Gość: Rafis IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 26.09.05, 10:44 w naszym mieście,regionie jak i w Polsce. Jak oceniacie wyniki patrząc pod tym kątem? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
andrzejg Re: Wpływ wyników wyborów na inwestycje 26.09.05, 11:15 Inwestor nie patrzy na kolor legitymacji ,tylko na warunki jakie bedą mu stwarzane. Teoretycznie PiS powinien być ostrzejszy w negocjacjach, co może niektórych zniechęcić, ale to tylko teoria. Zycie ma swoje prawa, a do tego nie są w stanie samodzielnie rządzić. Kłopot się zacznie , gdy powstanie koalicja PiS+Samoobrona+LPR, czyli praktycznie cała polska lewica. A. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rafis Re: Wpływ wyników wyborów na inwestycje IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 26.09.05, 11:27 ale chodzi tez o pozycje Wrocłąwia w nowym rzadzie. Ze wstepnych we Wrocku wyników wynika ze z PO bedzie 6 posłów a z PIS 3. Odpowiedz Link Zgłoś
no.logo Re: Wpływ wyników wyborów na inwestycje 26.09.05, 11:45 Jaki będzie wpływ? Mam nadzieję, że jak najmniejszy. Że niedługo Polska stanie się normalnym krajem, w którym liczy się po prostu atrakcyjność danej lokalizacji, a nie układy oraz znajomości lokalnych polityków "w Warszawie". Że jeśli o jakąś inwestycję (albo środki z budżetu) będą rywalizować Wrocław i Gdańsk, to zwycięży lepsza oferta, a nie fakt, że prezydent jest z Gdańska... Ale ponieważ jeszcze tym normalnym krajem nie jesteśmy (choć od wczoraj normalniejemy), to myślę, że wysyłamy z Dolnego Śląska ludzi dość mocno związanych z regionem - takich, którzy będą potrafili lobbować. PS: Ciekawe, czy potwierdzi się, że PiS-owym Ministrem Skarbu (albo wice) będzie "nasz człowiek"... Odpowiedz Link Zgłoś
capo_di_tutti_capi Re: Wpływ wyników wyborów na inwestycje 26.09.05, 11:54 > Jaki będzie wpływ? Mam nadzieję, że jak najmniejszy. I dobrze, że napisałeś niżej, że normalnym krajem jeszcze nie jesteśmy. Póki co pierwsze skrzypce będą grały polityczne powiązania, konotacje. Oczywiście pragnąłbym zmian, ale na to jeszcze chyba za wcześnie. Podsumowując: "Im Westen nichts Neues":) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pozytywista Re: Wpływ wyników wyborów na inwestycje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.05, 14:06 Jak oceniamy wyniki? To proste. Popatrz na prezydenta Warszawy i porównaj z ilością inwestycji w tym mieście. Spadły? Spadły. No to teraz na tej podstawie można wydedukować, co się stanie, kiedy Kaczor będzie rządził całą Polską. Smutne... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: orzeł Re: Wpływ wyników wyborów na inwestycje IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.09.05, 14:29 Pewne jest że zwyciestwo PiS-u nie jest najlepszym rozwiazaniem dla inwestycji w Polsce i wogóle dla gospodarki. Już same spadki na rynkach mówia same za siebie. Jeśli nie daj Boże PiS obejmie resort gospodarki to może być niezafajnie, a niestety już na pewno "kaczory" będą mieć decydujący wpływ na finanse. Mimo wszystko mam nadzieje że bedzie lepiej, niz do tej pory choć na znaczacą poprawe raczej nie licze. Natomist jeśli chodzi o Wrocław i region to myśle że tu bedzie dużo lepiej, niz dotychczas zwłaszcza jeśli chodzi o infrastrukturę. Nasze lobby bedzie znacznie silniejsze. Gdyby jednak wygrała Platforma byłbym jeszcze wiekszym optymistą. Napewno dużo wiecej bedzie można powiedzieć jak już poznamy kształt przyszego rządu, pewnie dopiero po wyborach prezydenckich. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ! Re: Wpływ wyników wyborów na inwestycje IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.09.05, 20:33 Módlmy się, żeby p Śmiałek (PiS) nie został nowym szefem PAIiIZ (albo jej następczyni)... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ! Co czeka gospodarkę po wyborach? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.09.05, 23:34 Co czeka gospodarkę po wyborach? Agata Nowakowska, Dominika Wielowieyska 26-09-2005 , ostatnia aktualizacja 26- 09-2005 02:08 Jeśli potwierdzi się zwycięstwo PiS, partia ta chce wziąć odpowiedzialność za resorty gospodarcze. PiS i PO, jeśli wspólnie stworzą rząd, chcą obniżki podatków. Może nie w przyszłym roku, ale choćby za dwa lata. Możemy też liczyć na to, że deficyt budżetowy pozostanie pod kontrolą Kazimierz Marcinkiewicz z PiS powiedział "Gazecie", że jego partia chce wziąć odpowiedzialność za resorty gospodarcze. - Wygraliśmy wybory przede wszystkim dzięki sporom o gospodarkę. Wyborcy dali wyraźny sygnał, którą koncepcję popierają - wczoraj wieczorem komentował na gorąco wyniki wyborów. Poseł PiS Artur Zawisza przyznał, że gdy sondaże wskazywały na zwycięstwo PO, jego ugrupowanie interesowały dwa resorty: skarbu i infrastruktury. Teraz, po wygranej PiS, apetyty partii wzrosły. Partia braci Kaczyńskich jest za połączeniem resortu skarbu i gospodarki, co postulowała także PO. W sztabie PiS nikt nie miał wczoraj wątpliwości: ten resort przypadnie bez dwóch zdań waśnie posłowi Marcinkiewiczowi (w razie wygranej PO szykowany był na ministra edukacji). Wciąż nie jest jasne, kto obejmie resort finansów. Platforma Obywatelska miała swoich kandydatów: Hannę Gronkiewicz-Waltz oraz Stefana Kawalca i Rafała Antczaka (na wiceministra typowana była Mirosława Boryczka, obecnie skarbnik Warszawy). Na dwie ostatnie kandydatury krzywo patrzył PiS. PiS niby miało własną kandydaturę: Cezarego Mecha (odpowiedzialnego za finanse w mieście Warszawa), ale politycy tej partii nie kryli, że jej wysunięcie miało być tylko elementem gry o zupełnie coś innego. - Stawialiśmy sprawę tak: jeśli PO wygrywa i bierze resort finansów, to my dostajemy MSZ. Jeśli PO bierze Ministerstwo Spraw Zagranicznych, to my niby chcemy Ministerstwo Finansów. Kandydatura Mecha miała być próbą nacisku na PO, byśmy dostali MSZ - powiedział nam jeden z polityków PiS. Nie jest wykluczone, że teraz PiS chętnie oddałoby MF Platformie, zwłaszcza że, jak przypomina poseł Marcinkiewicz, "już wcześniej było ustalone, że budżet będzie powstawał w kancelarii premiera". - Nawet gdyby resortem finansów pokierował ktoś wytypowany przez PO, to i tak za finanse odpowiadałby PiS - uważa poseł Marcinkiewicz. Prawo i Sprawiedliwość chce też Ministerstwa Rolnictwa dla Krzysztofa Jurgiela (w minionej kadencji senator PiS, członek senackiej komisji rolnictwa), resortu ochrony środowiska dla Jana Szyszko (był już szefem tego resortu w gabinecie Buzka), a Ministerstwa Infrastruktury dla Jerzego Polaczka (w minionej kadencji wiceprzewodniczący sejmowej komisji infrastruktury). Wygrana PiS oznacza, że na pewno nie będzie realizowana koncepcja PO podatku liniowego "3x15". W kampanii wyborczej partia braci Kaczyńskich ostro zwalczała pomysł PO "3x15", zwłaszcza podwyżki VAT na żywność i leki (teraz obłożone stawkami preferencyjnymi). PiS jest bowiem za podatkiem progresywnym, czyli im więcej ktoś zarabia, tym wyższą stawkę płaci. Proponuje zredukowanie obecnych stawek (19, 30 i 40 proc.) najpierw do 18 i 32 proc., a w kolejnym kroku do 18 i 28 proc. CIT także miałby zostać obniżony do 18 proc., podobnie jak VAT - w ciągu czterech lat z 22 do 18 proc. Nie liniowy, ale kompromis? Lider PO Jan Rokita deklarował, że Platforma nie wejdzie do rządu, który nie będzie wprowadzał w życie podatku liniowego. - Nasza propozycja jest bardzo podobna do tego, czego chce PO w zakresie PIT i CIT. Bo PIT w takiej formie, jaką my proponujemy, jest w gruncie rzeczy podatkiem liniowym: bardzo niewielka grupa osób, parę procent, zapłaci podatki według tej wyższej, 32-proc. stawki. Większość będzie płaciła 18 proc., a z ulgami i zwolnieniami stawka efektywna będzie jeszcze niższa, zbliżona do tych 15 proc., o których mówi PO - mówił "Gazecie" przed wyborami poseł Kazimierz Marcinkiewicz z PiS. Być może wersją kompromisową będą dwie stawki, ale ta dla najlepiej zarabiających będzie niższa, niż chciałby PiS. Możemy się też spodziewać podwyższenia progów - wyższą stawkę będą płacili ci, którzy zarabiają powyżej 100 tys. zł (teraz najwyższą stawkę płacą ludzie o dochodach 74 tys. zł rocznie). Na razie politycy obu partii przyznają, że z braku czasu nie uda się w przyszłym roku radykalnie zmienić systemu podatkowego. Bez przeszkód można jedynie wprowadzić korzystne dla podatników zmiany. PiS chce pozostawić dotychczasowe ulgi, w tym wspólne opodatkowanie małżonków, i dodać dwie nowe: ulgę na dzieci oraz ulgę inwestycyjną. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że PO jest gotowa zaakceptować proponowaną przez PiS ulgę na dzieci. Miałyby ją otrzymywać rodziny niezamożne, w których dochód jest niższy niż 500 zł brutto na osobę: 50 zł na jedno dziecko, 200 zł na dwoje dzieci oraz 100 zł na każde kolejne dziecko. Obie partie postulują obcięcie składek na ZUS i choć mają różne pomysły, to w jednym są zgodne: obniżka ma dotyczyć przede wszystkim osób rozpoczynających pierwszą pracę. Mniejsze wydatki i deficyt? Żadna z partii nie podała dotąd konkretnych wyliczeń, jak uszczuplone zostaną dochody budżetu po obniżeniu podatków. Obie zapowiedziały co prawda, że chcą obniżyć przyszłoroczny deficyt budżetowy: PO o 5-10 mld zł, PiS o 4-7 mld zł, ale nie wyjaśniły, jak to zrobią. PO przyznała jedynie, że chce: odchudzić administrację, odebrać władzy przywileje, obciąć wydatki na wyjazdy zagraniczne urzędników, powrócić do waloryzacji rent i emerytur jedynie o wskaźnik inflacji, obniżyć emerytury tzw. utrwalaczy władzy ludowej, stosować kryterium majątkowe przy udzielaniu pomocy społecznej, przypomnieć o obowiązku alimentacyjnym tzw. osób wstępnych, czyli np. dzieci wobec rodziców. PiS chce zaoszczędzić na administracji 6 mld zł rocznie poprzez: • likwidację tzw. środków specjalnych (2 mld zł rocznie); • zmniejszenie zatrudnienia w administracji o 20 proc. (1,1 mld zł); • likwidację Wojskowej Agencji Mieszkaniowej (0,572 mld zł); • zmiany w administracji skarbowej (0,4 mld zł); • likwidację Agencji Nieruchomości Rolnych (0,35 mld zł); (obcięcie wydatków administracyjnych ZUS (0,285 mld zł rocznie). Do tego dochodzi likwidacja NFZ, Rady Polityki Pieniężnej, PFRON, gospodarstw pomocniczych oraz połączenie KRRiT z URTiP. Do części tych propozycji wymagana jest jednak zmiana konstytucji. Według posła Marcinkiewicza w przyszłym roku na administracji uda się zaoszczędzić tylko ok. 2 mld zł, bo nie wszystko da się od razu zlikwidować. PiS przyhamuje prywatyzację? Trochę sporów może wybuchnąć przy okazji prywatyzacji: PiS nie jest chętny do sprzedaży akcji ważnych spółek, takich jak KGHM czy PKN Orlen. Tymczasem Platforma uważa, że prywatyzację tych firm trzeba dokończyć. PO chciałaby też uniezależnić od państwa także PKO BP, Grupę Lotos czy Polski Holding Farmaceutyczny. Partia Kaczyńskich uważa, że w tych przedsiębiorstwach państwo powinno zachować pakiet kontrolny. Osobną część ustaleń będą stanowić negocjacje w sprawie zmian personalnych w spółkach z udziałem skarbu państwa. Politycy obu partii zapowiedzieli, że do wymiany pójdą na pewno zarządy PGNiG i PSE, KGHM, Ruchu i Totalizatora Sportowego. Niejasne są losy zarządów PKN Orlen, PKO BP, Grupy Lotos czy PZU, ich szefowie zbierają raczej dobre recenzje. Niewykluczone, że obecni prezesi zostaną we władzach przynajmniej jako członkowie zarządu. Wśród osób, o których mówi się jako o kandydatach do zarządów spółek, wymienia się: Rafała Zagórnego, Jarosława Kochaniaka, Jacka Krawca (wszyscy bliżej PO), Piotra Woźniaka i Jerzego Zdrzałkę (bliżej PiS). PO chce organizować konkursy na prezesów spółek (w spółkach kontrolowanych przez skarb państwa są one obowiązkowe, ale już w giełdowych PKN Orlen czy KGHM - nie). PiS chce wprowadzić kontr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rafis Re: Wpływ wyników wyborów na inwestycje IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 27.09.05, 00:00 dlaczego nie pan Śmiałek? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ! Re: Wpływ wyników wyborów na inwestycje IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.09.05, 00:10 Gość portalu: Rafis napisał(a): > dlaczego nie pan Śmiałek? --->A chcesz, żeby wszystko trafiało do Krakowa i Małopolski, żeby podbierano inwestorów? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: LOLO Nowe inwestycje... w wieziennictwo IP: 193.239.56.* 26.09.05, 23:43 nie wiem jak wy ale ja jestem przerazony... Odpowiedz Link Zgłoś
capo_di_tutti_capi Re: Nowe inwestycje... w wieziennictwo 27.09.05, 10:13 Prawda. Jeśli to mają być numery po-pisowe przeszłej koalicji, to ja dziękuję:/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ! Re: Nowe inwestycje... w wieziennictwo IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.09.05, 10:24 Coraz bardziej obawiam się, że zwyciestwo PiS-u spowoduje, że kilku inwestorów, którzy mieli plany inwest w Polsce (inwestorzy z tzw "górnej półki") zrezygnują z lokalizacji w Polsce... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rafis hmmm IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 27.09.05, 17:55 chodzi mi o inne sprawy, czy uważacie że nasz desant na Wawe będzie wstanie dobrze lobbować na rzecz wrocławskich i dolnośląskich spraw? Wiadomo ze zalezy to od siły przebicia posłów w swoich partiach. Np wrocławscy posłowie SLD nie mieli nic do powiedzenia w swojej partii. W przypadku PO i PIS zarówno ilośc jak i znaczenie posłów jest o wiele wieksze. Oprócz czesto wymienianych: Schetyny, Protasiewicza,Chlebowskiego czy Ujazdowskiego zaczynam dostrzegac też innych. Np Lipiński-wiceprezes PIS jest z DŚ(kończył wrocławska AE) a Marcinkiewicz, który moze byc nawet premierem a wnajgorszym przypadku ministrem gospodarki wprawdzie pochodzi z Lubuskiego(tez blisko) ale studia konczył na wrocławskim Uniwerku :) Patrza cogólnie to niebałbym sie tak bardzo populizmu PIS. Dzis juz pan Marcinkiewicz zaczął wycofywać sie z przedwyborczych obietnic socjalnych, zapowiadane ulgi na 2 i kolejne dziecko będa o połowe niższe niz obiecywano(bo budzet tego nie udzwignie) a to dopiero 2 dni po wyborach :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ! Re: hmmm IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.09.05, 18:03 Optymalnym dla DŚ rozwiązaniem (wg mnie) byłoby gdyby za gospodarkę odpowiadał pan Chlebowski, wysokie stanowisko w ministerstwie infrastruktury miałby pan Zdrojewski, prezesem PAIiIZ został pan Mikosz. Ten układ byłby dla mnie wręcz wymarzony... Zagrożenie dla naszych spraw, to stanowisko prezesa PAIiIZ dla pana Śmiałka :( Odpowiedz Link Zgłoś
no.logo Re: hmmm 27.09.05, 18:27 Zdroju w Ministerswie Infrastruktury? Uzasadnij, Wykrzykniku, tę kandydaturę, bo jakoś trudno mi się z nią pogodzić. Jakież to sukcesy "infrastrukturalne" ma na koncie Bogdan Zdrojewski? Dla mnie to idealny kandydat - jak do tej pory - do Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej. Na przykład na jej szefa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ! Re: hmmm IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.09.05, 18:33 Trzeba było słuchać dzisiaj Radia RAM między 15:00 a 16:00. Pan B.Z był tam gościem i mówił bardzo ciekawe rzeczy :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rafis Re: hmmm IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 27.09.05, 18:38 w kazdym razie czekam na desant naszych na Warszawę :) tylko zobaczymy czy PO wejdzie do rządu... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ! Re: hmmm IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.09.05, 18:40 Jeżeli zawiązałaby się koalicja: PIS-LPR-Samoobrona.....to można będzie zamknąć to forum :( Odpowiedz Link Zgłoś
capo_di_tutti_capi Re: hmmm 27.09.05, 19:52 A tak narzekaliście na obecny (jeszcze) rząd:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rafis Re: hmmm IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 27.09.05, 19:57 no własnie, po upadku Millera udało sie sciagnąc tyle inwestycji z eaz sam sie zaczynam bac zmiany rzadu :) Odpowiedz Link Zgłoś
preslaw Re: hmmm 27.09.05, 22:40 Gość portalu: ! napisał(a): > Trzeba było słuchać dzisiaj Radia RAM między 15:00 a 16:00. Pan B.Z był tam > gościem i mówił bardzo ciekawe rzeczy :) Żałuję, że akurat w tym czasie Radia Ram nie słuchałem. Co do perspektywy inwestycjnej, to wbrew strachom przezd Kaczorami myślę, że nic istotnego się nie wydarzy, to znaczy, nie będzie gorzej, a może być lepiej, bo ogólnie ten region Eurpy teraz zaczął się rozwijać. Cześćresortów wpływających na inwestcyje musi przypaść PO, więc tu można liczyć na jakiś rozruch, a desant na Warszawę moim zdaniem będzie znaczący, ale pozycja Gdańska i Krakowa będzie rónie silna jeśli nie silniejsza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ! Re: hmmm IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.09.05, 22:42 Strategiczna sprawa to PAIiIZ albo ew następca tej instytucji oraz by pewne osoby nadal pracowały lub pozostawały w pobliżu PAIiIZ... Tyle tylko mogę powiedzieć... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ! Re: hmmm - p Marcinkiewicz... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.09.05, 23:34 Rafis napisał: a Marcinkiewicz, > który moze byc nawet premierem a wnajgorszym przypadku ministrem gospodarki > wprawdzie pochodzi z Lubuskiego(tez blisko) ale studia konczył na wrocławskim > Uniwerku :) Sylwetka kandydata Kazimierz Marcinkiewicz, poseł PiS, przewodniczył komisji Skarbu Państwa w Sejmie mijającej kadencji. W latach 1999-2000 był szefem Gabinetu Politycznego premiera Jerzego Buzka. W latach 1992-1993 pełnił funkcję wiceministra edukacji narodowej w rządzie Hanny Suchockiej i był współautorem programu "Dobra i nowoczesna szkoła". Od 1989 do 2001 roku był członkiem ZChN, następnie przeszedł do Przymierza Prawicy oraz Prawa i Sprawiedliwości. Jest prezesem Regionu Lubuskiego PiS. Urodził się w 1959 roku w Gorzowie Wielkopolskim. Ukończył wydział matematyczno- fizyczno-chemiczny Uniwersytetu Wrocławskiego. Posiada tytuł kawalera maltańskiego. Odznaczony medalem za zasługi dla Archidiecezji Poznańskiej. W 2003 roku z Wiesławem Walendziakiem założył Instytut Środkowoeuropejski, gdzie wydawany jest dwumiesięcznik "Międzynarodowy Przegląd Polityczny". Według prasowych spekulacji Kazimierz Marcinkiewicz miał być kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na ministra edukacji lub któregoś z resortów gospodarczych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: orzeł Re: hmmm - p Marcinkiewicz... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.09.05, 18:19 Gospodarka-pis, finanse- teorytycznie PO, praktycznie pis, infrastruktura-pis. To by było tragicznie. Mam nadzieje że PO dostanie jednak gospodarke, a nie finanse. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Muniek Do no.logo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.05, 18:50 A dlaczego uważasz, że Zdrojewski nie ma kwalifikacji na ministra a przy Chlebowskim nie protestowałeś? Patrząc na dorobek i osiągnięcia w zarzadzaniu Wrocławiem i Żarowem... Odpowiedz Link Zgłoś
preslaw Re: Co zrobić by było lepiej. 28.09.05, 20:46 Gość portalu: ! napisał(a): > Strategiczna sprawa to PAIiIZ albo ew następca tej instytucji oraz by pewne > osoby nadal pracowały lub pozostawały w pobliżu PAIiIZ... Tyle tylko mogę > powiedzie Pewnie masz rację. Ale moim zdaniem równie ważne, a może i ważniejsze byłoby skonstruowanie jeszcze lepszego systemu, który pracowałby na rzecz poprawy całej gospodarki poprzez zminiejszenie biurokarcji i ilości zupełnie niepotrzebnych, utrudniających działalność przepisów, zmniejszenie ilości rożnego rodzaju kontrolnych podmiotów typu urząd skarbowy, nadzór taki czy śmaki, odenbranie wladzu urzędnikom w decydowaniu o różnego rodzaju aspektach prowadzenia działalności. I wreszcie być może to co najważniejsze - poprawienie infarstruktury komunikacyjnej, bo to kuleje u nas w spoób wręcz kompromitujący. mam głębokie przekonanie, że w ciągu jednej kadencji dobrego parlamentu irządu te wszytskie sprawy można prawie w całości załatwić. Brakuje tylko, co tak się ładnie czasami określa jako wolę polityczną. I moim zdaniem tej woli będzie brakować, choć pod tym względem Wrocław i Dolny Ślaska nie prezentująsię źle. Odpowiedz Link Zgłoś
capo_di_tutti_capi Re: Co zrobić by było lepiej. 29.09.05, 12:17 preslaw napisał: > Brakuje tylko, co tak się ładnie czasami określa j > ako wolę polityczną. I moim zdaniem tej woli będzie brakować, choć pod tym wzgl > ędem Wrocław i Dolny Ślaska nie prezentująsię źle. Wiesz preslawie, tak na dobrą sprawę, to woli politycznej brakuje w tym kraju od roku '90:) Dopóki ponad rację stanu politycy będą przedkładać swoje partykularno-polityczne interesy, dopóty w kraju będzie się działo to co widać. Politycy, miast poświęcać się sprawom drogim obywatelowi, niepotrzebnie tracą czas i energię na ideowe przepychanki, a to niestety nigdy nie przekłada się na dobro szarego człowieka. Przydałby się rząd ekspertów, a nie politytków, jak to miało miejsce za Grabskiego:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rafis Re: Co zrobić by było lepiej. IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 29.09.05, 13:23 > Przydałby się rząd ekspertów, a nie politytków, jak to miało miejsce za > Grabskiego:) każdy taki rząd konczy tak samo :) Odpowiedz Link Zgłoś
no.logo Re: Do no.logo 28.09.05, 22:15 Nie chodzi o to, że "na ministra", tylko na _konkretnego_ ministra. Uważam, że Bogdan Zdrojewski, przy całym moim szacunku dla niego, nie jest specjalistą od infrastruktury. A ja bym chciał mieć ministra - specjalistę. I tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Łoś_bimbacz nie przeszkadzać IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.05, 13:41 Nie przeszkadzać, nie testować urzędowej kreatywności na firemkach, to ogólniki. Praktycznie; np. umożliwić przesyłanie deklaracji vat, pit pocztą elektroniczną, tak jak do zusu. Całodobowa poczta w rynku straci cześć klientów, ale firemki zajmą groszoróbstwem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rafis Konsultacje PO-PIS IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 29.09.05, 14:11 Czterech na czterech :) W oby czwórkach po jednym naszym człowieku. W pierwszym bobsleju Schetyna a w drugim Ujazdowski :) Odpowiedz Link Zgłoś
no.logo Re: Konsultacje PO-PIS 29.09.05, 16:33 I obaj (prawie) się nie odzywali :-) Zaczęło się dobrze, ale potem z naszych polityków wyszła - niestey - "polskość". Mam tylko nadzieję, że to złe dobrego początki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ! Podatki od firm. PiS stawia na amortyzację IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.09.05, 10:24 Podatki od firm. PiS stawia na amortyzację Rafał Zasuń, Piotr Skwirowski 30-09-2005 , ostatnia aktualizacja 29-09-2005 19:01 Prawo i Sprawiedliwość chce zmienić zasady rozliczania inwestycji przez firmy. Im więcej inwestujesz w maszyny i technologie, tym mniej podatków będziesz płacił. Przedsiębiorcy mówią: To jest niezły pomysł Amortyzacja - to jedno ze słów kluczy w programie partii gospodarczym Prawa i Sprawiedliwości. Chodzi o metodę wrzucania w koszty firmy wydatków na inwestycje: nieruchomości, maszyny, technologie itd. Dziś bezpośrednio można wrzucać w koszty tylko towary warte nie więcej niż 3,5 tys. zł. Resztę trzeba amortyzować, czyli co roku wrzucać w koszty określony w ustawie procent ich wartości. Np. przedsiębiorstwo X kupuje jakąś drogą maszynę za 5 mln zł. Nie można wrzucić w koszty całej ceny, lecz np. 20 proc. Całą maszynę amortyzuje się więc pięć lat. Korzysta na tym fiskus - firmy mają na papierze mniejsze koszty, a większe zyski, więc i płacą większe podatki. PiS: przyspieszamy PiS chce to zmienić. "Proponujemy przyspieszoną amortyzację. Obecnie bezpośrednio od dochodów [powinno być od przychodów - red.] można odliczyć koszty do 3,5 tys zł. Propozycja PiS zakłada możliwość odliczenia wszelkich kosztów zakupów środków trwałych, z wyjątkiem nabycia nieruchomości i samochodów" - czytamy w programie wyborczym Prawa i Sprawiedliwości. Co to oznacza? Przedsiębiorca X zamiast amortyzować swoją maszynę przez pięć lat, wrzuci ją od razu w koszty. Amortyzacja byłaby więc 100-proc. Radykalnie zmniejszy się więc podatek przedsiębiorcy w roku, w którym kupił maszynę. Autorzy programu PiS uważają, że to pomoże ruszyć z kopyta inwestycjom w firmach. Na razie rosną bardzo powoli - w drugim kwartale urosły zaledwie o 2,8 proc. Co na to przedsiębiorcy? - To rzeczywiście mogłoby pomóc inwestycjom - mówi Ryszard Pietrzyk, współwłaściciel bieliźnianego potentata - firmy Eldar. - Oczywiście, stuprocentowa amortyzacja musiałaby być opcją podatkową, ale nie obowiązkiem - dodaje. Wiele firm bowiem chce pokazać zysk - np. te, które są na giełdzie, lub ubiegające się o unijne dotacje. Obowiązkowa 100-proc. amortyzacja sprawiłaby, że w niektórych latach byłoby to niemożliwe, bo każdy większy zakup natychmiast odbiłby się na wyniku finansowym na dany rok - koszty inwestycji zjadłyby zyski. Mali skorzystają Entuzjastycznie na pomysł PiS reaguje Stefan Kamiński, szef Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji zrzeszającej m.in. producentów telewizorów. - To dobry pomysł. Zamiast oddawać te pieniądze fiskusowi, firmy więcej zainwestują. To ważne zwłaszcza dla małych przedsiębiorstw, które dziś często kombinują. Zamiast kupować od razu zestaw komputerowy, który będzie kosztował więcej niż 3,5 tys. zł, kupują go w częściach po to, żeby od razu wrzucić w koszty - dodaje Kamiński. - Oczywiście wielkie korporacje tak nie postępują, ale to przecież małe firmy są siłą naszej gospodarki. Zdaniem Kamińskiego przedsiębiorcy częściej wymienialiby sprzęt. - Zamiast kupować kserokopiarkę czy maszyny co cztery lata, robiliby to co dwa. Ministerstwo finansów: skąd na to wziąć Co na to resort finansów? - Nie jest to zły pomysł - mówi Jarosław Neneman, wiceminister finansów odpowiedzialny za podatki. - Tyle tylko, że skutki budżetowe byłyby olbrzymie. Nie wiadomo więc, skąd wziąć na to pieniądze. Dziś wpływy z podatku od firm CIT to 18 mld zł. Gdyby przyspieszona amortyzacja weszła w życie, ubyłoby co najmniej kilka miliardów. Wprawdzie kandydat PiS na premiera Kazimierz Marcinkiewicz już zapowiedział, że ten punkt programu może ruszyć dopiero w 2007 r., ale i tak nie wiadomo, skąd wziąć na niego pieniądze. Neneman uważa, że resort finansów miał lepszy pomysł na rozruszanie inwestycji - wariant estoński. Firmy nie płaciłyby podatku od zysku, który zostaje w firmie. Resort zawarł taki projekt w przyjętej pół roku temu strategii reformy finansów publicznych, ale opozycja stwierdziła, że ma własne pomysły. - Pomysł PiS ma jedną wadę: komplikuje system podatkowy zamiast go upraszczać - mówi Neneman. Od razu bowiem pojawiają się wątpliwości - według jakich zasad wybierać stawkę amortyzacji? Dlaczego tę maszynę amortyzujesz dwa lata, a tę od razu wrzucasz w koszty? Przez ile lat można rozliczać straty? Poza tym wszelkie planowanie dochodów z CIT byłoby bardzo trudne. Jeremi Mordasewicz, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych, o pomyśle PiS wypowiada się "umiarkowanie pozytywnie". - Najlepsza byłaby obniżka CIT, Jeśli nie, to za lepszy uważam proponowany przez resort finansów wariant estoński. Pomysł PiS jest mało elastyczny. Np. jeśli firma uzna, że najważniejsze dla niej nie jest kupowanie środków trwałych, lecz kapitał obrotowy po to, żeby udzielić klientom kredytu kupieckiego, albo podnieść pensje pracownikom, to z pomysłu PiS w ogóle nie skorzysta - tłumaczy ekspert PKPP. PO: to niepoważne A co na to ewentualny koalicjant PiS, czyli PO? - Rozważaliśmy takie rozwiązanie. Musiałoby ono jednak oznaczać potężny uszczerbek budżetowy. Uważam więc, że jego przedstawianie, niepoparte wyliczeniami przygotowanymi przez Ministerstwo Finansów, jest po prostu niepoważne - powiedział "Gazecie" Rafał Antczak, ekonomista doradzający PO. Zdradził, że Platforma przygotowywała rozwiązanie umożliwiające firmom wpisywanie w koszty wydatków na zakup samochodów oraz większość wydatków związanych z ich użytkowaniem. - Wprowadzenie pełnego odliczenia wszelkich kosztów zakupu środków trwałych jest możliwe. Teoretycznie. Obawiam się jednak, że w praktyce budżetu nie będzie na to stać - powiedziała nam Irena Ożóg, była wiceminister finansów, dziś doradca podatkowy. - Z całą jednak pewnością przyspieszenie amortyzacji z ograniczeniami dotyczącymi nieruchomości to dobry pomysł. Jej zdaniem gdyby budżet to udźwignął, można by pójść jeszcze dalej. - Na Zachodzie stosowane jest odliczanie strat wstecz. Dzięki temu firma, która ma straty, a wcześniej miała dochody, może sobie te straty wstecznie odliczyć od dochodów. Składa w tym celu korekty zeznań za lata z dochodami i uwzględnia w nich straty. Firma dostaje wtedy zwrot podatku, który zapłaciła wcześniej. gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,2943281.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ! Spory o prywatyzację w przyszłej koalicji IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.09.05, 11:48 Przyszły rząd musi rozstrzygnąć, ilu firm chce się pozbyć Spory o prywatyzację w przyszłej koalicji Anachronizm, kapitalizm państwowy, karuzela stanowisk - tak prywatyzację według PiS określają liberalni eksperci. PiS chce utrzymać kontrolę nad 100 spółkami, PO zamierza sprzedać wszystko Program prywatyzacji PiS jest na razie programem wyborczym. Ile z niego zostanie zrealizowane, zależy od determinacji polityków PiS i ich partnerów z PO. Starcie dwóch koncepcji może zaowocować znalezieniem złotego środka między silnym państwem w gospodarce PiS a liberalnym podejściem Platformy. PiS dzieli państwowe spółki na trzy grupy. Pierwsza to kilkanaście firm, w których państwo pozostawi sobie pełnię władzy. Marek Suski, poseł PiS, wyjaśnia, że w tych przedsiębiorstwach państwo ma mieć od 80 do 100 proc. akcji. Chodzi o to, żeby prywatny akcjonariusz nie mógł zablokować kluczowych decyzji. Druga grupa to spółki, w których minister skarbu będzie dysponował przynajmniej połową akcji (plus jedna). Ostatnia - firmy, w których państwo będzie miało 25 proc. akcji (plus jedna). Ważne dla państwa, ważne dla gospodarki PiS chce pełnej kontroli w spółkach, które są "ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa gospodarczego, istotnych powodów regionalnych lub konieczności tworzenia marki polskiej". Z kilkunastu firm należących do tej grupy w dokumencie PiS wymienia tylko kilka. Trudno jednak wśród nich znaleźć taką, która "tworzy markę polską". Być może chodzi o Lasy Państwowe lub Telewizję Polską i Polskie Radio. PiS ma też zamiar utrzymać kontrolę nad górnictwem węgla kamiennego i brunatnego. To zaskakujące, zwłaszcza wobec planów prywatyzacji węglowych holdingów. Nie wiadomo, co zapisy w dokumencie PiS będą oznaczać dla kopalń węgla brunatnego w Bełchatowie i Turowie, które wraz z trzema elektrowniami należą do grupy BOT. Grupa wybiera się na giełdę, a PiS nie zamierza się temu sprzeciwiać. Uważa jednak, że państwo powinno mieć 50 proc. plus jedną akcję BOT. Jeśli program PiS wejdzie w życie, nie będzie dalszej prywatyzacji KGHM Polska Miedź. Partia chce bowiem utrzymać obecnie posiadany przez państwo pakiet ok. 45 proc. akcji. Nikłe szanse na znalezienie inwestora będzie miała Grupa Lotos, drugi w kraju producent paliw. Jeśli rząd ma posiadać minimum połowę akcji, to może jeszcze sprzedać na giełdzie najwyżej 7 - 8 proc. Plany PiS nie przeszkodzą upublicznieniu PLL LOT. Spółka przygotowuje się do wejścia na giełdę w pierwszym półroczu 2006 r., jeszcze w tym roku ma powstać prospekt emisyjny. Po podwyższeniu kapitału w efekcie emisji akcji udział skarbu państwa w PLL LOT spadnie z obecnych 67,9 proc. do 51 proc. Obowiązek utrzymania przez państwo takiego udziału w przewoźniku nakłada ustawa z 1991 r. o przekształceniu własnościowymprzedsiębiorstwa państwowego PLL LOT. Musimy chronić nasze interesy Może się jednak zaostrzyć spór polskich władz z Eureko w sprawie prywatyzacji PZU, bo PiS chce, aby rząd miał 50 proc. akcji ubezpieczyciela. - Przypominam, że Eureko nadal ma wiążącą umowę z Polską w sprawie zakupu dodatkowego pakietu udziałów, który daje holenderskiemu inwestorowi prawo własności ponad 51 proc. papierów PZU. Będziemy szczęśliwi, jeżeli nowy polski rząd będzie chciał z nami rozmawiać, bo tylko w rozmowie można rozwiązać ten problem - mówi "Rz" Lorrie Morgan, rzeczniczka prasowa Eureko. Marek Suski tłumaczy, że jego partia chce zabezpieczyć nasze interesy. - Energetyka to kluczowa branża, górnictwo też musimy kontrolować na wypadek kryzysu paliwowego, PKO BP jest potrzebne rządowi do prowadzenia aktywnej polityki gospodarczej - wyjaśnia. Po co państwu skupiający trzy niesprywatyzowane jeszcze Polfy Polski Holding Farmaceutyczny? - Bo produkuje tanie polskie leki. Obawiamy się, że jeśli przejmie go zagraniczna firma, stopniowo zastąpi je droższymi lekami zagranicznymi, na czym straci budżet, który dofinansowuje farmaceutyki - tłumaczy ekspert PiS. Z kolei Totalizator Sportowy ma pozostać państwowy, bo z pieniędzy z zakładów finansuje budowę obiektów sportowych. - Żaden prywatny inwestor by tego nie robił - twierdzi Marek Suski. Twarde partnerstwo Co na to potencjalny koalicjant PiS? Co prawda przed wyborami lider partii Jan Rokita zgadzał się z PiS, że trzeba znacjonalizować EuRoPol Gaz, ale to chyba jedna z nielicznych spraw, w których oba ugrupowania wypowiadają się jednym głosem. - Zdecydowanie się różnimy - ocenia Adam Szejnfeld, poseł Platformy Obywatelskiej, porównując program prywatyzacyjny PiS i swojej partii. - Pogląd, że państwo może chronić swoje strategiczne interesy tylko poprzez posiadanie pakietów akcji ważnych spółek, to anachronizm. PO też ma własny podział na trzy grupy firm. Pierwsza to przedsiębiorstwa, w których państwo posiada tzw. resztówki - trzeba się ich jak najszybciej pozbyć. Druga to duże, wartościowe firmy, które również trzeba sprzedać, ale w najbardziej korzystnym momencie. I wreszcie trzecia grupa: podmioty ważne dla bezpieczeństwa państwa, zwłaszcza energetycznego. - Tu też jednak nie widzimy państwa jako właściciela. Naszym zdaniem interesy kraju można zabezpieczyć za pośrednictwem instytucji regulujących rynek - wyjaśnia ekspert PO. Skoro obie partie tak się różnią w podejściu do prywatyzacji, czy jest szansa na kompromis? - Jesteśmy gotowi negocjować zakres i tempo prywatyzacji - deklaruje poseł Szejnfeld. AGNIESZKA ŁAKOMA MARCIN CZEKAŃSKI, współpr. a.bu., a.h.b., b.c. "RZECZPOSPOLITA" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ! Ekonomiści: Gospodarkę oddajcie lepiej Platformie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.10.05, 10:34 Ekonomiści: Gospodarkę oddajcie lepiej Platformie Kazimierz Marcinkiewicz, kandydat PiS na premiera, zapowiada, że osobą odpowiedzialną za przygotowanie budżetu w Kancelarii Premiera będzie Cezary Mech. Nie wyjaśnił jednak, czy osoba odpowiedzialna za budżet ma być ministrem finansów. Ekonomiści i przedstawiciele biznesu nie wymieniają jednak Cezarego Mecha wśród najlepszych kandydatów na szefów resortów gospodarczych. Minister finansów w nowym rządzie będzie miał trudne zadanie. Według Kazimierza Marcinkiewicza wprowadzenie w życie programu gospodarczego PiS może kosztować od 12 do 14 mld zł, które trzeba wygospodarować w budżecie. Tymczasem PiS zapowiada redukcję deficytu z 32,6 do 30 mld zł w 2006 r. Znać się na rzeczy Na razie nie wiadomo, kto będzie tworzył przyszły gabinet. Ludzie biznesu chcą kogoś, kto ich zrozumie. — Moim marzeniem jest, by osoby, które obejmą resorty gospodarcze, nie pochodziły ze świata polityki i miały jakiekolwiek doświadczenie w biznesie. Bardzo trudno bowiem rozmawia się z ludźmi, którzy przez całe życie zajęci są robieniem urzędniczej kariery i nie przekonali się na własnej skórze o problemach, z jakimi borykają się przedsiębiorcy. Nie chciałbym także, by ministerstwa objęły osoby z politycznego rozdania — mówi Jerzy Bartnik, prezes Związku Rzemiosła Polskiego. Jeremi Mordasewicz, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, ma nadzieję, że osoby mianowane na ministrów resortów gospodarczych będą znały się na gospodarce. — Chodzi o zwolenników gospodarki rynkowej, która polega na zmniejszaniu obecności państwa w gospodarce, a nie na jej zwiększaniu. Ministrowie powinni też być odważni. Obawiam się, że w nowym rządzie będą oni jedynie realizatorami wizji premiera — uważa ekspert Lewiatana. Jego zdaniem, dla przedsiębiorców i gospodarki byłoby lepiej, gdyby resorty gospodarki, skarbu i infrastruktury objęli przedstawiciele PO. Rynek się nie podnieca Tymczasem według Łukasza Tarnawy, głównego ekonomisty PKO BP, personalia w nowym rządzie są kwestią drugorzędną. — Najważniejszy jest program oraz to, czy będzie realizowany. Poszczególni ministrowie muszą być lojalni wobec premiera, tworzyć zgrany zespół i mieć zdolności organizacyjne. Kazimierz Marcinkiewicz jest gwarantem woli reform, jest też gospodarczo zorientowany. Dla rynku nie jest najważniejsze, kto obejmie fotele ministerialne — uważa ekonomista PKO BP. Ministerstwo Finansów prof. Jan Winiecki, główny ekonomista West LB - Bardzo żałuję, że z PO odeszła Zyta Gilowska, która ze swoim doświadczeniem w finansach publicznych, a zwłaszcza w finansach samorządów terytorialnych, byłaby idealnym kandydatem na szefa resortu finansów. Trudna do pokonania byłaby również Hanna Gronkiewicz-Waltz, która już jako szef NBP pokazała, że ma cechy pozwalające pełnić wysokie i odpowiedzialne stanowisko w finansach. Alfred Adamiec, doradca inwestycyjny TUnŻ Nationwide - Wydaje się, że do zaakceptowania dla obu stron byłby Bogusław Grabowski, były członek RPP, zaliczany raczej do obozu jastrzębi. W tym resorcie potrzeba fachowca, a nie polityka. Marek Rogalski, analityk Palladia Capital Markets - Ze względu na kompetencje dobrą kandydatką na fotel ministra finansów jest Hanna Gronkiewicz-Waltz. Gwarantowałaby ona dobrą współpracę resortu z RPP, co byłoby dobrze odebrane przez rynki finansowe. Richard Mbewe, główny ekonomista WGI DM - Myślę, że rola tego ministerstwa będzie podobna do tej, jaką pełnił przez ostatni rok resort kierowany przez Mirosława Gronickiego. Takiego też potrzeba ministra: księgowego, który będzie stanowczy, który będzie umiał powiedzieć „nie” w przypadku prób wprowadzenia w życie pomysłów szkodliwych dla finansów. Z tej perspektywy nie rekomedowałbym Cezarego Mecha, kandydata PiS, z jego socjalnymi pomysłami. Człowiekiem, który mógłby sprawdzić się jako minister finansów, jest Zyta Gilowska. anonimowo analityk bankowy - Resort finansów straci dotychczasową pozycję, bo najważniejsze zadania, w tym konstruowanie budżetu, przeniesione zostaną do Kancelarii Premiera. Potrzebny jest zatem dobry egzekutor rządowego planu, księgowy, który twardo trzymałby wydatki państwa. Taką osobą jest Stefan Kawalec. Trudno jednak wyobrazić sobie, że rząd powierzy mu tekę, skoro resort objąć ma ktoś z PiS. Marek Zuber, główny ekonomista IDM - Osobą, której atutem byłby na pewno dobry kontakt z NBP, jest Hanna Gronkiewicz-Waltz. Wie, jak reformować finanse publiczne. Resort — oprócz księgowego — potrzebuje też kogoś, kto znałby się na zawiłościach prawniczych. Hanna Gronkiewicz-Waltz dawałaby szansę na rozpoczęcie procesu zmian niejasnych i występujących w nadmiarze przepisów. Bogdan Wyżnikiewicz, prezes IBnGR - Minister zawiadujący finansami państwa powinien mieć doświadczenie w jakiejś dużej instytucji finansowej, np. banku, i mieć silną osobowość. Szczególnie ta druga cecha będzie decydująca przy podejmowaniu decyzji o obronie obecnego modelu finansowo-gospodarczego czy też jego reformie. Niewiele jest takich osób. Mirosław Gronicki mógłby być takim kandydatem. Andrzej Malinowski, prezydent KPP - Oprócz znajomości makroekonomii nowy minister finansów powinien mieć wolę gruntownej reformy struktury i systemu działania resortu. Trzeba wreszcie zerwać z antygospodarczym fiskalizmem. To może zrobić tylko człowiek z zewnątrz. Dobrymi kandydatami są Stefan Kawalec lub Rafał Antczak. Ministerstwo Skarbu Państwa prof. Jan Winiecki - Resortowi skarbu przydałby się dobry prawnik i jednocześnie osoba mająca serce i wolę prywatyzacji. Takich ludzi widzę, niestety, tylko poza PiS i nie sądzę, by chcieli przejść z sektora prywatnego do rządu. Tym bardziej że bracia Kaczyńscy już deklarują, że są przeciw prywatyzacji górnictwa. Na pewno nie zostawiliby więc wolnej ręki przyszłemu szefowi resortu. Alfred Adamiec - Nie widzę dobrych kandydatur. Marek Rogalski - Tu przydałby się silny, twardy polityk, z jasną wizją tego, co chce zrobić. Dobrym kandydatem mogłaby być Hanna Gronkiewicz-Waltz, która jako prezes NBP nie ulegała naciskom ze strony polityków. W PiS nie widzę nikogo, kto miałby takie cechy. Richard Mbewe - Obsada tego stanowiska będzie zależała od tego, na jaką politykę prywatyzacyjną zdecyduje się przyszły rząd: na kontynuację czy zatrzymanie procesów prywatyzacyjnych. Najlepszym rozwiązaniem byłaby rozsądna prywatyzacja, z uwzględnieniem spółek, które powinny jednak pozostać w rękach państwa. Nasza gospodarka ma zaledwie 16 lat. Dlatego należy prywatyzować z umiarem. Człowiekiem takiego kompromisu jest Jacek Socha. Dobrze byłoby, gdyby nowy rząd pokazał inwestorom, że ponad politykę stawia fachowość. Marek Zuber - Na tym stanowisku widziałbym Mirosława Stycznia, Wojciecha Jasińskiego (obaj z PiS) lub Rafała Zagórnego (PO). Cała trójka ma wystarczającą wiedzę na temat własności skarbu państwa, rynku i kwestii kapitałowych. Jerzy Bartnik, prezes Związku Rzemiosła Polskiego - Żeby mówić o tym ministrze, trzeba znać wizję przyszłego rządu w dziedzinie prywatyzacji. Będzie to jedna z bardziej spornych kwestii. Tu potrzebny jest rozsądek. Prywatyzacji nie można przerwać, jednak trzeba uważać, by nie stała się procesem walki politycznej. Na tym stanowisku sprawdził się Jacek Socha. Był gotów poczekać i przyjąć argumenty obu stron. Jego polityka była wyważona. Bogdan Wyżnikiewicz - Łatwiej byłoby wymienić cechy, jakich nie powinien mieć minister skarbu. Na pewno musi posiadać duże doświadczenie i być zdecydowany. Bardzo dobrym kandydatem byłby Jacek Socha, który mimo nacisków politycznych dokonał rewolucji w myśleniu o prywatyzacji. Niezłym kandydatem byłby także Kazimierz Marcinkiewicz, ale to już nieaktualne. Gdyby jednak wskazanie padło Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ! Re: Ekonomiści: Gospodarkę oddajcie lepiej Platfo IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.10.05, 10:35 CD >>>>>>>>>. Bogdan Wyżnikiewicz - Łatwiej byłoby wymienić cechy, jakich nie powinien mieć minister skarbu. Na pewno musi posiadać duże doświadczenie i być zdecydowany. Bardzo dobrym kandydatem byłby Jacek Socha, który mimo nacisków politycznych dokonał rewolucji w myśleniu o prywatyzacji. Niezłym kandydatem byłby także Kazimierz Marcinkiewicz, ale to już nieaktualne. Gdyby jednak wskazanie padło na Jacka Sochę, byłby to bardzo dobry sygnał dla rynku, że premier z PiS docenia fachowców i na nichstawia. Andrzej Malinowski - Jestem przeciwnikiem utrzymywania tego resortu, bo nie można zarządzać majątkiem w oderwaniu od polityki gospodarczej. Jego kompetencje należałoby podzielić między resorty gospodarki i finansów. MGiP prof. Jan Winiecki - Najchętniej zlikwidowałbym to ministerstwo. Nie jest wcale potrzebne, a wiele jego kompetencji pokrywa się z zadaniami innych resortów. Alfred Adamiec - Nie widzę dobrych kandydatur. Marek Rogalski - To niepotrzebny resort. Im mniej państwo miesza się w gospodarkę, tym lepiej. Część niezbędnych kompetencji mogłoby ewentualnie przejąć MSP. Richard Mbewe - To, kto najlepiej sprawdziłby się na fotelu ministra gospodarki, zależy od zakresu działania, jaki w nowym rządzie będzie miał ten resort. Nowy minister gospodarki powinien skupić się na małej i średniej przedsiębiorczości. Powinien rozwijać ten sektor, by stał się jednym z trzonów wzrostu gospodarczego. Powinien organizować pieniądze z Unii Europejskiej i pomagać przedsiębiorcom je wykorzystywać. Musi też umieć uruchomić pieniądze na partnerstwo publiczno- prywatne i skierować je na nakręcanie koniunktury. Potrzeba zatem menedżera, praktyka obeznanego ze światem biznesu, a nie polityką. Na tym stanowisku widziałbym Wiesława Walendziaka lub zasiadającego dziś w radzie nadzorczej telewizji Adama Pawłowicza. Marek Zuber - Najlepszym kandydatem jest Adam Szejnfeld. Od wielu lat zajmuje się gospodarką, zarówno w Sejmie, jak i w terenie. Jest fachowcem, ma doskonały kontakt z biznesem. Jego kandydaturę dobrze przyjęliby przedsiębiorcy, inwestorzy i obie rządzące partie. Jerzy Bartnik - Osobą, która ma doświadczenie, jest Adam Szejnfeld (PO), przewodniczący sejmowej Komisji Gospodarki. Jego wiedza pochodzi z bardzo mocnego kontaktu ze środowiskiem biznesowym. Podobnie oceniam też posła Artura Zawiszę (PiS), który może się poszczycić bardzo dobrym zrozumieniem polskich uwarunkowań gospodarczych. Bogdan Wyżnikiewicz - Gospodarce potrzebna jest wizja szybkiego rozwoju, a nie silne naciski na wykorzenianie korupcji, która jeszcze zwiększy odpowiedzialność urzędniczą i przyczyni się do opieszałości w wydawaniu decyzji administracyjnych. Niezłym kandydatem na ministra gospodarki byłby Adam Szejnfeld. Andrzej Malinowski - Najlepszym kandydatem jest Adam Szejnfeld. Po pierwsze — jest bardzo dobrze przygotowany merytorycznie, bo od kilku lat jest szefem sejmowej Komisji Gospodarki. Po drugie — zna dokładnie funkcjonowanie samorządów, a polityka gospodarcza będzie inspirowała głównie lokalne przedsięwzięcia. Tu rozegra się też problem walki z bezrobociem. MSZ Bogdan Wyżnikiewicz - Idealny kandydat powinien znać biegle kilka języków obcych, mieć doświadczenie w polityce, dobrą ugruntowaną pozycję międzynarodową, prestiż i umiejętności negocjacyjne. Wśród najlepszych kandydatów widzę Władysława Bartoszewskiego i Jacka Saryusza-Wolskiego. Andrzej Malinowski - Kandydat na szefa tego resortu powinien wykazać się biegłą znajomością tematyki międzynarodowej, sporym doświadczeniem i umiejętnością korelacji polityki z gospodarką. To przecież umiejętna dyplomacja otwiera drzwi biznesowi. Bezkonkurencyjnym kandydatem jest Jacek Saryusz-Wolski. Bartosz Krzyżaniak, MIR, KZ, BMK, » b.krzyzaniak@pb.pl "PULS BIZNESU" Odpowiedz Link Zgłoś
preslaw Re: Ekonomiści: Gospodarkę oddajcie lepiej Platfo 04.10.05, 11:01 A cóż takiego dobrego dla budżetu i dla gospodarki zrobił Mirosław Gronicki? Odchodziący rząd, w którym jest jeszcze ministrem Gronicki zaproponował by obciąć wydatki na drogi! Moim zdaniem dobrym kandydatenm na to stanowisko mógłby być Stefam Kawalec. Za Winieckim uważam, że niezła byłaby Gilowska. jej w ogóel teraz brak. Dałaby sobie radę z Kaczyńskimi. Pozbycie się Gilowskiej to chyba największy błąd Tuska. To ją powinien wystawaić na pierszą linię frontu walki z PiSem a nie rozmemłanego, niekomunikatywnego Schetynę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rafis szóstka IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 06.10.05, 11:18 Sześciu naszych rozdaje karty - Jeszcze nigdy tylu Dolnoślązaków nie uczestniczyło bezpośrednio w walce o władzę w Polsc Czwartek, 6 października 2005r. Możemy mieć trzech ministrów, szefów koalicyjnych partii oraz wpływowego doradcę prezydenta. Wśród kandydatów do ministerialnych tek wymienia się Kazimierza Michała Ujazdowskiego, Zbigniewa Chlebowskiego i Bogdana Zdrojewskiego Ale to nie oni grają w tej chwili w Warszawie pierwsze skrzypce. Najmocniejszymi Dolnoślązakami są Adam Lipiński i Grzegorz Schetyna, choć nazwisko żadnego z nich nie pojawia się w kontekście przyszłego rządu. Pierwszy jeszcze dwa tygodnie temu był wskazywany jako szef kancelarii premiera Jarosława Kaczyńskiego. Drugiego wymieniano jako kandydata na ministra spraw wewnętrznych. Jednak najbardziej prawdopodobne jest, że obaj będą raczej piastować wysokie funkcje w partiach i klubach poselskich Prawa i Sprawiedliwości i Platformy Obywatelskiej, a nie w ławach rządowych. Poczet wpływowych mieszkańców naszego regionu zamyka Jacek Protasiewicz. Wrocławski europejski deputowany kieruje kampanią prezydencką Donalda Tuska i jest postrzegany jako autor letniego sukcesu kandydata, który wydawał się być skazany na porażkę. Najmocniejsza w historii wolnej Polski reprezentacja Dolnego Śląska może spowodować, że w końcu nasz region nie będzie postrzegany w Warszawie jak odległa prowincja, która z problemami musi sobie radzić sama. Sekretarz generalny Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna oraz wiceprzewodniczący klubu poselskiego i partii Prawo i Sprawiedliwość Adam Lipiński to w tej chwili absolutna Polska ekstraklasa polityczna. Pierwszy jest w czteroosobowym zespole (obok Jana Rokity, Bronisława Komorowskiego i Hanny Gronkiewicz-Waltz), który z ramienia PO będzie negocjował program przyszłego rządu. Drugi to, obok Ludwika Dorna, najbliższy współpracownik braci Kaczyńskich i szara eminencja PiS-u. To on w tej chwili ma utrzymać w ryzach posłów PiS-u i struktury tej partii. Żeby uniknąć schematu, jaki kilka lat temu spotkał AWS. Obaj politycy, mimo różnic w poglądach, są do siebie bardzo podobni. Konkretni i sprawni – w blasku kamer i fleszy nie czują się tak dobrze, jak ich koledzy. Obaj też jak ognia unikają rozmów o tym, jaką tekę lub fotel dostaną przy podziale stanowisk. – Najważniejszy jest program nowego rządu. Kto go będzie realizował to naprawdę drugorzędna sprawa – mówi Grzegorz Schetyna, który prawdopodobnie pozostanie sekretarzem partii i być może będzie też kierował klubem poselskim. Podobnie jak w swojej formacji Adam Lipiński. – Żeby zostać ministrem, trzeba wcześniej ciężko pracować w komisjach sejmowych. I długo się do tego przygotowywać. Ja siebie nigdzie tam nie widzę. Wolę robić to, co teraz – mówi poseł PiS-u z okręgu jeleniogórsko-wałbrzyskiego. Pogłoski niebezpieczne Ale to niejedyni przedstawiciele z Dolnego Śląska, którzy mają realny wpływ na kształt Polski w najbliższych czterech latach. Z wrocławskiej listy PiS-u do parlamentu wszedł, z dziewiątym wynikiem w kraju, Kazimierz Michał Ujazdowski. Wicemarszałek poprzedniego Sejmu. I były minister kultury. Ujazdowski to wysoka figura w talii Kaczyńskich. W Prawie i Sprawiedliwości zajmuje się ostatnio sprawami zagranicznymi i jest prawdopodobne, że właśnie taką tekę obejmie w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza. O ile nie wybierze jej dla siebie Jan Rokita. Nazwisko posła z wrocławskiej listy PiS-u pojawia się także wśród kandydatur do teki ministra kultury i objęcia fotela marszałka Sejmu. – Proszę mnie nie zmuszać, bym komentował takie pogłoski. W Polsce takie plotki są niebezpieczne, bo najczęściej oznaczają, że dany polityk takiej funkcji nie dostanie – mówi Kazimierz Michał Ujazdowski. Prawda jest taka, że o tym, gdzie ostatecznie skończy ten polityk, zadecydują rozmowy koalicyjne. W górę i w bok Jeszcze lepszy wynik, bo piąty w kraju, zdobył we Wrocławiu Bogdan Zdrojewski. Były prezydent Wrocławia w poprzedniej kadencji był mało widoczny, mimo że szefował stałej podkomisji sejmowej. Jednak samorządy (a tym się zajmuje w PO) nie były modne i Zdrojewski nie pojawiał się w mediach. Nie zdobył też sobie kluczowej roli w Platformie. Teraz jednak uzyskał więcej głosów niż Jan Rokita i jego znaczenie w partii rośnie. Jego nazwisko pojawia się wśród kandydatów do teki ministra kultury, ale nominacja zależy od rozmów koalicyjnych. Zupełnie inaczej jest ze Zbigniewem Chlebowskim, wałbrzyskim posłem PO. Przez cztery lata był on drugim ekspertem swojej partii w kwestiach ekonomicznych. Wydawało się, że po rezygnacji Zyty Gilowskiej to on będzie nadawał ton swojej partii w tej dziedzinie. Jednak koledzy mają mu za złe, że w kampanii wyborczej nie był w stanie obronić przed atakami PiS-u podatku liniowego 3 razy 15. Wydaje się, że także w tej kadencji będzie ekonomicznym numerem 2 w Platformie, bo to nie on, ale Hanna Gronkiewicz-Waltz uczestniczy w formowaniu rządu. Czy któreś z ministerstw gospodarczych dostanie się Chlebowskiemu? Nie wiadomo. Jeśli jednak znajdzie się poza rządem – z całą pewnością będzie mocnym kandydatem na szefa komisji finansów, która ma ogromy wpływ na to, gdzie trafiają budżetowe pieniądze. Młoda krew Ostatni, ale wcale nie najmniej ważny, jest szef kampanii prezydenckiej Donalda Tuska – Jacek Protasiewicz. Młody wrocławski europoseł przebojem wdarł się do politycznej pierwszej ligi. Zanim zaczął zajmować się kampanią Tuska, prezydencki kandydat Platformy tracił dystans do rywali. Teraz jest liderem sondaży. Partyjni koledzy, podobnie jak polityczni rywale, doceniają umiejętności byłego rzecznika prasowego wrocławskiego magistratu. – Koncentruję się tylko na kampanii prezydenckiej. Na rozmowy koalicyjne i zakulisowe rozgrywki zupełnie nie mam czasu – mówi Jacek Protasiewicz. Europejski deputowany z PO nie wie także, co będzie robił po wyborach prezydenckich. Jak sam mówi, z Brukseli rezygnować nie zamierza. – Być może prezydent Tusk poprosi go o to, by został jego doradcą. Protasiewicz z Brukseli chyba nie zrezygnuje, ale uzyskany w tej kampanii kapitał polityczny i wpływy w otoczeniu Donalda Tuska kiedyś zaprocentują – ocenia jeden z dolnośląskich polityków PO. • Bartłomiej Knapik - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ! Zmian w podatkach nie będzie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.10.05, 10:20 Zmian w podatkach nie będzie Obniżenie wydatków i niewielki wzrost dochodów - jak dowiedziała się "Rz", takie są propozycje zmian do ustawy budżetowej na przyszły rok przygotowywane przez Prawo i Sprawiedliwość Kazimierz Marcinkiewicz, kandydat na premiera, zapowiedział, że w przyszłym roku nie będzie zmian w podatkach. - W ciągu dwóch, trzech miesięcy chcemy przygotować odpowiednie propozycje, które Sejm uchwaliłby na przełomie czerwca i lipca. Jednak zaczną one obowiązywać dopiero od początku 2007 r. - powiedział polityk PiS. Przypomnijmy, że jeszcze parę dni temu mówiono o likwidacji od przyszłego roku opodatkowania przychodów z oszczędności (podatek Belki). Prawo i Sprawiedliwość zakłada natomiast obniżenie wydatków - w stosunku do projektu budżetu złożonego przez odchodzącego ministra finansów Mirosława Gronickiego - o 2,2 mld zł. - Deficyt budżetowy może zostać obniżony do 30 mld zł. Dochody budżetowe w 2006 r. wyniosłyby 191,7 mld zł, a wydatki 221,7 mld zł - powiedział "Rz" Cezary Mech, który jest kandydatem PiS na ministra finansów. Przypomnijmy, że odchodzący szef resortu finansów Mirosław Gronicki w projekcie budżetu na 2006 r. proponował, aby dochody budżetowe wyniosły 191,3 mld zł, a wydatki 223,9 mld zł. A planowany niedobór w kasie państwa to prawie 33 mld zł. Co powiedzą partnerzy - Bez konsultacji z partnerami z przyszłej koalicji trudno podać szczegóły. Chcemy jednak iść w kierunku obniżenia wydatków administracyjnych - wyjaśnia Mech. - Instytucje budżetu dostaną niższe limity wydatków, a poza tym rozpocznie się realizacja programu "Tanie państwo" - dodaje. Wspomniany przez niego program zakłada m.in. likwidację części specjalistycznych inspekcji oraz agencji i funduszy. - Być może jeszcze na początku 2006 r. nie będzie widoczny spadek wydatków administracyjnych, ale w skali całego roku nastąpi ich zmniejszenie - tłumaczy Cezary Mech. Zastrzega, że ostateczny kształt autopoprawki zależy od konsultacji z Platformą Obywatelską. Również Kazimierz Marcinkiewicz powiedział wczoraj na konferencji prasowej poświęconej programowi przyszłego rządu, że chce rozmawiać o autopoprawce do budżetu na 2006 r. z Janem Rokitą,kandydatem Platformy Obywatelskiej na wicepremiera. PO chce niższego deficytu - Zgadzamy się, że trzeba przygotować autopoprawkę do projektu budżetu, należy zmniejszyć założony w projekcie obecnego rządu deficyt, trzeba również ograniczyć wydatki administracyjne - mówi "Rz" Zbigniew Chlebowski, poseł PO. Platforma ma jednak jedno zastrzeżenie. - Nie podoba nam się propozycja kandydata na premiera, mówiąca, iż deficyt przez trzy następne lata ma być stały i wynosić dokładnie 30 mld zł - mówi Chlebowski. - Problemem Polski jestogromny dług publiczny, konsekwencją tego są wysokie koszty jego obsługi. Dlatego deficyt należy zmniejszać tak bardzo, jak to tylko możliwe. - Nie powinno być większych problemów z uzgodnieniem autopoprawki, bo oba ugrupowania chcą zgłosić zmiany do projektu zostawionego przez rząd Marka Belki. Zgadzają się też, że trzeba zmienić sposób tworzenia budżetu. To jednak nastąpi dopiero od 2007 roku - nieoficjalnie mówi polityk zorientowany w rozmowach koalicyjnych. To się nie uda W projekcie ustawy budżetowej, który przygotował minister Mirosław Gronicki, założono, że wydatki administracyjne w 2006 r. wyniosą 8,8 mld zł, a więc 3,8 proc. więcej niż w tym roku. Autorzy autopoprawki mogą dokonać dwóch ruchów, które zmniejszą tę kwotę. Zostawić je na nominalnym poziomie z tego roku i obciąć wydatki majątkowe, a więc niezwiązane bezpośrednio z działalnością urzędów, a np. remontami, informatyzacją itp. Z analizy projektu ustawy budżetowej na 2006 rok wynika, że dać to może maksymalnie 770 mln zł oszczędności. Jeśli natomiast mają one być większe, to w grę musi wchodzić zmniejszenie zatrudnienia lub likwidacja niektórych urzędów. W program ograniczenia wydatków administracyjnych nie wierzy Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE Banku. - Bardzo ryzykowne, a jednocześnie mało skuteczne jest szukanie oszczędności w administracji. Nawet jeżeli w krótkim okresie uda się zmniejszyć wydatki, to później znów zaczynają one rosnąć. Taka jest naturalna kolej rzeczy - mówi Jankowiak. - Szukanie poważnych i trwałych oszczędności musi dotyczyć wydatków socjalnych, bo mają one największy udział w budżecie - dodaje. Negatywnie na sytuację budżetu w przyszłym roku mogą wpłynąć zapowiedzi zmian w świadczeniach społecznych. W przedstawionym programie Kazimierza Marcinkiewicza jest m.in. propozycja zmian zasad waloryzacji emerytur i rent, wydłużenia urlopów macierzyńskich, przywrócenia funduszu alimentacyjnego. - To kosztowne propozycje. Ale na razie nie wiadomo, na ile jest to kampania wyborcza, a na ile program przyszłego rządu - mówi Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Bank Śląskiego. PAWEŁ BLAJER, m.p. "RZECZPOSPOLITA" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ! PiS najcelniej trafia w poglądy Polaków na gospoda IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.10.05, 10:44 SONDAŻ PiS najcelniej trafia w poglądy Polaków na gospodarkę Chcemy silnego państwa Program gospodarczy zwycięzców wyborów parlamentarnych jest atrakcyjniejszy niż propozycje Platformy Obywatelskiej - wynika z sondażu GFK Polonia Badanie przeprowadzone tydzień temu na zlecenie "Rzeczpospolitej" jasno pokazuje, że Polakom bardziej podoba się wizja państwa opiekuńczego, silnego, zdolnego do przeciwstawienia się wpływom obcych krajów w kluczowych gałęziach gospodarki. Państwa, które nie pozbędzie się "rodowych sreber", takich jak PKO BP czy PZU, bo są "ważne dla gospodarki". Państwa, które pomoże najbiedniejszym, wybuduje autostrady, zlikwiduje niepotrzebne, w powszechnym odczuciu, agencje rządowe. Na pytanie, która partia powinna wziąć odpowiedzialność za gospodarkę, 18 proc. respondentów wskazało na PiS, a tylko 11 proc. na PO, partię, w której szeregach jest zdecydowanie więcej uznanych ekonomistów. Co prawda, większość badanych twierdzi, że odpowiedzialność powinna spoczywać na obydwu partiach (57 proc.), ale zdecydowanie popiera pomysły PiS. I tak za wprowadzeniem ulg na dzieci opowiedziało się aż 88 proc. badanych, z czego 59 proc. jest zdecydowanie na tak. Co ciekawe, chociaż budowa autostrad w Polsce w powszechnej świadomości jest przykładem nieudolności kolejnych rządów, to chcemy, by to państwo było odpowiedzialne za tę sferę. Za pozostawieniem w gestii rządu budowy autostrad opowiedziało się aż 76 proc. badanych. Przeciwnych było tylko 13 proc. Kolejnym przykładem na to, że Polakom bardziej odpowiada wizja gospodarki Prawa i Sprawiedliwości, jest stosunek do wejścianaszego kraju do strefy euro. Według ponad połowy badanych (53 proc.) rząd powinien spowolnić starania o przyjęcie wspólnej waluty. Kolejny raz potwierdziła się też teza, że Polacy niechętnie podchodzą do prywatyzacji i chcą, by państwo zachowało kontrolę nad ważnymi sektorami gospodarki. Na pytanie, czy nowy rząd powinien pozostawić w gestii skarbu państwa przedsiębiorstwa z sektora górniczego, gazowego czy sieci energetycznych, "zdecydowanie tak" odpowiedziało aż 53 proc. badanych, a "raczej tak" 32 proc. Przeciwnych było tylko 6 proc. Podobny stosunek mamy do tego, czy nowy rząd powinien pozostawić w rękach państwa udziały w przedsiębiorstwach "ważnych dla gospodarki", np. PZU czy PKO BP. "Za" jest aż 81 proc. Polaków, "przeciw" tylko 8 proc. Z badania wynika też, że Polacy chcą, by rząd wprowadził ulgi podatkowe dla osób wychowujących dzieci. Ten pomysł popiera 88 proc. respondentów. Stoi on w sprzeczności ze sztandarowym pomysłem PO wprowadzenia jednolitej stawki podatków: VAT, dochodowego od przedsiębiorstw i od dochodów osób fizycznych, ale bez żadnych ulg. Tymczasem to jedyny pomysł Platformy, który oceniamy lepiej niż propozycję PIS. Za jedną stawką opowiedziało się 41 proc. badanych ("zdecydowanie tak" 26 proc., "raczej tak" 15 proc.), przeciw 32 proc., 26 proc. nie ma na ten temat zdania. Dużą popularnością cieszy się pojawiająca się co cztery lata w kampanii wyborczej obietnica likwidacji agencji rządowych. To propozycja zarówno PiS, jak i PO. Popiera ją 63proc. badanych. Jak zwykle chcemy też, by nowy rząd obniżył zatrudnienie w administracji. "Za" jest 85 proc. respondentów. Kolejny pomysł PiS, który popieramy, to wprowadzenieulg w składkach ZUS dla przedsiębiorców (88 proc. głosów "za"). MARCIN CZEKAŃSKI Badanie wykonała na zlecenie "Rz" GFK Polonia w dniach 1-4 października. Przebadano reprezentatywną dla dorosłych mieszkańców kraju grupę tysiąca osób. Nikt nie lubi liberałów Ireneusz Krzemiński, socjolog Polacy wybierają silne państwo, bo pomimo kolejnego roku wzrostu gospodarczego mamy najwyższe bezrobocie w UE. Poza tym większości Polaków liberalizm kojarzy się negatywnie i ten lęk wykorzystało PiS do wypromowania swoich pomysłów w opozycji do koncepcji PO. Z badania wynika też, co obserwujemy od początku transformacji, że Polacy nie mają spójnej wizji gospodarki, ich poglądy są pełne sprzeczności: chcą wspomagającego państwa, ale chcą też niższych opłat i obciążeń. .......i jeszcze: www.rzeczpospolita.pl/teksty/wydanie_051011/ekonomia_a_7-2.F.jpg Żródło: "RZECZPOSPOLITA" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ! PiS fiction, czyli gra na czas IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.10.05, 12:35 PiS fiction, czyli gra na czas 11 października 2005 Bartosz Krzyżaniak Cele strategiczne rządu nie trzymają się kupy. To wyborcza gra na zwłokę — tak ekonomiści oceniają pomysły PiS. Kazimierz Marcinkiewicz, kandydat PiS na premiera, ogłosił wczoraj cele rządu na lata 2005-09. Strategiczne to naprawa państwa i solidarna polityka gospodarcza. Prawdopodobny przyszły premier chciałby zrealizować też cztery cele uzupełniające, 44 szczegółowe i ponad 160 pomocniczych. Zadeklarował zasady, które mają się stać podstawą postępowania m.in. rządu: jawność życia publicznego, honorowe postępowanie, skromność i uczciwość. Pod publikę Zdaniem Andrzeja Sadowskiego z Centrum im. Adama Smitha (CAS), wczorajsze deklaracje PiS są niczym innym, jak tylko drugą odsłoną kampanii wyborczej. — Należy je traktować jako instrument gry politycznej, a nie rzeczywisty program rządu — uważa ekspert CAS. Przedstawiony wczoraj dokument pt. „Solidarne państwo solidarnych obywateli” ma być podstawą dyskusji między PiS a PO w sprawie przyszłego programu rządu. Składa się w dużej mierze z pomysłów, jakie PiS niosło na sztandarach podczas kampanii parlamentarnej. Znalazły się w nim postulaty obniżenia podatków, wprowadzenia ulg na wychowanie dzieci, obniżenia składek ZUS w przypadku tworzenia nowych miejsc pracy, likwidacji „niepotrzebnych obciążeń podatkowych” czy wprowadzenia przyspieszonej amortyzacji. W dokumencie czytamy też o pełnej informatyzacji administracji publicznej, lepszym wykorzystaniu środków na budowę dróg i autostrad i zwiększeniu środków na kolej. PiS planuje też powołanie ministerstwa rozwoju regionalnego oraz zakłada „wyrównanie szans rozwoju województw najsłabszych”. To już było Oprócz powrotu do finansowania służby zdrowia z budżetu PiS planuje przywrócenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej i podporządkowanie mu Państwowej Inspekcji Pracy. Jednym z postulatów jest ograniczenie nadużywania samozatrudnienia jako metody obniżania kosztów, oraz ograniczenie obowiązku pracy w niedzielę i święta do niezbędnego zakresu podyktowanego interesem społecznym. PiS chce też wprowadzić ubezpieczenie od bezrobocia, zdecydowanie wyższe zasiłki rodzinne, podwyższyć opłacane z budżetu składki emerytalne za osoby korzystające z urlopów macierzyńskich i wychowawczych oraz utworzyć nowy fundusz alimentacyjny. Natomiast waloryzacja rent i emerytur ma uwzględniać (oprócz inflacji) także efekty wzrostu gospodarczego. Mieszanka wybuchowa — Wygląda na to, że pan Marcinkiewicz wysłuchał polityków wszystkich opcji, łącznie z Samoobroną, skompilował ich pomysły w całość. Są tu bowiem postulaty socjalistyczne, demokratyczne i demagogiczne, których razem zrealizować się nie da — uważa Richard Mbewe, główny ekonomista WGI DM. Jako przykład podaje propozycje obniżania podatków (czyli zmniejszania wpływów budżetowych) przy jednoczesnym zwiększeniu pomocy socjalnej. Według Richarda Mbewe, propozycje PiS są częścią taktyki wyborczej, która ma na celu dotrwanie do drugiej tury wyborów prezydenckich bez podejmowania wiążących dla przyszłego rządu decyzji. Źródło: Archiwum Puls Biznesu wyd. 1948 str. 4 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ! Jak PiS i PO chcą ratować kolej IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.10.05, 12:07 Jak PiS i PO chcą ratować kolej Krzysztof Aładowicz 12-10-2005 , ostatnia aktualizacja 11-10-2005 18:08 Trzeba znaleźć w budżecie 8 mld zł na jak najszybsze oddłużenie PKP - twierdzą przyszli koalicjanci z PO i PiS. Eksperci przygotowujący program restrukturyzacji kolei dla Platformy proponują dodatkowo zwolnienie 20 tys. kolejarzy i szybką prywatyzację. Do tego obydwie partie podchodzą z rezerwą - Nowy rząd musi szybko zająć się reformą Polskich Kolei Państwowych, bo firmie grozi katastrofa - mówią przedstawiciele PiS i PO, którzy przygotowali programy restrukturyzacji kolejowych spółek. - To najbardziej palący problem po naprawie sytuacji w służbie zdrowia - uważa Adrian Furgalski, dyrektor Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. Należy do zespołu ekspertów PO kierowanego przez Stefana Kawalca i przygotowuje program działań ratujących kolej. - Nie dostałem jeszcze pozwolenia na ujawnienie treści całego programu, jednak nasze założenia nieco różnią się od propozycji PiS - mówi Furgalski. Zgadza się z nim Krzysztof Tchórzewski, członek zarządu PKP Energetyka, poseł elekt, autor PiS-owskiego "Programu restrukturyzacji finansowej i własnościowej spółek Grupy PKP". Przyszli koalicjanci zgodnie uważają, że bez pomocy państwa polskiej kolei nie da się uratować. Dlatego rząd musi ją wesprzeć podobnie jak kilka lat temu górnictwo czy hutnictwo. - Skarb państwa musi przejąć obligacje o wartości prawie 6 mld zł, które kiedyś PKP wyemitowało na restrukturyzację, oraz pomóc w spłacie 2 mld zł długów Przewozów Regionalnych wobec innych firm, także emitując obligacje dziesięcioletnie - mówi Tchórzewski. Uspokaja, że spłata starych obligacji rocznie będzie kosztowała budżet państwa ok. 350 mln zł, z czym rząd powinien sobie poradzić. Zgadza się z nim Furgalski: - Bez takiej pomocy nie ma co myśleć o rozwoju kolei. Trzeba będzie się przygotować na jej szybki upadek - mówi. Obie partie zgadzają się również, że nie należy prywatyzować kolejowej infrastruktury. Jednak na tym punkcie zbieżność poglądów PO i PiS w najważniejszych sprawach się kończy. Furgalski uważa, że w ciągu roku trzeba z PKP zwolnić 20 tys. spośród ok. 135 tys. pracowników. - W tej chwili rocznie odchodzi po kilkaset ludzi. Trzeba w końcu zrobić ten krok raz a dobrze - twierdzi Furgalski. - Oczywiście podobnie jak w górnictwie w zwolnieniach grupowych z różnego rodzaju osłonami musi pomagać państwo. Szacuję, że potrzeba na to ok. 300 mln zł. W programie PiS o zwolnieniach nie ma ani słowa. - Jak nasz program zostanie przyjęty, to polska kolej będzie w stanie się rozwinąć i nie będzie trzeba zwalniać - uważa Tchórzewski. Hasło "zwolnienia" budzi wielkie kontrowersje również wśród polityków samej Platformy. Poseł PO Tadeusz Jarmuziewicz, zajmujący się problemami transportu, twierdzi, że jego partia się nie zgodzi na takie rozwiązanie. - To są jakieś chore pomysły, przecież zwolnienia na taką skalę to nic innego jak dążenie do likwidacji przedsiębiorstwa. Nie osiągnie się lepszego poziomu funkcjonowania, gdy myśli się tylko o zwolnieniach - twierdzi. Obie partie mają również odmienne poglądy na metody prywatyzacji kolei. PiS proponuje, by spółki Cargo (zajmuje się przewozami towarowymi), PKP Energetyka, Telekomunikacja Kolejowa sprywatyzować poprzez giełdę. Ekspert PO uważa, że nie należy się bać inwestora strategicznego. Tchórzewski: - Na giełdzie będzie można zadbać o większą przejrzystość procesu. Będziemy mieli pewność, że spółki nie trafią w przypadkowe ręce. Furgalski odpowiada: - To nie jest argument, bo na giełdzie każdy może wykupić akcje i wówczas firma może znaleźć się nie tam, gdzie trzeba. Jeżeli chodzi o Intercity, Szybką Kolej Miejską z Gdańska i Linię Hutniczo- Szerokotorową, to Tchórzewski też stawia na giełdę, choć nie wyklucza poszukiwania inwestora strategicznego. - Intercity trzeba jednak sprywatyzować do końca 2006 roku, a nie, jak proponuje Krzysztof Tchórzewski, do 2007 roku - mówi Furgalski. - Spółka pilnie potrzebuje dokapitalizowania i nie ma na co czekać, bo nie poradzi sobie, gdy po liberalizacji rynku w 2010 roku wejdą do nas wielkie firmy z Zachodu. Kolejny problem to PKP SA, która skupia wokół siebie wszystkie kolejowe spółki. Platforma proponuje, by firma działała tylko do czasu zakończenia restrukturyzacji, a potem została zlikwidowana. PiS chce utrzymać tę spółkę i planuje podzielenie jej na dwie części - PKP SA, która ma posiadać całą infrastrukturę potrzebną do funkcjonowania kolei (Polskie Linie Kolejowe, nieruchomości), reprezentować kolejowe spółki w kontaktach międzynarodowych i koordynować ich działania, oraz Fundusz Mienia Kolejowego SA, który by przejął cały majątek niepotrzebny do bieżącego działania (stare linie kolejowe, budynki, stacje itp.). - To zupełnie niepotrzebne tworzenie kolejnych tworów - uważa Furgalski. Pomimo tych różnic przedstawiciele partii twierdzą, że szybko się dogadają. Wcześniej jednak do porozumienia muszą dojść eksperci Platformy z politykami Platformy. Jak na projekty zmian w PKP reagują związki zawodowe? Zdecydowanie bliższe są im propozycje PiS. - Czekamy na rozwój sytuacji, ale projekt przyjmujemy z nadzieją - mówi Jerzy Kędzierski, przewodniczący Federacji Związków Zawodowych Pracowników PKP. Również Sekcja Krajowa Kolejarzy NSZZ "Solidarność" nie powinna mieć problemów z przyjęciem tych pomysłów - przewodniczący związku Stanisław Kogut został senatorem z ramienia PiS. GAZETA WYBORCZa Odpowiedz Link Zgłoś