Dodaj do ulubionych

Ekspresem przez beznadzieję

26.11.05, 22:17
www.ratusz.info/?id_dzialu=0&id_poddzialu=0&id_artykulu=237&full_tekst=1&startowa=2
17.11.2005 09.00 www.ratusz.info
Ekspresem przez beznadzieję
Pomysł budowy polskiego TGV z Wrocławia do Warszawy rozpala wyobraźnię. Ale
nie zmieni tego, że kolej jest pogrążona w głębokim kryzysie. Jeśli nie
znajdzie się więcej pieniędzy, to w przyszłym roku rozkład jazdy będzie
krótszy o połowę.

Superpociągi miałyby jeździć z Wrocławia do Warszawy w niecałe dwie godziny.
To rewolucja, bo na razie nasz region nie ma sensownego połączenia lądowego ze
stolicą. I drogi, i tory prowadzące na Mazowsze są w fatalnym stanie. A nie
każdego stać na lot samolotem.

Dlatego idea rodzimego TGV spodobała się i kolejarzom, i władzom największych
miast leżących przy planowanej linii. Oprócz Wrocławia i Warszawy są to: Łódź,
Kalisz, Ostrów Wielkopolski, a także Poznań. A to dlatego, że w okolicach
Kalisza tory polskiego TGV będą się rozdzielały. W prawo - do stolicy
Wielkopolski, w lewo - na Dolny Śląsk. Pociągi pomkną tymi trasami z
prędkością przekraczającą nawet 300 km na godz.. Tak jak słynne francuskie
ekspresy i szybciej niż niemieckie ICE. Dzięki temu i z Wrocławia, i z
Poznania będzie można się dostać do Warszawy w godzinę i czterdzieści minut. A
ze stolicy do Łodzi - w 45 minut.

Kiedy? - Najwcześniej w okolicach 2015 roku – prognozuje Krzysztof Łańcucki,
rzecznik prasowy Polskich Linii Kolejowych, spółki grupy PKP, która zajmuje
się infrastrukturą.

Dr Andrzej Massel z Centrum Naukowo-Technicznego Kolejnictwa, autor wstępnego
studium tej linii jest nieco ostrożniejszy. Według niego, projektowanie,
przygotowania i wreszcie sama budowa zajmą co najmniej 13-14 lat. Czyli
polskie TGV wyjechałoby na tory ok. roku 2020.

Skąd wziąć miliardy?

Najpierw jednak trzeba zapewnić pieniądze na realizację tej inwestycji. Według
wstępnych szacunków, na układającą się w literę Y linię wielkich prędkości
potrzeba co najmniej 3 mld euro. To prawie dziesięć razy więcej niż tegoroczny
budżet PLK na inwestycje.

Nowa linia kolejowa to nie koniec wydatków. Zwykłe lokomotywy i wagony, które
mają PKP, mogą jeździć co najwyżej 160 km na godz. By podróżować prawie dwa
razy szybciej, trzeba zakupić nowy tabor. A to wydatek 20-35 mln euro za skład.

Miliardy euro, potrzebne na polskie TGV, mają pochodzić nie tylko z budżetu
państwa. Dużą część pieniędzy ma dać Unia Europejska. Dlatego projekt szybkiej
kolei został wpisany do narodowego planu rozwoju w latach 2007-2013.

- Chcielibyśmy także zaproponować finansowanie tego przedsięwzięcia w drodze
partnerstwa publiczno-prywatnego – dodaje Łańcucki. Przekonuje, że warto wydać
te pieniądze, bo ten projekt to tworzenie zupełnie nowej jakości na polskiej
kolei.

- Skorzysta na tym cały kraj, nie tylko miasta leżące przy trasie tej linii –
dodaje rzecznik PLK.

Rzeczywiście, do Warszawy łatwiej byłoby się dostać np. z największych
dolnośląskich miast. O wiele szybciej – w około 5 godzin – można by dojechać z
Krakowa czy Katowic do Szczecina. Zwłaszcza że w planach jest również
modernizacja centralnej magistrali kolejowej, czyli linii łączącej Mazowsze ze
Śląskiem i Małopolską. Tzw. ceemka to najszybsza linia w Polsce, budowana z
myślą o ekspresach. To tam w 1994 roku ustanowiony został środkowoeuropejski
rekord prędkości pociągu – 251 km na godz. Po modernizacji taka szybkość ma
stać się codziennością. Póki co ekspresy jeżdżą tamtędy z prędkością 160 km, a
towarowe - 120 km na godz. W Polsce jest jeszcze tylko kilka odcinków, na
których jest to możliwe. Wśród nich linia Brzeg – Opole oraz część
modernizowanej właśnie linii Zgorzelec – Legnica – Wrocław – Opole. Na innych
głównych liniach nawet pociągi pospieszne jadą często wolniej niż 60 km na godz.

Tiry na tory?

Dlatego niezależni eksperci i pasjonaci kolei, choć zadowoleni z pomysłu
budowy superszybkiej kolei, uważają, że PKP chcą w ten sposób odwrócić uwagę
od fatalnego stanu innych torów. I że przede wszystkim trzeba się skupić na
modernizacji już istniejących linii. Tak, żeby 160 km na godz. dla ekspresów i
pospiesznych było standardem, nie wyjątkiem. Po pierwsze dlatego, że polskie
TGV nigdy nie zastąpi zwykłej kolei (nową linią na pewno nie będą jeździły
pociągi towarowe – są zbyt wolne), po drugie - powstanie dopiero za jakieś 15 lat.

Jacek Jerczyński, ekspert i specjalista od historii kolei, kustosz Muzeum
Przemysłu i Kolejnictwa w Jaworzynie Śląskiej, proponuje inne rozwiązanie
problemu z komunikacją między Wrocławiem a Warszawą. Według niego, wystarczy
zmodernizować linię Oleśnica – Kluczbork – Częstochowa – Włoszczowa. Dzięki
temu ekspresy z Wrocławia do stolicy mogłyby jeździć „ceemką”. Czas podróży –
około 3,5 godz. - A kosztowałoby to dziesięciokrotnie mniej niż polskie TGV,
ok. 300 mln zł – ocenia Jerczyński. Zwolennikiem tego rozwiązania jest także
Stanisław Biega z Centrum Zrównoważonego Transportu, niezależnego ośrodka
badawczego zajmującego się kolejnictwem. Poza tym część towarów między
Wrocławiem a Warszawą mogłaby wtedy szybko jechać w wagonach, a nie na
naczepach tirów, które przeciskają się wąskimi i pełnymi kolein drogami.

Jednak według Krzysztofa Łańcuckiego, rzecznika PLK, wzdłuż trasy przez
Włoszczową mieszka zbyt mało osób, by inwestować w nią duże pieniądze. Jak
mówi, dojazd z Wrocławia do Warszawy poprawi się już w przyszłym roku. Wtedy
zakończy się modernizacja odcinka międzynarodowej magistrali E-30 między
Opolem a Wrocławiem. Ekspresy do stolicy będą dojeżdżały do Katowic i tam
wjeżdżały na „ceemkę”. Czas przejazdu: ok. 4 godzin.

Sławomir Najnigier, wiceprezydent Wrocławia, dodaje, że szybka kolej tylko
wtedy ma sens, gdy łączy duże miasta.

- Dlatego tak bardzo nam zależy, by ta linia wielkich prędkości przebiegała
przez Łódź – tłumaczy.

Kto uratuje inne linie?

Modernizacja istniejących linii ma jednak jeszcze jedną zaletę – trwa krócej
niż budowa nowych. Zwłaszcza takich, jak ta dla superszybkich pociągów.

- Jeśli degradacja linii kolejowych będzie dalej postępować w takim tempie, to
za 15 lat może się okazać, że nie ma po czym jeździć – przestrzega Biega. Ale
rzecznik PLK zapewnia, że budowa nowej trasy nie wpłynie na remonty tych,
które już istnieją.

- Po prostu te inwestycje mają różne źródła finansowania – podkreśla Łańcucki.
Chodzi tu przede wszystkim o fundusze unijne. Pieniądze na modernizacje
pochodzą przede wszystkim z Funduszu Spójności i programu ISPA, a polskie TGV
ma zostać dofinansowane z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.

Dr Massel z CNTK dodaje, że za 20 lat pociągi jeżdżące 160 km na godz. nie
będą już robiły wrażenia.

- Modernizacja istniejących linii kolejowych jest wręcz niezbędna. Ale to
rozwiązanie na dziś. Rozwiązaniem na jutro jest budowa kolei dużych prędkości
– podkreśla Massel.

Nowy rok bez kolei?

Pasażerowie pociągów muszą się jednak ciągle zmagać z kolejową
rzeczywistością. A ta to często brudny wagon w powolnym pociągu, odjeżdżającym
o dziwnej porze. Dolny Śląsk nie jest, niestety, wyjątkiem, ale tylko w naszym
regionie PKP grożą całkowitym zawieszeniem lokalnych połączeń.

Powodem jest konflikt między spółką PKP Przewozy Regionalne i władzami
województwa. Łukasz Kurpiewski, rzecznik prasowy Przewozów Regionalnych
podkreśla, że nowy rozkład wchodzi w życie 11 grudnia, a samorządowcy jeszcze
nie rozmawiali z kolejarzami o dofinansowaniu dolnośląskich pociągów.

- Jeśli negocjacje się nie rozpoczną, to od 1 stycznia zawiesimy wszystkie
pociągi kursujące na Dolnym Śląsku – ostrzega Kurpiewski. Połączenia lokalne
dotuje się praktycznie w całej Europie. W Polsce ten obowiązek przypadł
samorządom wojewódzkim. Co
Obserwuj wątek
    • es_wu Re: Ekspresem przez beznadzieję 26.11.05, 22:18
      - Jeśli negocjacje się nie rozpoczną, to od 1 stycznia zawiesimy wszystkie
      pociągi kursujące na Dolnym Śląsku – ostrzega Kurpiewski. Połączenia lokalne
      dotuje się praktycznie w całej Europie. W Polsce ten obowiązek przypadł
      samorządom wojewódzkim. Co roku między marszałkami a kolejarzami wybuchają spory
      o pieniądze. W tym roku PKP PR przygotowały nawet dwie wersje rozkładu. Pierwszą
      - pełną i drugą - okrojoną o pociągi, na które nie starczyło dotacji. Na Dolnym
      Śląsku na 310 pociągów, brakuje pieniędzy na 134. Andrzej Piech, wicedyrektor
      Dolnośląskiego Zakładu Przewozów Regionalnych, uspokaja:

      - Początek nowego roku nie oznacza zatrzymania pociągów. Nawet te 134 połączenia
      mają zostać do końca marca – zaznacza. A potem? – Będziemy rozmawiać.
      Chcielibyśmy podpisać umowę na dwa lata – dodaje.

      Co zrobi Kogut?

      Tymczasem Urząd Marszałkowski oferuje 40 mln zł dofinansowania do połączeń
      kolejowych – o 5 mln zł więcej niż w tym roku. Ale to i tak za mało, by kolej na
      Dolnym Śląsku wyszła na zero. Według Kurpiewskiego potrzeba kolejnych 30 mln zł.

      Szymon Pacyniak, wicemarszałek Dolnego Śląska twierdzi, że nie przestraszył się
      zapowiedzi wstrzymania pociągów.

      - Będziemy rozmawiali. Musimy jednak pamiętać, że dotację już zwiększyliśmy, a
      budżet województwa jest ograniczony – podkreśla Pacyniak.

      Polskie dotacje do lokalnych połączeń kolejowych rzeczywiście są kilkakrotnie
      niższe, niż na przykład w Czechach czy Niemczech. Wojciech Zdanowski z Instytutu
      Rozwoju i Promocji Kolei przekonuje jednak, że tamtejsze koleje obsługują więcej
      połączeń i lepiej spełniają potrzeby pasażerów. PKP ciągle mają z tym problem, o
      czym pisaliśmy kilkakrotnie w „Panoramie Dolnośląskiej”. Spółce udało się jednak
      zmniejszyć stratę. W 2003 roku było to 1 mld 240 mln zł, w bieżącym - będzie
      zapewne ok. 500 mln zł. Spada również zatrudnienie – w ciągu ostatnich kilku lat
      o 3 tys. Rządzący krajem politycy Prawa i Sprawiedliwości będą musieli zmierzyć
      się z tym problemem. Zwłaszcza że do Senatu z list tej partii dostał się
      Stanisław Kogut, charyzmatyczny przywódca kolejowej Solidarności.
      Restrukturyzacja, a więc i bolesne zwolnienia są jednak nieuniknione.

      W przeciwnym razie za 15 lat będziemy mieli kolej w formie szczątkowej.
      Oczywiście, poza superszybkim TGV.

      Dawid Kocik

      foto: Miłosz Poloch - Agencja DeFacto

      Tekst publikowany w ramach projektu :

      Panorama na Ratusz
      • tram_ktos Re: Ekspresem przez beznadzieję 28.11.05, 13:32
        Przykro patrzeć, jak ginie polska kolej...
    • Gość: kalkulator Re: Ekspresem przez beznadzieję IP: 66.112.58.* 27.11.05, 22:45
      Za 3 mld euro mozna kupic 70 Boeingow. Moze ktos sie puknie w glowe z ta
      kolejka nim jest za pozno.
      • Gość: RP Re: Ekspresem przez beznadzieję IP: *.core.lanet.net.pl / *.core.lanet.net.pl 27.11.05, 23:05
        1 wez pod uwage galopujace ceny paliw plynnych i przemysl to jezcze raz.
        2 w artykule napisano "nie kazdego stac na samolot"
        3 tira samolotem nie przewieziesz :)
        4 z centrum wrocka, do centrum wawy samolotem w 1 45 min nie 'dolecisz'
        5 Boeingi spadaja :( - ;) -
        6 moglbym dalej, ale po co ?!
        • Gość: helikopter Re: Ekspresem przez beznadzieję IP: 66.112.58.* 28.11.05, 04:29
          1. Pociag tez pali.
          2. Sa tanie linie (i budzet do nich nie doplaca !), moga byc jeszcze tansze,
          ile bedzie kosztowal bilet na ten superekspres?
          3. Tir na pociagu sie nie spieszy az tak by 3 godziny roznicy cos zmienialo,
          moze jechac po torach jakie sa teraz.
          4. Malo kto mieszka na dworcu albo w centrum, z Nowego Dworu, Gadowa, Kuznik,
          Kozanowa blizej na lotnisko niz na dworzec, to samo w Warszawie.
          5. Pociagi tez sie wykolejaja, zlodzieje kradna szyny a na dworcach lutuja.
          6. ja tez
          • Gość: RP Re: Ekspresem przez beznadzieję IP: *.core.lanet.net.pl / *.core.lanet.net.pl 29.11.05, 00:13
            hehe. załosny jestes ;)

            napisze tylko jedno zdanie.
            Boeing nie zrobi sobie przystanku na trasie w np. Olesnicy, Kaliszu, Łodzi/
            Bełchatowie, Pio. Tryb. - a pociag jak najbardziej :)

            :]
            • Gość: sputnik Re: Ekspresem przez beznadzieję IP: *.lr.centurytel.net 29.11.05, 01:14
              Za 3 mld to mozna kupic 60 000 awionetek. Dla kazdego w Olesnicy i Kaliszu. Czy
              tak lepiej?
    • Gość: dxf Ww-Oleśnica-Wieluń-Bełchatów-Piot rkow-Koluszki-WWa IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.11.05, 09:40
      W starym atlasie geograficznym widziałem planowane dobudowanie linii kolejowej
      między Wieluniem i Bełchatowem. Patrząc na mapę jest to rozwiązanie
      zdecydowanie krótsze niż przez Włoszczową i w dodatku zahaczające o aglomerację
      Łódzką. albo inaczej z Wieruszowa do Sieradza i później przez Łódź. co wy na to?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka