mjot1
21.03.06, 12:20
Nastały niezmiernie ciężkie czasy dla zwierza dziko żyjącego.
Nieustępliwa i panująca wszechwładnie zima spowodowała, że zwierzyna jest już
srodze osłabiona.
Zalegający pola i lasy grubą skorupą śnieg bardzo utrudnia dostęp do pokarmu
a czasem stanowi przeszkodę nie do pokonania. Zdobycie pokarmu w obecnych
warunkach to każdorazowo wielki wysiłek.
Jednocześnie ta skorupa zlodowaciałego śniegu utrudnia ucieczkę w chwili
zagrożenia. I tu zaczyna się dramat.
Sarny padają niemal seryjnie zarzynane przez watahy psów spuszczanych na noc
w myśl zasady, że pies ma się sam wyżywić.
Psy na stosunkowo szerokich podeszwach przemieszczają się wierzchem natomiast
sarna swymi szczuplutkimi badylkami przebija skorupę a wierzchnia warstwa
lodu tnie im kończyki jak żyletka. Posoka powoduje, że psy dostają amoku i
odzywa się w nich morderczy instynkt łowcy.
Zwracam się z apelem do tych, którym gdzieś tam w głębi tlą się jeszcze
skierki rozsądku.
Jeśli idziecie na spacer to pamiętajcie, że las to jest czyjś dom.
Zachowajcie się jak na gości przystało.
Jeśli idziecie na spacer z psem to nie spuszczajcie go ze smyczy. To nic, że
Wasz milusiński jest tak przyjaźnie do wszystkiego nastawiony i nikomu
krzywdy nie wyrządzi. Dla zwierza dzikiego jest śmiertelnym
niebezpieczeństwem. Wystarczy, że jest, że go słychać, że zostawia swój
zapach a dla zwierza to kolejny potworny wysiłek. Zwierz kierowany instynktem
słusznie poderwie się by uciec marnując resztki swych sił, których może
braknąć w chwili faktycznego zagrożenia.
Proszę: Nie pomagajcie. Ot po prostu jedynie nie przeszkadzajcie.
Najniższe ukłony!
Niczym głos na pustyni M.J.