mjot1
09.06.06, 19:31
Wynurzam się z chałupinki skoro świt wprost w słodkawy zapach kwitnących
wokół akacji...
Przepiękną pieśnią wita mnie drozd śpiewak siedzący na środkowym modrzewiu a
wokół wtóruje mu radosny świergot całego ptasiego drobiazgu.
Zanurzam się w zieleń świeżą, soczystą jaworów, lip i buków i matową, ciemną
sosen...
Człapię raźno, choć jak zwykle niechętnie (bo do pracy) a nade mną pośród
wierzchołków drzew prześwieca błękit pogodnego nieba.
Nareszcie nie jest chłodno. I owszem jest raźno, rześko, ale nie zimno.
Wynurzam się z wysokiego lasu i poprzez sosnowy młodnik strojny teraz w
seledynowo srebrne młode bujne pędy przyrostów zmierzam w kierunku
cywilizacji...
Już otwarta przestrzeń ugorów. Tu prawdziwa zieloność nie krępowana ludzkimi
kaprysami rozrasta się bujna i kolorowa. W zaniżeniu bagiennym mijam
kobierzec przez naturę z fantazją utkany z łanu skrzypów i kropelek rosy
skrzących się diamentowymi refleksy i obwiedziony różowo fioletową otoczką z
firletek i ostów przetkaną jaskrawożółtymi akcenty kosaćców.
Tam aż po horyzont wyznaczony ciemną smugą lasu snują się zwiewne
przeźroczyste smugi mgły...
Słoneczko już wisi ponad lasem, już przyjemnie masuje ciepłym swym dotykiem...
Wokół niesie się melancholijne monotonne nawoływanie trznadli i świerszczy
granie. Z lasu dobiega charakterystyczny dźwięk kukułki i gdzieś hen z daleka
dolatuje dudnienie dudka.
Powoli ponad wszystko wybija się radosny szczebiot jaskółek baraszkujących
zwinnie i beztrosko. To już wieś senna jeszcze.
Zaraz przystanek. Zaraz wchłonie mnie autobus i powiezie tam gdzie dzielnie
czas swój mitrężył będę dla dobra swego i bliźnich...
I już wróciłem radośnie do chałupinki. Już trwa najpiękniejszy dzień
tygodnia „piatkiempopołudniu” zwany... Nastał błogi czas nicnierobienia...
Państwo drozdowie postanowili pochwalić się nam swym potomstwem i właśnie
prezentują nam swe trzy pisklaki. Pociesznie baraszkując po naszej polance
uganiają się za owadem.
I choć niebo błękit swój skryło za chmur zasłonką to jednak jakoś jakby
cieplej się zrobiło nie tylko w sensie fizycznym, jakby weselej...
Czyżby więc...?
Czyżby w odwiecznej walce dobro właśnie górę brało?
Może faktycznie siły wraże reprezentowane przez PO i GW tyły właśnie poddają?
Może to nareszcie faktycznie ich klęski (jakże oczekiwanej) początek...
Najniższe ukłony!
Nadziei pełen M.J.