Dodaj do ulubionych

Wpływ wyników wyborów na inwestycje

IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 26.09.05, 10:44
w naszym mieście,regionie jak i w Polsce. Jak oceniacie wyniki patrząc pod
tym kątem?
Obserwuj wątek
    • andrzejg Re: Wpływ wyników wyborów na inwestycje 26.09.05, 11:15
      Inwestor nie patrzy na kolor legitymacji ,tylko na warunki jakie bedą mu stwarzane. Teoretycznie PiS powinien być ostrzejszy w negocjacjach, co może
      niektórych zniechęcić, ale to tylko teoria. Zycie ma swoje prawa, a do tego
      nie są w stanie samodzielnie rządzić. Kłopot się zacznie , gdy powstanie
      koalicja PiS+Samoobrona+LPR, czyli praktycznie cała polska lewica.

      A.
      • Gość: Rafis Re: Wpływ wyników wyborów na inwestycje IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 26.09.05, 11:27
        ale chodzi tez o pozycje Wrocłąwia w nowym rzadzie. Ze wstepnych we Wrocku
        wyników wynika ze z PO bedzie 6 posłów a z PIS 3.
    • no.logo Re: Wpływ wyników wyborów na inwestycje 26.09.05, 11:45
      Jaki będzie wpływ? Mam nadzieję, że jak najmniejszy. Że niedługo Polska stanie się normalnym krajem, w którym liczy się po prostu atrakcyjność danej lokalizacji, a nie układy oraz znajomości lokalnych polityków "w Warszawie". Że jeśli o jakąś inwestycję (albo środki z budżetu) będą rywalizować Wrocław i Gdańsk, to zwycięży lepsza oferta, a nie fakt, że prezydent jest z Gdańska...
      Ale ponieważ jeszcze tym normalnym krajem nie jesteśmy (choć od wczoraj normalniejemy), to myślę, że wysyłamy z Dolnego Śląska ludzi dość mocno związanych z regionem - takich, którzy będą potrafili lobbować.

      PS: Ciekawe, czy potwierdzi się, że PiS-owym Ministrem Skarbu (albo wice) będzie "nasz człowiek"...
      • capo_di_tutti_capi Re: Wpływ wyników wyborów na inwestycje 26.09.05, 11:54
        > Jaki będzie wpływ? Mam nadzieję, że jak najmniejszy.

        I dobrze, że napisałeś niżej, że normalnym krajem jeszcze nie jesteśmy.
        Póki co pierwsze skrzypce będą grały polityczne powiązania, konotacje.
        Oczywiście pragnąłbym zmian, ale na to jeszcze chyba za wcześnie.

        Podsumowując: "Im Westen nichts Neues":)
    • Gość: pozytywista Re: Wpływ wyników wyborów na inwestycje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.05, 14:06
      Jak oceniamy wyniki? To proste. Popatrz na prezydenta Warszawy i porównaj z
      ilością inwestycji w tym mieście. Spadły? Spadły. No to teraz na tej podstawie
      można wydedukować, co się stanie, kiedy Kaczor będzie rządził całą Polską.
      Smutne...
    • Gość: orzeł Re: Wpływ wyników wyborów na inwestycje IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.09.05, 14:29
      Pewne jest że zwyciestwo PiS-u nie jest najlepszym rozwiazaniem dla inwestycji
      w Polsce i wogóle dla gospodarki. Już same spadki na rynkach mówia same za
      siebie. Jeśli nie daj Boże PiS obejmie resort gospodarki to może być
      niezafajnie, a niestety już na pewno "kaczory" będą mieć decydujący wpływ na
      finanse. Mimo wszystko mam nadzieje że bedzie lepiej, niz do tej pory choć na
      znaczacą poprawe raczej nie licze. Natomist jeśli chodzi o Wrocław i region to
      myśle że tu bedzie dużo lepiej, niz dotychczas zwłaszcza jeśli chodzi o
      infrastrukturę. Nasze lobby bedzie znacznie silniejsze. Gdyby jednak wygrała
      Platforma byłbym jeszcze wiekszym optymistą. Napewno dużo wiecej bedzie można
      powiedzieć jak już poznamy kształt przyszego rządu, pewnie dopiero po wyborach
      prezydenckich.
      • Gość: ! Re: Wpływ wyników wyborów na inwestycje IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.09.05, 20:33
        Módlmy się, żeby p Śmiałek (PiS) nie został nowym szefem PAIiIZ (albo jej
        następczyni)...
        • Gość: ! Co czeka gospodarkę po wyborach? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.09.05, 23:34
          Co czeka gospodarkę po wyborach?

          Agata Nowakowska, Dominika Wielowieyska 26-09-2005 , ostatnia aktualizacja 26-
          09-2005 02:08

          Jeśli potwierdzi się zwycięstwo PiS, partia ta chce wziąć odpowiedzialność za
          resorty gospodarcze. PiS i PO, jeśli wspólnie stworzą rząd, chcą obniżki
          podatków. Może nie w przyszłym roku, ale choćby za dwa lata. Możemy też liczyć
          na to, że deficyt budżetowy pozostanie pod kontrolą

          Kazimierz Marcinkiewicz z PiS powiedział "Gazecie", że jego partia chce wziąć
          odpowiedzialność za resorty gospodarcze. - Wygraliśmy wybory przede wszystkim
          dzięki sporom o gospodarkę. Wyborcy dali wyraźny sygnał, którą koncepcję
          popierają - wczoraj wieczorem komentował na gorąco wyniki wyborów.

          Poseł PiS Artur Zawisza przyznał, że gdy sondaże wskazywały na zwycięstwo PO,
          jego ugrupowanie interesowały dwa resorty: skarbu i infrastruktury. Teraz, po
          wygranej PiS, apetyty partii wzrosły.

          Partia braci Kaczyńskich jest za połączeniem resortu skarbu i gospodarki, co
          postulowała także PO. W sztabie PiS nikt nie miał wczoraj wątpliwości: ten
          resort przypadnie bez dwóch zdań waśnie posłowi Marcinkiewiczowi (w razie
          wygranej PO szykowany był na ministra edukacji).

          Wciąż nie jest jasne, kto obejmie resort finansów. Platforma Obywatelska miała
          swoich kandydatów: Hannę Gronkiewicz-Waltz oraz Stefana Kawalca i Rafała
          Antczaka (na wiceministra typowana była Mirosława Boryczka, obecnie skarbnik
          Warszawy). Na dwie ostatnie kandydatury krzywo patrzył PiS.

          PiS niby miało własną kandydaturę: Cezarego Mecha (odpowiedzialnego za finanse
          w mieście Warszawa), ale politycy tej partii nie kryli, że jej wysunięcie miało
          być tylko elementem gry o zupełnie coś innego. - Stawialiśmy sprawę tak: jeśli
          PO wygrywa i bierze resort finansów, to my dostajemy MSZ. Jeśli PO bierze
          Ministerstwo Spraw Zagranicznych, to my niby chcemy Ministerstwo Finansów.
          Kandydatura Mecha miała być próbą nacisku na PO, byśmy dostali MSZ - powiedział
          nam jeden z polityków PiS.

          Nie jest wykluczone, że teraz PiS chętnie oddałoby MF Platformie, zwłaszcza że,
          jak przypomina poseł Marcinkiewicz, "już wcześniej było ustalone, że budżet
          będzie powstawał w kancelarii premiera". - Nawet gdyby resortem finansów
          pokierował ktoś wytypowany przez PO, to i tak za finanse odpowiadałby PiS -
          uważa poseł Marcinkiewicz.

          Prawo i Sprawiedliwość chce też Ministerstwa Rolnictwa dla Krzysztofa Jurgiela
          (w minionej kadencji senator PiS, członek senackiej komisji rolnictwa), resortu
          ochrony środowiska dla Jana Szyszko (był już szefem tego resortu w gabinecie
          Buzka), a Ministerstwa Infrastruktury dla Jerzego Polaczka (w minionej kadencji
          wiceprzewodniczący sejmowej komisji infrastruktury).

          Wygrana PiS oznacza, że na pewno nie będzie realizowana koncepcja PO podatku
          liniowego "3x15". W kampanii wyborczej partia braci Kaczyńskich ostro zwalczała
          pomysł PO "3x15", zwłaszcza podwyżki VAT na żywność i leki (teraz obłożone
          stawkami preferencyjnymi).

          PiS jest bowiem za podatkiem progresywnym, czyli im więcej ktoś zarabia, tym
          wyższą stawkę płaci. Proponuje zredukowanie obecnych stawek (19, 30 i 40 proc.)
          najpierw do 18 i 32 proc., a w kolejnym kroku do 18 i 28 proc. CIT także miałby
          zostać obniżony do 18 proc., podobnie jak VAT - w ciągu czterech lat z 22 do 18
          proc.

          Nie liniowy, ale kompromis?

          Lider PO Jan Rokita deklarował, że Platforma nie wejdzie do rządu, który nie
          będzie wprowadzał w życie podatku liniowego.

          - Nasza propozycja jest bardzo podobna do tego, czego chce PO w zakresie PIT i
          CIT. Bo PIT w takiej formie, jaką my proponujemy, jest w gruncie rzeczy
          podatkiem liniowym: bardzo niewielka grupa osób, parę procent, zapłaci podatki
          według tej wyższej, 32-proc. stawki. Większość będzie płaciła 18 proc., a z
          ulgami i zwolnieniami stawka efektywna będzie jeszcze niższa, zbliżona do tych
          15 proc., o których mówi PO - mówił "Gazecie" przed wyborami poseł Kazimierz
          Marcinkiewicz z PiS.

          Być może wersją kompromisową będą dwie stawki, ale ta dla najlepiej
          zarabiających będzie niższa, niż chciałby PiS. Możemy się też spodziewać
          podwyższenia progów - wyższą stawkę będą płacili ci, którzy zarabiają powyżej
          100 tys. zł (teraz najwyższą stawkę płacą ludzie o dochodach 74 tys. zł
          rocznie).

          Na razie politycy obu partii przyznają, że z braku czasu nie uda się w
          przyszłym roku radykalnie zmienić systemu podatkowego. Bez przeszkód można
          jedynie wprowadzić korzystne dla podatników zmiany. PiS chce pozostawić
          dotychczasowe ulgi, w tym wspólne opodatkowanie małżonków, i dodać dwie nowe:
          ulgę na dzieci oraz ulgę inwestycyjną. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że PO
          jest gotowa zaakceptować proponowaną przez PiS ulgę na dzieci. Miałyby ją
          otrzymywać rodziny niezamożne, w których dochód jest niższy niż 500 zł brutto
          na osobę: 50 zł na jedno dziecko, 200 zł na dwoje dzieci oraz 100 zł na każde
          kolejne dziecko.

          Obie partie postulują obcięcie składek na ZUS i choć mają różne pomysły, to w
          jednym są zgodne: obniżka ma dotyczyć przede wszystkim osób rozpoczynających
          pierwszą pracę.

          Mniejsze wydatki i deficyt?

          Żadna z partii nie podała dotąd konkretnych wyliczeń, jak uszczuplone zostaną
          dochody budżetu po obniżeniu podatków. Obie zapowiedziały co prawda, że chcą
          obniżyć przyszłoroczny deficyt budżetowy: PO o 5-10 mld zł, PiS o 4-7 mld zł,
          ale nie wyjaśniły, jak to zrobią.

          PO przyznała jedynie, że chce: odchudzić administrację, odebrać władzy
          przywileje, obciąć wydatki na wyjazdy zagraniczne urzędników, powrócić do
          waloryzacji rent i emerytur jedynie o wskaźnik inflacji, obniżyć emerytury tzw.
          utrwalaczy władzy ludowej, stosować kryterium majątkowe przy udzielaniu pomocy
          społecznej, przypomnieć o obowiązku alimentacyjnym tzw. osób wstępnych, czyli
          np. dzieci wobec rodziców.

          PiS chce zaoszczędzić na administracji 6 mld zł rocznie poprzez: • likwidację
          tzw. środków specjalnych (2 mld zł rocznie); • zmniejszenie zatrudnienia w
          administracji o 20 proc. (1,1 mld zł); • likwidację Wojskowej Agencji
          Mieszkaniowej (0,572 mld zł); • zmiany w administracji skarbowej (0,4 mld
          zł); • likwidację Agencji Nieruchomości Rolnych (0,35 mld zł); (obcięcie
          wydatków administracyjnych ZUS (0,285 mld zł rocznie). Do tego dochodzi
          likwidacja NFZ, Rady Polityki Pieniężnej, PFRON, gospodarstw pomocniczych oraz
          połączenie KRRiT z URTiP. Do części tych propozycji wymagana jest jednak zmiana
          konstytucji.

          Według posła Marcinkiewicza w przyszłym roku na administracji uda się
          zaoszczędzić tylko ok. 2 mld zł, bo nie wszystko da się od razu zlikwidować.

          PiS przyhamuje prywatyzację?

          Trochę sporów może wybuchnąć przy okazji prywatyzacji: PiS nie jest chętny do
          sprzedaży akcji ważnych spółek, takich jak KGHM czy PKN Orlen. Tymczasem
          Platforma uważa, że prywatyzację tych firm trzeba dokończyć. PO chciałaby też
          uniezależnić od państwa także PKO BP, Grupę Lotos czy Polski Holding
          Farmaceutyczny. Partia Kaczyńskich uważa, że w tych przedsiębiorstwach państwo
          powinno zachować pakiet kontrolny.

          Osobną część ustaleń będą stanowić negocjacje w sprawie zmian personalnych w
          spółkach z udziałem skarbu państwa. Politycy obu partii zapowiedzieli, że do
          wymiany pójdą na pewno zarządy PGNiG i PSE, KGHM, Ruchu i Totalizatora
          Sportowego. Niejasne są losy zarządów PKN Orlen, PKO BP, Grupy Lotos czy PZU,
          ich szefowie zbierają raczej dobre recenzje. Niewykluczone, że obecni prezesi
          zostaną we władzach przynajmniej jako członkowie zarządu.

          Wśród osób, o których mówi się jako o kandydatach do zarządów spółek, wymienia
          się: Rafała Zagórnego, Jarosława Kochaniaka, Jacka Krawca (wszyscy bliżej PO),
          Piotra Woźniaka i Jerzego Zdrzałkę (bliżej PiS). PO chce organizować konkursy
          na prezesów spółek (w spółkach kontrolowanych przez skarb państwa są one
          obowiązkowe, ale już w giełdowych PKN Orlen czy KGHM - nie). PiS chce
          wprowadzić kontr
        • Gość: Rafis Re: Wpływ wyników wyborów na inwestycje IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 27.09.05, 00:00
          dlaczego nie pan Śmiałek?
          • Gość: ! Re: Wpływ wyników wyborów na inwestycje IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.09.05, 00:10
            Gość portalu: Rafis napisał(a):

            > dlaczego nie pan Śmiałek?


            --->A chcesz, żeby wszystko trafiało do Krakowa i Małopolski, żeby podbierano
            inwestorów?
    • Gość: LOLO Nowe inwestycje... w wieziennictwo IP: 193.239.56.* 26.09.05, 23:43
      nie wiem jak wy ale ja jestem przerazony...
      • capo_di_tutti_capi Re: Nowe inwestycje... w wieziennictwo 27.09.05, 10:13
        Prawda. Jeśli to mają być numery po-pisowe przeszłej koalicji, to ja dziękuję:/
        • Gość: ! Re: Nowe inwestycje... w wieziennictwo IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.09.05, 10:24
          Coraz bardziej obawiam się, że zwyciestwo PiS-u spowoduje, że kilku inwestorów,
          którzy mieli plany inwest w Polsce (inwestorzy z tzw "górnej półki") zrezygnują
          z lokalizacji w Polsce...
          • Gość: Rafis hmmm IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 27.09.05, 17:55
            chodzi mi o inne sprawy, czy uważacie że nasz desant na Wawe będzie wstanie
            dobrze lobbować na rzecz wrocławskich i dolnośląskich spraw?
            Wiadomo ze zalezy to od siły przebicia posłów w swoich partiach. Np wrocławscy
            posłowie SLD nie mieli nic do powiedzenia w swojej partii.
            W przypadku PO i PIS zarówno ilośc jak i znaczenie posłów jest o wiele wieksze.
            Oprócz czesto wymienianych: Schetyny, Protasiewicza,Chlebowskiego czy
            Ujazdowskiego zaczynam dostrzegac też innych.
            Np Lipiński-wiceprezes PIS jest z DŚ(kończył wrocławska AE) a Marcinkiewicz,
            który moze byc nawet premierem a wnajgorszym przypadku ministrem gospodarki
            wprawdzie pochodzi z Lubuskiego(tez blisko) ale studia konczył na wrocławskim
            Uniwerku :)

            Patrza cogólnie to niebałbym sie tak bardzo populizmu PIS. Dzis juz pan
            Marcinkiewicz zaczął wycofywać sie z przedwyborczych obietnic socjalnych,
            zapowiadane ulgi na 2 i kolejne dziecko będa o połowe niższe niz obiecywano(bo
            budzet tego nie udzwignie) a to dopiero 2 dni po wyborach :)
            • Gość: ! Re: hmmm IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.09.05, 18:03
              Optymalnym dla DŚ rozwiązaniem (wg mnie) byłoby gdyby za gospodarkę odpowiadał
              pan Chlebowski, wysokie stanowisko w ministerstwie infrastruktury miałby pan
              Zdrojewski, prezesem PAIiIZ został pan Mikosz.
              Ten układ byłby dla mnie wręcz wymarzony...

              Zagrożenie dla naszych spraw, to stanowisko prezesa PAIiIZ dla pana Śmiałka :(
              • no.logo Re: hmmm 27.09.05, 18:27
                Zdroju w Ministerswie Infrastruktury? Uzasadnij, Wykrzykniku, tę kandydaturę, bo jakoś trudno mi się z nią pogodzić. Jakież to sukcesy "infrastrukturalne" ma na koncie Bogdan Zdrojewski? Dla mnie to idealny kandydat - jak do tej pory - do Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej. Na przykład na jej szefa.
                • Gość: ! Re: hmmm IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.09.05, 18:33
                  Trzeba było słuchać dzisiaj Radia RAM między 15:00 a 16:00. Pan B.Z był tam
                  gościem i mówił bardzo ciekawe rzeczy :)
                  • Gość: Rafis Re: hmmm IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 27.09.05, 18:38
                    w kazdym razie czekam na desant naszych na Warszawę :)

                    tylko zobaczymy czy PO wejdzie do rządu...
                    • Gość: ! Re: hmmm IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.09.05, 18:40
                      Jeżeli zawiązałaby się koalicja: PIS-LPR-Samoobrona.....to można będzie zamknąć
                      to forum :(
                      • capo_di_tutti_capi Re: hmmm 27.09.05, 19:52
                        A tak narzekaliście na obecny (jeszcze) rząd:)
                        • Gość: Rafis Re: hmmm IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 27.09.05, 19:57
                          no własnie, po upadku Millera udało sie sciagnąc tyle inwestycji z eaz sam sie
                          zaczynam bac zmiany rzadu :)
                          • capo_di_tutti_capi Re: hmmm 27.09.05, 19:59
                            Wiesz, ktoś się musiał poświęcić:)
                            • preslaw Re: hmmm 27.09.05, 22:40
                              Gość portalu: ! napisał(a):

                              > Trzeba było słuchać dzisiaj Radia RAM między 15:00 a 16:00. Pan B.Z był tam
                              > gościem i mówił bardzo ciekawe rzeczy :)

                              Żałuję, że akurat w tym czasie Radia Ram nie słuchałem.
                              Co do perspektywy inwestycjnej, to wbrew strachom przezd Kaczorami myślę, że nic istotnego się nie wydarzy, to znaczy, nie będzie gorzej, a może być lepiej, bo ogólnie ten region Eurpy teraz zaczął się rozwijać. Cześćresortów wpływających na inwestcyje musi przypaść PO, więc tu można liczyć na jakiś rozruch, a desant na Warszawę moim zdaniem będzie znaczący, ale pozycja Gdańska i Krakowa będzie rónie silna jeśli nie silniejsza.
                              • Gość: ! Re: hmmm IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.09.05, 22:42
                                Strategiczna sprawa to PAIiIZ albo ew następca tej instytucji oraz by pewne
                                osoby nadal pracowały lub pozostawały w pobliżu PAIiIZ... Tyle tylko mogę
                                powiedzieć...
            • Gość: ! Re: hmmm - p Marcinkiewicz... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.09.05, 23:34
              Rafis napisał:

              a Marcinkiewicz,
              > który moze byc nawet premierem a wnajgorszym przypadku ministrem gospodarki
              > wprawdzie pochodzi z Lubuskiego(tez blisko) ale studia konczył na wrocławskim
              > Uniwerku :)



              Sylwetka kandydata

              Kazimierz Marcinkiewicz, poseł PiS, przewodniczył komisji Skarbu Państwa w
              Sejmie mijającej kadencji. W latach 1999-2000 był szefem Gabinetu Politycznego
              premiera Jerzego Buzka. W latach 1992-1993 pełnił funkcję wiceministra edukacji
              narodowej w rządzie Hanny Suchockiej i był współautorem programu "Dobra i
              nowoczesna szkoła".

              Od 1989 do 2001 roku był członkiem ZChN, następnie przeszedł do Przymierza
              Prawicy oraz Prawa i Sprawiedliwości. Jest prezesem Regionu Lubuskiego PiS.

              Urodził się w 1959 roku w Gorzowie Wielkopolskim. Ukończył wydział matematyczno-
              fizyczno-chemiczny Uniwersytetu Wrocławskiego. Posiada tytuł kawalera
              maltańskiego. Odznaczony medalem za zasługi dla Archidiecezji Poznańskiej. W
              2003 roku z Wiesławem Walendziakiem założył Instytut Środkowoeuropejski, gdzie
              wydawany jest dwumiesięcznik "Międzynarodowy Przegląd Polityczny".

              Według prasowych spekulacji Kazimierz Marcinkiewicz miał być kandydatem Prawa i
              Sprawiedliwości na ministra edukacji lub któregoś z resortów gospodarczych.

              • Gość: orzeł Re: hmmm - p Marcinkiewicz... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.09.05, 18:19
                Gospodarka-pis, finanse- teorytycznie PO, praktycznie pis, infrastruktura-pis.
                To by było tragicznie. Mam nadzieje że PO dostanie jednak gospodarke, a nie
                finanse.
                • Gość: Muniek Do no.logo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.05, 18:50
                  A dlaczego uważasz, że Zdrojewski nie ma kwalifikacji na ministra a przy
                  Chlebowskim nie protestowałeś? Patrząc na dorobek i osiągnięcia w zarzadzaniu
                  Wrocławiem i Żarowem...
                  • preslaw Re: Co zrobić by było lepiej. 28.09.05, 20:46
                    Gość portalu: ! napisał(a):

                    > Strategiczna sprawa to PAIiIZ albo ew następca tej instytucji oraz by pewne
                    > osoby nadal pracowały lub pozostawały w pobliżu PAIiIZ... Tyle tylko mogę
                    > powiedzie

                    Pewnie masz rację. Ale moim zdaniem równie ważne, a może i ważniejsze byłoby skonstruowanie jeszcze lepszego systemu, który pracowałby na rzecz poprawy całej gospodarki poprzez zminiejszenie biurokarcji i ilości zupełnie niepotrzebnych, utrudniających działalność przepisów, zmniejszenie ilości rożnego rodzaju kontrolnych podmiotów typu urząd skarbowy, nadzór taki czy śmaki, odenbranie wladzu urzędnikom w decydowaniu o różnego rodzaju aspektach prowadzenia działalności. I wreszcie być może to co najważniejsze - poprawienie infarstruktury komunikacyjnej, bo to kuleje u nas w spoób wręcz kompromitujący. mam głębokie przekonanie, że w ciągu jednej kadencji dobrego parlamentu irządu te wszytskie sprawy można prawie w całości załatwić. Brakuje tylko, co tak się ładnie czasami określa jako wolę polityczną. I moim zdaniem tej woli będzie brakować, choć pod tym względem Wrocław i Dolny Ślaska nie prezentująsię źle.
                    • capo_di_tutti_capi Re: Co zrobić by było lepiej. 29.09.05, 12:17
                      preslaw napisał:

                      > Brakuje tylko, co tak się ładnie czasami określa j
                      > ako wolę polityczną. I moim zdaniem tej woli będzie brakować, choć pod tym
                      wzgl
                      > ędem Wrocław i Dolny Ślaska nie prezentująsię źle.

                      Wiesz preslawie, tak na dobrą sprawę, to woli politycznej brakuje w tym kraju
                      od roku '90:) Dopóki ponad rację stanu politycy będą przedkładać swoje
                      partykularno-polityczne interesy, dopóty w kraju będzie się działo to co widać.
                      Politycy, miast poświęcać się sprawom drogim obywatelowi, niepotrzebnie tracą
                      czas i energię na ideowe przepychanki, a to niestety nigdy nie przekłada się na
                      dobro szarego człowieka.
                      Przydałby się rząd ekspertów, a nie politytków, jak to miało miejsce za
                      Grabskiego:)
                      • Gość: Rafis Re: Co zrobić by było lepiej. IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 29.09.05, 13:23
                        > Przydałby się rząd ekspertów, a nie politytków, jak to miało miejsce za
                        > Grabskiego:)

                        każdy taki rząd konczy tak samo :)
                  • no.logo Re: Do no.logo 28.09.05, 22:15
                    Nie chodzi o to, że "na ministra", tylko na _konkretnego_ ministra. Uważam, że Bogdan Zdrojewski, przy całym moim szacunku dla niego, nie jest specjalistą od infrastruktury. A ja bym chciał mieć ministra - specjalistę. I tyle.
    • Gość: Łoś_bimbacz nie przeszkadzać IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.05, 13:41
      Nie przeszkadzać, nie testować urzędowej kreatywności na firemkach, to
      ogólniki. Praktycznie; np. umożliwić przesyłanie deklaracji vat, pit pocztą
      elektroniczną, tak jak do zusu. Całodobowa poczta w rynku straci cześć
      klientów, ale firemki zajmą groszoróbstwem.
      • Gość: Rafis Konsultacje PO-PIS IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 29.09.05, 14:11
        Czterech na czterech :)
        W oby czwórkach po jednym naszym człowieku. W pierwszym bobsleju Schetyna a w
        drugim Ujazdowski :)
        • no.logo Re: Konsultacje PO-PIS 29.09.05, 16:33
          I obaj (prawie) się nie odzywali :-)
          Zaczęło się dobrze, ale potem z naszych polityków wyszła - niestey - "polskość". Mam tylko nadzieję, że to złe dobrego początki.
          • Gość: ! Podatki od firm. PiS stawia na amortyzację IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.09.05, 10:24
            Podatki od firm. PiS stawia na amortyzację

            Rafał Zasuń, Piotr Skwirowski 30-09-2005 , ostatnia aktualizacja 29-09-2005
            19:01

            Prawo i Sprawiedliwość chce zmienić zasady rozliczania inwestycji przez firmy.
            Im więcej inwestujesz w maszyny i technologie, tym mniej podatków będziesz
            płacił. Przedsiębiorcy mówią: To jest niezły pomysł

            Amortyzacja - to jedno ze słów kluczy w programie partii gospodarczym Prawa i
            Sprawiedliwości. Chodzi o metodę wrzucania w koszty firmy wydatków na
            inwestycje: nieruchomości, maszyny, technologie itd.

            Dziś bezpośrednio można wrzucać w koszty tylko towary warte nie więcej niż 3,5
            tys. zł. Resztę trzeba amortyzować, czyli co roku wrzucać w koszty określony w
            ustawie procent ich wartości. Np. przedsiębiorstwo X kupuje jakąś drogą maszynę
            za 5 mln zł. Nie można wrzucić w koszty całej ceny, lecz np. 20 proc. Całą
            maszynę amortyzuje się więc pięć lat. Korzysta na tym fiskus - firmy mają na
            papierze mniejsze koszty, a większe zyski, więc i płacą większe podatki.

            PiS: przyspieszamy

            PiS chce to zmienić. "Proponujemy przyspieszoną amortyzację. Obecnie
            bezpośrednio od dochodów [powinno być od przychodów - red.] można odliczyć
            koszty do 3,5 tys zł. Propozycja PiS zakłada możliwość odliczenia wszelkich
            kosztów zakupów środków trwałych, z wyjątkiem nabycia nieruchomości i
            samochodów" - czytamy w programie wyborczym Prawa i Sprawiedliwości.

            Co to oznacza? Przedsiębiorca X zamiast amortyzować swoją maszynę przez pięć
            lat, wrzuci ją od razu w koszty. Amortyzacja byłaby więc 100-proc. Radykalnie
            zmniejszy się więc podatek przedsiębiorcy w roku, w którym kupił maszynę.

            Autorzy programu PiS uważają, że to pomoże ruszyć z kopyta inwestycjom w
            firmach. Na razie rosną bardzo powoli - w drugim kwartale urosły zaledwie o 2,8
            proc.

            Co na to przedsiębiorcy? - To rzeczywiście mogłoby pomóc inwestycjom - mówi
            Ryszard Pietrzyk, współwłaściciel bieliźnianego potentata - firmy Eldar. -
            Oczywiście, stuprocentowa amortyzacja musiałaby być opcją podatkową, ale nie
            obowiązkiem - dodaje.

            Wiele firm bowiem chce pokazać zysk - np. te, które są na giełdzie, lub
            ubiegające się o unijne dotacje. Obowiązkowa 100-proc. amortyzacja sprawiłaby,
            że w niektórych latach byłoby to niemożliwe, bo każdy większy zakup natychmiast
            odbiłby się na wyniku finansowym na dany rok - koszty inwestycji zjadłyby zyski.

            Mali skorzystają

            Entuzjastycznie na pomysł PiS reaguje Stefan Kamiński, szef Krajowej Izby
            Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji zrzeszającej m.in. producentów
            telewizorów.

            - To dobry pomysł. Zamiast oddawać te pieniądze fiskusowi, firmy więcej
            zainwestują. To ważne zwłaszcza dla małych przedsiębiorstw, które dziś często
            kombinują. Zamiast kupować od razu zestaw komputerowy, który będzie kosztował
            więcej niż 3,5 tys. zł, kupują go w częściach po to, żeby od razu wrzucić w
            koszty - dodaje Kamiński. - Oczywiście wielkie korporacje tak nie postępują,
            ale to przecież małe firmy są siłą naszej gospodarki.

            Zdaniem Kamińskiego przedsiębiorcy częściej wymienialiby sprzęt. - Zamiast
            kupować kserokopiarkę czy maszyny co cztery lata, robiliby to co dwa.

            Ministerstwo finansów: skąd na to wziąć

            Co na to resort finansów? - Nie jest to zły pomysł - mówi Jarosław Neneman,
            wiceminister finansów odpowiedzialny za podatki. - Tyle tylko, że skutki
            budżetowe byłyby olbrzymie. Nie wiadomo więc, skąd wziąć na to pieniądze.

            Dziś wpływy z podatku od firm CIT to 18 mld zł. Gdyby przyspieszona amortyzacja
            weszła w życie, ubyłoby co najmniej kilka miliardów. Wprawdzie kandydat PiS na
            premiera Kazimierz Marcinkiewicz już zapowiedział, że ten punkt programu może
            ruszyć dopiero w 2007 r., ale i tak nie wiadomo, skąd wziąć na niego pieniądze.

            Neneman uważa, że resort finansów miał lepszy pomysł na rozruszanie inwestycji -
            wariant estoński. Firmy nie płaciłyby podatku od zysku, który zostaje w
            firmie. Resort zawarł taki projekt w przyjętej pół roku temu strategii reformy
            finansów publicznych, ale opozycja stwierdziła, że ma własne pomysły.

            - Pomysł PiS ma jedną wadę: komplikuje system podatkowy zamiast go upraszczać -
            mówi Neneman. Od razu bowiem pojawiają się wątpliwości - według jakich zasad
            wybierać stawkę amortyzacji? Dlaczego tę maszynę amortyzujesz dwa lata, a tę od
            razu wrzucasz w koszty? Przez ile lat można rozliczać straty? Poza tym wszelkie
            planowanie dochodów z CIT byłoby bardzo trudne.

            Jeremi Mordasewicz, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych, o
            pomyśle PiS wypowiada się "umiarkowanie pozytywnie". - Najlepsza byłaby obniżka
            CIT, Jeśli nie, to za lepszy uważam proponowany przez resort finansów wariant
            estoński. Pomysł PiS jest mało elastyczny. Np. jeśli firma uzna, że
            najważniejsze dla niej nie jest kupowanie środków trwałych, lecz kapitał
            obrotowy po to, żeby udzielić klientom kredytu kupieckiego, albo podnieść
            pensje pracownikom, to z pomysłu PiS w ogóle nie skorzysta - tłumaczy ekspert
            PKPP.

            PO: to niepoważne

            A co na to ewentualny koalicjant PiS, czyli PO? - Rozważaliśmy takie
            rozwiązanie. Musiałoby ono jednak oznaczać potężny uszczerbek budżetowy. Uważam
            więc, że jego przedstawianie, niepoparte wyliczeniami przygotowanymi przez
            Ministerstwo Finansów, jest po prostu niepoważne - powiedział "Gazecie" Rafał
            Antczak, ekonomista doradzający PO.

            Zdradził, że Platforma przygotowywała rozwiązanie umożliwiające firmom
            wpisywanie w koszty wydatków na zakup samochodów oraz większość wydatków
            związanych z ich użytkowaniem.

            - Wprowadzenie pełnego odliczenia wszelkich kosztów zakupu środków trwałych
            jest możliwe. Teoretycznie. Obawiam się jednak, że w praktyce budżetu nie
            będzie na to stać - powiedziała nam Irena Ożóg, była wiceminister finansów,
            dziś doradca podatkowy. - Z całą jednak pewnością przyspieszenie amortyzacji z
            ograniczeniami dotyczącymi nieruchomości to dobry pomysł.

            Jej zdaniem gdyby budżet to udźwignął, można by pójść jeszcze dalej. - Na
            Zachodzie stosowane jest odliczanie strat wstecz. Dzięki temu firma, która ma
            straty, a wcześniej miała dochody, może sobie te straty wstecznie odliczyć od
            dochodów. Składa w tym celu korekty zeznań za lata z dochodami i uwzględnia w
            nich straty. Firma dostaje wtedy zwrot podatku, który zapłaciła wcześniej.

            gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,2943281.html
            • Gość: ! Spory o prywatyzację w przyszłej koalicji IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.09.05, 11:48
              Przyszły rząd musi rozstrzygnąć, ilu firm chce się pozbyć

              Spory o prywatyzację w przyszłej koalicji


              Anachronizm, kapitalizm państwowy, karuzela stanowisk - tak prywatyzację według
              PiS określają liberalni eksperci. PiS chce utrzymać kontrolę nad 100 spółkami,
              PO zamierza sprzedać wszystko


              Program prywatyzacji PiS jest na razie programem wyborczym. Ile z niego
              zostanie zrealizowane, zależy od determinacji polityków PiS i ich partnerów z
              PO. Starcie dwóch koncepcji może zaowocować znalezieniem złotego środka między
              silnym państwem w gospodarce PiS a liberalnym podejściem Platformy.

              PiS dzieli państwowe spółki na trzy grupy. Pierwsza to kilkanaście firm, w
              których państwo pozostawi sobie pełnię władzy. Marek Suski, poseł PiS,
              wyjaśnia, że w tych przedsiębiorstwach państwo ma mieć od 80 do 100 proc.
              akcji. Chodzi o to, żeby prywatny akcjonariusz nie mógł zablokować kluczowych
              decyzji. Druga grupa to spółki, w których minister skarbu będzie dysponował
              przynajmniej połową akcji (plus jedna). Ostatnia - firmy, w których państwo
              będzie miało 25 proc. akcji (plus jedna).

              Ważne dla państwa, ważne dla gospodarki
              PiS chce pełnej kontroli w spółkach, które są "ważne z punktu widzenia
              bezpieczeństwa gospodarczego, istotnych powodów regionalnych lub konieczności
              tworzenia marki polskiej". Z kilkunastu firm należących do tej grupy w
              dokumencie PiS wymienia tylko kilka. Trudno jednak wśród nich znaleźć taką,
              która "tworzy markę polską". Być może chodzi o Lasy Państwowe lub Telewizję
              Polską i Polskie Radio. PiS ma też zamiar utrzymać kontrolę nad górnictwem
              węgla kamiennego i brunatnego. To zaskakujące, zwłaszcza wobec planów
              prywatyzacji węglowych holdingów.

              Nie wiadomo, co zapisy w dokumencie PiS będą oznaczać dla kopalń węgla
              brunatnego w Bełchatowie i Turowie, które wraz z trzema elektrowniami należą do
              grupy BOT. Grupa wybiera się na giełdę, a PiS nie zamierza się temu
              sprzeciwiać. Uważa jednak, że państwo powinno mieć 50 proc. plus jedną akcję
              BOT.

              Jeśli program PiS wejdzie w życie, nie będzie dalszej prywatyzacji KGHM Polska
              Miedź. Partia chce bowiem utrzymać obecnie posiadany przez państwo pakiet ok.
              45 proc. akcji. Nikłe szanse na znalezienie inwestora będzie miała Grupa Lotos,
              drugi w kraju producent paliw. Jeśli rząd ma posiadać minimum połowę akcji, to
              może jeszcze sprzedać na giełdzie najwyżej 7 - 8 proc.

              Plany PiS nie przeszkodzą upublicznieniu PLL LOT. Spółka przygotowuje się do
              wejścia na giełdę w pierwszym półroczu 2006 r., jeszcze w tym roku ma powstać
              prospekt emisyjny. Po podwyższeniu kapitału w efekcie emisji akcji udział
              skarbu państwa w PLL LOT spadnie z obecnych 67,9 proc. do 51 proc. Obowiązek
              utrzymania przez państwo takiego udziału w przewoźniku nakłada ustawa z 1991 r.
              o przekształceniu własnościowymprzedsiębiorstwa państwowego PLL LOT.

              Musimy chronić nasze interesy
              Może się jednak zaostrzyć spór polskich władz z Eureko w sprawie prywatyzacji
              PZU, bo PiS chce, aby rząd miał 50 proc. akcji ubezpieczyciela. - Przypominam,
              że Eureko nadal ma wiążącą umowę z Polską w sprawie zakupu dodatkowego pakietu
              udziałów, który daje holenderskiemu inwestorowi prawo własności ponad 51 proc.
              papierów PZU. Będziemy szczęśliwi, jeżeli nowy polski rząd będzie chciał z nami
              rozmawiać, bo tylko w rozmowie można rozwiązać ten problem - mówi "Rz" Lorrie
              Morgan, rzeczniczka prasowa Eureko.

              Marek Suski tłumaczy, że jego partia chce zabezpieczyć nasze interesy. -
              Energetyka to kluczowa branża, górnictwo też musimy kontrolować na wypadek
              kryzysu paliwowego, PKO BP jest potrzebne rządowi do prowadzenia aktywnej
              polityki gospodarczej - wyjaśnia.

              Po co państwu skupiający trzy niesprywatyzowane jeszcze Polfy Polski Holding
              Farmaceutyczny? - Bo produkuje tanie polskie leki. Obawiamy się, że jeśli
              przejmie go zagraniczna firma, stopniowo zastąpi je droższymi lekami
              zagranicznymi, na czym straci budżet, który dofinansowuje farmaceutyki -
              tłumaczy ekspert PiS. Z kolei Totalizator Sportowy ma pozostać państwowy, bo z
              pieniędzy z zakładów finansuje budowę obiektów sportowych. - Żaden prywatny
              inwestor by tego nie robił - twierdzi Marek Suski.

              Twarde partnerstwo
              Co na to potencjalny koalicjant PiS? Co prawda przed wyborami lider partii Jan
              Rokita zgadzał się z PiS, że trzeba znacjonalizować EuRoPol Gaz, ale to chyba
              jedna z nielicznych spraw, w których oba ugrupowania wypowiadają się jednym
              głosem.

              - Zdecydowanie się różnimy - ocenia Adam Szejnfeld, poseł Platformy
              Obywatelskiej, porównując program prywatyzacyjny PiS i swojej partii. - Pogląd,
              że państwo może chronić swoje strategiczne interesy tylko poprzez posiadanie
              pakietów akcji ważnych spółek, to anachronizm.

              PO też ma własny podział na trzy grupy firm. Pierwsza to przedsiębiorstwa, w
              których państwo posiada tzw. resztówki - trzeba się ich jak najszybciej pozbyć.
              Druga to duże, wartościowe firmy, które również trzeba sprzedać, ale w
              najbardziej korzystnym momencie. I wreszcie trzecia grupa: podmioty ważne dla
              bezpieczeństwa państwa, zwłaszcza energetycznego. - Tu też jednak nie widzimy
              państwa jako właściciela. Naszym zdaniem interesy kraju można zabezpieczyć za
              pośrednictwem instytucji regulujących rynek - wyjaśnia ekspert PO.

              Skoro obie partie tak się różnią w podejściu do prywatyzacji, czy jest szansa
              na kompromis? - Jesteśmy gotowi negocjować zakres i tempo prywatyzacji -
              deklaruje poseł Szejnfeld.

              AGNIESZKA ŁAKOMA MARCIN CZEKAŃSKI, współpr. a.bu., a.h.b., b.c.
              "RZECZPOSPOLITA"
              • Gość: ! Ekonomiści: Gospodarkę oddajcie lepiej Platformie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.10.05, 10:34
                Ekonomiści: Gospodarkę oddajcie lepiej Platformie

                Kazimierz Marcinkiewicz, kandydat PiS na premiera, zapowiada, że osobą
                odpowiedzialną za przygotowanie budżetu w Kancelarii Premiera będzie Cezary
                Mech. Nie wyjaśnił jednak, czy osoba odpowiedzialna za budżet ma być ministrem
                finansów. Ekonomiści i przedstawiciele biznesu nie wymieniają jednak Cezarego
                Mecha wśród najlepszych kandydatów na szefów resortów gospodarczych.

                Minister finansów w nowym rządzie będzie miał trudne zadanie. Według Kazimierza
                Marcinkiewicza wprowadzenie w życie programu gospodarczego PiS może kosztować
                od 12 do 14 mld zł, które trzeba wygospodarować w budżecie. Tymczasem PiS
                zapowiada redukcję deficytu z 32,6 do 30 mld zł w 2006 r.

                Znać się na rzeczy

                Na razie nie wiadomo, kto będzie tworzył przyszły gabinet. Ludzie biznesu chcą
                kogoś, kto ich zrozumie.

                — Moim marzeniem jest, by osoby, które obejmą resorty gospodarcze, nie
                pochodziły ze świata polityki i miały jakiekolwiek doświadczenie w biznesie.
                Bardzo trudno bowiem rozmawia się z ludźmi, którzy przez całe życie zajęci są
                robieniem urzędniczej kariery i nie przekonali się na własnej skórze o
                problemach, z jakimi borykają się przedsiębiorcy. Nie chciałbym także, by
                ministerstwa objęły osoby z politycznego rozdania — mówi Jerzy Bartnik, prezes
                Związku Rzemiosła Polskiego.

                Jeremi Mordasewicz, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych
                Lewiatan, ma nadzieję, że osoby mianowane na ministrów resortów gospodarczych
                będą znały się na gospodarce.

                — Chodzi o zwolenników gospodarki rynkowej, która polega na zmniejszaniu
                obecności państwa w gospodarce, a nie na jej zwiększaniu. Ministrowie powinni
                też być odważni. Obawiam się, że w nowym rządzie będą oni jedynie realizatorami
                wizji premiera — uważa ekspert Lewiatana.

                Jego zdaniem, dla przedsiębiorców i gospodarki byłoby lepiej, gdyby resorty
                gospodarki, skarbu i infrastruktury objęli przedstawiciele PO.

                Rynek się nie podnieca

                Tymczasem według Łukasza Tarnawy, głównego ekonomisty PKO BP, personalia w
                nowym rządzie są kwestią drugorzędną.

                — Najważniejszy jest program oraz to, czy będzie realizowany. Poszczególni
                ministrowie muszą być lojalni wobec premiera, tworzyć zgrany zespół i mieć
                zdolności organizacyjne. Kazimierz Marcinkiewicz jest gwarantem woli reform,
                jest też gospodarczo zorientowany. Dla rynku nie jest najważniejsze, kto
                obejmie fotele ministerialne — uważa ekonomista PKO BP.

                Ministerstwo Finansów

                prof. Jan Winiecki, główny ekonomista West LB

                - Bardzo żałuję, że z PO odeszła Zyta Gilowska, która ze swoim doświadczeniem w
                finansach publicznych, a zwłaszcza w finansach samorządów terytorialnych,
                byłaby idealnym kandydatem na szefa resortu finansów. Trudna do pokonania
                byłaby również Hanna Gronkiewicz-Waltz, która już jako szef NBP pokazała, że ma
                cechy pozwalające pełnić wysokie i odpowiedzialne stanowisko w finansach.

                Alfred Adamiec, doradca inwestycyjny TUnŻ Nationwide

                - Wydaje się, że do zaakceptowania dla obu stron byłby Bogusław Grabowski, były
                członek RPP, zaliczany raczej do obozu jastrzębi. W tym resorcie potrzeba
                fachowca, a nie polityka.

                Marek Rogalski, analityk Palladia Capital Markets

                - Ze względu na kompetencje dobrą kandydatką na fotel ministra finansów jest
                Hanna Gronkiewicz-Waltz. Gwarantowałaby ona dobrą współpracę resortu z RPP, co
                byłoby dobrze odebrane przez rynki finansowe.

                Richard Mbewe, główny ekonomista WGI DM

                - Myślę, że rola tego ministerstwa będzie podobna do tej, jaką pełnił przez
                ostatni rok resort kierowany przez Mirosława Gronickiego. Takiego też potrzeba
                ministra: księgowego, który będzie stanowczy, który będzie umiał
                powiedzieć „nie” w przypadku prób wprowadzenia w życie pomysłów szkodliwych dla
                finansów. Z tej perspektywy nie rekomedowałbym Cezarego Mecha, kandydata PiS, z
                jego socjalnymi pomysłami. Człowiekiem, który mógłby sprawdzić się jako
                minister finansów, jest Zyta Gilowska.

                anonimowo analityk bankowy

                - Resort finansów straci dotychczasową pozycję, bo najważniejsze zadania, w tym
                konstruowanie budżetu, przeniesione zostaną do Kancelarii Premiera. Potrzebny
                jest zatem dobry egzekutor rządowego planu, księgowy, który twardo trzymałby
                wydatki państwa. Taką osobą jest Stefan Kawalec. Trudno jednak wyobrazić sobie,
                że rząd powierzy mu tekę, skoro resort objąć ma ktoś z PiS.

                Marek Zuber, główny ekonomista IDM

                - Osobą, której atutem byłby na pewno dobry kontakt z NBP, jest Hanna
                Gronkiewicz-Waltz. Wie, jak reformować finanse publiczne. Resort — oprócz
                księgowego — potrzebuje też kogoś, kto znałby się na zawiłościach prawniczych.
                Hanna Gronkiewicz-Waltz dawałaby szansę na rozpoczęcie procesu zmian niejasnych
                i występujących w nadmiarze przepisów.

                Bogdan Wyżnikiewicz, prezes IBnGR

                - Minister zawiadujący finansami państwa powinien mieć doświadczenie w jakiejś
                dużej instytucji finansowej, np. banku, i mieć silną osobowość. Szczególnie ta
                druga cecha będzie decydująca przy podejmowaniu decyzji o obronie obecnego
                modelu finansowo-gospodarczego czy też jego reformie. Niewiele jest takich
                osób. Mirosław Gronicki mógłby być takim kandydatem.

                Andrzej Malinowski, prezydent KPP

                - Oprócz znajomości makroekonomii nowy minister finansów powinien mieć wolę
                gruntownej reformy struktury i systemu działania resortu. Trzeba wreszcie
                zerwać z antygospodarczym fiskalizmem. To może zrobić tylko człowiek z
                zewnątrz. Dobrymi kandydatami są Stefan Kawalec lub Rafał Antczak.

                Ministerstwo Skarbu Państwa

                prof. Jan Winiecki

                - Resortowi skarbu przydałby się dobry prawnik i jednocześnie osoba mająca
                serce i wolę prywatyzacji. Takich ludzi widzę, niestety, tylko poza PiS i nie
                sądzę, by chcieli przejść z sektora prywatnego do rządu. Tym bardziej że bracia
                Kaczyńscy już deklarują, że są przeciw prywatyzacji górnictwa. Na pewno nie
                zostawiliby więc wolnej ręki przyszłemu szefowi resortu.

                Alfred Adamiec

                - Nie widzę dobrych kandydatur.

                Marek Rogalski

                - Tu przydałby się silny, twardy polityk, z jasną wizją tego, co chce zrobić.
                Dobrym kandydatem mogłaby być Hanna Gronkiewicz-Waltz, która jako prezes NBP
                nie ulegała naciskom ze strony polityków. W PiS nie widzę nikogo, kto miałby
                takie cechy.

                Richard Mbewe

                - Obsada tego stanowiska będzie zależała od tego, na jaką politykę
                prywatyzacyjną zdecyduje się przyszły rząd: na kontynuację czy zatrzymanie
                procesów prywatyzacyjnych. Najlepszym rozwiązaniem byłaby rozsądna
                prywatyzacja, z uwzględnieniem spółek, które powinny jednak pozostać w rękach
                państwa. Nasza gospodarka ma zaledwie 16 lat. Dlatego należy prywatyzować z
                umiarem. Człowiekiem takiego kompromisu jest Jacek Socha. Dobrze byłoby, gdyby
                nowy rząd pokazał inwestorom, że ponad politykę stawia fachowość.

                Marek Zuber

                - Na tym stanowisku widziałbym Mirosława Stycznia, Wojciecha Jasińskiego (obaj
                z PiS) lub Rafała Zagórnego (PO). Cała trójka ma wystarczającą wiedzę na temat
                własności skarbu państwa, rynku i kwestii kapitałowych.

                Jerzy Bartnik, prezes Związku Rzemiosła Polskiego

                - Żeby mówić o tym ministrze, trzeba znać wizję przyszłego rządu w dziedzinie
                prywatyzacji. Będzie to jedna z bardziej spornych kwestii. Tu potrzebny jest
                rozsądek. Prywatyzacji nie można przerwać, jednak trzeba uważać, by nie stała
                się procesem walki politycznej. Na tym stanowisku sprawdził się Jacek Socha.
                Był gotów poczekać i przyjąć argumenty obu stron. Jego polityka była wyważona.

                Bogdan Wyżnikiewicz

                - Łatwiej byłoby wymienić cechy, jakich nie powinien mieć minister skarbu. Na
                pewno musi posiadać duże doświadczenie i być zdecydowany. Bardzo dobrym
                kandydatem byłby Jacek Socha, który mimo nacisków politycznych dokonał
                rewolucji w myśleniu o prywatyzacji. Niezłym kandydatem byłby także Kazimierz
                Marcinkiewicz, ale to już nieaktualne. Gdyby jednak wskazanie padło
                • Gość: ! Re: Ekonomiści: Gospodarkę oddajcie lepiej Platfo IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.10.05, 10:35
                  CD >>>>>>>>>.

                  Bogdan Wyżnikiewicz

                  - Łatwiej byłoby wymienić cechy, jakich nie powinien mieć minister skarbu. Na
                  pewno musi posiadać duże doświadczenie i być zdecydowany. Bardzo dobrym
                  kandydatem byłby Jacek Socha, który mimo nacisków politycznych dokonał
                  rewolucji w myśleniu o prywatyzacji. Niezłym kandydatem byłby także Kazimierz
                  Marcinkiewicz, ale to już nieaktualne. Gdyby jednak wskazanie padło na Jacka
                  Sochę, byłby to bardzo dobry sygnał dla rynku, że premier z PiS docenia
                  fachowców i na nichstawia.

                  Andrzej Malinowski

                  - Jestem przeciwnikiem utrzymywania tego resortu, bo nie można zarządzać
                  majątkiem w oderwaniu od polityki gospodarczej. Jego kompetencje należałoby
                  podzielić między resorty gospodarki i finansów.

                  MGiP

                  prof. Jan Winiecki

                  - Najchętniej zlikwidowałbym to ministerstwo. Nie jest wcale potrzebne, a wiele
                  jego kompetencji pokrywa się z zadaniami innych resortów.

                  Alfred Adamiec

                  - Nie widzę dobrych kandydatur.

                  Marek Rogalski

                  - To niepotrzebny resort. Im mniej państwo miesza się w gospodarkę, tym lepiej.
                  Część niezbędnych kompetencji mogłoby ewentualnie przejąć MSP.

                  Richard Mbewe

                  - To, kto najlepiej sprawdziłby się na fotelu ministra gospodarki, zależy od
                  zakresu działania, jaki w nowym rządzie będzie miał ten resort. Nowy minister
                  gospodarki powinien skupić się na małej i średniej przedsiębiorczości. Powinien
                  rozwijać ten sektor, by stał się jednym z trzonów wzrostu gospodarczego.
                  Powinien organizować pieniądze z Unii Europejskiej i pomagać przedsiębiorcom je
                  wykorzystywać. Musi też umieć uruchomić pieniądze na partnerstwo publiczno-
                  prywatne i skierować je na nakręcanie koniunktury. Potrzeba zatem menedżera,
                  praktyka obeznanego ze światem biznesu, a nie polityką. Na tym stanowisku
                  widziałbym Wiesława Walendziaka lub zasiadającego dziś w radzie nadzorczej
                  telewizji Adama Pawłowicza.

                  Marek Zuber

                  - Najlepszym kandydatem jest Adam Szejnfeld. Od wielu lat zajmuje się
                  gospodarką, zarówno w Sejmie, jak i w terenie. Jest fachowcem, ma doskonały
                  kontakt z biznesem. Jego kandydaturę dobrze przyjęliby przedsiębiorcy,
                  inwestorzy i obie rządzące partie.

                  Jerzy Bartnik

                  - Osobą, która ma doświadczenie, jest Adam Szejnfeld (PO), przewodniczący
                  sejmowej Komisji Gospodarki. Jego wiedza pochodzi z bardzo mocnego kontaktu ze
                  środowiskiem biznesowym. Podobnie oceniam też posła Artura Zawiszę (PiS), który
                  może się poszczycić bardzo dobrym zrozumieniem polskich uwarunkowań
                  gospodarczych.

                  Bogdan Wyżnikiewicz

                  - Gospodarce potrzebna jest wizja szybkiego rozwoju, a nie silne naciski na
                  wykorzenianie korupcji, która jeszcze zwiększy odpowiedzialność urzędniczą i
                  przyczyni się do opieszałości w wydawaniu decyzji administracyjnych. Niezłym
                  kandydatem na ministra gospodarki byłby Adam Szejnfeld.

                  Andrzej Malinowski

                  - Najlepszym kandydatem jest Adam Szejnfeld. Po pierwsze — jest bardzo dobrze
                  przygotowany merytorycznie, bo od kilku lat jest szefem sejmowej Komisji
                  Gospodarki. Po drugie — zna dokładnie funkcjonowanie samorządów, a polityka
                  gospodarcza będzie inspirowała głównie lokalne przedsięwzięcia. Tu rozegra się
                  też problem walki z bezrobociem.

                  MSZ

                  Bogdan Wyżnikiewicz

                  - Idealny kandydat powinien znać biegle kilka języków obcych, mieć
                  doświadczenie w polityce, dobrą ugruntowaną pozycję międzynarodową, prestiż i
                  umiejętności negocjacyjne. Wśród najlepszych kandydatów widzę Władysława
                  Bartoszewskiego i Jacka Saryusza-Wolskiego.

                  Andrzej Malinowski

                  - Kandydat na szefa tego resortu powinien wykazać się biegłą znajomością
                  tematyki międzynarodowej, sporym doświadczeniem i umiejętnością korelacji
                  polityki z gospodarką. To przecież umiejętna dyplomacja otwiera drzwi
                  biznesowi. Bezkonkurencyjnym kandydatem jest Jacek Saryusz-Wolski.

                  Bartosz Krzyżaniak, MIR, KZ, BMK, » b.krzyzaniak@pb.pl


                  "PULS BIZNESU"
                  • preslaw Re: Ekonomiści: Gospodarkę oddajcie lepiej Platfo 04.10.05, 11:01
                    A cóż takiego dobrego dla budżetu i dla gospodarki zrobił Mirosław Gronicki?
                    Odchodziący rząd, w którym jest jeszcze ministrem Gronicki zaproponował by
                    obciąć wydatki na drogi! Moim zdaniem dobrym kandydatenm na to stanowisko
                    mógłby być Stefam Kawalec. Za Winieckim uważam, że niezła byłaby Gilowska. jej
                    w ogóel teraz brak. Dałaby sobie radę z Kaczyńskimi. Pozbycie się Gilowskiej to
                    chyba największy błąd Tuska. To ją powinien wystawaić na pierszą linię frontu
                    walki z PiSem a nie rozmemłanego, niekomunikatywnego Schetynę.
                    • Gość: Rafis szóstka IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 06.10.05, 11:18
                      Sześciu naszych rozdaje karty - Jeszcze nigdy tylu Dolnoślązaków nie
                      uczestniczyło bezpośrednio w walce o władzę w Polsc

                      Czwartek, 6 października 2005r.

                      Możemy mieć trzech ministrów, szefów koalicyjnych partii oraz wpływowego
                      doradcę prezydenta.
                      Wśród kandydatów do ministerialnych tek wymienia się Kazimierza Michała
                      Ujazdowskiego,
                      Zbigniewa Chlebowskiego i Bogdana Zdrojewskiego



                      Ale to nie oni grają w tej chwili w Warszawie pierwsze skrzypce.
                      Najmocniejszymi Dolnoślązakami są Adam Lipiński i Grzegorz Schetyna, choć
                      nazwisko żadnego z nich nie pojawia się w kontekście przyszłego rządu. Pierwszy
                      jeszcze dwa tygodnie temu był wskazywany jako szef kancelarii premiera
                      Jarosława Kaczyńskiego. Drugiego wymieniano jako kandydata na ministra spraw
                      wewnętrznych. Jednak najbardziej prawdopodobne jest, że obaj będą raczej
                      piastować wysokie funkcje
                      w partiach i klubach poselskich Prawa i Sprawiedliwości i Platformy
                      Obywatelskiej, a nie w ławach rządowych.
                      Poczet wpływowych mieszkańców naszego regionu zamyka Jacek Protasiewicz.
                      Wrocławski europejski deputowany kieruje kampanią prezydencką Donalda Tuska i
                      jest postrzegany jako autor letniego sukcesu kandydata, który wydawał się być
                      skazany na porażkę.
                      Najmocniejsza w historii wolnej Polski reprezentacja Dolnego Śląska może
                      spowodować, że w końcu nasz region nie będzie postrzegany w Warszawie jak
                      odległa prowincja, która z problemami musi sobie radzić sama.

                      Sekretarz generalny Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna oraz
                      wiceprzewodniczący klubu poselskiego i partii Prawo i Sprawiedliwość Adam
                      Lipiński to w tej chwili absolutna Polska ekstraklasa polityczna. Pierwszy jest
                      w czteroosobowym zespole (obok Jana Rokity, Bronisława Komorowskiego i Hanny
                      Gronkiewicz-Waltz), który z ramienia PO będzie negocjował program przyszłego
                      rządu. Drugi to, obok Ludwika Dorna, najbliższy współpracownik braci
                      Kaczyńskich i szara eminencja PiS-u. To on w tej chwili ma utrzymać w ryzach
                      posłów PiS-u i struktury tej partii. Żeby uniknąć schematu, jaki kilka lat temu
                      spotkał AWS.
                      Obaj politycy, mimo różnic w poglądach, są do siebie bardzo podobni. Konkretni
                      i sprawni – w blasku kamer i fleszy nie czują się tak dobrze, jak ich koledzy.
                      Obaj też jak ognia unikają rozmów o tym, jaką tekę lub fotel dostaną przy
                      podziale stanowisk.
                      – Najważniejszy jest program nowego rządu. Kto go będzie realizował to naprawdę
                      drugorzędna sprawa – mówi Grzegorz Schetyna, który prawdopodobnie pozostanie
                      sekretarzem partii i być może będzie też kierował klubem poselskim.
                      Podobnie jak w swojej formacji Adam Lipiński.
                      – Żeby zostać ministrem, trzeba wcześniej ciężko pracować w komisjach
                      sejmowych. I długo się do tego przygotowywać. Ja siebie nigdzie tam nie widzę.
                      Wolę robić to, co teraz – mówi poseł PiS-u z okręgu jeleniogórsko-wałbrzyskiego.

                      Pogłoski niebezpieczne
                      Ale to niejedyni przedstawiciele z Dolnego Śląska, którzy mają realny wpływ na
                      kształt Polski
                      w najbliższych czterech latach.
                      Z wrocławskiej listy PiS-u do parlamentu wszedł, z dziewiątym wynikiem w kraju,
                      Kazimierz Michał Ujazdowski. Wicemarszałek poprzedniego Sejmu. I były minister
                      kultury. Ujazdowski to wysoka figura w talii Kaczyńskich. W Prawie i
                      Sprawiedliwości zajmuje się ostatnio sprawami zagranicznymi i jest
                      prawdopodobne, że właśnie taką tekę obejmie w rządzie Kazimierza
                      Marcinkiewicza. O ile nie wybierze jej dla siebie Jan Rokita.
                      Nazwisko posła z wrocławskiej listy PiS-u pojawia się także wśród kandydatur do
                      teki ministra kultury i objęcia fotela marszałka Sejmu. – Proszę mnie nie
                      zmuszać, bym komentował takie pogłoski. W Polsce takie plotki są niebezpieczne,
                      bo najczęściej oznaczają, że dany polityk takiej funkcji nie dostanie – mówi
                      Kazimierz Michał Ujazdowski.
                      Prawda jest taka, że o tym, gdzie ostatecznie skończy ten polityk, zadecydują
                      rozmowy koalicyjne.

                      W górę i w bok
                      Jeszcze lepszy wynik, bo piąty w kraju, zdobył we Wrocławiu Bogdan Zdrojewski.
                      Były prezydent Wrocławia w poprzedniej kadencji był mało widoczny, mimo że
                      szefował stałej podkomisji sejmowej. Jednak samorządy (a tym się zajmuje w PO)
                      nie były modne i Zdrojewski nie pojawiał się w mediach. Nie zdobył też sobie
                      kluczowej roli w Platformie. Teraz jednak uzyskał więcej głosów niż Jan Rokita
                      i jego znaczenie w partii rośnie. Jego nazwisko pojawia się wśród kandydatów do
                      teki ministra kultury, ale nominacja zależy od rozmów koalicyjnych.
                      Zupełnie inaczej jest ze Zbigniewem Chlebowskim, wałbrzyskim posłem PO. Przez
                      cztery lata był on drugim ekspertem swojej partii w kwestiach ekonomicznych.
                      Wydawało się, że po rezygnacji Zyty Gilowskiej to on będzie nadawał ton swojej
                      partii w tej dziedzinie. Jednak koledzy mają mu za złe, że w kampanii wyborczej
                      nie był w stanie obronić przed atakami PiS-u podatku liniowego 3 razy 15.
                      Wydaje się, że także w tej kadencji będzie ekonomicznym numerem 2 w Platformie,
                      bo to nie on, ale Hanna Gronkiewicz-Waltz uczestniczy w formowaniu rządu. Czy
                      któreś z ministerstw gospodarczych dostanie się Chlebowskiemu? Nie wiadomo.
                      Jeśli jednak znajdzie się poza rządem – z całą pewnością będzie mocnym
                      kandydatem na szefa komisji finansów, która ma ogromy wpływ na to, gdzie
                      trafiają budżetowe pieniądze.

                      Młoda krew
                      Ostatni, ale wcale nie najmniej ważny, jest szef kampanii prezydenckiej Donalda
                      Tuska – Jacek Protasiewicz. Młody wrocławski europoseł przebojem wdarł się do
                      politycznej pierwszej ligi. Zanim zaczął zajmować się kampanią Tuska,
                      prezydencki kandydat Platformy tracił dystans do rywali. Teraz jest liderem
                      sondaży. Partyjni koledzy, podobnie jak polityczni rywale, doceniają
                      umiejętności byłego rzecznika prasowego wrocławskiego magistratu.
                      – Koncentruję się tylko na kampanii prezydenckiej. Na rozmowy koalicyjne i
                      zakulisowe rozgrywki zupełnie nie mam czasu – mówi Jacek Protasiewicz.
                      Europejski deputowany z PO nie wie także, co będzie robił po wyborach
                      prezydenckich. Jak sam mówi, z Brukseli rezygnować nie zamierza. – Być może
                      prezydent Tusk poprosi go o to, by został jego doradcą. Protasiewicz z Brukseli
                      chyba nie zrezygnuje, ale uzyskany w tej kampanii kapitał polityczny i wpływy w
                      otoczeniu Donalda Tuska kiedyś zaprocentują – ocenia jeden z dolnośląskich
                      polityków PO. •

                      Bartłomiej Knapik - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
                      • Gość: ! Zmian w podatkach nie będzie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.10.05, 10:20
                        Zmian w podatkach nie będzie


                        Obniżenie wydatków i niewielki wzrost dochodów - jak dowiedziała się "Rz",
                        takie są propozycje zmian do ustawy budżetowej na przyszły rok przygotowywane
                        przez Prawo i Sprawiedliwość


                        Kazimierz Marcinkiewicz, kandydat na premiera, zapowiedział, że w przyszłym
                        roku nie będzie zmian w podatkach.

                        - W ciągu dwóch, trzech miesięcy chcemy przygotować odpowiednie propozycje,
                        które Sejm uchwaliłby na przełomie czerwca i lipca. Jednak zaczną one
                        obowiązywać dopiero od początku 2007 r. - powiedział polityk PiS. Przypomnijmy,
                        że jeszcze parę dni temu mówiono o likwidacji od przyszłego roku opodatkowania
                        przychodów z oszczędności (podatek Belki).

                        Prawo i Sprawiedliwość zakłada natomiast obniżenie wydatków - w stosunku do
                        projektu budżetu złożonego przez odchodzącego ministra finansów Mirosława
                        Gronickiego - o 2,2 mld zł. - Deficyt budżetowy może zostać obniżony do 30 mld
                        zł. Dochody budżetowe w 2006 r. wyniosłyby 191,7 mld zł, a wydatki 221,7 mld
                        zł - powiedział "Rz" Cezary Mech, który jest kandydatem PiS na ministra
                        finansów. Przypomnijmy, że odchodzący szef resortu finansów Mirosław Gronicki w
                        projekcie budżetu na 2006 r. proponował, aby dochody budżetowe wyniosły 191,3
                        mld zł, a wydatki 223,9 mld zł. A planowany niedobór w kasie państwa to prawie
                        33 mld zł.

                        Co powiedzą partnerzy
                        - Bez konsultacji z partnerami z przyszłej koalicji trudno podać szczegóły.
                        Chcemy jednak iść w kierunku obniżenia wydatków administracyjnych - wyjaśnia
                        Mech. - Instytucje budżetu dostaną niższe limity wydatków, a poza tym
                        rozpocznie się realizacja programu "Tanie państwo" - dodaje. Wspomniany przez
                        niego program zakłada m.in. likwidację części specjalistycznych inspekcji oraz
                        agencji i funduszy.

                        - Być może jeszcze na początku 2006 r. nie będzie widoczny spadek wydatków
                        administracyjnych, ale w skali całego roku nastąpi ich zmniejszenie - tłumaczy
                        Cezary Mech. Zastrzega, że ostateczny kształt autopoprawki zależy od
                        konsultacji z Platformą Obywatelską.

                        Również Kazimierz Marcinkiewicz powiedział wczoraj na konferencji prasowej
                        poświęconej programowi przyszłego rządu, że chce rozmawiać o autopoprawce do
                        budżetu na 2006 r. z Janem Rokitą,kandydatem Platformy Obywatelskiej na
                        wicepremiera.

                        PO chce niższego deficytu
                        - Zgadzamy się, że trzeba przygotować autopoprawkę do projektu budżetu, należy
                        zmniejszyć założony w projekcie obecnego rządu deficyt, trzeba również
                        ograniczyć wydatki administracyjne - mówi "Rz" Zbigniew Chlebowski, poseł PO.

                        Platforma ma jednak jedno zastrzeżenie. - Nie podoba nam się propozycja
                        kandydata na premiera, mówiąca, iż deficyt przez trzy następne lata ma być
                        stały i wynosić dokładnie 30 mld zł - mówi Chlebowski. - Problemem Polski
                        jestogromny dług publiczny, konsekwencją tego są wysokie koszty jego obsługi.
                        Dlatego deficyt należy zmniejszać tak bardzo, jak to tylko możliwe. - Nie
                        powinno być większych problemów z uzgodnieniem autopoprawki, bo oba ugrupowania
                        chcą zgłosić zmiany do projektu zostawionego przez rząd Marka Belki. Zgadzają
                        się też, że trzeba zmienić sposób tworzenia budżetu. To jednak nastąpi dopiero
                        od 2007 roku - nieoficjalnie mówi polityk zorientowany w rozmowach
                        koalicyjnych.

                        To się nie uda
                        W projekcie ustawy budżetowej, który przygotował minister Mirosław Gronicki,
                        założono, że wydatki administracyjne w 2006 r. wyniosą 8,8 mld zł, a więc 3,8
                        proc. więcej niż w tym roku.

                        Autorzy autopoprawki mogą dokonać dwóch ruchów, które zmniejszą tę kwotę.
                        Zostawić je na nominalnym poziomie z tego roku i obciąć wydatki majątkowe, a
                        więc niezwiązane bezpośrednio z działalnością urzędów, a np. remontami,
                        informatyzacją itp. Z analizy projektu ustawy budżetowej na 2006 rok wynika, że
                        dać to może maksymalnie 770 mln zł oszczędności. Jeśli natomiast mają one być
                        większe, to w grę musi wchodzić zmniejszenie zatrudnienia lub likwidacja
                        niektórych urzędów.

                        W program ograniczenia wydatków administracyjnych nie wierzy Janusz Jankowiak,
                        główny ekonomista BRE Banku. - Bardzo ryzykowne, a jednocześnie mało skuteczne
                        jest szukanie oszczędności w administracji. Nawet jeżeli w krótkim okresie uda
                        się zmniejszyć wydatki, to później znów zaczynają one rosnąć. Taka jest
                        naturalna kolej rzeczy - mówi Jankowiak. - Szukanie poważnych i trwałych
                        oszczędności musi dotyczyć wydatków socjalnych, bo mają one największy udział w
                        budżecie - dodaje.

                        Negatywnie na sytuację budżetu w przyszłym roku mogą wpłynąć zapowiedzi zmian w
                        świadczeniach społecznych. W przedstawionym programie Kazimierza Marcinkiewicza
                        jest m.in. propozycja zmian zasad waloryzacji emerytur i rent, wydłużenia
                        urlopów macierzyńskich, przywrócenia funduszu alimentacyjnego.

                        - To kosztowne propozycje. Ale na razie nie wiadomo, na ile jest to kampania
                        wyborcza, a na ile program przyszłego rządu - mówi Mateusz Szczurek, główny
                        ekonomista ING Bank Śląskiego.

                        PAWEŁ BLAJER, m.p.
                        "RZECZPOSPOLITA"

                        • Gość: ! PiS najcelniej trafia w poglądy Polaków na gospoda IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.10.05, 10:44
                          SONDAŻ

                          PiS najcelniej trafia w poglądy Polaków na gospodarkę

                          Chcemy silnego państwa


                          Program gospodarczy zwycięzców wyborów parlamentarnych jest atrakcyjniejszy niż
                          propozycje Platformy Obywatelskiej - wynika z sondażu GFK Polonia


                          Badanie przeprowadzone tydzień temu na zlecenie "Rzeczpospolitej" jasno
                          pokazuje, że Polakom bardziej podoba się wizja państwa opiekuńczego, silnego,
                          zdolnego do przeciwstawienia się wpływom obcych krajów w kluczowych gałęziach
                          gospodarki. Państwa, które nie pozbędzie się "rodowych sreber", takich jak PKO
                          BP czy PZU, bo są "ważne dla gospodarki". Państwa, które pomoże
                          najbiedniejszym, wybuduje autostrady, zlikwiduje niepotrzebne, w powszechnym
                          odczuciu, agencje rządowe.

                          Na pytanie, która partia powinna wziąć odpowiedzialność za gospodarkę, 18 proc.
                          respondentów wskazało na PiS, a tylko 11 proc. na PO, partię, w której
                          szeregach jest zdecydowanie więcej uznanych ekonomistów. Co prawda, większość
                          badanych twierdzi, że odpowiedzialność powinna spoczywać na obydwu partiach (57
                          proc.), ale zdecydowanie popiera pomysły PiS.

                          I tak za wprowadzeniem ulg na dzieci opowiedziało się aż 88 proc. badanych, z
                          czego 59 proc. jest zdecydowanie na tak. Co ciekawe, chociaż budowa autostrad w
                          Polsce w powszechnej świadomości jest przykładem nieudolności kolejnych rządów,
                          to chcemy, by to państwo było odpowiedzialne za tę sferę. Za pozostawieniem w
                          gestii rządu budowy autostrad opowiedziało się aż 76 proc. badanych.
                          Przeciwnych było tylko 13 proc. Kolejnym przykładem na to, że Polakom bardziej
                          odpowiada wizja gospodarki Prawa i Sprawiedliwości, jest stosunek do
                          wejścianaszego kraju do strefy euro. Według ponad połowy badanych (53 proc.)
                          rząd powinien spowolnić starania o przyjęcie wspólnej waluty.

                          Kolejny raz potwierdziła się też teza, że Polacy niechętnie podchodzą do
                          prywatyzacji i chcą, by państwo zachowało kontrolę nad ważnymi sektorami
                          gospodarki. Na pytanie, czy nowy rząd powinien pozostawić w gestii skarbu
                          państwa przedsiębiorstwa z sektora górniczego, gazowego czy sieci
                          energetycznych, "zdecydowanie tak" odpowiedziało aż 53 proc. badanych,
                          a "raczej tak" 32 proc. Przeciwnych było tylko 6 proc. Podobny stosunek mamy do
                          tego, czy nowy rząd powinien pozostawić w rękach państwa udziały w
                          przedsiębiorstwach "ważnych dla gospodarki", np. PZU czy PKO BP. "Za" jest aż
                          81 proc. Polaków, "przeciw" tylko 8 proc.

                          Z badania wynika też, że Polacy chcą, by rząd wprowadził ulgi podatkowe dla
                          osób wychowujących dzieci. Ten pomysł popiera 88 proc. respondentów. Stoi on w
                          sprzeczności ze sztandarowym pomysłem PO wprowadzenia jednolitej stawki
                          podatków: VAT, dochodowego od przedsiębiorstw i od dochodów osób fizycznych,
                          ale bez żadnych ulg. Tymczasem to jedyny pomysł Platformy, który oceniamy
                          lepiej niż propozycję PIS. Za jedną stawką opowiedziało się 41 proc. badanych
                          ("zdecydowanie tak" 26 proc., "raczej tak" 15 proc.), przeciw 32 proc., 26
                          proc. nie ma na ten temat zdania.

                          Dużą popularnością cieszy się pojawiająca się co cztery lata w kampanii
                          wyborczej obietnica likwidacji agencji rządowych. To propozycja zarówno PiS,
                          jak i PO. Popiera ją 63proc. badanych. Jak zwykle chcemy też, by nowy rząd
                          obniżył zatrudnienie w administracji. "Za" jest 85 proc. respondentów. Kolejny
                          pomysł PiS, który popieramy, to wprowadzenieulg w składkach ZUS dla
                          przedsiębiorców (88 proc. głosów "za").

                          MARCIN CZEKAŃSKI
                          Badanie wykonała na zlecenie "Rz" GFK Polonia w dniach 1-4 października.
                          Przebadano reprezentatywną dla dorosłych mieszkańców kraju grupę tysiąca osób.


                          Nikt nie lubi liberałów

                          Ireneusz Krzemiński, socjolog
                          Polacy wybierają silne państwo, bo pomimo kolejnego roku wzrostu gospodarczego
                          mamy najwyższe bezrobocie w UE. Poza tym większości Polaków liberalizm kojarzy
                          się negatywnie i ten lęk wykorzystało PiS do wypromowania swoich pomysłów w
                          opozycji do koncepcji PO. Z badania wynika też, co obserwujemy od początku
                          transformacji, że Polacy nie mają spójnej wizji gospodarki, ich poglądy są
                          pełne sprzeczności: chcą wspomagającego państwa, ale chcą też niższych opłat i
                          obciążeń.


                          .......i jeszcze:
                          www.rzeczpospolita.pl/teksty/wydanie_051011/ekonomia_a_7-2.F.jpg


                          Żródło: "RZECZPOSPOLITA"
                          • Gość: ! PiS fiction, czyli gra na czas IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.10.05, 12:35
                            PiS fiction, czyli gra na czas
                            11 października 2005
                            Bartosz Krzyżaniak



                            Cele strategiczne rządu nie trzymają się kupy. To wyborcza gra na zwłokę — tak
                            ekonomiści oceniają pomysły PiS.
                            Kazimierz Marcinkiewicz, kandydat PiS na premiera, ogłosił wczoraj cele rządu
                            na lata 2005-09. Strategiczne to naprawa państwa i solidarna polityka
                            gospodarcza. Prawdopodobny przyszły premier chciałby zrealizować też cztery
                            cele uzupełniające, 44 szczegółowe i ponad 160 pomocniczych. Zadeklarował
                            zasady, które mają się stać podstawą postępowania m.in. rządu: jawność życia
                            publicznego, honorowe postępowanie, skromność i uczciwość.

                            Pod publikę
                            Zdaniem Andrzeja Sadowskiego z Centrum im. Adama Smitha (CAS), wczorajsze
                            deklaracje PiS są niczym innym, jak tylko drugą odsłoną kampanii wyborczej.

                            — Należy je traktować jako instrument gry politycznej, a nie rzeczywisty
                            program rządu — uważa ekspert CAS.

                            Przedstawiony wczoraj dokument pt. „Solidarne państwo solidarnych obywateli” ma
                            być podstawą dyskusji między PiS a PO w sprawie przyszłego programu rządu.

                            Składa się w dużej mierze z pomysłów, jakie PiS niosło na sztandarach podczas
                            kampanii parlamentarnej. Znalazły się w nim postulaty obniżenia podatków,
                            wprowadzenia ulg na wychowanie dzieci, obniżenia składek ZUS w przypadku
                            tworzenia nowych miejsc pracy, likwidacji „niepotrzebnych obciążeń podatkowych”
                            czy wprowadzenia przyspieszonej amortyzacji.

                            W dokumencie czytamy też o pełnej informatyzacji administracji publicznej,
                            lepszym wykorzystaniu środków na budowę dróg i autostrad i zwiększeniu środków
                            na kolej. PiS planuje też powołanie ministerstwa rozwoju regionalnego oraz
                            zakłada „wyrównanie szans rozwoju województw najsłabszych”.

                            To już było
                            Oprócz powrotu do finansowania służby zdrowia z budżetu PiS planuje
                            przywrócenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej i podporządkowanie mu
                            Państwowej Inspekcji Pracy. Jednym z postulatów jest ograniczenie nadużywania
                            samozatrudnienia jako metody obniżania kosztów, oraz ograniczenie obowiązku
                            pracy w niedzielę i święta do niezbędnego zakresu podyktowanego interesem
                            społecznym. PiS chce też wprowadzić ubezpieczenie od bezrobocia, zdecydowanie
                            wyższe zasiłki rodzinne, podwyższyć opłacane z budżetu składki emerytalne za
                            osoby korzystające z urlopów macierzyńskich i wychowawczych oraz utworzyć nowy
                            fundusz alimentacyjny. Natomiast waloryzacja rent i emerytur ma uwzględniać
                            (oprócz inflacji) także efekty wzrostu gospodarczego.

                            Mieszanka wybuchowa
                            — Wygląda na to, że pan Marcinkiewicz wysłuchał polityków wszystkich opcji,
                            łącznie z Samoobroną, skompilował ich pomysły w całość. Są tu bowiem postulaty
                            socjalistyczne, demokratyczne i demagogiczne, których razem zrealizować się nie
                            da — uważa Richard Mbewe, główny ekonomista WGI DM.

                            Jako przykład podaje propozycje obniżania podatków (czyli zmniejszania wpływów
                            budżetowych) przy jednoczesnym zwiększeniu pomocy socjalnej.

                            Według Richarda Mbewe, propozycje PiS są częścią taktyki wyborczej, która ma na
                            celu dotrwanie do drugiej tury wyborów prezydenckich bez podejmowania wiążących
                            dla przyszłego rządu decyzji.

                            Źródło:
                            Archiwum Puls Biznesu
                            wyd. 1948 str. 4

                            • Gość: ! Jak PiS i PO chcą ratować kolej IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.10.05, 12:07
                              Jak PiS i PO chcą ratować kolej

                              Krzysztof Aładowicz 12-10-2005 , ostatnia aktualizacja 11-10-2005 18:08

                              Trzeba znaleźć w budżecie 8 mld zł na jak najszybsze oddłużenie PKP - twierdzą
                              przyszli koalicjanci z PO i PiS. Eksperci przygotowujący program
                              restrukturyzacji kolei dla Platformy proponują dodatkowo zwolnienie 20 tys.
                              kolejarzy i szybką prywatyzację. Do tego obydwie partie podchodzą z rezerwą

                              - Nowy rząd musi szybko zająć się reformą Polskich Kolei Państwowych, bo firmie
                              grozi katastrofa - mówią przedstawiciele PiS i PO, którzy przygotowali programy
                              restrukturyzacji kolejowych spółek.

                              - To najbardziej palący problem po naprawie sytuacji w służbie zdrowia - uważa
                              Adrian Furgalski, dyrektor Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. Należy do
                              zespołu ekspertów PO kierowanego przez Stefana Kawalca i przygotowuje program
                              działań ratujących kolej.

                              - Nie dostałem jeszcze pozwolenia na ujawnienie treści całego programu, jednak
                              nasze założenia nieco różnią się od propozycji PiS - mówi Furgalski.

                              Zgadza się z nim Krzysztof Tchórzewski, członek zarządu PKP Energetyka, poseł
                              elekt, autor PiS-owskiego "Programu restrukturyzacji finansowej i własnościowej
                              spółek Grupy PKP".

                              Przyszli koalicjanci zgodnie uważają, że bez pomocy państwa polskiej kolei nie
                              da się uratować. Dlatego rząd musi ją wesprzeć podobnie jak kilka lat temu
                              górnictwo czy hutnictwo.

                              - Skarb państwa musi przejąć obligacje o wartości prawie 6 mld zł, które kiedyś
                              PKP wyemitowało na restrukturyzację, oraz pomóc w spłacie 2 mld zł długów
                              Przewozów Regionalnych wobec innych firm, także emitując obligacje
                              dziesięcioletnie - mówi Tchórzewski.

                              Uspokaja, że spłata starych obligacji rocznie będzie kosztowała budżet państwa
                              ok. 350 mln zł, z czym rząd powinien sobie poradzić.

                              Zgadza się z nim Furgalski: - Bez takiej pomocy nie ma co myśleć o rozwoju
                              kolei. Trzeba będzie się przygotować na jej szybki upadek - mówi.

                              Obie partie zgadzają się również, że nie należy prywatyzować kolejowej
                              infrastruktury. Jednak na tym punkcie zbieżność poglądów PO i PiS w
                              najważniejszych sprawach się kończy.

                              Furgalski uważa, że w ciągu roku trzeba z PKP zwolnić 20 tys. spośród ok. 135
                              tys. pracowników. - W tej chwili rocznie odchodzi po kilkaset ludzi. Trzeba w
                              końcu zrobić ten krok raz a dobrze - twierdzi Furgalski. - Oczywiście podobnie
                              jak w górnictwie w zwolnieniach grupowych z różnego rodzaju osłonami musi
                              pomagać państwo. Szacuję, że potrzeba na to ok. 300 mln zł.

                              W programie PiS o zwolnieniach nie ma ani słowa. - Jak nasz program zostanie
                              przyjęty, to polska kolej będzie w stanie się rozwinąć i nie będzie trzeba
                              zwalniać - uważa Tchórzewski.

                              Hasło "zwolnienia" budzi wielkie kontrowersje również wśród polityków samej
                              Platformy. Poseł PO Tadeusz Jarmuziewicz, zajmujący się problemami transportu,
                              twierdzi, że jego partia się nie zgodzi na takie rozwiązanie. - To są jakieś
                              chore pomysły, przecież zwolnienia na taką skalę to nic innego jak dążenie do
                              likwidacji przedsiębiorstwa. Nie osiągnie się lepszego poziomu funkcjonowania,
                              gdy myśli się tylko o zwolnieniach - twierdzi.

                              Obie partie mają również odmienne poglądy na metody prywatyzacji kolei. PiS
                              proponuje, by spółki Cargo (zajmuje się przewozami towarowymi), PKP Energetyka,
                              Telekomunikacja Kolejowa sprywatyzować poprzez giełdę. Ekspert PO uważa, że nie
                              należy się bać inwestora strategicznego.

                              Tchórzewski: - Na giełdzie będzie można zadbać o większą przejrzystość procesu.
                              Będziemy mieli pewność, że spółki nie trafią w przypadkowe ręce.

                              Furgalski odpowiada: - To nie jest argument, bo na giełdzie każdy może wykupić
                              akcje i wówczas firma może znaleźć się nie tam, gdzie trzeba.

                              Jeżeli chodzi o Intercity, Szybką Kolej Miejską z Gdańska i Linię Hutniczo-
                              Szerokotorową, to Tchórzewski też stawia na giełdę, choć nie wyklucza
                              poszukiwania inwestora strategicznego.

                              - Intercity trzeba jednak sprywatyzować do końca 2006 roku, a nie, jak
                              proponuje Krzysztof Tchórzewski, do 2007 roku - mówi Furgalski. - Spółka pilnie
                              potrzebuje dokapitalizowania i nie ma na co czekać, bo nie poradzi sobie, gdy
                              po liberalizacji rynku w 2010 roku wejdą do nas wielkie firmy z Zachodu.

                              Kolejny problem to PKP SA, która skupia wokół siebie wszystkie kolejowe spółki.
                              Platforma proponuje, by firma działała tylko do czasu zakończenia
                              restrukturyzacji, a potem została zlikwidowana. PiS chce utrzymać tę spółkę i
                              planuje podzielenie jej na dwie części - PKP SA, która ma posiadać całą
                              infrastrukturę potrzebną do funkcjonowania kolei (Polskie Linie Kolejowe,
                              nieruchomości), reprezentować kolejowe spółki w kontaktach międzynarodowych i
                              koordynować ich działania, oraz Fundusz Mienia Kolejowego SA, który by przejął
                              cały majątek niepotrzebny do bieżącego działania (stare linie kolejowe,
                              budynki, stacje itp.).

                              - To zupełnie niepotrzebne tworzenie kolejnych tworów - uważa Furgalski.

                              Pomimo tych różnic przedstawiciele partii twierdzą, że szybko się dogadają.
                              Wcześniej jednak do porozumienia muszą dojść eksperci Platformy z politykami
                              Platformy.

                              Jak na projekty zmian w PKP reagują związki zawodowe? Zdecydowanie bliższe są
                              im propozycje PiS. - Czekamy na rozwój sytuacji, ale projekt przyjmujemy z
                              nadzieją - mówi Jerzy Kędzierski, przewodniczący Federacji Związków Zawodowych
                              Pracowników PKP.

                              Również Sekcja Krajowa Kolejarzy NSZZ "Solidarność" nie powinna mieć problemów
                              z przyjęciem tych pomysłów - przewodniczący związku Stanisław Kogut został
                              senatorem z ramienia PiS.

                              GAZETA WYBORCZa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka