es_wu
08.09.04, 21:03
Dla tych, co nadal uważają, że tak oto artykuł z dzisiejszej Wyborczej:
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,2273822.html
Przegrana gra w miasto
Krzysztof Kafka, Krzysztof Nawratek* 07-09-2004, ostatnia aktualizacja
07-09-2004 19:22
To inwestorzy mają dziś najwięcej do powiedzenia w polskiej przestrzeni
publicznej. "Gmina przyjazna inwestorom" to tak naprawdę gmina zdana na ich
łaskę i niełaskę
Dyskusja o ładzie przestrzennym jest dyskusją światopoglądową i polityczną.
Planowanie przestrzenne dotyka fundamentów każdej wspólnoty politycznej -
miasta, regionu, państwa.
Czy ograniczanie wolności budowania ma w ogóle sens? W Kościelisku jest co
najmniej 300 samowoli budowlanych i choć skomercjalizowane Podhale traci coraz
więcej ze swego "dzikiego" uroku, wznoszone tam budynki tworzą znacznie
przyjemniejszą całość z krajobrazem niż posiadające niezbędne dokumenty
koszmarki w innych rejonach Polski.
A więc "precz z planowaniem, precz z architektami, precz z urzędnikami!"?
Niezupełnie. Planowanie przestrzenne ma również sens moralny - winno ochraniać
słabszych przed silnymi i bezwzględnymi.
Marzenie o Central Parku
Na początku transformacji ustrojowej okazało się, że znaczne obszary kraju
muszą zostać zagospodarowane na nowo. Np. plac Defilad w Warszawie musiał
poddać się pewnym zmianom, bo zniknęła funkcja, jaką dotąd pełnił.
Jednocześnie zaczął pełnić nową funkcję - drobny handel. To ówczesne potrzeby
społeczne zaczęły przeważać w procesach podejmowania decyzji o charakterze
przestrzennym i to ich żywiołowość wywołała bałagan, zbliżony zresztą do
bałaganu w innych krajach, zwłaszcza tych, w których dotąd panował realny
socjalizm.
Jednym z fundamentów planowania stała się wartość ekonomiczna przestrzeni.
Drugim - upublicznienie procedur tworzenia planów miejscowych będące prawem
lokalnym. Ekonomia i udział społeczny zostały wprost zapisane w prawie.
Stworzono reguły nazywane czasem zasadami "gry w miasto" - z udziałem
inwestorów, samorządu i społeczności lokalnej. Miała się ona toczyć jawnie, a
społeczność lokalna miała mieć szerokie prawa do udziału w procesie tworzenia
jej zasad - planów miejscowych. A jednak dziś to nie samorządy rozdają karty.
To inwestorzy "rozgrywają" polską przestrzeń. "Gmina przyjazna inwestorom" to
tak naprawdę gmina zdana na ich łaskę i niełaskę.
Zasady gry zostały wypaczone, gdyż jeden z uczestników uzyskał więcej atutów
niż pozostali. Jednak to nie jest gra o sumie zerowej - to, że ktoś wygrywa,
nie znaczy, że przegrywa ktoś inny. Dobre planowanie przestrzenne to taka gra,
której celem jest jak największa liczba wygranych. W Polsce nie wygrywa nikt.
Należną społeczności lokalnej inicjatywę przejęły tzw. organizacje społeczne
rzadko związane z konkretnym miastem czy gminą. Są to raczej grupy o ponad- i
pozalokalnej świadomości i celach. Ich rola sprowadza się do blokowania czasem
w pełni uzasadnionych inwestycji. Złą opinię mają zwłaszcza organizacje
ekologiczne, które chętnie wykorzystywały swoje prawo weta do wymuszania od
inwestorów i gmin haraczy na "cele społeczne". W rezultacie społeczność, którą
bezpośrednio miałyby dotknąć ewentualne zmiany, pozostaje bierna.
Po 15 latach transformacji oraz dziesięciu latach nowego porządku w planowaniu
przestrzennym samorządy lokalne pozostały osamotnione i słabe. Mają coraz
mniejszy budżet i kompetencje, ogarnia je apatia wynikająca z przeświadczenia,
że decyzje i tak zapadają gdzie indziej.
Słabość samorządów jest jedną z największych porażek przemian ustrojowych po
1989 r. i jedną z podstawowych przyczyn przestrzennego bałaganu. Wynika ona z
ustawowych błędów ograniczających możliwości samorządów przy jednoczesnym
nakładaniu na nie coraz to nowych zobowiązań finansowych.
Tymczasem Polska ma jeden z najniższych w Europie wskaźników udziału
przestrzeni publicznej w stosunku do pozostałej przestrzeni w miastach.
Gorzej! Władzom, inwestorom i dużej części mieszkańców potrzeba istnienia
przestrzeni publicznej wydaje się dziwacznym kaprysem. Nie znamy przypadku, by
samorząd lokalny odrzucił lukratywną propozycję bogatego inwestora i
przeznaczył teren w sercu miasta na park czy plac publiczny, a nie na nowy
supermarket - bo i tak nie byłby w stanie urządzić tego parku.
Inwestor nie jest oczywiście zainteresowany terenem publicznym, bo nie chodzi
mu o drzewa, ale o półki sklepowe. Trzeba odwagi i siły, aby podjąć decyzję o
przeznaczeniu 350 ha położonych obok jednego z najdroższych terenów na świecie
na park publiczny - a tak właśnie powstał Central Park na Manhattanie.
Zmiany! Zmiany!
Ostatnio pojawiła się inicjatywa zmierzająca do zmiany ustawy o
zagospodarowaniu i planowaniu przestrzennym. Autorami takiej inicjatywy
powinny być samorządy w porozumieniu z organizacjami branżowymi urbanistów czy
architektów. Tymczasem to najsilniejsi gracze postanowili zapewnić sobie
zwycięstwo w każdej odsłonie "gry w miasto". W projekcie przygotowanym przez
Ministerstwo Gospodarki we współpracy z Konfederacją Pracodawców Prywatnych
wątpliwości budzić może zarówno treść proponowanych zmian, jak i procedura ich
wprowadzania. Faworyzują one inwestorów kosztem samorządów.
Po latach socjalizmu, który niemal ignorował prawo własności, taka zmiana
wydawałaby się logiczna i sprawiedliwa. Jednak absolutny prymat tego prawa
jest sprzeczny z ideą planowania przestrzennego, bo wspólnota polityczna ma
prawo ograniczać wolność jednostki w rozporządzaniu swoją własnością i
użytkowaniu jej. Nad wolnością jednostki stoi dobro ogółu.
Ład przestrzenny to efekt w miarę zgodnej współpracy uczestników "gry w
miasto". Taka gra opłaca się wszystkim. W dłuższej perspektywie ładne miasto
wygrywa konkurencję z brzydkim - miasto, w którym ludzie chcą mieszkać, a więc
i płacić podatki, i do którego inni chcą przyjeżdżać, by spędzać wolny czas,
ekonomicznie wygrywa z miastem, z którego ludzie uciekają. Park może okazać
się lepszą inwestycją niż kolejny supermarket.
Bałagan, brzydota, nieład na pewno są efektem niskiej świadomości estetycznej
i braku wychowania w tym kierunku. Ale ład przestrzenny kształtowany jest
również poprzez prawo - dobre lub złe. Może ono pomagać budować świadome i
odpowiedzialne wspólnoty lub też ułatwiać załatwianie partykularnych interesów
ludziom bogatym. Pora na ten temat poważnie w Polsce podyskutować: w
parlamencie, gminie, na wiecu wyborczym.
Planowanie przestrzenne to zbyt poważna sprawa, by zostawiać ją urzędnikom.
* Dr inż. arch. Krzysztof Kafka - adiunkt w Katedrze Planowania Przestrzennego
i Urbanistyki Politechniki Śląskiej, architekt miejski w Strzelcach Opolskich
Dr inż. arch. Krzysztof Nawratek - pracownik naukowy Politechniki Śląskiej,
obecnie architekt i urbanista na Łotwie
No i co, dalej uważacie, że najważniejszy jest inwestor, nieważne co wybuduje?
Ile jeszcze autorytetów ma się wypowiedzieć, żebyście uznali, że jest inaczej.
Że Miasto powinno być wyższą wartością niż Inwestycja. Zwłaszcza polecam to
zdanie: "W dłuższej perspektywie ładne miasto wygrywa konkurencję z brzydkim -
miasto, w którym ludzie chcą mieszkać, a więc i płacić podatki, i do którego
inni chcą przyjeżdżać, by spędzać wolny czas, ekonomicznie wygrywa z miastem,
z którego ludzie uciekają.". I o to chodzi!!! Nie o to, co jest dzisiaj, tylko
o to co będzie jutro. I dlatego niektórzy (w tym ja) tak się przeciwstawiają
Galerii UFO w zaproponowanym kształcie.
Pozdrawiam,
SW