz w swoich granicach. Przyłączanie kolejnych terenów, to tylko powiększanie bałaganu nad którym nikt nie panuje. Jeśli to nieużytki, jak pan twierdzi, to tym gorzej, że tyle ziemi nie jest wykorzystywane. Chyba nie na tym polega ten niemiecki model.
                      • Gość: stary Re: gdzie tkwi problem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.13, 03:52
                        Panie passażer, jak się panu urodzi dziecko/kolejne dziecko, to pan szuka większego mieszkania lub parceli pod dom (choćby w nim 2 pokoje stały z początku nieurządzone, a na parceli przez 2 pierwsze lata rosło zielsko), czy kupuje nowe tapety i płytki na ściany do kawalerki?

                        Chce pan dyskutować, to proszę bez demagogii i przekłamań. Z Łodzią nie ma pan znów racji, a jak pan chce zobaczyć co to jest niemiecki model miasta i na czym polega, to proszę łaskawie wpisać w Wikipedię nazwę Bielefeld (sostrzane miasto Rzeszowa) - 258km2 powierzchni, na któych żyje około 320 tysięcy ludzi, z prognozą przyrostu do 340 tysięcy w ciągu najbliższych lat. Jest tam też mapa granic tego miasta na tle istniejącej zabudowy. Proszę oszacować ile z tego to nieużytki albo grunty rolne. Znajdzie pan dokładne i wiarygodne dane na ten temat - to proszę nam tu przesłać z linkiem.


                        Podaję panu dane GUS dla Łodzi dla lat 80-tych i później:

                        1984 - 849,441
                        1986 - 847,409 (-0,23% - to raczej wahanie stanu ludności niż wyludnianie)
                        1988 - 854,261 (maksimum, +0,81% wg spisu powszechnego, - jak wyżej)
                        1990 - 848,258 (-0,7% - jak wyżej)
                        1992 - 838,367 (-1,16% - to już początek spadku)
                        1994 - 828,459 (-1,18%)
                        1996 - 817,983 (-1,26%)
                        1998 - 806,728 (-1,38%)
                        2000 - 793,217 (-1,67%)
                        2002 - 785,134 (-1,02%, spis powszechny)
                        2004 - 774,004 (-1,14%)
                        2006 - 760,251 (-1,78%)
                        2008 - 747,152 (-1,72%)
                        2010 - 737,009 (-1,36%)
                        2012 - 718,960 (-2,45%, dane po spisie powszechnym)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka