Gość: Szyderca
IP: *.intertele.pl
06.04.08, 10:50
Rzecz dzieje się w Tesco (scena prawdziwa): facet z babką na oko
koło 60-tki równiez na oko ze wsi stoją na stoisku z warzywami i
owocami. Facet pyta się pracownicy Tesco: "czy ta cena jest za tego
rogalika czy ta całośc połączoną" (dla niewtajemniczonych
wyjaśnienie, że chodziło mu o banany). No więc pracownica Tesco
mówi, że to nie ta cena bo 2,89 zł widniejąca nad bananami było ceną
jednostkową ananasa (nawiasem mówiąc pyszny). Po tych słowach żona
(tak podejrzewam) mówi: "no to właśnie za co jest ta cena za jedną
sztuke czy za kilka". Pracownica Tesco mocno , a nawet bardzo mocno
ździwiona mówi, że to są banany, a nie ananas. Na to ta pani
mówi: "aaa to jest banan ?". Wtedy to już mnie ścieło z nóg...
W XXI wieku nie wiedzieć jak banan wygląda ? :-) hehehe
Za chwilę jednak nie było mi do śmiechu kiedy sobie uświadomiłem, że
tacy ludzie mają prawa wyborcze którzy nie wiedzą jak wygląda banan
czy ananas. To jest degrengolada i w sumie sie nie dziwie, że
Podkarpacie stoi PiS-em, a wcześniej LPR-em...
O tempora! o mores!