Gość: stopper
IP: *.chem.uni.wroc.pl
04.02.02, 10:57
...choc wcale nie ma na to ochoty.
Roztopy sie skonczyly, lod i snieg stopnialy, zas wieoseeny wiaterek wysuszyl
(niemal) kaluze na mojej slynne ulicy Swiezej (Stablowice, jakby ktos jeszcze
nie wiedzial).
No i coz mamy? Coz sie odslonilo?
Dziury w ulicy, niektore o glebokosci wiekszej niz pol metra.
Wczoraj jechalem rowerem po tym czyms, wiecej nie bede probowac. Nie da sie.
Natomiast samochodem musze. Szkoda mi go. Natychmiast musialem wymienic cos tam
w zawieszeniu (160 zlotych plus robocizna 45 zl), bo zaczelo zgrzytac na
zakretach.
ZDiK - zgodnie z solennymi zapewnieniami - wyrowna nam ulice pewnie kolo
jesieni. Rzecz w tym, ze nie dotrwamy.
Pytania wiec brzmia nastepujaco:
Jesli miasto jest biedne i nie ma za duzo pieniedzy, to czy wolno mu pozostawic
czesc mieszkancow bez szans? Czy mizeria finansowa upowaznia do az takich
oszczednosci?
Na naprawy samochodow my (ja, moi sasiedzi, wszyscy, ktorzy musza przejezdzac
prze stablowickie drogi) wydajemy olbrzymie pieniadze. Oczywiscie placimy tez
wszelkie podatki. Czy nalezy nam sie za to cos od miasta?
Czy mamy prawo do obywatelskiego protestu, lacznie z odmowa placenia czesci
podatkow od nieruchomosci (jesli jest - teoretycznie - ulica przy domu, to
podatek to uwzglednia)?
Czy to naprawde takie kosztowne wyslac do nas spychacz na jeden dzien?
Wystarczy to zrobic trzy-cztery razy w roku, wcale nie trzeba
wyspecjalizowanego sprzetu, bo po pierwszych deszczach i tak dziury sie zrobia
od nowa...
Moze p. Kiniorski, rzecznik ZDiK, wypowie sie na ten temat? Wiem, ze czytuje
posty na Forum.