liuzzi
13.06.10, 13:04
Wroclawski sport oczywiscie. Padla kolejna wielka marka:
pietnastokrotny mistrz Polski w pilce recznej, Sląsk, wycofal się z
rozgrywek. Niedługo minie dwa lata jak upadła drużyna koszykarzy,
mistrzowie siedemnastokrotni. Władze miasta patrzą na to wszystko
obojetnie i teoretycznie nie ma się do nich o co przyczepić. Wszak
Miasto nie musi utrzymywać wyczynowych sekcji sportowych, jednak
robi to w przypadku piłkarzy nożnych. Powód takiego działania jest
oczywisty: ogromne sumy wydawane na budowę stadionu muszą znaleźć
uzasadnienie. Jeśli na tym stadionie nie będzie grała silna drużyna
europejskiej klasy, trudno będzie taki kosmiczny wydatek uzasadnić.
Wydaje się jednak, ze ktoś powinien rozliczyć władze miejskie z
takiego postępowania, począwszy od wielkości stadionu chociażby.
Trudno pojąć dlaczego bedzie on taki wielki: z całym szacunkiem dla
planów rozwoju wrocławskiej piłki, tylko niepoprawny optymista może
oczekiwać, ze polska liga piłkarska w ciągu paru lat zamieni się w
ligę angielską lub niemiecką pod względem poziomu i popularności. To
mrzonki. Owszem, postęp pewnie objawi się prędzej niż później,
jednak stadion na 30, może 35 tysięcy miejsc absolutnie wystarczy i
to na dziesięciolecia. Proszę policzyć o ile mniejsze byłyby koszty
budowy stadionu o takiej własnie pojemności? Argument, ze musi być
tak wielki jest nieprawdziwy: w Austrii i Szwajcarii większość
stadionów miała taką własnie pojemność na Euro 2008. Miasto przyjęło
taki projekt, bo za wszelką cenę chciało zwiększyć szanse na
przyznanie organizacji meczów. Czy jednak dla dwóch, trzech spotkań
ma to jakiekolwiek uzasadnienie?
Obecna władza wrocławska to tylko i wyłącznie PR. Takie wnioski
nasuwają się same: budujemy wielkie, szaleńczo drogie fontanny,
ogromne (niepotrzebnie takie ogromne) stadiony albo snujemy
groteskowe plany budowy kilometrowych tuneli zamiast ulic, parkingów
pod fosą i innych bredni, w sytuacji kiedy nie potrafimy porządnie
zbudowac rozjazxdu tramwajowego na Szewskiej czy też ułożyć kostki
na rondzie Reagana. Wrocław z dynamicznie rozwijącego się miasta,
nadrabiającego ogromne zapóźnienia, staje się powoli
wydmuszką "pijarową", która zadłuża się coraz bardziej na coraz
bardziej bezsensowne projekty.
Cierpi na tym sport: przez dziesieciolecia i duma i wizytówka
Wrocławia. Miasto nie musiało ale mogło pomóc i koszykarzom i
piłkarzom ręcznym: tym najbardziej utytułowanym i legendarnym
sekcjom. Niekoniecznie poprzez zastrzyki finansowe, może poprzez
wsparcie w rozmowach ze sponsorami, zielone światło do korzystania z
hal (rezygnacja z opłat na jakiś czas), albo (podobnie jak przy
piłce nożnej) czasowe wsparcie. Była taka szansa dla koszykówki,
kiedy rok temu Winuel deklarował solidne wejście w klub. Miasto
uznało, ze firma daje za mało, co nie gwarantuje walki o czołowe
miejsca (więc pomagać nie warto również). Jednak nie wzięto pod
uwagę faktu, ze łatwiej poszukiwac nowych źródeł finansowania, kiedy
produkt istnieje na rynku, działa, funkcjonuje, niż kiedy trzeba
reanimować trupa.
Z zimną krwią zabija się wrocławski sport. I takie postępowanie
obciąża rządzących we Wrocławiu. Kto ich z tego rozliczy? Co zrobią,
jeśli (dajmy na to) zachwieje się imperium Solorza i miliarder
wycofa się z klubu? Czy można pozwalać sobie na takie
nieodpowiedzialne szaleństwa?
Otwórzmy dyskusję na ten temat, może i dziennikarze Gazety podejmą
wątek. Zapraszamy.