milet72
24.02.10, 17:47
Czytając pana Obremskiego po prostu czuję, jak nóż otwiera się w
kieszeni! Co za stek bredni! Bardzo proszę szanowną "Gazetę
Wyborczą", aby w imieniu moim i pewnie innych Czytelników zapytała
pana Obremskiego o następujące sprawy:
1. Mówi Pan Obremski:
Miasto potrzebuje fachowców z różnych dziedzin, dlatego zależy
nam na utrzymywaniu techników i szkół zawodowych. Jeśli wszystkich
przyjmiemy do ogólniaków, a potem na studia, to zrobimy im krzywdę.
Tytuł magistra nie będzie już nic znaczył, a młodzi magistrowie nie
będą potrzebni na rynku pracy. Dlatego tak bardzo zależy nam na
utrzymywaniu szkół uczących zawodu, choć to sporo kosztuje.
A ja pytam: to gdzieś pan do cholery był, gdy w 2002 roku
likwidowano technika??? Przecież wtedy urzędnicy wmawiali nam, że
młodzież ma ambicje edukacyjne, chce iść na studia i najlepsze są
licea profilowane. Szkoły zawodowe? No, to przecież przeżytek,
produkują samych bezrobotnych, jedynie studia dają szansę
znalezienia pracy. Więc pytam jeszcze raz: gdzieś pan wtedy był i
czemu się panu tak nagle front odmienił?
2. W kryzysie każde drogie rozwiązanie jest złym rozwiązaniem.
Dostajemy od MEN subwencję, która wystarcza na klasy 45-osobowe, a
resztę trzeba dopłacać. Znacznie łatwiej jest likwidować całe
oddziały.
No jaki biedny ten Wrocław! Zły MEN (któremu notabene przewodzi pani
Jaroń!) daje pieniądze tylko na kalsy 45-osobowe, ale Wrocław jest
taki dobry, że dodaje pieniądze i dzięki łaskawości włodarzy miasta
mamy klasy 34-osobowe. Szkoda tylko, że takie klasy są od roku 2002,
kiedy o kryzysie nikt jeszcze nie słyszał. Jakże łatwo podpierać się
kryzysem... Jakoś inne miasta dostają tyle samo pieniędzy z MEN-u, a
jednak mogą zaorganizować naukę w klasach sensownej wielkości. No,
ale tam nie buduje się stadionu (koszt stadionu = 3-roczne wydatki
na pensje nauczycieli we Wrocławiu), nie buduje się fonatnny i nie
kupuje się samochodów prezesom miejskich spółek...
3. Zamierzam jednak jeszcze raz rozważyć, w których szkołach
zmniejszyć liczbę oddziałów. Decyzja nie jest jeszcze ostateczna.
A dlaczego to urzędnicy decydują o tym, w których szkołach zamyka
się oddziały? Dlaczego zamyka się je w tych szkołach, do których
jest dużo chętnych? Dlaczego o istnieniu lub nie oddziałów nie mogą
decydować rodzice, posyłając (lub nie) do odpowiednich szkół swoje
dzieci?