Gość: roland
IP: *.ds.uni.wroc.pl
06.02.04, 15:58
Jeszcze rok temu siedziałem tu wraz z Leonardo, Włochem, który mieszkał w
pokoju obok. Mówił, że u niego w Perugii nie ma takiego klubu. Takiego,
którego bez wstydu można było nazwać studenckim. Kameralnego, nie
narzucającego się swym klimatem, ambitniejszego muzycznie niż reszta. Gdzie
przy piwie można było posłuchać i Jimiego Hendrixa i Nirvanę. Na przełomie
października i listopada, widoczne były w okolicach „Grunwaldu” plakaty
mówiące, że mój ulubiony klub otwiera swe podwoje po wakacyjnym remoncie.
Cóż znaleźliśmy w środku? Poza znanym mi półmrokiem ogarniającym
pomieszczenie, nic nie było już tak jak dawniej. Muzykę puszczał dj, który
wyglądał jakby pomylił lokale, albo wziął nie to pudło z płytami. Disco?
Techno? W Alibi? Wyszedłem przed lokal, aby sprawdzić, czy dobrze trafiłem.
Okazało się, że tak. Na parkiecie pojawili się dobrze zbudowani panowie z
ogolonymi głowami i w ładnie wyprasowanych dresach. Obok nich ich cudownie
tlenione towarzyszki życia. Poczułem się jakby mi ktoś uderzył obuchem w
głowę. Gdy doszedłem do siebie zacząłem się zastanawiać, dlaczego ktoś
zrobił coś takiego? Dlaczego ukradziono studentom coś, co przez te lata było
dla nich ulubionym miejscem? W rozmowach ze znajomymi usłyszałem wiele
gorzkich słów na temat tego, co się tu stało. Bardzo mi przykro, ale to
również nie jest już moje Alibi